Tag: Stelmet Enea BC Zielona Góra

Dojrzałe ogóry X – koniec zbiorów

Zanim przejdziemy do podsumowania sezonu ogórkowego, czas prześwietlić graczy, którzy jako ostatni dołączyli do drużyn Energa Basket Ligi.

Željko Šakić – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Stelmet znalazł zastępstwo dla Edo Muricia. Chorwat Željko Šakić nowy zawodnikiem czterokrotnego Mistrza Polski!

Większość swojej kariery Chorwat spędził na Bałkanach, gdzie grał między innymi dla Cibony Zagrzeb, czy bośniackiego BC Siroki. Ostatni sezon Šakić spędził w rumuńskim U-Banca Transilvania Cluj, z którym miał okazję występować w FIBA Europe Cup. Łącznie w rozgrywkach ligowych i pucharowych rozegrał aż 56 spotkań, a jego średnie plasowały się na poziomie 12,6 punktu, 6,3 zbiórki i niespełna 3 asyst w 26 minut gry.

Nowy nabytek Stelmetu to gracz bardzo wszechstronny i przede wszystkim grający dla zespołu, a nie pod własne statystyki. Kiedy drużyna potrzebuje punktów może wziąć na siebie ciężar ich zdobywania, innym razem może przepoczwarzyć się w point forwarda dogrywającego piłki partnerom i zawiadującego wydarzeniami na parkiecie. Poprzedni sezon to spory spadek w skuteczności rzutów za 3 punkty (29%), jednak Chorwat nie boi się przymierzyć z dystansu i jak na podkoszowego stosunkowo często na tego typu akcje się decyduje (ponad 2 próby na mecz).

30-latek przychodzi do Zielonej Góry jako zastępstwo za Edo Muricia. Słoweniec kompletnie się nie sprawdził w drużynie Stelmetu, a do tego jego pensja pochłaniała znaczną cześć kwoty przeznaczonej na wynagrodzenia. Rozstanie z Muriciem pewnie znajdzie swój finał w BAT, ale raczej nie ma wątpliwości, że istniała spora potrzeba wycięcia z zespołu złotego medalisty Mistrzostw Europy. Šakić to nieco inny zawodnik, przede wszystkim grający ostatnimi czasy tylko na pozycji numer 4 i posiadający o wiele lepsze rozumienie gry niż Edo. Nic nie ujmując Słoweńcowi, był on bardzo dobrym zadaniowcem, który fantastycznie sprawdził się jako 4-5 opcja ofensywna w reprezentacji swojego kraju podczas niedawnego Eurobasketu. Jednak wrzucenie go w większą rolę w ataku nie przyniosło pożądanego skutku, a Murić nie umiał wskoczyć w buty jednego z liderów zespołu i cały czas przebywał w cieniu. To wszystko mogło być frustrujące, dla Stelmetu i samego zawodnika, więc nic dziwnego, że do tego rozstania usilnie dążył klub. Šakić to gracz, który powinien lepiej się odnaleźć w Zielonej Górze i jestem dziwnie spokojny, że wywiąże się z oczekiwań stawianych przed nim.

Šakić jest w tym momencie czwartym zawodnikiem na pozycji silnego skrzydłowego. Prawdopodobnie z zespołem rozstanie się Mindaugas Kačinas, który miał przede wszystkim pomóc w treningach w okresie przygotowawczym. Mimo to, nadal w drużynie zostanie trzech graczy, którzy nominalnie grają na czwórce i nieszczególnie poradzą sobie na innych pozycjach. Mokros i Šakić raczej na niskim skrzydle nie pograją, jedynie można liczyć, że parę chwil na piątce spędzi Boris Savović. Patrząc na to z drugiej strony, to nic dziwnego, że Stelmet poszerza swoją rotację. Mnóstwo meczów, a do tego jeszcze świeża historia urazów Jarka i Savo sprawiają, że dodatkowy gracz pod kosz może okazać się na wagę złota.

Wiadomo, że nazwisko Šakić aż tak jak Murić, czy Dragicević nie elektryzuje kibiców, ale podpisanie tak wszechstronnego zawodnika znacznie poszerza możliwości gry Stelmetu, a sam gracz może z czasem okazać się jednym z najważniejszych trybików drużyny prowadzonej przez Igora Jovovicia.

Darko Planinić – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Frank Hassell nie dotrwał do rozpoczęcia rozgrywek. W jego miejsce błyskawicznie Stelmet sprowadza kolejnego Chorwata. Wielokrotny reprezentant swojego kraju, Darko Planinić, nowym graczem biało-zielonych.

Planinić to zawodnik z dużym doświadczeniem zebranym w wielu zakątkach Europy. Miał okazję występować w Maccabi, czy Baskonii, a ostatni sezon spędził w lidze włoskiej przywdziewając koszulkę Sassari. Chorwat poprzednie rozgrywki zakończył z liczbami na poziomie 10 punktów i 4 zbiórek w 17 minut gry. Darko przez większość kariery wykorzystywany był jako zawodnik zadaniowy, który nie występował w pierwszoplanowej roli, ale ze swoich zadań wywiązywał się bardzo dobrze. Posiada doświadczenie ze wszystkich topowych pucharów europejskich, począwszy od Euroligi, a kończąc na Basketball Champions League. Teraz do swojego CV dorzuci także ligę VTB, która nie wątpliwie była magnesem przyciągającym Chorwata do Zielonej Góry.

Planinić żyje z podań graczy obwodowych, operuje blisko kosza i jest w tym bardzo skuteczny. Korzysta ze swoich rozmiarów na zasłonach i w obronie, co zapewne cieszy trenera Stelmetu. Nowy zawodnik zielonogórzan to także solidny zastrzyk doświadczenia na najwyższym poziomie, który nie powinien przestraszyć się rywalizacji z wielkimi firmami w lidze VTB.

Planinić to drugi po Šakiciu zawodnik, który przychodzi do Zielonej Góry w ramach zastępstwa. Frank Hassell miał być podporą Stelmetu 2018/19, dominatorem podkoszowym, a okazał się sporym niewypałem. Być może umiejętności mu nie brakowało, jednak wizja gry trenera Jovovicia przewidywała inny sposób wykorzystania środkowego, co skończyło się słabym rozumieniem gry przez Amerykanina i problemem z aklimatyzacją. Szybko znaleziono zastępstwo jakim jest Darko Planinić. To podobnie jak Amerykanin gracz w Europie rozpoznawalny, który nie raz miał okazję grać w narodowych barwach.

Chorwat to gracz wyższy niż Hassell, o zupełnie innej charakterystyce gry niż Tank. Planinić jest przygotowany do gry przez szkołę bałkańską co powinno z miejsca ułatwić mu zrozumienie oczekiwań przed nim stawianych przez Jovovicia. Nie jest typem dominatora, ani także wirtuoza ofensywy jak np. Drago, ale we wszystkim co robi jest do bólu solidny i w żadnej sytuacji nie można go lekceważyć. Zatrudnienie 27-latka daje spokój i pewność, że pod koszem Stelmetu nie będą działy się niepożądane rzeczy po obu stronach parkietu. Co więcej, sprowadzenie zawodnika o takich rozmiarach to niejako odpowiedź na zestaw podkoszowych jaki udało się zgromadzić w Gdyni, czy Toruniu. Hassell pomimo ogromnej siły odstawałby wzrostem znacznie od graczy tak jakich Karnowski, Łapeta, czy Upshaw. Teraz jakakolwiek przewaga rywali na pozycji nr 5 zostaje zniwelowana, bo warto pamiętać, że jeśli chodzi o walkę wręcz i podkoszowe masowanie w obwodzie jest także Adam Hrycaniuk, który nie powinien dać się zepchnąć pod obręcz np. takiemu Sobinowi.

Stelmet w tym roku nie czeka na wystrzał formy i nie daje czasu zawodnikom na dotarcie się z zespołem. Nie chce ryzykować i słabsze ogniwa, które już w tej chwili się objawiają konsekwentnie eliminuje z zespołu. Już niedługo start sezonu i jednocześnie weryfikacja składu przygotowanego przez Igora Jovovicia, a ten wygląda naprawdę ciekawie.

Omar Prewitt – Legia Warszawa

Legia kończy budowę składu na sezon 2018/19. Ostatnim zawodnikiem, który zasili stołeczną ekipę jest Omar Prewitt.

Nowy nabytek klubu ze stolicy jest absolwentem romantycznie brzmiącej uczelni William & Marry, w której występował przez 4 lata. Wszystkie sezony to duża rola Prewitta na uniwersytecie, a ostatni rok to ponad 15 punktów na mecz, do tego 6 zbiórek i 3 asysty w 32 minuty gry. Omar po ukończeniu college’u wyjechał do Europy, a za punkt docelowy obrał Litwę i BC Šiauliai. Tam czekała go rola gracza rotacyjnego, który mógł liczyć na niecałe 20 minut w meczach ligowych i BBL. Amerykanin nie dotrwał jednak do zakończenia rozgrywek nad Bałtykiem i przeniósł się na południe by zasmakować greckiego słońca w Salonikach. Dla Arisu rozegrał  20 (liga+BCL) spotkań, jednak jego minuty w stosunku do poprzedniego pracodawcy spadły blisko o połowę. Prewitt zaliczał ponad 5 punktów w 12 minut spędzanych na parkiecie.

 

Prewitt to klasyczny skrzydłowy, który większość kariery spędził grając na trójce. Amerykanin mierzy 201 centymetrów, co predysponuje go do gry na wielu pozycjach. Dobra motoryka pozwala mu kryć graczy od siebie niższych, z kolei słuszne rozmiary i boiskowy spryt przydają się w obronie rywali grających pozycje wyżej. Nie sądzę, by Omar dostawał dużo minut na czwórce, jednak jest to potencjalnie bardzo ciekawy zawodnik do obsadzenia w takiej roli w niskich piątkach. Legia chcąc zmieścić na obwodzie 3 swoich najlepszych zawodników (Kowalczyka, Karolaka i Soluade), jednocześnie potrzebując dodatkowego shootingu może skorzystać z Prewitta grającego jako silny skrzydłowy, który zebrał jak do tej pory nieco większe doświadczenie niż Michał Kołodziej. Powyższy przykład to tylko jeden z wielu wariantów, jakie może tworzyć trener Spasev. Macedończyk skonstruował bardzo wszechstronny skład, gdzie każdy z zawodników obwodowych może spokojnie poradzić sobie na dwóch pozycjach.

Legia na początku celowała w pozyskanie rozgrywającego, który miałby kierować grą drużyny. Kontrakt w Warszawie podpisał Jordan Woodard, bardzo obiecujący zawodnik, który w teorii miał być liderem wojskowych. Sprawy pozaboiskowe pokrzyżowały plany  i Amerykanina nie ma już w Polsce, a włodarze eLki stanęli przed zadaniem znalezienia odpowiedniego uzupełnienia składu. Po przeanalizowaniu możliwości aktualnego zespołu zdecydowano się dodać skrzydłowego, a nie jak wcześniej planowano playmakera. Na tę decyzję miał wpływ z pewnością fakt, że w sparingach błysnął formą Mariusz Konopatzki, który walczy o jak największą ilość minut. Dodatkowo brak klasycznej trójki dość mocno raził po oczach, co z pewnością ułatwiło wybór macedońskiemu szkoleniowcowi.

Już po samym drzewku Legii widać, że będzie to drużyna grająca w sposób niekonwencjonalny. Na rozegraniu występować będą różni zawodnicy, z czego każdy z nich może danego dnia okazać się liderem punktowym ekipy z Warszawy. Nie Kowalczyk, nie Soluade, a chyba właśnie wyżej wspomniany Konopatzki to najbardziej zbliżony profilem gracz do klasycznej jedynki. Tak skonstruowany zespół to szansa na przyspieszenie gry, dobrą defensywę z wysokimi obrońcami na obwodzie i nowoczesną koszykówkę opartą na akcjach dwójkowych lub nawet izolacjach. Jest to także spore ryzyko i zagrożenie dla ataku pozycyjnego, gdzie może zabraknąć boiskowego generała, który zawiadywałby drużyną przy mocniejszym nacisku przeciwnika.

Wszystko wskazuje na to, że wynik Legii w dużej mierze uzależniony będzie od formy pary Kowalczyk-Soluade. Wielki sprawdzian przed jednym i drugim, który może zaprowadzić ich do wielkiej koszykówki lub na dłużej zakopać w błotku przeciętniactwa.

*Brandon Walters – AZS Koszalin (testy)

Testy Delano Spencera się nie udały, ale Koszalinianie nie stracili zapału i nadal są chętni sprowadzić do swojej ekipy jeszcze jednego gracza. Razem z drużyną trenuje już amerykański podkoszowy, Brandon Walters, który celuje w rozpoczęcie kariery w Europie.

AZS chcąc sprawdzić Spencera myślał o wzmocnieniu obwodu. Teraz nastąpił zwrot ku strefie podkoszowej i to właśnie tam trener Nikolić widzi braki w swojej drużynie. Walters pozytywnie przeszedł testy medyczne i jego przyszłość uzależniona będzie od najbliższych dni spędzonych z drużyną.

 

Teraz coś dla tych, co wakacje przeżyli intensywnie i niezbyt uważnie śledzili wiadomości z PLK. Poniżej przegląd ruchów transferowych w skondensowanej wersji.

POWROTY

PLK często jest traktowana jak przystanek do większej kariery, trampolina do lepszych lig i zarobków. Co roku kilku zawodnikom udaje się dobrymi występami wypromować do bardziej cenionych klubów niż te z naszego podwórka. Jednak to, co świetnie funkcjonowało w Polsce niekoniecznie udaje się powtórzyć w następnym sezonie. Mniejsza rola w drużynie, kontuzja lub zbyt silna konkurencja, to czynniki, które mają wpływ na to, że zawodnicy, którzy wyjechali z Polski nie odnaleźli się za granicą. Dla nich ponowna gra w Energa Basket Ligi jest jak powrót do rodzinnego miasta, gdzie znasz na osiedlu wszystkich ziomków, a tablice na sąsiednim boisku kleją każdą piłkę.

Na powrót, który ma służyć odbudowie pewności siebie zdecydowali się reprezentanci srebrnego pokolenia 93, Michał Michalak i Przemysław Karnowski. Obaj postawili w zeszłym roku na występy w hiszpańskiej ACB, jednak z różnych przyczyn ich sezony nie wyglądały tak jakby tego sobie życzyli i teraz decydują się na zrobienie kroku w tył by nabrać ponownego rozpędu. Myles Mack zdążył rozegrać ledwie kilka meczów w barwach Turowa Zgorzelec by sezon się dla niego skończył z uwagi na problemy zdrowotne. Gliwice mają być miejscem, w którym Mack odbuduje swoją wartość. Kontuzja skutecznie wyhamowała także karierę Deividasa Dulkysa, który opuszczał Polskę jako niekwestionowana gwiazda. Litwin liczy na dobry sezon w Eurocupowej Arce i późniejszy kontrakt na salonach Europy. Kolejną gwiazdą z przeszłości, którą ponownie będziemy mieli okazję oglądać na parkietach PLK jest Shawn King. Amerykanin po sezonie zwieńczonym nagrodą MVP wylądował w słoweńskim przeciętniaku i zdecydował się teraz na ponowną grę w miejscu, gdzie czuł się znakomicie, czyli w Ostrowie Wielkopolskim.

Do ligi wracają także Chase Simon i Martynas Sajus, których historia odbiega nieco od graczy wymienionych powyżej. Po wyjeździe z Polski nie przydarzył im się słabszy okres, a na powrót do Energa Basket Ligi zdecydowali się z uwagi na oferty od dużo mocniejszych zespołów niż te, w których mieli okazję ostatnio występować. Kolejnym graczem, który chce się przypomnieć polskiej publiczności jest Drew Brandon, któremu nie udało się dokończyć poprzednich rozgrywek w Słupsku z uwagi na upadek klubu. Amerykanin ma nadzieję, że ponownie będzie wykręcać dobre statystyki, a te pomogą mu w znalezieniu następnego pracodawcy. Całą listę zawodników powracających do PLK zamyka Anthony Hickey, niegdyś gracz gdyńskiego Asseco, a aktualnie największa gwiazda beniaminka Energa Basket Ligi, czyli Spójni Stargard.

Nie sposób w przypadku powrotów nie wspomnieć o comebackach na ławkę trenerską. Artur Gronek i Mariusz Niedbalski dostają kolejną szansę poprowadzenia drużyny w PLK. Pierwszy obejmie stery Polpharmy, a drugi spróbuje wykrzesać jak najwięcej z ekipy Miasta Szkła Krosno.

NIEWYPAŁY

Nie każdy wybór okazuje się strzałem w 10. Niektóre kluby świeżo po zakontraktowaniu nowego gracza były zmuszone do rozstania z uwagi na rozczarowującą postawę tak zachwalanych przez agentów zawodników. W pułapkę dało się złapać kilku trenerów i klubów, co w konsekwencji wymusiło ponowne przeczesywanie rynku transferowego.

Najbardziej sparzył się Stelmet, który musiał przez wiele tygodni, a nawet miesięcy użerać się z bardzo wysokim kontraktem Edo Muricia, którego imieniem spokojnie można byłoby nazwać te kategorię. Szybko podjęta decyzja o zatrudnieniu Słoweńca, którego zapewne w swoim zespole bardzo chciał ówczesny trener Andrej Urlep może klubowi jeszcze przez jakiś czas odbijać się finansową czkawką. Zielonogórzanie także przestrzelili z wyborem centra na najbliższy sezon. Wszystko wskazywało na to, że Frank Hassell będzie jedną z największych gwiazd Energa Basket Ligi, jednak problemy z aklimatyzacją i dostosowaniem się do strategii Jovovicia przekreśliły szansę Tanka na grę w biało-zielonych barwach. Słabo też wybierała Polpharma, najpierw zatrudniając Rashuna Davisa by po paru dniach jednak odstąpić od umowy z Amerykaninem. Trochę dłużej zawodnikiem Kociewskich Diabłów był Jai Williams, jednak wszystkie wątpliwości dotyczące jego osoby potwierdziły się w rzeczywistości i już tego zawodnika w Starogardzie nie ma. Ostatnim graczem, który miał grać dla SKSu był Bartosz Jankowski, ale pechowa kontuzja wykluczyła go z okresu przygotowawczego i ostatecznie były gracz Asseco Gdynia nie pojawi się na parkiecie w koszulce Polpharmy. Z kontuzją przegrał także Sam Dower, o którym w przeciwnym wypadku pisałbym w rubryce powyżej. Dla Amerykanina to byłyby powrót do PLK i jednocześnie powrót do Dąbrowy, niestety dla niego dalsza przygoda z koszykówką stoi pod sporym znakiem zapytania. W barwach odradzającej się gdyńskiej potęgi miał występować bardzo ciekawy gracz świeżo po uczelni, Ben Emelogu, jednak i jemu nie było dane podziwianie trójmiejskich plaż. We Włocławku na następce Ivana Almeidy namaszczony został Luis Montero. Dominikańczyk mający za sobą debiut na parkietach NBA nie wpasował się w oczekiwania Igora Milicicia i według oficjalnego komunikatu klubowego nie przeszedł testów medycznych. Grą Legii Warszawa miał kierować Jordan Woodard, ale z powodów rodzinnych nie zdecydował się na dłuższy pobyt nad Wisłą.

LIGOWE PRZETASOWANIA

Rynek lokalny też był gwarny i mocno zatłoczony. Kluby najpierw hurtowo sprowadzały zawodników z polskim paszportem, by potem sięgnąć po uznane już w PLK nazwiska z zagranicy.

Mistrz Polski do swojego składu dołożył graczy, którzy sporo nerwów kosztowali Igora Milicicia w serii finałowej. Do Włocławka z Ostrowa trafili Nikola Marković i Mateusz Kostrzewski, a w przeciwną stronę powędrował Michał Nowakowski. Anwil wzmocnił się także Jakubem Parzeńskim, który ostatni sezon spędził w MKSie Dąbrowa Górnicza, z kolei Wicemistrzowie Polski podebrali stamtąd Witalija Kowalenko. Z Gdynii udało się im także przechwycić Przemysława Żołnierewicza, który nie chciał kolejnego sezonu spędzać nad morzem. Stalówkę w kolejnym sezonie poprowadzi Wojciech Kamiński, który od lat związany był z Rosą Radom. Razem z nim do Ostrowa trafił także Daniel Szymkiewicz, który liczy na w końcu udany sezon. Z Radomiem pożegnał się także Michał Sokołowski, który zdecydował się na grę w lidze VTB w barwach Stelmetu Enea BC Zielona Góra. Z kolei na Mazowsze trafili doświadczeni Obie Trotter, Artur Mielczarek i Daniel Wall, którzy mają być odpowiedzialni za mentorowanie radomskiej młodzieży. Srebrny medalista, Szymon Łukasiak zdecydował się na zmianę otoczenia i grę dla trenera Winnickiego w Dąbrowie Górniczej. Coraz lepiej sobie radzący w PLK Jakub Schenk wybrał powrót pod skrzydła trenera Budzinauskasa i grę dla Wilków Morskich ze Szczecina. Po rozpadzie drużyny ze Zgorzelca Kacper Borowski wybiegnie na parkiet w koszulce Startu, z którym związał się aż 3-letnią umową. W Trójmieście zdecydowali się postawić na duże nazwiska. Do Sopotu zawitał Mistrz Polski Paweł Leończyk, brązowy medalista Damian Jeszke i jeden z wyróżniających się centrów ligi Milan Milovanović. Popularny Leon zastąpił w składzie Trefla klubową legendę, Filipa Dylewicza, który przeniósł się na północ wybierając ofertę Arki Gdynia. Do drużyny powracającej do wielkiego grania również dołącza Adam Łapeta, który po świetnym sezonie na pewno nie narzekał na brak ofert. Kacper Młynarski po sezonie w Koszalinie wybrał ofertę Kociewskich Diabłów i zastąpi tam w roli głównego Polaka Marcina Fliegera. AZS zdecydował się na totalną przebudowę drużyny i związał się umowami z Krzysztofem Jakóbczykiem, Maciejem Kucharkiem, Gregiem Surmaczem i Łukaszem Ratajczakiem. W Gliwicach lukę po Polakach, którzy odeszli z GTK wypełnią Szymon Kiwilsza i Piotr Robak, którzy ostatnio grali odpowiednio dla AZSu i Legii Warszawa. Na grę w stolicy zdecydował się Jakub Karolak, a w jego ślady poszedł także aktualny kapitan wojskowych – Sebastian Kowalczyk. Piotr Pamuła po nie najlepszym sezonie minut dla siebie poszuka w Spójni Stargard.  Ligowy mix kończymy na Podkarpaciu, gdzie do Szklanego teamu przenoszą się Filip Put, Paweł Krefft i Maciej Bojanowski.

NOWE GWIAZDY

W lidze nie ma już Ivana Almeidy, Vlado Dragicevicia, DJa Sheltona czy Glenna Coseya. Na zmianę otoczenia zdecydował się Chavaughn Lewis i Aaron Johnson, a Patrik Auda wrócił do Włoch. Czy są w lidze godni zastępcy?

Wśród graczy, którzy mogą brylować na obwodzie wyróżnić na pewno trzeba dwóch zawodników, którzy przychodzą do Energa Basket Ligi z drugiej ligi tureckiej. Markel Starks zagra w Stelmecie, a Rob Lowery w Polskim Cukrze Toruń. Na obu czekają spore role w swoich zespołach, a wachlarz ich umiejętności powinien zdecydowanie wystarczyć na bycie czołowymi postaciami ligi. Z fantastycznymi cyferkami do ligi przychodzi Trey Davis, który zagra w Dąbrowie Górniczej. Amerykanin popisywał się rekordami punktowymi w G-League i ocierał się o skład Boston Celtics. Do Włocławka trafił Vladimir Mihailović, który oprócz umiejętności strzeleckich posiada sporą windę w nogach. Po ciekawych guardów sięgnęli także w Sopocie i Ostrowie. Nad morze przyjechał Ian Baker, który gdyby nie kontuzja grałby w Partizanie Belgrad, a do Wielkopolski zawitał Mike Scott, który powinien być innym graczem niż generał AJ, ale przynoszącym równie dużo radości kibicom.

Na skrzydłach typowanym na gwiazdę i lidera Arki Gdynia jest Josh Bostic, który zwiedził już kilka uznanych europejskich marek. Stelmet sięgnął po wszechstronnego Željko Šakicia, a Anwil po rosyjskiego super strzelca Walerija Lichodieja. Z łotewskiego Ventspils do Ostrowa przybywa Blake Hamilton, a z Bundesligi udało się wyciągnąć Polpharmie Tre Busseya, a Miastu Szkła Jordan Loverdige’a.

Pod koszem wzmocniło się wiele zespołów. Do Polski trafili gracze, którzy specjalizują się w rozdawaniu bloków i pakowaniu piłki do kosza z góry. Nad morzem zagra niespełniony talent na miarę draftu NBA Robert Upshaw, a w Gliwicach wylądował niepokorny Damonte Dodd. Rosa Radom ściągnęła do swojej drużyny eksplozywnego dunkera, jakim jest Hanner Mosquera-Perea, a Stelmet zakontraktował chorwackiego reprezentanta, Darko Planinicia.

Cykl Dojrzałych ogórków znalazł swój koniec. Czekamy na sezon i weryfikacje przewidywań. Obyśmy się nie zawiedli.

Dzięki za przeczytanie!

Aktualne składy PLK

Dojrzałe ogóry cz. IX

Dojrzałe ogóry cz. VIII

Dojrzałe ogóry cz. VII

Dojrzałe ogóry cz. VI

Dojrzałe ogóry cz. V

Dojrzałe ogóry cz. IV

Dojrzałe ogóry cz. III

Dojrzałe ogóry cz. II

Dojrzałe ogóry cz. I

Dojrzałe ogóry cz. IX

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK 2.09-8.09

Delano Spencer – AZS Koszalin (testy)

AZS decyduje się na sprowadzenie jeszcze jednego gracza obwodowego. W najbliższym czasie testowany będzie Delano Spencer.

Amerykanin ostatnie lata spędził na uczelni Tennessee State. Ubiegły sezon to 15,5 punktu na mecz w 32 minuty gry. College dla jakiego grał nie jest w krajowym Topie, stąd decyzja o sprawdzeniu go przed podpisaniem umowy wydaje się być jak najbardziej słuszna. Spencer to guard, który może grać na obu pozycjach obwodowych, jednak w większość spotkań występował w charakterze łowcy punktów o czym świadczy bardzo mało ilość asyst. Dysponuje dobrą trójką, która stanowi główną część jego gry.

https://www.youtube.com/watch?v=V5aIM_P7EtI&t=54s

Z takiego obrotu spraw raczej nie jest zadowolony Marek Zywert, który przyszedł do Koszalina z nadzieją na minuty, a ewentualne zakontraktowanie Amerykanina znacznie utrudni mu drogę na parkiet. Mimo, że Spencer typowym rozgrywającym nie jest, to wspólna gra w parze z Brandonem wygląda jak coś co może przynieść wiele korzyści.

Nic dziwnego, że akademicy kombinują jak wzmocnić swój skład. Dotychczasowy AZS na papierze wygląda słabo, a rywale z dolnej połówki tabeli mają w swoich szeregach naprawdę ciekawych zawodników. Ciężko też nie myśleć o ewentualnych zmianach w środku sezonu, w końcu nie było jeszcze takiego roku, by drużyna nie uległa przemeblowaniu od października do kwietnia.

Gabe DeVoe – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Przez wszystkich wyczekiwany, od pewnego czasu zapowiadany świeżak po uczelni zjawił się w Zielonej Górze. Gabe DeVoe założy koszulkę Stelmetu!

Absolwent znanej uczelni Clemson i gracz Charlotte w Lidze Letniej przywdzieje biało-zielone barwy. DeVoe w swoim seniorskim roku zaliczył dwukrotny skok jeśli chodzi o średnią punktową w porównaniu do poprzedniego sezonu, co było wynikiem konsekwentnego wzrostu minut. Skończył rozgrywki 2017/18 z 14 punktami, 2 asystami i 5 zbiórkami w 34 minuty gry. 22-latek z roku na rok poprawiał skuteczność rzutów za 3 punkty by dobić do 40%. Gabe jest strzelcem, który dobrze czuje się zarówno w akcjach typu spot up, jaki grając na koźle.

Na ten moment nie da się określić roli, jaką będzie pełnił w drużynie Jovovicia. Wszystko zależy od procesu przystosowania się do warunków europejskich i wystrzału jego formy. Może skończyć jako gracz skrajnie zadaniowy, a może być jedną z największych gwiazd obwodowych ligi.

Stelmet ewoluuje. Z napakowanego talentem, doświadczeniem i umiejętnościami spryciarza przekształca się w drużynę o bardziej nowoczesnym wyglądzie. Atletyzm, siła, szybkość i młodsze nogi to podstawa tegorocznego składu. Już nie tylko dwóch zawodników może mieć piłkę w rękach i zrobić z nią coś sensownego, a 4, czy 5. Dojście Starksa, DeVoe i przede wszystkim Sokołowskiego otwiera możliwość jeszcze większego przyspieszenia gry (SZG w poprzednim sezonie grał w najwyższym tempie nie licząc Czarnych). Nie trzeba będzie szukać po zbiórce lub przechwycie rozgrywającego, ponieważ wszyscy gracze obwodowi są w stanie ruszyć z piłką w kierunku kosza rywali.

Przed zeszłym sezonem drużyna aktualnego Mistrza Polski została określona jako Anwil 2.0. Stelmet, przynajmniej w moich oczach, również wygląda jak wersja zupgrejdowana. Ekipa z winnego grodu stała się hybrydą, która może przyjąć w trakcie meczu dwa oblicza. Kiedy obrona i zbiórka funkcjonuje jak należy pozwola to na bieganie do kontr i napędzanie tempa gry, kiedy rywale poświęcą atakowanie deski ofensywnej i się cofną Łukasz Koszarek wraz z wysokimi  mogą kręcić zabójcze pick n rolle, w których wyspecjalizowani są do perfekcji. Jednak żeby nie było tak pięknie, warunkiem rozpędzenia się Stelmetu 2.0, tak jak w przypadku Anwilu, jest defensywa, która będzie generowała przechwyty i czyściła tablice. Jak na razie spotkania kontrolne pokazują, że jest wiele do poprawy w tym względzie.

DeVoe przedstawiany jest jako gracz uzupełniający rotacje obwodową. Myślę jednak, że z biegiem czasu będzie się stawał coraz ważniejszą postacią zielonogórzan. Przynajmniej 60 meczów do rozegrania niesie za sobą konieczność posiadania szerokiej kadry, a zmęczenie podstawowych gracz na pewno będzie dawać się we znaki. Talenty strzeleckie Gabe’a prędzej czy później powinny ujrzeć światło dzienne.

Blake Hamilton – BM Slam Stal Ostrów Wlkp.

Nie ma drużyny Wojciecha Kamińskiego bez czarnoskórego łowcy punktów. Blake Hamilton zamyka skład Stalówki.

23-latek przychodzi do Ostrowa po przyzwoitym sezonie w łotewskim Ventspils. Amerykanin rozegrał w sumie 29 spotkań (liga+puchary), w których średnio zdobywał 9,5 punktu, 5,4 zbiórki i 2,5 asysty w niespełna 25 minut. Hamilton studiował na uczelni Buffalo, a nadbałtycka przygoda była dla niego pierwszym sezonem w Europie.

Nowy zawodnik Stali większość kariery spędził na niskim skrzydle, jednak we współczesnej koszykówce różnice między SG, a SF coraz bardziej się zacierają. Blake jak na gracza obwodowego mocno pomaga na zbiórce, co jest jego dodatkowym atutem. Dobrze rzuca za 3 punkty, może nie jest seryjnym strzelcem, ale nie można go zostawiać samego za łukiem. Dobrze czuje się z piłką w rękach i w improwizowanej koszykówce. W porównaniu do poprzednich wyborów coacha K Hamilton pewnie będzie zdobywał mniej punktów, ale za to inne statystyki powinny być bardziej spuchnięte.

W Stali Hamilton będzie łączył pozycje 2 i 3. Rywalizować z nim o minuty będą Polacy – Majewski, Żołnierewicz i Chyliński. Przy paszportowej obsadzie silnego skrzydła Blake powinien być graczem pierwszej piątki grając w parze z kimś wymienionym powyżej.  Amerykanin doda ostrowskiemu obwodowi atletyzmu, solidną trójkę i tzw. faktor x, który może w wielu meczach okazać się niezbędny do osiągnięcia sukcesu.

Hamilton zastąpi w roli zagranicznego obwodowego Marca Cartera, który z resztą był łączony również tego lata ze Stalówką. Były gracz Ventspils jest nieco większy, ale zapewne brak mu doświadczenia i ogrania na europejskich parkietach. Znając Kamyka i jego styl prowadzenia drużyny można spodziewać się, że duet Hamilton-Scott będzie bombardował kosz rywali co mecz.

Zapowiadało się niemrawo, miało być gorzej i skromniej a jest naprawdę przyzwoicie. Nie wiadomo, jak zafunkcjonuje drużyna jako całość, ale piątka Scott-Żołnierewicz-Hamilton-Nowakowski/Kowalenko-King nie wygląda dużo gorzej (o ile w ogóle) od zeszłorocznego zestawu. Nowakowski z Chylińskim i Majewskim powinni rozciągać parkiet, dużo dzięki temu zyskają Amerykanie i Żołnierz grający na koźle i rollujący do obręczy King. Skład wygląda na dobrze zbilansowany, ale jak to przełoży się na formę prezentowaną przez Stal na parkiecie pokażą pierwsze miesiące sezonu.

Earvin Morris – TBV Start Lublin

Następca Chavaughna Lewisa znaleziony.  Earvin Lee Morris nowy zawodnikiem TBV Start Lublin!

Amerykanin od dwóch lat gra profesjonalnie w koszykówkę. Po zakończeniu swojej kariery uniwersyteckiej w 2016 rok na teksańskim college’u UTEP, gdzie grał ze znanym z PLK Dominiciem Artisem, przeniósł się do Libanu, by tam rozegrać 15 spotkań i zdobywać średnio 23 punkty na mecz. Ostatnie rozgrywki to gra w lidze VTB dla Avtodora Saratov (5 miejsce z bilansem 14-10) i w Grecji. Okres po przenosinach do ligi spod Akropolu to 17,5 punktu na mecz, z kolei w nowych rozgrywkach Stelmetu było to już tylko blisko 7 punktów. Dobra forma Morrisa nie uchroniła Ariesu Trikala przed spadkiem z ligi greckiej, a sam zawodnik zdecydował się na poszukiwanie nowych wyzwań. Cel -> Lublin!

Morris jest zawodnikiem, który ma potencjał by wypełnić lukę po Szevonie. To co może dać więcej, to na pewno lepszy rzut niż Lewis, który w tym względzie miewał często problemy, z kolei w defensywie ciężko będzie zastąpić ex gwiazdora Czarnych. Nowy Amerykanin potrafi mocno zaatakować kosz i skończyć akcje z góry, nie stroni od gry na piłce i pojedynków 1 na 1.

Dla Morrisa sezon 2018/19 to szansa na dużą promocję, ale i spora presja wiążąca się z zadaniem zastąpienia Lewisa. Nowy nabytek TBV na pewno zdaje sobie sprawę, że dobrymi występami na polskich parkietach może wrócić do dużo bogatszej ligi VTB, co pokazał przykład poprzednika.

Chemia między Jamesem Washingtonem, a Lewisem była wyśmienita. Zawodnicy dogadywali się na parkiecie, ale przede wszystkim poza nim. W Lublinie na pewno liczą, że nić porozumienia między prezydentem, a Morrisem wywiąże się dość szybko, a duet Amerykanów będzie prowadził swój klub ku fazie Play Off. Na Earvina czeka w lubelskim bardzo duża rola, taka, w której będzie bardzo odpowiedzialny za drużynę, a jego dyspozycja będzie w znaczący sposób rzutowała na formę całego Startu. Na ten moment ciężko przypuszczać, czy Morris podoła zadaniu i czy będzie kolejną gwiazdą ligi, jednak z mojej perspektywy Lewisa zastąpić mu się nie uda. Po pierwsze, Chavoaaeugghn Chavaughn znał ligę i jej realia, co można bagatelizować, ale w większej analizie jest to czynnik, który pozwolił mu na poprawienie cyferek z Czarnych, a trener był tego zawodnika po prostu pewny. Po drugie, właśnie wyżej wspomniana współpraca między Washingtonem a nim. Lewis w Słupsku był także odpowiedzialny za rozegranie, co przełożyło się na swobodniejszą grę z piłką w Lublinie, spychając w niektórych posiadaniach Jamesa do roli spot up shootera. Mam wątpliwości, czy Morris na piłce to będzie równie dobry koszykarz i czy w jego DNA jest również trochę dzielenia się piłką i współpracy z partnerami. Choć dla dobra ligi, obym się mylił.

W Lublinie stabilizacja. Wymieniono zaledwie 3 graczy, do klubu przyszli Borowski, Upson i Morris. Czy to wystarczy by awansować do Play Off?

Mindaugas Kačinas – Stelmet Enea BC Zielona Góra

25-letni Litwin podpisuje roczny kontrakty ze Stelmetem. Silny skrzydłowy jest piątym podkoszowym zielonogórskiego klubu.

Nowy nabytek zielonogórzan jest absolwentem uczelni South Carolina Gamecocks, gdzie na ostatnim roku notował średnie na poziomie 10 punktów i 5 zbiórek w 29 minut gry. Niestety, nie udało mu się ze swoim college’em awansować do turnieju finałowego ligi akademickiej NCAA. Ostatnie dwa sezony spędził w Neptunasie Kłajpeda, w którym występował w roli rezerwowego. Jego linijka na koniec poprzednich rozgrywek (liga litewska + BCL) to 4 punkty i 3,2 zbiórki w 15 minut gry.

Kačinas to gracz o charakterystyce podobnej do.. Jarka Mokrosa. Lubi korzystać z jumpera, czy to z dystansu, czy z półdyszki. Jest szczupłą, mobilną, energetyczną czwórką, która da przede wszystkim spory zastrzyk energii i walki o każdy centymetr parkietu. Czy tego typu gracz był potrzebny Stelmetowi? Na to pytanie odpowiedź poznamy w trakcie sezonu, jednak na tę chwilę spodziewałem się (i chyba nie tylko ja) innego gracza.

Jeśli traktować ten transfer jako zastępstwo za Edo Muricia, to, nie ma wątpliwości, że Litwin to zawodnik z zupełnie innej półki finansowej niż Mistrz Europy, jednak jego przydatność dla drużyny nie musi być wcale mniejsza. Kačinas będzie trzecim graczem na pozycji numer 4, w ekstremalnie wysokich ustawieniach może zagrać na 3, ale jeśli już kogoś przesuwać, to pewnie Savovicia na środek, szczególnie przy sygnałach o powolnej aklimatyzacji Franka Hassella.

Tak jak w przypadku Gabe’a DeVoe, Mindaugas sprowadzany jest z myślą o poszerzeniu składu. Stelmet na ten moment dysponuje 11 zawodnikami + 2 juniorami. Zaplecze na walkę na dwóch frontach jest, teraz wszystko w rękach Igora Jovovicia, przed którym nie łatwe zadanie zaszczepienia swojej filozofii gry u swoich podopiecznych. Tym bardziej jest to zadanie ciężkie, gdyż na kadrę wyjechało 3 podstawowych zawodników.

*Przemycony take* Na temat słuszności okienek reprezentacyjnych każdy ma swoje zdanie, a rozpatrując ich słuszność obiektywnie można znaleźć sporo plusów i minusów. Ja jednak jestem zdania, że im szybciej FIBA zrozumie, że nie będzie FIFĄ, ani UEFĄ tym lepiej. Gra w reprezentacji piłkarskiej to największy zaszczyt jaki może spotkać sportowca, a wielkie imprezy przyciągają więcej widzów niż najbardziej prestiżowe rozgrywki klubowe. Teraz jesteśmy w sytuacji, w której najlepsi zawodnicy nie grają w swoich kadrach albo robią łaskę, że w pojedynczym turnieju zagrają i to mówimy o przypadku, w którym oni w ogóle mogą się stawić na zgrupowanie, a ich klub ma przerwę od swoich rozgrywek. Dla  samych zawodników pewnie lepiej grać z biegu, być w rytmie meczowym, a nie spędzać połowy lata w narodowych polówkach, ale my jesteśmy kibicami i chcemy oglądać najlepszych zawodników w rozgrywkach międzynarodowych. Kropka. *Koniec*

Niby nie rewolucja, a jednak 5 nowych graczy związało się ze Stelmetem. To blisko 50% składu, co jak na politykę transferową klubu z Zielonej Góry jest wysokim wynikiem.

Adam Kemp – Polpharma Starogard Gdański

Jai Williams (tak, jak 3/4 osób przewidywało) nie sprawdził się w roli podkoszowego i w jego zastępstwo Polpharma sprowadza Adama Kempa.

Nowy nabytek SKSu to 27 letni absolwent uczelni Marist. Podkoszowy spędził już 4 lata na europejskich parkietach i miał w tym czasie okazje przywdziać koszulki takich klubów jak Spirou Charleroi czy Astana. Był w tych drużynach graczem drugoplanowym, jednak miał okazję zasmakować VTB i Basketball Champions League. Ostatni sezon to zaledwie 9 oficjalnych spotkań dla greckiego Koroivos Amaliadas i bułgarskiego BC Beroe Stara Zagora. W sumie statystyki za poprzednie rozgrywki to 4 punkty i 3 zbiórki w 13 minut gry.

Kemp to typowy podkoszowy pracuś mogący grać na pozycji nr 4 i 5. Nie rzuca za 3 punkty, swoich szans szuka bliżej obręczy, choć indywidualnych akcji raczej się nie podejmuje. Dobre warunki fizyczne pozwalają mu na rywalizowanie o miejsce w polu 3 sekund i skuteczną walkę o zbiórki. W ataku zazwyczaj był odpowiedzialny za postawienie mocnej zasłony i wykończenie podania partnera spod samego kosza.

Zmianę Williamsa na Kempa, można rozpatrywać tylko w pozytywny sposób. Nowy zawodnik SKSu ma doświadczenie z Europy i to z klubów, które nie są jakimiś ogórkami w 2 lidze cypryjskiej. Dużo się może nie nagrał, ale być nadwyżką nad poprzednikiem trudno nie jest. Artur Gronek szukał pod kosz typowego wyrobnika, gościa od czarnej roboty, który w pierwszej kolejności skupi się na małych rzeczach, a indywidualne zapędy ofensywne odłoży na bok. Wybór Kempa to odpowiedź na te właśnie oczekiwania.

Adam stworzy duet podkoszowy wraz z Brettem Prahlem. Raczej żaden z nich wirtuozem na miarę Bojicia, czy Milovanovicia nie zostanie, ale przy bogactwie obwodowym ktoś od zadań specjalnych jest tej drużynie potrzebny. Największe oczekiwania można mieć w stosunku do defensywy podkoszowych Polpharmy, którzy będą musieli bronić dostępu do kosza i często łatać dziury po nie najlepszej obronie na dystansie.

To niesamowite, że kibice Energa Basket Ligi będą mogli oglądać na parkiecie rywalizację Kempa z Jordanem, czy Westbrooka z Morrisem. Oby dostarczyły tyle samo emocji, co oryginały.

Chase Simon – Anwil Włocławek

Powrót do Włocławka po 3 latach gry na dobrym poziomie w Europie. Chase Simon został wytypowany na zastępce Luisa Montero, a co za tym idzie Ivana Almeidy.

Pochodzący z miasta Eminema 29-letni Amerykanin spędził sezon 2014/15 we Włocławku, który na koniec okazał się najgorszym w klubowej historii. Simon był liderem tej ekipy, blisko 17 punktów, 3 zbiórki, 2 asysty i 1,6 przechwytu w 31 minut na mecz, co przyniosło zainteresowanie klubów z zachodu Europy. Chase grał w Hiszpanii, potem Izrealu, by w ostatnim sezonie zakotwiczyć we francuskim JL Bourg-en-Bresse, gdzie miał okazję występować z Mathieu Wojciechowskim (MKS Dąbrowa Górnicza). Wszystkie te lata łączy jedno, nowy nabytek Anwilu nie zszedł poniżej 10  średnio zdobywanych punktów, a w Izraelu był nawet 4 strzelcem ligi (17,2).

Simon to gracz łączący pozycje 2 i 3 i tak też we Włocławku będzie ustawiany. 201 cm wzrostu, bardzo dobra ogólna sprawność, która pozwala mu być jednym z lepszych zawodników swojego zespołu po bronionej stronie parkietu. Chase to gracz, który lubi grać z piłką w rękach, rzuca przeciętnie (34% za 3), a jego największym atutem jest mijanie rywali i gra 1 na 1. Miękki kozioł, elastyczny styl poruszania się i dobry ball-handling sprawiają, że jest bardzo ciężko go upilnować w sytuacji sam na sam. W defensywie czuje grę, może nie tak jak Hosley, ale dobrze ustawia się na linii podań, z czego biorą się przechwyty i łatwy punkty. To co odróżnia go od zeszłosezonowych gwiazdorów Anwilu to mała liczba zbiórek, w tym względzie nie będzie można na niego liczyć w takim stopniu, jak na Almeidę, czy Q.

Przygoda Luisa Montero na Kujawach długo nie trwała. Klub nie zdecydował się na kolejne ryzykowne posunięcie i dokłada do swojej drużyny gracza sprawdzonego, co do którego ma pewność apropo jego formy boiskowej i zachowania poza nim. Nie ma co ukrywać, że romans Anwilu z Dominikańczykiem rozbił się nie przez brak koszykarskich umiejętności, a przez zachowanie i nieprzystosowanie się do warunków panujących we Włocławku. Zatrudnienie Simona nie niesie za sobą widma niepowodzenia, czy trudnej aklimatyzacji. Chase z miejsca powinien wejść w rytm treningowy i z czasem stawać się coraz ważniejszą postacią Anwilu.

Igor Milicić zdecydował się na zespół, w którym nie będzie jednej wyraźnej postaci, choć Simon, czy Michalak są zawodnikami, do których można posłać piłkę by „coś zrobili”, kiedy czasu na zegarze mało. Rottweilery zgromadziły wielu strzelców dystansowych w swojej drużynie, a tylko Sobin i Parzeński (i trochę Kostek) nie są zagrożeniem zza łuku. Dodanie do takiego zestawu gracza, który umie minąć, często wchodzi na kosz sprowadzają na siebie obrońców to najrozsądniejsze posunięcie.

No i jeszcze jeden plus (choć pewnie nie ostatni). Simon jest dobrym defensorem i jeśli miałbym stawiać, w jakiej roli widzi go Milicić, to myślę, że dużo czasu spędzi na naciskaniu jedynek rywali. W takiej roli funkcjonował Q i JayAir, a teraz najpewniej właśnie Simon. Dobra praca nóg i warunki fizyczne pozwolą mu na skuteczne przeszkadzanie rozgrywającym, a długi zasięg ramion ograniczy pole widzenia i miejsca na podanie do partnera. W takiej defensywie ważne jest również to, że przy hipotetycznej zamianie krycia, Amerykanin nie będzie umierał na zbiórce czy w post przeciwko dużo wyższemu graczowi, tak jak np. Łączka.

Gdyby przed sezonem można byłoby wybrać, czy Montero, czy Simon, stawiam, że większość postawiłaby na sprawdzonego gracza. Być może Montero indywidualnie jest lepszym graczem, ale nie mam wątpliwości, że w zespołowej koszykówce to Chase będzie bardziej przydatny.

 

*Warto wspomnieć także o Igorze Wadowskim, który przez najbliższe 2 tygodnie będzie trenował z Anwilem Włocławek i zastępował kapitana rottweilerów, Kamila Łączyńskiego pod jego nieobecność związaną z kadrą. Wadowski ostatnie 3 sezony spędził w Koszalinie, który miał być inkubatorem jego talentu, jednak rzeczywistość potraktowała 22-latka nieco brutalnie. Ostatni sezon to tylko 10 minut średnio na mecz i niecałe 3 punkty oraz asysta.

Igor nie znalazł jeszcze dla siebie klubu i próbuje wywalczyć sobie miejsce u.. innego Igora. Te dwa tygodnie to nie tylko zastępstwo, ale i walka o kontrakt, o którym mówi się już od jakiegoś czasu. Polak zająłby miejsce nr 11-12 w rotacji Mistrza Polski i pewnie skoku minut by nie odnotował, ale ciężko nie odnieść wrażenia, że w porównaniu do poprzedniego sezonu skorzystałby na takim ruchu. Opcji dla niego za wiele na rynku nie ma, a trening i mała rola w jednej z topowych drużyn PLK może go wiele nauczyć i przystosować do rywalizacji na najwyższym poziomie.

Dla Anwilu Wadowski byłby zabezpieczeniem pozycji nr 1. Kamilowi Łączyńskiemu przydarzają się drobne urazy, a meczów do rozegrania naprawdę sporo. Do tego Igor wpasowuje się w charakterystykę zawodników poszukiwanych przez Milicicia – 196cm wzrostu na rozegraniu to coś, co szkoleniowiec rottweilerów preferuje.