Wakacje koszykarza, czyli sezon wcale nie ogórkowy (część III)

W kosza gra już dobre 20 lat, na swoim koncie ma mistrzostwo i wicemistrzostwo Ukrainy. Jest chyba jedynym gościem w tej lidze, który naprawdę solidnie zna się na ukraińskim rapie i od czasu do czasu odpali dobry kawałek z jego repertuaru kolegom w szatni przy użyciu bezprzewodowego głośnika, który często ma przy sobie – taki jest Witalij Kowalenko, człowiek wesoły i radosny, który w telefonie poza muzyką ma zawsze całą masę wiadomości od kolegów z całego świata. Ponadto nawet jak już nie może patrzeć na piłkę do kosza, to chętnie obejrzy sobie meczyk Euroligi czy Eurocupu, bo na NBA za długo patrzeć nie potrafi – za dużo szaleństwa. A wakacje? To poza dbaniem o formę przede wszystkim czas dla najbliższych, którzy w sezonie wspierają go w jego koszykarskiej przygodzie.

Witek – bo tak mówią do niego koledzy i przyjaciele – od czasów szkoły podstawowej mieszka w Polsce. Wychowany w Jarosławiu, tam stawiał pierwsze koszykarskie kroki, stąd traktowany jest w naszej lidze jako zawodnik krajowy. Kiedyś zapytany o pierwsze wrażenia z Polski wspomniał historię dyktanda, które musiał napisać pierwszego dnia pobytu w nowej szkole – oddał wówczas pustą kartkę, bo nie znał nawet liter. Dzisiaj w rozmowie z nim ciężko się zorientować, że pochodzi z innego kraju, ale jak sam przyznaje Ukraina na zawsze będzie w jego sercu. Dopiero od zeszłego roku posiada polskie obywatelstwo – zapewne uzyskałby je szybciej, jednak sporą część swojej kariery spędził właśnie na swojej rodzinnej Ukrainie w czasach, kiedy żyło się tam o wiele lepiej niż teraz.

Witek czy na początek może przybliżysz nam jak wyglądały realia ukraińskiej ligi kiedy miałeś okazję w niej występować?

Liga Ukraińska kilka lat temu była bardzo mocna – naprawdę nie brakowało tam ciekawych nazwisk, i to nie tylko w tak wielkich miastach jak Donieck czy Kijów. Środki inwestowane w kluby były ogromne –  ja trafiłem tam jako stosunkowo młody chłopak i byłem pod wielkim wrażeniem tego, co zastałem. W lidze grało mnóstwo świetnych zawodników zagranicznych, nie brakowało też solidnych graczy krajowych – podsumowując – poziom był naprawdę wysoki. Miałem to szczęście, że grałem w mocnych klubach takich jak Budyvielnyk Kijów, Chemik Jużny, z którym zdobyłem wicemistrzostwo czy nieistniejący już BC Donieck, z którym zdobyłem mistrzostwo. Szkoda, że nie udało się zagrać w Eurolidze, bo to byłoby naprawdę coś wielkiego, ale mimo wszystko niech o sile tych zespołów parę lat temu świadczy fakt, że byliśmy w TOP 16 oraz w ćwierćfinale Eurocup, a także ćwierćfinale Eurochallenge. Wspominam te czasy dobrze i kto wie jak potoczyłaby się moja kariera gdyby nie to, co stało się na Ukrainie.

Jak wyglądała przerwa pomiędzy sezonami na Ukrainie a jak wygląda w Polsce – i przede wszystkim – jak wówczas i jak teraz do okresu wakacyjnego podchodzi Witek Kowalenko?

Dobre pytanie – w sumie mam już 34 lata, na pewne rzeczy można popatrzeć z dalszej perspektywy. Wiadomo, że jak jest się młodym, wchodzi się do naprawdę wielkiego świata to nie zawsze myśli się o dalszej perspektywie, tylko bardziej na zasadzie „tu i teraz”. Nie znaczy to oczywiście, że w przerwie między sezonami nic nie robiłem – wręcz przeciwnie – trenowałem i dbałem o siebie, jednak nie miałem takiej świadomości własnego ciała. Być może brakowało także motywacji do eliminacji słabości bo przecież wszystko dobrze szło. Na przykład uwielbiałem wsady do kosza, jednak nigdy nie robiłem jakoś poważniej nóg na siłowni – po prostu latałem nad obręczami i to wystarczyło. Teraz jest inaczej – od kiedy jestem w Polsce mocno podniosłem swoją wiedzę na temat przygotowania ciała do gry. Regularnie wzmacniam wszystkie partie na siłowni, pracuję nad słabościami i staram się doskonalić te elementy, które są na odpowiednim poziomie. W okresie między sezonami raczej unikam piłki, by czuć głód gry, więc na halę wracam dopiero dwa-trzy tygodnie przed okresem przygotowawczym. Wcześniej trening typu cardio i wspomniana siłownia w oparciu o dedykowany plan treningowy, a jeżeli coś boli to koniecznie konsultacja z fizjoterapeutą.

Wiadomo powszechnie, że jesteś bardzo rodzinnym człowiekiem – jak od tej strony wyglądają Twoje wakacje?

Zwykle zaczynają się od powrotu do Jarosławia, co wiąże się z zabraniem miliona rzeczy z miejsca, w którym grałem. Więc na początek pakowanie i przewożenie rzeczy – nawet nie wiecie ile tego wszystkiego może mieć trzyosobowa rodzina! Na jeden raz się nie da, może jakimś cudem na trzy transporty się pomieścimy – w każdym razie spore wyzwanie logistyczne. Z drugiej strony jednak cieszę się, że możemy być cały czas razem. Co do urlopu, to zaliczyliśmy już wyjazd zagraniczny po kilku tygodniach od zakończenia sezonu. To zawsze nasz wspólny czas, kiedy odpoczywamy, ładujemy baterie. Natomiast o zachowaniu formy pamiętam też podczas takich wakacji  i regularnie  znajduję moment na trening na siłowni. A kiedy jestem na miejscu, w Jarosławiu, to mam również czas zobaczyć się z moją mamą, która mieszka tam na co dzień, odwiedzam też rodzinę w kilku miejscach Polski, pamiętając oczywiście o najbliższych ze strony żony oraz spędzam czas z przyjaciółmi. Ważne jest dla mnie też żeby mieć czas dla syna ale ta zasada nie tyczy się nie tylko wakacji, lecz całego roku.

Niedawno zakończyła się przygoda Witka z MKS-em Dąbrowa Górnicza, gdzie grał przez ostatnie dwa sezony. Wcześniej występował w Śląsku Wrocław oraz Kingu Szczecin. Tego sympatycznego podkoszowego cechuje efektowna gra po obydwu stronach parkietu – znany jest z kończenia akcji wsadami, natomiast w obronie lubi rozdać blok czy dwa i często są to widowiskowe akcje, solidnie rozgrzewające kibiców. Witek jest też duszą towarzystwa w szatni. Obecnie jeszcze jest bez klubu, ale mamy nadzieję, że niebawem znajdzie dobre miejsce dla siebie i swojej rodziny i pokaże, że ma jeszcze sporo koszykarskiego paliwa w bakach.

Komentarze

Komantarze