Tag: Polski Cukier Toruń

Polskie zespoły w pucharach odc. 5 – Pierwszy mecz dla Movistaru

To nie był mecz Pierników. Torunianie zagrali w tym meczu bardzo nieskutecznie – 2/17 za trzy (11,7%). Mecz zakończył się wynikiem 60:68 dla Movistaru. Już w czwartek rewanżowe spotkanie, więc drużyny mają bardzo mało czasu na regenerację.

Pierwsza kwarta była bardzo wyrównana. Na początku Torunianie szybko wszyli na 6 punktowe prowadzenie, ale nie trwało ono długo, bo Movistar błyskawicznie niwelował straty. Około 2 minuty przed końcem Pierniki odskoczyły na kilka punktów (12:7). Przed zakończeniem pierwszej kwarty Hiszpanie dogonili Torunian i był remis 16:16. Skuteczność obu drużyn była bardzo zbliżona – Toruń: za dwa 46%, za trzy 33%, Madryt: za dwa 40%, za trzy 33%.

W drugiej kwarcie obraz gry się nie zmieniał. Wynik nadal oscylował wokół remisu. Kiedy Movistar trafił rzut z dystansu z otwartej pozycji, Cheikh Mbodj odpowiedział akcją 2+1. Już po 4 minutach gry Madrytczycy wyczerpali limit fauli i każdy kolejny kończył się rzutami osobistymi. Niestety nie było z nimi zbyt dobrze tak jak i zza łuku – też nie wpadało (14%). Zawodnicy Movistaru trafiali 8/17 za dwa i 5/15 za trzy. Pierwsza połowa skończyła się 3 punktową przewagą Movistaru 31:34 (15:18 w kwarcie).

Trzecią kwartę Polski Cukier Toruń zaczął od dwóch niecelnych trójek. Oba zespoły nadal dobrze grały w obronie, ale też popełniały dużo strat. Momentami gra była mocno chaotyczna. Wynik przez większość czasu był na korzyść Movistaru, ale to nadal nie była przewaga dająca poczuć się pewnie. W tej kwarcie Madrytczycy zanotowali aż 8 asyst. Po 30 minutach gry, strata toruńskiego zespołu wynosiła 6 punktów – 42:48.

Ostatnia kwarta również nie rozpoczęła się szczęśliwie, bo już po 2 minutach boisko musiał opuścić Robert Lowery, który nabawił się urazy kostki. Jego rolę przejął Tomasz Śnieg, który świetnie sprawdzał się już wcześniejszej części meczu. Rozdawał asysty oraz sam punktował. Przewaga nadal była po stornie Madrytczyków, a gdy tylko drużyna toruńska się zbliżyła, odpowiadali rzutem zza łuku (30,7% w meczu). Druga i ostatnia „trójka” wpadła Torunianom 2 minuty przed końcem meczu! Mecz zakończył 8 punktowym prowadzeniem Movitaru.

Najlepszym zawodnikiem po stornie Torunian był Tomasz Śnieg, który dał zespołowy 13 punktów, 3 zbiórki oraz 6 asyst. U przeciwnika najlepiej spisywali się Gian Clavell oraz Nikola Janković. Ten pierwszy zdobył 15 punktów, 4 zbiórki i 5 asyst. Drugi natomiast zaliczył double-double – 18 punktów i 11 zbiórek.

Mimo porażki kwestia awansu jest nadal otwarta. Osiem punktów to w koszykówce bardzo mała różnica i można ją niwelować w 3 rzutach. Torunianie na pewno muszą poprawić skuteczność, zarówno za trzy jak i wolne. Rewanż we czwartek o godzinie 20:30. Transmisja na kanale Movistaru na YouTube.

Statystyki: tutaj

Polskie zespoły w pucharach odc. 3 – PLK vs. ACB

 Mamy to! Pierniki w drugiej rundzie eliminacji Basketball Champios League. Już we wtorek Torunianie zmierzą się z hiszpańską drużyną Movistar Estudiantes, którzy wyeliminowali Norrkoping Dolphins w dwumeczu 143:133.

Mecz w Mińsku bardzo nie układał się toruńskiej ekipie. Już po ok. 4 minutach gry Smoki objęły prowadzenie i nie oddały go do końca meczu. W pierwszej kwarcie Pierniki oddały 13 rzutów za dwa, z czego tylko 4 był celne. Za trzy punkty nie oddali ani jednego rzutu, za to z wolnych trafiali wszystko – 10/10. Za to Białorusini bardzo dobrze weszli w mecz. Trafiali na wysokiej skuteczności – 55,5% za dwa i 60% za trzy. Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 21:18 dla Smoków.

W drugiej kwarcie białoruskie Smoki rzucały jeszcze skuteczniej – 60,8% za dwa i 66,8 za trzy. Torunianom wpadła wreszcie pierwsza „trójka” (1/4). W tej części gry przewaga przeciwników wzrosła nawet do 11 punktów. Kwarta zakończyła się 28:23.

W trzeciej i czwartej kwarcie zaczęło się robić niebezpiecznie i było widać w wielu momentach niemoc toruńskiego zespołu. Białorusini odskoczyli na 16 punktów i przewaga Pierników zaczęła topnieć. W ostatnich minutach meczu Smoki niesione przez kibiców odskoczyły na 18 punktów, ale sytuację nieco złagodził Lowery rzucając za trzy. W całym meczu dał drużynie 24 punkty i 4 asysty. Na szczęście margines błędu z poprzedniego spotkania był na tyle duży, że mimo porażki udało się awansować. Mecz zakończył sie wynikiem 90:73 dla Smoków.

Nowy tydzień będzie dla Torunian bardzo pracowity. Już we wtorek podejmować u siebie będą kolejnego przeciwnika na drodze do fazy grupowej BCL. Następnie w w czwartek czeka ich lot do Hiszpanii na rewanż, a w sobotni wieczór będzie rozgrywany Superpuchar Polski za ich udziałem. Tym razem przeciwnik z bardzo mocnej ligi ACB – Movistar Estudiantes. ACB jest jedną z najsilniejszych lig świata. Fran Fraschilla – komentator i analityk z kanału ESPN stworzył światowy ranking koszykarskich lig. W pierwszej trójce (oczywiście poza NBA) znalazły się kolejno: Euroliga, EuroCup i ACB, dlatego ten dwumecz zapowiada się ciekawie. Czy torunianie poradzą sobie z takim wyzwaniem? – przekonamy się niebawem, a na razie spójrzmy na osiągnięcia ekipy z Madrytu.

Ostatnie dwa sezony w ACB Movistar zakończył na 11 miejscu w tabeli. Jest to dla nich dobry wynik, zwłaszcza, jeśli popatrzymy na wcześniejsze sezony: 13/14 – 16 miejsce, 14/15 – 13 miejsce, 15/16 – 17 (przedostatnie) miejsce. W XXI wieku, madrycka drużyna nie odnosiła prawie żadnych sukcesów. „Najnowszym” jest wicemistrzostwo kraju z sezonu 03/04. W ubiegłym sezonie wygrali połowę meczów (17/34), w tym dwukrotnie ogrywali Barcelonę. Oczywiście do fazy play-off nie zdołali wejść. Ostatni raz grali tam wychodząc z 7. miejsca w sezonie 09/10, ale nie pograli zbyt wiele, bo po dwóch spotkaniach musieli uznać wyższość ekipy z Baskonii – ówczesnego mistrza Hiszpanii.

W poprzednim sezonie ligi mistrzów Movistar Estudiantes miał też przyjemność zagrać z polskim klubem w fazie grupowej BCL. Mam na myśli oczywiście Rosę Radom. Niestety oba mecze zakończyły się zwycięstwami Hiszpanów (78:68 i 84:77). Obie drużyny grały w grupie C, w której zobaczyć mogliśmy jeszcze: SIG Strasburg, Banvit, AEK Ateny, medi Bayreuth, Petrol Olimpija i Umana Reyer Venezia. Ekipie z Madrytu udało się wygrać 8 z 14 spotkań, co dało im 5. miejsce w grupie. Na nieszczęście dla nich, pierwsze 4 zespoły przechodziły do dalszej fazy rozgrywek, a drużyny z 5. i 6. miejsca miały możliwość zagrania w 1/16 FIBA Europe Cup. Madrytczycy z tej możliwości nie skorzystali i wycofali się.

Najlepszym był zdecydowanie Sylven Landesberg – grający na pozycji 2 i 3, amerykański zawodnik posiadający także izraelskie obywatelstwo. Zdecydowanie wyróżniał się na parkiecie notując średnio 20,1 pkt, 4 zb, 1,9 as na mecz, a rozegrał ich 30. Znalazł się również w pierwszej piątce sezonu ACB oraz miał 5. miejsce w głosowaniu na MVP sezonu. W jednym z meczów przeciwko Barcelonie wygranym przez Movistar 100:95 zdobył aż 48 punktów (8/11 za 3), 5 zbiórek i 3 asysty. Na szczęście nie jest już zawodnikiem tego zespołu. Podpisał kontrakt z drużyną w lidze tureckiej.

W obecnym składzie Movistaru najbardziej wyróżniającymi się zawodnikami są: Nik Caner-Medley, Gian Clavell i Goran Suton. Ten pierwszy to skrzydłowy z amerykańsko-azerskiego pochodzenia. Wcześniej grał m.in. w: Gran Canarii, Estudiantes, Valencii, Maccabi, Maladze oraz Monaco. Od 2017 r. znów gra w Movistarze i w poprzednim sezonie zdobywał 8,8 pkt, 4 zb, 1,3 as. Gian Clavell to z kolei koszykarz portorykański. Grał w Dallas Mavericks, później w G lidze oraz w tureckim Sakarya BB, gdzie zdobywał 14 pkt, 3,2 zb i 1 as. Jest najmocniejszym punktem zespołu. Ostatni – Goran Suton to zawodnik chorwacki grający na pozycji centra. Reprezentował m.in. Cedevite Zagrzeb czy Joventut Badlona. Notował 8,1 pkt, 5,5 zb i 1 as.

Pierwszy mecz we wtorek o godzinie 19:00. Transmisja na kanale TWARDE TV na YT.

Polskie zespoły w pucharach odc. 2 – Pokaz toruńskiej siły

Takiego meczu chyba nikt się nie spodziewał. Torunianie zdeklasowali rywali i zbudowali sobie solidny margines błędu przed sobotnim rewanżem. Pierniki wygrały ten mecz 87;61, a mogło być jeszcze więcej, ale w drugiej części meczu nieco spadła im skuteczność. Od samego początku spotkania było widać dominację.

Pierwsza kwarta była najbardziej efektowna, ponieważ Polski Cukier Toruń zaliczył run 20:0! Po drodze ekipa z Mińska popełniła 3 straty i spudłowała 4 rzuty z dystansu, a Mbodj wykonał 2 wsady. Smoki dopiero pod koniec pierwszej kwarty zdobyły swoje pierwsze punkty. Skutecznością za dwa także nie mogli się pochwalić, po pierwszej kwarcie wynosiła ona zaledwie 20% i ostatecznie kwarta zakończyła się 29:4 (dla Mińska 4 Shelton).

W drugiej kwarcie Pierniki nadal dominowały. Dopiero po około 15 minutach gry Smoki zdobyły 10 punktów i trafiły pierwszą „trójkę” (1/10). Problemów z CELnością nie miał za to Aaron, który w pierwszej połowie miał 4/4 za trzy oraz 6/7 za dwa. Przed przerwą 7 asyst zdążył rozdać nowy rozgrywający Polskiego Cukru – Robert Lowery. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 52:22 (2 kwarta – 23:18), a Aaron Cel zdobył wówczas więcej punktów niż cały białoruski zespół (24).

Trzecia kwarta nie była juz tak dobra w wykonaniu naszej ekipy. Mocno spadła skuteczność – z 70% na 63% za dwa i z 62,5% na 38,5 za trzy. Za to Smoki zaczęły wreszcie grać. Poprawili „trójki” z 1/10 na 4/16. Lepiej grali w obronie, co nie pozwoliło Torunianom na tak łatwe zdobywanie punktów. Białoruski zespół zmniejszył stratę z -30 po pierwszej połowie na -21. Kwarta zakończyła się na korzyść Smoków – 15:24, a w całym meczu było 67:46.

Ostatnia kwarta była dobrą grą Toruńskiego zespołu i próbą zmniejszenia strat Smoków do minimum. W całym meczu najlepiej wypadł Aaron Cel – 27 punktów, 6 zbiórek i 4 asysty. Warto też wyróżnić za dobrą grę. Roberta Lowery – 6 pkt, 3 zb, 10 as oraz Cheikh Mbodj – 15 pkt, 6 zb i 3 as. Gra całej drużyny wyglądała bardzo dobrze. Ostatecznie Pierniki trafiały ze skutecznością: za dwa – 64%, za trzy – 37,5%, wolne – 59%. Eval zespołu wynosił 123.

W drużynie z Białorusi najbardziej wyróżniali się: Vitali Liutych (12 pkt, 3 zb, 1 as), Zisis Sarikopoulos (10 pkt, 3 zb, 1 as) i Darrin Govens (10 pkt, 3 zb, 5 as). Shelton też nie pokazał nic nadzwyczajnego – 6 pkt, 9 zb. Cały zespół Smoków rzucał ze skutecznością: za dwa 47,3%, za trzy – 26%, wolne – 50%.

Polska drużyna zrobiła duży krok ku awansowi do kolejnej rundy. Już nie powinno wydarzyć się nic złego dla Torunian, ale na pewno przeciwnicy nie położą się i będą ułatwiali gry zwłaszcza, że będą grać u siebie. Mecz, który powinien nas interesować w perspektywie dalszej gry to spotkanie między Norrköping Dolphins a Movistar Estudiantes. Zakończył się on 74:62 na korzyść Hiszpanów grających na wyjeździe.

Zawodnicy obu ekip mają bardzo mało czasu na regenerację, bo mecz rewanżowy odbędzie się w sobotę 22 września o godzinie 18:00. Transmisja na YouTube, na oficjalnym kanale Basketball Champions League.

Tajne listy #6

Szósty odcinek Tajnych listów, a w nim: Polski Cukier Toruń, Przemek Karnowski, Spójnia i Loveridge. Jest z nami też Karol Bruski z portalu collegehoops.pl, który śledzi graczy z NCAA oraz ich występy, gdy trafią już do profesjonalnej koszykówki. Poporzedni odcinek znajdziesz tu.

Arek: Kibicuj przy okazji gry PCT w eliminacjach do BCL bo będzie mega szkoda oglądać Roba tylko w PLK. BTW czy to tylko ja, czy Spójnia nie wygląda jak drużyna, która zajmie ostatnie miejsce w lidze?

Karnzilla nie jest teraz takim underrated graczem? Nie wiem ilu rąk potrzeba żeby policzyć ludzi wierzących w niego, ale czy ten ostatni rok nie wypaczył lekko opinii o nim i teraz Przemek – o ile znowu kontuzje nie pokrzyżują planu – pokaże na co go stać? O ile dobrze pamiętam pierwszy miesiąc czy dwa w Andorze były przyzwoite jak na rookie w Eurocupie i ACB.

Jacek: Polski Cukier Toruń ma taką paczkę, że po cichu liczę na coś więcej niż kontynuacja eurowpierdolu w sportach drużynowych. Lowery wygląda na co najmniej tak dobrego gracza, jak Cosey + Karn + nowa dwójka + duża kontynuacja, trener Mihevc ma w czym rzeźbić.

Tak, podoba mi się to co jest budowane w Stargardzie i jednocześnie trochę się martwię, bo mieliśmy podobne zdanie odnośnie Krosna w poprzednim sezonie. Tak naprawdę w oparciu o 3 bardzo dobrych/dobrych zawodników zagranicznych (lub Chrisa Czerapowicza) jesteś w stanie zbudować zespół, który będzie kręcił się w okolicach 9-11 miejsca. Nie wydaje mi się, żeby byli jak Start Lublin w poprzednim sezonie, ale jakieś 13-14 miejsce może być w ich zasięgu. Sprawdzony Hickey, Pamuła, który ma okazję się odbudować, Pabian MVP 1 ligi, Hayes przyszła gwiazda ligi to może kliknąć. Ostatnim zespołem pewnie klasycznie będzie ktoś kto źle dodał tabelki w Excelu i po implozji drużyny będzie tylko dogrywał sezon do końca.

W moich oczach Karnowski jest tak strasznie niedoceniany i wiele osób zaczyna kwestionować jego talent. W jeden sezon zapomnieliśmy kim jest Przemysław Karnowski? Zapomnieliśmy, że jest utalentowanym, inteligentnym podkoszowym, który ma fajne manewry i jest co najmniej dobrze podającym centrem? 16.1 AST% i 13.6 TRB% na ostatnim roku uczelni to nagle nic takiego? Nieco ponad rok temu w Lidze Letniej w Orlando przestawiał ludzi jak krzesła, gdy dostał tylko więcej minut. I o tym już wszyscy zapomnieli w kilka miesięcy? To nie jest anonimowy gość, który przychodzi po jakimś wątpliwym uniwerku. To utalentowany gracz o słusznych gabarytach (przy którym Dwight Howard wygląda jak młodszy kuzyn) po dobrej uczelni, który trafił tu, bo ma problemy ze zdrowiem. I zdrowie to chyba jest jedyna rzecz, o jaką w długim okresie martwię się w kontekście Przemka. Poważny uraz pleców na studiach, problemy z palcem, ostatnio ścięgno Achillesa i alergia pokarmowa to sporo jak na 24-latka. Jeżeli coś ma powstrzymać jego karierę to prawdopodobnie zdrowie, ale jeżeli nie uda się go poprawić w Toruniu to gdzie ma się udać? Pytanie, czy jest zdrowy i czy będzie w trakcie sezonu w 100% zdrowy. Myślę, że to będzie jego sezon.

Karol: O Karna jestem spokojny. Spojrzałem w kalendarz i przypomniałem sobie, że ten gość siedem lat temu grał w PLK, i to całkiem nieźle. Tak, wiem, że w Siarce, ale to była ta niezła Siarka z Doaksem i Corbettem, którzy do tej pory prowadzą sensowne kariery. Sporo czasu upłynęło, ale hej – na pewno sporo się przez ten czas nauczył! Jeśli ze zdrowiem będzie co najmniej OK, to na luzie będzie dawał radę, zwłaszcza, że Robowi Lowery’emu całkiem nieźle idzie skupianie uwagi obrony na sobie, więc może się z tego tworzyć sporo łatwych koszy dla Karnowskiego.

Spójnia? Szczerze Wam powiem Panowie, że mam duży problem z dołem tabeli. Strasznie biorę pod uwagę Amerykanów, a zapominam o polskim składzie, o którym – poza Pamułą – nie wiem w sumie nic. Także sam nie wiem jak to zagra, zwłaszcza, że ten Owens nie jest jakiś super. Zdecydowanie bardziej podoba mi się wspomniane tutaj w innym kontekście Krosno. Kwartet Amerykanów, każdy ma doświadczenie z Europy, w tym Loveridge, który przychodzi prosto z Bundesligi i wg mnie będzie w czołówce punktujących.

Arek: Czyli wszyscy zgadzam się co do jednego – jeżeli zdrowie Przemka dopisze, to zagra dobry sezon, a jego przygoda z PLK zakończy się po sezonie 2018-19. Tylko żeby jeszcze Mihevc umiał ogarnąć to podkoszowe bogactwo.

Ja nieśmiało muszę przyznać, że trochę masochistycznie śledziłem rozgrywki 1 ligi i muszę przyznać – Spójnia grała w trochę innej lidze. Fajnie że utrzymali większość składu, chociaż szkoda że nie udało się zatrzymać Alana Czujkowskiego, który z tamtej pierwszoligowej drużyny zagrał chyba najwięcej minut w PLK. Fajnie też, że przyszedł wspomniany przez was Piotr Pamuła – będzie miał teraz dużo spokoju żeby móc się odbudować po swoim najgorszym od lat sezonie (czy my go Jacku nie nazwaliśmy w pewnym momencie najgorszym graczem sezonu?) i przestać łapać te cholerne kontuzje. Ciekawe też jak będzie funkcjonowała para Hickey-Owens, kiedy zostanie zwolniony ten drugi z pary i czy/kiedy (niepotrzebne skreślić) pod Krzysztofem Koziorowiczem nie zacznie się palić krzesło.

A propos Miasta-Szkła-z-jakimś-robalem-w-logo-Krosno, to niewielu jest graczy którzy przychodzą z ligi niemieckiej do nizin PLK, a tutaj pojawia się Jordan Loveridge – zastanawiałem się nawet czy nie dać go do sleeperów na przyszły sezon, a teraz Karol piszesz, że może być w czołówce scorerów, więc powiedz o nim coś więcej. Widzę, że z NCAA powędrował na Węgry (grał w FIBA EC), w tym samym sezonie liga szwajcarska, później niemiecka, teraz PLK. Zalicza stały progres, patrząc na to że w Krośnie dostanie więcej minut niż w Goettingen?

Wejdźmy jednak trochę w górę tabeli bo zaraz zaczniemy gadać o Legii. Mamy zespoły Super Ligi, ale co z dolną tabelą drużyn play-offowych? Zgodzimy się wszyscy, że Ostrów i Wilki Morskie wchodzą do PO? Kto dalej? Ja nie wiem czemu tak chętnie wrzucam do Top-8 drużynę która w zeszłym sezonie ledwo co dostała się do rundy posezonowej, ale nie widzę jak na razie żadnych poważnych przeciwników, a niepojęte jest dla mnie obecnie pozycjonowanie Trefla Sopot na miejscach wyższe niż ósme.

Jacek: Tak, gdzieś na początku lutego mieliśmy Piotra Pamułę w gronie najgorszych graczy w lidze i były ku temu powody. W lutym miał jeden z trzech najgorszych true shooting percentage w PLK, trafiła 27 proc. rzutów za 3, a jest to gracz, który sporą część swojej gry opiera na tym elemencie. Dobra wiadomość jest taka, że w końcówce sezonu Pamuła poprawił się i trafiał już przyzwoite 34 proc. za 3 i oby równie dobrze rozpoczął następny sezon.

Kluczowe dla Spójni powinno być dobre rozpoczęcie sezonu, bo tu trenerzy są często zwalniani jak Piotr Bakun czy Dariusz Szczubiał w poprzednim sezonie. Terminarz nie jest jakiś strasznie trudny. Zachowali 3 z 4 najlepszych graczy w poprzednich rozgrywek. Pozostaje pytanie jak poradzi sobie w EBL ten core, który w pierwszej lidze wyglądał jak Golden State Warriors.

Myślę, że o te dwa ostatnie playoffowe miejsca będzie walczył Trefl, MKS i Start Lublin o ile dołoży do tego SG, który doda tej drużynie jakości. Strasznie boję się o zespół z Sopotu, bo ich gracze pod koszem nie rzucają na kolana. Milan Milovanović, ok, ale kto będzie jego backupem? Motylewski nie rozegrał nawet 300 minut w PLK, Kulka nie jest plusowaym graczem. Leończyk na centrze indywidualnie będzie robił dobre cyferki, ale czy jest dobrym obrońcą na 5? Do tego obok będzie miał Damiana Jeszkego i jeśli nie masz pomysłu co z nimi zrobić w obronie to będziesz miał taką samą sytuację jak w Kingu Szczecin 2015/16. Mój typ jest taki, że w grudniu (może wcześniej) pojawią się pierwsze raport o tym, że szukają kogoś jeszcze pod kosz. Jacka Winnickiego nigdy nie możesz lekceważyć, a wydaję się, że ściągnął fajnych graczy. Patrząc na to, jakie problemy mieli z otrzymaniem licencji można obawiać się czy znów nie będziemy słyszeli o problemach finansowych, które mogą wpłynąć na końcowy wyniki.

Karol: Loveridge? Generalnie to nie jest gość z przypadku. Kiedyś Mr. Basketball stanu Utah (był nim także Tyler Haws, hehe), kręcił się gdzieś koło pierwszej setki rekrutów – cztery gwiazdki. Podobno nawet Arizona się nim interesowała. Miał świetne dwa pierwsze sezony, jako sophomore notując 14,7 punktu i niemal 7 zbiórek. Piszę o tym nieprzypadkowo. Otóż Loveridge był zmuszony, aby dwa pierwsze sezony grać jako PF (później jako SF), bo Utes mieli straszną biedę pod koszem. Taką samą biedę (poza Timem Williamsem) mają w Krośnie, więc wcale bym się nie dziwił, jak będą go pchać pod kosz. Czy to dobrze? Sam nie wiem. Może zrobią z niego fajną, oszukaną stretch four. Generalnie warto zauważyć, że w Europie czasem pchają go pod kosz, np. w Goettingen wychodził czasem w lineupie, gdzie jedynym wyższym od niego był Darius Carter (201 cm). W Europie strasznie spadły jego % za 3 i FT%, w porównaniu z trzecim i czwartym sezonem w NCAA. Reasumując, zaczęło brzmieć pesymistycznie (a nie miało, to tylko fakty prosto z boiska, ziom!), ale wg mnie to taki gracz, że na luzie sobie poradzi, nawet na tej czwórce. Tak po prostu – samą klasą sportową.

A co sądzicie o Rosie? Widziałem, że bukmacherzy potrafią dać ich nawet na 6. miejscu, co – wg mnie – jest nieporozumieniem. Sam Trotter tego nie pociągnie, a nie mam przekonania ani do Neala, ani tym bardziej podkoszowego z Kolumbii. Kto tam jeszcze jest? Mielczarek, Wall, Zegzuła, Piechowicz? Wg mnie słabizna i wcale się nie dziwię, jeśli będą poza dziesiątką. Tak, napisałem to i można mnie z tego rozliczyć po sezonie. Oczywiście o ile nie zrobią takich transferów, że cała koszykarska Polska będzie pod wrażeniem.

Ciąg dalszy nastąpił.

Dojrzałe ogóry cz. VI

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK 11 – 17.08*

Aktualne składy PLK

*Na początek nadrobimy zaległości z poprzedniego tygodnia.

Devonte Upson – TBV Start Lublin

Druga nowa twarz w Lublinie. Do ekipy trenera Davida Dedka dołącza amerykański środkowy, Devonte Upson.

Upson mierzy 206 centymetrów i jest raczej typem szczupłego skoczka niż masywnego centra. Amerykanin od 2015 roku występuje na europejskich parkietach. Ostatni sezon spędził w estońskiej Rapli, gdzie notował średnie na poziomie 11 punktów, 7 zbiórek w 27 minut gry. Aktualnie Devonte gra w Chinach dla Bejing Bucksa jego linijka to 18 punktów, 14 zbiórek i 2,4 bloku na mecz. Upson to zawodnik preferujący grę blisko kosza, a najlepiej nad koszem. Nie przepuszcza okazji na załadowanie piłki z góry, dobrze czuje się w akcjach pick and rollowych, gdzie po odegraniach partnera wykańcza akcje. Dobre warunki fizyczne, skoczność i zasięg ramion powinny pozwolić mu na aktywne włączenie się do wyścigu bo najlepszego blokującego ligi. Nieco więcej może mieć problemów z centrami, którzy będą go przestawiać i wpychać pod samą obręcz.

Amerykanin przychodzi do Lublina w zastępstwie za Darryla Reynoldsa, który miał raczej udany sezon. Niecałe 9 punktów, 7 zbiórek i ponad jeden blok to średnie jak najbardziej do przebicia przez nowy nabytek Startu. Charakterystyka obu graczy jest podobna, jednak Upson jest nieco wyższy, co sprawia, że może być bardziej efektywny w tych wszystkich rzeczach w powietrzu.

Pozycja centra w drużynie prowadzonej przez trenera Dedka obsadzona. Upson będzie konkurował o minuty z Romanem Szymańskim, który kolejny już sezon rozegra na Lubelszczyźnie. W Lublinie na pewno myślą o play off. Poprzedni sezon dał ku temu argumenty, by wierzyć w strategie trenera i określoną grupę zawodników. Jednak zeszłoroczny Start miał Lewisa, którego teraz już mieć nie będzie. Gracz, który przyjdzie wypełnić po nim lukę może okazać się kluczowy do pełnej oceny możliwości tego zespołu.

Morayo Soluade – Legia Warszawa

Pierwszy czarnoskóry koszykarz w Legii. Mo Soluade ma być motorem napędowym stołecznej ekipy w przyszłym sezonie.

23-letni Brytyjczyk to nominalny rozgrywający. Pomimo faktu, że będzie najwyższym graczem obwodowym legionistów, również w drużynie Tanego Spaseva powinien występować na jedynce. Soluade to jeden z największych prospectów brytyjskiego basketu. Od 7 lat koszykarsko wychowywała go Hiszpania, a konkretnie Unicaja Malaga, w której z początku występował w sekcjach młodzieżowych. Dla aktualnego pracodawcy Adama Waczyńskiego rozegrał w sumie 28 spotkań w pierwszej drużynie, w tym 15 w Eurolidze. Poprzedni sezon zakończył z linijką 2,2 punktu na mecz, zbiórka i pół asysty w 9 minut gry. Mo w ramach poszukiwania minut był wypożyczany do klubów z zaplecza ACB, gdzie jego średnie znacznie rosły. W przeszłości reprezentował swój graj w młodzieżowych Mistrzostwach Europy, aktualnie jest członkiem kadry seniorskiej. God Save the Quenn.

Soluade to prawdopodobnie zakup do pierwszej piątki. Obwód Kowalczyk, Mo i Karolak w wyjściowym ustawieniu wygląda obiecująco. Brytyjczyk jest na tyle wysoki by kryć dwójki, może nawet trójki, a w ataku zajmie się kreowaniem gry. Mając obok dobry strzelców trzypunktowych (do wyżej wymienionych dodaj Kołodzieja) i solidnych rozmiarów centra, Soluade będzie mógł przebierać w opcjach, komu dograć piłkę.

Dla Legii zakup podwładnego królowej Elżbiety to spore wzmocnienie. 23-latek doda na obwodzie sporo energii i atletyzmu, a do tego umiejętności i doświadczenia wyniesionych z treningów w Maladze. Piątka, jaką może do gry desygnować Tane Spasev może sobie na spokojnie poradzić w PLK. To co się dzieje na ławce rezerwowych budzi już większe wątpliwości – wielu graczy nieogranych na tym poziomie, dopiero aspirujących do regularnej gry w ekstraklasie.

Włodarzom warszawskiego klub oraz macedońskiemu trenerowi udało się stworzyć ciekawy zespół. Pytanie, czy pozostanie ciekawy tylko przez pryzmat dość egzotycznych transferów i wprowadzenia wielu młodych graczy do Energa Basket Ligi, czy też taktyka i styl gry Legii w rozpoczynającym się w październiku sezonie da powody do użycia tego przymiotnika w późniejszym czasie.

Bartosz Jankowski – Polpharma Starogard Gdański

22-letni rzucający obrońca, który ostatnie sezony spędził w Asseco Gdynia, został nowym zawodnikiem kociewskich Diabłów.

Jankowski to gracz znajdujący się w szerokiej rotacji gdyńskiego klubu od 3 lat. Wielkich minut nie grał, jednak każdy kolejny mecz to parę chwil więcej na parkietach PLK. Średnie z poprzedniego sezonu to 7 minut i 1,4 punktu. Gra Polaka w Gdyni to jednak nie tylko walka o miejsce w składzie ekipy Przemysława Frasunkiewicza, ale również występy w drugim zespole, czy młoda Euroliga, w której popisywał się fenomenalnymi występami. Bartek jest przede wszystkim znany z bardzo dobrego rzutu, gorzej z akcjami na koźle. Gdyńska musztra przygotowała go do gry w PLK pod względem fizycznym, co pozwala mu bronić na przyzwoitym poziomie.

Polpharma dokłada kolejny klocek do budowy polskiej rotacji. Obwód na pewno będzie zdominowany przez graczy zza oceanu, jednak to, co będzie się działo w minutach za nimi jest sprawą otwartą. Dzierżak, Gołębiowski, Jankowski, Struski, każdy z nich może pracą na treningach wywalczyć sobie dominującą rolę w rotacji obwodowej Polpharmy. Myślę, że dla Artura Gronka każdy będzie startował z podobnego pułapu i najbliższy miesiąc wyłoni zwycięzców wyścigu po miejsce na parkiecie.

Starogard Gdański wydaje się być idealnym miejscem do rozkwitu takich graczy jak Jankowski. Liczę, że pod trenerem Gronkiem, przynajmniej jeden z wciąż młodych zawodników wskoczy na wyższy poziom i wypracuje sobie stałe miejsce w pierwszej piątce.

Justin Bibbins – Polpharma Starogard Gdański

Filigranowy rozgrywający z uczelni Utah został nowym zawodnikiem kociewskich diabłów. Amerykanin zastąpi w drużynie Rashuana Davisa, z którym po paru dniach rozwiązano kontrakt.

Jak trochę przymrużysz oczy to nazwisko Bibbins można odczytać jako Baggins. Wzrost Amerykanina pozwoliłby mu z powodzeniem wcielić się w postać napisaną przez Tolkiena. Skojarzenie z Hobbitem to śmieszki, jednak Justin to gracz, który może okazać się kolejnym ciekawym mikrusem w naszej lidze. Daleko sięgać pamięcią nie trzeba, Aaron Johnson był  nie tylko topowym rozgrywającym, ale jednym z najlepszych graczy ligi.

Bibbins ostatni rok rozegrał w barwach uniwersytetu Utah. Był czołową postacią zespołu i liderował w wielu rubrykach statystycznych. Sezon zakończył z linijką 15 punktów, 3 zbiórek, 4,5 asysty i 44% za 3 w 35 minut spędzanych średnio na parkiecie. Pojawienie się skuteczności za 3 powyżej to nie przypadek. Amerykanin to dobry strzelec, który i oddaje sporo prób z dystansu. Rozmiary nie pozwalają mu na niektóre rzeczy, jednak kompilacja szybkości, zwinności i przyspieszania pozwalała mu na aż 15 punktów w nie byle jakiej drużynie.

Na Kociewiu spodziewaliśmy się raczej podpisów graczy podkoszowych, a nie wymiany rozgrywającego. Niedyspozycja Davisa zmusiła klub do poszukiwania następcy i trzeba przyznać, że raczej gorzej nie trafili. Bibbins ma wszystko to co, miał poprzednik, a może swoje zadania na parkiecie wykonywać jeszcze lepiej.

Duet obwodowy stworzy z Tre Busseyem sprowadzonym z ligi niemieckiej. Na pewno będą dużo grać i dużo punktować, ale czy pociągną SKS do play off? Z taką oceną trzeba poczekać najpierw na pełen skład, a potem na pomysł Artura Gronka na ten zespół. Na pewno niezłej gimnastyki będzie od niego wymagało wypełnianie limitów Polakami, chyba, że jeszcze uda się kogoś z rynku paszportowego zgarnąć.

Trochę nam się w tym tygodniu mały benefis SKSu robi..

..Jai Williams – Polpharma Starogard Gdański

Posiłki pod kosz zmierzają do Pe Es Że. Jai Williams nowym graczem SKSu.

No właśnie, czy aby na pewno posiłki? Oficjalna strona Polpharmy nie za dużo nam powiedziała o swoim nowym zawodniku. Może to zabieg celowy, gdyż ostatni sezon na uczelni Saint Joseph’s skończył ze średnimi… 1,4 punktu, 0,25 zbiórki w 4 minuty gry .. w 12 meczach.  Specjalistą od NCAA nie jestem, ale bycie ogonem na takiej uczelni raczej wielkiej kariery nie wróży.

Williams jest określany jako silny skrzydłowy. Warunki fizyczne pozwolą mu grać także na centrze, ale na pewno nie jako podstawowa opcja. Na czwórce najpewniej minuty będzie dzielił z Kacprem Młynarskim, który jako najlepszy Polak w składzie powinien tego czasu na parkiecie co mecz trochę dostawać.

Artur Gronek w jednym z dwóch zdań scharakteryzował swoje nowego gracza tak: Przede wszystkim chciałbym podkreślić jego umiejętność poświecenia się dla drużyny, co może być dla nas bardzo cenne. Jeśli przez poświecenie uznajemy podgrzewanie krzesełek i umożliwienie innym zawodnikom grę, to tak, Williams był w tym dobry.

Polpharma nadal musi zakontraktować podstawowego środkowego i kogoś kto uzupełni rotację frontcourtu. Żeby nie było tylko pesymistycznie. Williams może okazać się pasującym dodatkiem do drużyny. Jeśli rzeczywiście potrafi się poruszać w defensywie i trochę pozbiera, można będzie go zaliczyć jako plus. W ataku ma swoje ograniczenia, oprócz zdobywania punktów przy samej obręczy cudów bym się nie spodziewał.

SKS intensywnie poszukuje zawodników. Braki na rynku paszportowym wymusza właśnie takie ruchy. Pieniędzy w kasie nie ma, a za Polaka trzeba dać prawdopodobnie sporo więcej niż za zawodnika typu Williams. Bilans ceny i ryzyka to pewnie coś, co przeważyło za zatrudnieniem Amerykanina.

Porównania do Kim Adamsa idealnie pasuje do tego, jakim zawodnikiem może w naszej lidze być Jai.

Johnathan Jordan – Miasto Szkła Krosno

Amerykański rozgrywający jest 3 graczem zza oceanu zatrudnionym przez Szklany Team tego lata. John Jordan będzie w przyszłym sezonie bronił barw Miasta Szkła Krosno.

Jordan to absolwent uczelni Texas A&M Corpus Christi (nie mylić z Texas A&M). Ostatni rok na college’u ukończył ze średnimi na poziomie 15,6 punktu, 5 asyst i 4 zbiórki w 36 minut gry. Po studiach próbował swoich sił w G League. Grał dla drużyn: Delaware 87ers, Erie Bay Hawks i Raptors 905. Nie był może podstawowym zawodnikiem w tych klubach, ale 15 i więcej minut na mecz dostawał. Poprzedni sezon to przenosiny do Europy. Johnathan zdecydował się na występy w lidze fińskiej w zespole Salon Vilpas Vikings, w którym w 20 meczach notował średnio: 18,4 pkt, 5,3 zbiórki i 4,3 asysty. W trakcie sezonu zmienił klubowe barwy i przeniósł się do belgijskiego Liege Basket. Po 25 meczach linijka Amerykanina wyglądała następująco: średnio 12,7 pkt, 3,9 zbiórki oraz 4,9 asysty.

John jest znany przede wszystkim z niesamowitego wyskoku. Mimo 178 centymetrów wzrostu wygrywał już konkursy wsadów (między innymi ten podczas Meczu Gwiazd G-Leauge). Chętnie pcha się pod kosz, mija na koźle i szuka faulu/punktów. Wyborowym strzelcem z dystansu nie jest, ale Andre Robersonem też nie.

Jordan pozycje nr 1 będzie dzielił z Grześkiem Grochowskim. Jest to układ dość niewygodny dla obu Panów, gdyż żaden z nich na SG nie pogra, a chrapkę na spore minuty na pewno mają. Może się okazać, że Amerykanin będzie wychodził z ławki. Z uwagi na limity pozycja Groszka w składzie jest niepodważalna, a innych kandydatów do wyjściowego ustawienia wśród Polaków można tylko upatrywać w graczach podkoszowych. Mariusz Niedbalski stoi przed wyzwaniem zbilansowania rotacji i zaprojektowania jej tak, by jak najwięcej atutów graczy zagranicznych udało przenieść się na grę drużyny.

Nowy nabytek Szklanego Teamu może stworzyć bardzo ciekawy zestaw graczy zza oceanu wraz z Loveridgem i Williamsem i kolegą poniżej. Każdy z nich miał okazje występować już w Europie, co pozwala wierzyć, że również w Krośnie się odnajdą i z miejsca staną się kluczowymi postaciami swojej drużyny.

Jordan to gracz, którego chciałbyś mieć w swojej streetballowej drużynie. Jeśli nie stracił na atletyzmie, to jest na pewno jednym z kandydatów to zrobienia akcji sezonu.

Szymon Szewczyk – Anwil Włocławek

Weteran, w przyszłym sezonie już 36-letni Szymon Szewczyk to 4 gracz z mistrzowskiej ekipy, który zostanie we Włocławku na następny sezon.

Szewczyk po brązowym medalu zdobytym ze Stalą przeniósł się do Włocławka i został obsadzony w roli zmiennika Josipa Sobina. Początek rozgrywek był dla Szewca rewelacyjny. Miał funkcjonować w drużynie jako rozciągający obronę rywali center i z tego zadania wywiązywał się znakomicie. Siatka po jego rzutach paliła się raz po raz, a sezon skończył ze skutecznością za 3 na poziomie 42%. Szymon sporo dawał Anwilowi, grając z ławki był bardzo ważnym elementem układanki Igora Milicica. Potem nadszedł Puchar Polski w Warszawie i paskudna kontuzja łokcia, która tak naprawdę wyłączyła go z gry do końca minionych rozgrywek. Były kadrowicz zakończył mistrzowską kampanie ze średnimi: 8 punktów i 3 zbiórek w 15 minut gry.

Szymon mocno walczył o powrót na parkiet. Udało się zdążyć, był w składzie meczowym Anwilu w play off, jednak Milicić nie decydował się na niego w tak ważnym momencie dla klubu. Teraz panowie jeszcze raz spróbują sprawić niezwykłą radość mieszkańcom Włocławka.

fot. Andrzej Romański/EBL

Nie będziemy się czarować. Szewcu rozpocznie sezon w roli piątego podkoszowego, gracza, który ma ubezpieczać polską rotacje i gwarantować rzut trzypunktowy z pozycji numer 5. Przeszedł ciężką kontuzje, powrót do takiej formy jak przed rokiem może być naprawdę trudny. Rola Szymona też się zapewne zmieni, ale wątpię by nie był tego świadomy. Za Sobinem grał będzie Parzeński, więc 35-latek jest trzecim w kolejce do minut. Mając na uwadze eksperymentalne ustawienia trenera Anwilu, to gra Markovicia na piątce dodatkowo utrudni drogę na parkiet Szewczykowi.

Dla rottweilerów to sytuacja znacząco poprawiająca spokój ducha w razie kontuzji któregoś z polskich graczy. Dodatkowo, Szymon swoim doświadczeniem, spokojem i ekspercką wiedzą z NC+ będzie kluczową postacią w szatni i na ławce tej drużyny. Sezon Anwilu nie musi być usłany różami. Porażki chociażby w BCL na pewno przyjdą, a wtedy rady i spostrzeżenia nawet stojącego z boku Szewczyka mogą pomóc przetrwać cięższe chwile.

Anwil ma już w składzie 10 zawodników rotacyjnych i młodego Komendę lub, jak kto woli, 9 zawodników rotacyjnych, starego doświadczonego Szewczyka i młodego Komendę.

Przemysław Karnowski – Polski Cukier Toruń

Finalista turnieju NCAA i rekordzista ligi akademickiej pod względem zwycięstw dołącza do drużyny ze swojego rodzinnego miasta. Przemysław Karnowski Twardym Piernikiem!

Big Karn jest absolwentem uniwersytetu Gonzaga, gdzie spędził 5 lat. Po sezonie 2015/16 Przemek nabawił się groźnej kontuzji, która wykluczyła go na długo z treningu i gry. Ostatni rok w college’u to jednak fenomenalny run Bulldogów do finału turnieju March Madness, gdzie nieznacznie ulegli North Carolina. Karnowski rozegrał 39 spotkań i skończył z linijką na poziomie 12 punktów i 6 zbiórek w 23 minuty gry na mecz. Na kanwie sukcesu i delikatnego szumu, jaki wywołał znakomity sezon Gonzagi, Polak próbował dostać się do NBA. Najpierw nadzieje na końcówkę drugiej rundy draftu, potem liga letnia, jednak żaden klub z ofertą kontraktu się nie zgłosił. Big Mamba skierował więc swoje talenty w kierunku Europy i najlepszej ligi starego kontynentu, czyli ACB. Na jego usługi skusiła się grająca w EuroCup MoraBanc Andorra. Występy z NCAA nie przełożyły się jednak na dobre otwarcie profesjonalnej kariery. Karnozaur rozegrał dla górskiego klubu jedynie 23 spotkania, po czym został wypożyczony z uwagi na małą przydatność do Montakitu Fuenlabrady. W Andorze średnie Przemka to 7,5 punktu, 3 zbiórki w 17 minut gry. Po wypożyczeniu miało być lepiej, a było gorzej. Nieco ponad 8 minut, 2 punkty i zbiórka to osiągnięcia Karnowskiego w klubie z przedmieść Madrytu. Po rozczarowującym rookie-sezonie skrzynka mailowa od ofert nie pękała, a Przemek długo zwlekał z decyzją. Problemy zdrowotne nie pozwoliły na grę w kadrze w czerwcu, co jeszcze bardziej obniżyło jego wartość rynkową. Big Mamba zdecydował się wrócić w rodzinne strony i odbudować się w Polskim Cukrze Toruń.

Karnowski jak na polskie warunki jest dodatkiem olbrzymim (dosłownie i w przenośni). Torunianie do i tak już mocnego zestawu Polaków dorzucają kolejnego reprezentanta kraju, który pozwoli im poszerzyć możliwości ofensywne. Dla Przemka przyjście do PLK to szansa na pokazanie swojego dominującego potencjału i wybicie się do większej koszykówki, ale również ogromne ryzyko. Kiedy w Toruniu okaże się graczem przeciętnym, Europa i świat w skuteczny sposób będą mogły o nim zapomnieć.

Z mojej perspektywy, Karnowski to najbardziej przehajpowany polski zawodnik. Zdaję sobie sprawę, że ma wielu fanów, którzy podkreślają jego fantastyczną grę tyłem do kosza i umiejętności bycia point centrem, jednocześnie skutecznie spychających na dalszy plan mnogość wad Przemka. Brak angażu w NBA i słaby sezon w ACB można zrzucić na karb ewolucji koszykówki i braku potrzeby takich graczy jak Big Karn. Ale co, to tyle? Nie pasuje i już, zwijamy żagle? Ciężko nie być najzwyczajniej w świecie poirytowanym tym, jak wielki potencjał Przemka się marnuje. Kontuzje nie pomagają, ale i trudno jest mi nie odnieść wrażenia, że sam Przemek też sobie nie pomaga.

Chciałbym zobaczyć Big Mambę, który w obronie daje rade. Po prostu, że nadąża w obronie picka, że obwodowi nie wjeżdżają z nim do kosza, jak z pachołkiem na treningu, że w ataku pójdzie parę razy w prawo, że wypracuje rzut z 4-5 metrów. Nikt nie oczekuje, że będzie skakał ludziom po głowach, ani rzucał trójki.

O jego sylwetce napisano już książki i.. nic się nie zmienia. Przemek do gry na najwyższym poziomie w Europie musi zrzucić kilogramów sporo, inaczej kontuzje i braki wynikające z ociężałości nie pozwolą na podbijanie Starego Kontynentu. Ale to chyba nic dziwnego, że od profesjonalnego koszykarza wymagamy, by koszulka meczowa nie podkreślała jego krągłości.

Na końcu jednak nadal wierzę, może naiwnie, że Karnowski to center w kadrze na lata. Chciałbym i życzę mu wielkiej kariery, a ten sezon w Toruniu niech będzie dla niego pierwszym do tego krokiem. Ma możliwości i tego nikt mu nie odbiera, teraz czas na pracę i efekty.

Twarde Pierniki jeśli miały możliwość zatrudnienia Przemka, to podjęły jedyną słuszną decyzję. Zatrudniły go. Zmienię zdanie jeśli się okaże, że fundusze na gracza obwodowego poszły w całości na Mambę. Jak bardzo bym nie marudził, to nadal Big Karn powinien dawać 10 punktów na mecz z palcem w nosie. Jeśli tylko zdrowie pozwoli to aktualny jego arsenał ofensywny w znacznym stopniu ułatwi grę torunianom, a drużyna będzie po prostu lepsza niż ta, która zdobyła brąz. Dejan Mihevc dostanie kolejne narzędzie do pracy. Na centrze może skorzystać z defensywnego ustawienia z Mbodjem, albo z ofensywnego z Karnem i dostosowywać piątkę na parkiecie do aktualnych potrzeb.

Nie wiem, czy jest zawodnik, którego postawa w przyszłym sezonie mnie bardziej ciekawi niż Przemek. Dawać już ten październik!

Charlie Westbrook – Miasto Szkła Krosno

Jordan, Jordan, Bogdanović, Williams, Westbrook. Niezły All-Star Team montują w Krośnie. Zawodnikiem Szklanego Teamu został Charlie Westbrook.

Amerykański obieżyświat zawitał na Podkarpacie. Westbrook to gracz, który przez wiele lat usilnie starał się dostać do NBA przez ligi letnie, G League i campy.  Miał nawet podpisany kontrakt z Milwaukee Bucks, ale nie udało się wybiec na parkiet. Charlie szukał dla siebie miejsca po całym globie – grał na czterech kontynentach, a ostatni sezon spędził w Iraku. Dla Al. Shurtah Police, notował średnio 23pkt, 4as., 6zb. na mecz. W przeszłości Westbrook miał grać dla MKSu Dąbrowa Górnicza, jednak nie przeszedł testów i klub rozwiązał z nim umowę.

Westbrick Westbrook mierzy 193cm i głównie występuje jako rzucający obrońca. Nie jest najlepszym strzelcem dystansowym. Sporo gry na koźle, pojedynków 1 na 1, koszykówki improwizowanej, tego można się spodziewać po nowym nabytku Miasta Szkła Krosno.

W drużynie Mariusz Niedbalskiego Westbrook powinien być podstawowym rzucającym obrońcą i graczem obsadzonym w dużej roli. Dość ryzykowne jak na zawodnika, który ostatnio w profesjonalnej lidze nie grał. Umiejętności predysponują go do poradzenia sobie na poziomie PLK, ale forma i kondycja zdrowotna Charliego jest sporą zagadką.

Krosno skompletowało już cały zespół. Początek nie zapowiadał niczego dobrego, mimo to udało się zgromadzić ciekawą grupę. Mariusz Niedbalski ma z kim pracować, jest z czego coś wycisnąć. Poprawa bilansu z poprzedniego roku to powinien być cel dla tej drużyny i jest to z tą grupą jak najbardziej do osiągnięcia.

Ułożenie tego gwiazdozbioru w szklanym mieście to spore wyzwanie dla trenera Niedbalskiego. Nic dziwnego, że to jego osoba jest największym znakiemzapytania w przypadku drużyny z Podkarpacia.

Tak na totalnym marginesie zmiana logo, koszulek na duży plus!

Mathieu Wojciechowski – MKS Dąbrowa Górnicza

Francuz z polskim paszportem został nowym koszykarzem MKSu. Dla Wojciechowskiego będzie to pierwszy sezon w PLK.

Skrzydłowy spędził ostatni rok we francuskim JL Bourg-en-Bresse. Dla ekipy z Pro A rozegrał 25 spotkań i skończył sezon ze średnimi na poziomie 4 punktów, 2,5 zbiórki w 14 minut gry. Wojciechowski całą swoją dotychczasową karierę spędził w ojczyźnie bagietek. Ma dopiero 26 lat i jeszcze spore możliwości do rozwoju. Małe minuty i słabe perspektywy na poprawę w tym względzie pchnęły go do odstąpienia od umowy ze swoim aktualnym klubem i przenosin do Polski. Mathieu był także w kręgu zainteresowań trenera reprezentacji Polski, ale na dłużej miejsca w kadrze nie zagrzał.

(Chwilowy) Reprezentant Polski to energetyczny skrzydłowy, najczęściej grający na pozycji nr 4. Budowa ciała, pochodzenie zdają się przypominać Aarona Cela, jednak Wojciechowski to gracz o zupełnie innych atutach. Rzut za 3 punkty dopiero rozwija (poprzedni sezon to 25% w tym względzie), a swoich okazji szuka raczej bliżej kosza.

fot. Andrzej Romański/KoszKadra

Przy przepisie o 2 Polakach na parkiecie chętnych na jego usługi nie mogło zabraknąć. Za telefon chwycił także Jacek Winnicki, któremu udało się namówić Wojciechowskiego do gry dla jego zespołu. Na pozycji silnego skrzydłowego będzie dzielił minuty z Michałem Gabińskim. Przed rokiem na jego miejscu był Kowalenko i to jego będzie próbował zastąpić Francuz.

Problemy MKSu są wszystkim bardzo dobrze znane. Mimo to udało się skompletować zestaw podkoszowy, który gwarantuje może nie najwyższy poziom, ale też nie najniższy. Ogromną jego zaletą jest aż 3 Polaków, co zapewni uwolnienie minut dla graczy zagranicznych na obwodzie, na których jeszcze czekamy.

Uprzedzając pytania blisko miliona czytelników, piątkowo-wieczorne transfery przeskakują do kolejnej części.

Dojrzałe ogóry cz. V

Dojrzałe ogóry cz. IV

Dojrzałe ogóry cz. III

Dojrzałe ogóry cz. II

Dojrzałe ogóry cz. I

Dojrzałe ogóry cz. V

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK 4.08-10.08

Aktualne składy PLK

Robert Upshaw – Asseco Gdynia

Ostatnie już wzmocnienie nadmorskiego klubu. Amerykański środkowy Robert Upshaw dołącza do Asseco.

Mierzący 213 centymetrów center to gracz, który ma za sobą 4 mecze w barwach Los Angeles Lakers i to nie w Lidze Letniej, ale już w preseason. Było blisko. Upshaw już w college’u jawił się jako gracz z potencjałem na wtargnięcie do Ligi. Duże rozmiary, spory zasięg rąk, monstrualna ilość rozdawanych bloków na uczelni – 4,5 na mecz, sprawiały, że Amerykanin znajdował się na radarze skautów drużyn NBA. Jeszcze kilka lat temu trwały intensywne poszukiwania centrów w typie obrońcy obręczy, który w ataku za dużo nie musiał umieć oprócz wpakowania piłki do kosza. Można sądzić, że jeśli z nastawieniem i głową Roberta byłoby wszystko w porządku, to utrzymałby się na dłużej w najlepszej lidze świata.

Kariera Upshawa skierowała go za granicę. Ostatni sezon spędził w lidze libańskiej reprezentując drużynę Champiville. Ponad 30 minut na mecz, prawie 8 zbiórek, 2 bloki i 13,4 punktu to linijka na koniec rozgrywek 2017/18. W Libanie grali już zawodnicy znani z PLK, którzy potrafili lepiej, chociażby Ater Majok.

Robert Upshaw to zawodnik mogący potencjalnie zdominować strefę podkoszową PLK jednocześnie niosący za sobą duże ryzyko. Niestety, jest postacią znaną nie tylko ze świetnych zagrań na boisku. Problemy z prawem, narkotykami to tylko pierwsze z brzegu rzeczy, jakie można mu wyciągnąć. Nie ma sensu go teraz dyskredytować, kiedy nawet się w Polsce jeszcze nie zjawił, ale w Gdyni będą musieli dosyć mocno uważać na pozaboiskowe poczynania swojego nowego wielkoluda.

No dobra, nie śmieszkujmy.

Asseco pod koszem to prawdziwa ściana. Na drodze atakujących kosz zawsze będzie ktoś z dwójki wieżowców – Adaś albo Robuś. Obaj gracze to giganci brylujący w blokach, dorzucając do tego Dariusza Wykę, który w poprzednim sezonie rozdawał średnio 1,7 bloku na mecz, otrzymujemy zestaw środkowych w typie Marcina Możdżonka, którzy raz po raz będą wbijać gwoździe przeciwnej drużynie.

Z pewnością należy docenić to, co udało się stworzyć w Gdyni. Na pierwszy rzut oka pieniądze wydane mądrze, skład mogący z powodzeniem walczyć o najwyższe krajowe laury oraz o zwycięstwa w EuroCupie. Przemysław Frasunkiewicz przyzwoitymi sezonami na ławce trenerskiej i pracy przy U20 wyrobił sobie opinię jednego z najbardziej obiecujących trenerów młodego pokolenia. Oczekiwania, pogodzenie ambicji zawodników, duża ilość spotkań, głowa Upshawa, to wszystko spadnie teraz na jego barki. Podoła, czy nie? To chyba największy znak zapytania stawiany w przypadku odradzającej się nadmorskiej potęgi.

Albert Owens – Spójnia Stargard

Pierwsza twarz z zagranicy w Stargardzie. Kolejny amerykański zawodnik, który zaraz po college’u trafia na polskie parkiety.

Owens to 206 centymetrowy środkowy, absolwent uczelni Oral Roberts z Oklahomy. Rozegrał w jej barwach 4 sezony. Ostatni rok to statystyki na poziomie 24 minut, 11 punktów i 4 zbiórek, ale nie był to jego najlepszy sezon na uniwersyteckich parkietach. Trzeci rok na uczelni to zdecydowanie największa porcja minut jaką otrzymał – 31 na mecz, co przełożyło się na 17,4 punktu i 5,5 zbiórki.  Owensa najczęściej można spotkać w grze tyłem do kosza. Ciężki (117kg), silny, potrafiący upchnąć się pod obręczą. Nie spodziewałbym się wielu punktów z jego strony zdobytych spoza pola 3 sekund. Warto też zwrócić uwagę, że jak na minuty, które grał na uczelni to kolumna zbiórek nie jest powalająca. Ciekawe, jak poradzi sobie w tym względzie w naszej lidze, gdzie akurat pod koszem doszło wielu mocnych zawodników.

W Stargardzie z kompletowaniem składu się do tej pory nie spieszyli. Może to i rozsądna taktyka, ubiegłoroczny beniaminek pokazał, że należy do wyborów personalnych podejść z odpowiednią cierpliwością, by się potem nie zbłaźnić. Zestaw polski praktycznie niezmieniony, za Czujkowskiego przychodzi Pamuła,, choć to nie do końca zmiana 1 do 1. Taka sytuacja już niesie za sobą pewne ryzyko zderzenia się z poziomem PLK. Odpowiedni zestaw zawodników zagranicznych w dużym stopniu powinien pomóc całej drużynie funkcjonować na najwyższym szczeblu.

Owens pod koszami Energa Basket Ligi będzie miał nie byle jakich przeciwników. Nawet Legia, czy GTK ściągnęli interesujących zawodników na pozycję centra. Do tego kluby z TOP4, gdzie za rywali będzie miał Hassella, Sobina, Łapetę, Upshawa, Mbodja… Niezłe masowanko się szykuje.

Rashun Davis – Polpharma Starogard Gdański

Nowy rozgrywający na Kociewiu. Absolwent uczelni Radford to pierwszy z zagranicznych nabytków drużyny prowadzonej przez Artura Gronka.

Davis spędził w college’u 4 lata. Ostatni rok gry (2015/16) to bardzo duża rola nowego rozgrywającego Polpharmy. Średnio 31 minut spędzanych na parkiecie, ponad 14 punktów, blisko 5 asyst i 3 zbiórki. Po karierze uniwersyteckiej Davis przeniósł się na stary kontynent i wybrał grę w lidze słowackiej. Poprzedni sezon to z kolei liga słoweńska i występy dla Rogaska Crystal. 33 rozegrane spotkania i statystyki niemal identyczne, jak na końcu przygody w Radford. Ctrl+C, Ctrl+V.

Rashun to gracz filigranowy (180 cm), ale niezwykle szybki i dynamiczny, co jest charakterystyczne dla Amerykanów tej postury. Potrafi zdobywać dużo punktów, nie boi się odpowiedzialności i bardzo mocno wierzy w swój rzut.

Davis powinien być podstawową jedynką na Kociewiu. Jego zmiennikiem będzie Paweł Dzierżak i tak będzie wyglądała rotacja na rozegraniu Polpharmy. Amerykanin może być jednym z najważniejszych ogniw swojej drużyny, to od niego będzie zależał cały atak SKSu. Mając za plecami niedoświadczonego zmiennika czekają go najprawdopodobniej duże minuty, a co za tym idzie rubryki w statystykach będą puchły. Nie tylko asysty, ale myślę, że przede wszystkim punkty to kolumna, w której będzie przewodzić swojej drużynie.

Jak na razie skład Polpharmy to wiele dziur. Pod koszem mamy sporą plaże. Przydałoby się też wzmocnić nieco polską rotacje, która na tę chwilę wygląda mało porywająco.

Robert Lowery – Polski Cukier Toruń

Pierwsza nowa twarz w szeregach Twardych Pierników. Zawodnikiem torunian został 30-letni Amerykanin, Robert Lowery.

Dj Thompson Lowery to gracz obwodowy, mierzy 190 centymetrów wzrostu i najczęściej pełnił rolę rozgrywającego. Dobre warunki fizyczne połączone z obroną, za która jest chwalony powodują, że może być również wykorzystywany w grze obok drugiego rozgrywającego na parkiecie. Amerykanin to absolwent uczelni Dayton, który ma za sobą już dość bogatą karierę europejską. Miał okazję występować w EuroCupowej Albie Berlin oraz w drużynach uczestniczących w lidze VTB – VEF Ryga i Astanie. Szczególnie sezon w stolicy Kazachstanu to imponujące statystyki  na tle nie byle jakich rywali. 29 minut średnio na mecz, a w tym czasie ponad 14 punktów, 4 asysty i prawie 2 przechwyty to linijka Lowerego z tych rozgrywek. Poprzedni sezon to gra dla tureckiego Antalya BSB. Tam statystyki poszły jeszcze w górę – 33 minuty, 16,7 punktu, 5,8 asysty i 5,3 zbiórki. I niech nie zwiedzie Cię, że to nie najwyższy szczebel rozgrywek w Turcji. 2 liga turecka to na pewno bogatsza liga niż polska, co do poziomu to kłócić się można, ale na pewno nie jest tak, że jest jakaś wielka dysproporcja. Po Starksie, który przychodzi do Stelemtu, to drugi transfer właśnie z tej ligi. Który okaże się lepszy na polskim podwórku?

Twarde Pierniki już w tym tygodniu wystartowały z przygotowaniami do nowego sezonu. Eliminacje do Basketball Champions League wymusiły delikatny pośpiech przy budowaniu drużyny i rozpoczęciu zajęć. Stabilizacja składu działa na pewno na korzyść toruńskiej ekipy, jednak tak jak w poprzednich latach czołową rolę pełnił będzie amerykański gwiazdor, który co roku jest inny. Za drużynę w tym sezonie będzie w dużej mierze odpowiedzialny Robert Lowery. Polski Cukier składu jeszcze nie zamyka, należy się spodziewać kolejnego wzmocnienia. Żeby realnie myśleć o przejściu kolejnych rywali w eliminacjach Ligi Mistrzów Pierniki potrzebują jeszcze jednego gracza robiącego różnicę, a nie tylko uzupełnienia składu.

https://www.youtube.com/watch?v=k9gaUUUW4rE

Zeszłorocznym koniem pociągowym ekipy Dejana Mihevca był Glenn Cosey. Amerykanin to gracz, który potrafił w pojedynkę odwrócić losy spotkania. Niezwykła pewność siebie połączona z umiejętnościami koszykarskimi pomogła mu stać się liderem brązowych medalistów. Teraz w jego miejsce przychodzi jego rodak, Lowery, który papiery na bycie gwiazdą ma jeszcze lepsze niż poprzednik. Jeśli rzeczywiście ilość talentu i umiejętności Amerykanina jest wprost proporcjonalna do długości jego włosów to szybko zapomnimy o popisach Coseya.

Patryk Nowerski – Legia Warszawa

Legia Warszawa dodaje kolejnego Polaka pod kosz. Grający ostatnio w niższych klasach rozgrywkowych Patryk Nowerski związał się ze stołecznym klubem kontraktem na nadchodzący sezon.

Nowerski od 5 lat gra na parkietach I ligi, a ostatni sezon spędził w Pogoni Prudnik. Jego statystyki za ostatni rok to średnio 16,3 minuty,  8,3 punktu i 4,6 zbiórki. Polak to gracz wysoki, mierzy 206 centymetrów i może występować na obu pozycjach podkoszowych. Za 3 nie rzuca, operuje bliżej obręczy, gdzie korzysta ze swojej siły i rozmiarów.

Nowerski powinien w Legii otrzymywać minuty zarówno na centrze jak i na czwórce. Niepodważalną postacią w rotacji będzie Patiejew, ale już z innymi można konkurować. Tane Spasev na pewno ma jakiś pomysł w głowie, w jaki sposób wykorzystać Polaka. Pytanie tylko, czy umiejętności Patryka wystarczą na ekstraklasę.

Legia po dużych transferach Polaków – Kowalczyku i Karolaku, stara się uzupełnić skład zawodnikami aspirującymi do gry na poziomie PLK. Nie są to starzy wyjadacze, a raczej koszykarze dopiero rozpoczynający swoją przygodę z PLK. Młodość, ambicja i zaangażowanie to z pewnością rzeczy, które powinny wyróżniać tę grupę. Po zeszłorocznym składzie opartym na graczach doświadczonych nastała rewolucja. Czy dowództwo Tane Spaseva okaże się na tyle skuteczne by poprowadzić wojskowych do zwycięstw?

Tre Bussey – Polpharma Starogard Gdański

Dzień po dniu w Starogardzie mamy ogłoszenie kontraktu. Obwód zostaje wzmocniony kolejnym graczem. Tym razem do ekipy Artura Gronka trafia 26-letni rzucający obrońca Tre Bussey.

Amerykanin to absolwent uczelni Georgia Southern. Po ukończeniu studiów Tre próbował swoich sił w G League, na Bałkanach, na Cyprze, a ostatni rok spędził w niemieckiej BBl. We wszystkich miejscach oprócz Eisbaren Bremerhaven z ligi niemieckiej grał bardzo dużo, około 35 minut na mecz. Poprzedni sezon w Bundeslidze to ucięcie minut o połowę. Bardziej wymagająca liga, lepszy zespół to i trudniej o tak duża rolę jak w latach poprzednich. W niemieckim zespole Bussey na parkiecie przebywał średnio 17,4 minuty i zdobywał ponad 5 punktów.

Bussey to bardzo ciekawy zawodnik. Leworęczny, dynamiczny obrońca, który doskonale czuje się z piłką w rękach. potrafi zrobić sobie samemu miejsce do rzutu, kiedy ma tylko okazje gra 1 na 1 i wykorzystuje swoje umiejętności do minięcia rywala lub wyprowadzenia go z pozycji obronnej. Podpatrzył Jamesa Hardena i wali step back tróje jak brodacz.

Tre z Davisem są w stanie stworzyć bardzo mocny duet obwodowy. 30 punktów na mecz od nich dwóch? Stawiam w ciemno. Z drugiej strony istnieje taka możliwość, że dwaj Amerykanie zdominują za bardzo swoją drużynę. Jestem w stanie sobie wyobrazić zawrotne ilości rzutów jakie będą wykonywać. Nie ma wątpliwości, że statystyki będą nabijać, ale czy pójdą z tym w parze kolejne zwycięstwa Polpharmy?

Patrząc na skład SKSu to więcej miejsca na obwodzie nie widać. Dwóch Amerykanów, Dzierżak, Davis, Gołębiowski, dochodzi jeszcze Bartosz Jankowski. Na 3/4 mamy także Młynarskiego, który będzie czołową postacią polskiej rotacji. Najbliższe dni to wzmożona praca nad kontraktami graczy podkoszowych.

Mateusz Szlachetka i Daniel Dawdo – GTK Gliwice

Chłopaki ogłoszeni hurtem, to i my rozpatrzymy ich razem. GTK zamyka skład dokładając do drużyny dwóch gracz urodzonych w 1999 roku.

Mateusz Szlachetka uzupełni pozycję rozgrywającego drużyny z Zagłębia z górnego Śląska. Poprzedni sezon spędził w SMS Władysławowo grającym w II lidze. Grał po 30 minut, zaliczał ponad 16 punktów i 5,5 asysty. Co ważne, trafiał za 3 punkty powyżej 40%, a w sumie rzutów oddał aż 105.

Daniel Dowdo podobnie jak Szlachetka ukończył nadmorską Szkołę Mistrzostwa Sportowego. Gra w II lidze to jednak nie tak dobre występy jak nieco niższego kolegi opisanego powyżej. Na parkiecie średnio przebywał 13,5 minuty zdobywając w tym czasie 3,5 punktu i 1,7 zbiórki. Przeskok z II ligi do ekstraklasy na pewno będzie ciężki, ale Gliwice wydają się dobrym miejscem na postawienie takiego kroku.

GTK trochę cierpi na niedostatek ogranych ligowców. Braki w tym względzie będzie starało się nadrobić zaangażowaniem i ambicją zawodników jeszcze stosunkowo młodych, którzy chcą na stałe wywalczyć sobie miejsce w ekstraklasie. Kiwilsza, Radwański, nawet Słupiński i Robak, a teraz także Szlachetka i Dawdo to gracze wciąż przed szczytem swoich karier. Minuty w  Gliwicach mogą w dużym stopniu pomóc im w rozwoju i polepszeniu swoich umiejętności. Odpowiedzialność za wygląd drużyny  spadnie na graczy zagranicznych, jednak z uwagi na przepis o 2 Polakach parę minut każdy z tych chłopaków może sobie wyrwać.

Jalen Hayes – Spójnia Stargard

Drugi obcokrajowiec zatrudniony przez Spójnie. Debiutujący w Europie i profesjonalnej koszykówce Jalen Hayes został nowym koszykarzem stargardzkiej drużyny.

Absolwent i jeden z liderów uczelni Oakland, mający nieco ponad 2 metry Amerykanin to jeden z kandydatów na gwiazdę beniaminka PLK. Przez trzy ostatnie sezony grał dla swojego uniwersytetu ponad 30 minut na mecz, konsekwentnie podnosił średnią punktową, która na koniec ubiegłych rozgrywek wynosiła niecałe 19 punktów. Hayes to zawodnik leworęczny, w dużej mierze operujący bliżej kosza. Zbierał ponad 8 piłek na spotkanie i w taktyce przeważnie ustawiany był na silnym skrzydle.

https://www.youtube.com/watch?v=YS__Ybbf1R4

Amerykanin za partnera pod koszem będzie miał kolegę zza oceanu. Powinni stworzyć ciekawy duet, jednak problemem, jakiego bym się tu doszukiwał, jest brak rzutu u obu graczy. Spójnia musi tę dwójkę otoczyć dobrymi strzelcami by spacing jakoś przetrwał. Ściągnięcie do Stargardu Piotrka Pamuły powinno w dużym stopniu ułatwić tę sprawę.

Hayes to gracz, który bardziej wygląda na lidera niż Owens, lidera pod względem punktowym. Amerykanie na pewno będą odpowiedzialni za wydajność ofensywy Spójni, ale i za zabezpieczeni deski. Czy wystarczy im umiejętności na warunki PLK by to osiągnąć? Czas pokaże, na pewno bardziej przemawia do mnie transfer skrzydłowego. Takich zawodników jak Hayes potrzeba tej ekipie, by powalczyć o minięcie w ligowej tabeli zespołów na podobnym poziomie.

Walerij Lichodej – Anwil Włocławek

Nie karabin AK-47, a WL-11 trafia do Włocławka. Doświadczony Rosjanin uzupełni rotację na silnym skrzydle w zespole Mistrza Polski.

Lichodej przez większość kariery grał w swojej ojczyźnie. Bronił barw takich drużyn jak: Khimki, Unics Kazań, czy Lokomotiv Kubań. Oprócz ligi rosyjskiej i VTB grał także w EuroChallenge, EuroCup (zwycięstwo z Lokomotivem), FIBA Europe Cup oraz Eurolidze. Ostatni rok to gra dla litewskiego Nevezis Kiejdany i włoskiego Betaland Capo d’Orlando (były klub Jakuba Wojciechowskiego). Walerij znany jest przede wszystkim z bardzo dobrej skuteczności za 3 punkty.  Przez całą karierę Rosjanin bardzo rzadko schodził poniżej 40% w tym względzie. Sumarycznie poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 12 punktów, 5 zbiórek i 2 asyst w 28 minut gry.

Lichodej kreowany jest trochę na specjalistę tylko w jednym względzie i zawodnika jednowymiarowego, jednak ciężko przypuszczać, by zaszedł tak wysoko umiejąc tylko i wyłącznie rzucać. Świeży rottweiler to bardzo inteligentny gracz, na którego umiejętności czytania gry i inteligentengo ustawiania się w ataku liczy bardzo mocno Igor Milicić.

Anwil tego lata celował w Cela, ale skończył z Celem w wersji rosyjskiej. Lichodej stylem gry mocno przypomina Francuza z polskim paszportem. Igor Milicić przyzwyczaił do strategii budowania składu, w której na czwórce biega gracz bardzo dobrze czujący się 675 centymetrów od kosza i dalej. Transfer Walerijego to ważny dodatek do drużyny. Gracz o profilu, jakiego Anwilowi brakowało. Lichodej przede wszystkim rozciągnie grę, zrobi się więcej miejsca dla gry 1 na 1 Sobina, ale i penetracji, czy ścięć z obwodu. Tak dobrze rzucający za 3 punkty gracz zatuszuje też pewne braki w tym względzie Kostrzewskiego kiedy razem będą na parkiecie. Co więcej, mając przed sobą perspektywę gry w BCL włocławianie dodają do składu gracz, który w niejednych pucharach już występował. Swoim doświadczeniem na pewno wspomoże debiutujący w tych rozgrywkach zespół i doda odpowiedniego spokoju na boisku.

Nowy nabytek Anwilu nie należy do graczy, którzy porwą publiczność i będą niezwykle efektowni. Jednak w przypadku Lichodeja najważniejsza będzie efektywność, a tego możemy się po nim zdecydowanie spodziewać.

Jakub Sadowski – Legia Warszawa

Zaledwie 17-letni podkoszowy, Jakub Sadowski, podpisał zawodowy kontrakt z Legią Warszawa i zostanie włączony do pierwszej drużyny na sezon 2018/19.

Kuba to wychowanek Legii. Ostatni sezon rozegrał w jej barwach w II-ligowych rezerwach klubu. Notował tam średnio 4 punkty i 4,6 zbiórki w 17 minut gry.

Sadowski to inwestycja w przyszłość. Będzie występował w drużynie juniorskiej łącząc to ze swoimi obowiązkami przy pierwszej drużynie. W ekstraklasie powinien zadebiutować, jednak jego rola najpewniej ograniczy się do minut w końcówkach rozstrzygniętych meczów.

Legia ma już w składzie 11 zawodników. Brakuje ostatniego zagranicznego wzmocnienia na obwód. W poprzednich tygodniach dało się usłyszeć o amerykańskim rozgrywającym, jak będzie naprawdę, to okaże się w kolejnych dniach.

Luis Montero – Anwil Włocławek

Włocławek nie doczekał się przedłużenia kontraktu z Ivanem Almeidą. W zaciszu klubowych gabinetów trwały poszukiwania jego zastępcy. Żeby nie ułatwiać sobie zdania, tak jak rok temu, Milicić rozłożył przed sobą wielką mapę, zawiązał przepaskę na oczach i zaczął się obracać. Kiedy asystent trenera, Marcin Woźniak, powiedział stop, Milicić wycelował długopis. Tym razem  padło na Dominikanę.

Montero ma za sobą debiut na parkietach najlepszej ligi świata. Rozegrał w sumie tylko 14 spotkań (dla Blazers i Pistons), ale zdjęcie z Andre Drummondem zdążył wrzucić. Większość swojej jeszcze niezbyt długiej kariery (25 lat) spędził na zapleczu NBA. Próbował także swoich sił w ligach letnich NBA (Portland, Sacramento, Dallas) i grał w reprezentacji swojego kraju. Ostatni sezon to gra w G League dla Grand Rapids Drive oraz Reno Bighorns i średnie na poziomie 10.5 pkt., 6.9 zb. i 2.4 ast.

Nie da się mówić o nowym nabytku Anwilu bez odniesienia się do postaci Ivana Almeidy. To w jego buty będzie musiał wejść i to do niego będzie porównywany przez kibiców. Zaczynając od samej postury, to są niemal identyczni. Dominikańczyk jest ciut większy, ale także szczupły i podobnej karnacji. Tak samo jak Alemida lubi nosić krótsze spodenki, by podkreślić długość swoich dolnych odnóży. Co do koszykarskich aspektów to na pewno Kabowerdeńczyk był dużo bardziej efektowny. Nie przepuszczał okazji na załadowanie z góry, czy posłanie piłki w drugi rząd trybun po bloku na drugim piętrze. Montero wydaje się być lepszym shooterem, graczem bazującym bardziej na umiejętności czytania gry i boiskowym IQ niż atletyzmie. Dużo na boisku widzi, umie odegrać, a także mocno pomaga na zbiórce.

Anwil skompletował już zestaw gracz na pozycje 2 i 3. W wyjściowym ustawieniu pewnie zobaczymy Michalaka z Montero, choć Igor Milicić przyzwyczaił do sporej rotacji. Transfer Dominikańczyka dodaje na obwód Anwilu rozmiaru, zasięgu ramion, które są niezbędne w preferowanej przez Chorwata obronie. W ataku możliwe, że będzie wolnym elektronem. Zawodnikiem z piłką w rękach lub czekającym na podanie, rozgrywającym akcje dwójkowe i kończącym szybkie ataki. Wachlarz możliwości nowego nabytku rottweilerów jest naprawdę duży. To typ gracza, który u MIlicicia w poprzednich sezonach był gwiazdą i tego też należy się teraz spodziewać.

Podpis Montero to jednak nie tylko ochy i achy, ale także wątpliwości. Pierwszy sezon w Europie, od razu w BCL i w drużynie grającej skomplikowany taktycznie basket. To spore wyzwanie dla Luisa, ale też i ogromna szansa na bilet do wielkiej koszykówki. Jego poprzednik taki bilet dostał i to w pierwszej klasie.

Anthony Hickey – Spójnia Stargard

Powrót do PLK. Amerykański rozgrywający Anthony Hickey podpisał kontrakt z beniaminkiem Energa Basket Ligi.

Amerykanina możemy pamiętać z polskich parkietów, grał dla Asseco Gdynia w sezonie 2015/16. Dzielił jeszcze wtedy szatnie z dzisiejszym trenrem Arki, Przemysławem Frasunkiewiczem, czy Filipem Matczakiem. Hickey zakończył polską przygodę statystykami na poziomie 14 punktów, niecałych 3 asyst, 3,5 zbiórki w 31 minut gry. Ostatni sezon to gra na Cyprze dla Enosis Neon Paralimni i linijka na poziomie 19 punktów, 5 zbiórek i 4,5 asysty w 35 minut gry. Liga raczej nie z tych wymagających (do polski przychodził stamtąd np. Toney McCray), ale statystyki na tak dominującym poziomie świadczą, że Hickey utrzymuje dobrą dyspozycje. Odwiecznym kłopotem w jego przypadku był rzut za 3 punkty, który plasuje się gdzieś w okolicach 30%, jednak braki dystansowe nadrabia szybkością, która pozwala na ekspresowe mijanie rywali.

W jednym tygodniu udało się włodarzom ze Stargardu sprowadzić trzech Amerykanów. Dwaj podkoszowi dopiero zadebiutują w Europie, natomiast Hickey to zawodnik mimo młodego wieku już ograny. Sprawdził się w PLK, grał w Grecji, błyszczał na Cyprze, nic nie stoi na przeszkodzie by znów czarował na polskich parkietach. Amerykanin to naturalny kandydat na lidera drużyny, gracza na 14 punktów, 6 asyst i 4 zbiórki w meczu.

Pozycja nr 1 w Spójni zabezpieczona. Za Hickeyem będzie grał Bręk, który wraca do PLK po sezonie rozłąki. To solidny zestaw jak na beniaminka, szczególnie postać dopiero co podpisanego Amerykanina powinna dać wiele dobrego drużynie.

Spójnia jest na finiszu kompletowania drużyny. Transfery zrobione w tym tygodniu mogą się podobać. To, że Hickey będzie dobry to wiemy, dużo ciekawszą sprawą jest postawa dwójki graczy podkoszowych zza oceanu.

Sam Dower – MKS Dąbrowa Górnicza

Środkowy znany z występów w PLK ponownie związał swój los z klubem z Dąbrowy Górniczej. 27-letni Sam Dower został graczem MKSu.

Dower ma 206 centymetrów wzrostu i występuje na pozycji centra. MKS sięgnął po niego w 2015 roku, a Amerykanin rozegrał dla klubu 19 spotkań. Kontuzja kolana wykluczyła go z dalszej części sezonu. Dower przedłużył kontrakt z Dąbrową, jednak w momencie, gdy miał się stawić przed sezonem okazało się, że nie jest nadal zdrowy. Od tego czasy Amerykanin leczył się i dochodził do pełni sprawności. Statystyki z sezonu w Polsce to 13 punktów i 6 zbiórek w 25 minut gry.

Dower to gracz, który nie tylko przebywa w bezpośrednim sąsiedztwie obręczy, ale także umie przymierzyć zza łuku. Sezon 2015/16 zakończył z wynikiem 38 %, co jak na gracza wysokiego jest bardzo dobry, wynikiem. Jeśli będzie zdrowy powinien być solidnym dodatkiem do drużyny. Dobrze zbierający, wszechstronny w ataku zawodnik to zawsze ogromna wartość dla każdego klubu.

MKS z mozołem kompletuje drużynę. Jest jeszcze sporo braków, a i w portfelu znalazłoby się parę dziur. Spore wyzwanie przed włodarzami klubu, ale i przed Jackiem Winnickim, by zbudować drużynę, która pozwoli na efektywną walkę w PLK.

MKS ma problemy w księgowości. Wyroki BAT i zaległości wobec wielu zawodników wypłynęły na światło dzienne przed tegoroczną weryfikacją. Rzeczywiście, pieniędzy musi być niewiele skoro klub sięga po gracza, który ostatnio grał w koszykówkę w … 2016 roku. W styczniu 2016 roku. Dla przeciwników matematyki, to jest 2,5 roku temu.

Dojrzałe ogóry cz. IV

Dojrzałe ogóry cz. III

Dojrzałe ogóry cz. II

Dojrzałe ogóry cz. I

Dojrzałe ogóry cz. III

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK   21.07-27.07

Michał Kołodziej – Legia Warszawa

Kontynuacja współpracy, która po poprzednim sezonie wydawała się oczywista. Niemogący przebić się do rotacji w Asseco Michał Kołodziej spędził drugą połowę rundy zasadniczej w Warszawie i można zaryzykować tezę, że z miejsca stał się jej kluczowym Polakiem. W 14 spotkaniach 10 razy wychodził w pierwszej piątce, średnio na parkiecie przebywał 23 minuty, dokładał do tego 8 punktów i 2,5 zbiórki. Michał funkcjonował w ekipie Tane Spaseva jako rozciągająca grę czwórka, oddawał średnio na mecz ponad 4 trójki, co przy skuteczności ponad 40% jest wynikiem jak najbardziej zrozumiałym.

fot. Andrzej Romański/EBL

Legia w tym momencie na silnym skrzydle ma Kołodzieja i Linowskiego. Pomimo dobrej gry tego pierwszego spodziewam się jakiś wzmocnień. Może nie konkretnie na czwórce, ale sądzę, że któryś z nowych nabytków stołecznego klubu będzie z opcją paru minut na PF. W przypadku ściągnięcia do Warszawy Kowalczyka i Karolka, Legia nie będzie musiała grać w pierwszej piątce ani Linowskim, ani Kołodziejem, co tym bardziej skłania mnie do wniosku, że w roli startera na czwórce zobaczymy jakąś nową twarz.

Myles Mack – GTK Gliwice

25-letni, filigranowy (175 cm) rozgrywający poprowadzi grę GTK w przyszłym sezonie. Mack nie jest dla PLK anonimem, w poprzednich rozgrywkach występował w PGE Turowie Zgorzelec, niestety dla niego tylko przez 8 spotkań. Paskudna kontuzja zerwania ścięgna Achillesa zakończyła przedwcześnie sezon Amerykanina. W barwach przygranicznej drużyny na boisku spędzał średnio 18 minut, zdobywając w tym czasie nieco ponad 8 punktów i rozdając 4 asysty.

Mack wpisuje się charakterystyką gry w model czarnoskórego rozgrywającego. Szybki, odważny na koźle, dobrze czujący się w grze 1 na 1. Pomimo małych rozmiarów Myles chętnie atakuje kosz, mija rywali i sprowadza na siebie pomoc tworząc okazje do odrzutu piłki na obwód. Dobra skuteczność za 3 punkty ( 36,4% w 2017/18 i 42,4% w 2016/17) sprawia, że nie można go lekceważyć w odległości 6,75 metra od obręczy.

Dla Amerykanina najprawdopodobniej przewidziana jest wiodąca rola w zespole z Gliwic. Mack w podobny sposób jak rok temu Hooker będzie odpowiadał za grę drużyny po atakowanej stronie boiska. Czy jest lepszym zawodnikiem niż swój poprzednik? Chyba nie. Ale nie mam nic przeciwko by się mile zaskoczyć.

GTK konsekwentnie kompletuje drużynę na kolejne ligowe rozgrywki, pozostały do uzupełnienia przede wszystkim pozycje podkoszowe. Zawodnicy. którzy trafią do Gliwic jeszcze tego lata powinni być realnym wzmocnieniem ekipy trenera Turkiewicza, bo w innym wypadku szorowanie po dnie PLK może być poważnym zagrożeniem.

Łukasz Ratajczak – AZS Koszalin

Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Zamienił AZS Kiwilsze na Ratajczaka.

Łukasz Ratajczak nowym nabytkiem Akademików. W poprzednim sezonie pełnił rolę rezerwowego centra w zespole z Gliwic. Jego średnie to 4,7 punktu i 2,9 zbiórki w nieco ponad 12 minut spędzanych na parkiecie.

Po raz kolejny na ekranie monitora, czy telefonu wyświetla nam się dowód na to, jak biedny jest rynek paszportowy. AZS rotację Polakami ratować będzie 32-latkiem, który poziomem do PLK po prostu nie pasuje. Być może Szymon Kiwilsza nie chciał już dalej grać w Koszalinie, ale jeśli chciał, to tym bardziej decyzja AZS wydaje się być absurdalna. Drużyny końca tabeli lub te szukające oszczędności wyjątkowo w to lato sprowadzają do swoich drużyny młodych zawodników, często takich, którzy nie mieli szansy na granie w innych zespołach. Nie ma co się oszukiwać, że koszalinianie kolejny rok nie będą grali o nic więcej jak utrzymanie. To idealna okazja do przeprowadzenia zmian w sposobie budowania składu, tak jak w Krośnie, czy warszawskiej Legii. Oprócz Marka Zywerta postawiono jednak na Polaków doświadczonych lub bardzo doświadczonych, by nie powiedzieć starych. A szkoda, ciężko o lepsze warunki do grania dla młodych graczy niż drużyna bez większej presji walcząca z najlepszymi na rodzimym podwórku. Może to kwestia historii i tej całej otoczki jaka jest wokół AZS, bo ostatnie lata niestety nie dały powodów, by traktować Koszalin jako ciekawe miejsce do grania.

Czy jest drużyna z mniej ciekawym frontcourtem w PLK?!

Dawid Sączewski – Legia Warszawa

Tane Spasev wysoko ceni sobie pracę w młodymi koszykarzami, dlatego tegoroczna Legia będzie oparta w dużej mierze o Polaków raczkujących w PLK lub takich, którzy jeszcze nie pokazali najlepszej wersji siebie na ligowych parkietach. Do składu dołącza Dawid Sączewski, zawodnik totalnie spoza radaru kibiców Energa Basket Ligi. Sączewski to gracz obwodowy (190 cm), najczęściej grający jako rozgrywający. 19-latek do 2015 występował w Gdyński klubach młodzieżowych (Start i Asseco) oraz w II lidze. Po tym okresie wyjechał do Stanów Zjednoczonych by grać i uczyć się w Mountain Mission School. Teraz wraca do Polski i spróbuje swoich sił w PLK.

Cullen Neal – Rosa Radom

Cullen Neal to nowy nabytek Rosy, który dopiero będzie debiutował w zawodowej koszykówce. Rookie Rooki z Radomia występował do tej pory w barwach aż (!) trzech uniwersytetów w akademickiej lidze NCAA. W swojej karierze miał okazje grać w zespołach, które coś znaczą na uczelnianej mapie Stanów Zjednoczonych. Najwięcej z gry Neal miał występując w sezonie 2015/16 w New Mexico, 30 minut średnio na parkiecie, 12 punktów. Późniejsze przenosiny kolejno do Ole Miss i Saint Mary’s to regres minutowy i to znaczny, bo w zeszłym roku na parkiecie spędzał tylko 13 minut na mecz. Amerykanin to typowy shooter i taka też rola prawdopodobnie czeka na niego w Radomiu. Przez ostatnie lata oddawał w meczach więcej rzutów za 3 niż za 2, co potwierdza tylko charakterystykę tego zawodnika. Oficjalna strona Rosy przedstawia Neala jako zawodnika mogącego grać na pozycji rozgrywającego. Jednak przy posiadaniu w składzie Obiego, nie spodziewałbym się częstego kreowania akcji ze strony najnowszego nabytku.

Jedno jest pewne, długością, a raczej krótkością spodenek będzie w top ligi.

Rosa skompletowała już zestaw zawodników na pozycjach 1-2. Amerykanie Trotter i Neal uzupełnieni Polakami wyglądają na zestaw solidny, raczej nie jakoś mocno odstający od zeszłorocznego. Większa rola Zegzuły kosztem minut Szymkiewicza to nie jest wielka tragedia, znakiem zapytania jest oczywiście Neal i to, jak się odnajdzie w Europie. Biali strzelcy obwodowi za często furory nie robili na naszych parkietach, z drugiej strony Rosa potrafi wynajdować graczy akurat na tę pozycję. Pytanie ile w tym było magii Kamyka, a ile scautingowego nosa włodarzy klubu. Harris, Bell, Punter, nawet English, czy za rok dorzucimy tu Neala?

Aaron Cel – Polski Cukier Toruń (2+1)

Pierwsza bitwa w kujawsko-pomorskim wygrana przez Twarde Pierniki. PCT 1, Anwil 0. Nie ukrywam, że Celodrama była jakoś wyjątkowo męcząca tego lata. Anwil, Toruń, Anwil, Toruń, Włocławek, Cukier, znowu Anwil, Pierniki i tak w kółko, dzień w dzień. Niby tylko niecałe 50km odległości między tymi miastami, ale Aaron Cel przemieszczał się z nadświetlną prędkością od jednego do drugiego. W końcu wybrał, być może zawierzył swój los żetonom w jednym z kasyn w Las Vegas, być może to była gra na zwłokę i podbijanie ceny.

Odejmując już całą tę otoczkę przy podpisie, Cel to czołowa czwórka z polskim paszportem. Gracz, który wiele ostatnich meczów w reprezentacji rozpoczynał w pierwszej piątce. Aaron jest graczem o wielu zaletach, pewny rzut za 3 punkty (37,5%), boiskowa inteligencja i doświadczenie.

Fizycznie czasem odstaje od rywali, co rodzi problemu na desce, jednak jak na PLK to bilans plusów i minusów w jego przypadku wypada wyjątkowo pozytywnie. Na korzyść reprezentanta Polski działa fakt, że obok siebie pod koszem będzie miał Szejka Mbodja, który w defensywie i na zbiórce jest w stanie trochę przykryć niektóre mankamenty Cela. W Toruniu nie będzie pierwszą opcją ofensywną, co myślę, że mu odpowiada. Kiedy ciężar liderowania przejmie ktoś z innych zawodników, Aaron będzie mógł być zabójczo skuteczny i efektywny działając na drugim planie.

Dla Torunian to ruch jeśli chodzi o paszport raczej nie z tych koniecznych. Jednak postrzeganie Cela tylko i wyłącznie jako limitowca jest bardzo krzywdzące. To gracz dający ogromną jakość, który występowałby w pierwszej piątce każdego klubu w PLK (no może oprócz Stelmetu). Co jeszcze istotniejsze, Polski Cukier tym podpisem zapobiegł wzmocnieniu się lokalnego rywala – Anwilu. PCT razem ze Stelmetem kolejny rok dysponować będą najmocniejszym polskim rosterem w lidze. Inną sprawą jest, czy pozostawienie prawie całego zespołu  i wymiana tylko dwóch gwiazd spowoduje poprawę wyniku na koniec sezonu. O ponowne wejście do finału będzie z pewnością ciężko, ale w Toruniu, sądząc po ruchach w to lato, wierzą w swoją drużynę w takim kształcie, w jakim występuje od dwóch sezonów.

 Ben Richardson – MKS Dąbrowa Górnicza

Uczestnik ostatniego Final Four akademickiej ligi NCAA, Ben Richardson, zagra w przyszłym sezonie w MKSie Dąbrowa Górnicza. Loyola Chicago, uczelnia, na której występował przez ostatnie 4 lata to kopciuszek tegorocznego turnieju ligi uniwersyteckiej. Nikt nie stawiał na Loyolę w najlepszej czwórce, mimo tego drużyna nowego nabytku MKSu przedarła się do tego elitarnego grona przy dużym wkładzie Bena. Zaliczył swój rekord punktowy w meczu z Kansas State trafiając 6 razy za 3 punkty. W całej karierze uniwersyteckiej dał się poznać jako bardzo dobry dystansowy strzelec (>40% od 3 sezonów). Na parkiecie przybywał sporo (31 minut w poprzednim sezonie), przez ostatnie 2 sezony tylko raz nie wyszedł w pierwszej piątce.

Richardson to przede wszystkim dobry obrońca i shooter. Skuteczność z jaką dziurawił kosz zza łuku imponuje, gorzej z rzutami za dwa, które wpadały do kosza na podobnym procencie co te z dystansu. Ze wszystkich amerykańskich białych dwójek zatrudnionych w ostatnich latach w PLK, absolwent Loyola wygląda zdecydowanie najciekawiej.

Zobaczymy, w jakiej roli obsadzi go trener Winnicki. Wydaje się, że Richardson powinien być starterem, graczem czekającym za linią rzutów za 3 punkty na odrzucenia od partnerów, dobrze czującym się w grze z kontrataku. Warty obserwacji będzie również po drugiej stronie parkietu, gdzie jest cenionym obrońcą. Grą w MKSie może otworzyć sobie drogę do ciekawej kariery europejskiej. W dzisiejszej koszykówce graczy o takiej charakterystyce poszukuje się wśród zawodników na jego pozycji praktycznie we wszystkich silnych ligach na starym kontynencie, jak i za oceanem.

Ben Emelogu – Asseco Gdynia

Wystarczyło, że trener Frasunkiewicz wrócił z U20 i karuzela transferowa ruszyła  w Gdyni na dobre. Asseco mając spokój z polską rotacją skierowało swoje poszukiwania na rynek zawodników zagranicznych. No i mamy kontrakt, a nawet dwa!

Pierwszy z dwójki Amerykanów, którzy dołączą do gdyńskiej ekipy to Benjamin Emelogu. 23-latek jest absolwentem uczelni SMU, dla której w poprzednim sezonie rozegrał 33 mecze, wszystkie w pierwszej piątce. Emelogu w swojej karierze w Mustangach miał okazję współpracować z legendarnym trenerem Larrym Brownem (m.in. mistrz NBA), a także dzielił jedną szatnie z Semim Ojeleye, aktualnie zawodnikiem Boston Celtics. W rozgrywkach 2017/18 Ben przebywał średnio na boisku 31,7 minut, zdobywał ponad 10 punktów i zbierał 5,5 piłki.

Emelogu mierzy 196 cm wzrostu i w taktyce Przemysława Frasunkiewicza będzie występował na pozycjach 2-3.  Jest dynamiczny, kończy sporo akcji z góry, ale potrafi również przymierzyć z dystansu (37% za 3). Ben wygląda na gracza bardzo wszechstronnego, który w każdej roli może się sprawdzić. Ma rozmiar, szybkość, atletyzm, wszystko co pozwala mu być dobrym obrońcą i sporą pomocą na tablicach.

Jeśli mielibyśmy zabawić się w baaaardzo wczesne typowanie, czy jasnowidztwo, to myślę, że Emelogu może być na koniec sezonu jednym z najbardziej wartościowych graczy ligi wchodzących z ławki.

Josh Bostic – Asseco Gdynia

Drugi z nabytków Arki również pochodzi zza oceanu, jednak ma sobą już całkiem bogatą karierę w Europie. Joshua Bostic, 31-letni niski skrzydłowy to z pewnością gracz, jakich chcemy oglądać w naszej lidze. Kandydat na gwiazdę i to jedną z największych. Nawet nie będąc kibicem Asseco ciężko jest się nie cieszyć z przyjścia do ligi takiego zawodnika.

Joshua w ostatnim sezonie występował w lidze włoskiej, w drużynie Banco di Sardegna Sassari oraz w lidze adriatyckiej i chorwackiej broniąc barw KK Zadar. W Lega A notował  prawie 14 punktów na mecz, w ABA blisko 20.  Na przestrzeni całego sezonu na parkiecie przebywał średnio 27,5, co świadczy o dużej roli jaką odgrywał w obu ekipach. Bostic umie na boisku dużo, bardzo dużo. Zdobywa punkty po koźle, spot up, wejściami na kosz, czy po pickach. Amerykanin w Gdyni będzie miał możliwość pokazać się w pierwszoplanowej roli w zespole grającym w EuroCup i o wysokie cele w PLK. To fenomenalna okazja do pokazania się w Europie i wywalczenia tłustego kontraktu na kolejny sezon.

Bostic to naturalny kandydat na lidera zespołu. Ma doświadczenie z wielu lig, również z rozgrywek europejskich. W porównaniu do Emelogu to właśnie doświadczenie wydaje się być nieocenionym dodatkiem do gdyńskiej drużyny. Ciężko wróżyć jakieś większe sukcesy Arki w Eurocup, ale w lidze, nawet jeśli kolejne podpisy będą tylko uzupełnieniami, może nieźle namieszać.

Już końcówka lipca, czekamy na zdjęcia wyrzeźbionych gdyńskich dzików zawodników z plaży. Frasunkiewicz sprowadza do drużyny bardzo dobrych atletów, a przy tym świetnie grających w koszykówkę. Nie znamy jeszcze finalnego kształtu Asseco, ale piątka jaką już w tym momencie może puścić na parkiet trener gdynian wygląda mocno – Szubarga, Garbacz (Emelogu), Bostic, nowy PF, Łapeta. W Zielonej Górze i kujawsko-pomorskim nerwowo przełknęli ślinę.

Jakub Karolak – Legia Warszawa

Po mniej znaczących transferach w Warszawie zarzucono w końcu wędkę na grubszą rybę. Podpis, o którym mówiło się już od miesiąca został wreszcie oficjalnie potwierdzony. Kuba Karolak zamienia sopocką morską bryzę na warszawski smog.

Karolak dwa ostatnie sezony spędził w Treflu, gdzie miał dość istotną rolę w polskiej rotacji. W poprzednich rozgrywkach na parkiecie przebywał średnio 24 minuty, dorzucał do tego 10,5 punktu. Kuba to gracz na pozycję 2-3, typ łowcy punktów ze stabilnym rzutem z dystansu (niecałe 40% za 3). Ma dopiero 25 lat, dopiero, bo w lidze oglądamy go już dość długo, najlepsze granie jeszcze przed nim. Legia to okazja na czołową rolę w zespole, szansa na pracę z Tane Spasevem, u którego łatwo o indywidualny postęp. Dobry sezon Karolaka to także może być solidny argument w wyścigu o zainteresowanie (przyszłego?) selekcjonera reprezentacji, który stanie przed zadaniem lekkiego wietrzenia szatni. Nazwisko Kuby pojawiało się już w kadrze B, czemu nie miałby być brany pod uwagę w przypadku szerokiej kadry A.

Legia jednym podpisem zapewniła sobie lepszą rotację Polakami w stosunku do poprzedniego sezonu. Karolak to gracz, który z pewnością zajmie miejsce w pierwszej piątce, da odpowiednią jakość, której tak bardzo brakowało w poprzednich rozgrywkach. Legioniści jak na razie konsekwentnie stawiają na młodzież lub graczy jeszcze w drodze na szczyt swoich umiejętności (wyjątek to Linowski). Po sparzeniu się poprzednim sezonem, strategia budowania składu w stolicy można oceniać jak na razie tylko dobrze lub nawet bardzo dobrze.

Oby wnioski w Legii rzeczywiście zostały wyciągnięte. Już jeden powód do wstydu warszawski kibic ma, ten na Łazienkowskiej.

Mateusz Kostrzewski – Anwil Włocławek

Najbardziej energetyczny zawodnik EBL. Król Backdooru.

Kostek zdecydował się na powrót do Włocławka, jednak raczej nie kierował się dobrymi wspomnieniami. Dziś zarówno Mateusz, jak i Anwil są w zupełnie innym miejscu, zdecydowaniem lepszym niż podczas pierwszej przygody razem.

Półtora roku spędzone w Stali, brązowy i srebrny medal, ale przede wszystkim bardzo dobra gra sprawiły, że Kostek postrzegany jest aktualnie jako Polak z najwyższej półki na naszym podwórku. Poprzedni sezon w Ostrowie zakończył ze średnimi na poziomie 20 minut, 9 punktów i 3,7 zbiórki na mecz. Emil Rajković używał go zarówno z ławki, jak i wystawiając w pierwszej piątce. Jego rola z kolejnymi miesiącami rosła, by w półfinałach być liderem drużyny, 15,24,20,20 punktów w kolejnych spotkaniach z Polskim Cukrem Toruń. Finały też może uznać za udane, był obok Adama Łapety wyróżniającą się postacią w polskiej rotacji wicemistrza.  Świetny sezon wywołał zamieszanie wokół Mateusza w kontekście reprezentacji, jednak na jego pozycji konkurencja w kadrze jest niezwykle mocna.

Anwil nieco (bardzo) zmuszony sytuacją na rynku sięga po Kostrzewskiego, mozolnie kompletując polską rotację. Kostek to gracz spokojnie mogący grać 20+ minut. Ustawiany na niskim skrzydle, ale i w niższych ustawieniach może powalczyć z czwórkami przeciwnika. Podpisanie srebrnego medalisty oznacza też prawdopodobnie komfort posiadania na boisku cały czas jednego Polaka z grupy wingmanów. Spodziewam się wymiennej gry Kostka z Zyziem, zawodników profilem koszykarskim trochę zbliżonych do siebie. Podpis Kostrzewskiego w mojej ocenie wymusza zakontraktowanie gracza na pozycję nr 4 dobrze rzucającego za 3, rekompensującego braki w tym względzie Mateusza (poniżej 30%).

We Włocławku Kostrzewski razem z Zyzkowskim stworzą niesamowity duet zawodników trafiających rzuty z dudziwne. Dokładającego do tego Josipa Sobina, Anwil już w tej chwili może odbierać Mistrzostwo Polski za ilość celnych floaterów w sezonie 2018/19.

Tim Williams – Miasto Szkła Krosno

Absolwent uczelni New Mexico zasili szeregi drużyny z Podkarpacia. To będzie jego drugi sezon na europejskich parkietach, pierwszy spędził w Finlandii, występując w dwóch drużynach. Williams to 24-latek, więc średnia wieku ekipy z Krosna nadal utrzymuje się na niskim poziomie.

Tim to gracz na grający na czwórce z ewentualną możliwością gry na obu pozycjach podkoszowych. Mierzy 203 cm, operuje wyłącznie blisko kosza. W zeszłym sezonie oddał tylko 12 rzutów za 3 punkty, żadnego nie trafił. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 26 minut, 14 punktów i 6 zbiórek. Miał okazję nawet posmakować gry w europejskich pucharach, razem z  zespołem Joensuun Kataja występował w Fiba Europe Cup. Williams wygląda na gracza dynamicznego, silnego skrzydłowego w starym stylu, grającego do kosza, szukającego punktów bliżej obręczy.

Dla Miasta Szkła transfer ten oznacza wzmocnienie strefy podkoszowej. Wiemy, że portfel w Krośnie nie jest zbyt gruby, więc ściąganie graczy z takich lig jak fińska wydaje się być dobrym posunięciem. Williams prawdopodobnie będzie jednym z punktowych liderów drużyny, przypadną mu spore minuty w ekipie trenera Niedbalskiego. Pozycję silnego skrzydłowego będzie dzielił z Filipem Putem, jednak nie zdziwi mnie jednoczesna gra tych zawodników obok siebie na parkiecie. Put jest silny, Williams na takiego też się wydaję, wymienność pozycji w defensywie w ustawieniu na dwóch nominalnych PFów może być sporym atutem.

Miasto Szkła Krosno z ogromną konsekwencja zatrudnia graczy stosunkowo młodych, głodnych gry i chętnych do pracy i rozwoju. Oceniając siłę tego zespołu na papierze, spekulując, jak może liga wyglądać, to drużyna z Podkarpacia wygląda na jedną z potencjalnych czerwonych latarni naszej ligi. Wielki sprawdzian przed Mariuszem Niedbalskim, albo z takim zestawem zawodników wykręci wynik ponad stan (np. będzie nad AZSem czy GTK w tabeli) albo zaprzepaści być może ostatnią szansę zaistnienia na ławce trenerskiej w PLK.

Pełne składy drużyn PLK

Dojrzałe ogóry cz. I

Dojrzałe ogóry cz. II

Krajobraz PLK

Andrzej Romański/Energa Basket Liga.

Zestawienie aktualnych składów drużyn PLK. Zawodnicy zostali umownie przypisani do pozycji, na których najczęściej występują lub będą występować.

Poniższe podsumowanie zawiera tylko i wyłącznie zawodników i trenerów oficjalnie potwierdzonych. Gracze  i trenerzy zapisani przy użyciu pogrubienia zostali ogłoszeni przez swoje kluby tego lata.

Do drzewek!

Anwil Włocławek 

PG Kamil Łączyński, Vladimir Mihailović, Igor Wadowski
SG Michał Michalak, Jarosław Zyskowski
SF Mateusz Kostrzewski, Chase Simon
PF Nikola MarkovićWalerij Lichodej, Rafał Komenda
C Josip Sobin, Jakub Parzeński, Szymon Szewczyk
Trener Igor Milicić

BM Slam Stal Ostów Wielkopolski

PG  Mike Scott, Daniel Szymkiewicz
SG  Michał Chyliński,  Przemysław Żołnierewicz
SF Blake Hamilton, Łukasz Majewski
PF  Witalij Kowalenko, Michał Nowakowski
C  Shawn King, Danilo Tasic
Trener Wojciech Kamiński

Polski Cukier Toruń

PG Robert Lowery, Tomasz Śnieg
SG Łukasz Wiśniewski
SF Bartosz Diduszko, Karol Gruszecki
PF Aaron Cel, Aleksander Perka
C Przemysław Karnowski, Cheikh Mbodj, Krzysztof Sulima
Trener Dejan Mihevc

Stelmet Enea BC Zielona Góra

PG Łukasz Koszarek, Markel Starks, Kacper Traczyk
SG Filip Matczak, Gabe DeVoe, Kacper Mąkowski
SF Michał Sokołowski, Przemysław Zamojski
PF Żeljko Sakić, Boris Savović, Jarosław Mokros
C Darko Planinić, Adam Hrycaniuk
Trener Igor Jovović

Rosa Radom

PG Obie Trotter, Filip Zegzuła,
SG Marcin Piechowicz, Cullen Neal, Mateusz Szczypiński
SF Artur Mielczarek
PF Daniel Wall, Szymon Szymański, Łukasz Bonarek
C Hanner Mosquera-Perea, Wojciech Wątroba
Trener Robert Witka

MKS Dąbrowa Górnicza

PG Trey Davis, Jakub Kobel
SG Ben Richardson
SF Bartłomiej Wołoszyn, Mateusz Zębski
PF Michał Gabiński, Mathieu Wojciechowski, Cleveland Melvin
C Szymon Łukasiak
Trener Jacek Winnicki

King Szczecin

PG Kaspars Vecvagars, Jakub Schenk, Maciej Majcherek
SG Martynas Paliukenas, Dominik Wilczek
SF Paweł Kikowski, Tauras Jogela
PF Łukasz Diduszko, Mateusz Bartosz
C Darrell Harris, Martynas Sajus
Trener Mindaugas Budzinauksas

TBV Start Lublin

PG James Washington, Michael Gospodarek, Bartłomiej Pelczar
SG Earvin Morris, Mateusz Dziemba
SF Marcin Dutkiewicz, Wojciech Czerlonko
PF Uros Mirković, Kacper Borowski, Paweł Kowalski
C Devonte Upson, Roman Szymański
Trener David Dedek

Trefl Sopot

PG Ian Baker, Łukasz Kolenda
SG Vernon Taylor, Piotr Śmigielski, Sebastian Walda
SF Damian Jeszke, Michał Kolenda, Patryk Pułkotycki
PF Paweł Leończyk, Grzegorz Kulka
C Milan Milovanović, Jakub Motylewski
Trener Marcin Kloziński

Asseco Gdynia

PG Krzysztof Szubarga, James Florence,
SG Deividas Dulkys, Marcel Ponitka,
SF Joshua Bostic, Jakub Garbacz, Karol Kamiński
PF Filip Dylewicz, Mikołaj Witliński
C Robert Upshaw, Adam Łapeta, Dariusz Wyka
Trener Przemysław Frasunkiewicz

Polpharma Starogard Gdański

PG Justin Bibbins, Paweł Dzierżak
SG Tre BusseyAleksaner Załucki
SF Thomas Davis, Daniel Gołębiowski, Filip Struski
PF Kacper Młynarski, 
C Brett Prahl, Adam Kemp
Trener Artur Gronek

AZS Koszalin

PG Aleksandar Radulović, Marek Zywert
SG Drew Brandon, Krzysztof Jakóbczyk, Bartosz Bochno
SF Alan Czujkowski, Maciej Kucharek
PF Grzegorz Surmacz, Dragoslav Papic
C Marko Tejić, Brandon Walters
Trener Dragan Nikolić

GTK Gliwice

PG Myles Mack, Mateusz Szlachetka
SG Riley LaChance, Piotr Robak, Kacper Radwański
SF Tanel Kurbas, Marek Piechowicz, Daniel Dawdo
PF Brian Dawkins, Szymon Kiwilsza
C Damonte Dodd, Dawid Słupiński
Trener Paweł Turkiewicz

Miasto Szkła Krosno

PG Jabarie Hinds, Grzegorz Grochowski
SG Charlie Westbrook, Paweł Krefft
SF Jordan Loveridge, Mihajlo Bogdanović, Maciej Bojanowski
PF Filip Put, Tim Williams, Damian Pogoda
C Adrian Bogucki
Trener Mariusz Niedbalski

Legia Warszawa

PG Sebastian Kowalczyk, Michał Kucharski, Dawid Sączewski
SG Mo Soluade, Roman Rubinshtein, Mariusz Konopatzki, Bobby Word
SF Omar Prewitt, Jakub Karolak
PF Michał Kołodziej, Keanu Pinder, Adam Linowski
C Ruslan Pateev, Patryk Nowerski
Trener Tane Spasev

KS Spójnia Stargard

PG Anthony Hickey, Dawid Bręk
SG Piotr Pamuła, Maciej Raczyński, Marcin Dymała
SF
PF Jalen Hayes, Hubert Pabian,  Wojciech Fraś
C Albert Owens, Nick Madray, Marcel Wilczek
Trener Krzysztof Koziorowicz

Dojrzałe ogóry cz. II

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK   14.07-20.07

Cheikh Mbodj – Polski Cukier Toruń

W sezonie 2018/19 bez zmian na pozycji centra w grodzie ojca Kopernika. Po udanej rundzie zasadniczej, jeszcze lepszych play offach zatrzymanie Mbodja można określić jako małe zwycięstwo Pierników. Senegalczyk to gwarancja energii pod koszem, straszenia blokiem i walki o zbiórki. Maj zeszłego roku pokazał, że Mbodj odpowiednio wykorzystany w ataku może przynieść drużynie wiele korzyści. Pomijając sposób w jaki był kryty w serii ze Stalą, udowodnił, że zna kilka lub kilkanaście sposobów na zdobywanie punktów. Jeszcze ważniejszą postacią był w defensywie, gdzie rozdawał średnio 1,5 bloku na mecz (3 wynik w lidze). Net rating Szejka z poprzedniego sezonu był na poziomie +20,9, co pokazuje, jak wiele korzyści miały Pierniki z jego obecności na parkiecie.

Torunianie rozpoczną sezon od eliminacji do Basketball Champions League. Stabilizacja składu i kontynuacja pomysłu trenera Mihevca może być sporym atutem szczególnie o tej porze roku. Kluczowym graczem, potrzebnym do realnej oceny możliwości Polskiego Cukru będzie rozgrywający, który zastąpi Coseya. Poprzednie lata wskazują, że możemy spodziewać się nowej gwiazdy ligi.

Darrell Harris – King Szczecin

Podpis gwarantujący bezpieczeństwo polskiej rotacji, co nie oznacza, że można wykreślić Kinga z grona drużyn starających się o zatrudnienie klasowego gracza miejscowego. Jednak presja już zeszła i kolejnego ruchu na rodzimym rynku spodziewałbym się tylko w przypadku dość sporej okazji. Kołobrzeżanin Dariusz rozegra swój 3 sezon w czerwono-niebieskich barwach. Amerykanin z polskim paszportem zakończył minione rozgrywki ze średnimi na poziomie 8 punktów i niespełna 7 zbiórek w 20 minut gry.

fot. Andrzej Romański/EBL

Kiedyś mówiło się o Harrisie w kontekście wzmocnienia każdej lub prawie każdej drużyny PLK. Aktualnie określić go można jako solidnego gracza w rotacji, dającego kilka punktów i zabezpieczającego zbiórkę, jednak już nie na tak dominującym poziomie, jak w przeszłości. W sezonie 2018/19 pozycję centra dzielił będzie ze znacznie lepszym zawodnikiem niż gracze biegający w koszulce Kinga w poprzednich rozgrywkach, których nazwisk już nawet nie pamiętam.

Jak na razie w Szczecinie zdecydowano się na zatrzymanie graczy sprawdzonych w taktyce trenera Metaxy z poprzedniego sezonu. Wymieniono Kowalczyka na Schenka oraz dołożono starego znajomego Budzinauskasa – Sajusa. Już w tym momencie King to drużyna gwarantująca określony, z pewnością play offowy poziom. Pozostaje czekać na zawodników uzupełniających rotację obwodową, którzy pokażą jakie oczekiwania będziemy mogli mieć względem Kinga przed nadchodzącym sezonem. Przy problemach w Ostrowie, mniejszym budżecie w Radomiu, Wilki mogą po cichu zrobić lepszy wynik niż rok temu (nie, nie zapominam o Asseco).

Adam Linowski – Legia Warszawa

Adam Linowski to prawdopodobnie jeden z dwóch graczy (oprócz Michała Kołodzieja), którzy ostaną się w składzie po dramatycznym sezonie 2017/18. Linowski w Legii grał zarówno w II lidze, I, jak i w ekstraklasie. Nigdy nie pełnił roli lidera drużyny, czy postaci wiodącej. Raczej był i jest zawodnikiem uzupełniającym skład, z którego trener przeważnie korzysta z ławki.

Ciężko sobie wyobrazić by w sezonie 2018/19 Linowski odgrywał dużą rolę w zespole ze stolicy. Podpis raczej zabezpieczający rotację Polakami, która została już i tak wzmocniona w porównaniu do poprzednich rozgrywek w sposób kolosalny (potwierdzenia podpisów zapewne wkrótce). Jestem ciekawy, jakich zawodników zagranicznych dobierze Tane Spasev. Dokładając graczy chociażby na poziomie Beane’a, czy Mickelsona, Legia może realnie zacząć myśleć o dużym skoku w górę ligowej tabeli.

Michał Sokołowski – Stelmet Enea BC Zielona Góra (2 lata)

Marzenie Janusza Jasińskiego o sprowadzeniu do Zielonej Góry Michał Sokołowskiego spełniło się. Prawdziwy hit transferowy w PLK. Stelmet zdejmuje z rynku najlepszego Polaka w lidze w ostatnich latach i jedną z największych jej gwiazd. Sokołowski to gracz, w którym można z pewnością upatrywać lidera zespołu, gracza na lata, który najlepszy okres w karierze ma dopiero przed sobą.

Dla samego Sokołowskiego to krok w przód. Może nie taki jak wielu by chciało, czyli wyjazd za granicę, ale jednak. Przejście do największego klubu ostatnich lat w Polsce, z ambicjami na wywalczenie mistrzostwa i grę w VTB to na pewno awans sportowy w stosunku do Rosy Radom. Rosa dała mu wiele, trener Kamiński przekazał drużynę w jego ręce, ale ciężko nie odnieść wrażenia, że od pewnego czasu, Radom był dla Sokoła za mały. Z roku na rok poprawia swoje umiejętności, obrońcą już od dawna był więcej jak dobrym. Do gry w ataku opartej na energii, atakowaniu kosza, wykorzystywaniu ponadprzeciętnego atletyzmu, dołożył trójkę na poziomie 40%. W minionych rozgrywkach w 32 minuty spędzane średnio na parkiecie notował 13,8 punktu, 5,5 zbiórki i blisko 4 asysty.

Stelmet konsekwentnie realizuje założony na ten sezon ogórkowy plan. Uzupełnia skład graczami młodszymi niż przed rokiem, którzy nie mają w swoim CV wielu drużynowych sukcesów. Sokołowski do tej pory w Rosie był graczem, który dużo kreował na piłce, asystował i zdobywał punkty rzutami po koźle, czy po wejściach na kosz. W efektywnym funkcjonowaniu w taktyce Stelmetu na pewno pomoże ostatnio poprawiony rzut i dobre czytanie gry, jakim charakteryzuje się reprezentant Polski. Patrząc tylko na aspekt sportowy, transfer świetny, ale biorąc pod uwagę ostatnią burzę wokół finansów 4-krotnego Mistrza Polski, ruch kontrowersyjny. Nie trudno jest się domyślić, że żeby przekonać Michała do pozostania na parkietach PLK trzeba było położyć na stole pękaty worek z dolarami. Czy Stelmet stać, to wiedzą tylko ludzie pracujący w klubie. Chciałbym tylko więcej nie oglądać wylewającego się smrodu na Twitterze. Nie służy to nikomu, lidze, Stelmetowi, JJowi i samym zawodnikom.

Oby, z punktu widzenia Stelmetu, Sokół ubrany na zielono swoją grą i postawą bardziej przypominał Ponitkę, niż tak ostatnio wałkowanego Gruszeckiego.

Szymon Kiwilsza – GTK Gliwice

Dla młodego wciąż Kiwilszy (20 lat) GTK będzie drugim klubem w PLK. Poprzedni sezon spędzony w AZS Koszalin można potraktować jako przetarcie ekstraklasowe. Szymon przebywał na parkiecie średnio 14,5 minuty, zdobywał niecałe 4 punkty i zbierał 2,8 piłek. Kiwilsza jest graczem podkoszowym, nieco zawieszonym między obiema pozycjami. Za niski by skutecznie walczyć przeciwko większym centrom, za słabo rzuca i jest mało mobilny by być czwórką.

W GTK rywalizować będzie o minuty z graczami polskimi, którzy jakoś bardzo poziomem, ponad niego nie wystają. Kolejny sezon na parkietach PLK, lepszy trener (przynajmniej na starcie rozgrywek) to dobra okazja do rozwoju 20-latka wciąż chyba określanego mianem perspektywicznego.

Ciężko jest napisać coś więcej.

Wojciech Kamiński – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Stal rozpoczęła budowę drużyny na następny sezon. Kierownikiem będzie doświadczony już inżynier, sprawdzony na ławce trenerskiej w PLK, Wojciech Kamiński. Kamyk pokazał w poprzednich latach, że za nieco mniejszy budżet potrafi zmontować ciekawą ekipę, że ma nosa do najemników szukających fuchy w naszej lidze. Stal borykająca się z wszystkim nam dobrze znanymi problemami, potrzebuje fachowca, który ma pomysł i wiedzę, który coś wyczaruje nawet wtedy, gdy materiał nie jest najlepszej jakości. Dla trenera Kamińskiego to idealna okazja do sprawdzenia się w wymagających warunkach. Już na start duże wyzwanie – wybór podwykonawców na przyszły sezon. Ostrowianie będą musieli załatać dziurę po Adamie Łapecie, podporze tej drużyny. Ze srebrnego składu stracili już większość Polaków – Surmacza, Łukasiaka, nic nie wskazuje na to, że Mateusz Kostrzewski zostanie w klubie. Czas goni, a rąk do pracy na rynku ubywa…

Stali życzymy powodzenia w budowie. Każdej.

fot. bmslamstal.pl

Odejście Michała Sokołowskiego, prawdopodobnie także Daniela Szymkiewicza, pozwolenie na przejście do innego klubu trenerowi Kamińskiemu to koniec pewnej epoki w Radomiu. Okresu, który zapisał się z dobrej strony na kartach historii tamtejszego klubu. Coś się już jednak wypaliło. Przyszedł czas na zmiany, zarówno dla trenera, tak i dla Rosy, którą obejmie kończący karierę…

Robert Witka – Rosa Radom

Po 6 latach panowania Wojciecha Kamińskiego na radomskim tronie nastąpi przekazanie berła. Robert Witka prosto z dresu meczowego przebiera się w koszule i będzie w najbliższym sezonie odpowiedzialny za prowadzenie Rosy w PLK i eliminacjach (póki co) do FIBA Europe Cup.

fot. Fiołek.art/ Rosa

Rosa jest klubem, który przywiązuje się do ludzi, stawia na swoich, bazuje na długoletniej współpracy. Wzorem klubów zachodnich niektórzy zawodnicy kończący karierę zostają w Radomiu by pełnić różne funkcje wokół klubu. Piotr Kardaś to ostatani przykład, teraz do tego grona dołącza kończący karierę koszykarską Witka. Plan na taką zmianę na krzesełku pierwszego szkoleniowca był od dłuższego czasu, sam Robert nie grając końcówki sezonu z uwagi na uraz mógł się przygotowywać do nowego wyzwania.

Jedyne co można powiedzieć o Witce – trenerze, to to, że wydaje się być gościem opanowanym, spokojnie reagującym na wydarzenia boiskowe. Po czasem dość impulsywnym Kamyku, Robert Witka będzie sporą odmianą jeśli chodzi o prowadzenie drużyny w trakcie spotkań. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Niższy budżet w Radomiu, a co za tym idzie słabsi zawodnicy. Odejście kluczowych Polaków i gwiazdy zespołu. Rosa z zespołu celującego w Top4 staje się drużyną jedną z wielu walczących o Play off. Jak na start kariery trenerskiej to trzeba przyznać, że wyzwanie dość spore. Sprostać oczekiwaniom, nawiązać do poprzednich dobrych lat będzie niezwykle ciężko.

Good Luck!

Grzegorz Grochowski – Miasto Szkła Krosno

25-letni rozgrywający w sezonie 2018/19, tak jak w poprzednim, będzie bronił barw Miasta Szkła Krosna. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 3,7 punktu  i 3,3 asysty w 20 minut gry. Sezon niezbyt udany, Groszek wciąż nie przebił się do roli pierwszoplanowej w zespole. Problemy wynikające z braku centymetrów i słabej skuteczności za 3 punkty (28% w poprzednim sezonie) powodują, że w ofensywnej taktyce zespołu jest opcją jedną z ostatnich.

W Krośnie na dzień dzisiejszy Polakami do pierwszej piątki najprawdopodobniej byliby Put i właśnie Grochowski. Zobaczymy, jakich zawodników uda się podpisać w najbliższym czasie. Czy środki finansowe zostaną zainwestowane w graczy zagranicznych, których zadaniem będzie pociągnięcie drużyny do góry, czy do aktualnego zestawu paszportowego dojdzie jeszcze jeden gracz, najpewniej uzupełniający wyjściowe ustawienie. Czekamy.

Jakub Parzeński – Anwil Włocławek (2 lata)

Wreszcie choć na chwilę F5 zaznał spokoju, choć na dzień, na parę godzin. Włocławek doczekał się transferu, Jakub Parzeński zawodnikiem rottweilerów. Wszyscy wiedzą, niektórzy skrzętnie wykorzystują, desperacja Anwilu związaną z pozyskiwaniem paszportów na przyszły sezon z każdym podpisem w innym klubie rośnie. Włocławianom udało się pozyskać back up dla Josipa Sobina przy okazji dodając tak potrzebnego, jak opcja banowania na Twitterze Polaka.

Parzyk to gracz, który ma potencjał do tego, aby sprawdzić się w roli rezerwowego w klubie grającym o najwyższe cele w lidze oraz występującym w Europie. Zastąpi w drużynie swojego polsko-włoskiego imiennika, co nie jest poprzeczką nie do przeskoczenia dla nowego nabytku rottweilerów.  Kuba trafia do Anwilu z wielką czerwoną flagą. W poprzednim sezonie rozegrał tylko 7 spotkań na jesieni 2017 roku.  W tych meczach notował średnio 8 punktów i 4,5 zbiórki w 18 minut gry w barwach MKSu. Aktualna forma Parzeńskiego jest zagadką. Początki mogą być trudne, może brakować czucia piłki, feelingu do gry, zrozumienia systemu i zgrania.  Tym podpisem Parzyk wykazuje się odwagą, sezon na odbudowanie po kontuzji spędzi w końcu w ekipie Mistrza Polski, drużynie z chyba najbardziej wymagającymi i krytycznymi kibicami w kraju.

Anwil chcąc mieć miejsce na obwodzie na zawodników zagranicznych był zmuszony do szukania graczy podkoszowych z polskim paszportem. Igor Milicić chciał do Josipa Sobina dobrać Polaka, powielić wzór z poprzednich lat. Padały różne nazwiska w plotkach, zainteresowanie Łapetą, czy Karnowskim świadczy o tym, że trener włocławian celował w dużego centra, wnoszącego do zespołu centymetry, których Josipowi czasem brakuje. Para Sobin-Parzeński mocno eksporotwa nie jest, szczególnie, że dyspozycja Kuby jest na dzień dzisiejszy niewiadomą. W ramach polisy ubezpieczeniowej od słabej formy i wątpliwego zdrowia Kuby, Anwil dokłada do składu Markovicia (o nim za chwilę), który z pewnością część swoich minut spędzi grając na piątce.

Mariusz Konopatzki – Legia Warszawa

22-letni Konopatzki w ostatnich sezonach próbował przebijać się do pierwszej drużyny Asseco Gdynia, jednak ilość minut, jaką rozegrał w tych barwach nie mogła być zadowalająca dla samego zawodnika. W poszukiwaniu gry, w styczniu poprzedniego roku Mariusz zdecydował się na zrobienie kroku w tył, i występy w 1-lidze. Tam średnia minut wskoczyła na poziom prawie 25, dokładał do tego ponad 10 punktów.

Legia, a zarazem Tane Spasev sprowadza do swojej układanki kolejnego młodego jeszcze gracza, którego miał okazję poznać podczas pracy w Gdynii. Konopatzki jako zawodnik z ławki, uzupełniający rotację obwodową właściwie na wszystkich trzech pozycjach może okazać się cennym nabytkiem. Problemem znanym w przypadku Mario jest niepewny rzut, stąd ustawienia, w których to on będzie graczem z  piłką w rękach wydają się najbardziej prawdopodobne. Dobry sezon Kołodzieja pozwala sądzić, że macedoński trener również i z niego wyciągnie co najlepsze.

Alan Czujkowski – AZS Koszalin

28-latek po dwóch sezonach na zapleczu ekstraklasy wraca do najwyższej klasy rozgrywkowej. Sezon 2018/19 spędzi w AZS Koszalin. Podczas ostatniego pobytu w ekstraklasie przebywał średnio na parkiecie 15 minut, zdobywając 4 punkty. W poprzednim sezonie miał duży wkład w sukces Spójni Stargard, jakim było wygranie 1 ligi i awans do EBL. W 27 minut spędzanych na parkiecie notował 10,7 punktu i 4,5 zbiórki.

Czujkowski to zawodnik już ukształtowany, o wiele bardziej doświadczony niż przy poprzedniej przygodzie z PLK. W minionym sezonie rzucał za 3 punkty z ponad 40% skutecznością (129 prób). Jeśli zbliży się chociaż do takiego wyniku w PLK o minuty powinien być spokojny.

Nikola Marković – Anwil Włocławek

Pierwsze zagraniczne wzmocnienie Mistrza Polski. Nikola Marković został zawodnikiem rottweilerów. 29-letni Serb w sezonie 2018/19 zaliczy swój 4 klub w PLK. Marković to już uznana marka w Polsce. Gracz, który udowodnił swoją przydatność we wszystkich klubach (w Stelemecie też), w jakich do tej pory nad Wisłą grał. Zna realia ligi, wziął mały łyczek BCL i chce więcej.

Marković to gracz dobrze czujący się w grze kombinacyjnej. Dużo widzi na parkiecie, w taktyce Milicia może notować wiele asyst po odegraniach z post, czy dzięki współpracy z Josipem Sobinem. Jak na swoje warunki fizyczne jest bardzo mobilny, dobrze kozłuje, stwarza ogromne zagrożenie w akacjach 1 na 1 głownie przodem do kosza. Mimo, że pochodzi z Bałkanów, które nie kojarzą nam się z produkcją wybitnych atletów, Nikola jest w stanie dodać odpowiedniego zastrzyku fizyczności i energii, których czasem brakowało podkoszowym Anwilu w poprzednich sezonach.  Marković to także gracz uniwersalny, mogący grać na obu pozycjach podkoszowych i być w obu rolach efektywny. Z pewnością Milicić widzi w nim zawodnika rozciągającego grę, grożącego rzutem z dystansu, stąd myślę, że statystyka celnych trójek (średnio 0,7 celnej trójki na mecz w sezonie 2017/18) może poszybować do poziomu z sezonu 2016/17 w Treflu (1,3) lub nawet wyżej.

Igor Milicić kontynuuje sprowadzanie do Włocławka graczy, którzy już wcześniej wpadli mu w oko, ale z różnych przyczyn nie udało się ich namówić do gry w poprzednich sezonach. Z zapowiedzi trenera Anwilu o 10 równych zawodnikach można wywnioskować, że do Markovicia na pozycji numer 4 dołączy gracz na podobnym poziomie. Nie ma co ukrywać, że dla Anwilu najkorzystniejszym rozwiązaniem byłoby sprowadzenie kogoś z Polaków, których na rynku jest mniej więcej tylu, co klubów bez zaległości wobec zawodników.