Tag: Legia Warszawa

Dojrzałe ogóry X – koniec zbiorów

Zanim przejdziemy do podsumowania sezonu ogórkowego, czas prześwietlić graczy, którzy jako ostatni dołączyli do drużyn Energa Basket Ligi.

Željko Šakić – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Stelmet znalazł zastępstwo dla Edo Muricia. Chorwat Željko Šakić nowy zawodnikiem czterokrotnego Mistrza Polski!

Większość swojej kariery Chorwat spędził na Bałkanach, gdzie grał między innymi dla Cibony Zagrzeb, czy bośniackiego BC Siroki. Ostatni sezon Šakić spędził w rumuńskim U-Banca Transilvania Cluj, z którym miał okazję występować w FIBA Europe Cup. Łącznie w rozgrywkach ligowych i pucharowych rozegrał aż 56 spotkań, a jego średnie plasowały się na poziomie 12,6 punktu, 6,3 zbiórki i niespełna 3 asyst w 26 minut gry.

Nowy nabytek Stelmetu to gracz bardzo wszechstronny i przede wszystkim grający dla zespołu, a nie pod własne statystyki. Kiedy drużyna potrzebuje punktów może wziąć na siebie ciężar ich zdobywania, innym razem może przepoczwarzyć się w point forwarda dogrywającego piłki partnerom i zawiadującego wydarzeniami na parkiecie. Poprzedni sezon to spory spadek w skuteczności rzutów za 3 punkty (29%), jednak Chorwat nie boi się przymierzyć z dystansu i jak na podkoszowego stosunkowo często na tego typu akcje się decyduje (ponad 2 próby na mecz).

30-latek przychodzi do Zielonej Góry jako zastępstwo za Edo Muricia. Słoweniec kompletnie się nie sprawdził w drużynie Stelmetu, a do tego jego pensja pochłaniała znaczną cześć kwoty przeznaczonej na wynagrodzenia. Rozstanie z Muriciem pewnie znajdzie swój finał w BAT, ale raczej nie ma wątpliwości, że istniała spora potrzeba wycięcia z zespołu złotego medalisty Mistrzostw Europy. Šakić to nieco inny zawodnik, przede wszystkim grający ostatnimi czasy tylko na pozycji numer 4 i posiadający o wiele lepsze rozumienie gry niż Edo. Nic nie ujmując Słoweńcowi, był on bardzo dobrym zadaniowcem, który fantastycznie sprawdził się jako 4-5 opcja ofensywna w reprezentacji swojego kraju podczas niedawnego Eurobasketu. Jednak wrzucenie go w większą rolę w ataku nie przyniosło pożądanego skutku, a Murić nie umiał wskoczyć w buty jednego z liderów zespołu i cały czas przebywał w cieniu. To wszystko mogło być frustrujące, dla Stelmetu i samego zawodnika, więc nic dziwnego, że do tego rozstania usilnie dążył klub. Šakić to gracz, który powinien lepiej się odnaleźć w Zielonej Górze i jestem dziwnie spokojny, że wywiąże się z oczekiwań stawianych przed nim.

Šakić jest w tym momencie czwartym zawodnikiem na pozycji silnego skrzydłowego. Prawdopodobnie z zespołem rozstanie się Mindaugas Kačinas, który miał przede wszystkim pomóc w treningach w okresie przygotowawczym. Mimo to, nadal w drużynie zostanie trzech graczy, którzy nominalnie grają na czwórce i nieszczególnie poradzą sobie na innych pozycjach. Mokros i Šakić raczej na niskim skrzydle nie pograją, jedynie można liczyć, że parę chwil na piątce spędzi Boris Savović. Patrząc na to z drugiej strony, to nic dziwnego, że Stelmet poszerza swoją rotację. Mnóstwo meczów, a do tego jeszcze świeża historia urazów Jarka i Savo sprawiają, że dodatkowy gracz pod kosz może okazać się na wagę złota.

Wiadomo, że nazwisko Šakić aż tak jak Murić, czy Dragicević nie elektryzuje kibiców, ale podpisanie tak wszechstronnego zawodnika znacznie poszerza możliwości gry Stelmetu, a sam gracz może z czasem okazać się jednym z najważniejszych trybików drużyny prowadzonej przez Igora Jovovicia.

Darko Planinić – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Frank Hassell nie dotrwał do rozpoczęcia rozgrywek. W jego miejsce błyskawicznie Stelmet sprowadza kolejnego Chorwata. Wielokrotny reprezentant swojego kraju, Darko Planinić, nowym graczem biało-zielonych.

Planinić to zawodnik z dużym doświadczeniem zebranym w wielu zakątkach Europy. Miał okazję występować w Maccabi, czy Baskonii, a ostatni sezon spędził w lidze włoskiej przywdziewając koszulkę Sassari. Chorwat poprzednie rozgrywki zakończył z liczbami na poziomie 10 punktów i 4 zbiórek w 17 minut gry. Darko przez większość kariery wykorzystywany był jako zawodnik zadaniowy, który nie występował w pierwszoplanowej roli, ale ze swoich zadań wywiązywał się bardzo dobrze. Posiada doświadczenie ze wszystkich topowych pucharów europejskich, począwszy od Euroligi, a kończąc na Basketball Champions League. Teraz do swojego CV dorzuci także ligę VTB, która nie wątpliwie była magnesem przyciągającym Chorwata do Zielonej Góry.

Planinić żyje z podań graczy obwodowych, operuje blisko kosza i jest w tym bardzo skuteczny. Korzysta ze swoich rozmiarów na zasłonach i w obronie, co zapewne cieszy trenera Stelmetu. Nowy zawodnik zielonogórzan to także solidny zastrzyk doświadczenia na najwyższym poziomie, który nie powinien przestraszyć się rywalizacji z wielkimi firmami w lidze VTB.

Planinić to drugi po Šakiciu zawodnik, który przychodzi do Zielonej Góry w ramach zastępstwa. Frank Hassell miał być podporą Stelmetu 2018/19, dominatorem podkoszowym, a okazał się sporym niewypałem. Być może umiejętności mu nie brakowało, jednak wizja gry trenera Jovovicia przewidywała inny sposób wykorzystania środkowego, co skończyło się słabym rozumieniem gry przez Amerykanina i problemem z aklimatyzacją. Szybko znaleziono zastępstwo jakim jest Darko Planinić. To podobnie jak Amerykanin gracz w Europie rozpoznawalny, który nie raz miał okazję grać w narodowych barwach.

Chorwat to gracz wyższy niż Hassell, o zupełnie innej charakterystyce gry niż Tank. Planinić jest przygotowany do gry przez szkołę bałkańską co powinno z miejsca ułatwić mu zrozumienie oczekiwań przed nim stawianych przez Jovovicia. Nie jest typem dominatora, ani także wirtuoza ofensywy jak np. Drago, ale we wszystkim co robi jest do bólu solidny i w żadnej sytuacji nie można go lekceważyć. Zatrudnienie 27-latka daje spokój i pewność, że pod koszem Stelmetu nie będą działy się niepożądane rzeczy po obu stronach parkietu. Co więcej, sprowadzenie zawodnika o takich rozmiarach to niejako odpowiedź na zestaw podkoszowych jaki udało się zgromadzić w Gdyni, czy Toruniu. Hassell pomimo ogromnej siły odstawałby wzrostem znacznie od graczy tak jakich Karnowski, Łapeta, czy Upshaw. Teraz jakakolwiek przewaga rywali na pozycji nr 5 zostaje zniwelowana, bo warto pamiętać, że jeśli chodzi o walkę wręcz i podkoszowe masowanie w obwodzie jest także Adam Hrycaniuk, który nie powinien dać się zepchnąć pod obręcz np. takiemu Sobinowi.

Stelmet w tym roku nie czeka na wystrzał formy i nie daje czasu zawodnikom na dotarcie się z zespołem. Nie chce ryzykować i słabsze ogniwa, które już w tej chwili się objawiają konsekwentnie eliminuje z zespołu. Już niedługo start sezonu i jednocześnie weryfikacja składu przygotowanego przez Igora Jovovicia, a ten wygląda naprawdę ciekawie.

Omar Prewitt – Legia Warszawa

Legia kończy budowę składu na sezon 2018/19. Ostatnim zawodnikiem, który zasili stołeczną ekipę jest Omar Prewitt.

Nowy nabytek klubu ze stolicy jest absolwentem romantycznie brzmiącej uczelni William & Marry, w której występował przez 4 lata. Wszystkie sezony to duża rola Prewitta na uniwersytecie, a ostatni rok to ponad 15 punktów na mecz, do tego 6 zbiórek i 3 asysty w 32 minuty gry. Omar po ukończeniu college’u wyjechał do Europy, a za punkt docelowy obrał Litwę i BC Šiauliai. Tam czekała go rola gracza rotacyjnego, który mógł liczyć na niecałe 20 minut w meczach ligowych i BBL. Amerykanin nie dotrwał jednak do zakończenia rozgrywek nad Bałtykiem i przeniósł się na południe by zasmakować greckiego słońca w Salonikach. Dla Arisu rozegrał  20 (liga+BCL) spotkań, jednak jego minuty w stosunku do poprzedniego pracodawcy spadły blisko o połowę. Prewitt zaliczał ponad 5 punktów w 12 minut spędzanych na parkiecie.

 

Prewitt to klasyczny skrzydłowy, który większość kariery spędził grając na trójce. Amerykanin mierzy 201 centymetrów, co predysponuje go do gry na wielu pozycjach. Dobra motoryka pozwala mu kryć graczy od siebie niższych, z kolei słuszne rozmiary i boiskowy spryt przydają się w obronie rywali grających pozycje wyżej. Nie sądzę, by Omar dostawał dużo minut na czwórce, jednak jest to potencjalnie bardzo ciekawy zawodnik do obsadzenia w takiej roli w niskich piątkach. Legia chcąc zmieścić na obwodzie 3 swoich najlepszych zawodników (Kowalczyka, Karolaka i Soluade), jednocześnie potrzebując dodatkowego shootingu może skorzystać z Prewitta grającego jako silny skrzydłowy, który zebrał jak do tej pory nieco większe doświadczenie niż Michał Kołodziej. Powyższy przykład to tylko jeden z wielu wariantów, jakie może tworzyć trener Spasev. Macedończyk skonstruował bardzo wszechstronny skład, gdzie każdy z zawodników obwodowych może spokojnie poradzić sobie na dwóch pozycjach.

Legia na początku celowała w pozyskanie rozgrywającego, który miałby kierować grą drużyny. Kontrakt w Warszawie podpisał Jordan Woodard, bardzo obiecujący zawodnik, który w teorii miał być liderem wojskowych. Sprawy pozaboiskowe pokrzyżowały plany  i Amerykanina nie ma już w Polsce, a włodarze eLki stanęli przed zadaniem znalezienia odpowiedniego uzupełnienia składu. Po przeanalizowaniu możliwości aktualnego zespołu zdecydowano się dodać skrzydłowego, a nie jak wcześniej planowano playmakera. Na tę decyzję miał wpływ z pewnością fakt, że w sparingach błysnął formą Mariusz Konopatzki, który walczy o jak największą ilość minut. Dodatkowo brak klasycznej trójki dość mocno raził po oczach, co z pewnością ułatwiło wybór macedońskiemu szkoleniowcowi.

Już po samym drzewku Legii widać, że będzie to drużyna grająca w sposób niekonwencjonalny. Na rozegraniu występować będą różni zawodnicy, z czego każdy z nich może danego dnia okazać się liderem punktowym ekipy z Warszawy. Nie Kowalczyk, nie Soluade, a chyba właśnie wyżej wspomniany Konopatzki to najbardziej zbliżony profilem gracz do klasycznej jedynki. Tak skonstruowany zespół to szansa na przyspieszenie gry, dobrą defensywę z wysokimi obrońcami na obwodzie i nowoczesną koszykówkę opartą na akcjach dwójkowych lub nawet izolacjach. Jest to także spore ryzyko i zagrożenie dla ataku pozycyjnego, gdzie może zabraknąć boiskowego generała, który zawiadywałby drużyną przy mocniejszym nacisku przeciwnika.

Wszystko wskazuje na to, że wynik Legii w dużej mierze uzależniony będzie od formy pary Kowalczyk-Soluade. Wielki sprawdzian przed jednym i drugim, który może zaprowadzić ich do wielkiej koszykówki lub na dłużej zakopać w błotku przeciętniactwa.

*Brandon Walters – AZS Koszalin (testy)

Testy Delano Spencera się nie udały, ale Koszalinianie nie stracili zapału i nadal są chętni sprowadzić do swojej ekipy jeszcze jednego gracza. Razem z drużyną trenuje już amerykański podkoszowy, Brandon Walters, który celuje w rozpoczęcie kariery w Europie.

AZS chcąc sprawdzić Spencera myślał o wzmocnieniu obwodu. Teraz nastąpił zwrot ku strefie podkoszowej i to właśnie tam trener Nikolić widzi braki w swojej drużynie. Walters pozytywnie przeszedł testy medyczne i jego przyszłość uzależniona będzie od najbliższych dni spędzonych z drużyną.

 

Teraz coś dla tych, co wakacje przeżyli intensywnie i niezbyt uważnie śledzili wiadomości z PLK. Poniżej przegląd ruchów transferowych w skondensowanej wersji.

POWROTY

PLK często jest traktowana jak przystanek do większej kariery, trampolina do lepszych lig i zarobków. Co roku kilku zawodnikom udaje się dobrymi występami wypromować do bardziej cenionych klubów niż te z naszego podwórka. Jednak to, co świetnie funkcjonowało w Polsce niekoniecznie udaje się powtórzyć w następnym sezonie. Mniejsza rola w drużynie, kontuzja lub zbyt silna konkurencja, to czynniki, które mają wpływ na to, że zawodnicy, którzy wyjechali z Polski nie odnaleźli się za granicą. Dla nich ponowna gra w Energa Basket Ligi jest jak powrót do rodzinnego miasta, gdzie znasz na osiedlu wszystkich ziomków, a tablice na sąsiednim boisku kleją każdą piłkę.

Na powrót, który ma służyć odbudowie pewności siebie zdecydowali się reprezentanci srebrnego pokolenia 93, Michał Michalak i Przemysław Karnowski. Obaj postawili w zeszłym roku na występy w hiszpańskiej ACB, jednak z różnych przyczyn ich sezony nie wyglądały tak jakby tego sobie życzyli i teraz decydują się na zrobienie kroku w tył by nabrać ponownego rozpędu. Myles Mack zdążył rozegrać ledwie kilka meczów w barwach Turowa Zgorzelec by sezon się dla niego skończył z uwagi na problemy zdrowotne. Gliwice mają być miejscem, w którym Mack odbuduje swoją wartość. Kontuzja skutecznie wyhamowała także karierę Deividasa Dulkysa, który opuszczał Polskę jako niekwestionowana gwiazda. Litwin liczy na dobry sezon w Eurocupowej Arce i późniejszy kontrakt na salonach Europy. Kolejną gwiazdą z przeszłości, którą ponownie będziemy mieli okazję oglądać na parkietach PLK jest Shawn King. Amerykanin po sezonie zwieńczonym nagrodą MVP wylądował w słoweńskim przeciętniaku i zdecydował się teraz na ponowną grę w miejscu, gdzie czuł się znakomicie, czyli w Ostrowie Wielkopolskim.

Do ligi wracają także Chase Simon i Martynas Sajus, których historia odbiega nieco od graczy wymienionych powyżej. Po wyjeździe z Polski nie przydarzył im się słabszy okres, a na powrót do Energa Basket Ligi zdecydowali się z uwagi na oferty od dużo mocniejszych zespołów niż te, w których mieli okazję ostatnio występować. Kolejnym graczem, który chce się przypomnieć polskiej publiczności jest Drew Brandon, któremu nie udało się dokończyć poprzednich rozgrywek w Słupsku z uwagi na upadek klubu. Amerykanin ma nadzieję, że ponownie będzie wykręcać dobre statystyki, a te pomogą mu w znalezieniu następnego pracodawcy. Całą listę zawodników powracających do PLK zamyka Anthony Hickey, niegdyś gracz gdyńskiego Asseco, a aktualnie największa gwiazda beniaminka Energa Basket Ligi, czyli Spójni Stargard.

Nie sposób w przypadku powrotów nie wspomnieć o comebackach na ławkę trenerską. Artur Gronek i Mariusz Niedbalski dostają kolejną szansę poprowadzenia drużyny w PLK. Pierwszy obejmie stery Polpharmy, a drugi spróbuje wykrzesać jak najwięcej z ekipy Miasta Szkła Krosno.

NIEWYPAŁY

Nie każdy wybór okazuje się strzałem w 10. Niektóre kluby świeżo po zakontraktowaniu nowego gracza były zmuszone do rozstania z uwagi na rozczarowującą postawę tak zachwalanych przez agentów zawodników. W pułapkę dało się złapać kilku trenerów i klubów, co w konsekwencji wymusiło ponowne przeczesywanie rynku transferowego.

Najbardziej sparzył się Stelmet, który musiał przez wiele tygodni, a nawet miesięcy użerać się z bardzo wysokim kontraktem Edo Muricia, którego imieniem spokojnie można byłoby nazwać te kategorię. Szybko podjęta decyzja o zatrudnieniu Słoweńca, którego zapewne w swoim zespole bardzo chciał ówczesny trener Andrej Urlep może klubowi jeszcze przez jakiś czas odbijać się finansową czkawką. Zielonogórzanie także przestrzelili z wyborem centra na najbliższy sezon. Wszystko wskazywało na to, że Frank Hassell będzie jedną z największych gwiazd Energa Basket Ligi, jednak problemy z aklimatyzacją i dostosowaniem się do strategii Jovovicia przekreśliły szansę Tanka na grę w biało-zielonych barwach. Słabo też wybierała Polpharma, najpierw zatrudniając Rashuna Davisa by po paru dniach jednak odstąpić od umowy z Amerykaninem. Trochę dłużej zawodnikiem Kociewskich Diabłów był Jai Williams, jednak wszystkie wątpliwości dotyczące jego osoby potwierdziły się w rzeczywistości i już tego zawodnika w Starogardzie nie ma. Ostatnim graczem, który miał grać dla SKSu był Bartosz Jankowski, ale pechowa kontuzja wykluczyła go z okresu przygotowawczego i ostatecznie były gracz Asseco Gdynia nie pojawi się na parkiecie w koszulce Polpharmy. Z kontuzją przegrał także Sam Dower, o którym w przeciwnym wypadku pisałbym w rubryce powyżej. Dla Amerykanina to byłyby powrót do PLK i jednocześnie powrót do Dąbrowy, niestety dla niego dalsza przygoda z koszykówką stoi pod sporym znakiem zapytania. W barwach odradzającej się gdyńskiej potęgi miał występować bardzo ciekawy gracz świeżo po uczelni, Ben Emelogu, jednak i jemu nie było dane podziwianie trójmiejskich plaż. We Włocławku na następce Ivana Almeidy namaszczony został Luis Montero. Dominikańczyk mający za sobą debiut na parkietach NBA nie wpasował się w oczekiwania Igora Milicicia i według oficjalnego komunikatu klubowego nie przeszedł testów medycznych. Grą Legii Warszawa miał kierować Jordan Woodard, ale z powodów rodzinnych nie zdecydował się na dłuższy pobyt nad Wisłą.

LIGOWE PRZETASOWANIA

Rynek lokalny też był gwarny i mocno zatłoczony. Kluby najpierw hurtowo sprowadzały zawodników z polskim paszportem, by potem sięgnąć po uznane już w PLK nazwiska z zagranicy.

Mistrz Polski do swojego składu dołożył graczy, którzy sporo nerwów kosztowali Igora Milicicia w serii finałowej. Do Włocławka z Ostrowa trafili Nikola Marković i Mateusz Kostrzewski, a w przeciwną stronę powędrował Michał Nowakowski. Anwil wzmocnił się także Jakubem Parzeńskim, który ostatni sezon spędził w MKSie Dąbrowa Górnicza, z kolei Wicemistrzowie Polski podebrali stamtąd Witalija Kowalenko. Z Gdynii udało się im także przechwycić Przemysława Żołnierewicza, który nie chciał kolejnego sezonu spędzać nad morzem. Stalówkę w kolejnym sezonie poprowadzi Wojciech Kamiński, który od lat związany był z Rosą Radom. Razem z nim do Ostrowa trafił także Daniel Szymkiewicz, który liczy na w końcu udany sezon. Z Radomiem pożegnał się także Michał Sokołowski, który zdecydował się na grę w lidze VTB w barwach Stelmetu Enea BC Zielona Góra. Z kolei na Mazowsze trafili doświadczeni Obie Trotter, Artur Mielczarek i Daniel Wall, którzy mają być odpowiedzialni za mentorowanie radomskiej młodzieży. Srebrny medalista, Szymon Łukasiak zdecydował się na zmianę otoczenia i grę dla trenera Winnickiego w Dąbrowie Górniczej. Coraz lepiej sobie radzący w PLK Jakub Schenk wybrał powrót pod skrzydła trenera Budzinauskasa i grę dla Wilków Morskich ze Szczecina. Po rozpadzie drużyny ze Zgorzelca Kacper Borowski wybiegnie na parkiet w koszulce Startu, z którym związał się aż 3-letnią umową. W Trójmieście zdecydowali się postawić na duże nazwiska. Do Sopotu zawitał Mistrz Polski Paweł Leończyk, brązowy medalista Damian Jeszke i jeden z wyróżniających się centrów ligi Milan Milovanović. Popularny Leon zastąpił w składzie Trefla klubową legendę, Filipa Dylewicza, który przeniósł się na północ wybierając ofertę Arki Gdynia. Do drużyny powracającej do wielkiego grania również dołącza Adam Łapeta, który po świetnym sezonie na pewno nie narzekał na brak ofert. Kacper Młynarski po sezonie w Koszalinie wybrał ofertę Kociewskich Diabłów i zastąpi tam w roli głównego Polaka Marcina Fliegera. AZS zdecydował się na totalną przebudowę drużyny i związał się umowami z Krzysztofem Jakóbczykiem, Maciejem Kucharkiem, Gregiem Surmaczem i Łukaszem Ratajczakiem. W Gliwicach lukę po Polakach, którzy odeszli z GTK wypełnią Szymon Kiwilsza i Piotr Robak, którzy ostatnio grali odpowiednio dla AZSu i Legii Warszawa. Na grę w stolicy zdecydował się Jakub Karolak, a w jego ślady poszedł także aktualny kapitan wojskowych – Sebastian Kowalczyk. Piotr Pamuła po nie najlepszym sezonie minut dla siebie poszuka w Spójni Stargard.  Ligowy mix kończymy na Podkarpaciu, gdzie do Szklanego teamu przenoszą się Filip Put, Paweł Krefft i Maciej Bojanowski.

NOWE GWIAZDY

W lidze nie ma już Ivana Almeidy, Vlado Dragicevicia, DJa Sheltona czy Glenna Coseya. Na zmianę otoczenia zdecydował się Chavaughn Lewis i Aaron Johnson, a Patrik Auda wrócił do Włoch. Czy są w lidze godni zastępcy?

Wśród graczy, którzy mogą brylować na obwodzie wyróżnić na pewno trzeba dwóch zawodników, którzy przychodzą do Energa Basket Ligi z drugiej ligi tureckiej. Markel Starks zagra w Stelmecie, a Rob Lowery w Polskim Cukrze Toruń. Na obu czekają spore role w swoich zespołach, a wachlarz ich umiejętności powinien zdecydowanie wystarczyć na bycie czołowymi postaciami ligi. Z fantastycznymi cyferkami do ligi przychodzi Trey Davis, który zagra w Dąbrowie Górniczej. Amerykanin popisywał się rekordami punktowymi w G-League i ocierał się o skład Boston Celtics. Do Włocławka trafił Vladimir Mihailović, który oprócz umiejętności strzeleckich posiada sporą windę w nogach. Po ciekawych guardów sięgnęli także w Sopocie i Ostrowie. Nad morze przyjechał Ian Baker, który gdyby nie kontuzja grałby w Partizanie Belgrad, a do Wielkopolski zawitał Mike Scott, który powinien być innym graczem niż generał AJ, ale przynoszącym równie dużo radości kibicom.

Na skrzydłach typowanym na gwiazdę i lidera Arki Gdynia jest Josh Bostic, który zwiedził już kilka uznanych europejskich marek. Stelmet sięgnął po wszechstronnego Željko Šakicia, a Anwil po rosyjskiego super strzelca Walerija Lichodieja. Z łotewskiego Ventspils do Ostrowa przybywa Blake Hamilton, a z Bundesligi udało się wyciągnąć Polpharmie Tre Busseya, a Miastu Szkła Jordan Loverdige’a.

Pod koszem wzmocniło się wiele zespołów. Do Polski trafili gracze, którzy specjalizują się w rozdawaniu bloków i pakowaniu piłki do kosza z góry. Nad morzem zagra niespełniony talent na miarę draftu NBA Robert Upshaw, a w Gliwicach wylądował niepokorny Damonte Dodd. Rosa Radom ściągnęła do swojej drużyny eksplozywnego dunkera, jakim jest Hanner Mosquera-Perea, a Stelmet zakontraktował chorwackiego reprezentanta, Darko Planinicia.

Cykl Dojrzałych ogórków znalazł swój koniec. Czekamy na sezon i weryfikacje przewidywań. Obyśmy się nie zawiedli.

Dzięki za przeczytanie!

Aktualne składy PLK

Dojrzałe ogóry cz. IX

Dojrzałe ogóry cz. VIII

Dojrzałe ogóry cz. VII

Dojrzałe ogóry cz. VI

Dojrzałe ogóry cz. V

Dojrzałe ogóry cz. IV

Dojrzałe ogóry cz. III

Dojrzałe ogóry cz. II

Dojrzałe ogóry cz. I

Dojrzałe ogóry cz. VIII

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK 25.08-01.09

Keanu Pinder – Legia Warszawa

Australijczyk uzupełnia strefę podkoszową Legii. Keanu Pinder został nowym silnym skrzydłowym wojskowych.

Silny skrzydłowy bez trójki, dredy, energia, wsady, bloki – PLK będzie miała swojego Kennetha Farieda. Pinder studiował na renomowanej uczelni Arizona, gdzie miał okazję grać z tegorocznym numerem 1 draftu NBA, Deandre Aytonem. 23-letni Australijczyk to boiskowy wulkan energii, gracz, który choćby braki rzutowe nadrabia zaangażowaniem i boiskową walką. W poprzednim sezonie notował ponad 2 punkty i 2 zbiórki w 10 minut spędzanych na boisku.

Idąc dalej za podobieństwem do Farieda, Pinder może też w ekstremalnie niskich ustawieniach pełnić rolę centra. Pewnie za często nie będziemy mieli okazji oglądać go w takiej roli, o ile w ogóle, ale ma predyspozycje do tego by parę minut z niższymi centrami sobie poradzić. Australijczyk to przeciwieństwo swojego partnera z pozycji numer cztery Michała Kołodzieja, który jest graczem operującym na obwodzie, dobrze rzucający za 3 i jeszcze dość słaby fizycznie.

Na pierwszy rzut oka Legia główne armaty ofensywne zgromadziła na obwodzie, a pod kosz sprowadziła solidnych wyrobników, którzy mają walczyć na deskach i nie pozwalać na łatwe punkty spod kosza. Pinder powinien być podstawową opcją na pozycji numer 4. Powinien, bo na silnym skrzydle paru kandydatów do minut oprócz niego jest. Kołodziej dał się poznać jako bardzo przydatny zawodnik, do tego jest Linowski i nowo pozyskany Nowerski, który większość minut spędzi pewnie na centrze, ale na czwórce w swojej karierze już grywał. Cały ta wyliczanka pokazuje jak duży wachlarz możliwości w swoim składzie zgromadził macedoński trener. Inną sprawą jest to, ilu z tych graczy poradzi sobie na poziomie PLK.

Tane Spasev przypomina szalonego naukowca i nie chodzi tu o jego show przy linii. W swoim laboratorium zgromadził sporo egzotycznych i zagadkowych nazwisk. Sezon pokaże, czy połączenie wszystkich menzurek w jedną całość wypali mu w twarz, czy też będziemy mówić o geniuszu Macedończyka.

Trey Davis – MKS Dąbrowa Górnicza

Amerykanin, który brylował na parkietach w G League, poprowadzi grę MKSu w najbliższym sezonie. Trey Davis w Dąbrowie!

57 punktów w G-League w jednym meczu, 19 punktów w NBA Summer League dla Boston Celtics. Nowy zawodnik MKSu robi wrażenie, bo trudno by nie było efektu WOW po takich liczbach. Dla Celtics byle kto nie gra, nawet jeśli to Liga Letnia. Davis ukończył uczelnię Massachusetts, gdzie w ostatnim roku zaliczał średnie na poziomie 18,7 punktu, 4,6 zbiórki i ponad 3 asyst w 34 minuty gry. Poprzedni sezon spędził w Maine Red Claws, które podlega pod bostońskich Celtów. 46 meczów, 25 minut, 16,6 punktu i 4,6 asyst – z taką linijką zakończył rozgrywki 2017/18. Dobry sezon przełożył się na zainteresowanie z NBA, jednak oprócz występów w Las Vegas nie udało się wywalczyć niczego więcej.

Davis to w teorii rozgrywający, jednak jest to przede wszystkim scorer, który wie jak zdobywa się punkty. Zawsze na boisku znajdzie się taki denerwujący typ, które niby jest mały, koślawo rzuca i do basketu nie pasuje, ale wszystko mu wychodzi. Taki właśnie jest nowy gracz MKSu, na którego powstrzymanie z ogromną starannością będą musiały podejść inne kluby Energa Basket Ligi.

Dla Davisa warunki w Dąbrowie będą idealne. Okazji do nabicia statystyk mnóstwo, jedyną konkurencją na jedynce jest debiutujący w PLK Kuba Kobel, a zatem o minuty Amerykanin łowienia być spokojny. Do tego w całym składzie na próżno szukać gracza, który oprócz Treya mógłby być liderem ataku MKSu, co z automatu wpycha go w dużą rolę. Jeśli z głową Davisa jest wszystko w porządku, to zdziwię się jeśli po tym sezonie nie wyląduje w lepszej lidze niż nasza.

Jacek Winnicki nie zawodzi. Po raz kolejny ściąga do swojej drużyny potencjalnie jedną z największych gwizd ligi, zawodnika, który w pojedynkę może poprowadzić MKS do zwycięstw. I tylko przypuszczalny bilans dąbrowian i ich niewielkie szanse na wysokie miejsce powstrzymują mnie od zaliczenia Davisa do grona faworytów wyścigu po nagrodę MVP.

Jedyne co może być zastawiające to to, jak tego kalibru gracz trafia do Dąbrowy. Możliwe, że graczy o podobnych warunkach fizycznych i umiejętnościach jest na pęczki, a posiadanie ich w drużynie często osłabia defensywę zespołową. Są też mniej optymistyczne scenariusze, ale jakoś jestem dziwnie spokojny, że Davis nie podzieli losu Luisa Montero.

Ian Baker – Trefl Sopot

Trefl w końcu znalazł upragnionego rozgrywajacego. Ian Baker poprowadzi grę sopocian w nadchodzących rozgrywkach.

Kolejny ciekawy rozgrywający, z bardzo dobrą karierą uniwersytecką, lecz po kontuzji trafia do PLK. Ian Baker ukończył uczelnie New Mexico State, by potem podpisać dwuletnią umowę z Partizanem Belgrad. Jak wiadomo, ekipa ze stolicy Serbii ogórkiem nie jest i nie sprowadza do siebie przypadkowych zawodników. Na nieszczęście Amerykanina doznał poważnej kontuzji przed sezonem (złamanie nogi) i kontrakt rozwiązano. Trefl to będzie dla niego debiut w Europie i kolejna szansa na rozpoczęcie kariery na starym kontynencie.

Baker w ostatnim roku na uczelni notował średnio 16,7 punktu i ponad 4 zbiórki i asysty w 33 minuty gry. W zeszłym sezonie próbował jeszcze wrócić do gry, załapał się do drużyny South Bay Lakers z G-League. Tam jednak jego notowania nie powalały na kolana – nieco ponad 7 minut i 2,5 punktu.

https://www.youtube.com/watch?v=SyjsiXB2S4E&t=98s

Partnerem Amerykanina na jedynce będzie Łukasz Kolenda.  Duet ten wydaje się być niezwykle mocny w ataku i dość mocno skoncentrowany na zdobywaniu punktów. Jeśli rozwój fizyczny nadziei polskiej koszykówki nadal będzie postępował, to nie wykluczone, że będziemy oglądać oby tych zawodników obok siebie na parkiecie.

Baker zamyka skład Trefla choć nie do końca jestem przekonany, że to koniec transferów w tym sezonie. Sopocianie przystąpią do zbliżających się rozgrywek z jednym centrem, który oczywiście jak na polską ligę jest bardzo dobry, ale czasem odpocząć musi. Wrzucanie Leończyka na piątkę może się powieść, ale tylko fragmentami, a Motylewski gwarancją jakości jak na razie nie jest. Jeśli w Ergo Arenie będą chcieliby ugościć Play Offy to bez wzmocnienia się raczej nie obejdzie.

Nowy nabytek Trefla to gracz z gatunku wysokiego ryzyka, ale również potencjalnie wysokiego zysku. Oby Baker upiekł coś ciekawego na naszych parkietach.

Daniel Szymkiewicz – BM Slam Stal Ostrów Wlkp.

Popularny Szymek dalej pod skrzydłami Wojciecha Kamińskiego, w tym tygodniu parafował roczną umowę ze Stalówką.

Daniel był nadzieją na rozgrywającego na miarę kadry Polski. Trochę ta reprezentacja odjechała ostatnimi czasy, po części przez problemy zdrowotne, które nie dawały spokoju 24-letniemu Polakowi. Szymkiewicz utknął w Rosie jako gracz z ławki, a kiedy przed poprzednim sezonem zdecydowano się na niego jako pierwszy wybór na tej pozycji, plan totalnie nie wypalił i do Radomia przyleciał Ryan Harrow. Polak zakończył sezon z Rosą na ćwierćfinale, a całe rozgrywki to średnie na poziomie 6,5 punktu, 3,6 zbiórki i 3 asyst w 20 minut gry.

Mocne i słabe strony Szymka są od lat dobrze znane. Dobre warunki fizyczne jak na pozycję numer 1 pozwalają mu z dużą agresywnością naciskać na rywali, ale także bronić pozycje wyżej, czy zmieniać krycie na zasłonach. W ataku to nadal gracz, który nie do końca ma wypracowane coś, w czym byłby bardzo dobry. Skuteczność za 3 poszła w górę, ale z gry to tylko niecałe 42%. Nieźle kozłuje, ale nie na tyle by być groźnym w grze 1 na 1, umie rozegrać akcje dwójkowe, ale nie na tyle dobrze by korzystać z tego często w trakcie meczu. Może to wszystko wina tego, że zawsze w ataku był opcją nr 3 i dalej, że Amerykanie przejmowali ofensywne posiadania Rosy dla siebie, a Daniel musiał chować się na słabej stronie.

fot. Andrzej Romański/EBL

W Stali sytuacja nie musi wcale ulec jakieś znaczącej zmianie. Szymkiewicz uzupełni pozycję numer 1 i minuty na rozegraniu dzielił będzie z Mike’iem Scottem, choć bardzo prawdopodobna jest też ich wspólna gra w pewnych fragmentach meczów. Walory strzeleckie Amerykanina pozwolą z powodzeniem występować jednocześnie na boisku obu tym zawodnikom, a Scott nie będzie potrzebował zawsze piłki w rękach.

Stal miała wyglądać niemrawo, miały być problemy i słaby skład, jednak dla wydaję mi się, że w Ostrowie mogą spokojnie patrzeć w przyszłość – Stalówka nie powinna obsunąć się drastycznie w tabeli. Po odejściu Kostrzewskiego, Surmacza, Łapety, czy Łukasiaka można było zadrżeć, czy prezes Matuszewski wraz z trenerem Kamiński zdołają zakontraktować równie wartościowych Polaków. Trzeba powiedzieć, że wyszło nie najgorzej – Szymkiewicz, Żołnierewicz, Nowakowski i Kowalenko to bardzo dobrzy zawodnicy, którzy mogą wypełnić lukę po srebrnych medalistach. Powrót Kinga i bardzo obiecujący rozgrywający dają nadzieję na walkę o jak najwyższe miejsce w Play Off i postraszenie faworytów w ćwierćfinale. A kto wie, może transfery w lutym i marcu pozwolą dopisać Stal do Superligi.

Ponowne małżeństwo Szymka z Kamykiem dziwi i zaskakuje. Nie raz można było odnieść wrażenie, że panów łączy dość szorstka relacja, która skończy się nieuniknionym rozwodem. Wszystko wskazuje na to, że zejście się było bardziej z rozsądku i braku innych opcji niż prawdziwej miłości.

Jordan Woodard – Legia Warszawa

Stołeczna Legia zamyka skład. Ostatnim elementem układanki został amerykański rozgrywający Jordan Woodard.

Woodard to absolwent uczelni Oklahoma, z którą wywalczył awans do Final Four turnieju finałowego w 2016 roku. Miał okazje gry u boku jednej z rewelacji tamtego sezonu NCAA – Buddy’ego Hielda, który został potem wybrany z wysokim numerem draftu NBA. Jordan występował w Oklahomie przez 4 lata, gdzie w ostatni roku wykręcił średnie na poziomie 14,5 punktu, 4,5 zbiórki i 3 asyst w 30 minut gry. Amerykanin z roku na rok coraz więcej rzucał za 3 punkty, by w sezonie 2016/17 dobić do poziomu ponad 5 prób na mecz i 36% w tym względzie.

Nie wątpliwie czerwoną flagą przy nazwisku Woodard jest zerwany ACL w lutym 2017. Od tamtej pory Jordanowi nie udało się wrócić to poważnego grania w koszykówkę. Trener Spasev po kilku treningach 22-latka w Warszawie zdecydował się, że warto zaryzykować i dać możliwość odbudowy Amerykaninowi.

Nowy rozgrywający Legii ma 183 centymetry wzrostu, ale jest graczem energicznym, który bez żadnego strachu szuka dla siebie miejsca do wjazdów pod kosz. Ostatnie dwa lata na uczelni to bardzo dobra skuteczność z dystansu i pokaz wszechstronności Woodarda. Jeśli w Warszawie uda mu się zaprezentować wszystko to, co w collegue’u, to kibice powinni mieć wiele okazji to oklaskiwania Amerykanina.

Najnowszy nabytek wojskowych powinien być kluczową postacią eLki. Duet czarnoskórych koszykarzy nie będzie musiał tak bardzo dominować ofensywnych posiadań jak para Beane-Collins, co przyniesie o wiele więcej korzyści niż zeszłoroczna sytuacja. Atak warszawiaków będzie oparty o wielu koszykarzy, co sprawi, że cała drużyna powinna być o wiele groźniejsza. Pierwsza piątka Legii wygląda naprawdę obiecująco, a zawodnicy w niej występujący są gwarancją wartościowych minut na parkietach PLK.

Legia aktualnie na obwodzie ma czterech graczy, którzy spokojnie mogliby grać w drużynach z górnej połówki ligi. Jeśli Soluade i Woodard okażą się celnymi strzałami to kibice w Warszawie wreszcie będą mogli cieszyć się ze zwycięstw swojej ekipy. Tane Spasev skompletował wiele znaków zapytania w swoim składzie, jednak dość mocno wieje pozytywami.

Trochę tych Jordanów nam do ligi w te lato napłynęło. Nie trzeba być Sherlockiem by powiązać ich daty urodzenia z okresem panowania Jego Powietrzności w Stanach i na całym świecie. Oby imiona i nazwiska nie były jedynymi namiastkami wielkiej koszykówki na parkietach Energa Basket Ligi.

Cleveland Melvin – MKS Dąbrowa Górnicza

Ostatni ruch przeprowadzony przez MKS. Do klubu dołącza amerykański skrzydłowy Cleveland Melvin.

Amerykanin ukończył uczelnie De Paul, gdzie przez 4 lata najniższym jego wynikiem było 14,3 punktu na mecz. Po podrzuceniu czapki do góry na rozdaniu dyplomów Melvin trochę podróżował, by przed poprzednim sezonem wylądować w Cibonie Zagrzeb. Linijka z gry dla klubu ze stolicy Chorwacji to średnio 24 minuty, ponad 11 punktów i niecałe 6 zbiórek. W rozgrywkach 2017/18 zaliczył również 6 meczów w izraelskim Hapoelu Galil Gilboa.

Melvin to wszechstronny gracz, o dobrych warunkach fizycznych pozwalających mu na grę na obu skrzydłach. Potrafi zagrać 1 na 1, rzucić za 3 i spenetrować w kierunku kosza. Również te warunki fizyczne pozwalają mu na bronienie kilku pozycji na boisku, co z pewnością okaże się bardzo cenne dla Jacka Winnickiego.

https://www.youtube.com/watch?v=g8q5MglRopU

Melvin przedstawiany jako czwórka, choć tak naprawdę na boisku może występować na obu skrzydłach. Przy Wojciechowskim i Gabińskim minut na PF za dużo nie będzie, więc pewnie Cleveland będzie także w dużej mierze wykorzystywany na trójce w parze z Bartłomiejem Wołoszynem.

MKS zakończył budowę składu dwoma Amerykanami, którzy powinni stanowić o sile tego zespołu. Może się okazać, że Melvin nie będzie grał w pierwszej piątce, co nie znaczy, że będzie mało istotny w taktyce trenera Winnickiego. To co działa na niekorzyść Amerykanina to fakt, że na SF i PF to pozycję na których występują najlepsi Polacy MKSu, którzy duże minuty będą mieli niejako z urzędu. Z drugiej strony, Melvin powinien być liderem rezerwowych i jednym z kandydatów do zgarnięcia tej nagrody na koniec sezonu.

Skład zamknięty, czy będą Play Offy? Ostatnie podpisy podbijają MKS do góry w power rankingach, ale chyba nie aż tak wysoko.

 

 

 

Dojrzałe ogóry cz. VI

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK 11 – 17.08*

Aktualne składy PLK

*Na początek nadrobimy zaległości z poprzedniego tygodnia.

Devonte Upson – TBV Start Lublin

Druga nowa twarz w Lublinie. Do ekipy trenera Davida Dedka dołącza amerykański środkowy, Devonte Upson.

Upson mierzy 206 centymetrów i jest raczej typem szczupłego skoczka niż masywnego centra. Amerykanin od 2015 roku występuje na europejskich parkietach. Ostatni sezon spędził w estońskiej Rapli, gdzie notował średnie na poziomie 11 punktów, 7 zbiórek w 27 minut gry. Aktualnie Devonte gra w Chinach dla Bejing Bucksa jego linijka to 18 punktów, 14 zbiórek i 2,4 bloku na mecz. Upson to zawodnik preferujący grę blisko kosza, a najlepiej nad koszem. Nie przepuszcza okazji na załadowanie piłki z góry, dobrze czuje się w akcjach pick and rollowych, gdzie po odegraniach partnera wykańcza akcje. Dobre warunki fizyczne, skoczność i zasięg ramion powinny pozwolić mu na aktywne włączenie się do wyścigu bo najlepszego blokującego ligi. Nieco więcej może mieć problemów z centrami, którzy będą go przestawiać i wpychać pod samą obręcz.

Amerykanin przychodzi do Lublina w zastępstwie za Darryla Reynoldsa, który miał raczej udany sezon. Niecałe 9 punktów, 7 zbiórek i ponad jeden blok to średnie jak najbardziej do przebicia przez nowy nabytek Startu. Charakterystyka obu graczy jest podobna, jednak Upson jest nieco wyższy, co sprawia, że może być bardziej efektywny w tych wszystkich rzeczach w powietrzu.

Pozycja centra w drużynie prowadzonej przez trenera Dedka obsadzona. Upson będzie konkurował o minuty z Romanem Szymańskim, który kolejny już sezon rozegra na Lubelszczyźnie. W Lublinie na pewno myślą o play off. Poprzedni sezon dał ku temu argumenty, by wierzyć w strategie trenera i określoną grupę zawodników. Jednak zeszłoroczny Start miał Lewisa, którego teraz już mieć nie będzie. Gracz, który przyjdzie wypełnić po nim lukę może okazać się kluczowy do pełnej oceny możliwości tego zespołu.

Morayo Soluade – Legia Warszawa

Pierwszy czarnoskóry koszykarz w Legii. Mo Soluade ma być motorem napędowym stołecznej ekipy w przyszłym sezonie.

23-letni Brytyjczyk to nominalny rozgrywający. Pomimo faktu, że będzie najwyższym graczem obwodowym legionistów, również w drużynie Tanego Spaseva powinien występować na jedynce. Soluade to jeden z największych prospectów brytyjskiego basketu. Od 7 lat koszykarsko wychowywała go Hiszpania, a konkretnie Unicaja Malaga, w której z początku występował w sekcjach młodzieżowych. Dla aktualnego pracodawcy Adama Waczyńskiego rozegrał w sumie 28 spotkań w pierwszej drużynie, w tym 15 w Eurolidze. Poprzedni sezon zakończył z linijką 2,2 punktu na mecz, zbiórka i pół asysty w 9 minut gry. Mo w ramach poszukiwania minut był wypożyczany do klubów z zaplecza ACB, gdzie jego średnie znacznie rosły. W przeszłości reprezentował swój graj w młodzieżowych Mistrzostwach Europy, aktualnie jest członkiem kadry seniorskiej. God Save the Quenn.

Soluade to prawdopodobnie zakup do pierwszej piątki. Obwód Kowalczyk, Mo i Karolak w wyjściowym ustawieniu wygląda obiecująco. Brytyjczyk jest na tyle wysoki by kryć dwójki, może nawet trójki, a w ataku zajmie się kreowaniem gry. Mając obok dobry strzelców trzypunktowych (do wyżej wymienionych dodaj Kołodzieja) i solidnych rozmiarów centra, Soluade będzie mógł przebierać w opcjach, komu dograć piłkę.

Dla Legii zakup podwładnego królowej Elżbiety to spore wzmocnienie. 23-latek doda na obwodzie sporo energii i atletyzmu, a do tego umiejętności i doświadczenia wyniesionych z treningów w Maladze. Piątka, jaką może do gry desygnować Tane Spasev może sobie na spokojnie poradzić w PLK. To co się dzieje na ławce rezerwowych budzi już większe wątpliwości – wielu graczy nieogranych na tym poziomie, dopiero aspirujących do regularnej gry w ekstraklasie.

Włodarzom warszawskiego klub oraz macedońskiemu trenerowi udało się stworzyć ciekawy zespół. Pytanie, czy pozostanie ciekawy tylko przez pryzmat dość egzotycznych transferów i wprowadzenia wielu młodych graczy do Energa Basket Ligi, czy też taktyka i styl gry Legii w rozpoczynającym się w październiku sezonie da powody do użycia tego przymiotnika w późniejszym czasie.

Bartosz Jankowski – Polpharma Starogard Gdański

22-letni rzucający obrońca, który ostatnie sezony spędził w Asseco Gdynia, został nowym zawodnikiem kociewskich Diabłów.

Jankowski to gracz znajdujący się w szerokiej rotacji gdyńskiego klubu od 3 lat. Wielkich minut nie grał, jednak każdy kolejny mecz to parę chwil więcej na parkietach PLK. Średnie z poprzedniego sezonu to 7 minut i 1,4 punktu. Gra Polaka w Gdyni to jednak nie tylko walka o miejsce w składzie ekipy Przemysława Frasunkiewicza, ale również występy w drugim zespole, czy młoda Euroliga, w której popisywał się fenomenalnymi występami. Bartek jest przede wszystkim znany z bardzo dobrego rzutu, gorzej z akcjami na koźle. Gdyńska musztra przygotowała go do gry w PLK pod względem fizycznym, co pozwala mu bronić na przyzwoitym poziomie.

Polpharma dokłada kolejny klocek do budowy polskiej rotacji. Obwód na pewno będzie zdominowany przez graczy zza oceanu, jednak to, co będzie się działo w minutach za nimi jest sprawą otwartą. Dzierżak, Gołębiowski, Jankowski, Struski, każdy z nich może pracą na treningach wywalczyć sobie dominującą rolę w rotacji obwodowej Polpharmy. Myślę, że dla Artura Gronka każdy będzie startował z podobnego pułapu i najbliższy miesiąc wyłoni zwycięzców wyścigu po miejsce na parkiecie.

Starogard Gdański wydaje się być idealnym miejscem do rozkwitu takich graczy jak Jankowski. Liczę, że pod trenerem Gronkiem, przynajmniej jeden z wciąż młodych zawodników wskoczy na wyższy poziom i wypracuje sobie stałe miejsce w pierwszej piątce.

Justin Bibbins – Polpharma Starogard Gdański

Filigranowy rozgrywający z uczelni Utah został nowym zawodnikiem kociewskich diabłów. Amerykanin zastąpi w drużynie Rashuana Davisa, z którym po paru dniach rozwiązano kontrakt.

Jak trochę przymrużysz oczy to nazwisko Bibbins można odczytać jako Baggins. Wzrost Amerykanina pozwoliłby mu z powodzeniem wcielić się w postać napisaną przez Tolkiena. Skojarzenie z Hobbitem to śmieszki, jednak Justin to gracz, który może okazać się kolejnym ciekawym mikrusem w naszej lidze. Daleko sięgać pamięcią nie trzeba, Aaron Johnson był  nie tylko topowym rozgrywającym, ale jednym z najlepszych graczy ligi.

Bibbins ostatni rok rozegrał w barwach uniwersytetu Utah. Był czołową postacią zespołu i liderował w wielu rubrykach statystycznych. Sezon zakończył z linijką 15 punktów, 3 zbiórek, 4,5 asysty i 44% za 3 w 35 minut spędzanych średnio na parkiecie. Pojawienie się skuteczności za 3 powyżej to nie przypadek. Amerykanin to dobry strzelec, który i oddaje sporo prób z dystansu. Rozmiary nie pozwalają mu na niektóre rzeczy, jednak kompilacja szybkości, zwinności i przyspieszania pozwalała mu na aż 15 punktów w nie byle jakiej drużynie.

Na Kociewiu spodziewaliśmy się raczej podpisów graczy podkoszowych, a nie wymiany rozgrywającego. Niedyspozycja Davisa zmusiła klub do poszukiwania następcy i trzeba przyznać, że raczej gorzej nie trafili. Bibbins ma wszystko to co, miał poprzednik, a może swoje zadania na parkiecie wykonywać jeszcze lepiej.

Duet obwodowy stworzy z Tre Busseyem sprowadzonym z ligi niemieckiej. Na pewno będą dużo grać i dużo punktować, ale czy pociągną SKS do play off? Z taką oceną trzeba poczekać najpierw na pełen skład, a potem na pomysł Artura Gronka na ten zespół. Na pewno niezłej gimnastyki będzie od niego wymagało wypełnianie limitów Polakami, chyba, że jeszcze uda się kogoś z rynku paszportowego zgarnąć.

Trochę nam się w tym tygodniu mały benefis SKSu robi..

..Jai Williams – Polpharma Starogard Gdański

Posiłki pod kosz zmierzają do Pe Es Że. Jai Williams nowym graczem SKSu.

No właśnie, czy aby na pewno posiłki? Oficjalna strona Polpharmy nie za dużo nam powiedziała o swoim nowym zawodniku. Może to zabieg celowy, gdyż ostatni sezon na uczelni Saint Joseph’s skończył ze średnimi… 1,4 punktu, 0,25 zbiórki w 4 minuty gry .. w 12 meczach.  Specjalistą od NCAA nie jestem, ale bycie ogonem na takiej uczelni raczej wielkiej kariery nie wróży.

Williams jest określany jako silny skrzydłowy. Warunki fizyczne pozwolą mu grać także na centrze, ale na pewno nie jako podstawowa opcja. Na czwórce najpewniej minuty będzie dzielił z Kacprem Młynarskim, który jako najlepszy Polak w składzie powinien tego czasu na parkiecie co mecz trochę dostawać.

Artur Gronek w jednym z dwóch zdań scharakteryzował swoje nowego gracza tak: Przede wszystkim chciałbym podkreślić jego umiejętność poświecenia się dla drużyny, co może być dla nas bardzo cenne. Jeśli przez poświecenie uznajemy podgrzewanie krzesełek i umożliwienie innym zawodnikom grę, to tak, Williams był w tym dobry.

Polpharma nadal musi zakontraktować podstawowego środkowego i kogoś kto uzupełni rotację frontcourtu. Żeby nie było tylko pesymistycznie. Williams może okazać się pasującym dodatkiem do drużyny. Jeśli rzeczywiście potrafi się poruszać w defensywie i trochę pozbiera, można będzie go zaliczyć jako plus. W ataku ma swoje ograniczenia, oprócz zdobywania punktów przy samej obręczy cudów bym się nie spodziewał.

SKS intensywnie poszukuje zawodników. Braki na rynku paszportowym wymusza właśnie takie ruchy. Pieniędzy w kasie nie ma, a za Polaka trzeba dać prawdopodobnie sporo więcej niż za zawodnika typu Williams. Bilans ceny i ryzyka to pewnie coś, co przeważyło za zatrudnieniem Amerykanina.

Porównania do Kim Adamsa idealnie pasuje do tego, jakim zawodnikiem może w naszej lidze być Jai.

Johnathan Jordan – Miasto Szkła Krosno

Amerykański rozgrywający jest 3 graczem zza oceanu zatrudnionym przez Szklany Team tego lata. John Jordan będzie w przyszłym sezonie bronił barw Miasta Szkła Krosno.

Jordan to absolwent uczelni Texas A&M Corpus Christi (nie mylić z Texas A&M). Ostatni rok na college’u ukończył ze średnimi na poziomie 15,6 punktu, 5 asyst i 4 zbiórki w 36 minut gry. Po studiach próbował swoich sił w G League. Grał dla drużyn: Delaware 87ers, Erie Bay Hawks i Raptors 905. Nie był może podstawowym zawodnikiem w tych klubach, ale 15 i więcej minut na mecz dostawał. Poprzedni sezon to przenosiny do Europy. Johnathan zdecydował się na występy w lidze fińskiej w zespole Salon Vilpas Vikings, w którym w 20 meczach notował średnio: 18,4 pkt, 5,3 zbiórki i 4,3 asysty. W trakcie sezonu zmienił klubowe barwy i przeniósł się do belgijskiego Liege Basket. Po 25 meczach linijka Amerykanina wyglądała następująco: średnio 12,7 pkt, 3,9 zbiórki oraz 4,9 asysty.

John jest znany przede wszystkim z niesamowitego wyskoku. Mimo 178 centymetrów wzrostu wygrywał już konkursy wsadów (między innymi ten podczas Meczu Gwiazd G-Leauge). Chętnie pcha się pod kosz, mija na koźle i szuka faulu/punktów. Wyborowym strzelcem z dystansu nie jest, ale Andre Robersonem też nie.

Jordan pozycje nr 1 będzie dzielił z Grześkiem Grochowskim. Jest to układ dość niewygodny dla obu Panów, gdyż żaden z nich na SG nie pogra, a chrapkę na spore minuty na pewno mają. Może się okazać, że Amerykanin będzie wychodził z ławki. Z uwagi na limity pozycja Groszka w składzie jest niepodważalna, a innych kandydatów do wyjściowego ustawienia wśród Polaków można tylko upatrywać w graczach podkoszowych. Mariusz Niedbalski stoi przed wyzwaniem zbilansowania rotacji i zaprojektowania jej tak, by jak najwięcej atutów graczy zagranicznych udało przenieść się na grę drużyny.

Nowy nabytek Szklanego Teamu może stworzyć bardzo ciekawy zestaw graczy zza oceanu wraz z Loveridgem i Williamsem i kolegą poniżej. Każdy z nich miał okazje występować już w Europie, co pozwala wierzyć, że również w Krośnie się odnajdą i z miejsca staną się kluczowymi postaciami swojej drużyny.

Jordan to gracz, którego chciałbyś mieć w swojej streetballowej drużynie. Jeśli nie stracił na atletyzmie, to jest na pewno jednym z kandydatów to zrobienia akcji sezonu.

Szymon Szewczyk – Anwil Włocławek

Weteran, w przyszłym sezonie już 36-letni Szymon Szewczyk to 4 gracz z mistrzowskiej ekipy, który zostanie we Włocławku na następny sezon.

Szewczyk po brązowym medalu zdobytym ze Stalą przeniósł się do Włocławka i został obsadzony w roli zmiennika Josipa Sobina. Początek rozgrywek był dla Szewca rewelacyjny. Miał funkcjonować w drużynie jako rozciągający obronę rywali center i z tego zadania wywiązywał się znakomicie. Siatka po jego rzutach paliła się raz po raz, a sezon skończył ze skutecznością za 3 na poziomie 42%. Szymon sporo dawał Anwilowi, grając z ławki był bardzo ważnym elementem układanki Igora Milicica. Potem nadszedł Puchar Polski w Warszawie i paskudna kontuzja łokcia, która tak naprawdę wyłączyła go z gry do końca minionych rozgrywek. Były kadrowicz zakończył mistrzowską kampanie ze średnimi: 8 punktów i 3 zbiórek w 15 minut gry.

Szymon mocno walczył o powrót na parkiet. Udało się zdążyć, był w składzie meczowym Anwilu w play off, jednak Milicić nie decydował się na niego w tak ważnym momencie dla klubu. Teraz panowie jeszcze raz spróbują sprawić niezwykłą radość mieszkańcom Włocławka.

fot. Andrzej Romański/EBL

Nie będziemy się czarować. Szewcu rozpocznie sezon w roli piątego podkoszowego, gracza, który ma ubezpieczać polską rotacje i gwarantować rzut trzypunktowy z pozycji numer 5. Przeszedł ciężką kontuzje, powrót do takiej formy jak przed rokiem może być naprawdę trudny. Rola Szymona też się zapewne zmieni, ale wątpię by nie był tego świadomy. Za Sobinem grał będzie Parzeński, więc 35-latek jest trzecim w kolejce do minut. Mając na uwadze eksperymentalne ustawienia trenera Anwilu, to gra Markovicia na piątce dodatkowo utrudni drogę na parkiet Szewczykowi.

Dla rottweilerów to sytuacja znacząco poprawiająca spokój ducha w razie kontuzji któregoś z polskich graczy. Dodatkowo, Szymon swoim doświadczeniem, spokojem i ekspercką wiedzą z NC+ będzie kluczową postacią w szatni i na ławce tej drużyny. Sezon Anwilu nie musi być usłany różami. Porażki chociażby w BCL na pewno przyjdą, a wtedy rady i spostrzeżenia nawet stojącego z boku Szewczyka mogą pomóc przetrwać cięższe chwile.

Anwil ma już w składzie 10 zawodników rotacyjnych i młodego Komendę lub, jak kto woli, 9 zawodników rotacyjnych, starego doświadczonego Szewczyka i młodego Komendę.

Przemysław Karnowski – Polski Cukier Toruń

Finalista turnieju NCAA i rekordzista ligi akademickiej pod względem zwycięstw dołącza do drużyny ze swojego rodzinnego miasta. Przemysław Karnowski Twardym Piernikiem!

Big Karn jest absolwentem uniwersytetu Gonzaga, gdzie spędził 5 lat. Po sezonie 2015/16 Przemek nabawił się groźnej kontuzji, która wykluczyła go na długo z treningu i gry. Ostatni rok w college’u to jednak fenomenalny run Bulldogów do finału turnieju March Madness, gdzie nieznacznie ulegli North Carolina. Karnowski rozegrał 39 spotkań i skończył z linijką na poziomie 12 punktów i 6 zbiórek w 23 minuty gry na mecz. Na kanwie sukcesu i delikatnego szumu, jaki wywołał znakomity sezon Gonzagi, Polak próbował dostać się do NBA. Najpierw nadzieje na końcówkę drugiej rundy draftu, potem liga letnia, jednak żaden klub z ofertą kontraktu się nie zgłosił. Big Mamba skierował więc swoje talenty w kierunku Europy i najlepszej ligi starego kontynentu, czyli ACB. Na jego usługi skusiła się grająca w EuroCup MoraBanc Andorra. Występy z NCAA nie przełożyły się jednak na dobre otwarcie profesjonalnej kariery. Karnozaur rozegrał dla górskiego klubu jedynie 23 spotkania, po czym został wypożyczony z uwagi na małą przydatność do Montakitu Fuenlabrady. W Andorze średnie Przemka to 7,5 punktu, 3 zbiórki w 17 minut gry. Po wypożyczeniu miało być lepiej, a było gorzej. Nieco ponad 8 minut, 2 punkty i zbiórka to osiągnięcia Karnowskiego w klubie z przedmieść Madrytu. Po rozczarowującym rookie-sezonie skrzynka mailowa od ofert nie pękała, a Przemek długo zwlekał z decyzją. Problemy zdrowotne nie pozwoliły na grę w kadrze w czerwcu, co jeszcze bardziej obniżyło jego wartość rynkową. Big Mamba zdecydował się wrócić w rodzinne strony i odbudować się w Polskim Cukrze Toruń.

Karnowski jak na polskie warunki jest dodatkiem olbrzymim (dosłownie i w przenośni). Torunianie do i tak już mocnego zestawu Polaków dorzucają kolejnego reprezentanta kraju, który pozwoli im poszerzyć możliwości ofensywne. Dla Przemka przyjście do PLK to szansa na pokazanie swojego dominującego potencjału i wybicie się do większej koszykówki, ale również ogromne ryzyko. Kiedy w Toruniu okaże się graczem przeciętnym, Europa i świat w skuteczny sposób będą mogły o nim zapomnieć.

Z mojej perspektywy, Karnowski to najbardziej przehajpowany polski zawodnik. Zdaję sobie sprawę, że ma wielu fanów, którzy podkreślają jego fantastyczną grę tyłem do kosza i umiejętności bycia point centrem, jednocześnie skutecznie spychających na dalszy plan mnogość wad Przemka. Brak angażu w NBA i słaby sezon w ACB można zrzucić na karb ewolucji koszykówki i braku potrzeby takich graczy jak Big Karn. Ale co, to tyle? Nie pasuje i już, zwijamy żagle? Ciężko nie być najzwyczajniej w świecie poirytowanym tym, jak wielki potencjał Przemka się marnuje. Kontuzje nie pomagają, ale i trudno jest mi nie odnieść wrażenia, że sam Przemek też sobie nie pomaga.

Chciałbym zobaczyć Big Mambę, który w obronie daje rade. Po prostu, że nadąża w obronie picka, że obwodowi nie wjeżdżają z nim do kosza, jak z pachołkiem na treningu, że w ataku pójdzie parę razy w prawo, że wypracuje rzut z 4-5 metrów. Nikt nie oczekuje, że będzie skakał ludziom po głowach, ani rzucał trójki.

O jego sylwetce napisano już książki i.. nic się nie zmienia. Przemek do gry na najwyższym poziomie w Europie musi zrzucić kilogramów sporo, inaczej kontuzje i braki wynikające z ociężałości nie pozwolą na podbijanie Starego Kontynentu. Ale to chyba nic dziwnego, że od profesjonalnego koszykarza wymagamy, by koszulka meczowa nie podkreślała jego krągłości.

Na końcu jednak nadal wierzę, może naiwnie, że Karnowski to center w kadrze na lata. Chciałbym i życzę mu wielkiej kariery, a ten sezon w Toruniu niech będzie dla niego pierwszym do tego krokiem. Ma możliwości i tego nikt mu nie odbiera, teraz czas na pracę i efekty.

Twarde Pierniki jeśli miały możliwość zatrudnienia Przemka, to podjęły jedyną słuszną decyzję. Zatrudniły go. Zmienię zdanie jeśli się okaże, że fundusze na gracza obwodowego poszły w całości na Mambę. Jak bardzo bym nie marudził, to nadal Big Karn powinien dawać 10 punktów na mecz z palcem w nosie. Jeśli tylko zdrowie pozwoli to aktualny jego arsenał ofensywny w znacznym stopniu ułatwi grę torunianom, a drużyna będzie po prostu lepsza niż ta, która zdobyła brąz. Dejan Mihevc dostanie kolejne narzędzie do pracy. Na centrze może skorzystać z defensywnego ustawienia z Mbodjem, albo z ofensywnego z Karnem i dostosowywać piątkę na parkiecie do aktualnych potrzeb.

Nie wiem, czy jest zawodnik, którego postawa w przyszłym sezonie mnie bardziej ciekawi niż Przemek. Dawać już ten październik!

Charlie Westbrook – Miasto Szkła Krosno

Jordan, Jordan, Bogdanović, Williams, Westbrook. Niezły All-Star Team montują w Krośnie. Zawodnikiem Szklanego Teamu został Charlie Westbrook.

Amerykański obieżyświat zawitał na Podkarpacie. Westbrook to gracz, który przez wiele lat usilnie starał się dostać do NBA przez ligi letnie, G League i campy.  Miał nawet podpisany kontrakt z Milwaukee Bucks, ale nie udało się wybiec na parkiet. Charlie szukał dla siebie miejsca po całym globie – grał na czterech kontynentach, a ostatni sezon spędził w Iraku. Dla Al. Shurtah Police, notował średnio 23pkt, 4as., 6zb. na mecz. W przeszłości Westbrook miał grać dla MKSu Dąbrowa Górnicza, jednak nie przeszedł testów i klub rozwiązał z nim umowę.

Westbrick Westbrook mierzy 193cm i głównie występuje jako rzucający obrońca. Nie jest najlepszym strzelcem dystansowym. Sporo gry na koźle, pojedynków 1 na 1, koszykówki improwizowanej, tego można się spodziewać po nowym nabytku Miasta Szkła Krosno.

W drużynie Mariusz Niedbalskiego Westbrook powinien być podstawowym rzucającym obrońcą i graczem obsadzonym w dużej roli. Dość ryzykowne jak na zawodnika, który ostatnio w profesjonalnej lidze nie grał. Umiejętności predysponują go do poradzenia sobie na poziomie PLK, ale forma i kondycja zdrowotna Charliego jest sporą zagadką.

Krosno skompletowało już cały zespół. Początek nie zapowiadał niczego dobrego, mimo to udało się zgromadzić ciekawą grupę. Mariusz Niedbalski ma z kim pracować, jest z czego coś wycisnąć. Poprawa bilansu z poprzedniego roku to powinien być cel dla tej drużyny i jest to z tą grupą jak najbardziej do osiągnięcia.

Ułożenie tego gwiazdozbioru w szklanym mieście to spore wyzwanie dla trenera Niedbalskiego. Nic dziwnego, że to jego osoba jest największym znakiemzapytania w przypadku drużyny z Podkarpacia.

Tak na totalnym marginesie zmiana logo, koszulek na duży plus!

Mathieu Wojciechowski – MKS Dąbrowa Górnicza

Francuz z polskim paszportem został nowym koszykarzem MKSu. Dla Wojciechowskiego będzie to pierwszy sezon w PLK.

Skrzydłowy spędził ostatni rok we francuskim JL Bourg-en-Bresse. Dla ekipy z Pro A rozegrał 25 spotkań i skończył sezon ze średnimi na poziomie 4 punktów, 2,5 zbiórki w 14 minut gry. Wojciechowski całą swoją dotychczasową karierę spędził w ojczyźnie bagietek. Ma dopiero 26 lat i jeszcze spore możliwości do rozwoju. Małe minuty i słabe perspektywy na poprawę w tym względzie pchnęły go do odstąpienia od umowy ze swoim aktualnym klubem i przenosin do Polski. Mathieu był także w kręgu zainteresowań trenera reprezentacji Polski, ale na dłużej miejsca w kadrze nie zagrzał.

(Chwilowy) Reprezentant Polski to energetyczny skrzydłowy, najczęściej grający na pozycji nr 4. Budowa ciała, pochodzenie zdają się przypominać Aarona Cela, jednak Wojciechowski to gracz o zupełnie innych atutach. Rzut za 3 punkty dopiero rozwija (poprzedni sezon to 25% w tym względzie), a swoich okazji szuka raczej bliżej kosza.

fot. Andrzej Romański/KoszKadra

Przy przepisie o 2 Polakach na parkiecie chętnych na jego usługi nie mogło zabraknąć. Za telefon chwycił także Jacek Winnicki, któremu udało się namówić Wojciechowskiego do gry dla jego zespołu. Na pozycji silnego skrzydłowego będzie dzielił minuty z Michałem Gabińskim. Przed rokiem na jego miejscu był Kowalenko i to jego będzie próbował zastąpić Francuz.

Problemy MKSu są wszystkim bardzo dobrze znane. Mimo to udało się skompletować zestaw podkoszowy, który gwarantuje może nie najwyższy poziom, ale też nie najniższy. Ogromną jego zaletą jest aż 3 Polaków, co zapewni uwolnienie minut dla graczy zagranicznych na obwodzie, na których jeszcze czekamy.

Uprzedzając pytania blisko miliona czytelników, piątkowo-wieczorne transfery przeskakują do kolejnej części.

Dojrzałe ogóry cz. V

Dojrzałe ogóry cz. IV

Dojrzałe ogóry cz. III

Dojrzałe ogóry cz. II

Dojrzałe ogóry cz. I

Dojrzałe ogóry cz. V

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK 4.08-10.08

Aktualne składy PLK

Robert Upshaw – Asseco Gdynia

Ostatnie już wzmocnienie nadmorskiego klubu. Amerykański środkowy Robert Upshaw dołącza do Asseco.

Mierzący 213 centymetrów center to gracz, który ma za sobą 4 mecze w barwach Los Angeles Lakers i to nie w Lidze Letniej, ale już w preseason. Było blisko. Upshaw już w college’u jawił się jako gracz z potencjałem na wtargnięcie do Ligi. Duże rozmiary, spory zasięg rąk, monstrualna ilość rozdawanych bloków na uczelni – 4,5 na mecz, sprawiały, że Amerykanin znajdował się na radarze skautów drużyn NBA. Jeszcze kilka lat temu trwały intensywne poszukiwania centrów w typie obrońcy obręczy, który w ataku za dużo nie musiał umieć oprócz wpakowania piłki do kosza. Można sądzić, że jeśli z nastawieniem i głową Roberta byłoby wszystko w porządku, to utrzymałby się na dłużej w najlepszej lidze świata.

Kariera Upshawa skierowała go za granicę. Ostatni sezon spędził w lidze libańskiej reprezentując drużynę Champiville. Ponad 30 minut na mecz, prawie 8 zbiórek, 2 bloki i 13,4 punktu to linijka na koniec rozgrywek 2017/18. W Libanie grali już zawodnicy znani z PLK, którzy potrafili lepiej, chociażby Ater Majok.

Robert Upshaw to zawodnik mogący potencjalnie zdominować strefę podkoszową PLK jednocześnie niosący za sobą duże ryzyko. Niestety, jest postacią znaną nie tylko ze świetnych zagrań na boisku. Problemy z prawem, narkotykami to tylko pierwsze z brzegu rzeczy, jakie można mu wyciągnąć. Nie ma sensu go teraz dyskredytować, kiedy nawet się w Polsce jeszcze nie zjawił, ale w Gdyni będą musieli dosyć mocno uważać na pozaboiskowe poczynania swojego nowego wielkoluda.

No dobra, nie śmieszkujmy.

Asseco pod koszem to prawdziwa ściana. Na drodze atakujących kosz zawsze będzie ktoś z dwójki wieżowców – Adaś albo Robuś. Obaj gracze to giganci brylujący w blokach, dorzucając do tego Dariusza Wykę, który w poprzednim sezonie rozdawał średnio 1,7 bloku na mecz, otrzymujemy zestaw środkowych w typie Marcina Możdżonka, którzy raz po raz będą wbijać gwoździe przeciwnej drużynie.

Z pewnością należy docenić to, co udało się stworzyć w Gdyni. Na pierwszy rzut oka pieniądze wydane mądrze, skład mogący z powodzeniem walczyć o najwyższe krajowe laury oraz o zwycięstwa w EuroCupie. Przemysław Frasunkiewicz przyzwoitymi sezonami na ławce trenerskiej i pracy przy U20 wyrobił sobie opinię jednego z najbardziej obiecujących trenerów młodego pokolenia. Oczekiwania, pogodzenie ambicji zawodników, duża ilość spotkań, głowa Upshawa, to wszystko spadnie teraz na jego barki. Podoła, czy nie? To chyba największy znak zapytania stawiany w przypadku odradzającej się nadmorskiej potęgi.

Albert Owens – Spójnia Stargard

Pierwsza twarz z zagranicy w Stargardzie. Kolejny amerykański zawodnik, który zaraz po college’u trafia na polskie parkiety.

Owens to 206 centymetrowy środkowy, absolwent uczelni Oral Roberts z Oklahomy. Rozegrał w jej barwach 4 sezony. Ostatni rok to statystyki na poziomie 24 minut, 11 punktów i 4 zbiórek, ale nie był to jego najlepszy sezon na uniwersyteckich parkietach. Trzeci rok na uczelni to zdecydowanie największa porcja minut jaką otrzymał – 31 na mecz, co przełożyło się na 17,4 punktu i 5,5 zbiórki.  Owensa najczęściej można spotkać w grze tyłem do kosza. Ciężki (117kg), silny, potrafiący upchnąć się pod obręczą. Nie spodziewałbym się wielu punktów z jego strony zdobytych spoza pola 3 sekund. Warto też zwrócić uwagę, że jak na minuty, które grał na uczelni to kolumna zbiórek nie jest powalająca. Ciekawe, jak poradzi sobie w tym względzie w naszej lidze, gdzie akurat pod koszem doszło wielu mocnych zawodników.

W Stargardzie z kompletowaniem składu się do tej pory nie spieszyli. Może to i rozsądna taktyka, ubiegłoroczny beniaminek pokazał, że należy do wyborów personalnych podejść z odpowiednią cierpliwością, by się potem nie zbłaźnić. Zestaw polski praktycznie niezmieniony, za Czujkowskiego przychodzi Pamuła,, choć to nie do końca zmiana 1 do 1. Taka sytuacja już niesie za sobą pewne ryzyko zderzenia się z poziomem PLK. Odpowiedni zestaw zawodników zagranicznych w dużym stopniu powinien pomóc całej drużynie funkcjonować na najwyższym szczeblu.

Owens pod koszami Energa Basket Ligi będzie miał nie byle jakich przeciwników. Nawet Legia, czy GTK ściągnęli interesujących zawodników na pozycję centra. Do tego kluby z TOP4, gdzie za rywali będzie miał Hassella, Sobina, Łapetę, Upshawa, Mbodja… Niezłe masowanko się szykuje.

Rashun Davis – Polpharma Starogard Gdański

Nowy rozgrywający na Kociewiu. Absolwent uczelni Radford to pierwszy z zagranicznych nabytków drużyny prowadzonej przez Artura Gronka.

Davis spędził w college’u 4 lata. Ostatni rok gry (2015/16) to bardzo duża rola nowego rozgrywającego Polpharmy. Średnio 31 minut spędzanych na parkiecie, ponad 14 punktów, blisko 5 asyst i 3 zbiórki. Po karierze uniwersyteckiej Davis przeniósł się na stary kontynent i wybrał grę w lidze słowackiej. Poprzedni sezon to z kolei liga słoweńska i występy dla Rogaska Crystal. 33 rozegrane spotkania i statystyki niemal identyczne, jak na końcu przygody w Radford. Ctrl+C, Ctrl+V.

Rashun to gracz filigranowy (180 cm), ale niezwykle szybki i dynamiczny, co jest charakterystyczne dla Amerykanów tej postury. Potrafi zdobywać dużo punktów, nie boi się odpowiedzialności i bardzo mocno wierzy w swój rzut.

Davis powinien być podstawową jedynką na Kociewiu. Jego zmiennikiem będzie Paweł Dzierżak i tak będzie wyglądała rotacja na rozegraniu Polpharmy. Amerykanin może być jednym z najważniejszych ogniw swojej drużyny, to od niego będzie zależał cały atak SKSu. Mając za plecami niedoświadczonego zmiennika czekają go najprawdopodobniej duże minuty, a co za tym idzie rubryki w statystykach będą puchły. Nie tylko asysty, ale myślę, że przede wszystkim punkty to kolumna, w której będzie przewodzić swojej drużynie.

Jak na razie skład Polpharmy to wiele dziur. Pod koszem mamy sporą plaże. Przydałoby się też wzmocnić nieco polską rotacje, która na tę chwilę wygląda mało porywająco.

Robert Lowery – Polski Cukier Toruń

Pierwsza nowa twarz w szeregach Twardych Pierników. Zawodnikiem torunian został 30-letni Amerykanin, Robert Lowery.

Dj Thompson Lowery to gracz obwodowy, mierzy 190 centymetrów wzrostu i najczęściej pełnił rolę rozgrywającego. Dobre warunki fizyczne połączone z obroną, za która jest chwalony powodują, że może być również wykorzystywany w grze obok drugiego rozgrywającego na parkiecie. Amerykanin to absolwent uczelni Dayton, który ma za sobą już dość bogatą karierę europejską. Miał okazję występować w EuroCupowej Albie Berlin oraz w drużynach uczestniczących w lidze VTB – VEF Ryga i Astanie. Szczególnie sezon w stolicy Kazachstanu to imponujące statystyki  na tle nie byle jakich rywali. 29 minut średnio na mecz, a w tym czasie ponad 14 punktów, 4 asysty i prawie 2 przechwyty to linijka Lowerego z tych rozgrywek. Poprzedni sezon to gra dla tureckiego Antalya BSB. Tam statystyki poszły jeszcze w górę – 33 minuty, 16,7 punktu, 5,8 asysty i 5,3 zbiórki. I niech nie zwiedzie Cię, że to nie najwyższy szczebel rozgrywek w Turcji. 2 liga turecka to na pewno bogatsza liga niż polska, co do poziomu to kłócić się można, ale na pewno nie jest tak, że jest jakaś wielka dysproporcja. Po Starksie, który przychodzi do Stelemtu, to drugi transfer właśnie z tej ligi. Który okaże się lepszy na polskim podwórku?

Twarde Pierniki już w tym tygodniu wystartowały z przygotowaniami do nowego sezonu. Eliminacje do Basketball Champions League wymusiły delikatny pośpiech przy budowaniu drużyny i rozpoczęciu zajęć. Stabilizacja składu działa na pewno na korzyść toruńskiej ekipy, jednak tak jak w poprzednich latach czołową rolę pełnił będzie amerykański gwiazdor, który co roku jest inny. Za drużynę w tym sezonie będzie w dużej mierze odpowiedzialny Robert Lowery. Polski Cukier składu jeszcze nie zamyka, należy się spodziewać kolejnego wzmocnienia. Żeby realnie myśleć o przejściu kolejnych rywali w eliminacjach Ligi Mistrzów Pierniki potrzebują jeszcze jednego gracza robiącego różnicę, a nie tylko uzupełnienia składu.

https://www.youtube.com/watch?v=k9gaUUUW4rE

Zeszłorocznym koniem pociągowym ekipy Dejana Mihevca był Glenn Cosey. Amerykanin to gracz, który potrafił w pojedynkę odwrócić losy spotkania. Niezwykła pewność siebie połączona z umiejętnościami koszykarskimi pomogła mu stać się liderem brązowych medalistów. Teraz w jego miejsce przychodzi jego rodak, Lowery, który papiery na bycie gwiazdą ma jeszcze lepsze niż poprzednik. Jeśli rzeczywiście ilość talentu i umiejętności Amerykanina jest wprost proporcjonalna do długości jego włosów to szybko zapomnimy o popisach Coseya.

Patryk Nowerski – Legia Warszawa

Legia Warszawa dodaje kolejnego Polaka pod kosz. Grający ostatnio w niższych klasach rozgrywkowych Patryk Nowerski związał się ze stołecznym klubem kontraktem na nadchodzący sezon.

Nowerski od 5 lat gra na parkietach I ligi, a ostatni sezon spędził w Pogoni Prudnik. Jego statystyki za ostatni rok to średnio 16,3 minuty,  8,3 punktu i 4,6 zbiórki. Polak to gracz wysoki, mierzy 206 centymetrów i może występować na obu pozycjach podkoszowych. Za 3 nie rzuca, operuje bliżej obręczy, gdzie korzysta ze swojej siły i rozmiarów.

Nowerski powinien w Legii otrzymywać minuty zarówno na centrze jak i na czwórce. Niepodważalną postacią w rotacji będzie Patiejew, ale już z innymi można konkurować. Tane Spasev na pewno ma jakiś pomysł w głowie, w jaki sposób wykorzystać Polaka. Pytanie tylko, czy umiejętności Patryka wystarczą na ekstraklasę.

Legia po dużych transferach Polaków – Kowalczyku i Karolaku, stara się uzupełnić skład zawodnikami aspirującymi do gry na poziomie PLK. Nie są to starzy wyjadacze, a raczej koszykarze dopiero rozpoczynający swoją przygodę z PLK. Młodość, ambicja i zaangażowanie to z pewnością rzeczy, które powinny wyróżniać tę grupę. Po zeszłorocznym składzie opartym na graczach doświadczonych nastała rewolucja. Czy dowództwo Tane Spaseva okaże się na tyle skuteczne by poprowadzić wojskowych do zwycięstw?

Tre Bussey – Polpharma Starogard Gdański

Dzień po dniu w Starogardzie mamy ogłoszenie kontraktu. Obwód zostaje wzmocniony kolejnym graczem. Tym razem do ekipy Artura Gronka trafia 26-letni rzucający obrońca Tre Bussey.

Amerykanin to absolwent uczelni Georgia Southern. Po ukończeniu studiów Tre próbował swoich sił w G League, na Bałkanach, na Cyprze, a ostatni rok spędził w niemieckiej BBl. We wszystkich miejscach oprócz Eisbaren Bremerhaven z ligi niemieckiej grał bardzo dużo, około 35 minut na mecz. Poprzedni sezon w Bundeslidze to ucięcie minut o połowę. Bardziej wymagająca liga, lepszy zespół to i trudniej o tak duża rolę jak w latach poprzednich. W niemieckim zespole Bussey na parkiecie przebywał średnio 17,4 minuty i zdobywał ponad 5 punktów.

Bussey to bardzo ciekawy zawodnik. Leworęczny, dynamiczny obrońca, który doskonale czuje się z piłką w rękach. potrafi zrobić sobie samemu miejsce do rzutu, kiedy ma tylko okazje gra 1 na 1 i wykorzystuje swoje umiejętności do minięcia rywala lub wyprowadzenia go z pozycji obronnej. Podpatrzył Jamesa Hardena i wali step back tróje jak brodacz.

Tre z Davisem są w stanie stworzyć bardzo mocny duet obwodowy. 30 punktów na mecz od nich dwóch? Stawiam w ciemno. Z drugiej strony istnieje taka możliwość, że dwaj Amerykanie zdominują za bardzo swoją drużynę. Jestem w stanie sobie wyobrazić zawrotne ilości rzutów jakie będą wykonywać. Nie ma wątpliwości, że statystyki będą nabijać, ale czy pójdą z tym w parze kolejne zwycięstwa Polpharmy?

Patrząc na skład SKSu to więcej miejsca na obwodzie nie widać. Dwóch Amerykanów, Dzierżak, Davis, Gołębiowski, dochodzi jeszcze Bartosz Jankowski. Na 3/4 mamy także Młynarskiego, który będzie czołową postacią polskiej rotacji. Najbliższe dni to wzmożona praca nad kontraktami graczy podkoszowych.

Mateusz Szlachetka i Daniel Dawdo – GTK Gliwice

Chłopaki ogłoszeni hurtem, to i my rozpatrzymy ich razem. GTK zamyka skład dokładając do drużyny dwóch gracz urodzonych w 1999 roku.

Mateusz Szlachetka uzupełni pozycję rozgrywającego drużyny z Zagłębia z górnego Śląska. Poprzedni sezon spędził w SMS Władysławowo grającym w II lidze. Grał po 30 minut, zaliczał ponad 16 punktów i 5,5 asysty. Co ważne, trafiał za 3 punkty powyżej 40%, a w sumie rzutów oddał aż 105.

Daniel Dowdo podobnie jak Szlachetka ukończył nadmorską Szkołę Mistrzostwa Sportowego. Gra w II lidze to jednak nie tak dobre występy jak nieco niższego kolegi opisanego powyżej. Na parkiecie średnio przebywał 13,5 minuty zdobywając w tym czasie 3,5 punktu i 1,7 zbiórki. Przeskok z II ligi do ekstraklasy na pewno będzie ciężki, ale Gliwice wydają się dobrym miejscem na postawienie takiego kroku.

GTK trochę cierpi na niedostatek ogranych ligowców. Braki w tym względzie będzie starało się nadrobić zaangażowaniem i ambicją zawodników jeszcze stosunkowo młodych, którzy chcą na stałe wywalczyć sobie miejsce w ekstraklasie. Kiwilsza, Radwański, nawet Słupiński i Robak, a teraz także Szlachetka i Dawdo to gracze wciąż przed szczytem swoich karier. Minuty w  Gliwicach mogą w dużym stopniu pomóc im w rozwoju i polepszeniu swoich umiejętności. Odpowiedzialność za wygląd drużyny  spadnie na graczy zagranicznych, jednak z uwagi na przepis o 2 Polakach parę minut każdy z tych chłopaków może sobie wyrwać.

Jalen Hayes – Spójnia Stargard

Drugi obcokrajowiec zatrudniony przez Spójnie. Debiutujący w Europie i profesjonalnej koszykówce Jalen Hayes został nowym koszykarzem stargardzkiej drużyny.

Absolwent i jeden z liderów uczelni Oakland, mający nieco ponad 2 metry Amerykanin to jeden z kandydatów na gwiazdę beniaminka PLK. Przez trzy ostatnie sezony grał dla swojego uniwersytetu ponad 30 minut na mecz, konsekwentnie podnosił średnią punktową, która na koniec ubiegłych rozgrywek wynosiła niecałe 19 punktów. Hayes to zawodnik leworęczny, w dużej mierze operujący bliżej kosza. Zbierał ponad 8 piłek na spotkanie i w taktyce przeważnie ustawiany był na silnym skrzydle.

https://www.youtube.com/watch?v=YS__Ybbf1R4

Amerykanin za partnera pod koszem będzie miał kolegę zza oceanu. Powinni stworzyć ciekawy duet, jednak problemem, jakiego bym się tu doszukiwał, jest brak rzutu u obu graczy. Spójnia musi tę dwójkę otoczyć dobrymi strzelcami by spacing jakoś przetrwał. Ściągnięcie do Stargardu Piotrka Pamuły powinno w dużym stopniu ułatwić tę sprawę.

Hayes to gracz, który bardziej wygląda na lidera niż Owens, lidera pod względem punktowym. Amerykanie na pewno będą odpowiedzialni za wydajność ofensywy Spójni, ale i za zabezpieczeni deski. Czy wystarczy im umiejętności na warunki PLK by to osiągnąć? Czas pokaże, na pewno bardziej przemawia do mnie transfer skrzydłowego. Takich zawodników jak Hayes potrzeba tej ekipie, by powalczyć o minięcie w ligowej tabeli zespołów na podobnym poziomie.

Walerij Lichodej – Anwil Włocławek

Nie karabin AK-47, a WL-11 trafia do Włocławka. Doświadczony Rosjanin uzupełni rotację na silnym skrzydle w zespole Mistrza Polski.

Lichodej przez większość kariery grał w swojej ojczyźnie. Bronił barw takich drużyn jak: Khimki, Unics Kazań, czy Lokomotiv Kubań. Oprócz ligi rosyjskiej i VTB grał także w EuroChallenge, EuroCup (zwycięstwo z Lokomotivem), FIBA Europe Cup oraz Eurolidze. Ostatni rok to gra dla litewskiego Nevezis Kiejdany i włoskiego Betaland Capo d’Orlando (były klub Jakuba Wojciechowskiego). Walerij znany jest przede wszystkim z bardzo dobrej skuteczności za 3 punkty.  Przez całą karierę Rosjanin bardzo rzadko schodził poniżej 40% w tym względzie. Sumarycznie poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 12 punktów, 5 zbiórek i 2 asyst w 28 minut gry.

Lichodej kreowany jest trochę na specjalistę tylko w jednym względzie i zawodnika jednowymiarowego, jednak ciężko przypuszczać, by zaszedł tak wysoko umiejąc tylko i wyłącznie rzucać. Świeży rottweiler to bardzo inteligentny gracz, na którego umiejętności czytania gry i inteligentengo ustawiania się w ataku liczy bardzo mocno Igor Milicić.

Anwil tego lata celował w Cela, ale skończył z Celem w wersji rosyjskiej. Lichodej stylem gry mocno przypomina Francuza z polskim paszportem. Igor Milicić przyzwyczaił do strategii budowania składu, w której na czwórce biega gracz bardzo dobrze czujący się 675 centymetrów od kosza i dalej. Transfer Walerijego to ważny dodatek do drużyny. Gracz o profilu, jakiego Anwilowi brakowało. Lichodej przede wszystkim rozciągnie grę, zrobi się więcej miejsca dla gry 1 na 1 Sobina, ale i penetracji, czy ścięć z obwodu. Tak dobrze rzucający za 3 punkty gracz zatuszuje też pewne braki w tym względzie Kostrzewskiego kiedy razem będą na parkiecie. Co więcej, mając przed sobą perspektywę gry w BCL włocławianie dodają do składu gracz, który w niejednych pucharach już występował. Swoim doświadczeniem na pewno wspomoże debiutujący w tych rozgrywkach zespół i doda odpowiedniego spokoju na boisku.

Nowy nabytek Anwilu nie należy do graczy, którzy porwą publiczność i będą niezwykle efektowni. Jednak w przypadku Lichodeja najważniejsza będzie efektywność, a tego możemy się po nim zdecydowanie spodziewać.

Jakub Sadowski – Legia Warszawa

Zaledwie 17-letni podkoszowy, Jakub Sadowski, podpisał zawodowy kontrakt z Legią Warszawa i zostanie włączony do pierwszej drużyny na sezon 2018/19.

Kuba to wychowanek Legii. Ostatni sezon rozegrał w jej barwach w II-ligowych rezerwach klubu. Notował tam średnio 4 punkty i 4,6 zbiórki w 17 minut gry.

Sadowski to inwestycja w przyszłość. Będzie występował w drużynie juniorskiej łącząc to ze swoimi obowiązkami przy pierwszej drużynie. W ekstraklasie powinien zadebiutować, jednak jego rola najpewniej ograniczy się do minut w końcówkach rozstrzygniętych meczów.

Legia ma już w składzie 11 zawodników. Brakuje ostatniego zagranicznego wzmocnienia na obwód. W poprzednich tygodniach dało się usłyszeć o amerykańskim rozgrywającym, jak będzie naprawdę, to okaże się w kolejnych dniach.

Luis Montero – Anwil Włocławek

Włocławek nie doczekał się przedłużenia kontraktu z Ivanem Almeidą. W zaciszu klubowych gabinetów trwały poszukiwania jego zastępcy. Żeby nie ułatwiać sobie zdania, tak jak rok temu, Milicić rozłożył przed sobą wielką mapę, zawiązał przepaskę na oczach i zaczął się obracać. Kiedy asystent trenera, Marcin Woźniak, powiedział stop, Milicić wycelował długopis. Tym razem  padło na Dominikanę.

Montero ma za sobą debiut na parkietach najlepszej ligi świata. Rozegrał w sumie tylko 14 spotkań (dla Blazers i Pistons), ale zdjęcie z Andre Drummondem zdążył wrzucić. Większość swojej jeszcze niezbyt długiej kariery (25 lat) spędził na zapleczu NBA. Próbował także swoich sił w ligach letnich NBA (Portland, Sacramento, Dallas) i grał w reprezentacji swojego kraju. Ostatni sezon to gra w G League dla Grand Rapids Drive oraz Reno Bighorns i średnie na poziomie 10.5 pkt., 6.9 zb. i 2.4 ast.

Nie da się mówić o nowym nabytku Anwilu bez odniesienia się do postaci Ivana Almeidy. To w jego buty będzie musiał wejść i to do niego będzie porównywany przez kibiców. Zaczynając od samej postury, to są niemal identyczni. Dominikańczyk jest ciut większy, ale także szczupły i podobnej karnacji. Tak samo jak Alemida lubi nosić krótsze spodenki, by podkreślić długość swoich dolnych odnóży. Co do koszykarskich aspektów to na pewno Kabowerdeńczyk był dużo bardziej efektowny. Nie przepuszczał okazji na załadowanie z góry, czy posłanie piłki w drugi rząd trybun po bloku na drugim piętrze. Montero wydaje się być lepszym shooterem, graczem bazującym bardziej na umiejętności czytania gry i boiskowym IQ niż atletyzmie. Dużo na boisku widzi, umie odegrać, a także mocno pomaga na zbiórce.

Anwil skompletował już zestaw gracz na pozycje 2 i 3. W wyjściowym ustawieniu pewnie zobaczymy Michalaka z Montero, choć Igor Milicić przyzwyczaił do sporej rotacji. Transfer Dominikańczyka dodaje na obwód Anwilu rozmiaru, zasięgu ramion, które są niezbędne w preferowanej przez Chorwata obronie. W ataku możliwe, że będzie wolnym elektronem. Zawodnikiem z piłką w rękach lub czekającym na podanie, rozgrywającym akcje dwójkowe i kończącym szybkie ataki. Wachlarz możliwości nowego nabytku rottweilerów jest naprawdę duży. To typ gracza, który u MIlicicia w poprzednich sezonach był gwiazdą i tego też należy się teraz spodziewać.

Podpis Montero to jednak nie tylko ochy i achy, ale także wątpliwości. Pierwszy sezon w Europie, od razu w BCL i w drużynie grającej skomplikowany taktycznie basket. To spore wyzwanie dla Luisa, ale też i ogromna szansa na bilet do wielkiej koszykówki. Jego poprzednik taki bilet dostał i to w pierwszej klasie.

Anthony Hickey – Spójnia Stargard

Powrót do PLK. Amerykański rozgrywający Anthony Hickey podpisał kontrakt z beniaminkiem Energa Basket Ligi.

Amerykanina możemy pamiętać z polskich parkietów, grał dla Asseco Gdynia w sezonie 2015/16. Dzielił jeszcze wtedy szatnie z dzisiejszym trenrem Arki, Przemysławem Frasunkiewiczem, czy Filipem Matczakiem. Hickey zakończył polską przygodę statystykami na poziomie 14 punktów, niecałych 3 asyst, 3,5 zbiórki w 31 minut gry. Ostatni sezon to gra na Cyprze dla Enosis Neon Paralimni i linijka na poziomie 19 punktów, 5 zbiórek i 4,5 asysty w 35 minut gry. Liga raczej nie z tych wymagających (do polski przychodził stamtąd np. Toney McCray), ale statystyki na tak dominującym poziomie świadczą, że Hickey utrzymuje dobrą dyspozycje. Odwiecznym kłopotem w jego przypadku był rzut za 3 punkty, który plasuje się gdzieś w okolicach 30%, jednak braki dystansowe nadrabia szybkością, która pozwala na ekspresowe mijanie rywali.

W jednym tygodniu udało się włodarzom ze Stargardu sprowadzić trzech Amerykanów. Dwaj podkoszowi dopiero zadebiutują w Europie, natomiast Hickey to zawodnik mimo młodego wieku już ograny. Sprawdził się w PLK, grał w Grecji, błyszczał na Cyprze, nic nie stoi na przeszkodzie by znów czarował na polskich parkietach. Amerykanin to naturalny kandydat na lidera drużyny, gracza na 14 punktów, 6 asyst i 4 zbiórki w meczu.

Pozycja nr 1 w Spójni zabezpieczona. Za Hickeyem będzie grał Bręk, który wraca do PLK po sezonie rozłąki. To solidny zestaw jak na beniaminka, szczególnie postać dopiero co podpisanego Amerykanina powinna dać wiele dobrego drużynie.

Spójnia jest na finiszu kompletowania drużyny. Transfery zrobione w tym tygodniu mogą się podobać. To, że Hickey będzie dobry to wiemy, dużo ciekawszą sprawą jest postawa dwójki graczy podkoszowych zza oceanu.

Sam Dower – MKS Dąbrowa Górnicza

Środkowy znany z występów w PLK ponownie związał swój los z klubem z Dąbrowy Górniczej. 27-letni Sam Dower został graczem MKSu.

Dower ma 206 centymetrów wzrostu i występuje na pozycji centra. MKS sięgnął po niego w 2015 roku, a Amerykanin rozegrał dla klubu 19 spotkań. Kontuzja kolana wykluczyła go z dalszej części sezonu. Dower przedłużył kontrakt z Dąbrową, jednak w momencie, gdy miał się stawić przed sezonem okazało się, że nie jest nadal zdrowy. Od tego czasy Amerykanin leczył się i dochodził do pełni sprawności. Statystyki z sezonu w Polsce to 13 punktów i 6 zbiórek w 25 minut gry.

Dower to gracz, który nie tylko przebywa w bezpośrednim sąsiedztwie obręczy, ale także umie przymierzyć zza łuku. Sezon 2015/16 zakończył z wynikiem 38 %, co jak na gracza wysokiego jest bardzo dobry, wynikiem. Jeśli będzie zdrowy powinien być solidnym dodatkiem do drużyny. Dobrze zbierający, wszechstronny w ataku zawodnik to zawsze ogromna wartość dla każdego klubu.

MKS z mozołem kompletuje drużynę. Jest jeszcze sporo braków, a i w portfelu znalazłoby się parę dziur. Spore wyzwanie przed włodarzami klubu, ale i przed Jackiem Winnickim, by zbudować drużynę, która pozwoli na efektywną walkę w PLK.

MKS ma problemy w księgowości. Wyroki BAT i zaległości wobec wielu zawodników wypłynęły na światło dzienne przed tegoroczną weryfikacją. Rzeczywiście, pieniędzy musi być niewiele skoro klub sięga po gracza, który ostatnio grał w koszykówkę w … 2016 roku. W styczniu 2016 roku. Dla przeciwników matematyki, to jest 2,5 roku temu.

Dojrzałe ogóry cz. IV

Dojrzałe ogóry cz. III

Dojrzałe ogóry cz. II

Dojrzałe ogóry cz. I

Dojrzałe ogóry cz. IV

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK 28.07-3.08

Aktualne składy PLK

Sebastian Kowalczyk – Legia Warszawa (2 lata)

Po Jakubie Karolaku drugie duże wzmocnienie Legionistów. Sebastian Kowalczyk, Złote Usta PLK, spędzi kolejne dwa sezony w stołecznym klubie.

Seba przez ostatni rok grał w Kingu Szczecin pod opieką trenera Budzinauskasa. Sezon raczej z tych udanych, 20 minut średnio na mecz w play-offowej drużynie to nie jest zły rezultat, szczególnie, że konkurencja obwodowa w Wilkach była na wysokim poziomie. Rola powierzona mu przez trenera Metaxę różniła się nieco od tej, w której występował w rozgrywkach 2016/17 w rozpadającym się Kutnie. Spadła ilość zdobywanych punktów na mecz (7,2 w Kingu), ale wskaźnik asyst pomimo krótszego czasu na parkiecie wzrósł (2,8). Warto podkreślić, że Kowalczyk z roku na rok poprawia skuteczność za 3 punkty. Poprzedni sezon zakończył z wynikiem 38,3 %, co definiuje go jako bardzo przyzwoitego strzelca dystansowego.

Legia sprowadza do Warszawy Kowalczyka z myślą o powierzeniu mu prowadzenia ataku drużyny. Z kolei dla samego zawodnika to być może niepowtarzalna okazja do zabłyśnięcia, wyjścia z cienia i bycia wiodącą postacią drużyny. Jeszcze tyle piłki w rękach, co w przyszłym sezonie prawdopodobnie na poziomie PLK nie miał. Poprzednie sezony sprawiają, że można mieć wątpliwości dotyczące umiejętności kreowania gry, przeglądu parkietu Sebastiana. Raczej rozgrywającym w typie first pass już nie zostanie. Jednak może być bardzo dobrym punktującym z piłką w rękach, potrafiącym obsługiwać partnerów kiedy trzeba. W takiej sytuacji na pewno sporym atutem 25-latka jest doświadczenie z gry na dwójce i umiejętności strzeleckie, które poprawia z każdym kolejnym rokiem. Coraz starszy Kowalczyk to także coraz mocniejszy fizycznie Kowalczyk, co powinno mu ułatwić grę po obu stronach parkietu, ale przede wszystkim pomoże mu stać się lepszym obrońcą.

Tane Spasev buduje drużynę w dużej mierze na zawodnikach, których już zna, z którymi miał okazję pracować. Legia po tak złym sezonie nie może pozwolić sobie na ryzyko przestrzelonych transferów, podpisania graczy, którzy nie sprostają wymaganiom macedońskiego trenera. W tak skonstruowanej Legii Kowalczyk powinien być pewniakiem do gry 25+ minut na pozycjach 1-2. Pozostało jedno wolne miejsce na obwodzie, wszystko wskazuje na to, że dla gracza z USA.

James Florence – Asseco Gdynia

Wow.

Tydzień. Tyle zajęło skompletowanie naprawdę imponującego obwodu Arce Gdynia. MVP Finałów PLK z 2017 roku zagra w trójmiejskim zespole w sezonie 2018/19. Florence opuszcza Zieloną Górę, jednak w Polsce zostaje. Przekonuje go walka o medale (mistrzostwo?) i gra w EuroCup w barwach Asseco.

Florence to zawodnik najczęściej grający z piłką w rękach, przede wszystkim myślący o zdobywaniu punktów. Celowo nie używam słowa rozgrywający, bo to gracz, który PG ma napisane tylko obok nazwiska. Bliżej mu do Stepha Currego, nie tylko przez rzucanie z logo na środku boiska, niż do Rajona Rondo. Flo jest w stanie w pojedynkę przejąć mecz i go wygrać (3 mecz półfinału w tym roku – obejrzyj!), jest nieobliczalnym strzelcem, ale potrafi grać z drużyną. Taki zawodnik to skarb dla każdej ekipy w PLK. Ostatni sezon, w lidze i pucharach zakończył z linijką: 19,1 mpg, 11,3 ppg i 3,1 apg.

Asseco zbroi się naprawdę konkretnie. Przygodę z EuroCup traktują serio i wzbogacają swój arsenał o jeden z najlepszych karabinów PLK ostatnich lat. Dodanie Flo powoduje jednak mały ból głowy, jak zestawić drużynę na parkiecie. Patrząc klasycznie to na rozegraniu jest już Szubarga i Ponitka, który minut potrzebuje jak tlenu. Gdzie tu miejsce dla Jamesa, który raczej nie jest ściągany tylko pod kątem grania na SG. Przemysław Frasunkiewicz to jednak trener podążający za trendami współczesnej koszykówki, więc myślę, że zapowiada się sporo gry na dwóch kozłujących i odejście od klasycznych ról boiskowych.

Amerykanie podpisani w tym tygodniu przez Arkę stawiają ją w gronie faworytów do finału. Tak, finału. TOP 4 drużyn z poprzedniego sezonu mogło myśleć, że w najbliższych latach medale będzie rozdzielać między sobą. Teraz do gry wchodzi nowy gracz, który potencjałem śmiało może być wymieniany jednym tchem ze Stelmetem, Anwilem i Toruniem. Jaki jest kurs na finał w Gdyni!?

W Zielonej Górze i kujawsko-pomorskim trwa przeszukiwanie szuflad. Wizytówka sympatycznej pani z Providenta potrzebna na już!

Witalij Kowalenko – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Wicemistrzowie ruszyli, pierwszy podpis w Ostrowie. Nowym zawodnikiem Stalówki został Witalij Kowalenko. Ukrainiec z polskim paszportem występuje w naszej lidze nieprzerwanie od 2014 roku.

Wszystkie 4 sezony w PLK pokazały, że Kowalenko jest wszechstronny graczem, odnajdującym się w różnych rolach na parkiecie. Trener Jacek Winnicki w poprzednich rozgrywkach korzystał z niego z ławki, mimo to Witek grał średnio ponad 20 minut w każdym spotkaniu. Drugi rok z rzędu był ważnym elementem układanki ćwierćfinalisty Energa Basket Ligi. Martwi zniżka formy w skuteczności za 3 punkty w stosunku do 2016/17 (z 44% na 31%), średnia punktów też w dół. Być może to efekt gry obok Sheltona, czy Broussarda, którzy w ataku zepchnęli Kowalenkę do drugoplanowej roli. Na tym etapie kariery mimo wszystko wydaje się, że właśnie gra nieco w cieniu największych gwiazd drużyny to miejsce, które chcesz poświęcić na ustawienie Witka.

fot. Dorota Murska

Stal z uwagi na problemy, nazwijmy je pozaboiskowymi, dopiero teraz wystartowała z kompletowaniem składu na kolejny sezon. Transfer Kowalenki to dobry początek. To już 34-letni, ale wciąż mogący w efektywny sposób wesprzeć drużynę na parkiecie zawodnik. Posiadając takiego gracza trener Kamiński będzie miał komfort jakościowych minut na silnym skrzydle. Witka można puścić w pierwszej piątce, można wykorzystać z ławki i w obu tych przypadkach spać spokojnie. Nazwisko nie najgłośniejsze, ale w porównaniu do Surmacza, którego zastąpi, może dać drużynie więcej w praktycznie wszystkich aspektach gry oprócz trójki.

Ostrowianie utracili już szansę na pozostawienie najbardziej wartościowych graczy z poprzednich rozgrywek. Sprowadzenie Kowalenki jest niezłym ruchem, ale lidera rotacji polskiej w nim bym nie upatrywał. Przynajmniej w sytuacji, w której ambicja drużyny sięga półfinału.

Hanner Mosquera-Perea – Rosa Radom

Radomianie uzupełniają strefę podkoszową graczem zagranicznym. Pochodzący z Ameryki Południowej Hanner Mosquera-Perea został zawodnikiem Rosy.

Kariera Kolumbijczyka jak do tej pory to przede wszystkim występy w akademickiej lidze NCAA. 3 sezony w barwach Indiany Hoosiers, ostatni rok rozegrany dla East Tennessee State. W pierwszej z tych drużyn miał okazję grać z zawodnikami, których aktualnie możemy obserwować na parkietach NBA – Victro Oladipo, Yogi Ferrel, Noah Vonleh, czy Cody Zeller. Przeprowadzka do wschodniego Tennessee to również ciekawy rok dla Hannera zwieńczony występem na March Madness. Ostatni sezon na uczelni to statystyki na poziomie 22 minut, ponad 8 punktów i 4,6 zbiórki na mecz.

Po zaprawionych w bojach, nieco już ociężałych czołgach – Jacksonie i Fraserze, Rosa podpisuje gracza znacznie młodszego, mobilniejszego, który doda energii po obu stronach parkietu. Zawodnik pochodzący z kraju na ostatnim miejscu kojarzonego z koszykówka ma jednak pewne ograniczenia. Nie rzuca za 3 punkty, procent z linii z osobistych też podejrzany, do tego będzie to jego pierwszy rok w Europie. Pomimo przypisywanej mu pozycji PF kompilacja wad i zalet Mosquera-Perea’y prowadzi mnie do wniosku, że będzie częściej używany jako center niż czwórka w zespole z Radomia.

Rosa finiszuje budowę zespołu. Pierwszą piątkę w zasadzie można już jakąś wytypować – Trotter, Neal, Mielczarek, Wall/Szymański, Mosquera-Perea. Dużo znaków zapytania, Polacy zdecydowanie najsłabsi od lat, gracze zagraniczni to świeżaki, tylko po Trotterze wiemy czego się spodziewać.

W poprzednim roku z telewizora często padało Kabowerdeńczyk, teraz przyzwyczaisz się do Kolumbijczyk. Na wypadek słabej gry Hannera już się smażą memy z Escobarem.

Roman Rubinshtein – Legia Warszawa

Legii już coraz mniej brakuje do skompletowania drużyny na nadchodzące rozgrywki. Kolejnym graczem na obwód stołecznej drużyny jest 22-latek, pochodzący z Białorusi, Roman Rubinsztejn. Ostatni sezon spędził w ojczyźnie reprezentując Tsmoki Mińsk.

Kariera Rubinshteina (pójdźmy za oficjalną stroną Legii) nabiera dopiero tempa. Poprzedni rok to duży skok jeśli chodzi o minuty i rolę w drużynie. Białorusin rozegrał blisko 60 meczów (liga bałtycka+białoruska), zdobywał średnio 11 punktów przy prawie 21 minutach spędzanych na parkiecie. Nominalnie występuje na pozycji rzucającego obrońcy, jednak w Legii prawdopodobnie będzie graczem funkcjonującym również jako niski skrzydłowy. Ma za sobą sezon w słoweńskim Zlatorogu, co może być pomocne w zaadaptowaniu się poza granicami swojego państwa.

Backcourt Legii prawie gotowy. Zestaw graczy jest dość ciekawy, przede wszystkim cechuje go młodość i potencjał, który przy odpowiedniej ilości pracy może zaprocentować dobrą grą całej drużyny. Zastanawia mnie tylko, kto będzie w takim razie starterem na pozycji niskiego skrzydłowego. Trochę brakuje centymetrów, zarówno Karolak jak i Rubinshtein to bardziej dwójki niż trójki i ciężko sobie wyobrazić ich w starciach z dużymi skrzydłowymi jak np. Kostrzewski, chyba, że plan Spaseva przewiduje wykorzystanie Kołodzieja na trójce. Na rozwiązania zaproponowane przez macedońskiego trenera poczekamy do października. Jednego nie można Legii odmówić, nawet nie znając pełnego składu już jest bardziej interesująco niż przed rokiem.

Przyznam, że bardzo ciekawi mnie to, w jaki sposób będzie prezentował się na naszych parkietach nowy nabytek Legii. Zawodnik sprowadzony tuż zza wschodniej granicy to kierunek dość egzotyczny, ale w lidze już znany.

Był w Polsce kiedyś taki Białorusin… Roman, bądź choć trochę tak dobry.

Brian Dawkins – GTK Gliwice

Kolejne wzmocnienie GTK zza oceanu. Debiutujący w profesjonalnej koszykówce Brian Dawkins został zawodnikiem drużyny z górnego Śląska. Amerykanin występuje na pozycji silnego skrzydłowego.

Absolwent uniwersytetu Elon pierwsze zawodowe kroki postawi w Gliwicach. Ostatni rok na uczelni to średnio 12,1 punktu, 5,4 zbiórki w 28 minut gry. 29 meczów, 28 w pierwszej piątce. Dawkins to czwórka, charakteryzowany jest jako gracz wszechstronny, umiejący w ataku grać 1 na 1, ale także rzucić, czy rozegrać akcję dwójkową. Patrząc na to kto aktualnie znajduje się w składzie gliwiczan, to Amerykanin ma szanse otrzymać naprawdę dużą rolę w zespole prowadzonym przez Pawła Turkiewicza.

GTK poprzednim sezonem pokazało, że chce wyszukiwać zawodników zaraz po uczelni. Tego typu podejście jest oczywiście obarczone ryzykiem – dobra gra w NCAA nie zawsze przekłada się na udaną grę w Europie. Budżet klubu z Gliwic nie pozwala na ściąganie graczy już sprawdzonych na naszym podwórku, czy w innych ligach. Pójście w stronę wypromowania klubu jako trampoliny do zbudowania europejskiej kariery to dobra strategia na przyszłość, która może zaprocentować w kolejnych latach przy sprowadzaniu graczy z Ameryki.

Pozycja silnego skrzydłowego jest już w Gliwicach obsadzona. Z oceną potencjału GTK poczekam na oficjalne zamknięcie składu, jednak już teraz można zauważyć, że rotacja paszportami będzie wymagała sporej gimnastyki od trenera Turkiewicza. Ale skoro w zeszłym sezonie jakoś dał radę, to teraz też sobie poradzi.

Kacper Mąkowski – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Stelmet uzupełnia podstawową rotację kolejnym młodym graczem podpisanym tego lata. Kacper Mąkowski, ostatnio występujący i uczący się w SMSie Władysławowo związał się z zielonogórskim klubem 3-letnią umową. Urodzony w 1999 roku Polak to gracz na pozycje 2/3, dysponujący dobrym rzutem dystansowym. Rozgrywki 2017/18 w 2 lidze zakończył z linijką: 14 ppg, 4,2 rpb i 1,7 apg. W Stelmecie będzie miał okazję trenować z jednymi z najlepszych polskich graczy na swojej pozycji. Oby Kacper okazał się prymusem na lekcjach u pana Przemysława.

https://www.youtube.com/watch?v=ZuGAGztuDsM

Klub z Zielonej Góry stawia na chłopaków z okolicy. Pokazuje, że warto trenować, poprawiać swoje umiejętności, a w konsekwencji w pogoni za miejscem w składzie 4-krotnego Mistrza Polski będą na pole position.

Paweł Krefft – Miasto Szkła Krosno

22-letni rzucający obrońca podpisuje kontrakt z Miastem Szkła Krosno. To drugi zawodnik obok Grześka Grochowskiego na pozycje 1-2 w zespole z Podkarpacia.

Krefft w ostatnim sezonie był odpowiedzialny za utrzymanie temperatury krzesełek na ławce Polskiego Cukru, co z pewnością nie szło w parze z jego ambicjami. W poprzednich rozgrywkach w sumie (!) na parkiecie spędził tylko 92,4 minuty. Paweł mimo tego zdążył zaprezentować się jako dobry strzelec dystansowy, trafił 8 rzutów za 3 punkty z 15 oddanych. Próbka malutka, być może (na pewno) kompletnie niemiarodajna, ale wystarczająca by przedstawiciele szklanego miasta się do niego zgłosili. W poszukiwaniu gry przenosi się do Krosna, w którym o miejsce w rotacji powinno być łatwiej.

Patrząc na dotychczasowe ruchy transferowe Miasta Szkła można się zacząć zastanawiać, czy czasem nie zapomnieli, że grają w ekstraklasie, a nie w 1 lidze. Klub gra za minimum wyznaczone przez PLK i to niestety widać. Ale takie są niestety realia tej ligi i tak małego ośrodka jakim jest Krosno. Przynajmniej nie udają, że mają więcej…

Michał Chyliński – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Wicemistrz Polski zachowuje w składzie pierwszego zawodnika z wicemistrzowskim doświadczeniem z poprzedniego sezonu. Michał Chyliński związał się ze Stalą na kolejny rok.

Chylu to ważny element ekipy Emila Rajkovicia, która w poprzednim sezonie zdobyła srebrny medal. Nie występował w pierwszoplanowej roli, jednak wiele razy potrafił celnymi rzutami dać drużynie istotny impuls w ataku. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 20 minut, 7 punktów i 37% za 3.

fot. Andrzej Romański/EBL

Ma 32 lata, szczyt formy już za sobą, ale nadal może być efektywnym strzelcem, zawodnikiem rozciągającym defensywę rywali. Ceniony w przeszłości za obronę, teraz czasem ze sporymi kłopotami po tej stronie boiska, szczególnie przeciwko szybszym i silniejszym zawodnikom z zagranicy.

Stal jest w trudnej sytuacji. Potrzebuje zawodników z polskim paszportem na wczoraj. Jest jeszcze paru na rynku, jednak przy założeniu grania o coś w przyszłym sezonie to odpowiedni poziom prezentuje tylko garstka. Chyliński na ten moment jest zbawieniem. Wypełni rolę startera bez szkody dla drużyny, zagra 25 minut nadal na dość wysokim poziomie.

To co jest zastanawiające to brak jakichkolwiek plotek na temat zainteresowania Michałem innych drużyn PLK. Wiadomo nie od dziś, że najtańszym graczem nie jest, przypięto mu łatkę zawodnika porcelanowego z częstymi problemami ze zdrowiem. Młodszy już nie będzie, jest typowym strzelcem, który inne rzeczy na boisku wykonuje przeciętnie lub słabo. Mocno się nie trudząc można rzeczywiście znaleźć kilka argumentów przeciwko zatrudnieniu go u siebie w klubie, jednak nie można zapominać, że to nadal gracz, który umiejętnościami miałby zagwarantowaną czołową rolę w 3/4 zespołów w lidze.

Nic nie zapowiada tego, by Stalówka miała lepszy skład niż rok temu. To dobra okazja dla Chyla, by udowodnić, że wciąż potrafi sprostać dużej roli w drużynie, która celuje w wygrywanie.

Maciej Kucharek – AZS Koszalin

Ostatnie dwa lata spędził w Dąbrowie Górniczej, teraz przenosi się na północ by sezon 2018/19 rozegrać w barwach AZSu Koszalin. Kucharek w Koszalinie miał już kontrakt- w 2015 roku, niestety poważna kontuzja wykluczyła go na cały rozgrywki.

Kucharek to gracz na pozycję nr 3. Cechuje go dobry rzut z dystansu, co udowodnił trafiając 22/44 zza linii 6,75 w poprzednim sezonie. Maciek drugi rok w MKSie zakończył z linijką: 14,6 min, 5,7 pkt i 2,5 zb. W play offowym teamie był zawodnikiem drugoplanowym, zadaniowcem, zmiennikiem podstawowego niskiego skrzydłowego. Przechodząc do AZSu może liczyć na zwiększenie swoje roli. Na trójce rywalizować o minuty będzie z Alanem Czujkowskim, który ostatni sezon spędził na zapleczu ekstraklasy. Patrząc na skład AZS to właśnie między Kucharkiem, a Czujkowskim powinna rozegrać się walka o polskie miejsce w pierwszej piątce obok Grzegorza Surmacza.

Maciek do tej pory trochę błądził po ekstraklasie, nie mógł znaleźć dla siebie miejsca, w którym czułby się komfortowo, drużyny, w której rola odpowiadałaby jego oczekiwaniom. AZS to duża szansa na przełom, na zrobienie kroku w przód i to takiego, jak trójskoczek przed tym trzecim. Tylko, czy dobra gra w Koszalinie wystarczy, aby powrócić do drużyn z pierwszej ósemki? Czas pokaże.

Aleksandar Radulović – AZS Koszalin

Brakujące ogniwo w rotacji, rozgrywający, czy jak oficjalny komunikat głosi obwodowy, Aleksandar Radulović zasili drużynę AZSu.

Większość kariery 30-letni Serb spędził w swojej rodzimej lidze. Ostatni sezon to występy dla ekipy KK Borac Cacak, a także dla czeskiego JBC MMCITE Brno. Rozgrywki 2016/17 zakończył ze średnimi na poziomie 8 punktów i 3,6 asyst w 23 minuty gry. Jednak role, jakie odgrywał w obu klubach różniły się od siebie. W Brnie grał blisko 30 minut, w Serbii 20.

Radulović to 190 centymetrowy rozgrywający, w jego ręce trener Nikolić chce oddać prowadzenie zespołu. CV nie powala na kolana. Aleksandar to gracz dla kibiców w Europie anonimowy, jednak ciężko spodziewać się, by AZS był w stanie ściągnąć do Koszalina jakieś uznane nazwisko.

W tym momencie AZS ma już 10 ludzi gotowych do gry. Jeśli rzeczywiście planują grać Markiem Zywertem to do rozpoczęcia sezonu pewnie już ruchów na rynku transferowym nie będzie. Drużynę zbudowano z 6 Polaków, 3 Serbów i Amerykanin. Trener z Bałkanów = zawodnicy z Bałkanów w drużynie. Schemat tak często powtarzany w naszej lidze, tylko czy kiedykolwiek okazał się strzałem w 10? Ja nie pamiętam.

Filip Dylewicz – Asseco Gdynia

Perspektywiczny weteran, niedługo zapewne legenda polskiego basketu, Filip Dylewicz podpisał kontrakt z Asseco. Dylu nie chciał przenosić się z trójmiasta, po podpisie Leończyka w Sopocie stało się jasne, że najchętniej związałby się z lokalnym rywalem z Gdyni. 38-latek nadal ma jeszcze trochę paliwa w baku, ostatnie sezony w Treflu pokazują, że „stary człowiek” i może.

fot. Andrzej Romański/EBL

W zespole „puzzli” w ciągu dwóch ostatnich lat spędzał na parkiecie średnio powyżej 28 minut, zdobywał odpowiednio 11 i 13 punktów w kolejnych sezonach i zbierał 5 piłek. Filip Dylewicz znalazł sposób gry, w którym nadal może być efektywny i przydatny dla drużyny. Więcej trójek oddawał tylko w sezonie 2012/13, a procent z jakim trafiał je w poprzednich rozgrywkach jest jednym z najwyższych od lat. Przekwalifikował swoją grę na tryb energooszczędny, tryb, w którym uciekający bezpowrotnie atletyzm nie jest mu tak potrzebny. Dirk is that you?

Dla Asseco podpis Dylewicza koniecznością nie był. Więcej, nie wiem, czy on nie skomplikował sprawy jeśli chodzi o minuty. Polska rotacja nie wymagała wzmocnień, przynajmniej na tej pozycji, bo pod koszem i tak już minutami trzeba obdarzyć Wykę, Łapetę i Witlińskiego. Dochodzi Dylu, na pewno w mniejszej roli niż w Treflu, ale na końcu ławki siedzieć przecież nie będzie. Jeśli dołożymy zawodnika zagranicznego do obecnego frontcourtu, ktoś będzie niezadowolony. Trener Frasunkiewicz w nowym sezonie nie tylko zmierzy się z większymi oczekiwaniami, EuroCupem, ale i pogodzeniem ambicji swoich graczy.

Jeśli Dylu nadal ma zamiar trzymać się diety i omijać szerokim łukiem Colę i inne słodkości, to przyszły sezon może okazać się kolejnym, w którym będzie wyglądał jak pan profesor na parkietach PLK. Zapamiętaj, 38 lat, przyda się, zanim znów wpiszesz ‚Dylewicz wiek’ w wyszukiwarkę.

Kaspars Vecvagars – King Szczecin

25-letni łotewski rozgrywający dołącza do Wilków Morskich. Na pozycji numer 1 stworzy ciekawy duet z grającym coraz lepiej Jakubem Schenkiem.

Vecvagars ostatni sezon spędził w zespole VEF Ryga występującym w lidze krajowej i VTB. Może pochwalić się również grą dla najbardziej znanej klubowej drużyny Litwy – Żaligirsu Kowno. W rozgrywkach 2016/17 dla ekipy ze stolicy Łotwy rozegrał 35 spotkań notując w nich średnio 6,5 punktu, niecałe 2 zbiórki i 1,7 asysty w 16 minut gry. Nie był graczem pierwszego planu, jednak z roli rezerwowego wywiązywał się przyzwoicie.

Kaspars to nominalny rozgrywający, jednak 193 centymetry wzrostu i dobry procent za 3 punkty (36 w ostatnim sezonie) mogą predysponować go do gry na dwójce obok Schenka. W porównaniu z poprzednim sezonem zastąpi Carlosa Medlocka. Potencjałem ofensywnym może mu nie dorówna, jednak same rozmiary Łotysza powinny być sporym upgradem po bronionej stronie boiska.

https://www.youtube.com/watch?v=ZoWjs729EsQ

Podobnie, jak w przypadku AZSu, trener do swoje drużyny dobiera graczy urodzonych w szerokości geograficznej, z której sam pochodzi. Na tę chwilę, King posiada 3 zagranicznych zawodników na kontraktach – 2 Litwinów i Łotysza. Przynajmniej do tej pory gracze z krajów nadbałtyckich ściągnięci przez niego nie zawiedli w PLK, a przychodząc do ligi nie byli kompletnymi no name’mami.

Vecvagars w trakcie swojej kariery miał już styczność z koszykówką na wysokim poziomie. Szczecin to okazja do zaistnienia w dużej roli w jednej z najsolidniejszych drużyn PLK. Przykład Paliukenasa, który z zadaniowca stał się wszechstronnym graczem, potworem po bronionej stronie parkietu, pokazuje, że Kaspars współpracując z Budzinauskasem może liczyć na polepszenie swoich umiejętności i popchnięcie swojej kariery do przodu.

Michał Michalak – Anwil Włocławek

Brakujący zawodnik do podstawowej polskiej rotacji Anwilu Włocławek. Igor Milicić, tak jak w przypadku Nikoli Markovicia, sięga po gracza, którego widział w swoim zespole już w poprzednich latach.

Przed wyjazdem z Polski, w rozgrywkach 2016/17 Michalak bronił barw PGE Turowa Zgorzelec. Skończył sezon ze średnimi na poziomie 14,6 punkta, 4,1 zbiórki i 2 asyst w 27,5 minuty gry. Michał to oczywiście członek srebrnej drużyny U17, uczestnik m.in. Nike Hoop Summit w 2012, więc w zeszytach wielu osób ze świata koszykówki znajdował się od dawna. Jednak na krok w kierunku zachodnim zdecydował się dopiero rok temu. Wybrał Tecnycontę Zaragoza i grę w lidze uznawanej za najlepszą na starym kontynencie. Powtórzenie cyferek z PLK było rzecz jasna niemożliwe, na dodatek na przeszkodzie do dużych minut stał Gary Neal, jeszcze nie tak dawno gracz NBA (głownie San Antonio Spurs). Michał skończył sezon 2017/18 z linijką: 11,7 min, 4,7 pkt, 1,7 zb, 0,5 as. We Włocławku wszystkie te rubryki powinny na koniec wyglądać dwa razy lepiej.

Wbrew wszelkim obawom Anwilowi udało się skompletować polską rotację na naprawdę przyzwoitym poziomie, z pewnością nie gorszą niż ta przed rokiem. Łączyński, Zyskowski, Michalak, Kostrzewski i Parzeński to zestaw zawodników, który w PLK może być podstawą medalowej drużyny. Do tego wydaje się, że zarówno Parzeński, jak i Michalak powinni być bardzo zmotywowani, by pokazać się z jak najlepszej strony. Pierwszy stracił praktycznie cały sezon przez kontuzje, a jego kariera wyhamowała. Drugi zaliczył sezon w lidze hiszpańskiej, który nie do końca wyglądał tak, jak to sobie zaplanował. Obrona Mistrzostwa Polski i występy w BCL to dobre okno wystawowe dla Michalaka, solidna gra może być przepustką do powrotu na salony europejskiej koszykówki.

Włocławianie do rozpoczęcia rozgrywek najprawdopodobniej zatrudnią jeszcze 3 zawodników, wszystkich z zagranicy. Brakuje gracza, który może dowodzić drużyną na parkiecie, gdy Łączka będzie odpoczywał, wingmana (u Igora Milicica w ostatnich 3 sezonach był to lider zespołu, zarazem gwiazda ligi) i zawodnika na pozycję numer 4. Konkurencja nie śpi, żeby myśleć o zrealizowaniu celów na nadchodzący sezon rottweilery muszą bardzo rozważnie dokonać ostatnich zakupów. Cały Włocławek wierzy w genialny nos Milicicia, który jak do tej bardzo rzadko się mylił (Tyler Haws wymachuje z oddali).

Ruslan Pateev – Legia Warszawa

Tane Spasev w przypadku tegorocznych transferów Legii wybiera zawodników wśród swoich znajomych na Facebooku albo kontaktów w telefonie. Kolejny gracz w Warszawie, z którym miał okazję współpracować w przeszłości. Mierzący 213 centymetrów Rosjanin zasila szeregi stołecznego klubu.

Pateev, Patiejew, pick one, to absolwent uczelni Arizona State. Nieprzerwanie od roku 2013 bronił barw Khimek, Chimek, pick one, Moskwa. Miał okazję grać w młodzieżowych reprezentacjach Rosji, a także posmakował seniorskiego Eurobasketu w 2015 roku. Ostatni sezon w moskiewskiej drużynie to 6 meczów w VTB (śr. 2,5 punkta w 6,5 minuty) oraz 29 spotkań w lidze rosyjskiej, gdzie statystyki były znacznie lepsze (śr. 20,2 minut, 11,2 punktów i 6,1 zbiórki), jednak należy pamiętać, że nie występowali tam kluczowi gracze z podstawowego składu.

Rosjanin to kandydat na kluczowego gracza warszawskiej Legii. Do pokaźnych rozmiarów dochodzi nie najgorsza technika i mobilność, która jak na 213 cm wygląda dobrze. Posiadanie takiego gracza to duża korzyść po obu stronach parkietu. Skutecznie może zamurować w obronie dostęp do kosza, a w ataku postawić mocną zasłonę i zrolować do obręczy. Wydobycie całego potencjału z tego typu gracza to przede wszystkim zadanie dla rozgrywających, którzy będą musieli nauczyć się wspólnej gry dwójkowej z Patiejewem.

Legii pozostało już tylko uzupełnić skład. Brakuje jeszcze jednego gracza pod kosz (może 2?) i obwodowego. W pierwszym przypadku kandydaturą omawianą w mediach jest Bilbao, w drugim spekuluje się o zatrudnieniu Amerykanina na pozycję numer 1.

Frank Hassell – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Mimo, że koszykówka to gra 5 na 5, to bardzo często oglądamy ją dla jednostek, gwiazd, które wyróżniają się na tle innych graczy na parkiecie. W PLK zawodników takiego formatu jest niewielu, na szczęście Stelmet wychodzi na przeciw naszym oczekiwaniom i podpisuje (profesjonalny) kontrakt z Frankiem Hassellem. Gracz o przydomku The Tank to materiał na czołową postać ligi, gracza absolutnie dominującego pod koszami. Ostatni sezon spędził w lidze francuskiej, w drużynie Le Portel, gdzie był niepodważalnie kluczową postacią. Średnio 24 minuty, 14,1 punkta, 8 zbiórek… zresztą liczby nie kłamią:

Hassell to godne zastępstwo Dragicevicia. Zawodnik o innej charakterystyce, ale nie ma wątpliwości, że będzie równie istotny w taktyce zielonogórzan, jak Vlad. The Tank mierzy 203 centymetry, co jak na centra nie jest imponujące, jednak nadludzka siła, połączona z bardzo szeroką ramą sprawia, że Frank nie ma problemów z ustawianiem się po zbiórki i zrobieniem sobie miejsca pod obręczą. Amerykanin jest leworęczny, siłą rzeczy częściej idzie w lewo by kończyć akcje bliżej kosza. Potrafi przymierzyć z półdystansu, dobrze odnajduje się w akcjach dwójkowych z niskim kozłującym.

Nie da się ukryć, że perspektywa gry w VTB mogła być dla gracza kusząca. Hassell ma 29 lat, jest w najlepszym okresie dla koszykarza, co tym bardziej skłania do wniosku, że zobaczymy na naszych parkietach prawdziwego dominatora.

Stelmet ma w tej chwili 10 zawodników w podstawowej rotacji. Nawet jeśli zmian nie będzie skład potencjałem sięga najwyżej jak to możliwe w PLK. Jeśli uda się wyskrobać jeszcze coś z dna portfela Januszowi Jasińskiemu to będziemy mieli okazję oglądać naprawdę niezłą pakę w Zielonej Górze. Aż mi się oczy świecą na myśl o maju i czerwcu 2019…

Sugerowałbym instalacje sejsmografu w CRSie. Treningowe starcia Bestii z Czołgiem mogą wywołać małe trzęsienia ziemi w okolicy.

Przemysław Żołnierewicz – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Jeden z najbardziej perspektywicznych graczy młodego pokolenia trafia do Stali. Przemek Żołnierewicz nie zdecydował się na pozostanie w Asseco, a także na oferty kilku innych klubów i ostatecznie ląduje w ekipie Wicemistrza Polski.

Żołnierz to jedna z wizytówek gdyńskiego programu pod tytułem stawiamy na naszych. Ostatnie lata to pierwszoplanowa rola, tuż obok Krzysztofa Szubargi lider zespołu. Przez 3 ostatnie sezony gra praktycznie 30 minut w każdym meczu, a średnia punktowa konsekwentnie rośnie. Poprzednie rozgrywki zakończył z 12 punktami na mecz, 5 zbiórkami i prawie 3 asystami. Przemek to gracz jak na polskie warunki niezwykle atletyczny. Bardzo silny, szybki, skoczny, dynamiczny to przymiotniki pasujące do jego opisu. Dzięki wzorowej fizyczności jest zawodnikiem z ogromnym potencjałem po bronionej stronie parkietu, z kolei w ataku dobrze odnajduje się w szybkim graniu. Kłopotem Żołnierza znanym nie od dziś jest rzut. Trójka trafiana na poziomie 31%, rzuty wolne 55% – stanowczo za mało. Jednak tylko 23 lata na karku pozwalają myśleć, że zobaczymy postęp w tym względzie u Przemka, a wtedy jestem przekonany, że zamelduje się w reprezentacji Polski.

Wybór, jaki dokonał sam zawodnik mimo wszystko zaskakuje. OK, podpisuje z ubiegłorocznym finalistą, jednak perspektywy na ten sezon nie są już tak kolorowe. Jeśli na stole były oferty od 3 z 4 prawdopodobnie najlepszych klubów PLK 2018/19 i oferta z zagranicy to tym bardziej przy tej decyzji można postawić znak zapytania. Stal na pewno może mu zaoferować rolę podobną do tej w Asseco z lat poprzednich i podwyżkę wynagrodzenia. Są plusy, ale ja mimo wszystko żałuję, że nie zobaczymy Przemka na tle rywali z europejskiego podwórka.

Stal transferem Żołnierewicza w znaczący sposób wzmacnia swój zespół. Przemek powinien z miejsca być liderem polskiej rotacji ostrowian. Włodarze Stalówki nadal muszą intensywnie szukać kolejnych paszportów, ale to zbieranie idzie całkiem zgrabnie. Jest już Chyliński, Kowalenko, teraz ściągają z rynku chyba najlepszego Polaka jaki pozostał bez klubu, a był w ich zasięgu. Graczy miejscowych do pierwszej piątki już chyba poznaliśmy, teraz czas na uzupełnienia składu, które prawdopodobnie będą na dniach ogłaszane.

Damonte Dodd – GTK Gliwice

To już piąty podpis zawodnika zagranicznego w Gliwicach. Damonte Dodd, 24-letni środkowy związał się z GTK kontraktem na następny sezon.

Dodd to absolwent uczelni Maryland, która raz na jakiś czas produkuje zawodnik do draftu NBA. W ostatnim roku kariery uniwersyteckiej Damonte przebywał na parkiecie średnio prawie 20 minut, zdobywał ponad 6 punktów, zbierał 4,5 piłki i rozdawał 2 bloki. Bloki stały się znakiem rozpoznawczym Doddzilli, w całej historii Maryland plasuje się w tym elemencie na 8 miejscu. Po zakończeniu studiów Amerykanin szukał dla siebie miejsca w G-League, jednak na długo nie zagrzał tam miejsca. Kontynuował swoją przygodę z profesjonalną koszykówką w Meksyku, w drużynie Aguilas Doradas de Durango. Statystyki tam wykręcone przez Dodda robią większe wrażenie, prawie 10 punktów, ponad 7 zbiórek, blok i to wszystko w 27 minut gry.

GTK ma już praktycznie skompletowaną drużynę. 5 obcokrajowców, wszyscy ze statusem – może wystrzelić, ale również może okazać się totalnym przeciętniakiem. Dodd ma 211 centymetrów, duży zasięg ramion, na pewno będzie kandydatem do bycia królem bloków PLK. O minuty raczej powinien być spokojny, pozycje środkowego będzie dzielił z Dawidem Słupińskim, który przychodzi do Gliwic z 1 ligi. Damonte na buldożera w ataku nie wygląda, jednak myślę, że trener Turkiewicz liczy przede wszystkim na niego po drugiej stronie parkietu. 4 Amerykanów powinno robić grę GTK w tym sezonie. W zasadzie to muszą, bo zestaw Polaków zatrudniony w Gliwicach bardziej pasuje do 1 ligi niż do ekstraklasy.

Wszystko wygląda niby fajnie, ALE.

Zobaczymy, jak się ta sprawa skończy, mandat za parkowanie to nie jest…

Kacper Borowski – TBV Start Lublin (3 lata)

Kacper Borowski podpisał aż 3-letnią umowę z TBV Startem Lubilin. W przyszłym sezonie 24-letni zawodnik stworzy w Lublinie duet silnych skrzydłowych z Urosem Mirkoviciem.

Popularny Boro spędził dwa ostatnie sezony w Turowie Zgorzelec. Wyjazd ze Słupska do przygranicznego miasta miał być kolejnym krokiem w rozwoju kariery Kacpra. Odklejeniem łatki juniora, a przyklejeniem etykiety solidny ligowiec. Z perspektywy lat można stwierdzić, że progres w grze Borowskiego nie jest tak duży, jak wielu się spodziewało. Oczywiście pełnił ważną rolę w polskiej rotacji Turowa, jednak nigdy nie stał się kluczową postacią swojej drużyny. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 7,7 ppg, 3,4 rpg w 18 mpg.

fot. Andrzej Romański/EBL

Start potrzebował jeszcze jednego Polaka, który byłby ograny na poziomie ekstraklasy i mógł dać wartościowe 20 minut w meczu. Takiego pakietu poszukają w Borowskim, z którym podpisują umowę na 3 lata. Oznacza to, że traktują Kacpra jako zawodnika na lata, inwestycję w przyszłość, która już od tego roku powinna zacząć się spłacać. Borowski to gracz energiczny, wyskakany, ale nie posiadający jeszcze odpowiedniej masy mięśniowej potrzebnej do rywalizacji z niektórymi przeciwnikami. Lubi kończyć akcje z góry, coraz częściej decyduje się na rzuty za 3 i pewnie wskaźnik prób zza łuku będzie nadal rósł. Mam takie przekonanie, że trener Dedek będzie wiedział jak wykorzystać rozmiary i umiejętności Kacpra w swoim zespole.

Do skompletowania strefy podkoszowej lublinianom potrzeba jeszcze centra. Komfort paszportowy pozwoli im na zakontraktowanie gracza zagranicznego.

Kacper Borowski grał w Słupsku, grał w Turowie, oby los w przypadku Startu był łaskawszy.

Jordan Loveridge – Miasto Szkła Krosno

Bardzo poważne wzmocnienie Szklanego Teamu. Amerykanin występujący w poprzednim sezonie w niemieckiej BBL zagra w Krośnie.

Loveridge to 24-letni niski skrzydłowy, który czasem również występuje na silnym skrzydle. Jordan ukończył uczelnie Utah, na której miał okazję do wspólnej gry z zawodnikami biegającymi aktualnie po parkietach NBA – Delonem Wrightem, Kylem Kuzmą, czy Jakobem Poetlem. Po skończeniu studiów Loveridge przeniósł się do Europy i rozpoczął profesjonalną karierę w lidze węgierskiej. Ostatni rok to awans do lepszej ligi, Amerykanin występował w niemieckim BC Goettingen, który zajął 3 miejsce od końca w BBL. Sezon w Niemczech to statystyki na poziomie ponad 7 punktów i 4 zbiórek w 21 minut gry. Jordan w Goettingen występował na obu skrzydłach. Również tu można doszukać się smaczków związanych z NBA, Loveridge dzielił szatnię z synem Johna Stocktona, Michaelem.

23-latek to gracz, który już trochę europejskiego grania posmakował. Nie będzie świeżynką prosto po uczelni tylko graczem, który ma za sobą pewne doświadczenie. W Krośnie może liczyć na naprawdę duże minuty, będzie pewnie występował na obu skrzydłach i łatał wszelkie dziury. Mierzy 198 cm, wygląda na silnego, żeby nie powiedzieć ciężkiego, stąd zapewne ustawianie go na czwórce. W ataku najczęściej korzysta ze swojego rzutu, potrafi przymierzyć za 3 punkty ze skuteczność ponad 34%.

Posiadanie takiego gracza to ogromne ułatwienie rotacji. Loveridge powinien być jednym z liderów Miasta Szkła. Mariusz Niedbalski posiadając polską rotację taką, a nie inną musi zdecydować się na oddanie gry w ręce Amerykanów. Jordan to na pierwszy rzut oka bardzo solidny zawodnik i wybór, który może przynieść sporo korzyści zespołowi z Podkarpacia.

Oby Love-ridge pozostawił równie dobre wrażenie po sobie, co Wool-ridge.

Deividas Dulkys – Anwil Włocławek Asseco Gdynia

Chyba mocniej nie dało się zamknąć tego tygodnia.

Deividas Dulkys, jeden z ulubieńców kibiców Anwilu, prezesa Anwilu, i kogo tam chcesz Anwilu, podpisuje profesjonalny kontrakt w Gdyni. Sprawy formalne przeszkodził w dopięciu zatrudnienia Ben Emelogu, ale zastępstwo znalazło się natychmiastowo.

Dulkys to 30-letni rzucający obrońca, przede wszystkim strzelec, ale i gracz, który dobrze czuje się z piłką w rękach. Niestety ostatni sezon Litwina to kontuzja i tylko parę spotkań na koncie w ekipie tureckiego Istanbul Buyuksehir Belediyesi. 2016/17 to gra dla Rio Natura Obradoiro i średnie na poziomie 10 punktów, 2,5 zbiórki i 2,5 asysty. We Włocławku grał w 2013/14 i notował ponad 16 ppg w 30 mpg. Kariera Dulkysa po sezonie w Anwilu (w końcówce został wykupiony) nabrała ogromnego rozpędu. Kluby, w których potem występował to solidne marki na mapie Europy, znacznie bogatsze niż jakiekolwiek z naszego podwórka. Teraz Deividas po trudnym dla siebie roku wraca na parkiety PLK, ale nie do byle jakiej drużyny, tylko do odradzającej się gdyńskiej potęgi, która może bez kompleksów patrzeć w kierunku Mistrzostwa Polski i godnych występów w EuroCupie.

Asseco w tym momencie wygląda mocno, bardzo mocno. Widać, że budżet poszybował wysoko do góry. Zestaw obwodowy po dojściu Dulkysa wygląda jeszcze lepiej niż z Emelogu. Litwin to sprawdzony gracz, wiemy czego się po nim spodziewać, Amerykanin to jednak rookie. Sezon po kontuzji to zawsze spore ryzyko i dla gracza i dla klubu, który go zatrudnia. Jeśli po urazie nie został żaden ślad, to Arka na obwodzie ma 3 gwiazdy na warunki PLK największego formatu i chyba nikt tego już nie przebije.

Łzy.

Asseco dosiadło się do stołu z pokaźną liczbą żetonów, odpala cygaro, zagaduje kelnerki, żartuje z rywali. Karta na ręku mocna, czy to wystarczy by zgarnąć całą pulę?

Dojrzałe ogóry cz. III

Dojrzałe ogóry cz. II

Dojrzałe ogóry cz. I

Dojrzałe ogóry cz. III

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK   21.07-27.07

Michał Kołodziej – Legia Warszawa

Kontynuacja współpracy, która po poprzednim sezonie wydawała się oczywista. Niemogący przebić się do rotacji w Asseco Michał Kołodziej spędził drugą połowę rundy zasadniczej w Warszawie i można zaryzykować tezę, że z miejsca stał się jej kluczowym Polakiem. W 14 spotkaniach 10 razy wychodził w pierwszej piątce, średnio na parkiecie przebywał 23 minuty, dokładał do tego 8 punktów i 2,5 zbiórki. Michał funkcjonował w ekipie Tane Spaseva jako rozciągająca grę czwórka, oddawał średnio na mecz ponad 4 trójki, co przy skuteczności ponad 40% jest wynikiem jak najbardziej zrozumiałym.

fot. Andrzej Romański/EBL

Legia w tym momencie na silnym skrzydle ma Kołodzieja i Linowskiego. Pomimo dobrej gry tego pierwszego spodziewam się jakiś wzmocnień. Może nie konkretnie na czwórce, ale sądzę, że któryś z nowych nabytków stołecznego klubu będzie z opcją paru minut na PF. W przypadku ściągnięcia do Warszawy Kowalczyka i Karolka, Legia nie będzie musiała grać w pierwszej piątce ani Linowskim, ani Kołodziejem, co tym bardziej skłania mnie do wniosku, że w roli startera na czwórce zobaczymy jakąś nową twarz.

Myles Mack – GTK Gliwice

25-letni, filigranowy (175 cm) rozgrywający poprowadzi grę GTK w przyszłym sezonie. Mack nie jest dla PLK anonimem, w poprzednich rozgrywkach występował w PGE Turowie Zgorzelec, niestety dla niego tylko przez 8 spotkań. Paskudna kontuzja zerwania ścięgna Achillesa zakończyła przedwcześnie sezon Amerykanina. W barwach przygranicznej drużyny na boisku spędzał średnio 18 minut, zdobywając w tym czasie nieco ponad 8 punktów i rozdając 4 asysty.

Mack wpisuje się charakterystyką gry w model czarnoskórego rozgrywającego. Szybki, odważny na koźle, dobrze czujący się w grze 1 na 1. Pomimo małych rozmiarów Myles chętnie atakuje kosz, mija rywali i sprowadza na siebie pomoc tworząc okazje do odrzutu piłki na obwód. Dobra skuteczność za 3 punkty ( 36,4% w 2017/18 i 42,4% w 2016/17) sprawia, że nie można go lekceważyć w odległości 6,75 metra od obręczy.

Dla Amerykanina najprawdopodobniej przewidziana jest wiodąca rola w zespole z Gliwic. Mack w podobny sposób jak rok temu Hooker będzie odpowiadał za grę drużyny po atakowanej stronie boiska. Czy jest lepszym zawodnikiem niż swój poprzednik? Chyba nie. Ale nie mam nic przeciwko by się mile zaskoczyć.

GTK konsekwentnie kompletuje drużynę na kolejne ligowe rozgrywki, pozostały do uzupełnienia przede wszystkim pozycje podkoszowe. Zawodnicy. którzy trafią do Gliwic jeszcze tego lata powinni być realnym wzmocnieniem ekipy trenera Turkiewicza, bo w innym wypadku szorowanie po dnie PLK może być poważnym zagrożeniem.

Łukasz Ratajczak – AZS Koszalin

Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Zamienił AZS Kiwilsze na Ratajczaka.

Łukasz Ratajczak nowym nabytkiem Akademików. W poprzednim sezonie pełnił rolę rezerwowego centra w zespole z Gliwic. Jego średnie to 4,7 punktu i 2,9 zbiórki w nieco ponad 12 minut spędzanych na parkiecie.

Po raz kolejny na ekranie monitora, czy telefonu wyświetla nam się dowód na to, jak biedny jest rynek paszportowy. AZS rotację Polakami ratować będzie 32-latkiem, który poziomem do PLK po prostu nie pasuje. Być może Szymon Kiwilsza nie chciał już dalej grać w Koszalinie, ale jeśli chciał, to tym bardziej decyzja AZS wydaje się być absurdalna. Drużyny końca tabeli lub te szukające oszczędności wyjątkowo w to lato sprowadzają do swoich drużyny młodych zawodników, często takich, którzy nie mieli szansy na granie w innych zespołach. Nie ma co się oszukiwać, że koszalinianie kolejny rok nie będą grali o nic więcej jak utrzymanie. To idealna okazja do przeprowadzenia zmian w sposobie budowania składu, tak jak w Krośnie, czy warszawskiej Legii. Oprócz Marka Zywerta postawiono jednak na Polaków doświadczonych lub bardzo doświadczonych, by nie powiedzieć starych. A szkoda, ciężko o lepsze warunki do grania dla młodych graczy niż drużyna bez większej presji walcząca z najlepszymi na rodzimym podwórku. Może to kwestia historii i tej całej otoczki jaka jest wokół AZS, bo ostatnie lata niestety nie dały powodów, by traktować Koszalin jako ciekawe miejsce do grania.

Czy jest drużyna z mniej ciekawym frontcourtem w PLK?!

Dawid Sączewski – Legia Warszawa

Tane Spasev wysoko ceni sobie pracę w młodymi koszykarzami, dlatego tegoroczna Legia będzie oparta w dużej mierze o Polaków raczkujących w PLK lub takich, którzy jeszcze nie pokazali najlepszej wersji siebie na ligowych parkietach. Do składu dołącza Dawid Sączewski, zawodnik totalnie spoza radaru kibiców Energa Basket Ligi. Sączewski to gracz obwodowy (190 cm), najczęściej grający jako rozgrywający. 19-latek do 2015 występował w Gdyński klubach młodzieżowych (Start i Asseco) oraz w II lidze. Po tym okresie wyjechał do Stanów Zjednoczonych by grać i uczyć się w Mountain Mission School. Teraz wraca do Polski i spróbuje swoich sił w PLK.

Cullen Neal – Rosa Radom

Cullen Neal to nowy nabytek Rosy, który dopiero będzie debiutował w zawodowej koszykówce. Rookie Rooki z Radomia występował do tej pory w barwach aż (!) trzech uniwersytetów w akademickiej lidze NCAA. W swojej karierze miał okazje grać w zespołach, które coś znaczą na uczelnianej mapie Stanów Zjednoczonych. Najwięcej z gry Neal miał występując w sezonie 2015/16 w New Mexico, 30 minut średnio na parkiecie, 12 punktów. Późniejsze przenosiny kolejno do Ole Miss i Saint Mary’s to regres minutowy i to znaczny, bo w zeszłym roku na parkiecie spędzał tylko 13 minut na mecz. Amerykanin to typowy shooter i taka też rola prawdopodobnie czeka na niego w Radomiu. Przez ostatnie lata oddawał w meczach więcej rzutów za 3 niż za 2, co potwierdza tylko charakterystykę tego zawodnika. Oficjalna strona Rosy przedstawia Neala jako zawodnika mogącego grać na pozycji rozgrywającego. Jednak przy posiadaniu w składzie Obiego, nie spodziewałbym się częstego kreowania akcji ze strony najnowszego nabytku.

Jedno jest pewne, długością, a raczej krótkością spodenek będzie w top ligi.

Rosa skompletowała już zestaw zawodników na pozycjach 1-2. Amerykanie Trotter i Neal uzupełnieni Polakami wyglądają na zestaw solidny, raczej nie jakoś mocno odstający od zeszłorocznego. Większa rola Zegzuły kosztem minut Szymkiewicza to nie jest wielka tragedia, znakiem zapytania jest oczywiście Neal i to, jak się odnajdzie w Europie. Biali strzelcy obwodowi za często furory nie robili na naszych parkietach, z drugiej strony Rosa potrafi wynajdować graczy akurat na tę pozycję. Pytanie ile w tym było magii Kamyka, a ile scautingowego nosa włodarzy klubu. Harris, Bell, Punter, nawet English, czy za rok dorzucimy tu Neala?

Aaron Cel – Polski Cukier Toruń (2+1)

Pierwsza bitwa w kujawsko-pomorskim wygrana przez Twarde Pierniki. PCT 1, Anwil 0. Nie ukrywam, że Celodrama była jakoś wyjątkowo męcząca tego lata. Anwil, Toruń, Anwil, Toruń, Włocławek, Cukier, znowu Anwil, Pierniki i tak w kółko, dzień w dzień. Niby tylko niecałe 50km odległości między tymi miastami, ale Aaron Cel przemieszczał się z nadświetlną prędkością od jednego do drugiego. W końcu wybrał, być może zawierzył swój los żetonom w jednym z kasyn w Las Vegas, być może to była gra na zwłokę i podbijanie ceny.

Odejmując już całą tę otoczkę przy podpisie, Cel to czołowa czwórka z polskim paszportem. Gracz, który wiele ostatnich meczów w reprezentacji rozpoczynał w pierwszej piątce. Aaron jest graczem o wielu zaletach, pewny rzut za 3 punkty (37,5%), boiskowa inteligencja i doświadczenie.

Fizycznie czasem odstaje od rywali, co rodzi problemu na desce, jednak jak na PLK to bilans plusów i minusów w jego przypadku wypada wyjątkowo pozytywnie. Na korzyść reprezentanta Polski działa fakt, że obok siebie pod koszem będzie miał Szejka Mbodja, który w defensywie i na zbiórce jest w stanie trochę przykryć niektóre mankamenty Cela. W Toruniu nie będzie pierwszą opcją ofensywną, co myślę, że mu odpowiada. Kiedy ciężar liderowania przejmie ktoś z innych zawodników, Aaron będzie mógł być zabójczo skuteczny i efektywny działając na drugim planie.

Dla Torunian to ruch jeśli chodzi o paszport raczej nie z tych koniecznych. Jednak postrzeganie Cela tylko i wyłącznie jako limitowca jest bardzo krzywdzące. To gracz dający ogromną jakość, który występowałby w pierwszej piątce każdego klubu w PLK (no może oprócz Stelmetu). Co jeszcze istotniejsze, Polski Cukier tym podpisem zapobiegł wzmocnieniu się lokalnego rywala – Anwilu. PCT razem ze Stelmetem kolejny rok dysponować będą najmocniejszym polskim rosterem w lidze. Inną sprawą jest, czy pozostawienie prawie całego zespołu  i wymiana tylko dwóch gwiazd spowoduje poprawę wyniku na koniec sezonu. O ponowne wejście do finału będzie z pewnością ciężko, ale w Toruniu, sądząc po ruchach w to lato, wierzą w swoją drużynę w takim kształcie, w jakim występuje od dwóch sezonów.

 Ben Richardson – MKS Dąbrowa Górnicza

Uczestnik ostatniego Final Four akademickiej ligi NCAA, Ben Richardson, zagra w przyszłym sezonie w MKSie Dąbrowa Górnicza. Loyola Chicago, uczelnia, na której występował przez ostatnie 4 lata to kopciuszek tegorocznego turnieju ligi uniwersyteckiej. Nikt nie stawiał na Loyolę w najlepszej czwórce, mimo tego drużyna nowego nabytku MKSu przedarła się do tego elitarnego grona przy dużym wkładzie Bena. Zaliczył swój rekord punktowy w meczu z Kansas State trafiając 6 razy za 3 punkty. W całej karierze uniwersyteckiej dał się poznać jako bardzo dobry dystansowy strzelec (>40% od 3 sezonów). Na parkiecie przybywał sporo (31 minut w poprzednim sezonie), przez ostatnie 2 sezony tylko raz nie wyszedł w pierwszej piątce.

Richardson to przede wszystkim dobry obrońca i shooter. Skuteczność z jaką dziurawił kosz zza łuku imponuje, gorzej z rzutami za dwa, które wpadały do kosza na podobnym procencie co te z dystansu. Ze wszystkich amerykańskich białych dwójek zatrudnionych w ostatnich latach w PLK, absolwent Loyola wygląda zdecydowanie najciekawiej.

Zobaczymy, w jakiej roli obsadzi go trener Winnicki. Wydaje się, że Richardson powinien być starterem, graczem czekającym za linią rzutów za 3 punkty na odrzucenia od partnerów, dobrze czującym się w grze z kontrataku. Warty obserwacji będzie również po drugiej stronie parkietu, gdzie jest cenionym obrońcą. Grą w MKSie może otworzyć sobie drogę do ciekawej kariery europejskiej. W dzisiejszej koszykówce graczy o takiej charakterystyce poszukuje się wśród zawodników na jego pozycji praktycznie we wszystkich silnych ligach na starym kontynencie, jak i za oceanem.

Ben Emelogu – Asseco Gdynia

Wystarczyło, że trener Frasunkiewicz wrócił z U20 i karuzela transferowa ruszyła  w Gdyni na dobre. Asseco mając spokój z polską rotacją skierowało swoje poszukiwania na rynek zawodników zagranicznych. No i mamy kontrakt, a nawet dwa!

Pierwszy z dwójki Amerykanów, którzy dołączą do gdyńskiej ekipy to Benjamin Emelogu. 23-latek jest absolwentem uczelni SMU, dla której w poprzednim sezonie rozegrał 33 mecze, wszystkie w pierwszej piątce. Emelogu w swojej karierze w Mustangach miał okazję współpracować z legendarnym trenerem Larrym Brownem (m.in. mistrz NBA), a także dzielił jedną szatnie z Semim Ojeleye, aktualnie zawodnikiem Boston Celtics. W rozgrywkach 2017/18 Ben przebywał średnio na boisku 31,7 minut, zdobywał ponad 10 punktów i zbierał 5,5 piłki.

Emelogu mierzy 196 cm wzrostu i w taktyce Przemysława Frasunkiewicza będzie występował na pozycjach 2-3.  Jest dynamiczny, kończy sporo akcji z góry, ale potrafi również przymierzyć z dystansu (37% za 3). Ben wygląda na gracza bardzo wszechstronnego, który w każdej roli może się sprawdzić. Ma rozmiar, szybkość, atletyzm, wszystko co pozwala mu być dobrym obrońcą i sporą pomocą na tablicach.

Jeśli mielibyśmy zabawić się w baaaardzo wczesne typowanie, czy jasnowidztwo, to myślę, że Emelogu może być na koniec sezonu jednym z najbardziej wartościowych graczy ligi wchodzących z ławki.

Josh Bostic – Asseco Gdynia

Drugi z nabytków Arki również pochodzi zza oceanu, jednak ma sobą już całkiem bogatą karierę w Europie. Joshua Bostic, 31-letni niski skrzydłowy to z pewnością gracz, jakich chcemy oglądać w naszej lidze. Kandydat na gwiazdę i to jedną z największych. Nawet nie będąc kibicem Asseco ciężko jest się nie cieszyć z przyjścia do ligi takiego zawodnika.

Joshua w ostatnim sezonie występował w lidze włoskiej, w drużynie Banco di Sardegna Sassari oraz w lidze adriatyckiej i chorwackiej broniąc barw KK Zadar. W Lega A notował  prawie 14 punktów na mecz, w ABA blisko 20.  Na przestrzeni całego sezonu na parkiecie przebywał średnio 27,5, co świadczy o dużej roli jaką odgrywał w obu ekipach. Bostic umie na boisku dużo, bardzo dużo. Zdobywa punkty po koźle, spot up, wejściami na kosz, czy po pickach. Amerykanin w Gdyni będzie miał możliwość pokazać się w pierwszoplanowej roli w zespole grającym w EuroCup i o wysokie cele w PLK. To fenomenalna okazja do pokazania się w Europie i wywalczenia tłustego kontraktu na kolejny sezon.

Bostic to naturalny kandydat na lidera zespołu. Ma doświadczenie z wielu lig, również z rozgrywek europejskich. W porównaniu do Emelogu to właśnie doświadczenie wydaje się być nieocenionym dodatkiem do gdyńskiej drużyny. Ciężko wróżyć jakieś większe sukcesy Arki w Eurocup, ale w lidze, nawet jeśli kolejne podpisy będą tylko uzupełnieniami, może nieźle namieszać.

Już końcówka lipca, czekamy na zdjęcia wyrzeźbionych gdyńskich dzików zawodników z plaży. Frasunkiewicz sprowadza do drużyny bardzo dobrych atletów, a przy tym świetnie grających w koszykówkę. Nie znamy jeszcze finalnego kształtu Asseco, ale piątka jaką już w tym momencie może puścić na parkiet trener gdynian wygląda mocno – Szubarga, Garbacz (Emelogu), Bostic, nowy PF, Łapeta. W Zielonej Górze i kujawsko-pomorskim nerwowo przełknęli ślinę.

Jakub Karolak – Legia Warszawa

Po mniej znaczących transferach w Warszawie zarzucono w końcu wędkę na grubszą rybę. Podpis, o którym mówiło się już od miesiąca został wreszcie oficjalnie potwierdzony. Kuba Karolak zamienia sopocką morską bryzę na warszawski smog.

Karolak dwa ostatnie sezony spędził w Treflu, gdzie miał dość istotną rolę w polskiej rotacji. W poprzednich rozgrywkach na parkiecie przebywał średnio 24 minuty, dorzucał do tego 10,5 punktu. Kuba to gracz na pozycję 2-3, typ łowcy punktów ze stabilnym rzutem z dystansu (niecałe 40% za 3). Ma dopiero 25 lat, dopiero, bo w lidze oglądamy go już dość długo, najlepsze granie jeszcze przed nim. Legia to okazja na czołową rolę w zespole, szansa na pracę z Tane Spasevem, u którego łatwo o indywidualny postęp. Dobry sezon Karolaka to także może być solidny argument w wyścigu o zainteresowanie (przyszłego?) selekcjonera reprezentacji, który stanie przed zadaniem lekkiego wietrzenia szatni. Nazwisko Kuby pojawiało się już w kadrze B, czemu nie miałby być brany pod uwagę w przypadku szerokiej kadry A.

Legia jednym podpisem zapewniła sobie lepszą rotację Polakami w stosunku do poprzedniego sezonu. Karolak to gracz, który z pewnością zajmie miejsce w pierwszej piątce, da odpowiednią jakość, której tak bardzo brakowało w poprzednich rozgrywkach. Legioniści jak na razie konsekwentnie stawiają na młodzież lub graczy jeszcze w drodze na szczyt swoich umiejętności (wyjątek to Linowski). Po sparzeniu się poprzednim sezonem, strategia budowania składu w stolicy można oceniać jak na razie tylko dobrze lub nawet bardzo dobrze.

Oby wnioski w Legii rzeczywiście zostały wyciągnięte. Już jeden powód do wstydu warszawski kibic ma, ten na Łazienkowskiej.

Mateusz Kostrzewski – Anwil Włocławek

Najbardziej energetyczny zawodnik EBL. Król Backdooru.

Kostek zdecydował się na powrót do Włocławka, jednak raczej nie kierował się dobrymi wspomnieniami. Dziś zarówno Mateusz, jak i Anwil są w zupełnie innym miejscu, zdecydowaniem lepszym niż podczas pierwszej przygody razem.

Półtora roku spędzone w Stali, brązowy i srebrny medal, ale przede wszystkim bardzo dobra gra sprawiły, że Kostek postrzegany jest aktualnie jako Polak z najwyższej półki na naszym podwórku. Poprzedni sezon w Ostrowie zakończył ze średnimi na poziomie 20 minut, 9 punktów i 3,7 zbiórki na mecz. Emil Rajković używał go zarówno z ławki, jak i wystawiając w pierwszej piątce. Jego rola z kolejnymi miesiącami rosła, by w półfinałach być liderem drużyny, 15,24,20,20 punktów w kolejnych spotkaniach z Polskim Cukrem Toruń. Finały też może uznać za udane, był obok Adama Łapety wyróżniającą się postacią w polskiej rotacji wicemistrza.  Świetny sezon wywołał zamieszanie wokół Mateusza w kontekście reprezentacji, jednak na jego pozycji konkurencja w kadrze jest niezwykle mocna.

Anwil nieco (bardzo) zmuszony sytuacją na rynku sięga po Kostrzewskiego, mozolnie kompletując polską rotację. Kostek to gracz spokojnie mogący grać 20+ minut. Ustawiany na niskim skrzydle, ale i w niższych ustawieniach może powalczyć z czwórkami przeciwnika. Podpisanie srebrnego medalisty oznacza też prawdopodobnie komfort posiadania na boisku cały czas jednego Polaka z grupy wingmanów. Spodziewam się wymiennej gry Kostka z Zyziem, zawodników profilem koszykarskim trochę zbliżonych do siebie. Podpis Kostrzewskiego w mojej ocenie wymusza zakontraktowanie gracza na pozycję nr 4 dobrze rzucającego za 3, rekompensującego braki w tym względzie Mateusza (poniżej 30%).

We Włocławku Kostrzewski razem z Zyzkowskim stworzą niesamowity duet zawodników trafiających rzuty z dudziwne. Dokładającego do tego Josipa Sobina, Anwil już w tej chwili może odbierać Mistrzostwo Polski za ilość celnych floaterów w sezonie 2018/19.

Tim Williams – Miasto Szkła Krosno

Absolwent uczelni New Mexico zasili szeregi drużyny z Podkarpacia. To będzie jego drugi sezon na europejskich parkietach, pierwszy spędził w Finlandii, występując w dwóch drużynach. Williams to 24-latek, więc średnia wieku ekipy z Krosna nadal utrzymuje się na niskim poziomie.

Tim to gracz na grający na czwórce z ewentualną możliwością gry na obu pozycjach podkoszowych. Mierzy 203 cm, operuje wyłącznie blisko kosza. W zeszłym sezonie oddał tylko 12 rzutów za 3 punkty, żadnego nie trafił. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 26 minut, 14 punktów i 6 zbiórek. Miał okazję nawet posmakować gry w europejskich pucharach, razem z  zespołem Joensuun Kataja występował w Fiba Europe Cup. Williams wygląda na gracza dynamicznego, silnego skrzydłowego w starym stylu, grającego do kosza, szukającego punktów bliżej obręczy.

Dla Miasta Szkła transfer ten oznacza wzmocnienie strefy podkoszowej. Wiemy, że portfel w Krośnie nie jest zbyt gruby, więc ściąganie graczy z takich lig jak fińska wydaje się być dobrym posunięciem. Williams prawdopodobnie będzie jednym z punktowych liderów drużyny, przypadną mu spore minuty w ekipie trenera Niedbalskiego. Pozycję silnego skrzydłowego będzie dzielił z Filipem Putem, jednak nie zdziwi mnie jednoczesna gra tych zawodników obok siebie na parkiecie. Put jest silny, Williams na takiego też się wydaję, wymienność pozycji w defensywie w ustawieniu na dwóch nominalnych PFów może być sporym atutem.

Miasto Szkła Krosno z ogromną konsekwencja zatrudnia graczy stosunkowo młodych, głodnych gry i chętnych do pracy i rozwoju. Oceniając siłę tego zespołu na papierze, spekulując, jak może liga wyglądać, to drużyna z Podkarpacia wygląda na jedną z potencjalnych czerwonych latarni naszej ligi. Wielki sprawdzian przed Mariuszem Niedbalskim, albo z takim zestawem zawodników wykręci wynik ponad stan (np. będzie nad AZSem czy GTK w tabeli) albo zaprzepaści być może ostatnią szansę zaistnienia na ławce trenerskiej w PLK.

Pełne składy drużyn PLK

Dojrzałe ogóry cz. I

Dojrzałe ogóry cz. II

Krajobraz PLK

Andrzej Romański/Energa Basket Liga.

Zestawienie aktualnych składów drużyn PLK. Zawodnicy zostali umownie przypisani do pozycji, na których najczęściej występują lub będą występować.

Poniższe podsumowanie zawiera tylko i wyłącznie zawodników i trenerów oficjalnie potwierdzonych. Gracze  i trenerzy zapisani przy użyciu pogrubienia zostali ogłoszeni przez swoje kluby tego lata.

Do drzewek!

Anwil Włocławek 

PG Kamil Łączyński, Vladimir Mihailović, Igor Wadowski
SG Michał Michalak, Jarosław Zyskowski
SF Mateusz Kostrzewski, Chase Simon
PF Nikola MarkovićWalerij Lichodej, Rafał Komenda
C Josip Sobin, Jakub Parzeński, Szymon Szewczyk
Trener Igor Milicić

BM Slam Stal Ostów Wielkopolski

PG  Mike Scott, Daniel Szymkiewicz
SG  Michał Chyliński,  Przemysław Żołnierewicz
SF Blake Hamilton, Łukasz Majewski
PF  Witalij Kowalenko, Michał Nowakowski
C  Shawn King, Danilo Tasic
Trener Wojciech Kamiński

Polski Cukier Toruń

PG Robert Lowery, Tomasz Śnieg
SG Łukasz Wiśniewski
SF Bartosz Diduszko, Karol Gruszecki
PF Aaron Cel, Aleksander Perka
C Przemysław Karnowski, Cheikh Mbodj, Krzysztof Sulima
Trener Dejan Mihevc

Stelmet Enea BC Zielona Góra

PG Łukasz Koszarek, Markel Starks, Kacper Traczyk
SG Filip Matczak, Gabe DeVoe, Kacper Mąkowski
SF Michał Sokołowski, Przemysław Zamojski
PF Żeljko Sakić, Boris Savović, Jarosław Mokros
C Darko Planinić, Adam Hrycaniuk
Trener Igor Jovović

Rosa Radom

PG Obie Trotter, Filip Zegzuła,
SG Marcin Piechowicz, Cullen Neal, Mateusz Szczypiński
SF Artur Mielczarek
PF Daniel Wall, Szymon Szymański, Łukasz Bonarek
C Hanner Mosquera-Perea, Wojciech Wątroba
Trener Robert Witka

MKS Dąbrowa Górnicza

PG Trey Davis, Jakub Kobel
SG Ben Richardson
SF Bartłomiej Wołoszyn, Mateusz Zębski
PF Michał Gabiński, Mathieu Wojciechowski, Cleveland Melvin
C Szymon Łukasiak
Trener Jacek Winnicki

King Szczecin

PG Kaspars Vecvagars, Jakub Schenk, Maciej Majcherek
SG Martynas Paliukenas, Dominik Wilczek
SF Paweł Kikowski, Tauras Jogela
PF Łukasz Diduszko, Mateusz Bartosz
C Darrell Harris, Martynas Sajus
Trener Mindaugas Budzinauksas

TBV Start Lublin

PG James Washington, Michael Gospodarek, Bartłomiej Pelczar
SG Earvin Morris, Mateusz Dziemba
SF Marcin Dutkiewicz, Wojciech Czerlonko
PF Uros Mirković, Kacper Borowski, Paweł Kowalski
C Devonte Upson, Roman Szymański
Trener David Dedek

Trefl Sopot

PG Ian Baker, Łukasz Kolenda
SG Vernon Taylor, Piotr Śmigielski, Sebastian Walda
SF Damian Jeszke, Michał Kolenda, Patryk Pułkotycki
PF Paweł Leończyk, Grzegorz Kulka
C Milan Milovanović, Jakub Motylewski
Trener Marcin Kloziński

Asseco Gdynia

PG Krzysztof Szubarga, James Florence,
SG Deividas Dulkys, Marcel Ponitka,
SF Joshua Bostic, Jakub Garbacz, Karol Kamiński
PF Filip Dylewicz, Mikołaj Witliński
C Robert Upshaw, Adam Łapeta, Dariusz Wyka
Trener Przemysław Frasunkiewicz

Polpharma Starogard Gdański

PG Justin Bibbins, Paweł Dzierżak
SG Tre BusseyAleksaner Załucki
SF Thomas Davis, Daniel Gołębiowski, Filip Struski
PF Kacper Młynarski, 
C Brett Prahl, Adam Kemp
Trener Artur Gronek

AZS Koszalin

PG Aleksandar Radulović, Marek Zywert
SG Drew Brandon, Krzysztof Jakóbczyk, Bartosz Bochno
SF Alan Czujkowski, Maciej Kucharek
PF Grzegorz Surmacz, Dragoslav Papic
C Marko Tejić, Brandon Walters
Trener Dragan Nikolić

GTK Gliwice

PG Myles Mack, Mateusz Szlachetka
SG Riley LaChance, Piotr Robak, Kacper Radwański
SF Tanel Kurbas, Marek Piechowicz, Daniel Dawdo
PF Brian Dawkins, Szymon Kiwilsza
C Damonte Dodd, Dawid Słupiński
Trener Paweł Turkiewicz

Miasto Szkła Krosno

PG Jabarie Hinds, Grzegorz Grochowski
SG Charlie Westbrook, Paweł Krefft
SF Jordan Loveridge, Mihajlo Bogdanović, Maciej Bojanowski
PF Filip Put, Tim Williams, Damian Pogoda
C Adrian Bogucki
Trener Mariusz Niedbalski

Legia Warszawa

PG Sebastian Kowalczyk, Michał Kucharski, Dawid Sączewski
SG Mo Soluade, Roman Rubinshtein, Mariusz Konopatzki, Bobby Word
SF Omar Prewitt, Jakub Karolak
PF Michał Kołodziej, Keanu Pinder, Adam Linowski
C Ruslan Pateev, Patryk Nowerski
Trener Tane Spasev

KS Spójnia Stargard

PG Anthony Hickey, Dawid Bręk
SG Piotr Pamuła, Maciej Raczyński, Marcin Dymała
SF
PF Jalen Hayes, Hubert Pabian,  Wojciech Fraś
C Albert Owens, Nick Madray, Marcel Wilczek
Trener Krzysztof Koziorowicz

Dojrzałe ogóry cz. II

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK   14.07-20.07

Cheikh Mbodj – Polski Cukier Toruń

W sezonie 2018/19 bez zmian na pozycji centra w grodzie ojca Kopernika. Po udanej rundzie zasadniczej, jeszcze lepszych play offach zatrzymanie Mbodja można określić jako małe zwycięstwo Pierników. Senegalczyk to gwarancja energii pod koszem, straszenia blokiem i walki o zbiórki. Maj zeszłego roku pokazał, że Mbodj odpowiednio wykorzystany w ataku może przynieść drużynie wiele korzyści. Pomijając sposób w jaki był kryty w serii ze Stalą, udowodnił, że zna kilka lub kilkanaście sposobów na zdobywanie punktów. Jeszcze ważniejszą postacią był w defensywie, gdzie rozdawał średnio 1,5 bloku na mecz (3 wynik w lidze). Net rating Szejka z poprzedniego sezonu był na poziomie +20,9, co pokazuje, jak wiele korzyści miały Pierniki z jego obecności na parkiecie.

Torunianie rozpoczną sezon od eliminacji do Basketball Champions League. Stabilizacja składu i kontynuacja pomysłu trenera Mihevca może być sporym atutem szczególnie o tej porze roku. Kluczowym graczem, potrzebnym do realnej oceny możliwości Polskiego Cukru będzie rozgrywający, który zastąpi Coseya. Poprzednie lata wskazują, że możemy spodziewać się nowej gwiazdy ligi.

Darrell Harris – King Szczecin

Podpis gwarantujący bezpieczeństwo polskiej rotacji, co nie oznacza, że można wykreślić Kinga z grona drużyn starających się o zatrudnienie klasowego gracza miejscowego. Jednak presja już zeszła i kolejnego ruchu na rodzimym rynku spodziewałbym się tylko w przypadku dość sporej okazji. Kołobrzeżanin Dariusz rozegra swój 3 sezon w czerwono-niebieskich barwach. Amerykanin z polskim paszportem zakończył minione rozgrywki ze średnimi na poziomie 8 punktów i niespełna 7 zbiórek w 20 minut gry.

fot. Andrzej Romański/EBL

Kiedyś mówiło się o Harrisie w kontekście wzmocnienia każdej lub prawie każdej drużyny PLK. Aktualnie określić go można jako solidnego gracza w rotacji, dającego kilka punktów i zabezpieczającego zbiórkę, jednak już nie na tak dominującym poziomie, jak w przeszłości. W sezonie 2018/19 pozycję centra dzielił będzie ze znacznie lepszym zawodnikiem niż gracze biegający w koszulce Kinga w poprzednich rozgrywkach, których nazwisk już nawet nie pamiętam.

Jak na razie w Szczecinie zdecydowano się na zatrzymanie graczy sprawdzonych w taktyce trenera Metaxy z poprzedniego sezonu. Wymieniono Kowalczyka na Schenka oraz dołożono starego znajomego Budzinauskasa – Sajusa. Już w tym momencie King to drużyna gwarantująca określony, z pewnością play offowy poziom. Pozostaje czekać na zawodników uzupełniających rotację obwodową, którzy pokażą jakie oczekiwania będziemy mogli mieć względem Kinga przed nadchodzącym sezonem. Przy problemach w Ostrowie, mniejszym budżecie w Radomiu, Wilki mogą po cichu zrobić lepszy wynik niż rok temu (nie, nie zapominam o Asseco).

Adam Linowski – Legia Warszawa

Adam Linowski to prawdopodobnie jeden z dwóch graczy (oprócz Michała Kołodzieja), którzy ostaną się w składzie po dramatycznym sezonie 2017/18. Linowski w Legii grał zarówno w II lidze, I, jak i w ekstraklasie. Nigdy nie pełnił roli lidera drużyny, czy postaci wiodącej. Raczej był i jest zawodnikiem uzupełniającym skład, z którego trener przeważnie korzysta z ławki.

Ciężko sobie wyobrazić by w sezonie 2018/19 Linowski odgrywał dużą rolę w zespole ze stolicy. Podpis raczej zabezpieczający rotację Polakami, która została już i tak wzmocniona w porównaniu do poprzednich rozgrywek w sposób kolosalny (potwierdzenia podpisów zapewne wkrótce). Jestem ciekawy, jakich zawodników zagranicznych dobierze Tane Spasev. Dokładając graczy chociażby na poziomie Beane’a, czy Mickelsona, Legia może realnie zacząć myśleć o dużym skoku w górę ligowej tabeli.

Michał Sokołowski – Stelmet Enea BC Zielona Góra (2 lata)

Marzenie Janusza Jasińskiego o sprowadzeniu do Zielonej Góry Michał Sokołowskiego spełniło się. Prawdziwy hit transferowy w PLK. Stelmet zdejmuje z rynku najlepszego Polaka w lidze w ostatnich latach i jedną z największych jej gwiazd. Sokołowski to gracz, w którym można z pewnością upatrywać lidera zespołu, gracza na lata, który najlepszy okres w karierze ma dopiero przed sobą.

Dla samego Sokołowskiego to krok w przód. Może nie taki jak wielu by chciało, czyli wyjazd za granicę, ale jednak. Przejście do największego klubu ostatnich lat w Polsce, z ambicjami na wywalczenie mistrzostwa i grę w VTB to na pewno awans sportowy w stosunku do Rosy Radom. Rosa dała mu wiele, trener Kamiński przekazał drużynę w jego ręce, ale ciężko nie odnieść wrażenia, że od pewnego czasu, Radom był dla Sokoła za mały. Z roku na rok poprawia swoje umiejętności, obrońcą już od dawna był więcej jak dobrym. Do gry w ataku opartej na energii, atakowaniu kosza, wykorzystywaniu ponadprzeciętnego atletyzmu, dołożył trójkę na poziomie 40%. W minionych rozgrywkach w 32 minuty spędzane średnio na parkiecie notował 13,8 punktu, 5,5 zbiórki i blisko 4 asysty.

Stelmet konsekwentnie realizuje założony na ten sezon ogórkowy plan. Uzupełnia skład graczami młodszymi niż przed rokiem, którzy nie mają w swoim CV wielu drużynowych sukcesów. Sokołowski do tej pory w Rosie był graczem, który dużo kreował na piłce, asystował i zdobywał punkty rzutami po koźle, czy po wejściach na kosz. W efektywnym funkcjonowaniu w taktyce Stelmetu na pewno pomoże ostatnio poprawiony rzut i dobre czytanie gry, jakim charakteryzuje się reprezentant Polski. Patrząc tylko na aspekt sportowy, transfer świetny, ale biorąc pod uwagę ostatnią burzę wokół finansów 4-krotnego Mistrza Polski, ruch kontrowersyjny. Nie trudno jest się domyślić, że żeby przekonać Michała do pozostania na parkietach PLK trzeba było położyć na stole pękaty worek z dolarami. Czy Stelmet stać, to wiedzą tylko ludzie pracujący w klubie. Chciałbym tylko więcej nie oglądać wylewającego się smrodu na Twitterze. Nie służy to nikomu, lidze, Stelmetowi, JJowi i samym zawodnikom.

Oby, z punktu widzenia Stelmetu, Sokół ubrany na zielono swoją grą i postawą bardziej przypominał Ponitkę, niż tak ostatnio wałkowanego Gruszeckiego.

Szymon Kiwilsza – GTK Gliwice

Dla młodego wciąż Kiwilszy (20 lat) GTK będzie drugim klubem w PLK. Poprzedni sezon spędzony w AZS Koszalin można potraktować jako przetarcie ekstraklasowe. Szymon przebywał na parkiecie średnio 14,5 minuty, zdobywał niecałe 4 punkty i zbierał 2,8 piłek. Kiwilsza jest graczem podkoszowym, nieco zawieszonym między obiema pozycjami. Za niski by skutecznie walczyć przeciwko większym centrom, za słabo rzuca i jest mało mobilny by być czwórką.

W GTK rywalizować będzie o minuty z graczami polskimi, którzy jakoś bardzo poziomem, ponad niego nie wystają. Kolejny sezon na parkietach PLK, lepszy trener (przynajmniej na starcie rozgrywek) to dobra okazja do rozwoju 20-latka wciąż chyba określanego mianem perspektywicznego.

Ciężko jest napisać coś więcej.

Wojciech Kamiński – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Stal rozpoczęła budowę drużyny na następny sezon. Kierownikiem będzie doświadczony już inżynier, sprawdzony na ławce trenerskiej w PLK, Wojciech Kamiński. Kamyk pokazał w poprzednich latach, że za nieco mniejszy budżet potrafi zmontować ciekawą ekipę, że ma nosa do najemników szukających fuchy w naszej lidze. Stal borykająca się z wszystkim nam dobrze znanymi problemami, potrzebuje fachowca, który ma pomysł i wiedzę, który coś wyczaruje nawet wtedy, gdy materiał nie jest najlepszej jakości. Dla trenera Kamińskiego to idealna okazja do sprawdzenia się w wymagających warunkach. Już na start duże wyzwanie – wybór podwykonawców na przyszły sezon. Ostrowianie będą musieli załatać dziurę po Adamie Łapecie, podporze tej drużyny. Ze srebrnego składu stracili już większość Polaków – Surmacza, Łukasiaka, nic nie wskazuje na to, że Mateusz Kostrzewski zostanie w klubie. Czas goni, a rąk do pracy na rynku ubywa…

Stali życzymy powodzenia w budowie. Każdej.

fot. bmslamstal.pl

Odejście Michała Sokołowskiego, prawdopodobnie także Daniela Szymkiewicza, pozwolenie na przejście do innego klubu trenerowi Kamińskiemu to koniec pewnej epoki w Radomiu. Okresu, który zapisał się z dobrej strony na kartach historii tamtejszego klubu. Coś się już jednak wypaliło. Przyszedł czas na zmiany, zarówno dla trenera, tak i dla Rosy, którą obejmie kończący karierę…

Robert Witka – Rosa Radom

Po 6 latach panowania Wojciecha Kamińskiego na radomskim tronie nastąpi przekazanie berła. Robert Witka prosto z dresu meczowego przebiera się w koszule i będzie w najbliższym sezonie odpowiedzialny za prowadzenie Rosy w PLK i eliminacjach (póki co) do FIBA Europe Cup.

fot. Fiołek.art/ Rosa

Rosa jest klubem, który przywiązuje się do ludzi, stawia na swoich, bazuje na długoletniej współpracy. Wzorem klubów zachodnich niektórzy zawodnicy kończący karierę zostają w Radomiu by pełnić różne funkcje wokół klubu. Piotr Kardaś to ostatani przykład, teraz do tego grona dołącza kończący karierę koszykarską Witka. Plan na taką zmianę na krzesełku pierwszego szkoleniowca był od dłuższego czasu, sam Robert nie grając końcówki sezonu z uwagi na uraz mógł się przygotowywać do nowego wyzwania.

Jedyne co można powiedzieć o Witce – trenerze, to to, że wydaje się być gościem opanowanym, spokojnie reagującym na wydarzenia boiskowe. Po czasem dość impulsywnym Kamyku, Robert Witka będzie sporą odmianą jeśli chodzi o prowadzenie drużyny w trakcie spotkań. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Niższy budżet w Radomiu, a co za tym idzie słabsi zawodnicy. Odejście kluczowych Polaków i gwiazdy zespołu. Rosa z zespołu celującego w Top4 staje się drużyną jedną z wielu walczących o Play off. Jak na start kariery trenerskiej to trzeba przyznać, że wyzwanie dość spore. Sprostać oczekiwaniom, nawiązać do poprzednich dobrych lat będzie niezwykle ciężko.

Good Luck!

Grzegorz Grochowski – Miasto Szkła Krosno

25-letni rozgrywający w sezonie 2018/19, tak jak w poprzednim, będzie bronił barw Miasta Szkła Krosna. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 3,7 punktu  i 3,3 asysty w 20 minut gry. Sezon niezbyt udany, Groszek wciąż nie przebił się do roli pierwszoplanowej w zespole. Problemy wynikające z braku centymetrów i słabej skuteczności za 3 punkty (28% w poprzednim sezonie) powodują, że w ofensywnej taktyce zespołu jest opcją jedną z ostatnich.

W Krośnie na dzień dzisiejszy Polakami do pierwszej piątki najprawdopodobniej byliby Put i właśnie Grochowski. Zobaczymy, jakich zawodników uda się podpisać w najbliższym czasie. Czy środki finansowe zostaną zainwestowane w graczy zagranicznych, których zadaniem będzie pociągnięcie drużyny do góry, czy do aktualnego zestawu paszportowego dojdzie jeszcze jeden gracz, najpewniej uzupełniający wyjściowe ustawienie. Czekamy.

Jakub Parzeński – Anwil Włocławek (2 lata)

Wreszcie choć na chwilę F5 zaznał spokoju, choć na dzień, na parę godzin. Włocławek doczekał się transferu, Jakub Parzeński zawodnikiem rottweilerów. Wszyscy wiedzą, niektórzy skrzętnie wykorzystują, desperacja Anwilu związaną z pozyskiwaniem paszportów na przyszły sezon z każdym podpisem w innym klubie rośnie. Włocławianom udało się pozyskać back up dla Josipa Sobina przy okazji dodając tak potrzebnego, jak opcja banowania na Twitterze Polaka.

Parzyk to gracz, który ma potencjał do tego, aby sprawdzić się w roli rezerwowego w klubie grającym o najwyższe cele w lidze oraz występującym w Europie. Zastąpi w drużynie swojego polsko-włoskiego imiennika, co nie jest poprzeczką nie do przeskoczenia dla nowego nabytku rottweilerów.  Kuba trafia do Anwilu z wielką czerwoną flagą. W poprzednim sezonie rozegrał tylko 7 spotkań na jesieni 2017 roku.  W tych meczach notował średnio 8 punktów i 4,5 zbiórki w 18 minut gry w barwach MKSu. Aktualna forma Parzeńskiego jest zagadką. Początki mogą być trudne, może brakować czucia piłki, feelingu do gry, zrozumienia systemu i zgrania.  Tym podpisem Parzyk wykazuje się odwagą, sezon na odbudowanie po kontuzji spędzi w końcu w ekipie Mistrza Polski, drużynie z chyba najbardziej wymagającymi i krytycznymi kibicami w kraju.

Anwil chcąc mieć miejsce na obwodzie na zawodników zagranicznych był zmuszony do szukania graczy podkoszowych z polskim paszportem. Igor Milicić chciał do Josipa Sobina dobrać Polaka, powielić wzór z poprzednich lat. Padały różne nazwiska w plotkach, zainteresowanie Łapetą, czy Karnowskim świadczy o tym, że trener włocławian celował w dużego centra, wnoszącego do zespołu centymetry, których Josipowi czasem brakuje. Para Sobin-Parzeński mocno eksporotwa nie jest, szczególnie, że dyspozycja Kuby jest na dzień dzisiejszy niewiadomą. W ramach polisy ubezpieczeniowej od słabej formy i wątpliwego zdrowia Kuby, Anwil dokłada do składu Markovicia (o nim za chwilę), który z pewnością część swoich minut spędzi grając na piątce.

Mariusz Konopatzki – Legia Warszawa

22-letni Konopatzki w ostatnich sezonach próbował przebijać się do pierwszej drużyny Asseco Gdynia, jednak ilość minut, jaką rozegrał w tych barwach nie mogła być zadowalająca dla samego zawodnika. W poszukiwaniu gry, w styczniu poprzedniego roku Mariusz zdecydował się na zrobienie kroku w tył, i występy w 1-lidze. Tam średnia minut wskoczyła na poziom prawie 25, dokładał do tego ponad 10 punktów.

Legia, a zarazem Tane Spasev sprowadza do swojej układanki kolejnego młodego jeszcze gracza, którego miał okazję poznać podczas pracy w Gdynii. Konopatzki jako zawodnik z ławki, uzupełniający rotację obwodową właściwie na wszystkich trzech pozycjach może okazać się cennym nabytkiem. Problemem znanym w przypadku Mario jest niepewny rzut, stąd ustawienia, w których to on będzie graczem z  piłką w rękach wydają się najbardziej prawdopodobne. Dobry sezon Kołodzieja pozwala sądzić, że macedoński trener również i z niego wyciągnie co najlepsze.

Alan Czujkowski – AZS Koszalin

28-latek po dwóch sezonach na zapleczu ekstraklasy wraca do najwyższej klasy rozgrywkowej. Sezon 2018/19 spędzi w AZS Koszalin. Podczas ostatniego pobytu w ekstraklasie przebywał średnio na parkiecie 15 minut, zdobywając 4 punkty. W poprzednim sezonie miał duży wkład w sukces Spójni Stargard, jakim było wygranie 1 ligi i awans do EBL. W 27 minut spędzanych na parkiecie notował 10,7 punktu i 4,5 zbiórki.

Czujkowski to zawodnik już ukształtowany, o wiele bardziej doświadczony niż przy poprzedniej przygodzie z PLK. W minionym sezonie rzucał za 3 punkty z ponad 40% skutecznością (129 prób). Jeśli zbliży się chociaż do takiego wyniku w PLK o minuty powinien być spokojny.

Nikola Marković – Anwil Włocławek

Pierwsze zagraniczne wzmocnienie Mistrza Polski. Nikola Marković został zawodnikiem rottweilerów. 29-letni Serb w sezonie 2018/19 zaliczy swój 4 klub w PLK. Marković to już uznana marka w Polsce. Gracz, który udowodnił swoją przydatność we wszystkich klubach (w Stelemecie też), w jakich do tej pory nad Wisłą grał. Zna realia ligi, wziął mały łyczek BCL i chce więcej.

Marković to gracz dobrze czujący się w grze kombinacyjnej. Dużo widzi na parkiecie, w taktyce Milicia może notować wiele asyst po odegraniach z post, czy dzięki współpracy z Josipem Sobinem. Jak na swoje warunki fizyczne jest bardzo mobilny, dobrze kozłuje, stwarza ogromne zagrożenie w akacjach 1 na 1 głownie przodem do kosza. Mimo, że pochodzi z Bałkanów, które nie kojarzą nam się z produkcją wybitnych atletów, Nikola jest w stanie dodać odpowiedniego zastrzyku fizyczności i energii, których czasem brakowało podkoszowym Anwilu w poprzednich sezonach.  Marković to także gracz uniwersalny, mogący grać na obu pozycjach podkoszowych i być w obu rolach efektywny. Z pewnością Milicić widzi w nim zawodnika rozciągającego grę, grożącego rzutem z dystansu, stąd myślę, że statystyka celnych trójek (średnio 0,7 celnej trójki na mecz w sezonie 2017/18) może poszybować do poziomu z sezonu 2016/17 w Treflu (1,3) lub nawet wyżej.

Igor Milicić kontynuuje sprowadzanie do Włocławka graczy, którzy już wcześniej wpadli mu w oko, ale z różnych przyczyn nie udało się ich namówić do gry w poprzednich sezonach. Z zapowiedzi trenera Anwilu o 10 równych zawodnikach można wywnioskować, że do Markovicia na pozycji numer 4 dołączy gracz na podobnym poziomie. Nie ma co ukrywać, że dla Anwilu najkorzystniejszym rozwiązaniem byłoby sprowadzenie kogoś z Polaków, których na rynku jest mniej więcej tylu, co klubów bez zaległości wobec zawodników.

 

Trefl lepszy od Legii

fot. Andrzej Romański / Energa Basket Liga

Gdy Salah rozgrywał mecz na 4 bramki i asystę, a Villanova wysyłała Sextona do domu ja oglądałem PLK. Trafiliśmy na dwa blowouty w Lublinie i Warszawie. Start Lublin (13-10) zrobił duży krok w stronę play-offów pokonując rzadko przegrywającą z południową i środkowo-południową częścią tabeli Polski Cukier Toruń (17-8). PCT ma już tylko 0.5 meczu przewagi nad Stelmetem i mecz przewagi nad Stalą. Paradoksalnie ta porażka i możliwy spadek na czwartą pozycję jest dla nich dobrym rozwiązaniem w kontekście rundy posezonowej.

Salah dał twojej drużynie fantasy 26 punktów, a jeżeli nie wystawiłeś na kapiatnie Croucha to nawet 52.

1) Trefl konsekwetnie grał pod kosz gdzie zdobył 40 ze swoich 87 punktów. Już w pierwszej kwarcie Zack miał 9 punktów i 4 zbiórki, a pod koniec drugiej kwarty był blisko double-double.

2) Legia przez 23 minuty wyglądała jak poważna drużyna koszykówki, ale starczyło to tylko na porażkę 24 punktami. Fun fuct: 7 z 22 meczów Legia skończyła -20 lub gorzej.

3) Artur Mileczarek aka Vito Corleone zabrał mecz w pierwszych pięciu minutach trzeciej trafiając 15 punktów i nie pudłując żadnego rzutu. Corleone uzbierał łącznie 19 punktów i to jego trzeci najlepszy występ punktowy w PLK oraz najlepszy w barwach Trefla Sopot.

4) W ostatnich 17 minutach meczu Legia zdobyła 16 punktów, a Łukasz Kolenda grał spore minuty. 

 

5) Trefl obronił pas mistrzowski.

6) Debiut na 4 punkty (2/6 z gry), 7 zbiórek i asystę zaliczył Jorge Bilbao.

7) Legii udało się w tym meczu zbudować dwa plusowe lineupy:

  • Beane – G. Kukiełka – H. Mickelson – Ł. Wilczek – M. Kołodziej: 7/11 z gry, 2/4 za 3, net rating 15.66
  • Linowski – C. Collins – J. Bilbao –  J. Wall – P. Robak: 4/7 z gry, 1/2 za 3, net rating 42.05

#małesukcesy

8) Steve Zack zanotował  mocną linijkę na 19 PKT, 15 ZB, 4 AST jako szósty zawodnik od 2003 roku. Ostatnio taki mecz miał Qyntel Woods w 2014/15 przeciwko Stelmetowi.

8) Anthony Beane 0 Obręcz 1

 

9) O meczu Polski Cukier – Start Lublin więcej jutro.