Tag: Darko Planinić

Dojrzałe ogóry X – koniec zbiorów

Zanim przejdziemy do podsumowania sezonu ogórkowego, czas prześwietlić graczy, którzy jako ostatni dołączyli do drużyn Energa Basket Ligi.

Željko Šakić – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Stelmet znalazł zastępstwo dla Edo Muricia. Chorwat Željko Šakić nowy zawodnikiem czterokrotnego Mistrza Polski!

Większość swojej kariery Chorwat spędził na Bałkanach, gdzie grał między innymi dla Cibony Zagrzeb, czy bośniackiego BC Siroki. Ostatni sezon Šakić spędził w rumuńskim U-Banca Transilvania Cluj, z którym miał okazję występować w FIBA Europe Cup. Łącznie w rozgrywkach ligowych i pucharowych rozegrał aż 56 spotkań, a jego średnie plasowały się na poziomie 12,6 punktu, 6,3 zbiórki i niespełna 3 asyst w 26 minut gry.

Nowy nabytek Stelmetu to gracz bardzo wszechstronny i przede wszystkim grający dla zespołu, a nie pod własne statystyki. Kiedy drużyna potrzebuje punktów może wziąć na siebie ciężar ich zdobywania, innym razem może przepoczwarzyć się w point forwarda dogrywającego piłki partnerom i zawiadującego wydarzeniami na parkiecie. Poprzedni sezon to spory spadek w skuteczności rzutów za 3 punkty (29%), jednak Chorwat nie boi się przymierzyć z dystansu i jak na podkoszowego stosunkowo często na tego typu akcje się decyduje (ponad 2 próby na mecz).

30-latek przychodzi do Zielonej Góry jako zastępstwo za Edo Muricia. Słoweniec kompletnie się nie sprawdził w drużynie Stelmetu, a do tego jego pensja pochłaniała znaczną cześć kwoty przeznaczonej na wynagrodzenia. Rozstanie z Muriciem pewnie znajdzie swój finał w BAT, ale raczej nie ma wątpliwości, że istniała spora potrzeba wycięcia z zespołu złotego medalisty Mistrzostw Europy. Šakić to nieco inny zawodnik, przede wszystkim grający ostatnimi czasy tylko na pozycji numer 4 i posiadający o wiele lepsze rozumienie gry niż Edo. Nic nie ujmując Słoweńcowi, był on bardzo dobrym zadaniowcem, który fantastycznie sprawdził się jako 4-5 opcja ofensywna w reprezentacji swojego kraju podczas niedawnego Eurobasketu. Jednak wrzucenie go w większą rolę w ataku nie przyniosło pożądanego skutku, a Murić nie umiał wskoczyć w buty jednego z liderów zespołu i cały czas przebywał w cieniu. To wszystko mogło być frustrujące, dla Stelmetu i samego zawodnika, więc nic dziwnego, że do tego rozstania usilnie dążył klub. Šakić to gracz, który powinien lepiej się odnaleźć w Zielonej Górze i jestem dziwnie spokojny, że wywiąże się z oczekiwań stawianych przed nim.

Šakić jest w tym momencie czwartym zawodnikiem na pozycji silnego skrzydłowego. Prawdopodobnie z zespołem rozstanie się Mindaugas Kačinas, który miał przede wszystkim pomóc w treningach w okresie przygotowawczym. Mimo to, nadal w drużynie zostanie trzech graczy, którzy nominalnie grają na czwórce i nieszczególnie poradzą sobie na innych pozycjach. Mokros i Šakić raczej na niskim skrzydle nie pograją, jedynie można liczyć, że parę chwil na piątce spędzi Boris Savović. Patrząc na to z drugiej strony, to nic dziwnego, że Stelmet poszerza swoją rotację. Mnóstwo meczów, a do tego jeszcze świeża historia urazów Jarka i Savo sprawiają, że dodatkowy gracz pod kosz może okazać się na wagę złota.

Wiadomo, że nazwisko Šakić aż tak jak Murić, czy Dragicević nie elektryzuje kibiców, ale podpisanie tak wszechstronnego zawodnika znacznie poszerza możliwości gry Stelmetu, a sam gracz może z czasem okazać się jednym z najważniejszych trybików drużyny prowadzonej przez Igora Jovovicia.

Darko Planinić – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Frank Hassell nie dotrwał do rozpoczęcia rozgrywek. W jego miejsce błyskawicznie Stelmet sprowadza kolejnego Chorwata. Wielokrotny reprezentant swojego kraju, Darko Planinić, nowym graczem biało-zielonych.

Planinić to zawodnik z dużym doświadczeniem zebranym w wielu zakątkach Europy. Miał okazję występować w Maccabi, czy Baskonii, a ostatni sezon spędził w lidze włoskiej przywdziewając koszulkę Sassari. Chorwat poprzednie rozgrywki zakończył z liczbami na poziomie 10 punktów i 4 zbiórek w 17 minut gry. Darko przez większość kariery wykorzystywany był jako zawodnik zadaniowy, który nie występował w pierwszoplanowej roli, ale ze swoich zadań wywiązywał się bardzo dobrze. Posiada doświadczenie ze wszystkich topowych pucharów europejskich, począwszy od Euroligi, a kończąc na Basketball Champions League. Teraz do swojego CV dorzuci także ligę VTB, która nie wątpliwie była magnesem przyciągającym Chorwata do Zielonej Góry.

Planinić żyje z podań graczy obwodowych, operuje blisko kosza i jest w tym bardzo skuteczny. Korzysta ze swoich rozmiarów na zasłonach i w obronie, co zapewne cieszy trenera Stelmetu. Nowy zawodnik zielonogórzan to także solidny zastrzyk doświadczenia na najwyższym poziomie, który nie powinien przestraszyć się rywalizacji z wielkimi firmami w lidze VTB.

Planinić to drugi po Šakiciu zawodnik, który przychodzi do Zielonej Góry w ramach zastępstwa. Frank Hassell miał być podporą Stelmetu 2018/19, dominatorem podkoszowym, a okazał się sporym niewypałem. Być może umiejętności mu nie brakowało, jednak wizja gry trenera Jovovicia przewidywała inny sposób wykorzystania środkowego, co skończyło się słabym rozumieniem gry przez Amerykanina i problemem z aklimatyzacją. Szybko znaleziono zastępstwo jakim jest Darko Planinić. To podobnie jak Amerykanin gracz w Europie rozpoznawalny, który nie raz miał okazję grać w narodowych barwach.

Chorwat to gracz wyższy niż Hassell, o zupełnie innej charakterystyce gry niż Tank. Planinić jest przygotowany do gry przez szkołę bałkańską co powinno z miejsca ułatwić mu zrozumienie oczekiwań przed nim stawianych przez Jovovicia. Nie jest typem dominatora, ani także wirtuoza ofensywy jak np. Drago, ale we wszystkim co robi jest do bólu solidny i w żadnej sytuacji nie można go lekceważyć. Zatrudnienie 27-latka daje spokój i pewność, że pod koszem Stelmetu nie będą działy się niepożądane rzeczy po obu stronach parkietu. Co więcej, sprowadzenie zawodnika o takich rozmiarach to niejako odpowiedź na zestaw podkoszowych jaki udało się zgromadzić w Gdyni, czy Toruniu. Hassell pomimo ogromnej siły odstawałby wzrostem znacznie od graczy tak jakich Karnowski, Łapeta, czy Upshaw. Teraz jakakolwiek przewaga rywali na pozycji nr 5 zostaje zniwelowana, bo warto pamiętać, że jeśli chodzi o walkę wręcz i podkoszowe masowanie w obwodzie jest także Adam Hrycaniuk, który nie powinien dać się zepchnąć pod obręcz np. takiemu Sobinowi.

Stelmet w tym roku nie czeka na wystrzał formy i nie daje czasu zawodnikom na dotarcie się z zespołem. Nie chce ryzykować i słabsze ogniwa, które już w tej chwili się objawiają konsekwentnie eliminuje z zespołu. Już niedługo start sezonu i jednocześnie weryfikacja składu przygotowanego przez Igora Jovovicia, a ten wygląda naprawdę ciekawie.

Omar Prewitt – Legia Warszawa

Legia kończy budowę składu na sezon 2018/19. Ostatnim zawodnikiem, który zasili stołeczną ekipę jest Omar Prewitt.

Nowy nabytek klubu ze stolicy jest absolwentem romantycznie brzmiącej uczelni William & Marry, w której występował przez 4 lata. Wszystkie sezony to duża rola Prewitta na uniwersytecie, a ostatni rok to ponad 15 punktów na mecz, do tego 6 zbiórek i 3 asysty w 32 minuty gry. Omar po ukończeniu college’u wyjechał do Europy, a za punkt docelowy obrał Litwę i BC Šiauliai. Tam czekała go rola gracza rotacyjnego, który mógł liczyć na niecałe 20 minut w meczach ligowych i BBL. Amerykanin nie dotrwał jednak do zakończenia rozgrywek nad Bałtykiem i przeniósł się na południe by zasmakować greckiego słońca w Salonikach. Dla Arisu rozegrał  20 (liga+BCL) spotkań, jednak jego minuty w stosunku do poprzedniego pracodawcy spadły blisko o połowę. Prewitt zaliczał ponad 5 punktów w 12 minut spędzanych na parkiecie.

 

Prewitt to klasyczny skrzydłowy, który większość kariery spędził grając na trójce. Amerykanin mierzy 201 centymetrów, co predysponuje go do gry na wielu pozycjach. Dobra motoryka pozwala mu kryć graczy od siebie niższych, z kolei słuszne rozmiary i boiskowy spryt przydają się w obronie rywali grających pozycje wyżej. Nie sądzę, by Omar dostawał dużo minut na czwórce, jednak jest to potencjalnie bardzo ciekawy zawodnik do obsadzenia w takiej roli w niskich piątkach. Legia chcąc zmieścić na obwodzie 3 swoich najlepszych zawodników (Kowalczyka, Karolaka i Soluade), jednocześnie potrzebując dodatkowego shootingu może skorzystać z Prewitta grającego jako silny skrzydłowy, który zebrał jak do tej pory nieco większe doświadczenie niż Michał Kołodziej. Powyższy przykład to tylko jeden z wielu wariantów, jakie może tworzyć trener Spasev. Macedończyk skonstruował bardzo wszechstronny skład, gdzie każdy z zawodników obwodowych może spokojnie poradzić sobie na dwóch pozycjach.

Legia na początku celowała w pozyskanie rozgrywającego, który miałby kierować grą drużyny. Kontrakt w Warszawie podpisał Jordan Woodard, bardzo obiecujący zawodnik, który w teorii miał być liderem wojskowych. Sprawy pozaboiskowe pokrzyżowały plany  i Amerykanina nie ma już w Polsce, a włodarze eLki stanęli przed zadaniem znalezienia odpowiedniego uzupełnienia składu. Po przeanalizowaniu możliwości aktualnego zespołu zdecydowano się dodać skrzydłowego, a nie jak wcześniej planowano playmakera. Na tę decyzję miał wpływ z pewnością fakt, że w sparingach błysnął formą Mariusz Konopatzki, który walczy o jak największą ilość minut. Dodatkowo brak klasycznej trójki dość mocno raził po oczach, co z pewnością ułatwiło wybór macedońskiemu szkoleniowcowi.

Już po samym drzewku Legii widać, że będzie to drużyna grająca w sposób niekonwencjonalny. Na rozegraniu występować będą różni zawodnicy, z czego każdy z nich może danego dnia okazać się liderem punktowym ekipy z Warszawy. Nie Kowalczyk, nie Soluade, a chyba właśnie wyżej wspomniany Konopatzki to najbardziej zbliżony profilem gracz do klasycznej jedynki. Tak skonstruowany zespół to szansa na przyspieszenie gry, dobrą defensywę z wysokimi obrońcami na obwodzie i nowoczesną koszykówkę opartą na akcjach dwójkowych lub nawet izolacjach. Jest to także spore ryzyko i zagrożenie dla ataku pozycyjnego, gdzie może zabraknąć boiskowego generała, który zawiadywałby drużyną przy mocniejszym nacisku przeciwnika.

Wszystko wskazuje na to, że wynik Legii w dużej mierze uzależniony będzie od formy pary Kowalczyk-Soluade. Wielki sprawdzian przed jednym i drugim, który może zaprowadzić ich do wielkiej koszykówki lub na dłużej zakopać w błotku przeciętniactwa.

*Brandon Walters – AZS Koszalin (testy)

Testy Delano Spencera się nie udały, ale Koszalinianie nie stracili zapału i nadal są chętni sprowadzić do swojej ekipy jeszcze jednego gracza. Razem z drużyną trenuje już amerykański podkoszowy, Brandon Walters, który celuje w rozpoczęcie kariery w Europie.

AZS chcąc sprawdzić Spencera myślał o wzmocnieniu obwodu. Teraz nastąpił zwrot ku strefie podkoszowej i to właśnie tam trener Nikolić widzi braki w swojej drużynie. Walters pozytywnie przeszedł testy medyczne i jego przyszłość uzależniona będzie od najbliższych dni spędzonych z drużyną.

 

Teraz coś dla tych, co wakacje przeżyli intensywnie i niezbyt uważnie śledzili wiadomości z PLK. Poniżej przegląd ruchów transferowych w skondensowanej wersji.

POWROTY

PLK często jest traktowana jak przystanek do większej kariery, trampolina do lepszych lig i zarobków. Co roku kilku zawodnikom udaje się dobrymi występami wypromować do bardziej cenionych klubów niż te z naszego podwórka. Jednak to, co świetnie funkcjonowało w Polsce niekoniecznie udaje się powtórzyć w następnym sezonie. Mniejsza rola w drużynie, kontuzja lub zbyt silna konkurencja, to czynniki, które mają wpływ na to, że zawodnicy, którzy wyjechali z Polski nie odnaleźli się za granicą. Dla nich ponowna gra w Energa Basket Ligi jest jak powrót do rodzinnego miasta, gdzie znasz na osiedlu wszystkich ziomków, a tablice na sąsiednim boisku kleją każdą piłkę.

Na powrót, który ma służyć odbudowie pewności siebie zdecydowali się reprezentanci srebrnego pokolenia 93, Michał Michalak i Przemysław Karnowski. Obaj postawili w zeszłym roku na występy w hiszpańskiej ACB, jednak z różnych przyczyn ich sezony nie wyglądały tak jakby tego sobie życzyli i teraz decydują się na zrobienie kroku w tył by nabrać ponownego rozpędu. Myles Mack zdążył rozegrać ledwie kilka meczów w barwach Turowa Zgorzelec by sezon się dla niego skończył z uwagi na problemy zdrowotne. Gliwice mają być miejscem, w którym Mack odbuduje swoją wartość. Kontuzja skutecznie wyhamowała także karierę Deividasa Dulkysa, który opuszczał Polskę jako niekwestionowana gwiazda. Litwin liczy na dobry sezon w Eurocupowej Arce i późniejszy kontrakt na salonach Europy. Kolejną gwiazdą z przeszłości, którą ponownie będziemy mieli okazję oglądać na parkietach PLK jest Shawn King. Amerykanin po sezonie zwieńczonym nagrodą MVP wylądował w słoweńskim przeciętniaku i zdecydował się teraz na ponowną grę w miejscu, gdzie czuł się znakomicie, czyli w Ostrowie Wielkopolskim.

Do ligi wracają także Chase Simon i Martynas Sajus, których historia odbiega nieco od graczy wymienionych powyżej. Po wyjeździe z Polski nie przydarzył im się słabszy okres, a na powrót do Energa Basket Ligi zdecydowali się z uwagi na oferty od dużo mocniejszych zespołów niż te, w których mieli okazję ostatnio występować. Kolejnym graczem, który chce się przypomnieć polskiej publiczności jest Drew Brandon, któremu nie udało się dokończyć poprzednich rozgrywek w Słupsku z uwagi na upadek klubu. Amerykanin ma nadzieję, że ponownie będzie wykręcać dobre statystyki, a te pomogą mu w znalezieniu następnego pracodawcy. Całą listę zawodników powracających do PLK zamyka Anthony Hickey, niegdyś gracz gdyńskiego Asseco, a aktualnie największa gwiazda beniaminka Energa Basket Ligi, czyli Spójni Stargard.

Nie sposób w przypadku powrotów nie wspomnieć o comebackach na ławkę trenerską. Artur Gronek i Mariusz Niedbalski dostają kolejną szansę poprowadzenia drużyny w PLK. Pierwszy obejmie stery Polpharmy, a drugi spróbuje wykrzesać jak najwięcej z ekipy Miasta Szkła Krosno.

NIEWYPAŁY

Nie każdy wybór okazuje się strzałem w 10. Niektóre kluby świeżo po zakontraktowaniu nowego gracza były zmuszone do rozstania z uwagi na rozczarowującą postawę tak zachwalanych przez agentów zawodników. W pułapkę dało się złapać kilku trenerów i klubów, co w konsekwencji wymusiło ponowne przeczesywanie rynku transferowego.

Najbardziej sparzył się Stelmet, który musiał przez wiele tygodni, a nawet miesięcy użerać się z bardzo wysokim kontraktem Edo Muricia, którego imieniem spokojnie można byłoby nazwać te kategorię. Szybko podjęta decyzja o zatrudnieniu Słoweńca, którego zapewne w swoim zespole bardzo chciał ówczesny trener Andrej Urlep może klubowi jeszcze przez jakiś czas odbijać się finansową czkawką. Zielonogórzanie także przestrzelili z wyborem centra na najbliższy sezon. Wszystko wskazywało na to, że Frank Hassell będzie jedną z największych gwiazd Energa Basket Ligi, jednak problemy z aklimatyzacją i dostosowaniem się do strategii Jovovicia przekreśliły szansę Tanka na grę w biało-zielonych barwach. Słabo też wybierała Polpharma, najpierw zatrudniając Rashuna Davisa by po paru dniach jednak odstąpić od umowy z Amerykaninem. Trochę dłużej zawodnikiem Kociewskich Diabłów był Jai Williams, jednak wszystkie wątpliwości dotyczące jego osoby potwierdziły się w rzeczywistości i już tego zawodnika w Starogardzie nie ma. Ostatnim graczem, który miał grać dla SKSu był Bartosz Jankowski, ale pechowa kontuzja wykluczyła go z okresu przygotowawczego i ostatecznie były gracz Asseco Gdynia nie pojawi się na parkiecie w koszulce Polpharmy. Z kontuzją przegrał także Sam Dower, o którym w przeciwnym wypadku pisałbym w rubryce powyżej. Dla Amerykanina to byłyby powrót do PLK i jednocześnie powrót do Dąbrowy, niestety dla niego dalsza przygoda z koszykówką stoi pod sporym znakiem zapytania. W barwach odradzającej się gdyńskiej potęgi miał występować bardzo ciekawy gracz świeżo po uczelni, Ben Emelogu, jednak i jemu nie było dane podziwianie trójmiejskich plaż. We Włocławku na następce Ivana Almeidy namaszczony został Luis Montero. Dominikańczyk mający za sobą debiut na parkietach NBA nie wpasował się w oczekiwania Igora Milicicia i według oficjalnego komunikatu klubowego nie przeszedł testów medycznych. Grą Legii Warszawa miał kierować Jordan Woodard, ale z powodów rodzinnych nie zdecydował się na dłuższy pobyt nad Wisłą.

LIGOWE PRZETASOWANIA

Rynek lokalny też był gwarny i mocno zatłoczony. Kluby najpierw hurtowo sprowadzały zawodników z polskim paszportem, by potem sięgnąć po uznane już w PLK nazwiska z zagranicy.

Mistrz Polski do swojego składu dołożył graczy, którzy sporo nerwów kosztowali Igora Milicicia w serii finałowej. Do Włocławka z Ostrowa trafili Nikola Marković i Mateusz Kostrzewski, a w przeciwną stronę powędrował Michał Nowakowski. Anwil wzmocnił się także Jakubem Parzeńskim, który ostatni sezon spędził w MKSie Dąbrowa Górnicza, z kolei Wicemistrzowie Polski podebrali stamtąd Witalija Kowalenko. Z Gdynii udało się im także przechwycić Przemysława Żołnierewicza, który nie chciał kolejnego sezonu spędzać nad morzem. Stalówkę w kolejnym sezonie poprowadzi Wojciech Kamiński, który od lat związany był z Rosą Radom. Razem z nim do Ostrowa trafił także Daniel Szymkiewicz, który liczy na w końcu udany sezon. Z Radomiem pożegnał się także Michał Sokołowski, który zdecydował się na grę w lidze VTB w barwach Stelmetu Enea BC Zielona Góra. Z kolei na Mazowsze trafili doświadczeni Obie Trotter, Artur Mielczarek i Daniel Wall, którzy mają być odpowiedzialni za mentorowanie radomskiej młodzieży. Srebrny medalista, Szymon Łukasiak zdecydował się na zmianę otoczenia i grę dla trenera Winnickiego w Dąbrowie Górniczej. Coraz lepiej sobie radzący w PLK Jakub Schenk wybrał powrót pod skrzydła trenera Budzinauskasa i grę dla Wilków Morskich ze Szczecina. Po rozpadzie drużyny ze Zgorzelca Kacper Borowski wybiegnie na parkiet w koszulce Startu, z którym związał się aż 3-letnią umową. W Trójmieście zdecydowali się postawić na duże nazwiska. Do Sopotu zawitał Mistrz Polski Paweł Leończyk, brązowy medalista Damian Jeszke i jeden z wyróżniających się centrów ligi Milan Milovanović. Popularny Leon zastąpił w składzie Trefla klubową legendę, Filipa Dylewicza, który przeniósł się na północ wybierając ofertę Arki Gdynia. Do drużyny powracającej do wielkiego grania również dołącza Adam Łapeta, który po świetnym sezonie na pewno nie narzekał na brak ofert. Kacper Młynarski po sezonie w Koszalinie wybrał ofertę Kociewskich Diabłów i zastąpi tam w roli głównego Polaka Marcina Fliegera. AZS zdecydował się na totalną przebudowę drużyny i związał się umowami z Krzysztofem Jakóbczykiem, Maciejem Kucharkiem, Gregiem Surmaczem i Łukaszem Ratajczakiem. W Gliwicach lukę po Polakach, którzy odeszli z GTK wypełnią Szymon Kiwilsza i Piotr Robak, którzy ostatnio grali odpowiednio dla AZSu i Legii Warszawa. Na grę w stolicy zdecydował się Jakub Karolak, a w jego ślady poszedł także aktualny kapitan wojskowych – Sebastian Kowalczyk. Piotr Pamuła po nie najlepszym sezonie minut dla siebie poszuka w Spójni Stargard.  Ligowy mix kończymy na Podkarpaciu, gdzie do Szklanego teamu przenoszą się Filip Put, Paweł Krefft i Maciej Bojanowski.

NOWE GWIAZDY

W lidze nie ma już Ivana Almeidy, Vlado Dragicevicia, DJa Sheltona czy Glenna Coseya. Na zmianę otoczenia zdecydował się Chavaughn Lewis i Aaron Johnson, a Patrik Auda wrócił do Włoch. Czy są w lidze godni zastępcy?

Wśród graczy, którzy mogą brylować na obwodzie wyróżnić na pewno trzeba dwóch zawodników, którzy przychodzą do Energa Basket Ligi z drugiej ligi tureckiej. Markel Starks zagra w Stelmecie, a Rob Lowery w Polskim Cukrze Toruń. Na obu czekają spore role w swoich zespołach, a wachlarz ich umiejętności powinien zdecydowanie wystarczyć na bycie czołowymi postaciami ligi. Z fantastycznymi cyferkami do ligi przychodzi Trey Davis, który zagra w Dąbrowie Górniczej. Amerykanin popisywał się rekordami punktowymi w G-League i ocierał się o skład Boston Celtics. Do Włocławka trafił Vladimir Mihailović, który oprócz umiejętności strzeleckich posiada sporą windę w nogach. Po ciekawych guardów sięgnęli także w Sopocie i Ostrowie. Nad morze przyjechał Ian Baker, który gdyby nie kontuzja grałby w Partizanie Belgrad, a do Wielkopolski zawitał Mike Scott, który powinien być innym graczem niż generał AJ, ale przynoszącym równie dużo radości kibicom.

Na skrzydłach typowanym na gwiazdę i lidera Arki Gdynia jest Josh Bostic, który zwiedził już kilka uznanych europejskich marek. Stelmet sięgnął po wszechstronnego Željko Šakicia, a Anwil po rosyjskiego super strzelca Walerija Lichodieja. Z łotewskiego Ventspils do Ostrowa przybywa Blake Hamilton, a z Bundesligi udało się wyciągnąć Polpharmie Tre Busseya, a Miastu Szkła Jordan Loverdige’a.

Pod koszem wzmocniło się wiele zespołów. Do Polski trafili gracze, którzy specjalizują się w rozdawaniu bloków i pakowaniu piłki do kosza z góry. Nad morzem zagra niespełniony talent na miarę draftu NBA Robert Upshaw, a w Gliwicach wylądował niepokorny Damonte Dodd. Rosa Radom ściągnęła do swojej drużyny eksplozywnego dunkera, jakim jest Hanner Mosquera-Perea, a Stelmet zakontraktował chorwackiego reprezentanta, Darko Planinicia.

Cykl Dojrzałych ogórków znalazł swój koniec. Czekamy na sezon i weryfikacje przewidywań. Obyśmy się nie zawiedli.

Dzięki za przeczytanie!

Aktualne składy PLK

Dojrzałe ogóry cz. IX

Dojrzałe ogóry cz. VIII

Dojrzałe ogóry cz. VII

Dojrzałe ogóry cz. VI

Dojrzałe ogóry cz. V

Dojrzałe ogóry cz. IV

Dojrzałe ogóry cz. III

Dojrzałe ogóry cz. II

Dojrzałe ogóry cz. I