Tag: Rosa Radom

Polskie zespoły w pucharach odc. 4 – „To nie tak miało być…”

Tak jak pierwszy mecz Torunian był ogromnym zaskoczeniem i nikt nie spodziewał się tak dobrego rezultatu, tak samo nikt nie myślał, że pierwsze spotkanie Rosy zakończy się tak fatalnie. Zaskoczyli nas bardzo negatywnie. Mówiąc wprost był to fatalny początek eliminacji, który może się okazać równocześnie ich końcem. Rosa poniosła klęskę przegrywając różnicą 21 punktów w spotkaniu z fińską ekipą Kataja BC (65:86).

Mecz od początku się nie układał: w samej pierwszej kwarcie Radomianie zaliczyli aż 7 strat! Finowie wiedzieli co robić z piłką i bezlitośnie wykorzystywali przechwyty. Między innymi dzięki temu Kataja odskoczyła zdobywając 16 punktów z rzędu. Ostatecznie kwarta zakończyła się wynikiem 29:14.

W kolejnej kwarcie nic się nie zmieniło. Nadal obraz gry Rosy nie był satysfakcjonujący. Trafiali na skuteczności 8/21 za dwa oraz 1/8 za trzy i popełnili dodatkowe 4 straty. Kataja zaliczyła kolejny run – tym razem 15:0. Niemoc przerwał na 2 minuty przed końcem Wojciech Wątroba. Finowie rzucali „trójki” na 40% skuteczności i w tej kwarcie rzucili 25 punktów. Po pierwszej połowie Rosa przegrywała 54:28 (25:14).

Trzecia kwarta przyniosła kolejne straty, których było 6. Radomianie poprawili nieco rzut za dwa – 45%, ale to nadal było za mało, żeby doścignąć rywala. Finowie mieli chwilowy zastój i Rosa nieco się zbliżyła, ale w perspektywie meczu nic to nie dało. Kwarta zakończyła się remisem 14:14, a w meczu było 68:42.

W ostatniej części gry zespół z Radomia próbował odrobić jak najwięcej przed rewanżem, ale bez sukcesów. W całym meczu Rosa oddała 4 celne rzuty za trzy punkty na 16 prób. Cullen Neal oraz Obie Trotter ciągnęli zespół przez większość meczu. Pierwszy z nich rzucił 17 punktów, natomiast drugi 11. Ostatecznie polski zespół popełnił aż 19 strat. W całym spotkaniu Rosa prowadziła przez pierwsze 10 sekund. Najlepszym zawodnikiem meczu był Ryan Wright, który zdobył 20 punktów (10/11 za dwa), 7 zbiórek.

Rewanż w najbliższą środę w Radomiu o godzinie 19:00.  Liczymy na dobry mecz Rosy, choć szansa na odrobienie straty jest znikoma.

Polskie zespoły w pucharach odc. 1 – Rosa Radom i Polski Cukier Toruń ruszają na podbój Europy

„Polskie zespoły w pucharach”, to cykl w którym będę przedstawiał Wam sytuację naszych ekip w rozgrywkach europejskich oraz sylwetki ich przeciwników. W nadchodzącym sezonie będziemy mieli wyjątkowo dużo okazji, aby pokibicować naszym drużynom w rozgrywkach na poziomie europejskim, bo mamy ich aż 6 (przynajmniej na początku). Na arenie międzynarodowej reprezentować nas będą: Arka Gdynia w EuroCupie, Anwil Włocławek i Polski Cukier Toruń (eliminacje) w koszykarskiej Lidze Mistrzów, Rosa Radom w FIBA Europe Cup (eliminacje), Stelmet Enea BC Zielona Góra w Zjednoczonej Lidze VTB oraz GTK Gliwice w Alpe Adria Cup.

Już w najbliższy czwartek (20 września) będziemy mogli zobaczyć zmagania dwóch naszych drużyn. Do boju pierwsza stanie Rosa Radom – zagrają na wyjeździe z fińskim Kataja BC. Torunianie natomiast będą podejmować na własnym parkiecie białoruską drużynę Tsmoków Mińsk.

Kataja Basket Joensu vs. Rosa Radom

Radomianie solidnie przygotowywali się do zbliżającego się sezonu. Rozegrali łącznie 6 meczów sparingowych. Sparingpartnerami byli kolejno: SKK Siedlce, Norrkoping Dolphins, BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski, Turi Svitavy, TBV Start Lublin oraz Trefl Sopot. Rosa wygrała połowę rozegranych meczów i zdobywała średnio 80,6 punktów, a traciła 78,3. Najbardziej wiodącym zawodnikiem był podpisany w lipcu Cullen Neal. Notował średnio 16,5 punktu na mecz, a w spotkaniu przeciwko Stali rzucił 27 punktów. W rozgrywanym niedawno Kasztelan Cup zajęli 3. miejsce wygrywając z Treflem Sopot 68:66.

W ubiegłym sezonie Rosa zagrała w PLK 35 meczów wygrywając 20 z nich. Zdobywali wówczas średnio 84,9 punktów na mecz na niezłej skuteczności – 54,8% za dwa, 35,9% za trzy, 75,6% z wolnych. W fazie grupowej ligi mistrzów zagrali w grupie C wygrywając tylko 2 z 14 meczów. Nie wspominamy tych meczów zbyt dobrze. W tym sezonie będą mieli szanse na rehabilitację w rozgrywkach niższych rangom, ale to nadal europejskie puchary. Poznajmy rywala.

Kataja nie jest jakimś bardzo utytułowanym zespołem, ale mogą pochwalić się dwukrotnym mistrzostwem Finlandii oraz trzykrotnym zdobyciem pucharu Finlandii. W lidze fińskiej występuje 11 drużyn, z czego 8 gra w play-off. W sezonie regularnym każda drużyna rozgrywa 4 mecze z każdym z oponentów. W ubiegłym sezonie, ekipa z Joensuu zajęła 6. miejsce (22/40 wygranych) i w play-off szybko odpadli po przegraniu 3 meczów z BC Nokia. Sezon 16/17 mieli zdecydowanie lepszy: sezon zasadniczy na 2. miejscu i w play-off pokonali rywali kolejno 3:1, 4:1 i w finale 4:2 zdobywając mistrzostwo.

Wypadałoby wspomnieć, że Finowie mieli tez swój epizod w Basketball Champions League. W ubiegłym sezonie rozpoczęli rozgrywki od drugiej rundy eliminacji, gdzie wyeliminowali ówczesną ekipę Tomasza Gielo – Joventut Badalona, wygrywając w dwumeczu 150-146. W trzeciej rundzie na drodze do fazy grupowej stanął im niemiecki Telekom Baskets Bonn. Niemcy nie dali większych szans Finom ogrywając ich 175-151.Tak oto zakwalifikowali się do fazy grupowej FIBA Europe Cup. Zagrali w grupie C z ekipami z Czarnogóry, Austrii oraz Portugalii. Zajęli 2. miejsce w grupie wygrywając 4 z 6 spotkań. W kolejnej fazie turnieju wylądowali w grupie I – tam szczęścia nie mieli, bo musieli mierzyć się z drużynami z Rosji, Turcji oraz Francji. Tu ich przygoda w pucharach zakończyła się. Przegrali wszystkie 6 meczów.

W drużynie najlepszym zawodnikiem poprzedniego sezonu był Wesley Saunders – amerykański skrzydłowy. W 34 meczach zdobywał średnio 15,5 pkt, 7,7 zb oraz 2,6 as. Od przyszłego sezonu będzie występował w lidze włoskiej. Obecnie mogą pochwalić się zawodnikiem z przeszłością w lidze rezerw NBA – Rahlir Hollis-Jefferson. W poprzednim sezonie w barwach Northern Arizona Suns zdobywał 9,8 pkt i 4,8 zb. Jego młodszy brat gra od 2015 roku w Brookyn Nets.

Spotkanie Rosy rozpocznie się o 17:30, ale transmisja prawdopodobnie nie jest planowana.

Polski Cukier Toruń vs. Tsmoki Mińsk

Drużyna z miasta Kopernika także nie próżnowała. Rozegrali kilka sparingów oraz są autorami najgłośniejszego transferu tego sezonu – chodzi oczywiście o Big Mambę, czyli Przemka Karnowskiego. Sparingi: Biofarm Basket Poznań, dwumecz z GTK Gliwice, King Szczecin, Trefl Sopot, Asseco Arka Gdynia, KK Primorska Koper, BC Goettingen (trzy ostatnie – Memoriał Wojtka Michniewicza). Łącznie 8 rozegranych meczów z czego 5 wygranych. Zdobywali średnio 82,6 punktów, tracili 74. Można powiedzieć, że MVP przedsezonowych sparingów był Robert Lowery, który rzucał 13,8 pkt na mecz. Został ściągnięty do Torunia z ligi tureckiej. Zawodnik miał w swojej przeszłości wstępy w takich zespołach jak: VEF Ryga, Alba Berlin czy BC Astana.

W sezonie 17/18 rozegrali 40 meczów wygrywając 28 z nich. W play-off odpadli w półfinałach z drużyną Stali. Grając o 3. miejsce ze Stelmetem wygrali pewnie w dwumeczu 200:182. Średnio rzucali 86,7 punktów na mecz. Statystyki Torunian w porównaniu ze Smokami są bardzo podobne, jednak nasi koszykarze mieli prawie o 6 większy procent za trzy i popełniali mniej strat (11). Przyszły sezon będzie dla Pierników debiutanckim, jeśli chodzi o grę w europejskich pucharach. W pierwszej rundzie trafił się niewygodny przeciwnik.

Drużyna z Mińska występuje w lidze białoruskiej od 2006 roku, a od sezonu 2008/09 jest nieprzerwanym mistrzem. Można więc łatwo policzyć, że białoruskie Smoki zdobyły już owy tytuł aż 10 razy (identycznie jak puchar Białorusi). Wydaje się, że dorobek tej drużyny jest dość imponujący, ale równocześnie może świadczyć o poziomie ligi, w której występuje tylko 10 zespołów. Smoki Mińsk ubiegły sezon zasadniczy zakończyły na 2. miejscu przegrywając tylko 4 z 36 spotkań. Po rozgrywkach sezonu regularnego następuje runda zwycięzców i przegranych – zespoły dzielą się na 2 grupy: grupa A oraz B. Mecze rozgrywa się „każdy z każdym”, u siebie oraz na wyjeździe. Po rozegraniu tej rundy następuje faza play-off, przez które Smoki przeszły bez ani jednej porażki ogrywając wysoko każdego z rywali i zostając mistrzem po raz dziesiąty. Średnio rzucali 89 punktów na mecz przy evalu 118,8. Na szczęście, w rozgrywkach na poziomi europejskim, ekipie z Mińska nie idzie tak dobrze.

W eliminacjach do BCL grali już w pierwszym sezonie tej ligi (16/17), ale odpadli po drugiej rundzie. Zdecydowanie lepiej poszło im w ubiegłym sezonie: w pierwszej rundzie pokonali kosowską ekipę Sigal Prisztina w dwumeczu 146-124. W drugiej mierzyli się z ekipa z Kijowa wygrywając 129-117, a w ostatniej rundzie kwalifikacyjnej, po wyrównanych meczach przegrali z francuskim Nanterre 143-148. Na tym nie koniec, bo dochodząc do 3 rundy zakwalifikowali się do FIBA Europe Cup. Białoruski zespół przeszedł fazę grupową i w 1/16 przegrał dwumecz z włoskim Sidigasem Avelino 142-151.

Nie zapominajmy również, że Smoki Mińsk jako mistrz Białorusi gra w Zjednoczonej Lidze VTB, w której mierzyć się będzie ze Stelmetem. Drużyna z Miśka rozegrała już w VTB 8 z 9 sezonów, ale bez większych sukcesów. Rozegrali łącznie 170 meczów w tym tylko 41 wygrali. Poprzedni sezon zakończyli na 9. miejscu wygrywając średnio co trzeci mecz (8/24). Żeby wejść do fazy play-off zabrakło im bardzo niewiele, bo mieli taki sam stosunek zwycięstw i porażek jak VEF Ryga z 8. miejsca, ale mniej zdobytych punktów.

Najjaśniejszym punktem Smoków w ubiegłym sezonie VTB był Chris Czerapowicz – zawodnik grający na pozycji 2/3 posiadający amerykańskie oraz szwedzkie obywatelstwo. Średnio zdobywał 14,6 punktów, 4,9 zbiórek, 1,7 asysty na mecz. W najlepszym swoim występie zdobył 33 punkty przeciwko drużynie Chimki Moskwa. W sezonie 16/17 mogliśmy oglądać go na parkietach PLK w klubie z Krosna, a na sezon 18/19 podpisał kontrakt z rosyjskim Niżhny Nowogórd. Warto jeszcze wyróżnić 22-letniego Romana Rubinsteina, który w lidze białoruskiej notował najlepsze statystyki w drużynie – 11,3 pkt, 3.6 zb, 3 as i w najbliższym sezonie zagra w Legii Warszawa.

W lipcu, do Mińska doleciały 2 nowe Smoki: Stefan Moody oraz Daryn Govels. Moody ostatni sezon spędził w lidze greckiej zdobywając średnio 15 punktów, 2,2 zbiórek i 3,8 asyst na mecz. Jako pierwszy od 12 lat przełamał liczbę 42 punktów w meczu. Daryn Govels grał w lidze węgierskiej notując 19,8 punktów, 4,4 zbiórki i 5,3 asysty na mecz. A teraz wisienka na torcie, czy też jak kto woli truskawka – w barwach Smoków oglądać będziemy świetnie znanego na polskich parkietach D.J.’a Sheltona. W ubiegłym sezonie zdobywał średnio dla ekipy z Dąbrowy Górniczej double-double (17,6 pkt i 10,3 zb). Na pewno będzie dużym wzmocnieniem.

Z dostępnych informacji wiemy, że mecz Polskiego Cukru będzie można obejrzeć na ich oficjalnym kanale YouTube. Mecz rozpocznie się o godzinie 19:00.

Tajne listy #7

Klasycznie jesteśmy we trójkę i rozmawiamy o Rosie Radom i o tym, kto jako pierwszy może stracić stanowisko pierwszego trenera. Poprzednia część tu. 

Karol: A co sądzicie o Rosie? Widziałem, że bukmacherzy potrafią dać ich nawet na 6. miejscu, co – wg mnie – jest nieporozumieniem. Sam Trotter tego nie pociągnie, a nie mam przekonania ani do Neala, ani tym bardziej podkoszowego z Kolumbii. Kto tam jeszcze jest? Mielczarek, Wall, Zegzuła, Piechowicz? Wg mnie słabizna i wcale się nie dziwię, jeśli będą poza dziesiątką. Tak, napisałem to i można mnie z tego rozliczyć po sezonie. Oczywiście o ile nie zrobią takich transferów, że cała koszykarska Polska będzie pod wrażeniem.

Arek: Ja myślę, że odpowiednim hasłem dla kibiców Rosy powinno stać się Trust The Process. Problem w tym, że nie widać jakiegokolwiek zarysu dla tego procesu, ale za to fajnie brzmi. Trener Kamiński odszedł, a Robert Witka zacznie teraz ubierać garniak do pracy w każdy weekend. Intrygujący fakt jest to, bowiem obaj w Radomiu spędzili prawie tyle samo lat (Kamyk sześć, o rok więcej niż Witka), wiele razem w Rosie przeżyli. Fajny ruch ze strony radomskiego klubu, że zdecydowali się postawić właśnie na Witkę, jestem dziwnie spokojny o powodzenie w swoim pierwszym trenerskim roku.

Przedsezonowe typy PLK bukmacherów to co roku jest mem. Polska rotacja Rosy jest strasznie uboga i najwięcej krzywdy zrobiło im pewnie nie znalezienie zastępstwa za Michała Sokołowskiego (przecież kiedyś to się musiało stać!) – zamiast tego wzięto 34-letnego Artura Mielczarka. Umówmy się, poza nim (Sokołem) w tej drużynie dawno nie było innego wartościowego Polaka, był za to trener który umiał to świetnie poukładać i wstawić w odpowiednie role – dlatego tak ważną postacią będzie trener Witka, jego podejście do młodzieży i brak presji na wynik (który zaniesie tę drużynę poza Top-10 ligi, tak jak mówisz Karolu). Wracając do byłego gracza Trefla – dwa sezony temu gdy dostając duże minuty w Koszalinie potrafił robić dobre liczby – przynajmniej te podstawowe, bo np. wskaźnik wykorzystania USG% miał taki sam jak grając w trójmieście a PER niższy niż w Sopocie (w całej lidze był tuż za takimi tuzami PLK jak Jarmakowicz czy Ochońko), czyli te na pozór dobre liczby w AZSie nie były dobre. Mówi się też o większej roli Filipa Zegzuły, Mateusza Szczypińskiego czy Szymona Szymańskiego – czy to brzmi jak zespół na pierwszą dziesiątkę PLK? Wyobrażacie sobie jak będzie grała Rosa z Wojtkiem Wątrobą wchodzącym za zmęczonego ponad 30 minutowym graniem Mosquera-Pereę?

Dochodzimy do zagranicznego rosteru. Jest Trotter – fajny 34-letni doświadczony gracz, jest Neal – radomska zasada że musi być jakiś shooter została zachowana, ale to jakiś taki mniejszy kaliber, wersja light no i rookie. Jest Hanner Mosquera-Perea – żeby dowiedzieć się w google gdzie grał w zeszłym sezonie, musisz przejść na kolejną stronę przeglądarki („nie ma na pierwszej stronie, sprawdzę czy jest na drugiej” – pomyślał NIKT, NIGDY).

Nieśmiało przypominam, bo może zapomnieliście – Rosa startuje też do walki w FIBA Europe Cup. I to jest ten jeden, jedyny moment gdy krótko zastanawiam się czy jest sens i czy dalej stać w szeregu tych którzy mówią, że gra w europucharach zawsze procentuje itp. czy już nie. Trwam jednak przy swoim – to tylko eliminacje. Na dziś stawiam że Rosa pierwszy raz od sezonu 2012-13 nie dostanie się do play-offów, ale może w paru meczach nas zaskoczy.

Jacek: Chęć gry takim składem jakim ma Rosa w jakichkolwiek rozgrywkach europejskich to według mnie grube nieporozumienie. Już nawet nie wspominając o tym, że gra w FIBA Europe Cup nie opłaca się finansowo i trzeba do tych rozgrywek dopłacać.

Artur Mielczarek ma 34 lata i w ostatnich dwóch sezonach rozegrał nieco ponad 70 proc. meczów sezonu regularnego i tylko nieco ponad połowę meczów w poprzednim sezonie. I ogólnie część tego składu wygląda staro, a druga część kompletnie nie ma doświadczenia. Do tego to o czym wspomniał Arek, brak ludzi pod koszem. Wcale się nie zdziwię jak minuty na centrze będzie dostawał Daniel Wall. Łukasz Bonarek w Słupsku nie pokazał nic co wskazywałoby na to, że może być graczem na miarę PLK. Warto spojrzeć też w terminarz: Stal (w), Arka (d), King (w), Trefl (d), PCT (w), Spójnia (d), Anwil (d). To się może skończyć jakimś 1-6/0-7 i nie wiem, czy przy takim wyniku Robert Witka będzie miał tyle kredytu zaufania, żeby zachować stanowisko.

No właśnie może pójdźmy w stronę trenerów. Który z trenerów będzie od pierwszego dnia siedział na gorącym krześle? Który z trenerów jako pierwszy straci pracę?

Karol: Wiem, to będzie bardzo cliche, ale coach Nikolic z AZSu od początku siedzi na gorącym krześle, jak to w Koszalinie. Po pierwsze – terminarz. W pierwszych 7 spotkaniach na AZS czekają aż trzy ekipy z SuperLigi (Toruń, Zielona Góra i Włocławek), do tego trzy wyjazdy (Gliwice, Starogard, Lublin) – a wiadomo, różnie to bywa z wyjazdami – oraz mecz u siebie ze Spójnią. Także wcale bym się nie zdziwił szybkim 1-6. No ale OK, terminarz terminarzem, kluczem tu jest to, że tegoroczny skład węgla i papy w AZSie jest po prostu słaby. Przeanalizujmy obcokrajowców (nie zawsze pozycja idealnie się zgrywa, jasne).

Aleksandar Marelja – Dragoslav Papic. Marelja ma za sobą niezły sezon, po którym trafił do Bundesligi. Przed trafieniem do Polski zagrał sezon w średniaku ligi serbskiej, jednak grał na tyle dobrze, że trafił najpierw do ABA, a później do ACB. W ekipie z Vrsacu kręcił cyferki na poziomie 18 PTS/7 REB/71% z gry, w wieku 24 lat, więc mówimy tu o graczu wciąż się rozwijającym. Piszę nieprzypadkowo o wieku, bo taki Papić w wieku 30 lat (czytaj: w ubiegłym sezonie) zdobywał w Serbii 17,7 PTS/5,5 REB/48% z gry. Pomijając już fakt, że to gorsze cyferki, zwłaszcza skuteczność jak na podkoszowego słaba, to tak po prostu stwierdźmy – jeśli w tym wieku dusisz się w średniaku KLS, to nic z tego nie będzie (w sumie powinienem zacząć od tego, że ten gość przez ostatnie 4 lata mało grał w kosza, poza ubiegłym sezonem tylko II liga serbska). Popatrzyłem na kariery zawodników, którym podobnie szło w Serbii gdy byli już niezbyt młodzi, a zdecydowali się na wyjazd – słabeusz ligi litewskiej, solidna gra na Słowacji – nic ciekawego. Ten Tasić, który teraz przyszedł do Ostrowa kręcił takie cyferki jak miał 22 lata. Także, kończąc ten przydługi wywód, niech nikt nie nakręca się tymi cyferkami, Papić jest słaby. Marelja był dużo lepszy.

Nikola Malasević – Marko Tejić. Tu mam problem. Malasević jaki był, każdy widział. Przyjechał po dwóch dobrych sezonach w solidnej lidze rumuńskiej, zagrał co miał. Był OK. Tyle. Tejić? Spore wrażenie budzi fakt, że ma tyle doświadczenia w tak młodym wieku, ale tak patrzę na ten ubiegły sezon w Grecji – bez rewelacji. Gorszy od dziesiątek Amerykanów, na poziomie znanego nam Tony’ego Meiera (z zaznaczeniem, że Meier grał w dużo lepszej ekipie). Ja wiem, że to takie wróżenie z cyferek, w których nie wszystko widać, ale co innego możemy zrobić? Staram się wpasować go w jakąś skalę. Mój werdykt jest taki, że będzie na poziomie Malasevicia.

Diante Baldwin – Aleksandar Radulović. Mocno obserwowałem Baldwina, bo miał fajne momenty i na pewno był gościem, z którym chciałbym zagrać w streetball. Odnoszę wrażenie, że czasem mu się nie chciało, ale coś tam umie. W sumie jakby umiał rzucać z dystansu, co całkiem przydaje się obwodowym w zawodowej koszykówce, to pewnie miałby już sensowny kontrakt na nowy sezon. W nowym sezonie w barwach Akademików zagranicznym PG został niejaki Aleksandar Radulović, który przez ostatnie dwa lata trafia jakieś 30% trójek i generalnie nie zdobywa masy punktów, a grał w tym czasie w lidze serbskiej i w słabeuszu słabszej od PLK ligi czeskiej. Podobno jest dobrym obrońcą i dobrym strzelcem, jak twierdzi Nikolić, ale – przynajmniej to drugie – było raczej zwykłą kurtuazją. Wygląda na to, że sporo podaje, ale i tak należy postawić pytanie „Dlaczego ktoś go ściągnął?”. Zwłaszcza, że ma już 30 lat. Grubo ponad połowa rookie po NCAA za 2k$, gdzieś z low major byłaby lepsza. Według mnie będzie gorszy od Baldwina, nawet nie mam wątpliwości.

Modestas Kumpys – Drew Brandon. OK, ściągnięcie Brandona to zdecydowanie najciekawszy ruch AZSu. Wiadomo, to inny gracz niż Kumpys, ale nie miałem jak tego zestawić w inny sposób. Tak po prostu, patrząc jakościowo – tutaj muszę wskazać na Brandona. Naprawdę ciekawy gracz.

Reasumując – w ubiegłym sezonie AZS nie zaprezentował nic ciekawego, a w moim mniemaniu w nowych rozgrywkach będzie jeszcze gorszy. Posada Nikolicia jest mocno zagrożona. Według mnie poleci jako pierwszy.

Mój drugi kandydat to Robert Witka, ale w sumie możecie sobie przeczytać to, co napisał Jacek. Myślę dokładnie tak samo. Kwestia kredytu zaufania.

Naturalnym kandydatem wydaje się także Niedbalski z Krosna, zwłaszcza, że Miasto Szkła aż 4 ze swoich pierwszych 6 spotkań gra na wyjazdach (Arka, Polfa, King, Stal), a na Podkarpacie wpada między innymi Trefl Sopot. Łatwo nie będzie, ale jestem trochę fanem tego rosteru, więc myślę, że wyciągną z tego 2-4/3-3, także Niedbalski utrzyma się na stołku.

Arek: Z góry uprzedzam: moja odpowiedź będzie nieoczywista i będzie zawierała w większości pytania z tego powodu, że Karol zebrał już poklask czytających i skinienia głowami ze zrozumieniem za swój typ.

Powiem wam, że jak zacząłem wypisywać trenerów którzy według mnie mogliby stracić pracę w tym sezonie to wyszło mi ponad pół ligi (chociaż przyznaję, przy połowie z nich to jest totalny odlot). Może AZS zrobi na złość całemu środowisku i nie zwolni trenera Nikolica nawet jeżeli ten nie wygra meczu w ciągu dwóch pierwszych miesięcy sezonu (ha-ha)? Może na zespół z Krosna patrzymy z perspektywy fajnego rosteru (całkowicie nowego rosteru który musi mieć czas na zgranie), ale zapominamy o tym, że trenerem jest Mariusz Niedbalski oraz o tym w jaki sposób funkcjonuje klub z Krosna? Może Krzysztof Koziorowicz ze swoim beniaminkiem? Pasuje, zwłaszcza że już raz po powrocie do ligi drużyny ze Szczecina w sezonie 2014-15 został zwolniony w trakcie sezonu, ale: 1) jak bardzo PLK jest uboga w drużyny-beniaminki w ostatnich latach, to od 2010 roku wspomniany wcześniej Koziorowicz, Bakun (ha-ha), Lazić i Herkt zostali zwolnieni w swoich pierwszych sezonach po awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej; 2) to ważna postać stargardzkiego ośrodka koszykarskiego (czy tam ogólnie zachodniopomorskiego); 3) niskie wymagania utrzymania się w lidze sprawią, że będzie sobie spokojnie siedział wygodnie na swoim krześle.

Ja pójdę trochę w inną stronę: mam dwa typy które układają się w pewien wzór (nie tylko w PLK, koszykówce, ale ogólnie w sporcie) – trenerzy w swoich drugich sezonach (czy to z drużyną, czy to po awansie) rzadziej utrzymują się na stołkach niż w pierwszych, z reguły przejściowych. Gdy po pierwszych 2-3 miesiącach ich drużyny zawodzą, zostają zwolnieni, bo oczekiwania wobec nich są najczęściej wyższe niż samo utrzymanie wyniku z poprzedniego sezonu.

Idąc tym tropem, komisja kontroli gier i zakładów wytypowała dwóch trenerów. Pierwszym jest Marcin Kloziński i jego Trefl Sopot którego na przyszły sezon wciąż nie kupuję, a widzę, że kibice mocno wierzą w niesamowity rozwój tamtejszej młodzieży (Grzegorz Kulka, serio? Wciąż? Który mamy rok?), high-risk/high-reward Iana Bakera (są niczym fani Denver Nuggets wypinający przed siebie pierś, z dumą i arogancją jednocześnie używając tego zwrotu po drafcie, prawie plując na innych, szydząc z nich że nie wzięli MPJ) czy Pawła Leończyka. Nie ma już takich tłumów na pozycji skrzydłowego, Milan może być lepszy niż w PSG, a Taylor bardzo fajnym obwodowym, no i terminarz nawet taki nie najgorszy, ale… Te cholerne przeczucie. Jego zwolnienie byłoby jeszcze o tyle kuriozalne, bo przecież w lipcu przedłużył kontrakt o dwa lata.

Paweł Turkiewicz (dwa lata do końca trzyletniej umowy) też nie będzie miał tak łatwo w swoim drugim roku po awansie do PLK, a ta drużyna nie wydaje się być lepsza niż poprzednia – wymieniono większość składu, Polaków którzy odeszli pogoniono do 1 Ligi, ci co przyszli szału nie robią. Narybek zza granicy taki, że pewnie jeszcze przed sezonem dojdzie do zmian, a zmiany to nerwy, a nerwy rozgrzewają krzesło pod trenerem, nad którym klosz ochronny pt. „beniaminek” został zdjęty. Yup, to chyba będzie mój główny typ do pierwszego trenerskiego zwolnienia w sezonie. Tak żartem – może koszykarska Legia wzorem piłkarskiej Legii pokaże najlepsze zarządzanie w lidze i zwolni trenera Spaseva?

Jest też sytuacja, w której zostanie zwolniony trener z trójki (lub czwórki) Jovović, Milicić, Frasunkiewicz (, Mihevc) za słabe wyniki w rozgrywkach europejskich, ale: 1) to tak szybko nie nastąpi; 2) dobrze się ogląda tą kontynuację we Włocławku, Gdyni czy Toruniu i w przypadku tych drużyn takie ruchy chyba byłyby nie na miejscu 3) czy w tych drużynach jest takie ciśnienie na wygrywanie w BCL lub Eurocupie? Jest „europejska napinka” czy „podchodzimy do tematu luźno, Mistrzostwo Polski najważniejsze”?

Jakkolwiek, my tu gadu-gadu o PLK, ale za niecałe dwa tygodnie kadra walczy o Mistrzostwa Świata. Najpierw wyjazdówka z bardziej osłabionymi Włochami (którzy kombinują żeby te braki w kadrze jakoś zmniejszyć), później mniej osłabieni Chorwaci w Ergo. Luźny tejk przed meczami – uda się wygrać chociaż jedno z tych spotkań? Mamy gdzie szukać przewag?

Dojrzałe ogóry cz. IV

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK 28.07-3.08

Aktualne składy PLK

Sebastian Kowalczyk – Legia Warszawa (2 lata)

Po Jakubie Karolaku drugie duże wzmocnienie Legionistów. Sebastian Kowalczyk, Złote Usta PLK, spędzi kolejne dwa sezony w stołecznym klubie.

Seba przez ostatni rok grał w Kingu Szczecin pod opieką trenera Budzinauskasa. Sezon raczej z tych udanych, 20 minut średnio na mecz w play-offowej drużynie to nie jest zły rezultat, szczególnie, że konkurencja obwodowa w Wilkach była na wysokim poziomie. Rola powierzona mu przez trenera Metaxę różniła się nieco od tej, w której występował w rozgrywkach 2016/17 w rozpadającym się Kutnie. Spadła ilość zdobywanych punktów na mecz (7,2 w Kingu), ale wskaźnik asyst pomimo krótszego czasu na parkiecie wzrósł (2,8). Warto podkreślić, że Kowalczyk z roku na rok poprawia skuteczność za 3 punkty. Poprzedni sezon zakończył z wynikiem 38,3 %, co definiuje go jako bardzo przyzwoitego strzelca dystansowego.

Legia sprowadza do Warszawy Kowalczyka z myślą o powierzeniu mu prowadzenia ataku drużyny. Z kolei dla samego zawodnika to być może niepowtarzalna okazja do zabłyśnięcia, wyjścia z cienia i bycia wiodącą postacią drużyny. Jeszcze tyle piłki w rękach, co w przyszłym sezonie prawdopodobnie na poziomie PLK nie miał. Poprzednie sezony sprawiają, że można mieć wątpliwości dotyczące umiejętności kreowania gry, przeglądu parkietu Sebastiana. Raczej rozgrywającym w typie first pass już nie zostanie. Jednak może być bardzo dobrym punktującym z piłką w rękach, potrafiącym obsługiwać partnerów kiedy trzeba. W takiej sytuacji na pewno sporym atutem 25-latka jest doświadczenie z gry na dwójce i umiejętności strzeleckie, które poprawia z każdym kolejnym rokiem. Coraz starszy Kowalczyk to także coraz mocniejszy fizycznie Kowalczyk, co powinno mu ułatwić grę po obu stronach parkietu, ale przede wszystkim pomoże mu stać się lepszym obrońcą.

Tane Spasev buduje drużynę w dużej mierze na zawodnikach, których już zna, z którymi miał okazję pracować. Legia po tak złym sezonie nie może pozwolić sobie na ryzyko przestrzelonych transferów, podpisania graczy, którzy nie sprostają wymaganiom macedońskiego trenera. W tak skonstruowanej Legii Kowalczyk powinien być pewniakiem do gry 25+ minut na pozycjach 1-2. Pozostało jedno wolne miejsce na obwodzie, wszystko wskazuje na to, że dla gracza z USA.

James Florence – Asseco Gdynia

Wow.

Tydzień. Tyle zajęło skompletowanie naprawdę imponującego obwodu Arce Gdynia. MVP Finałów PLK z 2017 roku zagra w trójmiejskim zespole w sezonie 2018/19. Florence opuszcza Zieloną Górę, jednak w Polsce zostaje. Przekonuje go walka o medale (mistrzostwo?) i gra w EuroCup w barwach Asseco.

Florence to zawodnik najczęściej grający z piłką w rękach, przede wszystkim myślący o zdobywaniu punktów. Celowo nie używam słowa rozgrywający, bo to gracz, który PG ma napisane tylko obok nazwiska. Bliżej mu do Stepha Currego, nie tylko przez rzucanie z logo na środku boiska, niż do Rajona Rondo. Flo jest w stanie w pojedynkę przejąć mecz i go wygrać (3 mecz półfinału w tym roku – obejrzyj!), jest nieobliczalnym strzelcem, ale potrafi grać z drużyną. Taki zawodnik to skarb dla każdej ekipy w PLK. Ostatni sezon, w lidze i pucharach zakończył z linijką: 19,1 mpg, 11,3 ppg i 3,1 apg.

Asseco zbroi się naprawdę konkretnie. Przygodę z EuroCup traktują serio i wzbogacają swój arsenał o jeden z najlepszych karabinów PLK ostatnich lat. Dodanie Flo powoduje jednak mały ból głowy, jak zestawić drużynę na parkiecie. Patrząc klasycznie to na rozegraniu jest już Szubarga i Ponitka, który minut potrzebuje jak tlenu. Gdzie tu miejsce dla Jamesa, który raczej nie jest ściągany tylko pod kątem grania na SG. Przemysław Frasunkiewicz to jednak trener podążający za trendami współczesnej koszykówki, więc myślę, że zapowiada się sporo gry na dwóch kozłujących i odejście od klasycznych ról boiskowych.

Amerykanie podpisani w tym tygodniu przez Arkę stawiają ją w gronie faworytów do finału. Tak, finału. TOP 4 drużyn z poprzedniego sezonu mogło myśleć, że w najbliższych latach medale będzie rozdzielać między sobą. Teraz do gry wchodzi nowy gracz, który potencjałem śmiało może być wymieniany jednym tchem ze Stelmetem, Anwilem i Toruniem. Jaki jest kurs na finał w Gdyni!?

W Zielonej Górze i kujawsko-pomorskim trwa przeszukiwanie szuflad. Wizytówka sympatycznej pani z Providenta potrzebna na już!

Witalij Kowalenko – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Wicemistrzowie ruszyli, pierwszy podpis w Ostrowie. Nowym zawodnikiem Stalówki został Witalij Kowalenko. Ukrainiec z polskim paszportem występuje w naszej lidze nieprzerwanie od 2014 roku.

Wszystkie 4 sezony w PLK pokazały, że Kowalenko jest wszechstronny graczem, odnajdującym się w różnych rolach na parkiecie. Trener Jacek Winnicki w poprzednich rozgrywkach korzystał z niego z ławki, mimo to Witek grał średnio ponad 20 minut w każdym spotkaniu. Drugi rok z rzędu był ważnym elementem układanki ćwierćfinalisty Energa Basket Ligi. Martwi zniżka formy w skuteczności za 3 punkty w stosunku do 2016/17 (z 44% na 31%), średnia punktów też w dół. Być może to efekt gry obok Sheltona, czy Broussarda, którzy w ataku zepchnęli Kowalenkę do drugoplanowej roli. Na tym etapie kariery mimo wszystko wydaje się, że właśnie gra nieco w cieniu największych gwiazd drużyny to miejsce, które chcesz poświęcić na ustawienie Witka.

fot. Dorota Murska

Stal z uwagi na problemy, nazwijmy je pozaboiskowymi, dopiero teraz wystartowała z kompletowaniem składu na kolejny sezon. Transfer Kowalenki to dobry początek. To już 34-letni, ale wciąż mogący w efektywny sposób wesprzeć drużynę na parkiecie zawodnik. Posiadając takiego gracza trener Kamiński będzie miał komfort jakościowych minut na silnym skrzydle. Witka można puścić w pierwszej piątce, można wykorzystać z ławki i w obu tych przypadkach spać spokojnie. Nazwisko nie najgłośniejsze, ale w porównaniu do Surmacza, którego zastąpi, może dać drużynie więcej w praktycznie wszystkich aspektach gry oprócz trójki.

Ostrowianie utracili już szansę na pozostawienie najbardziej wartościowych graczy z poprzednich rozgrywek. Sprowadzenie Kowalenki jest niezłym ruchem, ale lidera rotacji polskiej w nim bym nie upatrywał. Przynajmniej w sytuacji, w której ambicja drużyny sięga półfinału.

Hanner Mosquera-Perea – Rosa Radom

Radomianie uzupełniają strefę podkoszową graczem zagranicznym. Pochodzący z Ameryki Południowej Hanner Mosquera-Perea został zawodnikiem Rosy.

Kariera Kolumbijczyka jak do tej pory to przede wszystkim występy w akademickiej lidze NCAA. 3 sezony w barwach Indiany Hoosiers, ostatni rok rozegrany dla East Tennessee State. W pierwszej z tych drużyn miał okazję grać z zawodnikami, których aktualnie możemy obserwować na parkietach NBA – Victro Oladipo, Yogi Ferrel, Noah Vonleh, czy Cody Zeller. Przeprowadzka do wschodniego Tennessee to również ciekawy rok dla Hannera zwieńczony występem na March Madness. Ostatni sezon na uczelni to statystyki na poziomie 22 minut, ponad 8 punktów i 4,6 zbiórki na mecz.

Po zaprawionych w bojach, nieco już ociężałych czołgach – Jacksonie i Fraserze, Rosa podpisuje gracza znacznie młodszego, mobilniejszego, który doda energii po obu stronach parkietu. Zawodnik pochodzący z kraju na ostatnim miejscu kojarzonego z koszykówka ma jednak pewne ograniczenia. Nie rzuca za 3 punkty, procent z linii z osobistych też podejrzany, do tego będzie to jego pierwszy rok w Europie. Pomimo przypisywanej mu pozycji PF kompilacja wad i zalet Mosquera-Perea’y prowadzi mnie do wniosku, że będzie częściej używany jako center niż czwórka w zespole z Radomia.

Rosa finiszuje budowę zespołu. Pierwszą piątkę w zasadzie można już jakąś wytypować – Trotter, Neal, Mielczarek, Wall/Szymański, Mosquera-Perea. Dużo znaków zapytania, Polacy zdecydowanie najsłabsi od lat, gracze zagraniczni to świeżaki, tylko po Trotterze wiemy czego się spodziewać.

W poprzednim roku z telewizora często padało Kabowerdeńczyk, teraz przyzwyczaisz się do Kolumbijczyk. Na wypadek słabej gry Hannera już się smażą memy z Escobarem.

Roman Rubinshtein – Legia Warszawa

Legii już coraz mniej brakuje do skompletowania drużyny na nadchodzące rozgrywki. Kolejnym graczem na obwód stołecznej drużyny jest 22-latek, pochodzący z Białorusi, Roman Rubinsztejn. Ostatni sezon spędził w ojczyźnie reprezentując Tsmoki Mińsk.

Kariera Rubinshteina (pójdźmy za oficjalną stroną Legii) nabiera dopiero tempa. Poprzedni rok to duży skok jeśli chodzi o minuty i rolę w drużynie. Białorusin rozegrał blisko 60 meczów (liga bałtycka+białoruska), zdobywał średnio 11 punktów przy prawie 21 minutach spędzanych na parkiecie. Nominalnie występuje na pozycji rzucającego obrońcy, jednak w Legii prawdopodobnie będzie graczem funkcjonującym również jako niski skrzydłowy. Ma za sobą sezon w słoweńskim Zlatorogu, co może być pomocne w zaadaptowaniu się poza granicami swojego państwa.

Backcourt Legii prawie gotowy. Zestaw graczy jest dość ciekawy, przede wszystkim cechuje go młodość i potencjał, który przy odpowiedniej ilości pracy może zaprocentować dobrą grą całej drużyny. Zastanawia mnie tylko, kto będzie w takim razie starterem na pozycji niskiego skrzydłowego. Trochę brakuje centymetrów, zarówno Karolak jak i Rubinshtein to bardziej dwójki niż trójki i ciężko sobie wyobrazić ich w starciach z dużymi skrzydłowymi jak np. Kostrzewski, chyba, że plan Spaseva przewiduje wykorzystanie Kołodzieja na trójce. Na rozwiązania zaproponowane przez macedońskiego trenera poczekamy do października. Jednego nie można Legii odmówić, nawet nie znając pełnego składu już jest bardziej interesująco niż przed rokiem.

Przyznam, że bardzo ciekawi mnie to, w jaki sposób będzie prezentował się na naszych parkietach nowy nabytek Legii. Zawodnik sprowadzony tuż zza wschodniej granicy to kierunek dość egzotyczny, ale w lidze już znany.

Był w Polsce kiedyś taki Białorusin… Roman, bądź choć trochę tak dobry.

Brian Dawkins – GTK Gliwice

Kolejne wzmocnienie GTK zza oceanu. Debiutujący w profesjonalnej koszykówce Brian Dawkins został zawodnikiem drużyny z górnego Śląska. Amerykanin występuje na pozycji silnego skrzydłowego.

Absolwent uniwersytetu Elon pierwsze zawodowe kroki postawi w Gliwicach. Ostatni rok na uczelni to średnio 12,1 punktu, 5,4 zbiórki w 28 minut gry. 29 meczów, 28 w pierwszej piątce. Dawkins to czwórka, charakteryzowany jest jako gracz wszechstronny, umiejący w ataku grać 1 na 1, ale także rzucić, czy rozegrać akcję dwójkową. Patrząc na to kto aktualnie znajduje się w składzie gliwiczan, to Amerykanin ma szanse otrzymać naprawdę dużą rolę w zespole prowadzonym przez Pawła Turkiewicza.

GTK poprzednim sezonem pokazało, że chce wyszukiwać zawodników zaraz po uczelni. Tego typu podejście jest oczywiście obarczone ryzykiem – dobra gra w NCAA nie zawsze przekłada się na udaną grę w Europie. Budżet klubu z Gliwic nie pozwala na ściąganie graczy już sprawdzonych na naszym podwórku, czy w innych ligach. Pójście w stronę wypromowania klubu jako trampoliny do zbudowania europejskiej kariery to dobra strategia na przyszłość, która może zaprocentować w kolejnych latach przy sprowadzaniu graczy z Ameryki.

Pozycja silnego skrzydłowego jest już w Gliwicach obsadzona. Z oceną potencjału GTK poczekam na oficjalne zamknięcie składu, jednak już teraz można zauważyć, że rotacja paszportami będzie wymagała sporej gimnastyki od trenera Turkiewicza. Ale skoro w zeszłym sezonie jakoś dał radę, to teraz też sobie poradzi.

Kacper Mąkowski – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Stelmet uzupełnia podstawową rotację kolejnym młodym graczem podpisanym tego lata. Kacper Mąkowski, ostatnio występujący i uczący się w SMSie Władysławowo związał się z zielonogórskim klubem 3-letnią umową. Urodzony w 1999 roku Polak to gracz na pozycje 2/3, dysponujący dobrym rzutem dystansowym. Rozgrywki 2017/18 w 2 lidze zakończył z linijką: 14 ppg, 4,2 rpb i 1,7 apg. W Stelmecie będzie miał okazję trenować z jednymi z najlepszych polskich graczy na swojej pozycji. Oby Kacper okazał się prymusem na lekcjach u pana Przemysława.

https://www.youtube.com/watch?v=ZuGAGztuDsM

Klub z Zielonej Góry stawia na chłopaków z okolicy. Pokazuje, że warto trenować, poprawiać swoje umiejętności, a w konsekwencji w pogoni za miejscem w składzie 4-krotnego Mistrza Polski będą na pole position.

Paweł Krefft – Miasto Szkła Krosno

22-letni rzucający obrońca podpisuje kontrakt z Miastem Szkła Krosno. To drugi zawodnik obok Grześka Grochowskiego na pozycje 1-2 w zespole z Podkarpacia.

Krefft w ostatnim sezonie był odpowiedzialny za utrzymanie temperatury krzesełek na ławce Polskiego Cukru, co z pewnością nie szło w parze z jego ambicjami. W poprzednich rozgrywkach w sumie (!) na parkiecie spędził tylko 92,4 minuty. Paweł mimo tego zdążył zaprezentować się jako dobry strzelec dystansowy, trafił 8 rzutów za 3 punkty z 15 oddanych. Próbka malutka, być może (na pewno) kompletnie niemiarodajna, ale wystarczająca by przedstawiciele szklanego miasta się do niego zgłosili. W poszukiwaniu gry przenosi się do Krosna, w którym o miejsce w rotacji powinno być łatwiej.

Patrząc na dotychczasowe ruchy transferowe Miasta Szkła można się zacząć zastanawiać, czy czasem nie zapomnieli, że grają w ekstraklasie, a nie w 1 lidze. Klub gra za minimum wyznaczone przez PLK i to niestety widać. Ale takie są niestety realia tej ligi i tak małego ośrodka jakim jest Krosno. Przynajmniej nie udają, że mają więcej…

Michał Chyliński – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Wicemistrz Polski zachowuje w składzie pierwszego zawodnika z wicemistrzowskim doświadczeniem z poprzedniego sezonu. Michał Chyliński związał się ze Stalą na kolejny rok.

Chylu to ważny element ekipy Emila Rajkovicia, która w poprzednim sezonie zdobyła srebrny medal. Nie występował w pierwszoplanowej roli, jednak wiele razy potrafił celnymi rzutami dać drużynie istotny impuls w ataku. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 20 minut, 7 punktów i 37% za 3.

fot. Andrzej Romański/EBL

Ma 32 lata, szczyt formy już za sobą, ale nadal może być efektywnym strzelcem, zawodnikiem rozciągającym defensywę rywali. Ceniony w przeszłości za obronę, teraz czasem ze sporymi kłopotami po tej stronie boiska, szczególnie przeciwko szybszym i silniejszym zawodnikom z zagranicy.

Stal jest w trudnej sytuacji. Potrzebuje zawodników z polskim paszportem na wczoraj. Jest jeszcze paru na rynku, jednak przy założeniu grania o coś w przyszłym sezonie to odpowiedni poziom prezentuje tylko garstka. Chyliński na ten moment jest zbawieniem. Wypełni rolę startera bez szkody dla drużyny, zagra 25 minut nadal na dość wysokim poziomie.

To co jest zastanawiające to brak jakichkolwiek plotek na temat zainteresowania Michałem innych drużyn PLK. Wiadomo nie od dziś, że najtańszym graczem nie jest, przypięto mu łatkę zawodnika porcelanowego z częstymi problemami ze zdrowiem. Młodszy już nie będzie, jest typowym strzelcem, który inne rzeczy na boisku wykonuje przeciętnie lub słabo. Mocno się nie trudząc można rzeczywiście znaleźć kilka argumentów przeciwko zatrudnieniu go u siebie w klubie, jednak nie można zapominać, że to nadal gracz, który umiejętnościami miałby zagwarantowaną czołową rolę w 3/4 zespołów w lidze.

Nic nie zapowiada tego, by Stalówka miała lepszy skład niż rok temu. To dobra okazja dla Chyla, by udowodnić, że wciąż potrafi sprostać dużej roli w drużynie, która celuje w wygrywanie.

Maciej Kucharek – AZS Koszalin

Ostatnie dwa lata spędził w Dąbrowie Górniczej, teraz przenosi się na północ by sezon 2018/19 rozegrać w barwach AZSu Koszalin. Kucharek w Koszalinie miał już kontrakt- w 2015 roku, niestety poważna kontuzja wykluczyła go na cały rozgrywki.

Kucharek to gracz na pozycję nr 3. Cechuje go dobry rzut z dystansu, co udowodnił trafiając 22/44 zza linii 6,75 w poprzednim sezonie. Maciek drugi rok w MKSie zakończył z linijką: 14,6 min, 5,7 pkt i 2,5 zb. W play offowym teamie był zawodnikiem drugoplanowym, zadaniowcem, zmiennikiem podstawowego niskiego skrzydłowego. Przechodząc do AZSu może liczyć na zwiększenie swoje roli. Na trójce rywalizować o minuty będzie z Alanem Czujkowskim, który ostatni sezon spędził na zapleczu ekstraklasy. Patrząc na skład AZS to właśnie między Kucharkiem, a Czujkowskim powinna rozegrać się walka o polskie miejsce w pierwszej piątce obok Grzegorza Surmacza.

Maciek do tej pory trochę błądził po ekstraklasie, nie mógł znaleźć dla siebie miejsca, w którym czułby się komfortowo, drużyny, w której rola odpowiadałaby jego oczekiwaniom. AZS to duża szansa na przełom, na zrobienie kroku w przód i to takiego, jak trójskoczek przed tym trzecim. Tylko, czy dobra gra w Koszalinie wystarczy, aby powrócić do drużyn z pierwszej ósemki? Czas pokaże.

Aleksandar Radulović – AZS Koszalin

Brakujące ogniwo w rotacji, rozgrywający, czy jak oficjalny komunikat głosi obwodowy, Aleksandar Radulović zasili drużynę AZSu.

Większość kariery 30-letni Serb spędził w swojej rodzimej lidze. Ostatni sezon to występy dla ekipy KK Borac Cacak, a także dla czeskiego JBC MMCITE Brno. Rozgrywki 2016/17 zakończył ze średnimi na poziomie 8 punktów i 3,6 asyst w 23 minuty gry. Jednak role, jakie odgrywał w obu klubach różniły się od siebie. W Brnie grał blisko 30 minut, w Serbii 20.

Radulović to 190 centymetrowy rozgrywający, w jego ręce trener Nikolić chce oddać prowadzenie zespołu. CV nie powala na kolana. Aleksandar to gracz dla kibiców w Europie anonimowy, jednak ciężko spodziewać się, by AZS był w stanie ściągnąć do Koszalina jakieś uznane nazwisko.

W tym momencie AZS ma już 10 ludzi gotowych do gry. Jeśli rzeczywiście planują grać Markiem Zywertem to do rozpoczęcia sezonu pewnie już ruchów na rynku transferowym nie będzie. Drużynę zbudowano z 6 Polaków, 3 Serbów i Amerykanin. Trener z Bałkanów = zawodnicy z Bałkanów w drużynie. Schemat tak często powtarzany w naszej lidze, tylko czy kiedykolwiek okazał się strzałem w 10? Ja nie pamiętam.

Filip Dylewicz – Asseco Gdynia

Perspektywiczny weteran, niedługo zapewne legenda polskiego basketu, Filip Dylewicz podpisał kontrakt z Asseco. Dylu nie chciał przenosić się z trójmiasta, po podpisie Leończyka w Sopocie stało się jasne, że najchętniej związałby się z lokalnym rywalem z Gdyni. 38-latek nadal ma jeszcze trochę paliwa w baku, ostatnie sezony w Treflu pokazują, że „stary człowiek” i może.

fot. Andrzej Romański/EBL

W zespole „puzzli” w ciągu dwóch ostatnich lat spędzał na parkiecie średnio powyżej 28 minut, zdobywał odpowiednio 11 i 13 punktów w kolejnych sezonach i zbierał 5 piłek. Filip Dylewicz znalazł sposób gry, w którym nadal może być efektywny i przydatny dla drużyny. Więcej trójek oddawał tylko w sezonie 2012/13, a procent z jakim trafiał je w poprzednich rozgrywkach jest jednym z najwyższych od lat. Przekwalifikował swoją grę na tryb energooszczędny, tryb, w którym uciekający bezpowrotnie atletyzm nie jest mu tak potrzebny. Dirk is that you?

Dla Asseco podpis Dylewicza koniecznością nie był. Więcej, nie wiem, czy on nie skomplikował sprawy jeśli chodzi o minuty. Polska rotacja nie wymagała wzmocnień, przynajmniej na tej pozycji, bo pod koszem i tak już minutami trzeba obdarzyć Wykę, Łapetę i Witlińskiego. Dochodzi Dylu, na pewno w mniejszej roli niż w Treflu, ale na końcu ławki siedzieć przecież nie będzie. Jeśli dołożymy zawodnika zagranicznego do obecnego frontcourtu, ktoś będzie niezadowolony. Trener Frasunkiewicz w nowym sezonie nie tylko zmierzy się z większymi oczekiwaniami, EuroCupem, ale i pogodzeniem ambicji swoich graczy.

Jeśli Dylu nadal ma zamiar trzymać się diety i omijać szerokim łukiem Colę i inne słodkości, to przyszły sezon może okazać się kolejnym, w którym będzie wyglądał jak pan profesor na parkietach PLK. Zapamiętaj, 38 lat, przyda się, zanim znów wpiszesz ‚Dylewicz wiek’ w wyszukiwarkę.

Kaspars Vecvagars – King Szczecin

25-letni łotewski rozgrywający dołącza do Wilków Morskich. Na pozycji numer 1 stworzy ciekawy duet z grającym coraz lepiej Jakubem Schenkiem.

Vecvagars ostatni sezon spędził w zespole VEF Ryga występującym w lidze krajowej i VTB. Może pochwalić się również grą dla najbardziej znanej klubowej drużyny Litwy – Żaligirsu Kowno. W rozgrywkach 2016/17 dla ekipy ze stolicy Łotwy rozegrał 35 spotkań notując w nich średnio 6,5 punktu, niecałe 2 zbiórki i 1,7 asysty w 16 minut gry. Nie był graczem pierwszego planu, jednak z roli rezerwowego wywiązywał się przyzwoicie.

Kaspars to nominalny rozgrywający, jednak 193 centymetry wzrostu i dobry procent za 3 punkty (36 w ostatnim sezonie) mogą predysponować go do gry na dwójce obok Schenka. W porównaniu z poprzednim sezonem zastąpi Carlosa Medlocka. Potencjałem ofensywnym może mu nie dorówna, jednak same rozmiary Łotysza powinny być sporym upgradem po bronionej stronie boiska.

https://www.youtube.com/watch?v=ZoWjs729EsQ

Podobnie, jak w przypadku AZSu, trener do swoje drużyny dobiera graczy urodzonych w szerokości geograficznej, z której sam pochodzi. Na tę chwilę, King posiada 3 zagranicznych zawodników na kontraktach – 2 Litwinów i Łotysza. Przynajmniej do tej pory gracze z krajów nadbałtyckich ściągnięci przez niego nie zawiedli w PLK, a przychodząc do ligi nie byli kompletnymi no name’mami.

Vecvagars w trakcie swojej kariery miał już styczność z koszykówką na wysokim poziomie. Szczecin to okazja do zaistnienia w dużej roli w jednej z najsolidniejszych drużyn PLK. Przykład Paliukenasa, który z zadaniowca stał się wszechstronnym graczem, potworem po bronionej stronie parkietu, pokazuje, że Kaspars współpracując z Budzinauskasem może liczyć na polepszenie swoich umiejętności i popchnięcie swojej kariery do przodu.

Michał Michalak – Anwil Włocławek

Brakujący zawodnik do podstawowej polskiej rotacji Anwilu Włocławek. Igor Milicić, tak jak w przypadku Nikoli Markovicia, sięga po gracza, którego widział w swoim zespole już w poprzednich latach.

Przed wyjazdem z Polski, w rozgrywkach 2016/17 Michalak bronił barw PGE Turowa Zgorzelec. Skończył sezon ze średnimi na poziomie 14,6 punkta, 4,1 zbiórki i 2 asyst w 27,5 minuty gry. Michał to oczywiście członek srebrnej drużyny U17, uczestnik m.in. Nike Hoop Summit w 2012, więc w zeszytach wielu osób ze świata koszykówki znajdował się od dawna. Jednak na krok w kierunku zachodnim zdecydował się dopiero rok temu. Wybrał Tecnycontę Zaragoza i grę w lidze uznawanej za najlepszą na starym kontynencie. Powtórzenie cyferek z PLK było rzecz jasna niemożliwe, na dodatek na przeszkodzie do dużych minut stał Gary Neal, jeszcze nie tak dawno gracz NBA (głownie San Antonio Spurs). Michał skończył sezon 2017/18 z linijką: 11,7 min, 4,7 pkt, 1,7 zb, 0,5 as. We Włocławku wszystkie te rubryki powinny na koniec wyglądać dwa razy lepiej.

Wbrew wszelkim obawom Anwilowi udało się skompletować polską rotację na naprawdę przyzwoitym poziomie, z pewnością nie gorszą niż ta przed rokiem. Łączyński, Zyskowski, Michalak, Kostrzewski i Parzeński to zestaw zawodników, który w PLK może być podstawą medalowej drużyny. Do tego wydaje się, że zarówno Parzeński, jak i Michalak powinni być bardzo zmotywowani, by pokazać się z jak najlepszej strony. Pierwszy stracił praktycznie cały sezon przez kontuzje, a jego kariera wyhamowała. Drugi zaliczył sezon w lidze hiszpańskiej, który nie do końca wyglądał tak, jak to sobie zaplanował. Obrona Mistrzostwa Polski i występy w BCL to dobre okno wystawowe dla Michalaka, solidna gra może być przepustką do powrotu na salony europejskiej koszykówki.

Włocławianie do rozpoczęcia rozgrywek najprawdopodobniej zatrudnią jeszcze 3 zawodników, wszystkich z zagranicy. Brakuje gracza, który może dowodzić drużyną na parkiecie, gdy Łączka będzie odpoczywał, wingmana (u Igora Milicica w ostatnich 3 sezonach był to lider zespołu, zarazem gwiazda ligi) i zawodnika na pozycję numer 4. Konkurencja nie śpi, żeby myśleć o zrealizowaniu celów na nadchodzący sezon rottweilery muszą bardzo rozważnie dokonać ostatnich zakupów. Cały Włocławek wierzy w genialny nos Milicicia, który jak do tej bardzo rzadko się mylił (Tyler Haws wymachuje z oddali).

Ruslan Pateev – Legia Warszawa

Tane Spasev w przypadku tegorocznych transferów Legii wybiera zawodników wśród swoich znajomych na Facebooku albo kontaktów w telefonie. Kolejny gracz w Warszawie, z którym miał okazję współpracować w przeszłości. Mierzący 213 centymetrów Rosjanin zasila szeregi stołecznego klubu.

Pateev, Patiejew, pick one, to absolwent uczelni Arizona State. Nieprzerwanie od roku 2013 bronił barw Khimek, Chimek, pick one, Moskwa. Miał okazję grać w młodzieżowych reprezentacjach Rosji, a także posmakował seniorskiego Eurobasketu w 2015 roku. Ostatni sezon w moskiewskiej drużynie to 6 meczów w VTB (śr. 2,5 punkta w 6,5 minuty) oraz 29 spotkań w lidze rosyjskiej, gdzie statystyki były znacznie lepsze (śr. 20,2 minut, 11,2 punktów i 6,1 zbiórki), jednak należy pamiętać, że nie występowali tam kluczowi gracze z podstawowego składu.

Rosjanin to kandydat na kluczowego gracza warszawskiej Legii. Do pokaźnych rozmiarów dochodzi nie najgorsza technika i mobilność, która jak na 213 cm wygląda dobrze. Posiadanie takiego gracza to duża korzyść po obu stronach parkietu. Skutecznie może zamurować w obronie dostęp do kosza, a w ataku postawić mocną zasłonę i zrolować do obręczy. Wydobycie całego potencjału z tego typu gracza to przede wszystkim zadanie dla rozgrywających, którzy będą musieli nauczyć się wspólnej gry dwójkowej z Patiejewem.

Legii pozostało już tylko uzupełnić skład. Brakuje jeszcze jednego gracza pod kosz (może 2?) i obwodowego. W pierwszym przypadku kandydaturą omawianą w mediach jest Bilbao, w drugim spekuluje się o zatrudnieniu Amerykanina na pozycję numer 1.

Frank Hassell – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Mimo, że koszykówka to gra 5 na 5, to bardzo często oglądamy ją dla jednostek, gwiazd, które wyróżniają się na tle innych graczy na parkiecie. W PLK zawodników takiego formatu jest niewielu, na szczęście Stelmet wychodzi na przeciw naszym oczekiwaniom i podpisuje (profesjonalny) kontrakt z Frankiem Hassellem. Gracz o przydomku The Tank to materiał na czołową postać ligi, gracza absolutnie dominującego pod koszami. Ostatni sezon spędził w lidze francuskiej, w drużynie Le Portel, gdzie był niepodważalnie kluczową postacią. Średnio 24 minuty, 14,1 punkta, 8 zbiórek… zresztą liczby nie kłamią:

Hassell to godne zastępstwo Dragicevicia. Zawodnik o innej charakterystyce, ale nie ma wątpliwości, że będzie równie istotny w taktyce zielonogórzan, jak Vlad. The Tank mierzy 203 centymetry, co jak na centra nie jest imponujące, jednak nadludzka siła, połączona z bardzo szeroką ramą sprawia, że Frank nie ma problemów z ustawianiem się po zbiórki i zrobieniem sobie miejsca pod obręczą. Amerykanin jest leworęczny, siłą rzeczy częściej idzie w lewo by kończyć akcje bliżej kosza. Potrafi przymierzyć z półdystansu, dobrze odnajduje się w akcjach dwójkowych z niskim kozłującym.

Nie da się ukryć, że perspektywa gry w VTB mogła być dla gracza kusząca. Hassell ma 29 lat, jest w najlepszym okresie dla koszykarza, co tym bardziej skłania do wniosku, że zobaczymy na naszych parkietach prawdziwego dominatora.

Stelmet ma w tej chwili 10 zawodników w podstawowej rotacji. Nawet jeśli zmian nie będzie skład potencjałem sięga najwyżej jak to możliwe w PLK. Jeśli uda się wyskrobać jeszcze coś z dna portfela Januszowi Jasińskiemu to będziemy mieli okazję oglądać naprawdę niezłą pakę w Zielonej Górze. Aż mi się oczy świecą na myśl o maju i czerwcu 2019…

Sugerowałbym instalacje sejsmografu w CRSie. Treningowe starcia Bestii z Czołgiem mogą wywołać małe trzęsienia ziemi w okolicy.

Przemysław Żołnierewicz – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Jeden z najbardziej perspektywicznych graczy młodego pokolenia trafia do Stali. Przemek Żołnierewicz nie zdecydował się na pozostanie w Asseco, a także na oferty kilku innych klubów i ostatecznie ląduje w ekipie Wicemistrza Polski.

Żołnierz to jedna z wizytówek gdyńskiego programu pod tytułem stawiamy na naszych. Ostatnie lata to pierwszoplanowa rola, tuż obok Krzysztofa Szubargi lider zespołu. Przez 3 ostatnie sezony gra praktycznie 30 minut w każdym meczu, a średnia punktowa konsekwentnie rośnie. Poprzednie rozgrywki zakończył z 12 punktami na mecz, 5 zbiórkami i prawie 3 asystami. Przemek to gracz jak na polskie warunki niezwykle atletyczny. Bardzo silny, szybki, skoczny, dynamiczny to przymiotniki pasujące do jego opisu. Dzięki wzorowej fizyczności jest zawodnikiem z ogromnym potencjałem po bronionej stronie parkietu, z kolei w ataku dobrze odnajduje się w szybkim graniu. Kłopotem Żołnierza znanym nie od dziś jest rzut. Trójka trafiana na poziomie 31%, rzuty wolne 55% – stanowczo za mało. Jednak tylko 23 lata na karku pozwalają myśleć, że zobaczymy postęp w tym względzie u Przemka, a wtedy jestem przekonany, że zamelduje się w reprezentacji Polski.

Wybór, jaki dokonał sam zawodnik mimo wszystko zaskakuje. OK, podpisuje z ubiegłorocznym finalistą, jednak perspektywy na ten sezon nie są już tak kolorowe. Jeśli na stole były oferty od 3 z 4 prawdopodobnie najlepszych klubów PLK 2018/19 i oferta z zagranicy to tym bardziej przy tej decyzji można postawić znak zapytania. Stal na pewno może mu zaoferować rolę podobną do tej w Asseco z lat poprzednich i podwyżkę wynagrodzenia. Są plusy, ale ja mimo wszystko żałuję, że nie zobaczymy Przemka na tle rywali z europejskiego podwórka.

Stal transferem Żołnierewicza w znaczący sposób wzmacnia swój zespół. Przemek powinien z miejsca być liderem polskiej rotacji ostrowian. Włodarze Stalówki nadal muszą intensywnie szukać kolejnych paszportów, ale to zbieranie idzie całkiem zgrabnie. Jest już Chyliński, Kowalenko, teraz ściągają z rynku chyba najlepszego Polaka jaki pozostał bez klubu, a był w ich zasięgu. Graczy miejscowych do pierwszej piątki już chyba poznaliśmy, teraz czas na uzupełnienia składu, które prawdopodobnie będą na dniach ogłaszane.

Damonte Dodd – GTK Gliwice

To już piąty podpis zawodnika zagranicznego w Gliwicach. Damonte Dodd, 24-letni środkowy związał się z GTK kontraktem na następny sezon.

Dodd to absolwent uczelni Maryland, która raz na jakiś czas produkuje zawodnik do draftu NBA. W ostatnim roku kariery uniwersyteckiej Damonte przebywał na parkiecie średnio prawie 20 minut, zdobywał ponad 6 punktów, zbierał 4,5 piłki i rozdawał 2 bloki. Bloki stały się znakiem rozpoznawczym Doddzilli, w całej historii Maryland plasuje się w tym elemencie na 8 miejscu. Po zakończeniu studiów Amerykanin szukał dla siebie miejsca w G-League, jednak na długo nie zagrzał tam miejsca. Kontynuował swoją przygodę z profesjonalną koszykówką w Meksyku, w drużynie Aguilas Doradas de Durango. Statystyki tam wykręcone przez Dodda robią większe wrażenie, prawie 10 punktów, ponad 7 zbiórek, blok i to wszystko w 27 minut gry.

GTK ma już praktycznie skompletowaną drużynę. 5 obcokrajowców, wszyscy ze statusem – może wystrzelić, ale również może okazać się totalnym przeciętniakiem. Dodd ma 211 centymetrów, duży zasięg ramion, na pewno będzie kandydatem do bycia królem bloków PLK. O minuty raczej powinien być spokojny, pozycje środkowego będzie dzielił z Dawidem Słupińskim, który przychodzi do Gliwic z 1 ligi. Damonte na buldożera w ataku nie wygląda, jednak myślę, że trener Turkiewicz liczy przede wszystkim na niego po drugiej stronie parkietu. 4 Amerykanów powinno robić grę GTK w tym sezonie. W zasadzie to muszą, bo zestaw Polaków zatrudniony w Gliwicach bardziej pasuje do 1 ligi niż do ekstraklasy.

Wszystko wygląda niby fajnie, ALE.

Zobaczymy, jak się ta sprawa skończy, mandat za parkowanie to nie jest…

Kacper Borowski – TBV Start Lublin (3 lata)

Kacper Borowski podpisał aż 3-letnią umowę z TBV Startem Lubilin. W przyszłym sezonie 24-letni zawodnik stworzy w Lublinie duet silnych skrzydłowych z Urosem Mirkoviciem.

Popularny Boro spędził dwa ostatnie sezony w Turowie Zgorzelec. Wyjazd ze Słupska do przygranicznego miasta miał być kolejnym krokiem w rozwoju kariery Kacpra. Odklejeniem łatki juniora, a przyklejeniem etykiety solidny ligowiec. Z perspektywy lat można stwierdzić, że progres w grze Borowskiego nie jest tak duży, jak wielu się spodziewało. Oczywiście pełnił ważną rolę w polskiej rotacji Turowa, jednak nigdy nie stał się kluczową postacią swojej drużyny. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 7,7 ppg, 3,4 rpg w 18 mpg.

fot. Andrzej Romański/EBL

Start potrzebował jeszcze jednego Polaka, który byłby ograny na poziomie ekstraklasy i mógł dać wartościowe 20 minut w meczu. Takiego pakietu poszukają w Borowskim, z którym podpisują umowę na 3 lata. Oznacza to, że traktują Kacpra jako zawodnika na lata, inwestycję w przyszłość, która już od tego roku powinna zacząć się spłacać. Borowski to gracz energiczny, wyskakany, ale nie posiadający jeszcze odpowiedniej masy mięśniowej potrzebnej do rywalizacji z niektórymi przeciwnikami. Lubi kończyć akcje z góry, coraz częściej decyduje się na rzuty za 3 i pewnie wskaźnik prób zza łuku będzie nadal rósł. Mam takie przekonanie, że trener Dedek będzie wiedział jak wykorzystać rozmiary i umiejętności Kacpra w swoim zespole.

Do skompletowania strefy podkoszowej lublinianom potrzeba jeszcze centra. Komfort paszportowy pozwoli im na zakontraktowanie gracza zagranicznego.

Kacper Borowski grał w Słupsku, grał w Turowie, oby los w przypadku Startu był łaskawszy.

Jordan Loveridge – Miasto Szkła Krosno

Bardzo poważne wzmocnienie Szklanego Teamu. Amerykanin występujący w poprzednim sezonie w niemieckiej BBL zagra w Krośnie.

Loveridge to 24-letni niski skrzydłowy, który czasem również występuje na silnym skrzydle. Jordan ukończył uczelnie Utah, na której miał okazję do wspólnej gry z zawodnikami biegającymi aktualnie po parkietach NBA – Delonem Wrightem, Kylem Kuzmą, czy Jakobem Poetlem. Po skończeniu studiów Loveridge przeniósł się do Europy i rozpoczął profesjonalną karierę w lidze węgierskiej. Ostatni rok to awans do lepszej ligi, Amerykanin występował w niemieckim BC Goettingen, który zajął 3 miejsce od końca w BBL. Sezon w Niemczech to statystyki na poziomie ponad 7 punktów i 4 zbiórek w 21 minut gry. Jordan w Goettingen występował na obu skrzydłach. Również tu można doszukać się smaczków związanych z NBA, Loveridge dzielił szatnię z synem Johna Stocktona, Michaelem.

23-latek to gracz, który już trochę europejskiego grania posmakował. Nie będzie świeżynką prosto po uczelni tylko graczem, który ma za sobą pewne doświadczenie. W Krośnie może liczyć na naprawdę duże minuty, będzie pewnie występował na obu skrzydłach i łatał wszelkie dziury. Mierzy 198 cm, wygląda na silnego, żeby nie powiedzieć ciężkiego, stąd zapewne ustawianie go na czwórce. W ataku najczęściej korzysta ze swojego rzutu, potrafi przymierzyć za 3 punkty ze skuteczność ponad 34%.

Posiadanie takiego gracza to ogromne ułatwienie rotacji. Loveridge powinien być jednym z liderów Miasta Szkła. Mariusz Niedbalski posiadając polską rotację taką, a nie inną musi zdecydować się na oddanie gry w ręce Amerykanów. Jordan to na pierwszy rzut oka bardzo solidny zawodnik i wybór, który może przynieść sporo korzyści zespołowi z Podkarpacia.

Oby Love-ridge pozostawił równie dobre wrażenie po sobie, co Wool-ridge.

Deividas Dulkys – Anwil Włocławek Asseco Gdynia

Chyba mocniej nie dało się zamknąć tego tygodnia.

Deividas Dulkys, jeden z ulubieńców kibiców Anwilu, prezesa Anwilu, i kogo tam chcesz Anwilu, podpisuje profesjonalny kontrakt w Gdyni. Sprawy formalne przeszkodził w dopięciu zatrudnienia Ben Emelogu, ale zastępstwo znalazło się natychmiastowo.

Dulkys to 30-letni rzucający obrońca, przede wszystkim strzelec, ale i gracz, który dobrze czuje się z piłką w rękach. Niestety ostatni sezon Litwina to kontuzja i tylko parę spotkań na koncie w ekipie tureckiego Istanbul Buyuksehir Belediyesi. 2016/17 to gra dla Rio Natura Obradoiro i średnie na poziomie 10 punktów, 2,5 zbiórki i 2,5 asysty. We Włocławku grał w 2013/14 i notował ponad 16 ppg w 30 mpg. Kariera Dulkysa po sezonie w Anwilu (w końcówce został wykupiony) nabrała ogromnego rozpędu. Kluby, w których potem występował to solidne marki na mapie Europy, znacznie bogatsze niż jakiekolwiek z naszego podwórka. Teraz Deividas po trudnym dla siebie roku wraca na parkiety PLK, ale nie do byle jakiej drużyny, tylko do odradzającej się gdyńskiej potęgi, która może bez kompleksów patrzeć w kierunku Mistrzostwa Polski i godnych występów w EuroCupie.

Asseco w tym momencie wygląda mocno, bardzo mocno. Widać, że budżet poszybował wysoko do góry. Zestaw obwodowy po dojściu Dulkysa wygląda jeszcze lepiej niż z Emelogu. Litwin to sprawdzony gracz, wiemy czego się po nim spodziewać, Amerykanin to jednak rookie. Sezon po kontuzji to zawsze spore ryzyko i dla gracza i dla klubu, który go zatrudnia. Jeśli po urazie nie został żaden ślad, to Arka na obwodzie ma 3 gwiazdy na warunki PLK największego formatu i chyba nikt tego już nie przebije.

Łzy.

Asseco dosiadło się do stołu z pokaźną liczbą żetonów, odpala cygaro, zagaduje kelnerki, żartuje z rywali. Karta na ręku mocna, czy to wystarczy by zgarnąć całą pulę?

Dojrzałe ogóry cz. III

Dojrzałe ogóry cz. II

Dojrzałe ogóry cz. I

Dojrzałe ogóry cz. III

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK   21.07-27.07

Michał Kołodziej – Legia Warszawa

Kontynuacja współpracy, która po poprzednim sezonie wydawała się oczywista. Niemogący przebić się do rotacji w Asseco Michał Kołodziej spędził drugą połowę rundy zasadniczej w Warszawie i można zaryzykować tezę, że z miejsca stał się jej kluczowym Polakiem. W 14 spotkaniach 10 razy wychodził w pierwszej piątce, średnio na parkiecie przebywał 23 minuty, dokładał do tego 8 punktów i 2,5 zbiórki. Michał funkcjonował w ekipie Tane Spaseva jako rozciągająca grę czwórka, oddawał średnio na mecz ponad 4 trójki, co przy skuteczności ponad 40% jest wynikiem jak najbardziej zrozumiałym.

fot. Andrzej Romański/EBL

Legia w tym momencie na silnym skrzydle ma Kołodzieja i Linowskiego. Pomimo dobrej gry tego pierwszego spodziewam się jakiś wzmocnień. Może nie konkretnie na czwórce, ale sądzę, że któryś z nowych nabytków stołecznego klubu będzie z opcją paru minut na PF. W przypadku ściągnięcia do Warszawy Kowalczyka i Karolka, Legia nie będzie musiała grać w pierwszej piątce ani Linowskim, ani Kołodziejem, co tym bardziej skłania mnie do wniosku, że w roli startera na czwórce zobaczymy jakąś nową twarz.

Myles Mack – GTK Gliwice

25-letni, filigranowy (175 cm) rozgrywający poprowadzi grę GTK w przyszłym sezonie. Mack nie jest dla PLK anonimem, w poprzednich rozgrywkach występował w PGE Turowie Zgorzelec, niestety dla niego tylko przez 8 spotkań. Paskudna kontuzja zerwania ścięgna Achillesa zakończyła przedwcześnie sezon Amerykanina. W barwach przygranicznej drużyny na boisku spędzał średnio 18 minut, zdobywając w tym czasie nieco ponad 8 punktów i rozdając 4 asysty.

Mack wpisuje się charakterystyką gry w model czarnoskórego rozgrywającego. Szybki, odważny na koźle, dobrze czujący się w grze 1 na 1. Pomimo małych rozmiarów Myles chętnie atakuje kosz, mija rywali i sprowadza na siebie pomoc tworząc okazje do odrzutu piłki na obwód. Dobra skuteczność za 3 punkty ( 36,4% w 2017/18 i 42,4% w 2016/17) sprawia, że nie można go lekceważyć w odległości 6,75 metra od obręczy.

Dla Amerykanina najprawdopodobniej przewidziana jest wiodąca rola w zespole z Gliwic. Mack w podobny sposób jak rok temu Hooker będzie odpowiadał za grę drużyny po atakowanej stronie boiska. Czy jest lepszym zawodnikiem niż swój poprzednik? Chyba nie. Ale nie mam nic przeciwko by się mile zaskoczyć.

GTK konsekwentnie kompletuje drużynę na kolejne ligowe rozgrywki, pozostały do uzupełnienia przede wszystkim pozycje podkoszowe. Zawodnicy. którzy trafią do Gliwic jeszcze tego lata powinni być realnym wzmocnieniem ekipy trenera Turkiewicza, bo w innym wypadku szorowanie po dnie PLK może być poważnym zagrożeniem.

Łukasz Ratajczak – AZS Koszalin

Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Zamienił AZS Kiwilsze na Ratajczaka.

Łukasz Ratajczak nowym nabytkiem Akademików. W poprzednim sezonie pełnił rolę rezerwowego centra w zespole z Gliwic. Jego średnie to 4,7 punktu i 2,9 zbiórki w nieco ponad 12 minut spędzanych na parkiecie.

Po raz kolejny na ekranie monitora, czy telefonu wyświetla nam się dowód na to, jak biedny jest rynek paszportowy. AZS rotację Polakami ratować będzie 32-latkiem, który poziomem do PLK po prostu nie pasuje. Być może Szymon Kiwilsza nie chciał już dalej grać w Koszalinie, ale jeśli chciał, to tym bardziej decyzja AZS wydaje się być absurdalna. Drużyny końca tabeli lub te szukające oszczędności wyjątkowo w to lato sprowadzają do swoich drużyny młodych zawodników, często takich, którzy nie mieli szansy na granie w innych zespołach. Nie ma co się oszukiwać, że koszalinianie kolejny rok nie będą grali o nic więcej jak utrzymanie. To idealna okazja do przeprowadzenia zmian w sposobie budowania składu, tak jak w Krośnie, czy warszawskiej Legii. Oprócz Marka Zywerta postawiono jednak na Polaków doświadczonych lub bardzo doświadczonych, by nie powiedzieć starych. A szkoda, ciężko o lepsze warunki do grania dla młodych graczy niż drużyna bez większej presji walcząca z najlepszymi na rodzimym podwórku. Może to kwestia historii i tej całej otoczki jaka jest wokół AZS, bo ostatnie lata niestety nie dały powodów, by traktować Koszalin jako ciekawe miejsce do grania.

Czy jest drużyna z mniej ciekawym frontcourtem w PLK?!

Dawid Sączewski – Legia Warszawa

Tane Spasev wysoko ceni sobie pracę w młodymi koszykarzami, dlatego tegoroczna Legia będzie oparta w dużej mierze o Polaków raczkujących w PLK lub takich, którzy jeszcze nie pokazali najlepszej wersji siebie na ligowych parkietach. Do składu dołącza Dawid Sączewski, zawodnik totalnie spoza radaru kibiców Energa Basket Ligi. Sączewski to gracz obwodowy (190 cm), najczęściej grający jako rozgrywający. 19-latek do 2015 występował w Gdyński klubach młodzieżowych (Start i Asseco) oraz w II lidze. Po tym okresie wyjechał do Stanów Zjednoczonych by grać i uczyć się w Mountain Mission School. Teraz wraca do Polski i spróbuje swoich sił w PLK.

Cullen Neal – Rosa Radom

Cullen Neal to nowy nabytek Rosy, który dopiero będzie debiutował w zawodowej koszykówce. Rookie Rooki z Radomia występował do tej pory w barwach aż (!) trzech uniwersytetów w akademickiej lidze NCAA. W swojej karierze miał okazje grać w zespołach, które coś znaczą na uczelnianej mapie Stanów Zjednoczonych. Najwięcej z gry Neal miał występując w sezonie 2015/16 w New Mexico, 30 minut średnio na parkiecie, 12 punktów. Późniejsze przenosiny kolejno do Ole Miss i Saint Mary’s to regres minutowy i to znaczny, bo w zeszłym roku na parkiecie spędzał tylko 13 minut na mecz. Amerykanin to typowy shooter i taka też rola prawdopodobnie czeka na niego w Radomiu. Przez ostatnie lata oddawał w meczach więcej rzutów za 3 niż za 2, co potwierdza tylko charakterystykę tego zawodnika. Oficjalna strona Rosy przedstawia Neala jako zawodnika mogącego grać na pozycji rozgrywającego. Jednak przy posiadaniu w składzie Obiego, nie spodziewałbym się częstego kreowania akcji ze strony najnowszego nabytku.

Jedno jest pewne, długością, a raczej krótkością spodenek będzie w top ligi.

Rosa skompletowała już zestaw zawodników na pozycjach 1-2. Amerykanie Trotter i Neal uzupełnieni Polakami wyglądają na zestaw solidny, raczej nie jakoś mocno odstający od zeszłorocznego. Większa rola Zegzuły kosztem minut Szymkiewicza to nie jest wielka tragedia, znakiem zapytania jest oczywiście Neal i to, jak się odnajdzie w Europie. Biali strzelcy obwodowi za często furory nie robili na naszych parkietach, z drugiej strony Rosa potrafi wynajdować graczy akurat na tę pozycję. Pytanie ile w tym było magii Kamyka, a ile scautingowego nosa włodarzy klubu. Harris, Bell, Punter, nawet English, czy za rok dorzucimy tu Neala?

Aaron Cel – Polski Cukier Toruń (2+1)

Pierwsza bitwa w kujawsko-pomorskim wygrana przez Twarde Pierniki. PCT 1, Anwil 0. Nie ukrywam, że Celodrama była jakoś wyjątkowo męcząca tego lata. Anwil, Toruń, Anwil, Toruń, Włocławek, Cukier, znowu Anwil, Pierniki i tak w kółko, dzień w dzień. Niby tylko niecałe 50km odległości między tymi miastami, ale Aaron Cel przemieszczał się z nadświetlną prędkością od jednego do drugiego. W końcu wybrał, być może zawierzył swój los żetonom w jednym z kasyn w Las Vegas, być może to była gra na zwłokę i podbijanie ceny.

Odejmując już całą tę otoczkę przy podpisie, Cel to czołowa czwórka z polskim paszportem. Gracz, który wiele ostatnich meczów w reprezentacji rozpoczynał w pierwszej piątce. Aaron jest graczem o wielu zaletach, pewny rzut za 3 punkty (37,5%), boiskowa inteligencja i doświadczenie.

Fizycznie czasem odstaje od rywali, co rodzi problemu na desce, jednak jak na PLK to bilans plusów i minusów w jego przypadku wypada wyjątkowo pozytywnie. Na korzyść reprezentanta Polski działa fakt, że obok siebie pod koszem będzie miał Szejka Mbodja, który w defensywie i na zbiórce jest w stanie trochę przykryć niektóre mankamenty Cela. W Toruniu nie będzie pierwszą opcją ofensywną, co myślę, że mu odpowiada. Kiedy ciężar liderowania przejmie ktoś z innych zawodników, Aaron będzie mógł być zabójczo skuteczny i efektywny działając na drugim planie.

Dla Torunian to ruch jeśli chodzi o paszport raczej nie z tych koniecznych. Jednak postrzeganie Cela tylko i wyłącznie jako limitowca jest bardzo krzywdzące. To gracz dający ogromną jakość, który występowałby w pierwszej piątce każdego klubu w PLK (no może oprócz Stelmetu). Co jeszcze istotniejsze, Polski Cukier tym podpisem zapobiegł wzmocnieniu się lokalnego rywala – Anwilu. PCT razem ze Stelmetem kolejny rok dysponować będą najmocniejszym polskim rosterem w lidze. Inną sprawą jest, czy pozostawienie prawie całego zespołu  i wymiana tylko dwóch gwiazd spowoduje poprawę wyniku na koniec sezonu. O ponowne wejście do finału będzie z pewnością ciężko, ale w Toruniu, sądząc po ruchach w to lato, wierzą w swoją drużynę w takim kształcie, w jakim występuje od dwóch sezonów.

 Ben Richardson – MKS Dąbrowa Górnicza

Uczestnik ostatniego Final Four akademickiej ligi NCAA, Ben Richardson, zagra w przyszłym sezonie w MKSie Dąbrowa Górnicza. Loyola Chicago, uczelnia, na której występował przez ostatnie 4 lata to kopciuszek tegorocznego turnieju ligi uniwersyteckiej. Nikt nie stawiał na Loyolę w najlepszej czwórce, mimo tego drużyna nowego nabytku MKSu przedarła się do tego elitarnego grona przy dużym wkładzie Bena. Zaliczył swój rekord punktowy w meczu z Kansas State trafiając 6 razy za 3 punkty. W całej karierze uniwersyteckiej dał się poznać jako bardzo dobry dystansowy strzelec (>40% od 3 sezonów). Na parkiecie przybywał sporo (31 minut w poprzednim sezonie), przez ostatnie 2 sezony tylko raz nie wyszedł w pierwszej piątce.

Richardson to przede wszystkim dobry obrońca i shooter. Skuteczność z jaką dziurawił kosz zza łuku imponuje, gorzej z rzutami za dwa, które wpadały do kosza na podobnym procencie co te z dystansu. Ze wszystkich amerykańskich białych dwójek zatrudnionych w ostatnich latach w PLK, absolwent Loyola wygląda zdecydowanie najciekawiej.

Zobaczymy, w jakiej roli obsadzi go trener Winnicki. Wydaje się, że Richardson powinien być starterem, graczem czekającym za linią rzutów za 3 punkty na odrzucenia od partnerów, dobrze czującym się w grze z kontrataku. Warty obserwacji będzie również po drugiej stronie parkietu, gdzie jest cenionym obrońcą. Grą w MKSie może otworzyć sobie drogę do ciekawej kariery europejskiej. W dzisiejszej koszykówce graczy o takiej charakterystyce poszukuje się wśród zawodników na jego pozycji praktycznie we wszystkich silnych ligach na starym kontynencie, jak i za oceanem.

Ben Emelogu – Asseco Gdynia

Wystarczyło, że trener Frasunkiewicz wrócił z U20 i karuzela transferowa ruszyła  w Gdyni na dobre. Asseco mając spokój z polską rotacją skierowało swoje poszukiwania na rynek zawodników zagranicznych. No i mamy kontrakt, a nawet dwa!

Pierwszy z dwójki Amerykanów, którzy dołączą do gdyńskiej ekipy to Benjamin Emelogu. 23-latek jest absolwentem uczelni SMU, dla której w poprzednim sezonie rozegrał 33 mecze, wszystkie w pierwszej piątce. Emelogu w swojej karierze w Mustangach miał okazję współpracować z legendarnym trenerem Larrym Brownem (m.in. mistrz NBA), a także dzielił jedną szatnie z Semim Ojeleye, aktualnie zawodnikiem Boston Celtics. W rozgrywkach 2017/18 Ben przebywał średnio na boisku 31,7 minut, zdobywał ponad 10 punktów i zbierał 5,5 piłki.

Emelogu mierzy 196 cm wzrostu i w taktyce Przemysława Frasunkiewicza będzie występował na pozycjach 2-3.  Jest dynamiczny, kończy sporo akcji z góry, ale potrafi również przymierzyć z dystansu (37% za 3). Ben wygląda na gracza bardzo wszechstronnego, który w każdej roli może się sprawdzić. Ma rozmiar, szybkość, atletyzm, wszystko co pozwala mu być dobrym obrońcą i sporą pomocą na tablicach.

Jeśli mielibyśmy zabawić się w baaaardzo wczesne typowanie, czy jasnowidztwo, to myślę, że Emelogu może być na koniec sezonu jednym z najbardziej wartościowych graczy ligi wchodzących z ławki.

Josh Bostic – Asseco Gdynia

Drugi z nabytków Arki również pochodzi zza oceanu, jednak ma sobą już całkiem bogatą karierę w Europie. Joshua Bostic, 31-letni niski skrzydłowy to z pewnością gracz, jakich chcemy oglądać w naszej lidze. Kandydat na gwiazdę i to jedną z największych. Nawet nie będąc kibicem Asseco ciężko jest się nie cieszyć z przyjścia do ligi takiego zawodnika.

Joshua w ostatnim sezonie występował w lidze włoskiej, w drużynie Banco di Sardegna Sassari oraz w lidze adriatyckiej i chorwackiej broniąc barw KK Zadar. W Lega A notował  prawie 14 punktów na mecz, w ABA blisko 20.  Na przestrzeni całego sezonu na parkiecie przebywał średnio 27,5, co świadczy o dużej roli jaką odgrywał w obu ekipach. Bostic umie na boisku dużo, bardzo dużo. Zdobywa punkty po koźle, spot up, wejściami na kosz, czy po pickach. Amerykanin w Gdyni będzie miał możliwość pokazać się w pierwszoplanowej roli w zespole grającym w EuroCup i o wysokie cele w PLK. To fenomenalna okazja do pokazania się w Europie i wywalczenia tłustego kontraktu na kolejny sezon.

Bostic to naturalny kandydat na lidera zespołu. Ma doświadczenie z wielu lig, również z rozgrywek europejskich. W porównaniu do Emelogu to właśnie doświadczenie wydaje się być nieocenionym dodatkiem do gdyńskiej drużyny. Ciężko wróżyć jakieś większe sukcesy Arki w Eurocup, ale w lidze, nawet jeśli kolejne podpisy będą tylko uzupełnieniami, może nieźle namieszać.

Już końcówka lipca, czekamy na zdjęcia wyrzeźbionych gdyńskich dzików zawodników z plaży. Frasunkiewicz sprowadza do drużyny bardzo dobrych atletów, a przy tym świetnie grających w koszykówkę. Nie znamy jeszcze finalnego kształtu Asseco, ale piątka jaką już w tym momencie może puścić na parkiet trener gdynian wygląda mocno – Szubarga, Garbacz (Emelogu), Bostic, nowy PF, Łapeta. W Zielonej Górze i kujawsko-pomorskim nerwowo przełknęli ślinę.

Jakub Karolak – Legia Warszawa

Po mniej znaczących transferach w Warszawie zarzucono w końcu wędkę na grubszą rybę. Podpis, o którym mówiło się już od miesiąca został wreszcie oficjalnie potwierdzony. Kuba Karolak zamienia sopocką morską bryzę na warszawski smog.

Karolak dwa ostatnie sezony spędził w Treflu, gdzie miał dość istotną rolę w polskiej rotacji. W poprzednich rozgrywkach na parkiecie przebywał średnio 24 minuty, dorzucał do tego 10,5 punktu. Kuba to gracz na pozycję 2-3, typ łowcy punktów ze stabilnym rzutem z dystansu (niecałe 40% za 3). Ma dopiero 25 lat, dopiero, bo w lidze oglądamy go już dość długo, najlepsze granie jeszcze przed nim. Legia to okazja na czołową rolę w zespole, szansa na pracę z Tane Spasevem, u którego łatwo o indywidualny postęp. Dobry sezon Karolaka to także może być solidny argument w wyścigu o zainteresowanie (przyszłego?) selekcjonera reprezentacji, który stanie przed zadaniem lekkiego wietrzenia szatni. Nazwisko Kuby pojawiało się już w kadrze B, czemu nie miałby być brany pod uwagę w przypadku szerokiej kadry A.

Legia jednym podpisem zapewniła sobie lepszą rotację Polakami w stosunku do poprzedniego sezonu. Karolak to gracz, który z pewnością zajmie miejsce w pierwszej piątce, da odpowiednią jakość, której tak bardzo brakowało w poprzednich rozgrywkach. Legioniści jak na razie konsekwentnie stawiają na młodzież lub graczy jeszcze w drodze na szczyt swoich umiejętności (wyjątek to Linowski). Po sparzeniu się poprzednim sezonem, strategia budowania składu w stolicy można oceniać jak na razie tylko dobrze lub nawet bardzo dobrze.

Oby wnioski w Legii rzeczywiście zostały wyciągnięte. Już jeden powód do wstydu warszawski kibic ma, ten na Łazienkowskiej.

Mateusz Kostrzewski – Anwil Włocławek

Najbardziej energetyczny zawodnik EBL. Król Backdooru.

Kostek zdecydował się na powrót do Włocławka, jednak raczej nie kierował się dobrymi wspomnieniami. Dziś zarówno Mateusz, jak i Anwil są w zupełnie innym miejscu, zdecydowaniem lepszym niż podczas pierwszej przygody razem.

Półtora roku spędzone w Stali, brązowy i srebrny medal, ale przede wszystkim bardzo dobra gra sprawiły, że Kostek postrzegany jest aktualnie jako Polak z najwyższej półki na naszym podwórku. Poprzedni sezon w Ostrowie zakończył ze średnimi na poziomie 20 minut, 9 punktów i 3,7 zbiórki na mecz. Emil Rajković używał go zarówno z ławki, jak i wystawiając w pierwszej piątce. Jego rola z kolejnymi miesiącami rosła, by w półfinałach być liderem drużyny, 15,24,20,20 punktów w kolejnych spotkaniach z Polskim Cukrem Toruń. Finały też może uznać za udane, był obok Adama Łapety wyróżniającą się postacią w polskiej rotacji wicemistrza.  Świetny sezon wywołał zamieszanie wokół Mateusza w kontekście reprezentacji, jednak na jego pozycji konkurencja w kadrze jest niezwykle mocna.

Anwil nieco (bardzo) zmuszony sytuacją na rynku sięga po Kostrzewskiego, mozolnie kompletując polską rotację. Kostek to gracz spokojnie mogący grać 20+ minut. Ustawiany na niskim skrzydle, ale i w niższych ustawieniach może powalczyć z czwórkami przeciwnika. Podpisanie srebrnego medalisty oznacza też prawdopodobnie komfort posiadania na boisku cały czas jednego Polaka z grupy wingmanów. Spodziewam się wymiennej gry Kostka z Zyziem, zawodników profilem koszykarskim trochę zbliżonych do siebie. Podpis Kostrzewskiego w mojej ocenie wymusza zakontraktowanie gracza na pozycję nr 4 dobrze rzucającego za 3, rekompensującego braki w tym względzie Mateusza (poniżej 30%).

We Włocławku Kostrzewski razem z Zyzkowskim stworzą niesamowity duet zawodników trafiających rzuty z dudziwne. Dokładającego do tego Josipa Sobina, Anwil już w tej chwili może odbierać Mistrzostwo Polski za ilość celnych floaterów w sezonie 2018/19.

Tim Williams – Miasto Szkła Krosno

Absolwent uczelni New Mexico zasili szeregi drużyny z Podkarpacia. To będzie jego drugi sezon na europejskich parkietach, pierwszy spędził w Finlandii, występując w dwóch drużynach. Williams to 24-latek, więc średnia wieku ekipy z Krosna nadal utrzymuje się na niskim poziomie.

Tim to gracz na grający na czwórce z ewentualną możliwością gry na obu pozycjach podkoszowych. Mierzy 203 cm, operuje wyłącznie blisko kosza. W zeszłym sezonie oddał tylko 12 rzutów za 3 punkty, żadnego nie trafił. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 26 minut, 14 punktów i 6 zbiórek. Miał okazję nawet posmakować gry w europejskich pucharach, razem z  zespołem Joensuun Kataja występował w Fiba Europe Cup. Williams wygląda na gracza dynamicznego, silnego skrzydłowego w starym stylu, grającego do kosza, szukającego punktów bliżej obręczy.

Dla Miasta Szkła transfer ten oznacza wzmocnienie strefy podkoszowej. Wiemy, że portfel w Krośnie nie jest zbyt gruby, więc ściąganie graczy z takich lig jak fińska wydaje się być dobrym posunięciem. Williams prawdopodobnie będzie jednym z punktowych liderów drużyny, przypadną mu spore minuty w ekipie trenera Niedbalskiego. Pozycję silnego skrzydłowego będzie dzielił z Filipem Putem, jednak nie zdziwi mnie jednoczesna gra tych zawodników obok siebie na parkiecie. Put jest silny, Williams na takiego też się wydaję, wymienność pozycji w defensywie w ustawieniu na dwóch nominalnych PFów może być sporym atutem.

Miasto Szkła Krosno z ogromną konsekwencja zatrudnia graczy stosunkowo młodych, głodnych gry i chętnych do pracy i rozwoju. Oceniając siłę tego zespołu na papierze, spekulując, jak może liga wyglądać, to drużyna z Podkarpacia wygląda na jedną z potencjalnych czerwonych latarni naszej ligi. Wielki sprawdzian przed Mariuszem Niedbalskim, albo z takim zestawem zawodników wykręci wynik ponad stan (np. będzie nad AZSem czy GTK w tabeli) albo zaprzepaści być może ostatnią szansę zaistnienia na ławce trenerskiej w PLK.

Pełne składy drużyn PLK

Dojrzałe ogóry cz. I

Dojrzałe ogóry cz. II

Krajobraz PLK

Andrzej Romański/Energa Basket Liga.

Zestawienie aktualnych składów drużyn PLK. Zawodnicy zostali umownie przypisani do pozycji, na których najczęściej występują lub będą występować.

Poniższe podsumowanie zawiera tylko i wyłącznie zawodników i trenerów oficjalnie potwierdzonych. Gracze  i trenerzy zapisani przy użyciu pogrubienia zostali ogłoszeni przez swoje kluby tego lata.

Do drzewek!

Anwil Włocławek 

PG Kamil Łączyński, Vladimir Mihailović, Igor Wadowski
SG Michał Michalak, Jarosław Zyskowski
SF Mateusz Kostrzewski, Chase Simon
PF Nikola MarkovićWalerij Lichodej, Rafał Komenda
C Josip Sobin, Jakub Parzeński, Szymon Szewczyk
Trener Igor Milicić

BM Slam Stal Ostów Wielkopolski

PG  Mike Scott, Daniel Szymkiewicz
SG  Michał Chyliński,  Przemysław Żołnierewicz
SF Blake Hamilton, Łukasz Majewski
PF  Witalij Kowalenko, Michał Nowakowski
C  Shawn King, Danilo Tasic
Trener Wojciech Kamiński

Polski Cukier Toruń

PG Robert Lowery, Tomasz Śnieg
SG Łukasz Wiśniewski
SF Bartosz Diduszko, Karol Gruszecki
PF Aaron Cel, Aleksander Perka
C Przemysław Karnowski, Cheikh Mbodj, Krzysztof Sulima
Trener Dejan Mihevc

Stelmet Enea BC Zielona Góra

PG Łukasz Koszarek, Markel Starks, Kacper Traczyk
SG Filip Matczak, Gabe DeVoe, Kacper Mąkowski
SF Michał Sokołowski, Przemysław Zamojski
PF Żeljko Sakić, Boris Savović, Jarosław Mokros
C Darko Planinić, Adam Hrycaniuk
Trener Igor Jovović

Rosa Radom

PG Obie Trotter, Filip Zegzuła,
SG Marcin Piechowicz, Cullen Neal, Mateusz Szczypiński
SF Artur Mielczarek
PF Daniel Wall, Szymon Szymański, Łukasz Bonarek
C Hanner Mosquera-Perea, Wojciech Wątroba
Trener Robert Witka

MKS Dąbrowa Górnicza

PG Trey Davis, Jakub Kobel
SG Ben Richardson
SF Bartłomiej Wołoszyn, Mateusz Zębski
PF Michał Gabiński, Mathieu Wojciechowski, Cleveland Melvin
C Szymon Łukasiak
Trener Jacek Winnicki

King Szczecin

PG Kaspars Vecvagars, Jakub Schenk, Maciej Majcherek
SG Martynas Paliukenas, Dominik Wilczek
SF Paweł Kikowski, Tauras Jogela
PF Łukasz Diduszko, Mateusz Bartosz
C Darrell Harris, Martynas Sajus
Trener Mindaugas Budzinauksas

TBV Start Lublin

PG James Washington, Michael Gospodarek, Bartłomiej Pelczar
SG Earvin Morris, Mateusz Dziemba
SF Marcin Dutkiewicz, Wojciech Czerlonko
PF Uros Mirković, Kacper Borowski, Paweł Kowalski
C Devonte Upson, Roman Szymański
Trener David Dedek

Trefl Sopot

PG Ian Baker, Łukasz Kolenda
SG Vernon Taylor, Piotr Śmigielski, Sebastian Walda
SF Damian Jeszke, Michał Kolenda, Patryk Pułkotycki
PF Paweł Leończyk, Grzegorz Kulka
C Milan Milovanović, Jakub Motylewski
Trener Marcin Kloziński

Asseco Gdynia

PG Krzysztof Szubarga, James Florence,
SG Deividas Dulkys, Marcel Ponitka,
SF Joshua Bostic, Jakub Garbacz, Karol Kamiński
PF Filip Dylewicz, Mikołaj Witliński
C Robert Upshaw, Adam Łapeta, Dariusz Wyka
Trener Przemysław Frasunkiewicz

Polpharma Starogard Gdański

PG Justin Bibbins, Paweł Dzierżak
SG Tre BusseyAleksaner Załucki
SF Thomas Davis, Daniel Gołębiowski, Filip Struski
PF Kacper Młynarski, 
C Brett Prahl, Adam Kemp
Trener Artur Gronek

AZS Koszalin

PG Aleksandar Radulović, Marek Zywert
SG Drew Brandon, Krzysztof Jakóbczyk, Bartosz Bochno
SF Alan Czujkowski, Maciej Kucharek
PF Grzegorz Surmacz, Dragoslav Papic
C Marko Tejić, Brandon Walters
Trener Dragan Nikolić

GTK Gliwice

PG Myles Mack, Mateusz Szlachetka
SG Riley LaChance, Piotr Robak, Kacper Radwański
SF Tanel Kurbas, Marek Piechowicz, Daniel Dawdo
PF Brian Dawkins, Szymon Kiwilsza
C Damonte Dodd, Dawid Słupiński
Trener Paweł Turkiewicz

Miasto Szkła Krosno

PG Jabarie Hinds, Grzegorz Grochowski
SG Charlie Westbrook, Paweł Krefft
SF Jordan Loveridge, Mihajlo Bogdanović, Maciej Bojanowski
PF Filip Put, Tim Williams, Damian Pogoda
C Adrian Bogucki
Trener Mariusz Niedbalski

Legia Warszawa

PG Sebastian Kowalczyk, Michał Kucharski, Dawid Sączewski
SG Mo Soluade, Roman Rubinshtein, Mariusz Konopatzki, Bobby Word
SF Omar Prewitt, Jakub Karolak
PF Michał Kołodziej, Keanu Pinder, Adam Linowski
C Ruslan Pateev, Patryk Nowerski
Trener Tane Spasev

KS Spójnia Stargard

PG Anthony Hickey, Dawid Bręk
SG Piotr Pamuła, Maciej Raczyński, Marcin Dymała
SF
PF Jalen Hayes, Hubert Pabian,  Wojciech Fraś
C Albert Owens, Nick Madray, Marcel Wilczek
Trener Krzysztof Koziorowicz

Dojrzałe ogóry cz. II

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK   14.07-20.07

Cheikh Mbodj – Polski Cukier Toruń

W sezonie 2018/19 bez zmian na pozycji centra w grodzie ojca Kopernika. Po udanej rundzie zasadniczej, jeszcze lepszych play offach zatrzymanie Mbodja można określić jako małe zwycięstwo Pierników. Senegalczyk to gwarancja energii pod koszem, straszenia blokiem i walki o zbiórki. Maj zeszłego roku pokazał, że Mbodj odpowiednio wykorzystany w ataku może przynieść drużynie wiele korzyści. Pomijając sposób w jaki był kryty w serii ze Stalą, udowodnił, że zna kilka lub kilkanaście sposobów na zdobywanie punktów. Jeszcze ważniejszą postacią był w defensywie, gdzie rozdawał średnio 1,5 bloku na mecz (3 wynik w lidze). Net rating Szejka z poprzedniego sezonu był na poziomie +20,9, co pokazuje, jak wiele korzyści miały Pierniki z jego obecności na parkiecie.

Torunianie rozpoczną sezon od eliminacji do Basketball Champions League. Stabilizacja składu i kontynuacja pomysłu trenera Mihevca może być sporym atutem szczególnie o tej porze roku. Kluczowym graczem, potrzebnym do realnej oceny możliwości Polskiego Cukru będzie rozgrywający, który zastąpi Coseya. Poprzednie lata wskazują, że możemy spodziewać się nowej gwiazdy ligi.

Darrell Harris – King Szczecin

Podpis gwarantujący bezpieczeństwo polskiej rotacji, co nie oznacza, że można wykreślić Kinga z grona drużyn starających się o zatrudnienie klasowego gracza miejscowego. Jednak presja już zeszła i kolejnego ruchu na rodzimym rynku spodziewałbym się tylko w przypadku dość sporej okazji. Kołobrzeżanin Dariusz rozegra swój 3 sezon w czerwono-niebieskich barwach. Amerykanin z polskim paszportem zakończył minione rozgrywki ze średnimi na poziomie 8 punktów i niespełna 7 zbiórek w 20 minut gry.

fot. Andrzej Romański/EBL

Kiedyś mówiło się o Harrisie w kontekście wzmocnienia każdej lub prawie każdej drużyny PLK. Aktualnie określić go można jako solidnego gracza w rotacji, dającego kilka punktów i zabezpieczającego zbiórkę, jednak już nie na tak dominującym poziomie, jak w przeszłości. W sezonie 2018/19 pozycję centra dzielił będzie ze znacznie lepszym zawodnikiem niż gracze biegający w koszulce Kinga w poprzednich rozgrywkach, których nazwisk już nawet nie pamiętam.

Jak na razie w Szczecinie zdecydowano się na zatrzymanie graczy sprawdzonych w taktyce trenera Metaxy z poprzedniego sezonu. Wymieniono Kowalczyka na Schenka oraz dołożono starego znajomego Budzinauskasa – Sajusa. Już w tym momencie King to drużyna gwarantująca określony, z pewnością play offowy poziom. Pozostaje czekać na zawodników uzupełniających rotację obwodową, którzy pokażą jakie oczekiwania będziemy mogli mieć względem Kinga przed nadchodzącym sezonem. Przy problemach w Ostrowie, mniejszym budżecie w Radomiu, Wilki mogą po cichu zrobić lepszy wynik niż rok temu (nie, nie zapominam o Asseco).

Adam Linowski – Legia Warszawa

Adam Linowski to prawdopodobnie jeden z dwóch graczy (oprócz Michała Kołodzieja), którzy ostaną się w składzie po dramatycznym sezonie 2017/18. Linowski w Legii grał zarówno w II lidze, I, jak i w ekstraklasie. Nigdy nie pełnił roli lidera drużyny, czy postaci wiodącej. Raczej był i jest zawodnikiem uzupełniającym skład, z którego trener przeważnie korzysta z ławki.

Ciężko sobie wyobrazić by w sezonie 2018/19 Linowski odgrywał dużą rolę w zespole ze stolicy. Podpis raczej zabezpieczający rotację Polakami, która została już i tak wzmocniona w porównaniu do poprzednich rozgrywek w sposób kolosalny (potwierdzenia podpisów zapewne wkrótce). Jestem ciekawy, jakich zawodników zagranicznych dobierze Tane Spasev. Dokładając graczy chociażby na poziomie Beane’a, czy Mickelsona, Legia może realnie zacząć myśleć o dużym skoku w górę ligowej tabeli.

Michał Sokołowski – Stelmet Enea BC Zielona Góra (2 lata)

Marzenie Janusza Jasińskiego o sprowadzeniu do Zielonej Góry Michał Sokołowskiego spełniło się. Prawdziwy hit transferowy w PLK. Stelmet zdejmuje z rynku najlepszego Polaka w lidze w ostatnich latach i jedną z największych jej gwiazd. Sokołowski to gracz, w którym można z pewnością upatrywać lidera zespołu, gracza na lata, który najlepszy okres w karierze ma dopiero przed sobą.

Dla samego Sokołowskiego to krok w przód. Może nie taki jak wielu by chciało, czyli wyjazd za granicę, ale jednak. Przejście do największego klubu ostatnich lat w Polsce, z ambicjami na wywalczenie mistrzostwa i grę w VTB to na pewno awans sportowy w stosunku do Rosy Radom. Rosa dała mu wiele, trener Kamiński przekazał drużynę w jego ręce, ale ciężko nie odnieść wrażenia, że od pewnego czasu, Radom był dla Sokoła za mały. Z roku na rok poprawia swoje umiejętności, obrońcą już od dawna był więcej jak dobrym. Do gry w ataku opartej na energii, atakowaniu kosza, wykorzystywaniu ponadprzeciętnego atletyzmu, dołożył trójkę na poziomie 40%. W minionych rozgrywkach w 32 minuty spędzane średnio na parkiecie notował 13,8 punktu, 5,5 zbiórki i blisko 4 asysty.

Stelmet konsekwentnie realizuje założony na ten sezon ogórkowy plan. Uzupełnia skład graczami młodszymi niż przed rokiem, którzy nie mają w swoim CV wielu drużynowych sukcesów. Sokołowski do tej pory w Rosie był graczem, który dużo kreował na piłce, asystował i zdobywał punkty rzutami po koźle, czy po wejściach na kosz. W efektywnym funkcjonowaniu w taktyce Stelmetu na pewno pomoże ostatnio poprawiony rzut i dobre czytanie gry, jakim charakteryzuje się reprezentant Polski. Patrząc tylko na aspekt sportowy, transfer świetny, ale biorąc pod uwagę ostatnią burzę wokół finansów 4-krotnego Mistrza Polski, ruch kontrowersyjny. Nie trudno jest się domyślić, że żeby przekonać Michała do pozostania na parkietach PLK trzeba było położyć na stole pękaty worek z dolarami. Czy Stelmet stać, to wiedzą tylko ludzie pracujący w klubie. Chciałbym tylko więcej nie oglądać wylewającego się smrodu na Twitterze. Nie służy to nikomu, lidze, Stelmetowi, JJowi i samym zawodnikom.

Oby, z punktu widzenia Stelmetu, Sokół ubrany na zielono swoją grą i postawą bardziej przypominał Ponitkę, niż tak ostatnio wałkowanego Gruszeckiego.

Szymon Kiwilsza – GTK Gliwice

Dla młodego wciąż Kiwilszy (20 lat) GTK będzie drugim klubem w PLK. Poprzedni sezon spędzony w AZS Koszalin można potraktować jako przetarcie ekstraklasowe. Szymon przebywał na parkiecie średnio 14,5 minuty, zdobywał niecałe 4 punkty i zbierał 2,8 piłek. Kiwilsza jest graczem podkoszowym, nieco zawieszonym między obiema pozycjami. Za niski by skutecznie walczyć przeciwko większym centrom, za słabo rzuca i jest mało mobilny by być czwórką.

W GTK rywalizować będzie o minuty z graczami polskimi, którzy jakoś bardzo poziomem, ponad niego nie wystają. Kolejny sezon na parkietach PLK, lepszy trener (przynajmniej na starcie rozgrywek) to dobra okazja do rozwoju 20-latka wciąż chyba określanego mianem perspektywicznego.

Ciężko jest napisać coś więcej.

Wojciech Kamiński – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Stal rozpoczęła budowę drużyny na następny sezon. Kierownikiem będzie doświadczony już inżynier, sprawdzony na ławce trenerskiej w PLK, Wojciech Kamiński. Kamyk pokazał w poprzednich latach, że za nieco mniejszy budżet potrafi zmontować ciekawą ekipę, że ma nosa do najemników szukających fuchy w naszej lidze. Stal borykająca się z wszystkim nam dobrze znanymi problemami, potrzebuje fachowca, który ma pomysł i wiedzę, który coś wyczaruje nawet wtedy, gdy materiał nie jest najlepszej jakości. Dla trenera Kamińskiego to idealna okazja do sprawdzenia się w wymagających warunkach. Już na start duże wyzwanie – wybór podwykonawców na przyszły sezon. Ostrowianie będą musieli załatać dziurę po Adamie Łapecie, podporze tej drużyny. Ze srebrnego składu stracili już większość Polaków – Surmacza, Łukasiaka, nic nie wskazuje na to, że Mateusz Kostrzewski zostanie w klubie. Czas goni, a rąk do pracy na rynku ubywa…

Stali życzymy powodzenia w budowie. Każdej.

fot. bmslamstal.pl

Odejście Michała Sokołowskiego, prawdopodobnie także Daniela Szymkiewicza, pozwolenie na przejście do innego klubu trenerowi Kamińskiemu to koniec pewnej epoki w Radomiu. Okresu, który zapisał się z dobrej strony na kartach historii tamtejszego klubu. Coś się już jednak wypaliło. Przyszedł czas na zmiany, zarówno dla trenera, tak i dla Rosy, którą obejmie kończący karierę…

Robert Witka – Rosa Radom

Po 6 latach panowania Wojciecha Kamińskiego na radomskim tronie nastąpi przekazanie berła. Robert Witka prosto z dresu meczowego przebiera się w koszule i będzie w najbliższym sezonie odpowiedzialny za prowadzenie Rosy w PLK i eliminacjach (póki co) do FIBA Europe Cup.

fot. Fiołek.art/ Rosa

Rosa jest klubem, który przywiązuje się do ludzi, stawia na swoich, bazuje na długoletniej współpracy. Wzorem klubów zachodnich niektórzy zawodnicy kończący karierę zostają w Radomiu by pełnić różne funkcje wokół klubu. Piotr Kardaś to ostatani przykład, teraz do tego grona dołącza kończący karierę koszykarską Witka. Plan na taką zmianę na krzesełku pierwszego szkoleniowca był od dłuższego czasu, sam Robert nie grając końcówki sezonu z uwagi na uraz mógł się przygotowywać do nowego wyzwania.

Jedyne co można powiedzieć o Witce – trenerze, to to, że wydaje się być gościem opanowanym, spokojnie reagującym na wydarzenia boiskowe. Po czasem dość impulsywnym Kamyku, Robert Witka będzie sporą odmianą jeśli chodzi o prowadzenie drużyny w trakcie spotkań. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Niższy budżet w Radomiu, a co za tym idzie słabsi zawodnicy. Odejście kluczowych Polaków i gwiazdy zespołu. Rosa z zespołu celującego w Top4 staje się drużyną jedną z wielu walczących o Play off. Jak na start kariery trenerskiej to trzeba przyznać, że wyzwanie dość spore. Sprostać oczekiwaniom, nawiązać do poprzednich dobrych lat będzie niezwykle ciężko.

Good Luck!

Grzegorz Grochowski – Miasto Szkła Krosno

25-letni rozgrywający w sezonie 2018/19, tak jak w poprzednim, będzie bronił barw Miasta Szkła Krosna. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 3,7 punktu  i 3,3 asysty w 20 minut gry. Sezon niezbyt udany, Groszek wciąż nie przebił się do roli pierwszoplanowej w zespole. Problemy wynikające z braku centymetrów i słabej skuteczności za 3 punkty (28% w poprzednim sezonie) powodują, że w ofensywnej taktyce zespołu jest opcją jedną z ostatnich.

W Krośnie na dzień dzisiejszy Polakami do pierwszej piątki najprawdopodobniej byliby Put i właśnie Grochowski. Zobaczymy, jakich zawodników uda się podpisać w najbliższym czasie. Czy środki finansowe zostaną zainwestowane w graczy zagranicznych, których zadaniem będzie pociągnięcie drużyny do góry, czy do aktualnego zestawu paszportowego dojdzie jeszcze jeden gracz, najpewniej uzupełniający wyjściowe ustawienie. Czekamy.

Jakub Parzeński – Anwil Włocławek (2 lata)

Wreszcie choć na chwilę F5 zaznał spokoju, choć na dzień, na parę godzin. Włocławek doczekał się transferu, Jakub Parzeński zawodnikiem rottweilerów. Wszyscy wiedzą, niektórzy skrzętnie wykorzystują, desperacja Anwilu związaną z pozyskiwaniem paszportów na przyszły sezon z każdym podpisem w innym klubie rośnie. Włocławianom udało się pozyskać back up dla Josipa Sobina przy okazji dodając tak potrzebnego, jak opcja banowania na Twitterze Polaka.

Parzyk to gracz, który ma potencjał do tego, aby sprawdzić się w roli rezerwowego w klubie grającym o najwyższe cele w lidze oraz występującym w Europie. Zastąpi w drużynie swojego polsko-włoskiego imiennika, co nie jest poprzeczką nie do przeskoczenia dla nowego nabytku rottweilerów.  Kuba trafia do Anwilu z wielką czerwoną flagą. W poprzednim sezonie rozegrał tylko 7 spotkań na jesieni 2017 roku.  W tych meczach notował średnio 8 punktów i 4,5 zbiórki w 18 minut gry w barwach MKSu. Aktualna forma Parzeńskiego jest zagadką. Początki mogą być trudne, może brakować czucia piłki, feelingu do gry, zrozumienia systemu i zgrania.  Tym podpisem Parzyk wykazuje się odwagą, sezon na odbudowanie po kontuzji spędzi w końcu w ekipie Mistrza Polski, drużynie z chyba najbardziej wymagającymi i krytycznymi kibicami w kraju.

Anwil chcąc mieć miejsce na obwodzie na zawodników zagranicznych był zmuszony do szukania graczy podkoszowych z polskim paszportem. Igor Milicić chciał do Josipa Sobina dobrać Polaka, powielić wzór z poprzednich lat. Padały różne nazwiska w plotkach, zainteresowanie Łapetą, czy Karnowskim świadczy o tym, że trener włocławian celował w dużego centra, wnoszącego do zespołu centymetry, których Josipowi czasem brakuje. Para Sobin-Parzeński mocno eksporotwa nie jest, szczególnie, że dyspozycja Kuby jest na dzień dzisiejszy niewiadomą. W ramach polisy ubezpieczeniowej od słabej formy i wątpliwego zdrowia Kuby, Anwil dokłada do składu Markovicia (o nim za chwilę), który z pewnością część swoich minut spędzi grając na piątce.

Mariusz Konopatzki – Legia Warszawa

22-letni Konopatzki w ostatnich sezonach próbował przebijać się do pierwszej drużyny Asseco Gdynia, jednak ilość minut, jaką rozegrał w tych barwach nie mogła być zadowalająca dla samego zawodnika. W poszukiwaniu gry, w styczniu poprzedniego roku Mariusz zdecydował się na zrobienie kroku w tył, i występy w 1-lidze. Tam średnia minut wskoczyła na poziom prawie 25, dokładał do tego ponad 10 punktów.

Legia, a zarazem Tane Spasev sprowadza do swojej układanki kolejnego młodego jeszcze gracza, którego miał okazję poznać podczas pracy w Gdynii. Konopatzki jako zawodnik z ławki, uzupełniający rotację obwodową właściwie na wszystkich trzech pozycjach może okazać się cennym nabytkiem. Problemem znanym w przypadku Mario jest niepewny rzut, stąd ustawienia, w których to on będzie graczem z  piłką w rękach wydają się najbardziej prawdopodobne. Dobry sezon Kołodzieja pozwala sądzić, że macedoński trener również i z niego wyciągnie co najlepsze.

Alan Czujkowski – AZS Koszalin

28-latek po dwóch sezonach na zapleczu ekstraklasy wraca do najwyższej klasy rozgrywkowej. Sezon 2018/19 spędzi w AZS Koszalin. Podczas ostatniego pobytu w ekstraklasie przebywał średnio na parkiecie 15 minut, zdobywając 4 punkty. W poprzednim sezonie miał duży wkład w sukces Spójni Stargard, jakim było wygranie 1 ligi i awans do EBL. W 27 minut spędzanych na parkiecie notował 10,7 punktu i 4,5 zbiórki.

Czujkowski to zawodnik już ukształtowany, o wiele bardziej doświadczony niż przy poprzedniej przygodzie z PLK. W minionym sezonie rzucał za 3 punkty z ponad 40% skutecznością (129 prób). Jeśli zbliży się chociaż do takiego wyniku w PLK o minuty powinien być spokojny.

Nikola Marković – Anwil Włocławek

Pierwsze zagraniczne wzmocnienie Mistrza Polski. Nikola Marković został zawodnikiem rottweilerów. 29-letni Serb w sezonie 2018/19 zaliczy swój 4 klub w PLK. Marković to już uznana marka w Polsce. Gracz, który udowodnił swoją przydatność we wszystkich klubach (w Stelemecie też), w jakich do tej pory nad Wisłą grał. Zna realia ligi, wziął mały łyczek BCL i chce więcej.

Marković to gracz dobrze czujący się w grze kombinacyjnej. Dużo widzi na parkiecie, w taktyce Milicia może notować wiele asyst po odegraniach z post, czy dzięki współpracy z Josipem Sobinem. Jak na swoje warunki fizyczne jest bardzo mobilny, dobrze kozłuje, stwarza ogromne zagrożenie w akacjach 1 na 1 głownie przodem do kosza. Mimo, że pochodzi z Bałkanów, które nie kojarzą nam się z produkcją wybitnych atletów, Nikola jest w stanie dodać odpowiedniego zastrzyku fizyczności i energii, których czasem brakowało podkoszowym Anwilu w poprzednich sezonach.  Marković to także gracz uniwersalny, mogący grać na obu pozycjach podkoszowych i być w obu rolach efektywny. Z pewnością Milicić widzi w nim zawodnika rozciągającego grę, grożącego rzutem z dystansu, stąd myślę, że statystyka celnych trójek (średnio 0,7 celnej trójki na mecz w sezonie 2017/18) może poszybować do poziomu z sezonu 2016/17 w Treflu (1,3) lub nawet wyżej.

Igor Milicić kontynuuje sprowadzanie do Włocławka graczy, którzy już wcześniej wpadli mu w oko, ale z różnych przyczyn nie udało się ich namówić do gry w poprzednich sezonach. Z zapowiedzi trenera Anwilu o 10 równych zawodnikach można wywnioskować, że do Markovicia na pozycji numer 4 dołączy gracz na podobnym poziomie. Nie ma co ukrywać, że dla Anwilu najkorzystniejszym rozwiązaniem byłoby sprowadzenie kogoś z Polaków, których na rynku jest mniej więcej tylu, co klubów bez zaległości wobec zawodników.

 

Small-ball, Big-ball, Any-ball?

Za parę godzin zaczynają się play-offy PLK EBL, wszyscy przerzucają się typami, rzucają ciekawostkami, historie, wywiady, błyski fleszy, napinka… To i ja coś napiszę. Nie wiem czy kiedykolwiek zastanawiałeś się czy dany zespół lepiej gra niskimi czy wysokimi ustawieniami graczy na parkiecie. Jeżeli tak to spoko. A czy znalazłeś jakieś odzwierciedlenie swoich przemyśleń w liczbach?

Rozpowszechniony small-ball (w pewnym momencie do porzygu), Lebron James zdobywający dwa pierścienie z Miami Heat, gdy Erik Spoelstra grał nim przez te cztery sezony 65% czasu jako silnym skrzydłowym. Polepszenie spacingu oraz przyspieszenie gry, brak wielkiego kloca pod koszem, stretch-4, mniej gry na low post, więcej ścięć – to się proszę państwa ogląda. A może wolisz klasyczny small-ball na dwóch rozgrywających? Ktoś jeszcze gra coś takiego BTW?

Jakkolwiek, trendy zza oceanu są stosowane po jakimś czasie wszędzie. Także w PLK, więc zobaczmy jak to wygląda na przykładzie Stelmetu Enei BC Zielona Góra.

Stelmet nie może pochwalić się jakimś wysokim składem, bardzo niscy też nie są. Ale, gdzie obok tych oldschoolowych czwórek postawimy takiego backupowego PF Jarka Mokrosa i jego 200 cm wzrostu, czy o 2 centymetry wyższego niż ten ostatni Edo Muricia, który też trochę pograł jako silny skrzydłowy. Boris Savovic208cm – jest silny skrzydłowym grającym rzadziej jako center, Vladimir Dragicevic206cm – także silny skrzydłowy, od zawsze w Stelmecie gra jako środkowy, a Andrej Urlep jest czwartym trenerem pod którym gra w zielonogórskim klubie, i tylko w sezonie 2013/14 oddawał rzuty za 3. Bestia being Bestia. W drużynie nie ma fizyczności i długich rąk, a 193 cm wzrostu Przemka Zamojskiego zawsze mnie dziwiło.

Reasumując, w Stelmecie często grane są ustawienia na parę Koszarek-Florence (tutaj powinny być statystyki z tą parą lovelasów na parkiecie, ale nie ma, bo baza niepełna więc może kiedyś uzupełnię), z niskimi skrzydłowym niższym niż 195 cm (gdzieś w myślach wciąż śmieje się z widoku Filipa Matczaka kryjącego Kyle’a Weavera w finałach zeszłego roku, who’s next?), wysokim skrzydłowym jako centrem i rzucającym za 3 wysokim skrzydłowym wyższym od centra. Small-ball jak nic… Ale czy aby na pewno?

Średnia wysokość lineupu Stelmetu to 195,6 cm, podczas gdy rywali to 196,3 cm (dane z 30 spotkań Stelmetu w sezonie regularnym PLK). Załóżmy sobie luźno, że ustawienia wysokie to powyżej średniej, niskie to poniżej.

  • 57,4% wszystkich posiadań w ataku Stelmet rozegrał ustawieniami wysokimi, czyli ⩾195,6 cm. Podczas tego czasu drużyna z Zielonej Góry była w sumie na plus-97.
  • 42,6% wszystkich posiadań w ataku Stelmet rozegrał ustawieniami wysokimi, czyli <195,6 cm. Podczas tego czasu drużyna z Zielonej Góry była w sumie na plus-82.
  • Bilans Stelmetu gdy na parkiecie przebywają specjalne piątki, np. czterech niskich graczy + Mokros/Drago na ostatnie sekundy kwarty/meczu czy super wysokie z kimś z graczy Murić/Mokros/Moore grający jako niski skrzydłowy + dwóch wysokich, nie jest najlepszy. W przypadku tych pierwszych ustawień (<193 cm) bilans punktowy wynosi minus-3, a tych drugich (>198 cm) minus-9.
  • W przypadku gdy na parkiecie przebywają wysokie ustawienia Stelmetu grające na wysokie lineupy rywali drużyna z Winnego Grodu jest na plus-24 i plus-73 gdy rywale grają niskimi lineupami.
  • Z kolei gdy na parkiecie przebywają niskie ustawienia Stelmetu grające na wysokie lineupy rywali zielonogórska drużyna jest na plus-63 i plus-13 grające przeciwko niskim lineupom rywala.
  • „Do Igora Milicica [stop] dwumetrowe piątki Anwilu [stop] jak na razie [stop] nie działają na [stop] Stelmet” przeciwko którym drużyna Andreja Urlepa jest plus-31, w tym plus-16 w dwóch meczach z Anwilem (a z tego co pamiętam, w Pucharze Polski także była na plus).

 

Ustawienia Stelmetu Enei BC Zielona Góra vs ustawienia rywali

W przypadku rywalizacji w dwumeczu z Rosą Radom, Stelmet najlepiej grał niskimi piątkami, lecz stanowiło to zaledwie 35.4% ze wszystkich posiadań w ataku. Szybka zmiana taktyki przed meczem?

Ustawienia Stelmetu Enei BC Zielona Góra vs ustawienia Rosy Radom w dwumeczu sezonu regularnego

dane: plk.pl; fibalivestats; własna baza danych

Nie pytajcie dlaczego Alejandro na głównym. Po prostu jest.

Szymkiewicz: nie przejmuję się krytyką

Rosa Radom nie ma łatwego sezonu. Chciałoby się powiedzieć – znów. Nie odnieśli większych sukcesów w Lidze Mistrzów, a i wyniki w EBL nie napawają optymizmem. Bilans 11-10 i przegrane choćby z AZS-em Koszalin, czy GTK Gliwice. Jednak znów w podobnym momencie sezonu, po zakończeniu BCL pojawiło się światełko w tunelu. Transfery, powrót kontuzjowanych zawodników i nadzieja – na zwyczajnie, lepsze granie. Cieszy też powrót Daniela Szymkiewicza, którego brak na początku sezonu drużyna Wojciecha Kamińskiego bardzo odczuła. Sporo było kontrowersji w temacie kontuzji młodego zawodnika. Jednak „Szymek” wrócił na parkiet i w ostatnim meczu z Kingiem Szczecin udowodnił, że stać go jeszcze w tym sezonie na granie na naprawdę wysokim poziomie.

 

 

Agnieszka Łapacz, Puls Basketu: Zdaje się, że w tym sezonie przeżywacie trochę deja vu? W ubiegłym też nie do końca wszystko układało się na półmetku tak, jak byście tego chcieli.

Daniel Szymkiewicz, Rosa Radom: Tak jest, znów wzloty i upadki. Ale nie spisywałbym nas jeszcze na straty. Nasza sytuacja nie jest taka zła. Cały czas mamy szansę na playoff-y, których nie skończymy na ósmym miejscu. Ten sezon jest jeszcze bardziej wyrównany niż ubiegły i w zasadzie dwa, czy trzy mecze z sąsiadami z tabeli mogą zadecydować o udziale w playoff-ach. Tu może zdarzyć się wszystko – od końca rozgrywek na 11. miejscu, do udanych playoff-ów… i na tę drugą wersję mam nadzieję.

 
 

Nikt sezonu jeszcze nie kończy oczywiście, ale przed początkiem rozgrywek z pewnością te plany były nieco inne niż walka o playoff. Rozgrywki europejskie, pewnie walka o medale w Polsce, udział w Pucharze Polski…

Na pewno nie zakładaliśmy przed sezonem, że będziemy mieli taką sytuację. Teraz trochę się pozmieniało, była wymiana za Puntera, mamy Frasera i jestem przekonany, że da nam dużo jakości i poprawi grę całego zespołu… Ta przerwa na Puchar Polski i okienko reprezentacyjne mogą bardzo dobrze wpłynąć na nasz zespół, bo dzięki temu, nowi zawodnicy mają sporo czasu na wejście do zespołu. Z jednej strony szkoda, że nie braliśmy udziału w Pucharze Polski, ale koniec końców, może wyjść nam to tylko na dobre.

 
 

Kiedy do zespołu miał dołączyć Harrow, to zadawałam pytanie – czy Harrow i Punter, to nie o jedną piłkę na boisku za mało. Jak to było z waszej perspektywy?

Myślę, że to kwestia tego, jak ułoży się mecz. Trener często starał się ich jednak rozdzielać. Czasem faktycznie można było odnieść wrażenie, że było o tę jedną piłkę za mało, ale to działo się wtedy, kiedy cały zespół nie grał wspólnie. Jednak było też sporo momentów, kiedy graliśmy naprawdę zespołowo. Szczególnie takim meczem był ten ostatni ze Szczecinem. Druga połowa była w naszym wykonaniu rozegrana bardzo zespołowo i piłka chodziła doskonale. Stąd ten dobry wynik. Myślę, że gdybyśmy grali tak w kolejnych meczach, to będziemy bardzo trudnym rywalem dla każdego zespołu. Teraz, kiedy wszyscy są zdrowi, wrócimy silniejsi, można myśleć już tylko pozytywnie.

 
 

Skoro o kontuzjach… nie mogę nie zapytać o Ciebie. Początek sezonu w kratkę, to była chyba trudna sytuacja, bo sporo było krytyki. Choćby trener Kamiński nie szczędził gorzkich słów – ani w twoim kierunku, ani w kierunku Jarka Trojana.

Kiedy jesteś zdrowy, to wszystko jest okej, ale trzeba liczyć się z tym, że taki jest sport i kontuzje się zdarzają. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że takie sytuacje mogą się zdarzać.

 
 

Po tych wszystkich „kontrowersjach” miałeś gdzieś tam taką złość i chęć udowodnienia, że to nie twoje kaprysy, tylko faktycznie zdrowie? Bo po powrocie grasz na naprawdę wysokim poziomie, takim, na jaki czekaliśmy od początku sezonu.

Zawsze staram się dystansować do takich rzeczy, nie czytać, nie słuchać. Jedyne, co może mnie gdzieś tam boleć, to fakt, że moi najbliżsi – moja rodzina jednak jest na bieżąco z tego typu „newsami”. Jest mi przykro, że zamiast skupiać się na koszykówce, muszą czytać, czy słuchać takich historii. Jakiś czas już siedzę w tym sporcie i wiem, jak to wygląda, byłem przygotowany na to, że kiedy zdarzy się kontuzja, to tak może się wszystko potoczyć. Nie rusza mnie to, ale przykro mi, że moi bliscy jednak są narażeni na czytanie takich „kontrowersyjnych” historii.

 
 

A co w zasadzie się działo? O jakiej kontuzji rozmawiamy? Bo tu też nie było jasnych komunikatów ze strony klubu.

Miałem problem ze ścięgnami. To była kwestia przeciążenia. Zdarzyło się to w ubiegłym sezonie i powtórzyło w tym. W końcu poznałem przyczynę tych kłopotów, wiem jak muszę nad nimi pracować. Na ten moment po kontuzji nie ma już śladu. To faktycznie nie było nic poważnego, ale przewlekłego. Potrzebowałem odpowiednich ćwiczeń i odpoczynku, żeby znów móc grać na sto procent.

 
 

W Warszawie z Przemkiem Żołnierewiczem w roli reprezentantów kadry. Ale w składzie na najbliższe mecze, zabrakło nazwiska Szymkiewicz. To jednak trochę boli, że znów się nie udało? Szczególnie, że faktycznie pokazywałeś ostatnio coraz wyższą formę.

Na pewno jest mi trochę przykro, że kolejny raz nie załapałem się do 12. W wakacje przecież pojechałem na zgrupowanie, a na mecz nie zostałem powołany… ale cały czas podkreślam, że jestem gotowy w każdym momencie. Kiedy tylko trener się na mnie zdecyduje, to bardzo chętnie zagram z orzełkiem na piersi. Każdy chciałby reprezentować swój kraj i ja też. Będę cierpliwie czekać i mam nadzieję, że przyjdzie ten moment, kiedy dostanę powołanie na mecze reprezentacji.