Tag: FIBA

Z gwizdkiem przez świat – #3 Karol Kowalski

Dzisiejszy wywiad, to efekt rozmowy dwóch prawników mających tą samą pasję – sędziowanie basketu. Przed Wami Karol – człowiek, którego niebywale szanuję, niebywale lubię, a chyba jeszcze bardziej podziwiam. Myślę, że w wolnym czasie (o ile go w ogóle jeszcze ma) pomaga św. Mikołajowi w gorącym okresie świątecznym. Panie i Panowie – mój serdeczny Kolega, Karol Kowalski

Jan Delmanowski, Puls Basketu: Karolu sędziujesz na co dzień meczę fińskiej ekstraklasy mężczyzn.  Jak do tego doszło, że młody sędzia z Polski, początkujący prawnik, wylądował w dalekim zakątku rządzonym przez Św. Mikołaja?

Karol Kowalski: To długa historia. Krótko mówiąc wiele lat temu wyjechałem na stypendium prawnicze. Życie mnie tu poniosło i zatrzymało. Dla Ciebie to daleki zakątek rządzony przez św. Mikołaja, dla mnie to moje miejsce na ziemi, mój dom gdzie jestem szczęśliwy i realizuje się zarówno zawodowo jako prawnik, a także jak sędzia ekstraklasy. A to, że dom Mikołaja jest rzut kamieniem ode mnie – to prawda. Powiem więcej – w związku z tym, że jestem jedynym sędzią ekstraklasy z tego regionu, mam jego stałe wsparcie 🙂

Która „szkoła sędziowska” bardziej Cię ukształtowała? Polska, czy fińska?

Myślę, że fińska – z wielu względów. Po 6 latach sędziowania w Polsce, przyjechałem tutaj z solidnym backgroundem. Bardzo szybko dostrzeżono mój potencjał jako sędziego perspektywicznego i postawiono na mój dynamiczny rozwój. Obdarzono mnie ogromnym zaufaniem zarówno jesli chodzi o władze sędziowskie, jak i samych sędziów i myślę, że nie zawiedziono się na mnie. W szczególności dano mi możliwość uczestnictwa w ścieżce rozwoju i awansu, z której starałem się dzień po dniu korzystać i korzystam do dziś. To tutaj rozpocząłem sędziowanie na najwyższym ekstraklasowym poziomie i tutaj jestem częścią grupy FIBA Future. Jeżeli chodzi o konkretne aspekty sędziowania, to na pewno rozwinąłem się tu pod względem mentalnym – analizy sytuacji na boisku, komunikacji, przygotowania mentalnego, psychologii gry, zarządzania konfliktami. Pewność w tych elementach powoduje, że mogę skupić się na spokojnej ocenie wydarzeń boiskowych, a poza nimi na rozwoju kolejnych elementów sędziowskiego rzemiosła.

Do niedawna Finlandia w Polsce postrzegana była jako zaścianek koszykówki. Dziś – po indywidualnych sukcesach Lauriego Markkannena oraz drużynowym laniu w trakcie Eurobasketu, chyba bardziej doceniamy Finów. Jak wyglada świat fińskiej koszykówki od wewnątrz?

To prawda – obecnie Finlandia jest krajem liczącym się w europejskim baskecie. Dla mnie, osoby obserwującej na co dzień rozwój fińskiego basketu, a jednocześnie aktywnie będącej jej częścią, to naturalny rozwój rzeczy. Finlandia i fińska koszykówka, to nie tylko sukcesy Lauriego Markkanena i drużyny narodowej. Powiem więcej, są to rezultaty – a nie przyczyny tego, że Finlandia staje się krajem basketu (mimo wszechobecnego hokeja). Zapytasz pewnie – czego to są rezultaty? Otóż jest to wynik całego systemu kształcenia, stworzonego od podstaw. Można na ten temat napisać guideline dla wielu federacji. To nie przypadek, że Finlandia pnie się krok po kroku w europejskiej drabince. Edukacja sportowa, właściwa selekcja, a przede wszystkim nacisk na szkolenie młodzieży, dają wymierne rezultaty. Specjalnie stworzone szkoły, jak choćby HBA (Helsinki Basketball Academy), czy JBA (Jyvaskyla Basketball Academy) przygotowują młodzież do grania na najwyższym poziomie, na co dzień walcząc w 1 lidze męskiej. Dla zespołów tych – wspieranych przez fiński związek koszykówki – nie ma możliwości awansu. Chodzi tu wyłącznie o kształcenie zawodników pod okiem najlepszych trenerów. Dla przykładu powiem, że z HBA do NCAA trafił właśnie Lauri Markkanen, któremu sędziowałem będąc w 1 lidze i który już wtedy miał ogromny potencjał trenując pod okiem Hannu Mottola (były gracz NBA). Poza tym fiński basket to też mentalność. Tutaj nikt się nie spieszy. Każdy wie, że rezultaty przyjdą. Tu nie zmienia się trenera po jednej porażce, nie krytykuje bezpodstawnie. Ufa się planowi długoletniemu i spokojnie analizuje kolejne etapy. Dodatkowo – co bardzo ważne- stawia się na młodzież. W tym włączając ją w mecze kadry narodowej. Kilka lat temu pod Helsinkami powstało Susijengi Training Center (kompleks z całą bazą treningowo-wypoczynkową), gdzie trenują wszystkie kadry narodowe. Jak widzisz, to cała pajęczyna przemyślanych rozwiązań. Tu nic nie bierze się z przypadku.

Możesz w kilku zdaniach przybliżyć sposób/system szkolenia fińskich sędziów? Gdzie wskazałbyś największą różnicę pomiędzy takim systemem w Polsce, a w Finlandii?

Nie chciałbym niczego porównywać, pozostawię to kolegom sędziującym w Polsce. Wolę skupić się na przedstawieniu sytuacji w Finlandii w kontekście sędziów ekstraklasy. Otóż fiński system szkolenia sędziów opiera się na całorocznej ścieżce rozwoju i ocenie pracy sędziego. Na straży rozwoju sędziów stoi komitet sędziowski, na czele z szefem sędziów, który organizuje szkolenia, konferencje, przesyła materiały szkoleniowe do analizy, itd. Po każdym meczu sędziowie są oceniani wg ściśle określonych kryteriów przez obecnego na meczu obserwatora, bądź poprzez video-obserwację. Na tej podstawie ustalany jest ranking, który aktualizowany jest co pół roku. Tutaj nie ma znaczenia, czy jesteś sędzią FIBA, ile lat sędziujesz, czy jak zasłużyłeś się dla dyscypliny. Liczy się tylko i wyłącznie mecz, który sędziujesz i predyspozycja jaką zaprezentowałeś.

Jeżeli chodzi o samo szkolenie, to w ciągu roku poza konferencjami (przedsezonowa i śródsezonowa), organizowane są również dodatkowe szkolenia. Warto tu wskazać na szkolenie przed rozpoczęciem rozgrywek play-off, czy też połączone z turniejami w okresie wakacyjnym. Dodatkowo jesteśmy zobligowani do analizy klipów z meczów, self-crtical assessment, itp. W ostatnich latach ogromną wagę przywiązuje się do przygotowania fizycznego, stąd też jest tylko jedna szansa na zaliczenie testu biegowego, bez poprawek. Jeżeli nie zaliczysz, kolejna szansa dopiero za pół roku. Ponadto w ramach grupy FIBA Future mamy kilku mentorów, z którymi pracuje nad własnym rozwojem sędziowskim. Jest tego sporo i zapewne mógłbym przytoczyć tutaj jeszcze wiele przykładów. Na pewno jest to schemat przejrzysty i dobrze zbudowany. Daje poczucie rozwoju na każdym etapie.

Obecnie sędziujesz męską ekstraklasę w Finlandii. Z tego co wiem jesteś też jednym z fińskich kandydatów na sędziego FIBA. „Fińska” ścieżka do awansu jest łatwiejsza czy trudniejsza od „polskiej”?

Tak, to prawda. Nie wiem, gdyż nigdy nie byłem kandydatem FIBA w Polsce. Na pewno nie jest to łatwa sprawa, wymagająca wielu wyrzeczeń i ciężkiej pracy, dzień po dniu, szczególnie w połączeniu z zawodem prawnika. W Finlandii nie stajesz się kandydatem FIBA z dnia na dzień. To długi proces, w którym najpierw ocenia się Twój potencjał pod względem kryteriów FIBA, a następnie stwarza się warunki do rozwoju sędziego na kolejnych kilka lat. Jesteś wysyłany na międzynarodowe zawody w celu właściwego przygotowania i sprawdzenia swoich możliwości, a jednocześnie otrzymania feedback od FIBA Instructors. Osobiście przez ostatnie 5 lat wziąłem udział 4 x w Mistrzostwa Państw Nordyckich, 2 x w Mistrzostwach Krajów Bałtyckich, czy też rok temu w Igrzyskach Olimpijskich Młodzieży na Węgrzech. Te wszystkie turnieje pod egidą FIBA miały na celu właściwe przygotowanie do potencjalnego wstąpienia do elitarnej grupy sędziów w Europie. Poza tym wraz z kilkoma sędziami tworzymy grupę FIBA Future, gdzie pracujemy nad rozwojem pod okiem instruktora krajowego i szkoleniowców. Nie muszą chyba wspominać o ocenie, jakiej poddawane są moje mecze w ekstraklasie, stały rozwój fizyczny i mentalny jako sędziego, itd. Jak widzisz składa się na to wiele elementów. Najważniejsze to samozaparcie i ciężka własna praca, której nikt za Ciebie nie wykona.

Czy sędziowanie koszykówki w Finlandii może być sposobem na życie?

Zależy co masz na myśli mówiąc „sposób na życie”. Jeżeli pytasz o kwestie finansowe, to absolutnie nie.

Regularnie – co roku – uczestniczysz w międzynarodowym turnieju koszykówki w Gnieźnie. Jak się zaczęła Twoja przygoda z tym turniejem i co takiego jest w pierwszej stolicy Polski, że tak chętnie tam wracasz?

Wiele o mnie wiesz 🙂 Do Gniezna przyjeżdżam sędziować od 13 lat (jeśli dobrze pamiętam), a sędziuję 14,5 roku. Także można powiedzieć, że jestem związany z tym turniejem od początku swojej przygody z sędziowaniem. To niezwykle ważny element na mojej mapie sędziowskiej. Po raz pierwszy zostałem zaproszony na turniej jako młody sędzia-adept, gdzie muszę przyznać – obdarzono mnie niezwykłym zaufaniem. Dziś sędziując od wielu lat finały, mam nadzieję że pokazuje, że warto było zaryzykować. Według mnie to najlepszy międzynarodowy turniej koszykówki w Polsce. Składa się na to wiele czynników: zagraniczne zespoły, często mistrzowie krajów (np. Rosji), międzynarodowa obsada sędziowska, organizacja na najwyższym poziomie, a także atmosfera wewnątrz turnieju. Termin turnieju jest także idealny, gdyż początek lipca sprawia, że to dobra okazja, żeby nie wypaść z rytmu, co osobiście jest dla mnie bardzo ważne.

Najlepszy polski sędzia w Finlandii to ….. ?

Jestem fińskim sędzią, urodzonym w Polsce. Więc nie znam odpowiedzi na to pytanie 🙂

Swoją drogą – są polscy sędziowie, którzy niejako „podążyli Twoją drogą”?

Mój serdeczny przyjaciel Karol Śliwa – z racji tego, że mieszka na Wyspach Alandzkich, sędziuje w lidze w Finlandii oraz w Szwecji.

A jak u Ciebie ze znajomością Fińskiego? Z doświadczenia wiem, że to niełatwy język do nauki 🙂

Język naprawdę trudny – kiedyś czytałem artykuł mówiąc o tym, że to drugi najtrudniejszy język, zaraz po chińskim. Szczególnie ze względu na zasady gramatyki, a właściwie ich brak. Ale chyba jest ok, skoro w Finlandii pracuję, sędziuję, rozwijam się, mam przyjaciół i prowadzę normalne życie.

Jak wygląda Twoje tradycyjne przygotowanie do meczu? Masz jakieś zwyczaje, których nigdy nie opuszczasz?

Generalnie to mam cały arsenał zasad, który przestrzegam.

Post-season: Jeżeli chodzi o przygotowanie między sezonami, to po zakończeniu ekstraklasy w maju, biorę udział w kilku turniejach towarzyskich, zazwyczaj w 2-3. Następnie w połowie lipca robię całkowite roztrenowanie przez około 10 dni, po czym wracam do treningu. Nie lubię zbyt długiej przerwy, preferuję bycie w rytmie treningowym i meczowym.

Przygotowanie fizyczne: W związku z tym, że trenuję na bieżąco w ciągu sezonu (gram w tenisa, biegam, siłownia), łącznie 3-4 treningi/tydzień, nie potrzebuję specjalnego przygotowania przed sezonem, gdyż formę utrzymuję cały czas. Natomiast samo tempo treningu staram się zwiększyć przed sezonem tak, aby organizm wytrzymał trudy długiego sezonu. Ma to w moim przypadku szczególne znaczenie, gdyż każdy mecz ekstraklasy połączony jest z długą podróżą – tj. przelotami lotniczymi, itd. Z doświadczenia wiem, że dobrzy przygotowany organizm jest w stanie spokojnie sobie poradzić tak, by nie odczuwać zmęczenia podczas meczu.

Przygotowanie stricte meczowe:

  • generalnie uważam, że wygląd sędziego na boisku to punkt wyjściowy. W związku z tym idealnie przygotowanie stroju sędziowskiego, fryzjer, garnitur na mecz, itd. Profesjonalizm tkwi w szczegółach, choć dla mnie to nie są „szczegóły”
  • Analiza video gry zespołów/zawodników kluczowych, itd, komunikacja z kolegami – sędziami
  • Przed samym meczem porządna rozgrzewka, która daje mi pewność siebie
  • Godzinę przed meczem kawa i delikatny posiłek (must!)
  • Po meczu rozciąganie, post-game
  • Każdy swój mecz analizuje 2 razy: zaraz po powrocie do hotelu oraz kilka dni później już „na chłodno”

Mecze analizuję jako całość, potem konkretne sytuacje. Staram się podejść do tego rzetelnie i krytycznie, bo robię to dla siebie i swojego rozwoju.

Największa różnica pomiędzy sędziowaniem zawodnikom/trenerom w Polsce i w Finlandii to ….?

Szacunek i komunikacja na linii zawodnik – sędzia – trener.

Karol Kowalski zostanie sędzią FIBA w roku …….. ?

Nie wiem. Skupiam się na ciężkiej pracy. Mam jasno określone cele na ten sezon, póki co wszystko idzie zgodnie z planem. Wykonałem tytaniczną pracę w ostatnich miesiącach, bo wiem że ten sezon jest naprawdę ważny, jeśli nie kluczowy – kolejne nadanie licencji FIBA w 2019 roku. Czas pokaże! A teraz wracam do pracy, treningu nikt za mnie nie wykona 🙂

Z gwizdkiem przez świat #2 – Paulina Gajdosz

Czas na kolejny wywiad w ramach cyklu „Z gwizdkiem przez świat”. Tak się składa, że ponownie moim rozmówcą jest kobieta. Nie ukrywam, że umówienie się na wywiad z Pauliną nie było łatwo (oboje jesteśmy strasznie zapracowani), ale jak już się spiknęliśmy to nam pół dnia zleciało. Kilka pytań pozostało bez odpowiedzi, ale też zdawałem sobie sprawę, że mam do czynienia z twardą zawodniczką.

Panie i Panowie – z wielką przyjemnością, zapraszam na rozmowę z pierwszą polską sędzią na szczeblu międzynarodowym, a prywatnie niesamowicie sympatyczną osobą – przed Wami Paulina Gajdosz:

Jan Delmanowski, Puls Basketu: Paulina, nie chciałbym zaczynać wywiadu od sztampowego pytania, ale – co skłoniło tak utalentowaną zawodniczkę (epizody w Eurolidze już jako nastolatka), do porzucenia kariery zawodniczej i wybrania kariery z gwizdkiem?

Paulina Gajdosz: Patrząc z perspektywy lat, zawsze wiedziałam że chcę zostać sędzią. Czekałam tylko na odpowiedni moment. Na meczach często podpatrywałam pracę arbitrów. Na początku biernie, a później aktywnie wchodząc z nimi w polemikę. Było to dla mnie cenne doświadczenie, z którego skorzystałam na kursie sędziowskim.

Co Cię aż tak ciągnęło do sędziowania? To raczej zamknięte i raczej „męskie środowisko”

Na początku nie potrafiłam tego określić. To jak z miłością. Nie kocha się za coś, ale pomimo wszystko. Podobało mi się, że znalazłam kolejną sferę, gdzie mogę być nadal częścią środowiska koszykarskiego. Poza tym stwierdziłam, że to bardzo ciekawy zawód. Z jednej strony szacunek, z drugiej duża krytyka. Chciałam chyba sprawdzić swoją wytrzymałość. Lubię wyzwania.

Gdybyś miała spojrzeć na swoją dotychczasową karierę – nie masz wrażenia, że poszło Ci wręcz ekspresowo?

Kiedy spróbowałam sędziowania po raz pierwszy, miałam już przygotowany plan. Trochę poczytałam o limitach wieku. Następnie wyznaczyłam termin awansu na szczebel centralny i międzynarodowy. Zrealizowałam swoje cele szybciej, niż mogło się wydawać, co wcale nie znaczy łatwo. Przeszłam wszystkie etapy, łącznie ze wzlotami, upadkami i myślami typu: „W co ja się wpakowałam?!”.

Wspominasz o myślach o rezygnacji, upadkach. Co zachwiało Pauliną Gajdosz na drodze do realizacji jej planu?

Na pewno brak awansu w wieku 23 lat. Uznałam to za swoją porażkę. To był pierwszy poważny kryzys. Wtedy ważyły się losy tego, czy powstanę silniejsza czy zrezygnuję. Uznałam wtedy, że muszę zmienić coś w swoim życiu. Wtedy wyjechałam do Warszawy, aby zobaczyć czy gdzieś indziej się sprawdzę.

Potrzebowałaś bodźca do dalszego rozwoju?

Pukanie do drzwi, które mimo wszystko nadal pozostają zamknięte uczy pokory. Faktycznie szukałam bodźca motywującego, dającego sygnał do działania. W Warszawie musiałam uczyć się wszystkiego od nowa. To duży okręg, nikt mnie nie znał. Musiałam zapracować na swoje nazwisko. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że trafiłam na odpowiednich ludzi. Zobaczyłam sędziowanie z innej perspektywy. Praca na boisku znów zaczęła sprawiać mi radość. Szybko zapomniałam o porażce i wzięłam się do pracy nad sobą. Może to jest ta rzecz, którą najbardziej lubię w sędziowaniu. Szybka regeneracja i nieustająca praca nad sobą.

Jak się zostaje pierwszą w historii polską sędzią na szczeblu międzynarodowym. Możesz powiedzieć coś więcej na temat tego jak wyglądała Twoja droga do tego miejsca, procedura, itd?

Zaczęło się od wspomnianego awansu na szczebel centralny. Zaczęłam od sędziowania 2 ligi męskiej i 1 ligi kobiet. W drugim sezonie otrzymałam szansę debiutu w mechanice trójkowej – w ramach Pucharu Polski Kobiet oraz Ekstraklasy Kobiet. W trzecim sezonie nadal sędziowałam 2 ligę męską i uzyskałam awans do Ekstraklasy Kobiet. W czwartym sezonie dostałam szansę debiutu w 1 lidze męskiej. W sezonie który upłynął awansowałam na szczebel międzynarodowy oraz zadebiutowałam w najwyższej lidze męskiej. Sam awans do grona sędziów FIBA wiąże się z wyjazdami na campy. Ja swój zaliczyłam w Turcji na 10 – dniowym zgrupowaniu. Moje sędziowanie było poddawane ocenie instruktorów FIBA. Oprócz tego odbywają się wewnętrzne egzaminy w Polsce, gdzie zostają wyłonieni kandydaci na sędziów międzynarodowych. 

Pamiętasz moment, w którym dowiedziałaś się, że osiągnęłaś swój cel? 

Jasne! To był czerwiec 2017 roku. Koniec roku szkolnego. Dostałam wiadomość telefoniczną. Od razu przypomniał mi się egzamin wewnętrzny w Polsce, gdzie zapytano mnie o przyczynę wzięcia w nim udziału. Odpowiedziałam, że jestem tu po to, aby stać się lepszym sędzią. Choć oczywistą odpowiedzią wydawać by się mogło: jestem tu po to, aby zostać pierwszą kobietą – sędzią międzynarodowym z Polski.

Klinika na Scanii, Campy Kuby Zamojskiego, a może zwyczajnie – zmiana okręgu? Co dało Ci najwięcej, jak chodzi o doskonalenie swojego sędziowania?

Każdy z campów daje niesamowitą motywację, dużo wiedzy, ale i dodaje pewności siebie. W swoim życiu sędziowskim zwiedziłam wiele okręgów: małopolski, lubuski, mazowiecki, zachodniopomorski. Myślę, że to było moim najcenniejszym doświadczeniem. Dzięki ciągłej podróży, poznawaniu ludzi – dojrzałam jako sędzia. Ich pasja, chęć dzielenia się wiedzą i doświadczeniem, dodawały mi motywacji i nieustępliwości.

Każdy sędzia może mieć taki plan jak Ty i chcieć go zrealizować. Ale uda się naprawdę nielicznym. Gdybyś mogła wymienić …. powiedzmy 3 najważniejsze rzeczy, które pozwolą spełnić młodym sędziom takie marzenie.

Determinacja – radzenie sobie z trudnościami i porażkami. Pasja – zamiłowanie do tego co się robi w życiu. Pracowitość – ważniejsza niż talent. 

Czym różni się (o ile w ogóle) Twoje przygotowanie do meczu w Polsce, a do meczu w rozgrywkach europejskich?

W zasadzie tylko językiem, w którym się komunikuję. Poza tym są to te same procedury. 

Tzn jakie? Wiele osób pyta mnie w jaki sposób sędziowie na tym poziomie przygotowują się do swoich spotkań.

Standardowo – skauting, analiza zagrożeń, gry obu drużyn i ich taktyki oraz indywidualnych zachowań zawodników.

Jak wyglądał Twój debiut w europejskich pucharach?

Mecz na Słowacji, wypełniona cała hala, super klimat, mnóstwo kibiców. Był to mecz Piestanskie Cajky z Hatay BB z Turcji. Zawodniczką słowackiego zespołu była Katarina Zohnova, z którą kiedyś grałam w jednej drużynie. Ucieszyła się na mój widok. A to rzadkość na boiskach, kiedy zawodnik wyraża zadowolenie na widok sędziego. Mecz skończył się niewielką różnicą punktów. Turecki zespół to bardzo dobra drużyna, nic nie zapowiadało tak wyrównanego pojedynku.

Sędziowanie jest dla Ciebie sposobem na życie, na utrzymanie się?

Sędziowanie stanowi dla mnie napęd do działania. Jest moim sposobem na codzienność. Dzięki niemu stale się rozwijam i nie narzekam na nudę.

Nadal prowadzisz swoją szkółkę koszykarską w Szczecinie?

Nauka dzieci podstaw koszykówki nadal zajmuje stałe miejsce w moim grafiku zajęć. Bardzo lubię tą pracę, a zwłaszcza jej efekty kiedy dzieci się rozwijają i coraz chętniej uczestniczą w zajęciach.

Zrealizowałaś swój dotychczasowy plan. Co dalej? Jaki jest teraz Twój cel?

Chciałabym, żeby zdrowie dopisywało, a sędziowanie sprawiało radość jeszcze przez długie lata. To jest cel numer jeden. Jeśli to się uda, mam nadzieję kiedyś wystąpić na Seniorskich Mistrzostwach Europy i Świata, a najważniejsze – na Igrzyskach Olimpijskich. 

A plany na najbliższe tygodnie? Z tego co wiem to właśnie wróciłaś z urlopu i …..

W sierpniu jadę na Mistrzostwa Europy do lat 18, do Austrii i do lat 16 na Litwę. Mam nadzieję jak najlepiej wypaść podczas tych turniejów. 

A śledzisz poczynania innych sędziów, którzy razem z Tobą awansowali do grona sędziów FIBA?

Pewnie! Cały czas mamy kontakt, wspieramy się, dzielimy doświadczeniem. Podczas Świąt Wielkanocnych była okazja, aby się ponownie spotkać. Osiem dziewcząt dostało zaproszenie na camp szkoleniowy do Francji dla młodych, perspektywicznych sędziów.

Z gwizdkiem przez świat #1

Witam Was w nowym cyklu „Z gwizdkiem przez świat”.

O co chodzi? Otóż w ramach cyklu będę zamieszczał wywiady przeprowadzone przeze mnie z sędziami koszykówki z Polski, jak i z innych krajów. Z sędziami okręgowymi, jak i międzynarodowymi. Jednym słowem – „mydło i powidło”. Zapraszam na odcinek #1.

Poznajcie Klaudię – dziewczynę trochę ze Słupska, trochę z Poznania, a trochę ….. zewsząd.

Jan Delmanowski: To może na początek dasz się poznać naszym Czytelnikom. Dziewczyna bardziej ze Słupska, czy bardziej z Poznania? A może jeszcze inaczej?

Klaudia Kozdrowska: Hmmm …. Ciężko powiedzieć … Ale raczej ani to, ani to W trakcie sezonów najdłużej jednak przebywałam poza Polską niż w kraju.

Wiadomo – wszystkim opowiadam, że jestem sędzią z Poznania, ale to bardziej po to, żeby bardziej wiedzieli skąd jestem.

JD: Skąd u Ciebie w ogóle zamiłowanie do basketu i sędziowania?

KK: Przygodę z basketem zaczęłam w gimnazjum. Na swój pierwszy trening odważyłam się pójść pod koniec 1 klasy gimnazjum do drużyny SALOS – salezjańska drużyna. Była to wtedy jedyna drużyna prowadzącą w Słupsku żeńską koszykówkę.

Później Tata zabierał mnie na mecze ekstraklasowe Czarnych Słupsk. Piękne czasy!   To wtedy po raz pierwszy w 2006 roku zdobyliśmy brązowy medal. I tak to się zaczęło …

JD: Czyli dość znajomy początek – najpierw spróbowanie sił jako zawodnik, a później jako sędzia.

KK: Jeżeli chodzi o sędziowanie to trener powiedział mi, że skoro mam charakter walczaka na boisku, to powinnam sobie poradzić też z sędziowaniem. Mocno mnie namawiał żebym spróbowała. Twierdził, że się do tego nadaję. Wtedy w Słupsku było też bardzo mało sędziów – a zapotrzebowanie ogromne. 

Plus dochodziła do tego rzadkość w tamtych czasach – kobieta sędzia.

No więc na początek zapisywał mnie na sędziowanie zawodów szkolnych – szkół podstawowych. Chodziłam tam bez książkowej znajomości przepisów – UDAŁO SIĘ! Trener uczulał mnie tylko, żeby gwizdać rzeczy, które widzę i jak sama to czuję. Bez znajomości mechaniki, ani niczego – próbowałam naśladować sędziów ekstraklasy, których widziałam w telewizji, czy też na żywo podczas meczów Czarnych.

JD: Wspomniałaś, że do tej pory sezony bardziej spędzałaś zagranicą, niż w Polsce. Z tego co mo wiadomo, to regularnie sędziowałaś już w kilku krajach?

KK: Tak. Na początku często jeździłam na turnieje międzynarodowe. Pierwszy raz na taki turniej pojechałam za po zdaniu egzaminu sędziowskiego, praktycznie bez doświadczenia. Nie miałam skończonych jeszcze 18 lat. Był to wyjazd do szwedzkiego Goeteborga. Było to dla mnie niezwykłe doświadczenie, wyzwanie. Na ten turniej przyjeżdżają ludzie z całego świata, których dzielą czasami nawet tysiące kilometrów, różniący się kulturą – a jednak wszyscy zjeżdżają się w jednym celu: żeby grać w koszykówkę.

Drugą istotną sprawę był oczywiście język. Uczyłam się wtedy angielskiego w szkole, ale nigdy nie wiedziałam jak są np. Kroki po angielsku – nie znałam terminologii. Poza tym trzeba było dobrze się pokazać trenerom, żeby jednak obdarzyli mnie zaufaniem i szacunkiem.

Wtedy, jak dla 17-latki poprzeczka była zawieszona naprawdę wysoko, ale udało się. Wróciłam bardzo zadowolona i wiedziałem, że uda mi się połączyć dwie moje pasje: koszykówkę i podróżowanie.

Później zaczęłam już regularnie jeździć na różne turnieje: wspomniany Goeteborg, Espoo (Finlandia), Lloret de Mar (Hiszpania), Lund (Szwecja), Lemvig (Dania) czy też Wiedeń (Austria).

Niektóre z nich stały się coroczną tradycją.

Do dziś jest to dla mnie w pewnym sensie rodzaj odpoczynku, poznawania świata i innych kultur w inny, sędziowski sposób.

Następnie pojechałam na swoją pierwsza wymianę studencką do Grecji, do Salonik. Poszukałam w internecie informacji na temat federacji koszykówki w Salonikach, do tego porozmawiał ze znajomymi wcześniej poznanymi na wspomnianych turniejach i tak oto zaprosili mnie w Grecji na spotkanie. Przez pierwsze pół roku sędziowałam właśnie w Salonikach.

JD: No właśnie, porozmawiajmy o tych wymianach studencki. Bo na Salonikach się nie skończyło.

KK: Później była Portugalia – Porto przez pól roku, a następnie szkockie Dundee. Ostatecznie wróciłam do Grecji i właściwie swój ostatni sezon przesędziowałam już tam.

W sezonie 2014/2015 spędziłam semestr zimowy w Salonikach. Spędziłam tam pół roku i było niesamowicie. Poznałam wielu wspaniałych ludzi, z którymi kontakt utrzymuję do dzisiaj. Co prawda nie udało mi się pograć w Grecji, ponieważ uczelnia w ogóle nie miała drużyny, ale za to miałam okazję przeżyć na trybunach legendarne derby PAOK vs ARIS.

Właściwie moje największe „przygody” koszykarskie zaczęły się właśnie tam. W pierwszym sezonie nie sędziowałam zbyt dużo – Grecy obawiali się o problemy z językiem i mój młody wiek. Okazuje się, że Grecy bardzo rzadko posługują się angielskim … 

JD: Czyli mamy Portugalię, Szkocję i dwukrotnie Grecję. Całkiem nieźle jak na młodą sędzię z Polski? 

KK: Taaaak, tak właśnie było. Zobaczymy gdzie poniesie mnie dalej ….

JD: Mówiłaś, że w Grecji w pierwszym sezonie Grecy obawiali się o kwestię języka, wieku, dostawałaś mało meczów. Jak to wyglądało w Portugalii i Szkocji?

KK: W Portugalii wyglądało to już lepiej. Średnio prowadziłam 2-3 mecze tygodniowo, co w zupełności mi odpowiadało. Pojechałam tam zresztą również w innych celach.

Portugalię zapamiętam szczególnie przez pryzmat meczów, które mogłam tam obejrzeć jak chociażby finały Porto vs Lizbona. Ale co najważniejsze – latem mogłam wziąć udział w Mistrzostwach Europy Kobiet (U20) i obejrzeć na żywo mecz Polska – Portugalia. Wtedy w polskiej ekipie grały m.in. Kamila Podgórna, z którą grałam w Słupsku, czy też Zuza Puc znana w Poznaniu. Na mecz Polek z gospodyniami zabrałam swoje koleżanki z uczelni i ubrane w polskie barwy kibicowałyśmy naszem – wbrew całej hali. Pamiętam, że Polki wygrały to spotkanie 3 punktami – ależ były emocje!

Wyjazd do Portugalii wykorzystałam w 100% jak chodzi o basket – sędziowałam sporo, obejrzałam też sporo, a dodatkowo udało mi się pograć w drużynie Politechniki. Dzięki zajęciu pierwszego miejsca w Porto, pojechałyśmy na CNUS czyli takie portugalskie AMP-y, gdzie udało nam się zdobyć brązowe medale.

W Szkocji natomiast od razu dało się zauważyć niższy poziom gry – to na pewno. Ale za to jest to jeden z nielicznych krajów, gdzie mecze dostawałam czysto za prezentowane umiejętności, a nie za kontakty jakie mam.

JD: Grecja – wiadomo, że temperament. Portugalia to również „południowcy” Szkoci za to, to raczej „chłodniejsza” nacja. Możesz jakoś porównać swoje doświadczenia na linii sędzia – zawodnicy/trenerzy w tych wszystkich krajach?

KK: W Grecji to nawet najczęściej nie chodziło o umiejętności … Bardziej liczył się temperament jak wspomniałeś. Wszystkie – dosłownie wszystkie – mecze jakie tam miałam,  to było wyzwanie. Ale też chyba to mi się tam najbardziej podobało w Grecji. Lubię wyzwania – to mnie napędza!

Nawet jeśli na tablicy wyników była już duża różnica, to zawodnicy i tak walczyli do końca – nie zawsze w sposób sportowy …

Trenerzy też byli niczego sobie. Ciężko tam jest z dyscypliną. Ostrzeżenia, czy rozmowy raczej tam nie istnieją. Przewinienia techniczne też czasami nie pomagały. Nie zważali nawet na to, czy jestem kobietą czy nie. Bywało czasem ciężko – nawet bardzo! Ale to właśnie sprawiało, że była jakaś taka nutka ciekawości. Za każdym razem się zastanawiałem „co też dzisiaj się wydarzy”. Zwłaszcza, że nie jestem typem kobiety, które się boi jeśli ktoś na nią krzyknie albo wywiera presję. Na boisku jestem raczej stanowcza.

W Portugalii – mimo że to też kraj południowy – to jednak przepisy były bardzo ważne i każdy się ich trzymał. Wszystko miało być tak, jak na meczach FIBA. Nikt „nie wchodził na głowę”. Było raczej bezproblemowo. Tam zwodnicy po prostu przychodzili po to, żeby grać w koszykówkę. Trenerzy też dbali o to, żeby zawodnik za dużo sobie nie pozwalał. Oczywiście, że zdarzały się wyjątki, ale nieliczne. 

Jeżeli chodzi o Szkocję, to tak jak wspominałam tam poziom gry był zauważalnie niższy. Ale tam wciąż mogłam się rozwijać. Dostawałam tam bardzo dużo meczów. Miałam też przyjemność sędziować mecze z sędziami FIBA. Dawali mi bardzo cenne rady. W Szkocji każdy bardzo sobie pomagał. Była wyznaczona osoba, która oglądała dany mecz i podczas spotkań z sędziami omawiała je pod kątem rzeczy pozytywnych i negatywnych. Na skutek takich ocen po krótkim czasie zaczęłam sędziować w wyższej klasie rozgrywkowej – takim odpowiedniku polskiej 3 ligi. W Polsce nigdy mi się to nie zdarzyło

W ogóle w Szkocji dużo inwestuje się w ludzi. Prezes Federacji jest w stałym kontakcie z sędziami. Organizowane są wspólne wyjścia na mecze ekstraklasy. Co miesiąc odbywaj się też spotkania związane z sędziowaniem

JD: Jak wyglądała Twoja współpraca z sędziami – kolegami z boiska? Wiesz, przyjeżdżasz z zewnątrz, z innego kraju no i ….. za chwilę razem wychodzicie na parkiet.

KK: Mają oni taki sam szacunek, jak swoich kolegów-sędziów z ich kraju. W Portugalii i Grecji – gdzie mniej się mówi po angielsku – to nawet byłam taką trochę „maskotką”. Rozumiesz – „Kobieta z Polski przyjechała nam sędziować”.
Sędziowie z Grecji przed jednym z meczów powiedzieli wszystkim, że przyjechała sędzia z Polski – FIBA. Ja oczywiście nieświadoma niczego posędziowałam zawody i dopiero po meczu opowiedzieli mi o swoim „żarcie”. Poza tym każdy był bardzo pomocy. Pytali czy podwieźć mnie na halę (czasami ciężko było znaleźć), czy pożyczali koszulki sędziowskie zanim dostałam swoją. Tworzyliśmy tam całkiem niezły team.

JD: Akcentujesz to, że byłaś sędzią -kobietą z Polski. W Polsce nadal mamy niewiele sędziujących dziewczyn. Jak to wygląda w Grecji, Portugalii i Szkocji?

KK: Myślę, że to jest tendencja wzrostowa – jak wszędzie zresztą. Teraz jest na to moda. Jeżeli chodzi o moje początki to faktycznie byłam jedną z nielicznych.

W Portugalii pamiętam, że było całkiem sporo kobiet z gwizdkiem. Może nawet więcej, a na pewno na równi z Polską. W Grecji natomiast zauważyłam je dopiero w ostatnim sezonie. 

Ale faktycznie – moda na kobiety pojawiła się wszędzie. Mowa o krajach zrzeszonych w FIBA.

JD: Zastanawia mnie, że jedynie w stosunku do Szkocji wspomniałaś o takiej pracy merytorycznej z sędziami FIBA, o kontakcie z Prezesem Federacji, o wsparciu. Czy w tych pozostałych krajach to nie występuje?

KK: Wszędzie panuje raczej „zasada kontaktów”. Aczkolwiek w Grecji i Portugalii też były obowiązkowe spotkania co 2 tygodnie lub raz w miesiącu. Wtedy omawialiśmy klipy, rozwiązywaliśmy test – których zaliczenie było obowiązkowe do kontynuowania sędziowania w danym sezonie. Jak o mnie chodzi, to raczej była to kwestia zaufania z ich strony. W Grecji pod koniec drugiego sezony zaczęłam sędziować już mecze najwyższej ligi regionalnej. Przymierzano mnie również do sędziowania w mechanice trójkowej, ale niestety musiałam wtedy wracać już do Polski.

W Portugalii miała kontakt z sędzią FIBA – ale to bardziej dlatego, że przed przyjazdem kontaktowałam się tylko i wyłącznie z nim. Więc przywitał mnie czule jak przyjechałam.

Ale jeśli chodzi o monitorowanie przyszłościowych sędziów, to niestety niczego takiego nie było. Skupiano się raczej na konkretnych osobach – coś jak w Polsce w ramach cykli RC.

JD: W jakim jeszcze kraju chciałabyś spróbować swoich sił na parkiecie? A może coś konkretnego jest już w realizacji?

KK: Ciężkie pytanie. Tak naprawdę nie mam sprecyzowanego jednego miejsca. Po prostu tam gdzie jadę, to zawsze chcę zobaczyć jak to działa od podszewki. Zawsze staram się chodzić na mecze – nie tylko te ekstraklasowe, ale też te regionalne. Żeby zobaczyć tą „inność” na boisku sędziów i zawodników. Zobaczyć jak to wszystko funkcjonuje. Teraz chciałabym zobaczyć jak to wygląda poza granicami FIBA.

Na pewno bardzo ciekawym doświadczeniem byłoby sędziowanie w USA – aczkolwiek tutaj już trudniej z realizacją. Jednak za oceanem przepisy i interpretacje trochę się różnią. Ale „trudniej” nie znaczy „niemożliwe”,więc kto wie …. 🙂 

Na zakończenie krótki test wyboru, który pozwoli Wam jeszcze lepiej poznać Klaudię:

  1. Koszykówka męska czy żeńska? Męska
  2. Sędzia – kobieta czy mężczyzna? Kobieta
  3. Mecz jako sędzia w Salonikach, czy jako kibic w Słupsku? Sędzia w Salonikach
  4. Trudniej na parkiecie okiełznać greckiego trenera, czy polskiego zawodnika? Greckiego trenera
  5. Najciekawsza sytuacja z zagranicznych parkietów to …. Nie wiem na ile to ciekawe, ale granie meczu w Salonikach pod eskortą miejscowej Policji. Sędziowałam razem z koleżanką – Greczynką. Mecz od początku bardzo ostry,  więc sporo fauli technicznych i jedna dyskwalifikacja. W przerwie meczu zawodnicy dobijali się do naszej szatni, więc sędziowie stolikowi wezwali Policję. Mecz został przerwany do czasu ich przyjazdu. Jak już się pojawili, to zostali na miejscu przez całą II połowę. Nie wyglądali na specjalnie zaskoczonych powodem interwencji.