Tag: gwizdek

Z gwizdkiem przez świat #2 – Paulina Gajdosz

Czas na kolejny wywiad w ramach cyklu „Z gwizdkiem przez świat”. Tak się składa, że ponownie moim rozmówcą jest kobieta. Nie ukrywam, że umówienie się na wywiad z Pauliną nie było łatwo (oboje jesteśmy strasznie zapracowani), ale jak już się spiknęliśmy to nam pół dnia zleciało. Kilka pytań pozostało bez odpowiedzi, ale też zdawałem sobie sprawę, że mam do czynienia z twardą zawodniczką.

Panie i Panowie – z wielką przyjemnością, zapraszam na rozmowę z pierwszą polską sędzią na szczeblu międzynarodowym, a prywatnie niesamowicie sympatyczną osobą – przed Wami Paulina Gajdosz:

Jan Delmanowski, Puls Basketu: Paulina, nie chciałbym zaczynać wywiadu od sztampowego pytania, ale – co skłoniło tak utalentowaną zawodniczkę (epizody w Eurolidze już jako nastolatka), do porzucenia kariery zawodniczej i wybrania kariery z gwizdkiem?

Paulina Gajdosz: Patrząc z perspektywy lat, zawsze wiedziałam że chcę zostać sędzią. Czekałam tylko na odpowiedni moment. Na meczach często podpatrywałam pracę arbitrów. Na początku biernie, a później aktywnie wchodząc z nimi w polemikę. Było to dla mnie cenne doświadczenie, z którego skorzystałam na kursie sędziowskim.

Co Cię aż tak ciągnęło do sędziowania? To raczej zamknięte i raczej „męskie środowisko”

Na początku nie potrafiłam tego określić. To jak z miłością. Nie kocha się za coś, ale pomimo wszystko. Podobało mi się, że znalazłam kolejną sferę, gdzie mogę być nadal częścią środowiska koszykarskiego. Poza tym stwierdziłam, że to bardzo ciekawy zawód. Z jednej strony szacunek, z drugiej duża krytyka. Chciałam chyba sprawdzić swoją wytrzymałość. Lubię wyzwania.

Gdybyś miała spojrzeć na swoją dotychczasową karierę – nie masz wrażenia, że poszło Ci wręcz ekspresowo?

Kiedy spróbowałam sędziowania po raz pierwszy, miałam już przygotowany plan. Trochę poczytałam o limitach wieku. Następnie wyznaczyłam termin awansu na szczebel centralny i międzynarodowy. Zrealizowałam swoje cele szybciej, niż mogło się wydawać, co wcale nie znaczy łatwo. Przeszłam wszystkie etapy, łącznie ze wzlotami, upadkami i myślami typu: „W co ja się wpakowałam?!”.

Wspominasz o myślach o rezygnacji, upadkach. Co zachwiało Pauliną Gajdosz na drodze do realizacji jej planu?

Na pewno brak awansu w wieku 23 lat. Uznałam to za swoją porażkę. To był pierwszy poważny kryzys. Wtedy ważyły się losy tego, czy powstanę silniejsza czy zrezygnuję. Uznałam wtedy, że muszę zmienić coś w swoim życiu. Wtedy wyjechałam do Warszawy, aby zobaczyć czy gdzieś indziej się sprawdzę.

Potrzebowałaś bodźca do dalszego rozwoju?

Pukanie do drzwi, które mimo wszystko nadal pozostają zamknięte uczy pokory. Faktycznie szukałam bodźca motywującego, dającego sygnał do działania. W Warszawie musiałam uczyć się wszystkiego od nowa. To duży okręg, nikt mnie nie znał. Musiałam zapracować na swoje nazwisko. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że trafiłam na odpowiednich ludzi. Zobaczyłam sędziowanie z innej perspektywy. Praca na boisku znów zaczęła sprawiać mi radość. Szybko zapomniałam o porażce i wzięłam się do pracy nad sobą. Może to jest ta rzecz, którą najbardziej lubię w sędziowaniu. Szybka regeneracja i nieustająca praca nad sobą.

Jak się zostaje pierwszą w historii polską sędzią na szczeblu międzynarodowym. Możesz powiedzieć coś więcej na temat tego jak wyglądała Twoja droga do tego miejsca, procedura, itd?

Zaczęło się od wspomnianego awansu na szczebel centralny. Zaczęłam od sędziowania 2 ligi męskiej i 1 ligi kobiet. W drugim sezonie otrzymałam szansę debiutu w mechanice trójkowej – w ramach Pucharu Polski Kobiet oraz Ekstraklasy Kobiet. W trzecim sezonie nadal sędziowałam 2 ligę męską i uzyskałam awans do Ekstraklasy Kobiet. W czwartym sezonie dostałam szansę debiutu w 1 lidze męskiej. W sezonie który upłynął awansowałam na szczebel międzynarodowy oraz zadebiutowałam w najwyższej lidze męskiej. Sam awans do grona sędziów FIBA wiąże się z wyjazdami na campy. Ja swój zaliczyłam w Turcji na 10 – dniowym zgrupowaniu. Moje sędziowanie było poddawane ocenie instruktorów FIBA. Oprócz tego odbywają się wewnętrzne egzaminy w Polsce, gdzie zostają wyłonieni kandydaci na sędziów międzynarodowych. 

Pamiętasz moment, w którym dowiedziałaś się, że osiągnęłaś swój cel? 

Jasne! To był czerwiec 2017 roku. Koniec roku szkolnego. Dostałam wiadomość telefoniczną. Od razu przypomniał mi się egzamin wewnętrzny w Polsce, gdzie zapytano mnie o przyczynę wzięcia w nim udziału. Odpowiedziałam, że jestem tu po to, aby stać się lepszym sędzią. Choć oczywistą odpowiedzią wydawać by się mogło: jestem tu po to, aby zostać pierwszą kobietą – sędzią międzynarodowym z Polski.

Klinika na Scanii, Campy Kuby Zamojskiego, a może zwyczajnie – zmiana okręgu? Co dało Ci najwięcej, jak chodzi o doskonalenie swojego sędziowania?

Każdy z campów daje niesamowitą motywację, dużo wiedzy, ale i dodaje pewności siebie. W swoim życiu sędziowskim zwiedziłam wiele okręgów: małopolski, lubuski, mazowiecki, zachodniopomorski. Myślę, że to było moim najcenniejszym doświadczeniem. Dzięki ciągłej podróży, poznawaniu ludzi – dojrzałam jako sędzia. Ich pasja, chęć dzielenia się wiedzą i doświadczeniem, dodawały mi motywacji i nieustępliwości.

Każdy sędzia może mieć taki plan jak Ty i chcieć go zrealizować. Ale uda się naprawdę nielicznym. Gdybyś mogła wymienić …. powiedzmy 3 najważniejsze rzeczy, które pozwolą spełnić młodym sędziom takie marzenie.

Determinacja – radzenie sobie z trudnościami i porażkami. Pasja – zamiłowanie do tego co się robi w życiu. Pracowitość – ważniejsza niż talent. 

Czym różni się (o ile w ogóle) Twoje przygotowanie do meczu w Polsce, a do meczu w rozgrywkach europejskich?

W zasadzie tylko językiem, w którym się komunikuję. Poza tym są to te same procedury. 

Tzn jakie? Wiele osób pyta mnie w jaki sposób sędziowie na tym poziomie przygotowują się do swoich spotkań.

Standardowo – skauting, analiza zagrożeń, gry obu drużyn i ich taktyki oraz indywidualnych zachowań zawodników.

Jak wyglądał Twój debiut w europejskich pucharach?

Mecz na Słowacji, wypełniona cała hala, super klimat, mnóstwo kibiców. Był to mecz Piestanskie Cajky z Hatay BB z Turcji. Zawodniczką słowackiego zespołu była Katarina Zohnova, z którą kiedyś grałam w jednej drużynie. Ucieszyła się na mój widok. A to rzadkość na boiskach, kiedy zawodnik wyraża zadowolenie na widok sędziego. Mecz skończył się niewielką różnicą punktów. Turecki zespół to bardzo dobra drużyna, nic nie zapowiadało tak wyrównanego pojedynku.

Sędziowanie jest dla Ciebie sposobem na życie, na utrzymanie się?

Sędziowanie stanowi dla mnie napęd do działania. Jest moim sposobem na codzienność. Dzięki niemu stale się rozwijam i nie narzekam na nudę.

Nadal prowadzisz swoją szkółkę koszykarską w Szczecinie?

Nauka dzieci podstaw koszykówki nadal zajmuje stałe miejsce w moim grafiku zajęć. Bardzo lubię tą pracę, a zwłaszcza jej efekty kiedy dzieci się rozwijają i coraz chętniej uczestniczą w zajęciach.

Zrealizowałaś swój dotychczasowy plan. Co dalej? Jaki jest teraz Twój cel?

Chciałabym, żeby zdrowie dopisywało, a sędziowanie sprawiało radość jeszcze przez długie lata. To jest cel numer jeden. Jeśli to się uda, mam nadzieję kiedyś wystąpić na Seniorskich Mistrzostwach Europy i Świata, a najważniejsze – na Igrzyskach Olimpijskich. 

A plany na najbliższe tygodnie? Z tego co wiem to właśnie wróciłaś z urlopu i …..

W sierpniu jadę na Mistrzostwa Europy do lat 18, do Austrii i do lat 16 na Litwę. Mam nadzieję jak najlepiej wypaść podczas tych turniejów. 

A śledzisz poczynania innych sędziów, którzy razem z Tobą awansowali do grona sędziów FIBA?

Pewnie! Cały czas mamy kontakt, wspieramy się, dzielimy doświadczeniem. Podczas Świąt Wielkanocnych była okazja, aby się ponownie spotkać. Osiem dziewcząt dostało zaproszenie na camp szkoleniowy do Francji dla młodych, perspektywicznych sędziów.