Tag: BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Dojrzałe ogóry cz. IX

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK 2.09-8.09

Delano Spencer – AZS Koszalin (testy)

AZS decyduje się na sprowadzenie jeszcze jednego gracza obwodowego. W najbliższym czasie testowany będzie Delano Spencer.

Amerykanin ostatnie lata spędził na uczelni Tennessee State. Ubiegły sezon to 15,5 punktu na mecz w 32 minuty gry. College dla jakiego grał nie jest w krajowym Topie, stąd decyzja o sprawdzeniu go przed podpisaniem umowy wydaje się być jak najbardziej słuszna. Spencer to guard, który może grać na obu pozycjach obwodowych, jednak w większość spotkań występował w charakterze łowcy punktów o czym świadczy bardzo mało ilość asyst. Dysponuje dobrą trójką, która stanowi główną część jego gry.

https://www.youtube.com/watch?v=V5aIM_P7EtI&t=54s

Z takiego obrotu spraw raczej nie jest zadowolony Marek Zywert, który przyszedł do Koszalina z nadzieją na minuty, a ewentualne zakontraktowanie Amerykanina znacznie utrudni mu drogę na parkiet. Mimo, że Spencer typowym rozgrywającym nie jest, to wspólna gra w parze z Brandonem wygląda jak coś co może przynieść wiele korzyści.

Nic dziwnego, że akademicy kombinują jak wzmocnić swój skład. Dotychczasowy AZS na papierze wygląda słabo, a rywale z dolnej połówki tabeli mają w swoich szeregach naprawdę ciekawych zawodników. Ciężko też nie myśleć o ewentualnych zmianach w środku sezonu, w końcu nie było jeszcze takiego roku, by drużyna nie uległa przemeblowaniu od października do kwietnia.

Gabe DeVoe – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Przez wszystkich wyczekiwany, od pewnego czasu zapowiadany świeżak po uczelni zjawił się w Zielonej Górze. Gabe DeVoe założy koszulkę Stelmetu!

Absolwent znanej uczelni Clemson i gracz Charlotte w Lidze Letniej przywdzieje biało-zielone barwy. DeVoe w swoim seniorskim roku zaliczył dwukrotny skok jeśli chodzi o średnią punktową w porównaniu do poprzedniego sezonu, co było wynikiem konsekwentnego wzrostu minut. Skończył rozgrywki 2017/18 z 14 punktami, 2 asystami i 5 zbiórkami w 34 minuty gry. 22-latek z roku na rok poprawiał skuteczność rzutów za 3 punkty by dobić do 40%. Gabe jest strzelcem, który dobrze czuje się zarówno w akcjach typu spot up, jaki grając na koźle.

Na ten moment nie da się określić roli, jaką będzie pełnił w drużynie Jovovicia. Wszystko zależy od procesu przystosowania się do warunków europejskich i wystrzału jego formy. Może skończyć jako gracz skrajnie zadaniowy, a może być jedną z największych gwiazd obwodowych ligi.

Stelmet ewoluuje. Z napakowanego talentem, doświadczeniem i umiejętnościami spryciarza przekształca się w drużynę o bardziej nowoczesnym wyglądzie. Atletyzm, siła, szybkość i młodsze nogi to podstawa tegorocznego składu. Już nie tylko dwóch zawodników może mieć piłkę w rękach i zrobić z nią coś sensownego, a 4, czy 5. Dojście Starksa, DeVoe i przede wszystkim Sokołowskiego otwiera możliwość jeszcze większego przyspieszenia gry (SZG w poprzednim sezonie grał w najwyższym tempie nie licząc Czarnych). Nie trzeba będzie szukać po zbiórce lub przechwycie rozgrywającego, ponieważ wszyscy gracze obwodowi są w stanie ruszyć z piłką w kierunku kosza rywali.

Przed zeszłym sezonem drużyna aktualnego Mistrza Polski została określona jako Anwil 2.0. Stelmet, przynajmniej w moich oczach, również wygląda jak wersja zupgrejdowana. Ekipa z winnego grodu stała się hybrydą, która może przyjąć w trakcie meczu dwa oblicza. Kiedy obrona i zbiórka funkcjonuje jak należy pozwola to na bieganie do kontr i napędzanie tempa gry, kiedy rywale poświęcą atakowanie deski ofensywnej i się cofną Łukasz Koszarek wraz z wysokimi  mogą kręcić zabójcze pick n rolle, w których wyspecjalizowani są do perfekcji. Jednak żeby nie było tak pięknie, warunkiem rozpędzenia się Stelmetu 2.0, tak jak w przypadku Anwilu, jest defensywa, która będzie generowała przechwyty i czyściła tablice. Jak na razie spotkania kontrolne pokazują, że jest wiele do poprawy w tym względzie.

DeVoe przedstawiany jest jako gracz uzupełniający rotacje obwodową. Myślę jednak, że z biegiem czasu będzie się stawał coraz ważniejszą postacią zielonogórzan. Przynajmniej 60 meczów do rozegrania niesie za sobą konieczność posiadania szerokiej kadry, a zmęczenie podstawowych gracz na pewno będzie dawać się we znaki. Talenty strzeleckie Gabe’a prędzej czy później powinny ujrzeć światło dzienne.

Blake Hamilton – BM Slam Stal Ostrów Wlkp.

Nie ma drużyny Wojciecha Kamińskiego bez czarnoskórego łowcy punktów. Blake Hamilton zamyka skład Stalówki.

23-latek przychodzi do Ostrowa po przyzwoitym sezonie w łotewskim Ventspils. Amerykanin rozegrał w sumie 29 spotkań (liga+puchary), w których średnio zdobywał 9,5 punktu, 5,4 zbiórki i 2,5 asysty w niespełna 25 minut. Hamilton studiował na uczelni Buffalo, a nadbałtycka przygoda była dla niego pierwszym sezonem w Europie.

Nowy zawodnik Stali większość kariery spędził na niskim skrzydle, jednak we współczesnej koszykówce różnice między SG, a SF coraz bardziej się zacierają. Blake jak na gracza obwodowego mocno pomaga na zbiórce, co jest jego dodatkowym atutem. Dobrze rzuca za 3 punkty, może nie jest seryjnym strzelcem, ale nie można go zostawiać samego za łukiem. Dobrze czuje się z piłką w rękach i w improwizowanej koszykówce. W porównaniu do poprzednich wyborów coacha K Hamilton pewnie będzie zdobywał mniej punktów, ale za to inne statystyki powinny być bardziej spuchnięte.

W Stali Hamilton będzie łączył pozycje 2 i 3. Rywalizować z nim o minuty będą Polacy – Majewski, Żołnierewicz i Chyliński. Przy paszportowej obsadzie silnego skrzydła Blake powinien być graczem pierwszej piątki grając w parze z kimś wymienionym powyżej.  Amerykanin doda ostrowskiemu obwodowi atletyzmu, solidną trójkę i tzw. faktor x, który może w wielu meczach okazać się niezbędny do osiągnięcia sukcesu.

Hamilton zastąpi w roli zagranicznego obwodowego Marca Cartera, który z resztą był łączony również tego lata ze Stalówką. Były gracz Ventspils jest nieco większy, ale zapewne brak mu doświadczenia i ogrania na europejskich parkietach. Znając Kamyka i jego styl prowadzenia drużyny można spodziewać się, że duet Hamilton-Scott będzie bombardował kosz rywali co mecz.

Zapowiadało się niemrawo, miało być gorzej i skromniej a jest naprawdę przyzwoicie. Nie wiadomo, jak zafunkcjonuje drużyna jako całość, ale piątka Scott-Żołnierewicz-Hamilton-Nowakowski/Kowalenko-King nie wygląda dużo gorzej (o ile w ogóle) od zeszłorocznego zestawu. Nowakowski z Chylińskim i Majewskim powinni rozciągać parkiet, dużo dzięki temu zyskają Amerykanie i Żołnierz grający na koźle i rollujący do obręczy King. Skład wygląda na dobrze zbilansowany, ale jak to przełoży się na formę prezentowaną przez Stal na parkiecie pokażą pierwsze miesiące sezonu.

Earvin Morris – TBV Start Lublin

Następca Chavaughna Lewisa znaleziony.  Earvin Lee Morris nowy zawodnikiem TBV Start Lublin!

Amerykanin od dwóch lat gra profesjonalnie w koszykówkę. Po zakończeniu swojej kariery uniwersyteckiej w 2016 rok na teksańskim college’u UTEP, gdzie grał ze znanym z PLK Dominiciem Artisem, przeniósł się do Libanu, by tam rozegrać 15 spotkań i zdobywać średnio 23 punkty na mecz. Ostatnie rozgrywki to gra w lidze VTB dla Avtodora Saratov (5 miejsce z bilansem 14-10) i w Grecji. Okres po przenosinach do ligi spod Akropolu to 17,5 punktu na mecz, z kolei w nowych rozgrywkach Stelmetu było to już tylko blisko 7 punktów. Dobra forma Morrisa nie uchroniła Ariesu Trikala przed spadkiem z ligi greckiej, a sam zawodnik zdecydował się na poszukiwanie nowych wyzwań. Cel -> Lublin!

Morris jest zawodnikiem, który ma potencjał by wypełnić lukę po Szevonie. To co może dać więcej, to na pewno lepszy rzut niż Lewis, który w tym względzie miewał często problemy, z kolei w defensywie ciężko będzie zastąpić ex gwiazdora Czarnych. Nowy Amerykanin potrafi mocno zaatakować kosz i skończyć akcje z góry, nie stroni od gry na piłce i pojedynków 1 na 1.

Dla Morrisa sezon 2018/19 to szansa na dużą promocję, ale i spora presja wiążąca się z zadaniem zastąpienia Lewisa. Nowy nabytek TBV na pewno zdaje sobie sprawę, że dobrymi występami na polskich parkietach może wrócić do dużo bogatszej ligi VTB, co pokazał przykład poprzednika.

Chemia między Jamesem Washingtonem, a Lewisem była wyśmienita. Zawodnicy dogadywali się na parkiecie, ale przede wszystkim poza nim. W Lublinie na pewno liczą, że nić porozumienia między prezydentem, a Morrisem wywiąże się dość szybko, a duet Amerykanów będzie prowadził swój klub ku fazie Play Off. Na Earvina czeka w lubelskim bardzo duża rola, taka, w której będzie bardzo odpowiedzialny za drużynę, a jego dyspozycja będzie w znaczący sposób rzutowała na formę całego Startu. Na ten moment ciężko przypuszczać, czy Morris podoła zadaniu i czy będzie kolejną gwiazdą ligi, jednak z mojej perspektywy Lewisa zastąpić mu się nie uda. Po pierwsze, Chavoaaeugghn Chavaughn znał ligę i jej realia, co można bagatelizować, ale w większej analizie jest to czynnik, który pozwolił mu na poprawienie cyferek z Czarnych, a trener był tego zawodnika po prostu pewny. Po drugie, właśnie wyżej wspomniana współpraca między Washingtonem a nim. Lewis w Słupsku był także odpowiedzialny za rozegranie, co przełożyło się na swobodniejszą grę z piłką w Lublinie, spychając w niektórych posiadaniach Jamesa do roli spot up shootera. Mam wątpliwości, czy Morris na piłce to będzie równie dobry koszykarz i czy w jego DNA jest również trochę dzielenia się piłką i współpracy z partnerami. Choć dla dobra ligi, obym się mylił.

W Lublinie stabilizacja. Wymieniono zaledwie 3 graczy, do klubu przyszli Borowski, Upson i Morris. Czy to wystarczy by awansować do Play Off?

Mindaugas Kačinas – Stelmet Enea BC Zielona Góra

25-letni Litwin podpisuje roczny kontrakty ze Stelmetem. Silny skrzydłowy jest piątym podkoszowym zielonogórskiego klubu.

Nowy nabytek zielonogórzan jest absolwentem uczelni South Carolina Gamecocks, gdzie na ostatnim roku notował średnie na poziomie 10 punktów i 5 zbiórek w 29 minut gry. Niestety, nie udało mu się ze swoim college’em awansować do turnieju finałowego ligi akademickiej NCAA. Ostatnie dwa sezony spędził w Neptunasie Kłajpeda, w którym występował w roli rezerwowego. Jego linijka na koniec poprzednich rozgrywek (liga litewska + BCL) to 4 punkty i 3,2 zbiórki w 15 minut gry.

Kačinas to gracz o charakterystyce podobnej do.. Jarka Mokrosa. Lubi korzystać z jumpera, czy to z dystansu, czy z półdyszki. Jest szczupłą, mobilną, energetyczną czwórką, która da przede wszystkim spory zastrzyk energii i walki o każdy centymetr parkietu. Czy tego typu gracz był potrzebny Stelmetowi? Na to pytanie odpowiedź poznamy w trakcie sezonu, jednak na tę chwilę spodziewałem się (i chyba nie tylko ja) innego gracza.

Jeśli traktować ten transfer jako zastępstwo za Edo Muricia, to, nie ma wątpliwości, że Litwin to zawodnik z zupełnie innej półki finansowej niż Mistrz Europy, jednak jego przydatność dla drużyny nie musi być wcale mniejsza. Kačinas będzie trzecim graczem na pozycji numer 4, w ekstremalnie wysokich ustawieniach może zagrać na 3, ale jeśli już kogoś przesuwać, to pewnie Savovicia na środek, szczególnie przy sygnałach o powolnej aklimatyzacji Franka Hassella.

Tak jak w przypadku Gabe’a DeVoe, Mindaugas sprowadzany jest z myślą o poszerzeniu składu. Stelmet na ten moment dysponuje 11 zawodnikami + 2 juniorami. Zaplecze na walkę na dwóch frontach jest, teraz wszystko w rękach Igora Jovovicia, przed którym nie łatwe zadanie zaszczepienia swojej filozofii gry u swoich podopiecznych. Tym bardziej jest to zadanie ciężkie, gdyż na kadrę wyjechało 3 podstawowych zawodników.

*Przemycony take* Na temat słuszności okienek reprezentacyjnych każdy ma swoje zdanie, a rozpatrując ich słuszność obiektywnie można znaleźć sporo plusów i minusów. Ja jednak jestem zdania, że im szybciej FIBA zrozumie, że nie będzie FIFĄ, ani UEFĄ tym lepiej. Gra w reprezentacji piłkarskiej to największy zaszczyt jaki może spotkać sportowca, a wielkie imprezy przyciągają więcej widzów niż najbardziej prestiżowe rozgrywki klubowe. Teraz jesteśmy w sytuacji, w której najlepsi zawodnicy nie grają w swoich kadrach albo robią łaskę, że w pojedynczym turnieju zagrają i to mówimy o przypadku, w którym oni w ogóle mogą się stawić na zgrupowanie, a ich klub ma przerwę od swoich rozgrywek. Dla  samych zawodników pewnie lepiej grać z biegu, być w rytmie meczowym, a nie spędzać połowy lata w narodowych polówkach, ale my jesteśmy kibicami i chcemy oglądać najlepszych zawodników w rozgrywkach międzynarodowych. Kropka. *Koniec*

Niby nie rewolucja, a jednak 5 nowych graczy związało się ze Stelmetem. To blisko 50% składu, co jak na politykę transferową klubu z Zielonej Góry jest wysokim wynikiem.

Adam Kemp – Polpharma Starogard Gdański

Jai Williams (tak, jak 3/4 osób przewidywało) nie sprawdził się w roli podkoszowego i w jego zastępstwo Polpharma sprowadza Adama Kempa.

Nowy nabytek SKSu to 27 letni absolwent uczelni Marist. Podkoszowy spędził już 4 lata na europejskich parkietach i miał w tym czasie okazje przywdziać koszulki takich klubów jak Spirou Charleroi czy Astana. Był w tych drużynach graczem drugoplanowym, jednak miał okazję zasmakować VTB i Basketball Champions League. Ostatni sezon to zaledwie 9 oficjalnych spotkań dla greckiego Koroivos Amaliadas i bułgarskiego BC Beroe Stara Zagora. W sumie statystyki za poprzednie rozgrywki to 4 punkty i 3 zbiórki w 13 minut gry.

Kemp to typowy podkoszowy pracuś mogący grać na pozycji nr 4 i 5. Nie rzuca za 3 punkty, swoich szans szuka bliżej obręczy, choć indywidualnych akcji raczej się nie podejmuje. Dobre warunki fizyczne pozwalają mu na rywalizowanie o miejsce w polu 3 sekund i skuteczną walkę o zbiórki. W ataku zazwyczaj był odpowiedzialny za postawienie mocnej zasłony i wykończenie podania partnera spod samego kosza.

Zmianę Williamsa na Kempa, można rozpatrywać tylko w pozytywny sposób. Nowy zawodnik SKSu ma doświadczenie z Europy i to z klubów, które nie są jakimiś ogórkami w 2 lidze cypryjskiej. Dużo się może nie nagrał, ale być nadwyżką nad poprzednikiem trudno nie jest. Artur Gronek szukał pod kosz typowego wyrobnika, gościa od czarnej roboty, który w pierwszej kolejności skupi się na małych rzeczach, a indywidualne zapędy ofensywne odłoży na bok. Wybór Kempa to odpowiedź na te właśnie oczekiwania.

Adam stworzy duet podkoszowy wraz z Brettem Prahlem. Raczej żaden z nich wirtuozem na miarę Bojicia, czy Milovanovicia nie zostanie, ale przy bogactwie obwodowym ktoś od zadań specjalnych jest tej drużynie potrzebny. Największe oczekiwania można mieć w stosunku do defensywy podkoszowych Polpharmy, którzy będą musieli bronić dostępu do kosza i często łatać dziury po nie najlepszej obronie na dystansie.

To niesamowite, że kibice Energa Basket Ligi będą mogli oglądać na parkiecie rywalizację Kempa z Jordanem, czy Westbrooka z Morrisem. Oby dostarczyły tyle samo emocji, co oryginały.

Chase Simon – Anwil Włocławek

Powrót do Włocławka po 3 latach gry na dobrym poziomie w Europie. Chase Simon został wytypowany na zastępce Luisa Montero, a co za tym idzie Ivana Almeidy.

Pochodzący z miasta Eminema 29-letni Amerykanin spędził sezon 2014/15 we Włocławku, który na koniec okazał się najgorszym w klubowej historii. Simon był liderem tej ekipy, blisko 17 punktów, 3 zbiórki, 2 asysty i 1,6 przechwytu w 31 minut na mecz, co przyniosło zainteresowanie klubów z zachodu Europy. Chase grał w Hiszpanii, potem Izrealu, by w ostatnim sezonie zakotwiczyć we francuskim JL Bourg-en-Bresse, gdzie miał okazję występować z Mathieu Wojciechowskim (MKS Dąbrowa Górnicza). Wszystkie te lata łączy jedno, nowy nabytek Anwilu nie zszedł poniżej 10  średnio zdobywanych punktów, a w Izraelu był nawet 4 strzelcem ligi (17,2).

Simon to gracz łączący pozycje 2 i 3 i tak też we Włocławku będzie ustawiany. 201 cm wzrostu, bardzo dobra ogólna sprawność, która pozwala mu być jednym z lepszych zawodników swojego zespołu po bronionej stronie parkietu. Chase to gracz, który lubi grać z piłką w rękach, rzuca przeciętnie (34% za 3), a jego największym atutem jest mijanie rywali i gra 1 na 1. Miękki kozioł, elastyczny styl poruszania się i dobry ball-handling sprawiają, że jest bardzo ciężko go upilnować w sytuacji sam na sam. W defensywie czuje grę, może nie tak jak Hosley, ale dobrze ustawia się na linii podań, z czego biorą się przechwyty i łatwy punkty. To co odróżnia go od zeszłosezonowych gwiazdorów Anwilu to mała liczba zbiórek, w tym względzie nie będzie można na niego liczyć w takim stopniu, jak na Almeidę, czy Q.

Przygoda Luisa Montero na Kujawach długo nie trwała. Klub nie zdecydował się na kolejne ryzykowne posunięcie i dokłada do swojej drużyny gracza sprawdzonego, co do którego ma pewność apropo jego formy boiskowej i zachowania poza nim. Nie ma co ukrywać, że romans Anwilu z Dominikańczykiem rozbił się nie przez brak koszykarskich umiejętności, a przez zachowanie i nieprzystosowanie się do warunków panujących we Włocławku. Zatrudnienie Simona nie niesie za sobą widma niepowodzenia, czy trudnej aklimatyzacji. Chase z miejsca powinien wejść w rytm treningowy i z czasem stawać się coraz ważniejszą postacią Anwilu.

Igor Milicić zdecydował się na zespół, w którym nie będzie jednej wyraźnej postaci, choć Simon, czy Michalak są zawodnikami, do których można posłać piłkę by „coś zrobili”, kiedy czasu na zegarze mało. Rottweilery zgromadziły wielu strzelców dystansowych w swojej drużynie, a tylko Sobin i Parzeński (i trochę Kostek) nie są zagrożeniem zza łuku. Dodanie do takiego zestawu gracza, który umie minąć, często wchodzi na kosz sprowadzają na siebie obrońców to najrozsądniejsze posunięcie.

No i jeszcze jeden plus (choć pewnie nie ostatni). Simon jest dobrym defensorem i jeśli miałbym stawiać, w jakiej roli widzi go Milicić, to myślę, że dużo czasu spędzi na naciskaniu jedynek rywali. W takiej roli funkcjonował Q i JayAir, a teraz najpewniej właśnie Simon. Dobra praca nóg i warunki fizyczne pozwolą mu na skuteczne przeszkadzanie rozgrywającym, a długi zasięg ramion ograniczy pole widzenia i miejsca na podanie do partnera. W takiej defensywie ważne jest również to, że przy hipotetycznej zamianie krycia, Amerykanin nie będzie umierał na zbiórce czy w post przeciwko dużo wyższemu graczowi, tak jak np. Łączka.

Gdyby przed sezonem można byłoby wybrać, czy Montero, czy Simon, stawiam, że większość postawiłaby na sprawdzonego gracza. Być może Montero indywidualnie jest lepszym graczem, ale nie mam wątpliwości, że w zespołowej koszykówce to Chase będzie bardziej przydatny.

 

*Warto wspomnieć także o Igorze Wadowskim, który przez najbliższe 2 tygodnie będzie trenował z Anwilem Włocławek i zastępował kapitana rottweilerów, Kamila Łączyńskiego pod jego nieobecność związaną z kadrą. Wadowski ostatnie 3 sezony spędził w Koszalinie, który miał być inkubatorem jego talentu, jednak rzeczywistość potraktowała 22-latka nieco brutalnie. Ostatni sezon to tylko 10 minut średnio na mecz i niecałe 3 punkty oraz asysta.

Igor nie znalazł jeszcze dla siebie klubu i próbuje wywalczyć sobie miejsce u.. innego Igora. Te dwa tygodnie to nie tylko zastępstwo, ale i walka o kontrakt, o którym mówi się już od jakiegoś czasu. Polak zająłby miejsce nr 11-12 w rotacji Mistrza Polski i pewnie skoku minut by nie odnotował, ale ciężko nie odnieść wrażenia, że w porównaniu do poprzedniego sezonu skorzystałby na takim ruchu. Opcji dla niego za wiele na rynku nie ma, a trening i mała rola w jednej z topowych drużyn PLK może go wiele nauczyć i przystosować do rywalizacji na najwyższym poziomie.

Dla Anwilu Wadowski byłby zabezpieczeniem pozycji nr 1. Kamilowi Łączyńskiemu przydarzają się drobne urazy, a meczów do rozegrania naprawdę sporo. Do tego Igor wpasowuje się w charakterystykę zawodników poszukiwanych przez Milicicia – 196cm wzrostu na rozegraniu to coś, co szkoleniowiec rottweilerów preferuje.

 

Dojrzałe ogóry cz. VIII

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK 25.08-01.09

Keanu Pinder – Legia Warszawa

Australijczyk uzupełnia strefę podkoszową Legii. Keanu Pinder został nowym silnym skrzydłowym wojskowych.

Silny skrzydłowy bez trójki, dredy, energia, wsady, bloki – PLK będzie miała swojego Kennetha Farieda. Pinder studiował na renomowanej uczelni Arizona, gdzie miał okazję grać z tegorocznym numerem 1 draftu NBA, Deandre Aytonem. 23-letni Australijczyk to boiskowy wulkan energii, gracz, który choćby braki rzutowe nadrabia zaangażowaniem i boiskową walką. W poprzednim sezonie notował ponad 2 punkty i 2 zbiórki w 10 minut spędzanych na boisku.

Idąc dalej za podobieństwem do Farieda, Pinder może też w ekstremalnie niskich ustawieniach pełnić rolę centra. Pewnie za często nie będziemy mieli okazji oglądać go w takiej roli, o ile w ogóle, ale ma predyspozycje do tego by parę minut z niższymi centrami sobie poradzić. Australijczyk to przeciwieństwo swojego partnera z pozycji numer cztery Michała Kołodzieja, który jest graczem operującym na obwodzie, dobrze rzucający za 3 i jeszcze dość słaby fizycznie.

Na pierwszy rzut oka Legia główne armaty ofensywne zgromadziła na obwodzie, a pod kosz sprowadziła solidnych wyrobników, którzy mają walczyć na deskach i nie pozwalać na łatwe punkty spod kosza. Pinder powinien być podstawową opcją na pozycji numer 4. Powinien, bo na silnym skrzydle paru kandydatów do minut oprócz niego jest. Kołodziej dał się poznać jako bardzo przydatny zawodnik, do tego jest Linowski i nowo pozyskany Nowerski, który większość minut spędzi pewnie na centrze, ale na czwórce w swojej karierze już grywał. Cały ta wyliczanka pokazuje jak duży wachlarz możliwości w swoim składzie zgromadził macedoński trener. Inną sprawą jest to, ilu z tych graczy poradzi sobie na poziomie PLK.

Tane Spasev przypomina szalonego naukowca i nie chodzi tu o jego show przy linii. W swoim laboratorium zgromadził sporo egzotycznych i zagadkowych nazwisk. Sezon pokaże, czy połączenie wszystkich menzurek w jedną całość wypali mu w twarz, czy też będziemy mówić o geniuszu Macedończyka.

Trey Davis – MKS Dąbrowa Górnicza

Amerykanin, który brylował na parkietach w G League, poprowadzi grę MKSu w najbliższym sezonie. Trey Davis w Dąbrowie!

57 punktów w G-League w jednym meczu, 19 punktów w NBA Summer League dla Boston Celtics. Nowy zawodnik MKSu robi wrażenie, bo trudno by nie było efektu WOW po takich liczbach. Dla Celtics byle kto nie gra, nawet jeśli to Liga Letnia. Davis ukończył uczelnię Massachusetts, gdzie w ostatnim roku zaliczał średnie na poziomie 18,7 punktu, 4,6 zbiórki i ponad 3 asyst w 34 minuty gry. Poprzedni sezon spędził w Maine Red Claws, które podlega pod bostońskich Celtów. 46 meczów, 25 minut, 16,6 punktu i 4,6 asyst – z taką linijką zakończył rozgrywki 2017/18. Dobry sezon przełożył się na zainteresowanie z NBA, jednak oprócz występów w Las Vegas nie udało się wywalczyć niczego więcej.

Davis to w teorii rozgrywający, jednak jest to przede wszystkim scorer, który wie jak zdobywa się punkty. Zawsze na boisku znajdzie się taki denerwujący typ, które niby jest mały, koślawo rzuca i do basketu nie pasuje, ale wszystko mu wychodzi. Taki właśnie jest nowy gracz MKSu, na którego powstrzymanie z ogromną starannością będą musiały podejść inne kluby Energa Basket Ligi.

Dla Davisa warunki w Dąbrowie będą idealne. Okazji do nabicia statystyk mnóstwo, jedyną konkurencją na jedynce jest debiutujący w PLK Kuba Kobel, a zatem o minuty Amerykanin łowienia być spokojny. Do tego w całym składzie na próżno szukać gracza, który oprócz Treya mógłby być liderem ataku MKSu, co z automatu wpycha go w dużą rolę. Jeśli z głową Davisa jest wszystko w porządku, to zdziwię się jeśli po tym sezonie nie wyląduje w lepszej lidze niż nasza.

Jacek Winnicki nie zawodzi. Po raz kolejny ściąga do swojej drużyny potencjalnie jedną z największych gwizd ligi, zawodnika, który w pojedynkę może poprowadzić MKS do zwycięstw. I tylko przypuszczalny bilans dąbrowian i ich niewielkie szanse na wysokie miejsce powstrzymują mnie od zaliczenia Davisa do grona faworytów wyścigu po nagrodę MVP.

Jedyne co może być zastawiające to to, jak tego kalibru gracz trafia do Dąbrowy. Możliwe, że graczy o podobnych warunkach fizycznych i umiejętnościach jest na pęczki, a posiadanie ich w drużynie często osłabia defensywę zespołową. Są też mniej optymistyczne scenariusze, ale jakoś jestem dziwnie spokojny, że Davis nie podzieli losu Luisa Montero.

Ian Baker – Trefl Sopot

Trefl w końcu znalazł upragnionego rozgrywajacego. Ian Baker poprowadzi grę sopocian w nadchodzących rozgrywkach.

Kolejny ciekawy rozgrywający, z bardzo dobrą karierą uniwersytecką, lecz po kontuzji trafia do PLK. Ian Baker ukończył uczelnie New Mexico State, by potem podpisać dwuletnią umowę z Partizanem Belgrad. Jak wiadomo, ekipa ze stolicy Serbii ogórkiem nie jest i nie sprowadza do siebie przypadkowych zawodników. Na nieszczęście Amerykanina doznał poważnej kontuzji przed sezonem (złamanie nogi) i kontrakt rozwiązano. Trefl to będzie dla niego debiut w Europie i kolejna szansa na rozpoczęcie kariery na starym kontynencie.

Baker w ostatnim roku na uczelni notował średnio 16,7 punktu i ponad 4 zbiórki i asysty w 33 minuty gry. W zeszłym sezonie próbował jeszcze wrócić do gry, załapał się do drużyny South Bay Lakers z G-League. Tam jednak jego notowania nie powalały na kolana – nieco ponad 7 minut i 2,5 punktu.

https://www.youtube.com/watch?v=SyjsiXB2S4E&t=98s

Partnerem Amerykanina na jedynce będzie Łukasz Kolenda.  Duet ten wydaje się być niezwykle mocny w ataku i dość mocno skoncentrowany na zdobywaniu punktów. Jeśli rozwój fizyczny nadziei polskiej koszykówki nadal będzie postępował, to nie wykluczone, że będziemy oglądać oby tych zawodników obok siebie na parkiecie.

Baker zamyka skład Trefla choć nie do końca jestem przekonany, że to koniec transferów w tym sezonie. Sopocianie przystąpią do zbliżających się rozgrywek z jednym centrem, który oczywiście jak na polską ligę jest bardzo dobry, ale czasem odpocząć musi. Wrzucanie Leończyka na piątkę może się powieść, ale tylko fragmentami, a Motylewski gwarancją jakości jak na razie nie jest. Jeśli w Ergo Arenie będą chcieliby ugościć Play Offy to bez wzmocnienia się raczej nie obejdzie.

Nowy nabytek Trefla to gracz z gatunku wysokiego ryzyka, ale również potencjalnie wysokiego zysku. Oby Baker upiekł coś ciekawego na naszych parkietach.

Daniel Szymkiewicz – BM Slam Stal Ostrów Wlkp.

Popularny Szymek dalej pod skrzydłami Wojciecha Kamińskiego, w tym tygodniu parafował roczną umowę ze Stalówką.

Daniel był nadzieją na rozgrywającego na miarę kadry Polski. Trochę ta reprezentacja odjechała ostatnimi czasy, po części przez problemy zdrowotne, które nie dawały spokoju 24-letniemu Polakowi. Szymkiewicz utknął w Rosie jako gracz z ławki, a kiedy przed poprzednim sezonem zdecydowano się na niego jako pierwszy wybór na tej pozycji, plan totalnie nie wypalił i do Radomia przyleciał Ryan Harrow. Polak zakończył sezon z Rosą na ćwierćfinale, a całe rozgrywki to średnie na poziomie 6,5 punktu, 3,6 zbiórki i 3 asyst w 20 minut gry.

Mocne i słabe strony Szymka są od lat dobrze znane. Dobre warunki fizyczne jak na pozycję numer 1 pozwalają mu z dużą agresywnością naciskać na rywali, ale także bronić pozycje wyżej, czy zmieniać krycie na zasłonach. W ataku to nadal gracz, który nie do końca ma wypracowane coś, w czym byłby bardzo dobry. Skuteczność za 3 poszła w górę, ale z gry to tylko niecałe 42%. Nieźle kozłuje, ale nie na tyle by być groźnym w grze 1 na 1, umie rozegrać akcje dwójkowe, ale nie na tyle dobrze by korzystać z tego często w trakcie meczu. Może to wszystko wina tego, że zawsze w ataku był opcją nr 3 i dalej, że Amerykanie przejmowali ofensywne posiadania Rosy dla siebie, a Daniel musiał chować się na słabej stronie.

fot. Andrzej Romański/EBL

W Stali sytuacja nie musi wcale ulec jakieś znaczącej zmianie. Szymkiewicz uzupełni pozycję numer 1 i minuty na rozegraniu dzielił będzie z Mike’iem Scottem, choć bardzo prawdopodobna jest też ich wspólna gra w pewnych fragmentach meczów. Walory strzeleckie Amerykanina pozwolą z powodzeniem występować jednocześnie na boisku obu tym zawodnikom, a Scott nie będzie potrzebował zawsze piłki w rękach.

Stal miała wyglądać niemrawo, miały być problemy i słaby skład, jednak dla wydaję mi się, że w Ostrowie mogą spokojnie patrzeć w przyszłość – Stalówka nie powinna obsunąć się drastycznie w tabeli. Po odejściu Kostrzewskiego, Surmacza, Łapety, czy Łukasiaka można było zadrżeć, czy prezes Matuszewski wraz z trenerem Kamiński zdołają zakontraktować równie wartościowych Polaków. Trzeba powiedzieć, że wyszło nie najgorzej – Szymkiewicz, Żołnierewicz, Nowakowski i Kowalenko to bardzo dobrzy zawodnicy, którzy mogą wypełnić lukę po srebrnych medalistach. Powrót Kinga i bardzo obiecujący rozgrywający dają nadzieję na walkę o jak najwyższe miejsce w Play Off i postraszenie faworytów w ćwierćfinale. A kto wie, może transfery w lutym i marcu pozwolą dopisać Stal do Superligi.

Ponowne małżeństwo Szymka z Kamykiem dziwi i zaskakuje. Nie raz można było odnieść wrażenie, że panów łączy dość szorstka relacja, która skończy się nieuniknionym rozwodem. Wszystko wskazuje na to, że zejście się było bardziej z rozsądku i braku innych opcji niż prawdziwej miłości.

Jordan Woodard – Legia Warszawa

Stołeczna Legia zamyka skład. Ostatnim elementem układanki został amerykański rozgrywający Jordan Woodard.

Woodard to absolwent uczelni Oklahoma, z którą wywalczył awans do Final Four turnieju finałowego w 2016 roku. Miał okazje gry u boku jednej z rewelacji tamtego sezonu NCAA – Buddy’ego Hielda, który został potem wybrany z wysokim numerem draftu NBA. Jordan występował w Oklahomie przez 4 lata, gdzie w ostatni roku wykręcił średnie na poziomie 14,5 punktu, 4,5 zbiórki i 3 asyst w 30 minut gry. Amerykanin z roku na rok coraz więcej rzucał za 3 punkty, by w sezonie 2016/17 dobić do poziomu ponad 5 prób na mecz i 36% w tym względzie.

Nie wątpliwie czerwoną flagą przy nazwisku Woodard jest zerwany ACL w lutym 2017. Od tamtej pory Jordanowi nie udało się wrócić to poważnego grania w koszykówkę. Trener Spasev po kilku treningach 22-latka w Warszawie zdecydował się, że warto zaryzykować i dać możliwość odbudowy Amerykaninowi.

Nowy rozgrywający Legii ma 183 centymetry wzrostu, ale jest graczem energicznym, który bez żadnego strachu szuka dla siebie miejsca do wjazdów pod kosz. Ostatnie dwa lata na uczelni to bardzo dobra skuteczność z dystansu i pokaz wszechstronności Woodarda. Jeśli w Warszawie uda mu się zaprezentować wszystko to, co w collegue’u, to kibice powinni mieć wiele okazji to oklaskiwania Amerykanina.

Najnowszy nabytek wojskowych powinien być kluczową postacią eLki. Duet czarnoskórych koszykarzy nie będzie musiał tak bardzo dominować ofensywnych posiadań jak para Beane-Collins, co przyniesie o wiele więcej korzyści niż zeszłoroczna sytuacja. Atak warszawiaków będzie oparty o wielu koszykarzy, co sprawi, że cała drużyna powinna być o wiele groźniejsza. Pierwsza piątka Legii wygląda naprawdę obiecująco, a zawodnicy w niej występujący są gwarancją wartościowych minut na parkietach PLK.

Legia aktualnie na obwodzie ma czterech graczy, którzy spokojnie mogliby grać w drużynach z górnej połówki ligi. Jeśli Soluade i Woodard okażą się celnymi strzałami to kibice w Warszawie wreszcie będą mogli cieszyć się ze zwycięstw swojej ekipy. Tane Spasev skompletował wiele znaków zapytania w swoim składzie, jednak dość mocno wieje pozytywami.

Trochę tych Jordanów nam do ligi w te lato napłynęło. Nie trzeba być Sherlockiem by powiązać ich daty urodzenia z okresem panowania Jego Powietrzności w Stanach i na całym świecie. Oby imiona i nazwiska nie były jedynymi namiastkami wielkiej koszykówki na parkietach Energa Basket Ligi.

Cleveland Melvin – MKS Dąbrowa Górnicza

Ostatni ruch przeprowadzony przez MKS. Do klubu dołącza amerykański skrzydłowy Cleveland Melvin.

Amerykanin ukończył uczelnie De Paul, gdzie przez 4 lata najniższym jego wynikiem było 14,3 punktu na mecz. Po podrzuceniu czapki do góry na rozdaniu dyplomów Melvin trochę podróżował, by przed poprzednim sezonem wylądować w Cibonie Zagrzeb. Linijka z gry dla klubu ze stolicy Chorwacji to średnio 24 minuty, ponad 11 punktów i niecałe 6 zbiórek. W rozgrywkach 2017/18 zaliczył również 6 meczów w izraelskim Hapoelu Galil Gilboa.

Melvin to wszechstronny gracz, o dobrych warunkach fizycznych pozwalających mu na grę na obu skrzydłach. Potrafi zagrać 1 na 1, rzucić za 3 i spenetrować w kierunku kosza. Również te warunki fizyczne pozwalają mu na bronienie kilku pozycji na boisku, co z pewnością okaże się bardzo cenne dla Jacka Winnickiego.

https://www.youtube.com/watch?v=g8q5MglRopU

Melvin przedstawiany jako czwórka, choć tak naprawdę na boisku może występować na obu skrzydłach. Przy Wojciechowskim i Gabińskim minut na PF za dużo nie będzie, więc pewnie Cleveland będzie także w dużej mierze wykorzystywany na trójce w parze z Bartłomiejem Wołoszynem.

MKS zakończył budowę składu dwoma Amerykanami, którzy powinni stanowić o sile tego zespołu. Może się okazać, że Melvin nie będzie grał w pierwszej piątce, co nie znaczy, że będzie mało istotny w taktyce trenera Winnickiego. To co działa na niekorzyść Amerykanina to fakt, że na SF i PF to pozycję na których występują najlepsi Polacy MKSu, którzy duże minuty będą mieli niejako z urzędu. Z drugiej strony, Melvin powinien być liderem rezerwowych i jednym z kandydatów do zgarnięcia tej nagrody na koniec sezonu.

Skład zamknięty, czy będą Play Offy? Ostatnie podpisy podbijają MKS do góry w power rankingach, ale chyba nie aż tak wysoko.

 

 

 

Dojrzałe ogóry cz. VII

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK 18.08-24.08.

Tauras Jogela – King Szczecin

Trener Budzinauskas najwyraźniej bardzo przyzwyczaja się do swoich graczy. Tauras Jogela rozegra w barwach Wilków Morskich kolejny sezon.

Jogela był trzecim strzelcem swojej ekipy z bardzo dobrym wynikiem 14,2 punktów i drugim graczem pod względem ilości rozegranych minut (trzecim w średniej, Medlock doszedł w trakcie sezonu). Do swojego dorobku statystycznego dokładał także 5 zbiórek i 1,4 asysty. Litwin to bardzo wszechstronny gracz, który potrafi zdobywać punkty na różne sposoby. Nie jest mu obca gra bliżej kosza, lubi również przymierzyć z dystansu (32% za 3).

W taktyce Budziauskasa Jogi był ustawiany na obu skrzydłach. Na trójce jest w stanie dominować fizycznie na rywalami niższymi od siebie i zdobywać na nich punkty bliżej obręczy, na czwórce może funkcjonować jak gracz rozciągający grę. W obu przypadkach Litwin nie jest dziurą w obronie, a drużyna wykazywała się dodatnim bilansem zarówno w NetRTG (9,6), jak i w plus minus (14). Postać Taurasa była bardzo ważnym ogniwem w ekipie Kinga i każda statystyka to potwierdza.

Podpis Jogeli to już 3 kontrakt z graczem z ojczyzny Sabonisa. Na szczęście można się spodziewać, że zaciąg rodaków trenera Metaxy podniesie poziom całej drużyny, a nie będzie tylko dodatkiem. Paliukenas z sezonu na sezonu jest coraz lepszy, Sajus już w Polpharmie wykazywał potencjał na jednego z najlepszych centrów ligi, a ma za sobą kolejny rok gry na Litwie i na końcu Jogi, który powinien być 2-3 opcją ofensywną i wraz z Pawłem Kikowskim stanowić podporę ataku Wilków Morskich.

Dla samego Taurasa pozostanie w Szczecinie jest opcją bezpieczną. Sprawdził się w tym otoczeniu, u tego trenera, w tej lidze i kolejny sezon może mu tylko pomóc w pościgu za kontraktem życia, który pewnie gdzieś w Europie na niego czeka.

Dla Kinga to również bezpieczny podpis. Wilki wydają się być faworytem w grupie pościgowej za Superligą. Zeszłoroczne 7 miejsce powinno zostać przez nich poprawione, a przy kolejnych dobrych ruchach kadrowych mogą się okazać bardzo niewygodnym przeciwnikiem dla każdego z TOP 4 ligi w potencjalnej serii.

Kolonia Bałtycka przybiera na sile. Jestem przekonany, że w Szczecinie będą ją lepiej wspominać, niż słynny już zaciąg brazylijski w piłkarskiej Pogoni.

Danilo Tasic – BM Slam Stal Ostrów Wlkp.

Pierwsze zagraniczne wzmocnienie Wicemistrzów Polski. Do drużyny trenera Kamińskiego dołącza Danilo Tasic.

25-letni Serb przychodzi do Ostrowa z cypryjskiego AEK Larnaca. Sezon na słonecznej wyspie skończył ze średnimi na poziomie ponad 13 punktów i 6,5 zbiórki w 27 minut gry. Tasic jest wszechstronnym podkoszowym, umie zdobywać punkty bliżej obręczy, ale także potrafi przymierzyć z dystansu. Atleta z niego żaden, ale bałkański spryt połączony z umiejętnościami może okazać się w zupełności wystarczający na polskie parkiety.

Tasic ma wszystko by być Igorem Zajcewem w taktyce Kamyka. Fiasko rozmów z Ukraińcem wymusiło na trenerze poszukiwania w innym kierunku. Na horyzoncie pojawił się Serb, a jego umiejętności przypadły do gustu szkoleniowcowi Stali. Wojciech Kamiński powinien doskonale wiedzieć w jaki sposób korzystać z Danilo. Domyślam się, że sporo minut spędzi na piątce, silne skrzydło już obstawione, a Tasic nie przychodzi tu by statystować.

Dla Stalówki posiadanie dwóch różnych graczy na środku to ogromny plus. King to zupełnie różni od siebie  gracz, któremu na boisku można powierzyć inne zadania jak Tasicowi. Profile tych zawodników pozwalają im także występować jednocześnie na boisku, co znacznie mogłoby poprawić zbiórkę, gdyby w danym momencie tego Stal potrzebowała.

Kamyk pomimo ograniczonego budżetu kontraktuje ciekawych zawodników. Może nie takich, którzy pociągną ostrowian do mistrzostwa, ale niejednemu przeciwnikowi na pewno dadzą się we znaki.

Mike Scott – BM Slam Stal Ostrów Wlkp.

Dzień po dniu dobra nowina w Ostrowie. Nowym boiskowym dowódcą Stalówki zostaje Mike Scott.

Jak do tej pory 25-letni Amerykanin w Europie grał na Litwie i w Chorwacji. Ostatni sezon spędził w Splicie, gdzie zaliczał 14 punktów i 5 zbiórek na mecz. Swoich sił również spróbował w Lidze Letniej NBA. Scott to nowoczesny typ guarda, umie zdobywać punkty, straszy rzutem z dystansu (powyżej 40%), ale też wie jak obsłużyć partnerów. Znając wytrawny nos trenera Kamińskiego, Mike może być jedną z najciekawszych postaci PLK.

Amerykanin nie uniknie porównań do Aarona Johnosona, mimo że to gracze o innej charakterystyce. Generał był skoncentrowany bardziej na uruchomieniu partnerów, lepiej podawał i mijał z nadświetlną prędkością, gorzej rzucał. Scott to bardziej bezpośrednie zagrożenie dla rywali. Wierzy w swój rzut, a warunki fizyczne pozwalają mu bardziej niż Johnsonowi na wbijanie się pod kosz. Za linia za 3 już tak łatwo odpuszczać go jak AJ nie można. Nie zdziwię się, jak to oj będzie najlepszym strzelcem drużyny.

Scott prawdopodobnie będzie grał ciężkie minuty. Etatowego rezerwowego na jedynce w Ostrowie już nie ma, a także jego następcy. Amerykanin ma predyspozycje ku temu by być czołowa jedynka linki, gdyby był Manager PLK, brałbym go w ciemno

Vladimir Mihailović – Anwil Włocławek

Czarnogórzec nowym zawodnikiem Anwilu Włocławek. Mihailović jest drugim obcokrajowcem ściągniętym na obwód Mistrza Polski.

Najświeższy nabytek rottweilerów ma 28 lat i zdążył już pograć w naprawdę przyzwoitych klubach. Wiele lat spędzonych w krajowym hegemonie – Buducnostcie, potem przenosiny do Niemiec i Belgii. Ostatni sezon do Mistrzostwo tego ostatniego kraju z Telenetem Ostende, gdzie notował liczby na poziomie 7,7 punktu, 2,8 asyst i 36% za 3 w 20 minut gry. Mihailović w swojej karierze wielokrotnie już występował w europejskich pucharach, zarówno w Eurocupie, jak i BCL, gdzie w zeszłym roku mierzył się ze Stelmetem. Do tej pory Czarnogórzec określany był jako uniwersalny obrońca, ale z mocniejszym wskazaniem na rzucającego. Piłka w rękach nie jest mu obca, potrafi rzucić, wbić się pod kosz, a także odrzucić po minięciu na obwód. Charakterystyka Mihailovicia wskazuje, że Anwil do swojej kolekcji dołożył kolejnego niezwykle uniwersalnego zawodnika.

Zadaniem Mihailovicia będzie pomoc na rozegraniu dla Kamila Łączyńskiego oraz przełożenie swojego pucharowego doświadczenia i umiejętności strzeleckich na grę drużyny. Ochrzczony jako Vladek, nowy nabytek Anwilu w swojej karierze głównie grał jako rzucający obrońca, jednak w niczym to nie przeszkadza Igorowi Miliciciowi. Chorwat widzi w każdym swoim graczu potencjalnego kreatora akcji i nie potrzebuje dwóch klasycznych rozgrywających. Gdyby nie przepis o 2PL, to nie wiem, czy w ogóle by się w takiego wyposażył. Schemat sprawdził się w poprzednich rozgrywkach i konsekwentnie będzie kontynuowany. Trener rottweilerów mówi na oficjalnej stronie klubu, że poszukiwał zawodnika powyżej 190 centymetrów wzrostu. Tak, Milicić znów to robi. Znów postawi las rąk w obronie, znów zobaczymy piątki z najniższym graczem 2,01 metra i znów dziesięć długich rąk w defensywie Anwilu będzie wywoływać popłoch w szeregach przeciwnika.

Skład włocławian posiada na ten moment 11 zawodników gotowych do rywalizacji w lidze i pucharach. Zbudowany zespół pozwala na konstruowanie 1538342 różnych piątek począwszy od grania wysoko po smallballowe ustawienia z Zyskowskim lub Kostrzewskim na czwórce. Nie ma w lidze chyba drugiego takiego kameleona, który potrafiłby przyjąć tak wiele kolorów. Oczywiście, zestaw rottweilerów ma również słabe punkty i pewne zagrożenia, ale nie sposób nie docenić progresu jaki poczyniła ta drużyna w stosunku do września 2017.

Shawn King – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

MVP sezonu 2016/17 wraca do PLK. Ponownie zagra dla Stali, z którą zdobył brązowy medal.

Amerykanin ma już 36 lat, jednak forma jaką prezentował w ostatnich sezonach pozwala wierzyć, że nadal będzie wartościowym zawodnikiem i jednym z liderów Stalówki. King to przede wszystkim maszynka do zbiórek, ale i gracz, który wie jak chronić dostęp do kosza. W ataku żyje z podań rozgrywającego, pozostawiony w izolacji jest zdecydowanie mniej groźny.

Ostatni sezon spędził w Sixt Pomorska, gdzie grał średnio 19 minut i zaliczał w tym czasie 8 zbiórek i 7 punktów. To spory spadek w każdym względzie w stosunku do roku spędzonego w Stali. Minuty o 8 w dół, zbiórki o 2, a punkty o 4. King już tak dominować nie będzie i nie udało się mu to także przed rokiem, a przecież liga, do której przeszedł aż tak wymagająca nie była.

MVP przyznane dla środkowego z USA to także w dużej części zasługa Aarona Johnsona. Amerykanie stworzyli duet, który był fundamentem sukcesu Stali w 2017 roku. Teraz Królowi partnerować będzie dopiero co pozyskany Mike Scott, który jest innym typem zawodnika niż poprzednik. Również zmienił się szkoleniowiec, który niekoniecznie musi widzieć Kinga w podobnej roli co Emil Rajković.

Z drugiej strony, Wojeciech Kamiński w swojej radomskiej przygodzie chyba nie miał tak dobrego defensywnie centra. Był Jackson, ale to gracz zupełnie inny, który też starzał się trochę brzydziej. Posiadanie takiego zawodnika jak Shawn na 5 to prawdziwy skarb i myślę, że to najlepsze rozwiązanie na jakie mógł sobie Wicemistrz Polski pozwolić.

Co ważne, King nie będzie osamotniony. Razem z nim minuty na centrze grać będzie Tasic, który nie wydaje się być graczem na 10 minut. Mniejsze minuty to większe prawdopodobieństwo efektywnej gry Amerykanina, a właśnie ta efektywność zaprowadziła go po najważniejsze wyróżnienie sezonu regularnego 2016/17.

Michał Nowakowski – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Złoty medalista z poprzedniego sezonu podpisał kontrakt z Wicemistrzem Polski. Michał Nowakowski w Stalówce.
Zeszłoroczna kampania mistrzowska z Anwilem to na pewno jeden z najlepszych momentów w karierze 30-letniego skrzydłowego. Misiek skończył sezon ze złotym medalem i statystykami na poziomie 7 punktów, 3,3 zbiórki w 18 minut gry. Znany jest z dobrego rzutu z dystansu, jednak do 40% w skuteczności za 3 nie dobił. Statystyki to jedno, ale zaangażowanie i serce zostawiane na parkiecie urzekły kibiców we Włocławku, więc pewnie i tych z Ostrowa oczarują.

Nowakowski rozegrał naprawdę przyzwoity sezon we Włocławku. Umiejscowienie tak jednowymiarowego zawodnika w składzie musi się wiązać z gotowy pomysłem na wykorzystanie go. Trzeba przyznać, że Miliciciowi się to udało. Świeżo upieczony Mistrz Polski nie zaliczy już gigantycznego progresu i nie zmieni stylu swojej gry. Nadal będzie strzelcem z pozycji numer 4 i nadal nic ponad to w ataku od niego wymagać nie powinniśmy.

W Ostrowie na silnym skrzydle Michał minutami podzieli się z Witalijem Kowalenko. To bardzo komfortowa sytuacja dla trenera, który będzie miał gwarancje jakościowego Polaka przez pełne 40 minut meczu. Pewnie wystąpią piątki z Kingiem i Tasiciem jednocześnie, jednak bólu głowy z paszportami być nie powinno.

Kamyk od wielu lat współpracował z Robertem Witką i jestem przekonany, że ma plan na Nowakowskiego. To bardzo podobni gracze, szczególnie pod koniec kariery Witki, kiedy stał się praktycznie tylko strzelcem dystansowym. Misiek powinien dawać te niecałe 2 trójki na mecz, co przy słabo rzucającym za 3 Żołnierewiczu może okazać się zbawienne dla spacingu ostrowian.

Stal sprowadziła hurtem zawodnikow na sezon 2018/19. Brakuje jeszcze graczy na obwód do uzupełnienia składu, jednak strefa podkoszowa wygląda na tyle obiecująco by wierzyć, że Stal będzie poważnym kandydatem w walce o bycie na czelu peletonu goniącego TOP4.

Brett Prahl – Polpharma Starogard Gdański

22-letni Amerykanin został nowym środkowym SKSu. Brett Prahl w przyszłym sezonie zadebiutuje na europejskich parkietach.

Prahl jest absolwentem uczelni Milwaukee, gdzie w ostatnim roku gry zaliczał średnio 9,4 punktu i 5 zbiórek w niecałe 30 minut gry. Brett wirtuozem ofensywy nie jest, potrafi wiele rzeczy, ale niekoniecznie wszystkie dobrze. Trójkę powoli dokłada, ale jak na razie raczkuje ta część jego arsenału. Biały, 206 centymetrowy środkowy rzadko kiedy jest tytanem defensywy, a na dodatek bilans 5 zbiórek w 3 kwarty też do najlepszych nie należy. Pozostaje liczyć, że trener Gronek wie w jaki sposób wykorzystać Prahla w swoim systemie gry.

Amerykanin rozpocznie swoją profesjonalną karierę w Polpharmie. Nie jest atletą, rzuca przeciętnie i naprawdę ciężko jest doszukać się cech, które pozwoliłby określić go jako materiał na wiodącą postać zespołu. Po zeszłorocznych transferach na pozycjach 4 i 5 aktualny zestaw nie prezentuje się najmocniej, jednak trzeba dać Arturowi Gronkowi możliwość popracowania z zespołem i ułożenia tego w całość.

Prahl jest drugim zagranicznym podkoszowym po Williamsie zatrudnionym prze tabletki. Wątpię by obaj znaleźli się w pierwszej piątce. Ich kariery uniwersyteckie nie powalają, a przy graczach obwodowych wyglądają wręcz słabo. Jeśli na Kociewiu myślą o czymś więcej niż dół tabeli, to kolejne wzmocnienia muszą być nieco lepsze.

Łukasz Majewski – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Kapitan zostaje na swojej łajbie. Łukasz Majewski kolejnym Polakiem podpisanym przez Stal.

Majewski to zawodnik, który z sezonu na sezon funkcjonuje w coraz to mniejszej roli. Ostatni rok w Stali to ograniczenie minut Łukasza. W taktyce Emila Rajkovicia stał się przede wszystkim strzelcem trzypunktowym wysyłanym do boju z ławki. Maja był kiedyś uznawany za dobrego defensora, teraz z tej obrony pozostały tylko faule taktyczne, zdziwienie po faulach, błaganie po faulach i przyznawanie się do fauli. Zeszłoroczna linijka to zaledwie 3 punkty w 15 minut spędzanych na parkiecie.

Po ostatnich zagranicznych wzmocnieniach nadszedł czas na uzupełnienie rotacji.Wcześniej w kontrakcie swój podpis złożył Michał Nowakowski, teraz umowę parafował Łukasz Majewski. Popularny Maja w dużej roli już pewnie występować nie będzie, a w PLK już nie na pewno nie powinien, jednak rzut za 3 oraz doświadczenie powinny być nadal ważnym dodatkiem do ekipy Wicemistrza Polski.

Na pozycjach 2-3, gdzie dla siebie minut szukać będzie Łukasz są już Chyliński i Żołnierewicz, którzy pewnie będą odgrywać kluczowe role w rotacji, a pewnie doczekamy się jeszcze kolejnego gracza zagranicznego. Drużyny Wojciecha Kamińskiego zawsze charakteryzował bardzo dobry strzelec na dwójce i myślę, że takiego zawodnika również teraz Stal poszukuje.

Kontrakt Majewskiego zawarto dosyć późno, choć raczej innych zainteresowanych nie było. Kapitan wsiadł na okręt, gdy jest już on prawie pełny, ale ważne, że jego stalówka powoli obiera kurs na górę tabeli.

Tajne listy #4

Rozmawiamy o Super Lidze, Stali Ostrów i Filipe Dylewiczu. Poprzednią część znajdziesz tu.

AD: Szkoda że Anwil nie ma jeszcze zbudowanego całego składu, bo byśmy inaczej pogadali, ale To-4 ligi w przyszłym sezonie, gdzie Prokom-Asseco-Arka jak na razie zastępuje Stal > Top-4 ligi zeszłego sezonu? Arka robi po cichu „hitowe” transfery (chociaż szkoda Emelogu), Pierniki budują skład z głową tak bardzo, że przebiłaby ona ścianę, z szaleńczym uśmiechem na ustach i tekstem „here is johnny!” a Anwil… Chociaż ciekawi mnie jak drużyny AA będą sobie radzić z grą na dwóch frontach.

JM: Jesteśmy na początku sierpnia, a najbliższy sezon już zapowiada się kozacko. Asseco/Arka wraca na koszykarskie salony. Reszta zespołów z czołówki też się zbroi. Ciężko jeszcze coś więcej powiedzieć o Anwilu, ale ściągnięcie Michalaka i Markovicia to dobre ruchy. Polski Cukier zrobił lekkie zmiany i póki co chyba o nich wiemy najwięcej. Swoją drogą drużyny z Super Ligi (Anwil, Asseco, Stelmet, Polski Cukier) sięgają po spore – jak na PLK – polskie nazwiska. Sokołowski w Stelmecie, Dylewicz w Asseco (w ostatnim sezonie pokazał, że ciągle ma paliwo w baku, nie starzeje się brzydko i podobno wg Synergy jest całkiem niezły w obronie bliżej kosza), wspomniany Michalak w Anwilu, Cel w Toruniu. Mamy dość mocną koncentrację polskich talentów w czołowych zespołach. Paweł Leończyk trochę psuje tę narrację swoim przejściem do Trefla, ale tak naprawdę na palach jednej ręki możemy policzyć pierwszorzędnych polskich zawodników, którzy rok temu byli w PLK a teraz nie ma ich w jednej z czołowych drużyn, o których wspomniałem. 

Super Liga będzie zdecydowanie lepsza niż top4 w poprzednim sezonie, a przecież jeszcze czekamy na ruchy Stali, która specjalnie nie oszczędza pieniędzy na zawodników. Tak naprawdę mogą wzmocnić się w drugiej połowie najbliższych rozgrywek, zaliczyć mocną końcówkę i będziemy się zastanawiali czy jednak nie liczyć ich jako kandydatów do medalu. Zagadką jest to o czym wspomniałeś – gra na dwa fronty. Janusz Jasiński w końcu jest zadowolony, bo wreszcie cała czołówka, z którą walczy o medale będzie miał długi sezon. I może się okazać, że ten nasz hajp trochę przyhamuję przez dłuższy sezon czołówki. Spojrzałem w kalendarz. Stelmet czeka minimum 26 meczów w VTB (ostatni 28.04), Asseco minimum 10 w EuroCupie (ostatni 19.12), a Anwil minimum 14 w BCL (05.02). PCT zaraz rozpocznie walkę w eliminacjach BCL co daje dodatkowe 6 meczów. Dłuższy terminarz może wpłynąć na brak przewagi parkietu w drugiej rundzie/finale dla jednej z drużyn grających w Europie. Jeżeli PCT nie przejdzie eliminacji to może powalczyć o wyższe miejsce w Energa Basket Lidze i 24-25 zwycięstw w sezonie regularnym może zapewnić im 1/2 miejsce. Nie bardzo wiem kogo Stal miałby wypchnąć z top4, ale już w pierwszej rundzie playoff możemy mieć ciekawe pojedynki, jeśli Stalówka dobije do poziomu Super Ligi.   

AD: Stal to rzeczywiście po raz kolejny może być czarnym koniem. Dwa poprzednie sezony rozkręcali się przez pierwsze trzy miesiące sezonu grając średnio-słabo, by po sylwestrowym kacu wrzucić bieg i wskoczyć do Top-3 sezonu zasadniczego. W tym przypadku ciekawi mnie zestaw polaków, bo patrząc teraz na roster Żołnierewicz, Chyliński, Kowalenko plus do tego możliwe podpisy na kwitach Szewczyka czy Majewskiego wrażenia nie robią i brakuje właśnie takiego podpisu jak w drużynach z Super Ligi – chociaż ja trochę wierzę w głośny wystrzał formy Żołnierza. Jakkolwiek umieściłbym drużynę z Ostrowa Wielkopolskiego w drugim trierze z Wilkami Morskimi i kimś tam jeszcze.

W momencie gdy piszę tego maila wiem o drużynie z Włocławka trochę więcej – do Anwilu dołączyli Likhodei oraz Montero i omójboże co to znowu będzie za długi i fizyczny skład: Łączyński i zapowiadany guard będą jedynymi graczami w rotacji niższymi niż 197 cm wzrostu. Igor Milicic znów to robi. Trochę problemu może stanowić jeden polski gracz podkoszowy i czy ci gracze zepną się w defensywną całość jak to było sezon temu, ale kto nie podejmuje ryzyka ten nie pije szampana na koniec sezonu. Wracając do dwóch nowych nabytków, rosjanin – który grał parę razy przeciwko Stelmetowi – wydaję mi się być podobnym ruchem jaki wykonała drużyna z Zielonej Góry w trakcie poprzedniego sezonu kontraktując Geceviciusa, dodając sobie wieloletnie doświadczenie na najwyższym europejskim poziomie. Reprezentant Dominikany z kolei wszedł w butach do przedpokoju NBA czyli G-League, zrobił nawet krok w stronę korytarza, ale że buty brudne to go woźna opieprzyła i tyle go było widać. Jakkolwiek ponad 20mpg w Summer League za darmo nie grał i zobaczymy co z nim będzie – trzeba poszukać ilu zawodników grających sezon wcześniej w G-League sprawdzało się w PLK. Poza tym odnoszę wrażenie, że kibice Anwilu z klapkami na oczach widzą w nowych graczach drugiego Almeide i Hosleya bo przecież Igor Milicic nie może się teraz mylić – jak jeden rok zupełnie zmienia perspektywę.

Dwa zdania a propos najstarszego obecnie zawodnika w lidze – Filip Dylewicz w zeszłym sezonie kręcił takie liczby, że naprawdę byłem w szoku, ba, spojrzeć na jego ostatnie 3 sezony to podziw dla gracza który robił to mając +35 lat. Grał jednak 30mpg które zostaną ucięte i pytanie czy będzie potrafił być efektywny w środowisku gdzie nie wszystko będzie się kręciło wokół niego. A i przecież debiut Coacha F w Europie będzie wyzwaniem i to się będzie oglądać – przynajmniej na początku jak i całą Super Ligę która po miesięcznym hajpie będzie zrównany z realiami PLK #predictions

JM: Tak, w 100% zgadzam się z tym co napisałeś a propos Stali. Warto wziąć pod uwagę kto jest trenerem Stali. Wojciech Kamiński to nie byle kto w PLK i po rozpoczęciu całej karuzeli transferowej zacząłem się zastanawiać, dlaczego nawet przez chwilę były trener Rosy nie był łączony z klubami z czołówki. To o czym wspominałeś jest kluczowe. Żołnierewicz, Chyliński, Kowalenko to trzech graczy na poziomie PLK, których de facto w ostatnich dwóch sezonach w Radomiu brakowało. Z całym szacunkiem dla tych zawodników, ale Kamiński miał do dyspozycji Sokołowskiego i 1.5 Polaka, który zapewniał dobrą jakość. Teraz już ma ich trzech do tego jest zainteresowanie Szewczykiem, Majewskim, Szymkiewiczem. Stal ma mieć mniejszy budżet ze względu na budowę hali, ale czy niższy niż Rosa w poprzednim sezonie? Stal nie będzie grała w nic-nie-znaczącym-pucharze-do-którego-musisz-dopłacać, nie będzie traciła siły i zdrowia na dalekie podróże po Europie, w której wygrałaby 30% spotkań. Stalówka może być liderem w lidze PLK B.

Rosyjski Aaron Cel to upgarde pod koszem w stosunku do poprzedniego sezonu. Kibice Anwilu kochają Igora Milicic, gdy ściąga przyszłe gwiazdy (Jelinek, Almeida), nienawidzą, gdy przytrafi się Tyler Haws. Klasyka. Jak obstawiasz kto będzie największym bustem w Super Lidze. Montero będzie lepszy niż Almeida?

Ha! Który to będzie już sezon Filipa Dylewicza w PLK? 21? I ciągle wrzucony do składu, gdzieś tam ze środka tabeli wygląda jak „daj mi tę piłkę dzieciaku, pokaże ci jak się gra w koszykówkę”. Ilu graczy, którzy przewinęli się przez PLK w tym wieku byłoby w stanie być 1-2 opcją w ataku drużyny na granicy playoffów mając 38 lat? Pewnie policzylibyśmy ich na palcach jednej ręki. Teoretycznie im mniej minut i rzutów tym skuteczność powinna być lepsza i warto podkreślić, że tak jak w przypadku Sokołowskiego Dylewicz pierwszy raz od 4-5 lat będzie miał wokół siebie zdecydowanie lepszych zawodników z większym gravity. Powinno być łatwiej.

Ten sezon jeszcze się nie rozpoczął, a już wygląda strasznie kozacko. Hype.

Ciąg dalszy nastąpił.

Dojrzałe ogóry cz. V

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK 4.08-10.08

Aktualne składy PLK

Robert Upshaw – Asseco Gdynia

Ostatnie już wzmocnienie nadmorskiego klubu. Amerykański środkowy Robert Upshaw dołącza do Asseco.

Mierzący 213 centymetrów center to gracz, który ma za sobą 4 mecze w barwach Los Angeles Lakers i to nie w Lidze Letniej, ale już w preseason. Było blisko. Upshaw już w college’u jawił się jako gracz z potencjałem na wtargnięcie do Ligi. Duże rozmiary, spory zasięg rąk, monstrualna ilość rozdawanych bloków na uczelni – 4,5 na mecz, sprawiały, że Amerykanin znajdował się na radarze skautów drużyn NBA. Jeszcze kilka lat temu trwały intensywne poszukiwania centrów w typie obrońcy obręczy, który w ataku za dużo nie musiał umieć oprócz wpakowania piłki do kosza. Można sądzić, że jeśli z nastawieniem i głową Roberta byłoby wszystko w porządku, to utrzymałby się na dłużej w najlepszej lidze świata.

Kariera Upshawa skierowała go za granicę. Ostatni sezon spędził w lidze libańskiej reprezentując drużynę Champiville. Ponad 30 minut na mecz, prawie 8 zbiórek, 2 bloki i 13,4 punktu to linijka na koniec rozgrywek 2017/18. W Libanie grali już zawodnicy znani z PLK, którzy potrafili lepiej, chociażby Ater Majok.

Robert Upshaw to zawodnik mogący potencjalnie zdominować strefę podkoszową PLK jednocześnie niosący za sobą duże ryzyko. Niestety, jest postacią znaną nie tylko ze świetnych zagrań na boisku. Problemy z prawem, narkotykami to tylko pierwsze z brzegu rzeczy, jakie można mu wyciągnąć. Nie ma sensu go teraz dyskredytować, kiedy nawet się w Polsce jeszcze nie zjawił, ale w Gdyni będą musieli dosyć mocno uważać na pozaboiskowe poczynania swojego nowego wielkoluda.

No dobra, nie śmieszkujmy.

Asseco pod koszem to prawdziwa ściana. Na drodze atakujących kosz zawsze będzie ktoś z dwójki wieżowców – Adaś albo Robuś. Obaj gracze to giganci brylujący w blokach, dorzucając do tego Dariusza Wykę, który w poprzednim sezonie rozdawał średnio 1,7 bloku na mecz, otrzymujemy zestaw środkowych w typie Marcina Możdżonka, którzy raz po raz będą wbijać gwoździe przeciwnej drużynie.

Z pewnością należy docenić to, co udało się stworzyć w Gdyni. Na pierwszy rzut oka pieniądze wydane mądrze, skład mogący z powodzeniem walczyć o najwyższe krajowe laury oraz o zwycięstwa w EuroCupie. Przemysław Frasunkiewicz przyzwoitymi sezonami na ławce trenerskiej i pracy przy U20 wyrobił sobie opinię jednego z najbardziej obiecujących trenerów młodego pokolenia. Oczekiwania, pogodzenie ambicji zawodników, duża ilość spotkań, głowa Upshawa, to wszystko spadnie teraz na jego barki. Podoła, czy nie? To chyba największy znak zapytania stawiany w przypadku odradzającej się nadmorskiej potęgi.

Albert Owens – Spójnia Stargard

Pierwsza twarz z zagranicy w Stargardzie. Kolejny amerykański zawodnik, który zaraz po college’u trafia na polskie parkiety.

Owens to 206 centymetrowy środkowy, absolwent uczelni Oral Roberts z Oklahomy. Rozegrał w jej barwach 4 sezony. Ostatni rok to statystyki na poziomie 24 minut, 11 punktów i 4 zbiórek, ale nie był to jego najlepszy sezon na uniwersyteckich parkietach. Trzeci rok na uczelni to zdecydowanie największa porcja minut jaką otrzymał – 31 na mecz, co przełożyło się na 17,4 punktu i 5,5 zbiórki.  Owensa najczęściej można spotkać w grze tyłem do kosza. Ciężki (117kg), silny, potrafiący upchnąć się pod obręczą. Nie spodziewałbym się wielu punktów z jego strony zdobytych spoza pola 3 sekund. Warto też zwrócić uwagę, że jak na minuty, które grał na uczelni to kolumna zbiórek nie jest powalająca. Ciekawe, jak poradzi sobie w tym względzie w naszej lidze, gdzie akurat pod koszem doszło wielu mocnych zawodników.

W Stargardzie z kompletowaniem składu się do tej pory nie spieszyli. Może to i rozsądna taktyka, ubiegłoroczny beniaminek pokazał, że należy do wyborów personalnych podejść z odpowiednią cierpliwością, by się potem nie zbłaźnić. Zestaw polski praktycznie niezmieniony, za Czujkowskiego przychodzi Pamuła,, choć to nie do końca zmiana 1 do 1. Taka sytuacja już niesie za sobą pewne ryzyko zderzenia się z poziomem PLK. Odpowiedni zestaw zawodników zagranicznych w dużym stopniu powinien pomóc całej drużynie funkcjonować na najwyższym szczeblu.

Owens pod koszami Energa Basket Ligi będzie miał nie byle jakich przeciwników. Nawet Legia, czy GTK ściągnęli interesujących zawodników na pozycję centra. Do tego kluby z TOP4, gdzie za rywali będzie miał Hassella, Sobina, Łapetę, Upshawa, Mbodja… Niezłe masowanko się szykuje.

Rashun Davis – Polpharma Starogard Gdański

Nowy rozgrywający na Kociewiu. Absolwent uczelni Radford to pierwszy z zagranicznych nabytków drużyny prowadzonej przez Artura Gronka.

Davis spędził w college’u 4 lata. Ostatni rok gry (2015/16) to bardzo duża rola nowego rozgrywającego Polpharmy. Średnio 31 minut spędzanych na parkiecie, ponad 14 punktów, blisko 5 asyst i 3 zbiórki. Po karierze uniwersyteckiej Davis przeniósł się na stary kontynent i wybrał grę w lidze słowackiej. Poprzedni sezon to z kolei liga słoweńska i występy dla Rogaska Crystal. 33 rozegrane spotkania i statystyki niemal identyczne, jak na końcu przygody w Radford. Ctrl+C, Ctrl+V.

Rashun to gracz filigranowy (180 cm), ale niezwykle szybki i dynamiczny, co jest charakterystyczne dla Amerykanów tej postury. Potrafi zdobywać dużo punktów, nie boi się odpowiedzialności i bardzo mocno wierzy w swój rzut.

Davis powinien być podstawową jedynką na Kociewiu. Jego zmiennikiem będzie Paweł Dzierżak i tak będzie wyglądała rotacja na rozegraniu Polpharmy. Amerykanin może być jednym z najważniejszych ogniw swojej drużyny, to od niego będzie zależał cały atak SKSu. Mając za plecami niedoświadczonego zmiennika czekają go najprawdopodobniej duże minuty, a co za tym idzie rubryki w statystykach będą puchły. Nie tylko asysty, ale myślę, że przede wszystkim punkty to kolumna, w której będzie przewodzić swojej drużynie.

Jak na razie skład Polpharmy to wiele dziur. Pod koszem mamy sporą plaże. Przydałoby się też wzmocnić nieco polską rotacje, która na tę chwilę wygląda mało porywająco.

Robert Lowery – Polski Cukier Toruń

Pierwsza nowa twarz w szeregach Twardych Pierników. Zawodnikiem torunian został 30-letni Amerykanin, Robert Lowery.

Dj Thompson Lowery to gracz obwodowy, mierzy 190 centymetrów wzrostu i najczęściej pełnił rolę rozgrywającego. Dobre warunki fizyczne połączone z obroną, za która jest chwalony powodują, że może być również wykorzystywany w grze obok drugiego rozgrywającego na parkiecie. Amerykanin to absolwent uczelni Dayton, który ma za sobą już dość bogatą karierę europejską. Miał okazję występować w EuroCupowej Albie Berlin oraz w drużynach uczestniczących w lidze VTB – VEF Ryga i Astanie. Szczególnie sezon w stolicy Kazachstanu to imponujące statystyki  na tle nie byle jakich rywali. 29 minut średnio na mecz, a w tym czasie ponad 14 punktów, 4 asysty i prawie 2 przechwyty to linijka Lowerego z tych rozgrywek. Poprzedni sezon to gra dla tureckiego Antalya BSB. Tam statystyki poszły jeszcze w górę – 33 minuty, 16,7 punktu, 5,8 asysty i 5,3 zbiórki. I niech nie zwiedzie Cię, że to nie najwyższy szczebel rozgrywek w Turcji. 2 liga turecka to na pewno bogatsza liga niż polska, co do poziomu to kłócić się można, ale na pewno nie jest tak, że jest jakaś wielka dysproporcja. Po Starksie, który przychodzi do Stelemtu, to drugi transfer właśnie z tej ligi. Który okaże się lepszy na polskim podwórku?

Twarde Pierniki już w tym tygodniu wystartowały z przygotowaniami do nowego sezonu. Eliminacje do Basketball Champions League wymusiły delikatny pośpiech przy budowaniu drużyny i rozpoczęciu zajęć. Stabilizacja składu działa na pewno na korzyść toruńskiej ekipy, jednak tak jak w poprzednich latach czołową rolę pełnił będzie amerykański gwiazdor, który co roku jest inny. Za drużynę w tym sezonie będzie w dużej mierze odpowiedzialny Robert Lowery. Polski Cukier składu jeszcze nie zamyka, należy się spodziewać kolejnego wzmocnienia. Żeby realnie myśleć o przejściu kolejnych rywali w eliminacjach Ligi Mistrzów Pierniki potrzebują jeszcze jednego gracza robiącego różnicę, a nie tylko uzupełnienia składu.

https://www.youtube.com/watch?v=k9gaUUUW4rE

Zeszłorocznym koniem pociągowym ekipy Dejana Mihevca był Glenn Cosey. Amerykanin to gracz, który potrafił w pojedynkę odwrócić losy spotkania. Niezwykła pewność siebie połączona z umiejętnościami koszykarskimi pomogła mu stać się liderem brązowych medalistów. Teraz w jego miejsce przychodzi jego rodak, Lowery, który papiery na bycie gwiazdą ma jeszcze lepsze niż poprzednik. Jeśli rzeczywiście ilość talentu i umiejętności Amerykanina jest wprost proporcjonalna do długości jego włosów to szybko zapomnimy o popisach Coseya.

Patryk Nowerski – Legia Warszawa

Legia Warszawa dodaje kolejnego Polaka pod kosz. Grający ostatnio w niższych klasach rozgrywkowych Patryk Nowerski związał się ze stołecznym klubem kontraktem na nadchodzący sezon.

Nowerski od 5 lat gra na parkietach I ligi, a ostatni sezon spędził w Pogoni Prudnik. Jego statystyki za ostatni rok to średnio 16,3 minuty,  8,3 punktu i 4,6 zbiórki. Polak to gracz wysoki, mierzy 206 centymetrów i może występować na obu pozycjach podkoszowych. Za 3 nie rzuca, operuje bliżej obręczy, gdzie korzysta ze swojej siły i rozmiarów.

Nowerski powinien w Legii otrzymywać minuty zarówno na centrze jak i na czwórce. Niepodważalną postacią w rotacji będzie Patiejew, ale już z innymi można konkurować. Tane Spasev na pewno ma jakiś pomysł w głowie, w jaki sposób wykorzystać Polaka. Pytanie tylko, czy umiejętności Patryka wystarczą na ekstraklasę.

Legia po dużych transferach Polaków – Kowalczyku i Karolaku, stara się uzupełnić skład zawodnikami aspirującymi do gry na poziomie PLK. Nie są to starzy wyjadacze, a raczej koszykarze dopiero rozpoczynający swoją przygodę z PLK. Młodość, ambicja i zaangażowanie to z pewnością rzeczy, które powinny wyróżniać tę grupę. Po zeszłorocznym składzie opartym na graczach doświadczonych nastała rewolucja. Czy dowództwo Tane Spaseva okaże się na tyle skuteczne by poprowadzić wojskowych do zwycięstw?

Tre Bussey – Polpharma Starogard Gdański

Dzień po dniu w Starogardzie mamy ogłoszenie kontraktu. Obwód zostaje wzmocniony kolejnym graczem. Tym razem do ekipy Artura Gronka trafia 26-letni rzucający obrońca Tre Bussey.

Amerykanin to absolwent uczelni Georgia Southern. Po ukończeniu studiów Tre próbował swoich sił w G League, na Bałkanach, na Cyprze, a ostatni rok spędził w niemieckiej BBl. We wszystkich miejscach oprócz Eisbaren Bremerhaven z ligi niemieckiej grał bardzo dużo, około 35 minut na mecz. Poprzedni sezon w Bundeslidze to ucięcie minut o połowę. Bardziej wymagająca liga, lepszy zespół to i trudniej o tak duża rolę jak w latach poprzednich. W niemieckim zespole Bussey na parkiecie przebywał średnio 17,4 minuty i zdobywał ponad 5 punktów.

Bussey to bardzo ciekawy zawodnik. Leworęczny, dynamiczny obrońca, który doskonale czuje się z piłką w rękach. potrafi zrobić sobie samemu miejsce do rzutu, kiedy ma tylko okazje gra 1 na 1 i wykorzystuje swoje umiejętności do minięcia rywala lub wyprowadzenia go z pozycji obronnej. Podpatrzył Jamesa Hardena i wali step back tróje jak brodacz.

Tre z Davisem są w stanie stworzyć bardzo mocny duet obwodowy. 30 punktów na mecz od nich dwóch? Stawiam w ciemno. Z drugiej strony istnieje taka możliwość, że dwaj Amerykanie zdominują za bardzo swoją drużynę. Jestem w stanie sobie wyobrazić zawrotne ilości rzutów jakie będą wykonywać. Nie ma wątpliwości, że statystyki będą nabijać, ale czy pójdą z tym w parze kolejne zwycięstwa Polpharmy?

Patrząc na skład SKSu to więcej miejsca na obwodzie nie widać. Dwóch Amerykanów, Dzierżak, Davis, Gołębiowski, dochodzi jeszcze Bartosz Jankowski. Na 3/4 mamy także Młynarskiego, który będzie czołową postacią polskiej rotacji. Najbliższe dni to wzmożona praca nad kontraktami graczy podkoszowych.

Mateusz Szlachetka i Daniel Dawdo – GTK Gliwice

Chłopaki ogłoszeni hurtem, to i my rozpatrzymy ich razem. GTK zamyka skład dokładając do drużyny dwóch gracz urodzonych w 1999 roku.

Mateusz Szlachetka uzupełni pozycję rozgrywającego drużyny z Zagłębia z górnego Śląska. Poprzedni sezon spędził w SMS Władysławowo grającym w II lidze. Grał po 30 minut, zaliczał ponad 16 punktów i 5,5 asysty. Co ważne, trafiał za 3 punkty powyżej 40%, a w sumie rzutów oddał aż 105.

Daniel Dowdo podobnie jak Szlachetka ukończył nadmorską Szkołę Mistrzostwa Sportowego. Gra w II lidze to jednak nie tak dobre występy jak nieco niższego kolegi opisanego powyżej. Na parkiecie średnio przebywał 13,5 minuty zdobywając w tym czasie 3,5 punktu i 1,7 zbiórki. Przeskok z II ligi do ekstraklasy na pewno będzie ciężki, ale Gliwice wydają się dobrym miejscem na postawienie takiego kroku.

GTK trochę cierpi na niedostatek ogranych ligowców. Braki w tym względzie będzie starało się nadrobić zaangażowaniem i ambicją zawodników jeszcze stosunkowo młodych, którzy chcą na stałe wywalczyć sobie miejsce w ekstraklasie. Kiwilsza, Radwański, nawet Słupiński i Robak, a teraz także Szlachetka i Dawdo to gracze wciąż przed szczytem swoich karier. Minuty w  Gliwicach mogą w dużym stopniu pomóc im w rozwoju i polepszeniu swoich umiejętności. Odpowiedzialność za wygląd drużyny  spadnie na graczy zagranicznych, jednak z uwagi na przepis o 2 Polakach parę minut każdy z tych chłopaków może sobie wyrwać.

Jalen Hayes – Spójnia Stargard

Drugi obcokrajowiec zatrudniony przez Spójnie. Debiutujący w Europie i profesjonalnej koszykówce Jalen Hayes został nowym koszykarzem stargardzkiej drużyny.

Absolwent i jeden z liderów uczelni Oakland, mający nieco ponad 2 metry Amerykanin to jeden z kandydatów na gwiazdę beniaminka PLK. Przez trzy ostatnie sezony grał dla swojego uniwersytetu ponad 30 minut na mecz, konsekwentnie podnosił średnią punktową, która na koniec ubiegłych rozgrywek wynosiła niecałe 19 punktów. Hayes to zawodnik leworęczny, w dużej mierze operujący bliżej kosza. Zbierał ponad 8 piłek na spotkanie i w taktyce przeważnie ustawiany był na silnym skrzydle.

https://www.youtube.com/watch?v=YS__Ybbf1R4

Amerykanin za partnera pod koszem będzie miał kolegę zza oceanu. Powinni stworzyć ciekawy duet, jednak problemem, jakiego bym się tu doszukiwał, jest brak rzutu u obu graczy. Spójnia musi tę dwójkę otoczyć dobrymi strzelcami by spacing jakoś przetrwał. Ściągnięcie do Stargardu Piotrka Pamuły powinno w dużym stopniu ułatwić tę sprawę.

Hayes to gracz, który bardziej wygląda na lidera niż Owens, lidera pod względem punktowym. Amerykanie na pewno będą odpowiedzialni za wydajność ofensywy Spójni, ale i za zabezpieczeni deski. Czy wystarczy im umiejętności na warunki PLK by to osiągnąć? Czas pokaże, na pewno bardziej przemawia do mnie transfer skrzydłowego. Takich zawodników jak Hayes potrzeba tej ekipie, by powalczyć o minięcie w ligowej tabeli zespołów na podobnym poziomie.

Walerij Lichodej – Anwil Włocławek

Nie karabin AK-47, a WL-11 trafia do Włocławka. Doświadczony Rosjanin uzupełni rotację na silnym skrzydle w zespole Mistrza Polski.

Lichodej przez większość kariery grał w swojej ojczyźnie. Bronił barw takich drużyn jak: Khimki, Unics Kazań, czy Lokomotiv Kubań. Oprócz ligi rosyjskiej i VTB grał także w EuroChallenge, EuroCup (zwycięstwo z Lokomotivem), FIBA Europe Cup oraz Eurolidze. Ostatni rok to gra dla litewskiego Nevezis Kiejdany i włoskiego Betaland Capo d’Orlando (były klub Jakuba Wojciechowskiego). Walerij znany jest przede wszystkim z bardzo dobrej skuteczności za 3 punkty.  Przez całą karierę Rosjanin bardzo rzadko schodził poniżej 40% w tym względzie. Sumarycznie poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 12 punktów, 5 zbiórek i 2 asyst w 28 minut gry.

Lichodej kreowany jest trochę na specjalistę tylko w jednym względzie i zawodnika jednowymiarowego, jednak ciężko przypuszczać, by zaszedł tak wysoko umiejąc tylko i wyłącznie rzucać. Świeży rottweiler to bardzo inteligentny gracz, na którego umiejętności czytania gry i inteligentengo ustawiania się w ataku liczy bardzo mocno Igor Milicić.

Anwil tego lata celował w Cela, ale skończył z Celem w wersji rosyjskiej. Lichodej stylem gry mocno przypomina Francuza z polskim paszportem. Igor Milicić przyzwyczaił do strategii budowania składu, w której na czwórce biega gracz bardzo dobrze czujący się 675 centymetrów od kosza i dalej. Transfer Walerijego to ważny dodatek do drużyny. Gracz o profilu, jakiego Anwilowi brakowało. Lichodej przede wszystkim rozciągnie grę, zrobi się więcej miejsca dla gry 1 na 1 Sobina, ale i penetracji, czy ścięć z obwodu. Tak dobrze rzucający za 3 punkty gracz zatuszuje też pewne braki w tym względzie Kostrzewskiego kiedy razem będą na parkiecie. Co więcej, mając przed sobą perspektywę gry w BCL włocławianie dodają do składu gracz, który w niejednych pucharach już występował. Swoim doświadczeniem na pewno wspomoże debiutujący w tych rozgrywkach zespół i doda odpowiedniego spokoju na boisku.

Nowy nabytek Anwilu nie należy do graczy, którzy porwą publiczność i będą niezwykle efektowni. Jednak w przypadku Lichodeja najważniejsza będzie efektywność, a tego możemy się po nim zdecydowanie spodziewać.

Jakub Sadowski – Legia Warszawa

Zaledwie 17-letni podkoszowy, Jakub Sadowski, podpisał zawodowy kontrakt z Legią Warszawa i zostanie włączony do pierwszej drużyny na sezon 2018/19.

Kuba to wychowanek Legii. Ostatni sezon rozegrał w jej barwach w II-ligowych rezerwach klubu. Notował tam średnio 4 punkty i 4,6 zbiórki w 17 minut gry.

Sadowski to inwestycja w przyszłość. Będzie występował w drużynie juniorskiej łącząc to ze swoimi obowiązkami przy pierwszej drużynie. W ekstraklasie powinien zadebiutować, jednak jego rola najpewniej ograniczy się do minut w końcówkach rozstrzygniętych meczów.

Legia ma już w składzie 11 zawodników. Brakuje ostatniego zagranicznego wzmocnienia na obwód. W poprzednich tygodniach dało się usłyszeć o amerykańskim rozgrywającym, jak będzie naprawdę, to okaże się w kolejnych dniach.

Luis Montero – Anwil Włocławek

Włocławek nie doczekał się przedłużenia kontraktu z Ivanem Almeidą. W zaciszu klubowych gabinetów trwały poszukiwania jego zastępcy. Żeby nie ułatwiać sobie zdania, tak jak rok temu, Milicić rozłożył przed sobą wielką mapę, zawiązał przepaskę na oczach i zaczął się obracać. Kiedy asystent trenera, Marcin Woźniak, powiedział stop, Milicić wycelował długopis. Tym razem  padło na Dominikanę.

Montero ma za sobą debiut na parkietach najlepszej ligi świata. Rozegrał w sumie tylko 14 spotkań (dla Blazers i Pistons), ale zdjęcie z Andre Drummondem zdążył wrzucić. Większość swojej jeszcze niezbyt długiej kariery (25 lat) spędził na zapleczu NBA. Próbował także swoich sił w ligach letnich NBA (Portland, Sacramento, Dallas) i grał w reprezentacji swojego kraju. Ostatni sezon to gra w G League dla Grand Rapids Drive oraz Reno Bighorns i średnie na poziomie 10.5 pkt., 6.9 zb. i 2.4 ast.

Nie da się mówić o nowym nabytku Anwilu bez odniesienia się do postaci Ivana Almeidy. To w jego buty będzie musiał wejść i to do niego będzie porównywany przez kibiców. Zaczynając od samej postury, to są niemal identyczni. Dominikańczyk jest ciut większy, ale także szczupły i podobnej karnacji. Tak samo jak Alemida lubi nosić krótsze spodenki, by podkreślić długość swoich dolnych odnóży. Co do koszykarskich aspektów to na pewno Kabowerdeńczyk był dużo bardziej efektowny. Nie przepuszczał okazji na załadowanie z góry, czy posłanie piłki w drugi rząd trybun po bloku na drugim piętrze. Montero wydaje się być lepszym shooterem, graczem bazującym bardziej na umiejętności czytania gry i boiskowym IQ niż atletyzmie. Dużo na boisku widzi, umie odegrać, a także mocno pomaga na zbiórce.

Anwil skompletował już zestaw gracz na pozycje 2 i 3. W wyjściowym ustawieniu pewnie zobaczymy Michalaka z Montero, choć Igor Milicić przyzwyczaił do sporej rotacji. Transfer Dominikańczyka dodaje na obwód Anwilu rozmiaru, zasięgu ramion, które są niezbędne w preferowanej przez Chorwata obronie. W ataku możliwe, że będzie wolnym elektronem. Zawodnikiem z piłką w rękach lub czekającym na podanie, rozgrywającym akcje dwójkowe i kończącym szybkie ataki. Wachlarz możliwości nowego nabytku rottweilerów jest naprawdę duży. To typ gracza, który u MIlicicia w poprzednich sezonach był gwiazdą i tego też należy się teraz spodziewać.

Podpis Montero to jednak nie tylko ochy i achy, ale także wątpliwości. Pierwszy sezon w Europie, od razu w BCL i w drużynie grającej skomplikowany taktycznie basket. To spore wyzwanie dla Luisa, ale też i ogromna szansa na bilet do wielkiej koszykówki. Jego poprzednik taki bilet dostał i to w pierwszej klasie.

Anthony Hickey – Spójnia Stargard

Powrót do PLK. Amerykański rozgrywający Anthony Hickey podpisał kontrakt z beniaminkiem Energa Basket Ligi.

Amerykanina możemy pamiętać z polskich parkietów, grał dla Asseco Gdynia w sezonie 2015/16. Dzielił jeszcze wtedy szatnie z dzisiejszym trenrem Arki, Przemysławem Frasunkiewiczem, czy Filipem Matczakiem. Hickey zakończył polską przygodę statystykami na poziomie 14 punktów, niecałych 3 asyst, 3,5 zbiórki w 31 minut gry. Ostatni sezon to gra na Cyprze dla Enosis Neon Paralimni i linijka na poziomie 19 punktów, 5 zbiórek i 4,5 asysty w 35 minut gry. Liga raczej nie z tych wymagających (do polski przychodził stamtąd np. Toney McCray), ale statystyki na tak dominującym poziomie świadczą, że Hickey utrzymuje dobrą dyspozycje. Odwiecznym kłopotem w jego przypadku był rzut za 3 punkty, który plasuje się gdzieś w okolicach 30%, jednak braki dystansowe nadrabia szybkością, która pozwala na ekspresowe mijanie rywali.

W jednym tygodniu udało się włodarzom ze Stargardu sprowadzić trzech Amerykanów. Dwaj podkoszowi dopiero zadebiutują w Europie, natomiast Hickey to zawodnik mimo młodego wieku już ograny. Sprawdził się w PLK, grał w Grecji, błyszczał na Cyprze, nic nie stoi na przeszkodzie by znów czarował na polskich parkietach. Amerykanin to naturalny kandydat na lidera drużyny, gracza na 14 punktów, 6 asyst i 4 zbiórki w meczu.

Pozycja nr 1 w Spójni zabezpieczona. Za Hickeyem będzie grał Bręk, który wraca do PLK po sezonie rozłąki. To solidny zestaw jak na beniaminka, szczególnie postać dopiero co podpisanego Amerykanina powinna dać wiele dobrego drużynie.

Spójnia jest na finiszu kompletowania drużyny. Transfery zrobione w tym tygodniu mogą się podobać. To, że Hickey będzie dobry to wiemy, dużo ciekawszą sprawą jest postawa dwójki graczy podkoszowych zza oceanu.

Sam Dower – MKS Dąbrowa Górnicza

Środkowy znany z występów w PLK ponownie związał swój los z klubem z Dąbrowy Górniczej. 27-letni Sam Dower został graczem MKSu.

Dower ma 206 centymetrów wzrostu i występuje na pozycji centra. MKS sięgnął po niego w 2015 roku, a Amerykanin rozegrał dla klubu 19 spotkań. Kontuzja kolana wykluczyła go z dalszej części sezonu. Dower przedłużył kontrakt z Dąbrową, jednak w momencie, gdy miał się stawić przed sezonem okazało się, że nie jest nadal zdrowy. Od tego czasy Amerykanin leczył się i dochodził do pełni sprawności. Statystyki z sezonu w Polsce to 13 punktów i 6 zbiórek w 25 minut gry.

Dower to gracz, który nie tylko przebywa w bezpośrednim sąsiedztwie obręczy, ale także umie przymierzyć zza łuku. Sezon 2015/16 zakończył z wynikiem 38 %, co jak na gracza wysokiego jest bardzo dobry, wynikiem. Jeśli będzie zdrowy powinien być solidnym dodatkiem do drużyny. Dobrze zbierający, wszechstronny w ataku zawodnik to zawsze ogromna wartość dla każdego klubu.

MKS z mozołem kompletuje drużynę. Jest jeszcze sporo braków, a i w portfelu znalazłoby się parę dziur. Spore wyzwanie przed włodarzami klubu, ale i przed Jackiem Winnickim, by zbudować drużynę, która pozwoli na efektywną walkę w PLK.

MKS ma problemy w księgowości. Wyroki BAT i zaległości wobec wielu zawodników wypłynęły na światło dzienne przed tegoroczną weryfikacją. Rzeczywiście, pieniędzy musi być niewiele skoro klub sięga po gracza, który ostatnio grał w koszykówkę w … 2016 roku. W styczniu 2016 roku. Dla przeciwników matematyki, to jest 2,5 roku temu.

Dojrzałe ogóry cz. IV

Dojrzałe ogóry cz. III

Dojrzałe ogóry cz. II

Dojrzałe ogóry cz. I

Dojrzałe ogóry cz. IV

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK 28.07-3.08

Aktualne składy PLK

Sebastian Kowalczyk – Legia Warszawa (2 lata)

Po Jakubie Karolaku drugie duże wzmocnienie Legionistów. Sebastian Kowalczyk, Złote Usta PLK, spędzi kolejne dwa sezony w stołecznym klubie.

Seba przez ostatni rok grał w Kingu Szczecin pod opieką trenera Budzinauskasa. Sezon raczej z tych udanych, 20 minut średnio na mecz w play-offowej drużynie to nie jest zły rezultat, szczególnie, że konkurencja obwodowa w Wilkach była na wysokim poziomie. Rola powierzona mu przez trenera Metaxę różniła się nieco od tej, w której występował w rozgrywkach 2016/17 w rozpadającym się Kutnie. Spadła ilość zdobywanych punktów na mecz (7,2 w Kingu), ale wskaźnik asyst pomimo krótszego czasu na parkiecie wzrósł (2,8). Warto podkreślić, że Kowalczyk z roku na rok poprawia skuteczność za 3 punkty. Poprzedni sezon zakończył z wynikiem 38,3 %, co definiuje go jako bardzo przyzwoitego strzelca dystansowego.

Legia sprowadza do Warszawy Kowalczyka z myślą o powierzeniu mu prowadzenia ataku drużyny. Z kolei dla samego zawodnika to być może niepowtarzalna okazja do zabłyśnięcia, wyjścia z cienia i bycia wiodącą postacią drużyny. Jeszcze tyle piłki w rękach, co w przyszłym sezonie prawdopodobnie na poziomie PLK nie miał. Poprzednie sezony sprawiają, że można mieć wątpliwości dotyczące umiejętności kreowania gry, przeglądu parkietu Sebastiana. Raczej rozgrywającym w typie first pass już nie zostanie. Jednak może być bardzo dobrym punktującym z piłką w rękach, potrafiącym obsługiwać partnerów kiedy trzeba. W takiej sytuacji na pewno sporym atutem 25-latka jest doświadczenie z gry na dwójce i umiejętności strzeleckie, które poprawia z każdym kolejnym rokiem. Coraz starszy Kowalczyk to także coraz mocniejszy fizycznie Kowalczyk, co powinno mu ułatwić grę po obu stronach parkietu, ale przede wszystkim pomoże mu stać się lepszym obrońcą.

Tane Spasev buduje drużynę w dużej mierze na zawodnikach, których już zna, z którymi miał okazję pracować. Legia po tak złym sezonie nie może pozwolić sobie na ryzyko przestrzelonych transferów, podpisania graczy, którzy nie sprostają wymaganiom macedońskiego trenera. W tak skonstruowanej Legii Kowalczyk powinien być pewniakiem do gry 25+ minut na pozycjach 1-2. Pozostało jedno wolne miejsce na obwodzie, wszystko wskazuje na to, że dla gracza z USA.

James Florence – Asseco Gdynia

Wow.

Tydzień. Tyle zajęło skompletowanie naprawdę imponującego obwodu Arce Gdynia. MVP Finałów PLK z 2017 roku zagra w trójmiejskim zespole w sezonie 2018/19. Florence opuszcza Zieloną Górę, jednak w Polsce zostaje. Przekonuje go walka o medale (mistrzostwo?) i gra w EuroCup w barwach Asseco.

Florence to zawodnik najczęściej grający z piłką w rękach, przede wszystkim myślący o zdobywaniu punktów. Celowo nie używam słowa rozgrywający, bo to gracz, który PG ma napisane tylko obok nazwiska. Bliżej mu do Stepha Currego, nie tylko przez rzucanie z logo na środku boiska, niż do Rajona Rondo. Flo jest w stanie w pojedynkę przejąć mecz i go wygrać (3 mecz półfinału w tym roku – obejrzyj!), jest nieobliczalnym strzelcem, ale potrafi grać z drużyną. Taki zawodnik to skarb dla każdej ekipy w PLK. Ostatni sezon, w lidze i pucharach zakończył z linijką: 19,1 mpg, 11,3 ppg i 3,1 apg.

Asseco zbroi się naprawdę konkretnie. Przygodę z EuroCup traktują serio i wzbogacają swój arsenał o jeden z najlepszych karabinów PLK ostatnich lat. Dodanie Flo powoduje jednak mały ból głowy, jak zestawić drużynę na parkiecie. Patrząc klasycznie to na rozegraniu jest już Szubarga i Ponitka, który minut potrzebuje jak tlenu. Gdzie tu miejsce dla Jamesa, który raczej nie jest ściągany tylko pod kątem grania na SG. Przemysław Frasunkiewicz to jednak trener podążający za trendami współczesnej koszykówki, więc myślę, że zapowiada się sporo gry na dwóch kozłujących i odejście od klasycznych ról boiskowych.

Amerykanie podpisani w tym tygodniu przez Arkę stawiają ją w gronie faworytów do finału. Tak, finału. TOP 4 drużyn z poprzedniego sezonu mogło myśleć, że w najbliższych latach medale będzie rozdzielać między sobą. Teraz do gry wchodzi nowy gracz, który potencjałem śmiało może być wymieniany jednym tchem ze Stelmetem, Anwilem i Toruniem. Jaki jest kurs na finał w Gdyni!?

W Zielonej Górze i kujawsko-pomorskim trwa przeszukiwanie szuflad. Wizytówka sympatycznej pani z Providenta potrzebna na już!

Witalij Kowalenko – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Wicemistrzowie ruszyli, pierwszy podpis w Ostrowie. Nowym zawodnikiem Stalówki został Witalij Kowalenko. Ukrainiec z polskim paszportem występuje w naszej lidze nieprzerwanie od 2014 roku.

Wszystkie 4 sezony w PLK pokazały, że Kowalenko jest wszechstronny graczem, odnajdującym się w różnych rolach na parkiecie. Trener Jacek Winnicki w poprzednich rozgrywkach korzystał z niego z ławki, mimo to Witek grał średnio ponad 20 minut w każdym spotkaniu. Drugi rok z rzędu był ważnym elementem układanki ćwierćfinalisty Energa Basket Ligi. Martwi zniżka formy w skuteczności za 3 punkty w stosunku do 2016/17 (z 44% na 31%), średnia punktów też w dół. Być może to efekt gry obok Sheltona, czy Broussarda, którzy w ataku zepchnęli Kowalenkę do drugoplanowej roli. Na tym etapie kariery mimo wszystko wydaje się, że właśnie gra nieco w cieniu największych gwiazd drużyny to miejsce, które chcesz poświęcić na ustawienie Witka.

fot. Dorota Murska

Stal z uwagi na problemy, nazwijmy je pozaboiskowymi, dopiero teraz wystartowała z kompletowaniem składu na kolejny sezon. Transfer Kowalenki to dobry początek. To już 34-letni, ale wciąż mogący w efektywny sposób wesprzeć drużynę na parkiecie zawodnik. Posiadając takiego gracza trener Kamiński będzie miał komfort jakościowych minut na silnym skrzydle. Witka można puścić w pierwszej piątce, można wykorzystać z ławki i w obu tych przypadkach spać spokojnie. Nazwisko nie najgłośniejsze, ale w porównaniu do Surmacza, którego zastąpi, może dać drużynie więcej w praktycznie wszystkich aspektach gry oprócz trójki.

Ostrowianie utracili już szansę na pozostawienie najbardziej wartościowych graczy z poprzednich rozgrywek. Sprowadzenie Kowalenki jest niezłym ruchem, ale lidera rotacji polskiej w nim bym nie upatrywał. Przynajmniej w sytuacji, w której ambicja drużyny sięga półfinału.

Hanner Mosquera-Perea – Rosa Radom

Radomianie uzupełniają strefę podkoszową graczem zagranicznym. Pochodzący z Ameryki Południowej Hanner Mosquera-Perea został zawodnikiem Rosy.

Kariera Kolumbijczyka jak do tej pory to przede wszystkim występy w akademickiej lidze NCAA. 3 sezony w barwach Indiany Hoosiers, ostatni rok rozegrany dla East Tennessee State. W pierwszej z tych drużyn miał okazję grać z zawodnikami, których aktualnie możemy obserwować na parkietach NBA – Victro Oladipo, Yogi Ferrel, Noah Vonleh, czy Cody Zeller. Przeprowadzka do wschodniego Tennessee to również ciekawy rok dla Hannera zwieńczony występem na March Madness. Ostatni sezon na uczelni to statystyki na poziomie 22 minut, ponad 8 punktów i 4,6 zbiórki na mecz.

Po zaprawionych w bojach, nieco już ociężałych czołgach – Jacksonie i Fraserze, Rosa podpisuje gracza znacznie młodszego, mobilniejszego, który doda energii po obu stronach parkietu. Zawodnik pochodzący z kraju na ostatnim miejscu kojarzonego z koszykówka ma jednak pewne ograniczenia. Nie rzuca za 3 punkty, procent z linii z osobistych też podejrzany, do tego będzie to jego pierwszy rok w Europie. Pomimo przypisywanej mu pozycji PF kompilacja wad i zalet Mosquera-Perea’y prowadzi mnie do wniosku, że będzie częściej używany jako center niż czwórka w zespole z Radomia.

Rosa finiszuje budowę zespołu. Pierwszą piątkę w zasadzie można już jakąś wytypować – Trotter, Neal, Mielczarek, Wall/Szymański, Mosquera-Perea. Dużo znaków zapytania, Polacy zdecydowanie najsłabsi od lat, gracze zagraniczni to świeżaki, tylko po Trotterze wiemy czego się spodziewać.

W poprzednim roku z telewizora często padało Kabowerdeńczyk, teraz przyzwyczaisz się do Kolumbijczyk. Na wypadek słabej gry Hannera już się smażą memy z Escobarem.

Roman Rubinshtein – Legia Warszawa

Legii już coraz mniej brakuje do skompletowania drużyny na nadchodzące rozgrywki. Kolejnym graczem na obwód stołecznej drużyny jest 22-latek, pochodzący z Białorusi, Roman Rubinsztejn. Ostatni sezon spędził w ojczyźnie reprezentując Tsmoki Mińsk.

Kariera Rubinshteina (pójdźmy za oficjalną stroną Legii) nabiera dopiero tempa. Poprzedni rok to duży skok jeśli chodzi o minuty i rolę w drużynie. Białorusin rozegrał blisko 60 meczów (liga bałtycka+białoruska), zdobywał średnio 11 punktów przy prawie 21 minutach spędzanych na parkiecie. Nominalnie występuje na pozycji rzucającego obrońcy, jednak w Legii prawdopodobnie będzie graczem funkcjonującym również jako niski skrzydłowy. Ma za sobą sezon w słoweńskim Zlatorogu, co może być pomocne w zaadaptowaniu się poza granicami swojego państwa.

Backcourt Legii prawie gotowy. Zestaw graczy jest dość ciekawy, przede wszystkim cechuje go młodość i potencjał, który przy odpowiedniej ilości pracy może zaprocentować dobrą grą całej drużyny. Zastanawia mnie tylko, kto będzie w takim razie starterem na pozycji niskiego skrzydłowego. Trochę brakuje centymetrów, zarówno Karolak jak i Rubinshtein to bardziej dwójki niż trójki i ciężko sobie wyobrazić ich w starciach z dużymi skrzydłowymi jak np. Kostrzewski, chyba, że plan Spaseva przewiduje wykorzystanie Kołodzieja na trójce. Na rozwiązania zaproponowane przez macedońskiego trenera poczekamy do października. Jednego nie można Legii odmówić, nawet nie znając pełnego składu już jest bardziej interesująco niż przed rokiem.

Przyznam, że bardzo ciekawi mnie to, w jaki sposób będzie prezentował się na naszych parkietach nowy nabytek Legii. Zawodnik sprowadzony tuż zza wschodniej granicy to kierunek dość egzotyczny, ale w lidze już znany.

Był w Polsce kiedyś taki Białorusin… Roman, bądź choć trochę tak dobry.

Brian Dawkins – GTK Gliwice

Kolejne wzmocnienie GTK zza oceanu. Debiutujący w profesjonalnej koszykówce Brian Dawkins został zawodnikiem drużyny z górnego Śląska. Amerykanin występuje na pozycji silnego skrzydłowego.

Absolwent uniwersytetu Elon pierwsze zawodowe kroki postawi w Gliwicach. Ostatni rok na uczelni to średnio 12,1 punktu, 5,4 zbiórki w 28 minut gry. 29 meczów, 28 w pierwszej piątce. Dawkins to czwórka, charakteryzowany jest jako gracz wszechstronny, umiejący w ataku grać 1 na 1, ale także rzucić, czy rozegrać akcję dwójkową. Patrząc na to kto aktualnie znajduje się w składzie gliwiczan, to Amerykanin ma szanse otrzymać naprawdę dużą rolę w zespole prowadzonym przez Pawła Turkiewicza.

GTK poprzednim sezonem pokazało, że chce wyszukiwać zawodników zaraz po uczelni. Tego typu podejście jest oczywiście obarczone ryzykiem – dobra gra w NCAA nie zawsze przekłada się na udaną grę w Europie. Budżet klubu z Gliwic nie pozwala na ściąganie graczy już sprawdzonych na naszym podwórku, czy w innych ligach. Pójście w stronę wypromowania klubu jako trampoliny do zbudowania europejskiej kariery to dobra strategia na przyszłość, która może zaprocentować w kolejnych latach przy sprowadzaniu graczy z Ameryki.

Pozycja silnego skrzydłowego jest już w Gliwicach obsadzona. Z oceną potencjału GTK poczekam na oficjalne zamknięcie składu, jednak już teraz można zauważyć, że rotacja paszportami będzie wymagała sporej gimnastyki od trenera Turkiewicza. Ale skoro w zeszłym sezonie jakoś dał radę, to teraz też sobie poradzi.

Kacper Mąkowski – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Stelmet uzupełnia podstawową rotację kolejnym młodym graczem podpisanym tego lata. Kacper Mąkowski, ostatnio występujący i uczący się w SMSie Władysławowo związał się z zielonogórskim klubem 3-letnią umową. Urodzony w 1999 roku Polak to gracz na pozycje 2/3, dysponujący dobrym rzutem dystansowym. Rozgrywki 2017/18 w 2 lidze zakończył z linijką: 14 ppg, 4,2 rpb i 1,7 apg. W Stelmecie będzie miał okazję trenować z jednymi z najlepszych polskich graczy na swojej pozycji. Oby Kacper okazał się prymusem na lekcjach u pana Przemysława.

https://www.youtube.com/watch?v=ZuGAGztuDsM

Klub z Zielonej Góry stawia na chłopaków z okolicy. Pokazuje, że warto trenować, poprawiać swoje umiejętności, a w konsekwencji w pogoni za miejscem w składzie 4-krotnego Mistrza Polski będą na pole position.

Paweł Krefft – Miasto Szkła Krosno

22-letni rzucający obrońca podpisuje kontrakt z Miastem Szkła Krosno. To drugi zawodnik obok Grześka Grochowskiego na pozycje 1-2 w zespole z Podkarpacia.

Krefft w ostatnim sezonie był odpowiedzialny za utrzymanie temperatury krzesełek na ławce Polskiego Cukru, co z pewnością nie szło w parze z jego ambicjami. W poprzednich rozgrywkach w sumie (!) na parkiecie spędził tylko 92,4 minuty. Paweł mimo tego zdążył zaprezentować się jako dobry strzelec dystansowy, trafił 8 rzutów za 3 punkty z 15 oddanych. Próbka malutka, być może (na pewno) kompletnie niemiarodajna, ale wystarczająca by przedstawiciele szklanego miasta się do niego zgłosili. W poszukiwaniu gry przenosi się do Krosna, w którym o miejsce w rotacji powinno być łatwiej.

Patrząc na dotychczasowe ruchy transferowe Miasta Szkła można się zacząć zastanawiać, czy czasem nie zapomnieli, że grają w ekstraklasie, a nie w 1 lidze. Klub gra za minimum wyznaczone przez PLK i to niestety widać. Ale takie są niestety realia tej ligi i tak małego ośrodka jakim jest Krosno. Przynajmniej nie udają, że mają więcej…

Michał Chyliński – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Wicemistrz Polski zachowuje w składzie pierwszego zawodnika z wicemistrzowskim doświadczeniem z poprzedniego sezonu. Michał Chyliński związał się ze Stalą na kolejny rok.

Chylu to ważny element ekipy Emila Rajkovicia, która w poprzednim sezonie zdobyła srebrny medal. Nie występował w pierwszoplanowej roli, jednak wiele razy potrafił celnymi rzutami dać drużynie istotny impuls w ataku. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 20 minut, 7 punktów i 37% za 3.

fot. Andrzej Romański/EBL

Ma 32 lata, szczyt formy już za sobą, ale nadal może być efektywnym strzelcem, zawodnikiem rozciągającym defensywę rywali. Ceniony w przeszłości za obronę, teraz czasem ze sporymi kłopotami po tej stronie boiska, szczególnie przeciwko szybszym i silniejszym zawodnikom z zagranicy.

Stal jest w trudnej sytuacji. Potrzebuje zawodników z polskim paszportem na wczoraj. Jest jeszcze paru na rynku, jednak przy założeniu grania o coś w przyszłym sezonie to odpowiedni poziom prezentuje tylko garstka. Chyliński na ten moment jest zbawieniem. Wypełni rolę startera bez szkody dla drużyny, zagra 25 minut nadal na dość wysokim poziomie.

To co jest zastanawiające to brak jakichkolwiek plotek na temat zainteresowania Michałem innych drużyn PLK. Wiadomo nie od dziś, że najtańszym graczem nie jest, przypięto mu łatkę zawodnika porcelanowego z częstymi problemami ze zdrowiem. Młodszy już nie będzie, jest typowym strzelcem, który inne rzeczy na boisku wykonuje przeciętnie lub słabo. Mocno się nie trudząc można rzeczywiście znaleźć kilka argumentów przeciwko zatrudnieniu go u siebie w klubie, jednak nie można zapominać, że to nadal gracz, który umiejętnościami miałby zagwarantowaną czołową rolę w 3/4 zespołów w lidze.

Nic nie zapowiada tego, by Stalówka miała lepszy skład niż rok temu. To dobra okazja dla Chyla, by udowodnić, że wciąż potrafi sprostać dużej roli w drużynie, która celuje w wygrywanie.

Maciej Kucharek – AZS Koszalin

Ostatnie dwa lata spędził w Dąbrowie Górniczej, teraz przenosi się na północ by sezon 2018/19 rozegrać w barwach AZSu Koszalin. Kucharek w Koszalinie miał już kontrakt- w 2015 roku, niestety poważna kontuzja wykluczyła go na cały rozgrywki.

Kucharek to gracz na pozycję nr 3. Cechuje go dobry rzut z dystansu, co udowodnił trafiając 22/44 zza linii 6,75 w poprzednim sezonie. Maciek drugi rok w MKSie zakończył z linijką: 14,6 min, 5,7 pkt i 2,5 zb. W play offowym teamie był zawodnikiem drugoplanowym, zadaniowcem, zmiennikiem podstawowego niskiego skrzydłowego. Przechodząc do AZSu może liczyć na zwiększenie swoje roli. Na trójce rywalizować o minuty będzie z Alanem Czujkowskim, który ostatni sezon spędził na zapleczu ekstraklasy. Patrząc na skład AZS to właśnie między Kucharkiem, a Czujkowskim powinna rozegrać się walka o polskie miejsce w pierwszej piątce obok Grzegorza Surmacza.

Maciek do tej pory trochę błądził po ekstraklasie, nie mógł znaleźć dla siebie miejsca, w którym czułby się komfortowo, drużyny, w której rola odpowiadałaby jego oczekiwaniom. AZS to duża szansa na przełom, na zrobienie kroku w przód i to takiego, jak trójskoczek przed tym trzecim. Tylko, czy dobra gra w Koszalinie wystarczy, aby powrócić do drużyn z pierwszej ósemki? Czas pokaże.

Aleksandar Radulović – AZS Koszalin

Brakujące ogniwo w rotacji, rozgrywający, czy jak oficjalny komunikat głosi obwodowy, Aleksandar Radulović zasili drużynę AZSu.

Większość kariery 30-letni Serb spędził w swojej rodzimej lidze. Ostatni sezon to występy dla ekipy KK Borac Cacak, a także dla czeskiego JBC MMCITE Brno. Rozgrywki 2016/17 zakończył ze średnimi na poziomie 8 punktów i 3,6 asyst w 23 minuty gry. Jednak role, jakie odgrywał w obu klubach różniły się od siebie. W Brnie grał blisko 30 minut, w Serbii 20.

Radulović to 190 centymetrowy rozgrywający, w jego ręce trener Nikolić chce oddać prowadzenie zespołu. CV nie powala na kolana. Aleksandar to gracz dla kibiców w Europie anonimowy, jednak ciężko spodziewać się, by AZS był w stanie ściągnąć do Koszalina jakieś uznane nazwisko.

W tym momencie AZS ma już 10 ludzi gotowych do gry. Jeśli rzeczywiście planują grać Markiem Zywertem to do rozpoczęcia sezonu pewnie już ruchów na rynku transferowym nie będzie. Drużynę zbudowano z 6 Polaków, 3 Serbów i Amerykanin. Trener z Bałkanów = zawodnicy z Bałkanów w drużynie. Schemat tak często powtarzany w naszej lidze, tylko czy kiedykolwiek okazał się strzałem w 10? Ja nie pamiętam.

Filip Dylewicz – Asseco Gdynia

Perspektywiczny weteran, niedługo zapewne legenda polskiego basketu, Filip Dylewicz podpisał kontrakt z Asseco. Dylu nie chciał przenosić się z trójmiasta, po podpisie Leończyka w Sopocie stało się jasne, że najchętniej związałby się z lokalnym rywalem z Gdyni. 38-latek nadal ma jeszcze trochę paliwa w baku, ostatnie sezony w Treflu pokazują, że „stary człowiek” i może.

fot. Andrzej Romański/EBL

W zespole „puzzli” w ciągu dwóch ostatnich lat spędzał na parkiecie średnio powyżej 28 minut, zdobywał odpowiednio 11 i 13 punktów w kolejnych sezonach i zbierał 5 piłek. Filip Dylewicz znalazł sposób gry, w którym nadal może być efektywny i przydatny dla drużyny. Więcej trójek oddawał tylko w sezonie 2012/13, a procent z jakim trafiał je w poprzednich rozgrywkach jest jednym z najwyższych od lat. Przekwalifikował swoją grę na tryb energooszczędny, tryb, w którym uciekający bezpowrotnie atletyzm nie jest mu tak potrzebny. Dirk is that you?

Dla Asseco podpis Dylewicza koniecznością nie był. Więcej, nie wiem, czy on nie skomplikował sprawy jeśli chodzi o minuty. Polska rotacja nie wymagała wzmocnień, przynajmniej na tej pozycji, bo pod koszem i tak już minutami trzeba obdarzyć Wykę, Łapetę i Witlińskiego. Dochodzi Dylu, na pewno w mniejszej roli niż w Treflu, ale na końcu ławki siedzieć przecież nie będzie. Jeśli dołożymy zawodnika zagranicznego do obecnego frontcourtu, ktoś będzie niezadowolony. Trener Frasunkiewicz w nowym sezonie nie tylko zmierzy się z większymi oczekiwaniami, EuroCupem, ale i pogodzeniem ambicji swoich graczy.

Jeśli Dylu nadal ma zamiar trzymać się diety i omijać szerokim łukiem Colę i inne słodkości, to przyszły sezon może okazać się kolejnym, w którym będzie wyglądał jak pan profesor na parkietach PLK. Zapamiętaj, 38 lat, przyda się, zanim znów wpiszesz ‚Dylewicz wiek’ w wyszukiwarkę.

Kaspars Vecvagars – King Szczecin

25-letni łotewski rozgrywający dołącza do Wilków Morskich. Na pozycji numer 1 stworzy ciekawy duet z grającym coraz lepiej Jakubem Schenkiem.

Vecvagars ostatni sezon spędził w zespole VEF Ryga występującym w lidze krajowej i VTB. Może pochwalić się również grą dla najbardziej znanej klubowej drużyny Litwy – Żaligirsu Kowno. W rozgrywkach 2016/17 dla ekipy ze stolicy Łotwy rozegrał 35 spotkań notując w nich średnio 6,5 punktu, niecałe 2 zbiórki i 1,7 asysty w 16 minut gry. Nie był graczem pierwszego planu, jednak z roli rezerwowego wywiązywał się przyzwoicie.

Kaspars to nominalny rozgrywający, jednak 193 centymetry wzrostu i dobry procent za 3 punkty (36 w ostatnim sezonie) mogą predysponować go do gry na dwójce obok Schenka. W porównaniu z poprzednim sezonem zastąpi Carlosa Medlocka. Potencjałem ofensywnym może mu nie dorówna, jednak same rozmiary Łotysza powinny być sporym upgradem po bronionej stronie boiska.

https://www.youtube.com/watch?v=ZoWjs729EsQ

Podobnie, jak w przypadku AZSu, trener do swoje drużyny dobiera graczy urodzonych w szerokości geograficznej, z której sam pochodzi. Na tę chwilę, King posiada 3 zagranicznych zawodników na kontraktach – 2 Litwinów i Łotysza. Przynajmniej do tej pory gracze z krajów nadbałtyckich ściągnięci przez niego nie zawiedli w PLK, a przychodząc do ligi nie byli kompletnymi no name’mami.

Vecvagars w trakcie swojej kariery miał już styczność z koszykówką na wysokim poziomie. Szczecin to okazja do zaistnienia w dużej roli w jednej z najsolidniejszych drużyn PLK. Przykład Paliukenasa, który z zadaniowca stał się wszechstronnym graczem, potworem po bronionej stronie parkietu, pokazuje, że Kaspars współpracując z Budzinauskasem może liczyć na polepszenie swoich umiejętności i popchnięcie swojej kariery do przodu.

Michał Michalak – Anwil Włocławek

Brakujący zawodnik do podstawowej polskiej rotacji Anwilu Włocławek. Igor Milicić, tak jak w przypadku Nikoli Markovicia, sięga po gracza, którego widział w swoim zespole już w poprzednich latach.

Przed wyjazdem z Polski, w rozgrywkach 2016/17 Michalak bronił barw PGE Turowa Zgorzelec. Skończył sezon ze średnimi na poziomie 14,6 punkta, 4,1 zbiórki i 2 asyst w 27,5 minuty gry. Michał to oczywiście członek srebrnej drużyny U17, uczestnik m.in. Nike Hoop Summit w 2012, więc w zeszytach wielu osób ze świata koszykówki znajdował się od dawna. Jednak na krok w kierunku zachodnim zdecydował się dopiero rok temu. Wybrał Tecnycontę Zaragoza i grę w lidze uznawanej za najlepszą na starym kontynencie. Powtórzenie cyferek z PLK było rzecz jasna niemożliwe, na dodatek na przeszkodzie do dużych minut stał Gary Neal, jeszcze nie tak dawno gracz NBA (głownie San Antonio Spurs). Michał skończył sezon 2017/18 z linijką: 11,7 min, 4,7 pkt, 1,7 zb, 0,5 as. We Włocławku wszystkie te rubryki powinny na koniec wyglądać dwa razy lepiej.

Wbrew wszelkim obawom Anwilowi udało się skompletować polską rotację na naprawdę przyzwoitym poziomie, z pewnością nie gorszą niż ta przed rokiem. Łączyński, Zyskowski, Michalak, Kostrzewski i Parzeński to zestaw zawodników, który w PLK może być podstawą medalowej drużyny. Do tego wydaje się, że zarówno Parzeński, jak i Michalak powinni być bardzo zmotywowani, by pokazać się z jak najlepszej strony. Pierwszy stracił praktycznie cały sezon przez kontuzje, a jego kariera wyhamowała. Drugi zaliczył sezon w lidze hiszpańskiej, który nie do końca wyglądał tak, jak to sobie zaplanował. Obrona Mistrzostwa Polski i występy w BCL to dobre okno wystawowe dla Michalaka, solidna gra może być przepustką do powrotu na salony europejskiej koszykówki.

Włocławianie do rozpoczęcia rozgrywek najprawdopodobniej zatrudnią jeszcze 3 zawodników, wszystkich z zagranicy. Brakuje gracza, który może dowodzić drużyną na parkiecie, gdy Łączka będzie odpoczywał, wingmana (u Igora Milicica w ostatnich 3 sezonach był to lider zespołu, zarazem gwiazda ligi) i zawodnika na pozycję numer 4. Konkurencja nie śpi, żeby myśleć o zrealizowaniu celów na nadchodzący sezon rottweilery muszą bardzo rozważnie dokonać ostatnich zakupów. Cały Włocławek wierzy w genialny nos Milicicia, który jak do tej bardzo rzadko się mylił (Tyler Haws wymachuje z oddali).

Ruslan Pateev – Legia Warszawa

Tane Spasev w przypadku tegorocznych transferów Legii wybiera zawodników wśród swoich znajomych na Facebooku albo kontaktów w telefonie. Kolejny gracz w Warszawie, z którym miał okazję współpracować w przeszłości. Mierzący 213 centymetrów Rosjanin zasila szeregi stołecznego klubu.

Pateev, Patiejew, pick one, to absolwent uczelni Arizona State. Nieprzerwanie od roku 2013 bronił barw Khimek, Chimek, pick one, Moskwa. Miał okazję grać w młodzieżowych reprezentacjach Rosji, a także posmakował seniorskiego Eurobasketu w 2015 roku. Ostatni sezon w moskiewskiej drużynie to 6 meczów w VTB (śr. 2,5 punkta w 6,5 minuty) oraz 29 spotkań w lidze rosyjskiej, gdzie statystyki były znacznie lepsze (śr. 20,2 minut, 11,2 punktów i 6,1 zbiórki), jednak należy pamiętać, że nie występowali tam kluczowi gracze z podstawowego składu.

Rosjanin to kandydat na kluczowego gracza warszawskiej Legii. Do pokaźnych rozmiarów dochodzi nie najgorsza technika i mobilność, która jak na 213 cm wygląda dobrze. Posiadanie takiego gracza to duża korzyść po obu stronach parkietu. Skutecznie może zamurować w obronie dostęp do kosza, a w ataku postawić mocną zasłonę i zrolować do obręczy. Wydobycie całego potencjału z tego typu gracza to przede wszystkim zadanie dla rozgrywających, którzy będą musieli nauczyć się wspólnej gry dwójkowej z Patiejewem.

Legii pozostało już tylko uzupełnić skład. Brakuje jeszcze jednego gracza pod kosz (może 2?) i obwodowego. W pierwszym przypadku kandydaturą omawianą w mediach jest Bilbao, w drugim spekuluje się o zatrudnieniu Amerykanina na pozycję numer 1.

Frank Hassell – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Mimo, że koszykówka to gra 5 na 5, to bardzo często oglądamy ją dla jednostek, gwiazd, które wyróżniają się na tle innych graczy na parkiecie. W PLK zawodników takiego formatu jest niewielu, na szczęście Stelmet wychodzi na przeciw naszym oczekiwaniom i podpisuje (profesjonalny) kontrakt z Frankiem Hassellem. Gracz o przydomku The Tank to materiał na czołową postać ligi, gracza absolutnie dominującego pod koszami. Ostatni sezon spędził w lidze francuskiej, w drużynie Le Portel, gdzie był niepodważalnie kluczową postacią. Średnio 24 minuty, 14,1 punkta, 8 zbiórek… zresztą liczby nie kłamią:

Hassell to godne zastępstwo Dragicevicia. Zawodnik o innej charakterystyce, ale nie ma wątpliwości, że będzie równie istotny w taktyce zielonogórzan, jak Vlad. The Tank mierzy 203 centymetry, co jak na centra nie jest imponujące, jednak nadludzka siła, połączona z bardzo szeroką ramą sprawia, że Frank nie ma problemów z ustawianiem się po zbiórki i zrobieniem sobie miejsca pod obręczą. Amerykanin jest leworęczny, siłą rzeczy częściej idzie w lewo by kończyć akcje bliżej kosza. Potrafi przymierzyć z półdystansu, dobrze odnajduje się w akcjach dwójkowych z niskim kozłującym.

Nie da się ukryć, że perspektywa gry w VTB mogła być dla gracza kusząca. Hassell ma 29 lat, jest w najlepszym okresie dla koszykarza, co tym bardziej skłania do wniosku, że zobaczymy na naszych parkietach prawdziwego dominatora.

Stelmet ma w tej chwili 10 zawodników w podstawowej rotacji. Nawet jeśli zmian nie będzie skład potencjałem sięga najwyżej jak to możliwe w PLK. Jeśli uda się wyskrobać jeszcze coś z dna portfela Januszowi Jasińskiemu to będziemy mieli okazję oglądać naprawdę niezłą pakę w Zielonej Górze. Aż mi się oczy świecą na myśl o maju i czerwcu 2019…

Sugerowałbym instalacje sejsmografu w CRSie. Treningowe starcia Bestii z Czołgiem mogą wywołać małe trzęsienia ziemi w okolicy.

Przemysław Żołnierewicz – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Jeden z najbardziej perspektywicznych graczy młodego pokolenia trafia do Stali. Przemek Żołnierewicz nie zdecydował się na pozostanie w Asseco, a także na oferty kilku innych klubów i ostatecznie ląduje w ekipie Wicemistrza Polski.

Żołnierz to jedna z wizytówek gdyńskiego programu pod tytułem stawiamy na naszych. Ostatnie lata to pierwszoplanowa rola, tuż obok Krzysztofa Szubargi lider zespołu. Przez 3 ostatnie sezony gra praktycznie 30 minut w każdym meczu, a średnia punktowa konsekwentnie rośnie. Poprzednie rozgrywki zakończył z 12 punktami na mecz, 5 zbiórkami i prawie 3 asystami. Przemek to gracz jak na polskie warunki niezwykle atletyczny. Bardzo silny, szybki, skoczny, dynamiczny to przymiotniki pasujące do jego opisu. Dzięki wzorowej fizyczności jest zawodnikiem z ogromnym potencjałem po bronionej stronie parkietu, z kolei w ataku dobrze odnajduje się w szybkim graniu. Kłopotem Żołnierza znanym nie od dziś jest rzut. Trójka trafiana na poziomie 31%, rzuty wolne 55% – stanowczo za mało. Jednak tylko 23 lata na karku pozwalają myśleć, że zobaczymy postęp w tym względzie u Przemka, a wtedy jestem przekonany, że zamelduje się w reprezentacji Polski.

Wybór, jaki dokonał sam zawodnik mimo wszystko zaskakuje. OK, podpisuje z ubiegłorocznym finalistą, jednak perspektywy na ten sezon nie są już tak kolorowe. Jeśli na stole były oferty od 3 z 4 prawdopodobnie najlepszych klubów PLK 2018/19 i oferta z zagranicy to tym bardziej przy tej decyzji można postawić znak zapytania. Stal na pewno może mu zaoferować rolę podobną do tej w Asseco z lat poprzednich i podwyżkę wynagrodzenia. Są plusy, ale ja mimo wszystko żałuję, że nie zobaczymy Przemka na tle rywali z europejskiego podwórka.

Stal transferem Żołnierewicza w znaczący sposób wzmacnia swój zespół. Przemek powinien z miejsca być liderem polskiej rotacji ostrowian. Włodarze Stalówki nadal muszą intensywnie szukać kolejnych paszportów, ale to zbieranie idzie całkiem zgrabnie. Jest już Chyliński, Kowalenko, teraz ściągają z rynku chyba najlepszego Polaka jaki pozostał bez klubu, a był w ich zasięgu. Graczy miejscowych do pierwszej piątki już chyba poznaliśmy, teraz czas na uzupełnienia składu, które prawdopodobnie będą na dniach ogłaszane.

Damonte Dodd – GTK Gliwice

To już piąty podpis zawodnika zagranicznego w Gliwicach. Damonte Dodd, 24-letni środkowy związał się z GTK kontraktem na następny sezon.

Dodd to absolwent uczelni Maryland, która raz na jakiś czas produkuje zawodnik do draftu NBA. W ostatnim roku kariery uniwersyteckiej Damonte przebywał na parkiecie średnio prawie 20 minut, zdobywał ponad 6 punktów, zbierał 4,5 piłki i rozdawał 2 bloki. Bloki stały się znakiem rozpoznawczym Doddzilli, w całej historii Maryland plasuje się w tym elemencie na 8 miejscu. Po zakończeniu studiów Amerykanin szukał dla siebie miejsca w G-League, jednak na długo nie zagrzał tam miejsca. Kontynuował swoją przygodę z profesjonalną koszykówką w Meksyku, w drużynie Aguilas Doradas de Durango. Statystyki tam wykręcone przez Dodda robią większe wrażenie, prawie 10 punktów, ponad 7 zbiórek, blok i to wszystko w 27 minut gry.

GTK ma już praktycznie skompletowaną drużynę. 5 obcokrajowców, wszyscy ze statusem – może wystrzelić, ale również może okazać się totalnym przeciętniakiem. Dodd ma 211 centymetrów, duży zasięg ramion, na pewno będzie kandydatem do bycia królem bloków PLK. O minuty raczej powinien być spokojny, pozycje środkowego będzie dzielił z Dawidem Słupińskim, który przychodzi do Gliwic z 1 ligi. Damonte na buldożera w ataku nie wygląda, jednak myślę, że trener Turkiewicz liczy przede wszystkim na niego po drugiej stronie parkietu. 4 Amerykanów powinno robić grę GTK w tym sezonie. W zasadzie to muszą, bo zestaw Polaków zatrudniony w Gliwicach bardziej pasuje do 1 ligi niż do ekstraklasy.

Wszystko wygląda niby fajnie, ALE.

Zobaczymy, jak się ta sprawa skończy, mandat za parkowanie to nie jest…

Kacper Borowski – TBV Start Lublin (3 lata)

Kacper Borowski podpisał aż 3-letnią umowę z TBV Startem Lubilin. W przyszłym sezonie 24-letni zawodnik stworzy w Lublinie duet silnych skrzydłowych z Urosem Mirkoviciem.

Popularny Boro spędził dwa ostatnie sezony w Turowie Zgorzelec. Wyjazd ze Słupska do przygranicznego miasta miał być kolejnym krokiem w rozwoju kariery Kacpra. Odklejeniem łatki juniora, a przyklejeniem etykiety solidny ligowiec. Z perspektywy lat można stwierdzić, że progres w grze Borowskiego nie jest tak duży, jak wielu się spodziewało. Oczywiście pełnił ważną rolę w polskiej rotacji Turowa, jednak nigdy nie stał się kluczową postacią swojej drużyny. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 7,7 ppg, 3,4 rpg w 18 mpg.

fot. Andrzej Romański/EBL

Start potrzebował jeszcze jednego Polaka, który byłby ograny na poziomie ekstraklasy i mógł dać wartościowe 20 minut w meczu. Takiego pakietu poszukają w Borowskim, z którym podpisują umowę na 3 lata. Oznacza to, że traktują Kacpra jako zawodnika na lata, inwestycję w przyszłość, która już od tego roku powinna zacząć się spłacać. Borowski to gracz energiczny, wyskakany, ale nie posiadający jeszcze odpowiedniej masy mięśniowej potrzebnej do rywalizacji z niektórymi przeciwnikami. Lubi kończyć akcje z góry, coraz częściej decyduje się na rzuty za 3 i pewnie wskaźnik prób zza łuku będzie nadal rósł. Mam takie przekonanie, że trener Dedek będzie wiedział jak wykorzystać rozmiary i umiejętności Kacpra w swoim zespole.

Do skompletowania strefy podkoszowej lublinianom potrzeba jeszcze centra. Komfort paszportowy pozwoli im na zakontraktowanie gracza zagranicznego.

Kacper Borowski grał w Słupsku, grał w Turowie, oby los w przypadku Startu był łaskawszy.

Jordan Loveridge – Miasto Szkła Krosno

Bardzo poważne wzmocnienie Szklanego Teamu. Amerykanin występujący w poprzednim sezonie w niemieckiej BBL zagra w Krośnie.

Loveridge to 24-letni niski skrzydłowy, który czasem również występuje na silnym skrzydle. Jordan ukończył uczelnie Utah, na której miał okazję do wspólnej gry z zawodnikami biegającymi aktualnie po parkietach NBA – Delonem Wrightem, Kylem Kuzmą, czy Jakobem Poetlem. Po skończeniu studiów Loveridge przeniósł się do Europy i rozpoczął profesjonalną karierę w lidze węgierskiej. Ostatni rok to awans do lepszej ligi, Amerykanin występował w niemieckim BC Goettingen, który zajął 3 miejsce od końca w BBL. Sezon w Niemczech to statystyki na poziomie ponad 7 punktów i 4 zbiórek w 21 minut gry. Jordan w Goettingen występował na obu skrzydłach. Również tu można doszukać się smaczków związanych z NBA, Loveridge dzielił szatnię z synem Johna Stocktona, Michaelem.

23-latek to gracz, który już trochę europejskiego grania posmakował. Nie będzie świeżynką prosto po uczelni tylko graczem, który ma za sobą pewne doświadczenie. W Krośnie może liczyć na naprawdę duże minuty, będzie pewnie występował na obu skrzydłach i łatał wszelkie dziury. Mierzy 198 cm, wygląda na silnego, żeby nie powiedzieć ciężkiego, stąd zapewne ustawianie go na czwórce. W ataku najczęściej korzysta ze swojego rzutu, potrafi przymierzyć za 3 punkty ze skuteczność ponad 34%.

Posiadanie takiego gracza to ogromne ułatwienie rotacji. Loveridge powinien być jednym z liderów Miasta Szkła. Mariusz Niedbalski posiadając polską rotację taką, a nie inną musi zdecydować się na oddanie gry w ręce Amerykanów. Jordan to na pierwszy rzut oka bardzo solidny zawodnik i wybór, który może przynieść sporo korzyści zespołowi z Podkarpacia.

Oby Love-ridge pozostawił równie dobre wrażenie po sobie, co Wool-ridge.

Deividas Dulkys – Anwil Włocławek Asseco Gdynia

Chyba mocniej nie dało się zamknąć tego tygodnia.

Deividas Dulkys, jeden z ulubieńców kibiców Anwilu, prezesa Anwilu, i kogo tam chcesz Anwilu, podpisuje profesjonalny kontrakt w Gdyni. Sprawy formalne przeszkodził w dopięciu zatrudnienia Ben Emelogu, ale zastępstwo znalazło się natychmiastowo.

Dulkys to 30-letni rzucający obrońca, przede wszystkim strzelec, ale i gracz, który dobrze czuje się z piłką w rękach. Niestety ostatni sezon Litwina to kontuzja i tylko parę spotkań na koncie w ekipie tureckiego Istanbul Buyuksehir Belediyesi. 2016/17 to gra dla Rio Natura Obradoiro i średnie na poziomie 10 punktów, 2,5 zbiórki i 2,5 asysty. We Włocławku grał w 2013/14 i notował ponad 16 ppg w 30 mpg. Kariera Dulkysa po sezonie w Anwilu (w końcówce został wykupiony) nabrała ogromnego rozpędu. Kluby, w których potem występował to solidne marki na mapie Europy, znacznie bogatsze niż jakiekolwiek z naszego podwórka. Teraz Deividas po trudnym dla siebie roku wraca na parkiety PLK, ale nie do byle jakiej drużyny, tylko do odradzającej się gdyńskiej potęgi, która może bez kompleksów patrzeć w kierunku Mistrzostwa Polski i godnych występów w EuroCupie.

Asseco w tym momencie wygląda mocno, bardzo mocno. Widać, że budżet poszybował wysoko do góry. Zestaw obwodowy po dojściu Dulkysa wygląda jeszcze lepiej niż z Emelogu. Litwin to sprawdzony gracz, wiemy czego się po nim spodziewać, Amerykanin to jednak rookie. Sezon po kontuzji to zawsze spore ryzyko i dla gracza i dla klubu, który go zatrudnia. Jeśli po urazie nie został żaden ślad, to Arka na obwodzie ma 3 gwiazdy na warunki PLK największego formatu i chyba nikt tego już nie przebije.

Łzy.

Asseco dosiadło się do stołu z pokaźną liczbą żetonów, odpala cygaro, zagaduje kelnerki, żartuje z rywali. Karta na ręku mocna, czy to wystarczy by zgarnąć całą pulę?

Dojrzałe ogóry cz. III

Dojrzałe ogóry cz. II

Dojrzałe ogóry cz. I

Krajobraz PLK

Andrzej Romański/Energa Basket Liga.

Zestawienie aktualnych składów drużyn PLK. Zawodnicy zostali umownie przypisani do pozycji, na których najczęściej występują lub będą występować.

Poniższe podsumowanie zawiera tylko i wyłącznie zawodników i trenerów oficjalnie potwierdzonych. Gracze  i trenerzy zapisani przy użyciu pogrubienia zostali ogłoszeni przez swoje kluby tego lata.

Do drzewek!

Anwil Włocławek 

PG Kamil Łączyński, Vladimir Mihailović, Igor Wadowski
SG Michał Michalak, Jarosław Zyskowski
SF Mateusz Kostrzewski, Chase Simon
PF Nikola MarkovićWalerij Lichodej, Rafał Komenda
C Josip Sobin, Jakub Parzeński, Szymon Szewczyk
Trener Igor Milicić

BM Slam Stal Ostów Wielkopolski

PG  Mike Scott, Daniel Szymkiewicz
SG  Michał Chyliński,  Przemysław Żołnierewicz
SF Blake Hamilton, Łukasz Majewski
PF  Witalij Kowalenko, Michał Nowakowski
C  Shawn King, Danilo Tasic
Trener Wojciech Kamiński

Polski Cukier Toruń

PG Robert Lowery, Tomasz Śnieg
SG Łukasz Wiśniewski
SF Bartosz Diduszko, Karol Gruszecki
PF Aaron Cel, Aleksander Perka
C Przemysław Karnowski, Cheikh Mbodj, Krzysztof Sulima
Trener Dejan Mihevc

Stelmet Enea BC Zielona Góra

PG Łukasz Koszarek, Markel Starks, Kacper Traczyk
SG Filip Matczak, Gabe DeVoe, Kacper Mąkowski
SF Michał Sokołowski, Przemysław Zamojski
PF Żeljko Sakić, Boris Savović, Jarosław Mokros
C Darko Planinić, Adam Hrycaniuk
Trener Igor Jovović

Rosa Radom

PG Obie Trotter, Filip Zegzuła,
SG Marcin Piechowicz, Cullen Neal, Mateusz Szczypiński
SF Artur Mielczarek
PF Daniel Wall, Szymon Szymański, Łukasz Bonarek
C Hanner Mosquera-Perea, Wojciech Wątroba
Trener Robert Witka

MKS Dąbrowa Górnicza

PG Trey Davis, Jakub Kobel
SG Ben Richardson
SF Bartłomiej Wołoszyn, Mateusz Zębski
PF Michał Gabiński, Mathieu Wojciechowski, Cleveland Melvin
C Szymon Łukasiak
Trener Jacek Winnicki

King Szczecin

PG Kaspars Vecvagars, Jakub Schenk, Maciej Majcherek
SG Martynas Paliukenas, Dominik Wilczek
SF Paweł Kikowski, Tauras Jogela
PF Łukasz Diduszko, Mateusz Bartosz
C Darrell Harris, Martynas Sajus
Trener Mindaugas Budzinauksas

TBV Start Lublin

PG James Washington, Michael Gospodarek, Bartłomiej Pelczar
SG Earvin Morris, Mateusz Dziemba
SF Marcin Dutkiewicz, Wojciech Czerlonko
PF Uros Mirković, Kacper Borowski, Paweł Kowalski
C Devonte Upson, Roman Szymański
Trener David Dedek

Trefl Sopot

PG Ian Baker, Łukasz Kolenda
SG Vernon Taylor, Piotr Śmigielski, Sebastian Walda
SF Damian Jeszke, Michał Kolenda, Patryk Pułkotycki
PF Paweł Leończyk, Grzegorz Kulka
C Milan Milovanović, Jakub Motylewski
Trener Marcin Kloziński

Asseco Gdynia

PG Krzysztof Szubarga, James Florence,
SG Deividas Dulkys, Marcel Ponitka,
SF Joshua Bostic, Jakub Garbacz, Karol Kamiński
PF Filip Dylewicz, Mikołaj Witliński
C Robert Upshaw, Adam Łapeta, Dariusz Wyka
Trener Przemysław Frasunkiewicz

Polpharma Starogard Gdański

PG Justin Bibbins, Paweł Dzierżak
SG Tre BusseyAleksaner Załucki
SF Thomas Davis, Daniel Gołębiowski, Filip Struski
PF Kacper Młynarski, 
C Brett Prahl, Adam Kemp
Trener Artur Gronek

AZS Koszalin

PG Aleksandar Radulović, Marek Zywert
SG Drew Brandon, Krzysztof Jakóbczyk, Bartosz Bochno
SF Alan Czujkowski, Maciej Kucharek
PF Grzegorz Surmacz, Dragoslav Papic
C Marko Tejić, Brandon Walters
Trener Dragan Nikolić

GTK Gliwice

PG Myles Mack, Mateusz Szlachetka
SG Riley LaChance, Piotr Robak, Kacper Radwański
SF Tanel Kurbas, Marek Piechowicz, Daniel Dawdo
PF Brian Dawkins, Szymon Kiwilsza
C Damonte Dodd, Dawid Słupiński
Trener Paweł Turkiewicz

Miasto Szkła Krosno

PG Jabarie Hinds, Grzegorz Grochowski
SG Charlie Westbrook, Paweł Krefft
SF Jordan Loveridge, Mihajlo Bogdanović, Maciej Bojanowski
PF Filip Put, Tim Williams, Damian Pogoda
C Adrian Bogucki
Trener Mariusz Niedbalski

Legia Warszawa

PG Sebastian Kowalczyk, Michał Kucharski, Dawid Sączewski
SG Mo Soluade, Roman Rubinshtein, Mariusz Konopatzki, Bobby Word
SF Omar Prewitt, Jakub Karolak
PF Michał Kołodziej, Keanu Pinder, Adam Linowski
C Ruslan Pateev, Patryk Nowerski
Trener Tane Spasev

KS Spójnia Stargard

PG Anthony Hickey, Dawid Bręk
SG Piotr Pamuła, Maciej Raczyński, Marcin Dymała
SF
PF Jalen Hayes, Hubert Pabian,  Wojciech Fraś
C Albert Owens, Nick Madray, Marcel Wilczek
Trener Krzysztof Koziorowicz

Dojrzałe ogóry cz. II

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK   14.07-20.07

Cheikh Mbodj – Polski Cukier Toruń

W sezonie 2018/19 bez zmian na pozycji centra w grodzie ojca Kopernika. Po udanej rundzie zasadniczej, jeszcze lepszych play offach zatrzymanie Mbodja można określić jako małe zwycięstwo Pierników. Senegalczyk to gwarancja energii pod koszem, straszenia blokiem i walki o zbiórki. Maj zeszłego roku pokazał, że Mbodj odpowiednio wykorzystany w ataku może przynieść drużynie wiele korzyści. Pomijając sposób w jaki był kryty w serii ze Stalą, udowodnił, że zna kilka lub kilkanaście sposobów na zdobywanie punktów. Jeszcze ważniejszą postacią był w defensywie, gdzie rozdawał średnio 1,5 bloku na mecz (3 wynik w lidze). Net rating Szejka z poprzedniego sezonu był na poziomie +20,9, co pokazuje, jak wiele korzyści miały Pierniki z jego obecności na parkiecie.

Torunianie rozpoczną sezon od eliminacji do Basketball Champions League. Stabilizacja składu i kontynuacja pomysłu trenera Mihevca może być sporym atutem szczególnie o tej porze roku. Kluczowym graczem, potrzebnym do realnej oceny możliwości Polskiego Cukru będzie rozgrywający, który zastąpi Coseya. Poprzednie lata wskazują, że możemy spodziewać się nowej gwiazdy ligi.

Darrell Harris – King Szczecin

Podpis gwarantujący bezpieczeństwo polskiej rotacji, co nie oznacza, że można wykreślić Kinga z grona drużyn starających się o zatrudnienie klasowego gracza miejscowego. Jednak presja już zeszła i kolejnego ruchu na rodzimym rynku spodziewałbym się tylko w przypadku dość sporej okazji. Kołobrzeżanin Dariusz rozegra swój 3 sezon w czerwono-niebieskich barwach. Amerykanin z polskim paszportem zakończył minione rozgrywki ze średnimi na poziomie 8 punktów i niespełna 7 zbiórek w 20 minut gry.

fot. Andrzej Romański/EBL

Kiedyś mówiło się o Harrisie w kontekście wzmocnienia każdej lub prawie każdej drużyny PLK. Aktualnie określić go można jako solidnego gracza w rotacji, dającego kilka punktów i zabezpieczającego zbiórkę, jednak już nie na tak dominującym poziomie, jak w przeszłości. W sezonie 2018/19 pozycję centra dzielił będzie ze znacznie lepszym zawodnikiem niż gracze biegający w koszulce Kinga w poprzednich rozgrywkach, których nazwisk już nawet nie pamiętam.

Jak na razie w Szczecinie zdecydowano się na zatrzymanie graczy sprawdzonych w taktyce trenera Metaxy z poprzedniego sezonu. Wymieniono Kowalczyka na Schenka oraz dołożono starego znajomego Budzinauskasa – Sajusa. Już w tym momencie King to drużyna gwarantująca określony, z pewnością play offowy poziom. Pozostaje czekać na zawodników uzupełniających rotację obwodową, którzy pokażą jakie oczekiwania będziemy mogli mieć względem Kinga przed nadchodzącym sezonem. Przy problemach w Ostrowie, mniejszym budżecie w Radomiu, Wilki mogą po cichu zrobić lepszy wynik niż rok temu (nie, nie zapominam o Asseco).

Adam Linowski – Legia Warszawa

Adam Linowski to prawdopodobnie jeden z dwóch graczy (oprócz Michała Kołodzieja), którzy ostaną się w składzie po dramatycznym sezonie 2017/18. Linowski w Legii grał zarówno w II lidze, I, jak i w ekstraklasie. Nigdy nie pełnił roli lidera drużyny, czy postaci wiodącej. Raczej był i jest zawodnikiem uzupełniającym skład, z którego trener przeważnie korzysta z ławki.

Ciężko sobie wyobrazić by w sezonie 2018/19 Linowski odgrywał dużą rolę w zespole ze stolicy. Podpis raczej zabezpieczający rotację Polakami, która została już i tak wzmocniona w porównaniu do poprzednich rozgrywek w sposób kolosalny (potwierdzenia podpisów zapewne wkrótce). Jestem ciekawy, jakich zawodników zagranicznych dobierze Tane Spasev. Dokładając graczy chociażby na poziomie Beane’a, czy Mickelsona, Legia może realnie zacząć myśleć o dużym skoku w górę ligowej tabeli.

Michał Sokołowski – Stelmet Enea BC Zielona Góra (2 lata)

Marzenie Janusza Jasińskiego o sprowadzeniu do Zielonej Góry Michał Sokołowskiego spełniło się. Prawdziwy hit transferowy w PLK. Stelmet zdejmuje z rynku najlepszego Polaka w lidze w ostatnich latach i jedną z największych jej gwiazd. Sokołowski to gracz, w którym można z pewnością upatrywać lidera zespołu, gracza na lata, który najlepszy okres w karierze ma dopiero przed sobą.

Dla samego Sokołowskiego to krok w przód. Może nie taki jak wielu by chciało, czyli wyjazd za granicę, ale jednak. Przejście do największego klubu ostatnich lat w Polsce, z ambicjami na wywalczenie mistrzostwa i grę w VTB to na pewno awans sportowy w stosunku do Rosy Radom. Rosa dała mu wiele, trener Kamiński przekazał drużynę w jego ręce, ale ciężko nie odnieść wrażenia, że od pewnego czasu, Radom był dla Sokoła za mały. Z roku na rok poprawia swoje umiejętności, obrońcą już od dawna był więcej jak dobrym. Do gry w ataku opartej na energii, atakowaniu kosza, wykorzystywaniu ponadprzeciętnego atletyzmu, dołożył trójkę na poziomie 40%. W minionych rozgrywkach w 32 minuty spędzane średnio na parkiecie notował 13,8 punktu, 5,5 zbiórki i blisko 4 asysty.

Stelmet konsekwentnie realizuje założony na ten sezon ogórkowy plan. Uzupełnia skład graczami młodszymi niż przed rokiem, którzy nie mają w swoim CV wielu drużynowych sukcesów. Sokołowski do tej pory w Rosie był graczem, który dużo kreował na piłce, asystował i zdobywał punkty rzutami po koźle, czy po wejściach na kosz. W efektywnym funkcjonowaniu w taktyce Stelmetu na pewno pomoże ostatnio poprawiony rzut i dobre czytanie gry, jakim charakteryzuje się reprezentant Polski. Patrząc tylko na aspekt sportowy, transfer świetny, ale biorąc pod uwagę ostatnią burzę wokół finansów 4-krotnego Mistrza Polski, ruch kontrowersyjny. Nie trudno jest się domyślić, że żeby przekonać Michała do pozostania na parkietach PLK trzeba było położyć na stole pękaty worek z dolarami. Czy Stelmet stać, to wiedzą tylko ludzie pracujący w klubie. Chciałbym tylko więcej nie oglądać wylewającego się smrodu na Twitterze. Nie służy to nikomu, lidze, Stelmetowi, JJowi i samym zawodnikom.

Oby, z punktu widzenia Stelmetu, Sokół ubrany na zielono swoją grą i postawą bardziej przypominał Ponitkę, niż tak ostatnio wałkowanego Gruszeckiego.

Szymon Kiwilsza – GTK Gliwice

Dla młodego wciąż Kiwilszy (20 lat) GTK będzie drugim klubem w PLK. Poprzedni sezon spędzony w AZS Koszalin można potraktować jako przetarcie ekstraklasowe. Szymon przebywał na parkiecie średnio 14,5 minuty, zdobywał niecałe 4 punkty i zbierał 2,8 piłek. Kiwilsza jest graczem podkoszowym, nieco zawieszonym między obiema pozycjami. Za niski by skutecznie walczyć przeciwko większym centrom, za słabo rzuca i jest mało mobilny by być czwórką.

W GTK rywalizować będzie o minuty z graczami polskimi, którzy jakoś bardzo poziomem, ponad niego nie wystają. Kolejny sezon na parkietach PLK, lepszy trener (przynajmniej na starcie rozgrywek) to dobra okazja do rozwoju 20-latka wciąż chyba określanego mianem perspektywicznego.

Ciężko jest napisać coś więcej.

Wojciech Kamiński – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Stal rozpoczęła budowę drużyny na następny sezon. Kierownikiem będzie doświadczony już inżynier, sprawdzony na ławce trenerskiej w PLK, Wojciech Kamiński. Kamyk pokazał w poprzednich latach, że za nieco mniejszy budżet potrafi zmontować ciekawą ekipę, że ma nosa do najemników szukających fuchy w naszej lidze. Stal borykająca się z wszystkim nam dobrze znanymi problemami, potrzebuje fachowca, który ma pomysł i wiedzę, który coś wyczaruje nawet wtedy, gdy materiał nie jest najlepszej jakości. Dla trenera Kamińskiego to idealna okazja do sprawdzenia się w wymagających warunkach. Już na start duże wyzwanie – wybór podwykonawców na przyszły sezon. Ostrowianie będą musieli załatać dziurę po Adamie Łapecie, podporze tej drużyny. Ze srebrnego składu stracili już większość Polaków – Surmacza, Łukasiaka, nic nie wskazuje na to, że Mateusz Kostrzewski zostanie w klubie. Czas goni, a rąk do pracy na rynku ubywa…

Stali życzymy powodzenia w budowie. Każdej.

fot. bmslamstal.pl

Odejście Michała Sokołowskiego, prawdopodobnie także Daniela Szymkiewicza, pozwolenie na przejście do innego klubu trenerowi Kamińskiemu to koniec pewnej epoki w Radomiu. Okresu, który zapisał się z dobrej strony na kartach historii tamtejszego klubu. Coś się już jednak wypaliło. Przyszedł czas na zmiany, zarówno dla trenera, tak i dla Rosy, którą obejmie kończący karierę…

Robert Witka – Rosa Radom

Po 6 latach panowania Wojciecha Kamińskiego na radomskim tronie nastąpi przekazanie berła. Robert Witka prosto z dresu meczowego przebiera się w koszule i będzie w najbliższym sezonie odpowiedzialny za prowadzenie Rosy w PLK i eliminacjach (póki co) do FIBA Europe Cup.

fot. Fiołek.art/ Rosa

Rosa jest klubem, który przywiązuje się do ludzi, stawia na swoich, bazuje na długoletniej współpracy. Wzorem klubów zachodnich niektórzy zawodnicy kończący karierę zostają w Radomiu by pełnić różne funkcje wokół klubu. Piotr Kardaś to ostatani przykład, teraz do tego grona dołącza kończący karierę koszykarską Witka. Plan na taką zmianę na krzesełku pierwszego szkoleniowca był od dłuższego czasu, sam Robert nie grając końcówki sezonu z uwagi na uraz mógł się przygotowywać do nowego wyzwania.

Jedyne co można powiedzieć o Witce – trenerze, to to, że wydaje się być gościem opanowanym, spokojnie reagującym na wydarzenia boiskowe. Po czasem dość impulsywnym Kamyku, Robert Witka będzie sporą odmianą jeśli chodzi o prowadzenie drużyny w trakcie spotkań. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Niższy budżet w Radomiu, a co za tym idzie słabsi zawodnicy. Odejście kluczowych Polaków i gwiazdy zespołu. Rosa z zespołu celującego w Top4 staje się drużyną jedną z wielu walczących o Play off. Jak na start kariery trenerskiej to trzeba przyznać, że wyzwanie dość spore. Sprostać oczekiwaniom, nawiązać do poprzednich dobrych lat będzie niezwykle ciężko.

Good Luck!

Grzegorz Grochowski – Miasto Szkła Krosno

25-letni rozgrywający w sezonie 2018/19, tak jak w poprzednim, będzie bronił barw Miasta Szkła Krosna. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 3,7 punktu  i 3,3 asysty w 20 minut gry. Sezon niezbyt udany, Groszek wciąż nie przebił się do roli pierwszoplanowej w zespole. Problemy wynikające z braku centymetrów i słabej skuteczności za 3 punkty (28% w poprzednim sezonie) powodują, że w ofensywnej taktyce zespołu jest opcją jedną z ostatnich.

W Krośnie na dzień dzisiejszy Polakami do pierwszej piątki najprawdopodobniej byliby Put i właśnie Grochowski. Zobaczymy, jakich zawodników uda się podpisać w najbliższym czasie. Czy środki finansowe zostaną zainwestowane w graczy zagranicznych, których zadaniem będzie pociągnięcie drużyny do góry, czy do aktualnego zestawu paszportowego dojdzie jeszcze jeden gracz, najpewniej uzupełniający wyjściowe ustawienie. Czekamy.

Jakub Parzeński – Anwil Włocławek (2 lata)

Wreszcie choć na chwilę F5 zaznał spokoju, choć na dzień, na parę godzin. Włocławek doczekał się transferu, Jakub Parzeński zawodnikiem rottweilerów. Wszyscy wiedzą, niektórzy skrzętnie wykorzystują, desperacja Anwilu związaną z pozyskiwaniem paszportów na przyszły sezon z każdym podpisem w innym klubie rośnie. Włocławianom udało się pozyskać back up dla Josipa Sobina przy okazji dodając tak potrzebnego, jak opcja banowania na Twitterze Polaka.

Parzyk to gracz, który ma potencjał do tego, aby sprawdzić się w roli rezerwowego w klubie grającym o najwyższe cele w lidze oraz występującym w Europie. Zastąpi w drużynie swojego polsko-włoskiego imiennika, co nie jest poprzeczką nie do przeskoczenia dla nowego nabytku rottweilerów.  Kuba trafia do Anwilu z wielką czerwoną flagą. W poprzednim sezonie rozegrał tylko 7 spotkań na jesieni 2017 roku.  W tych meczach notował średnio 8 punktów i 4,5 zbiórki w 18 minut gry w barwach MKSu. Aktualna forma Parzeńskiego jest zagadką. Początki mogą być trudne, może brakować czucia piłki, feelingu do gry, zrozumienia systemu i zgrania.  Tym podpisem Parzyk wykazuje się odwagą, sezon na odbudowanie po kontuzji spędzi w końcu w ekipie Mistrza Polski, drużynie z chyba najbardziej wymagającymi i krytycznymi kibicami w kraju.

Anwil chcąc mieć miejsce na obwodzie na zawodników zagranicznych był zmuszony do szukania graczy podkoszowych z polskim paszportem. Igor Milicić chciał do Josipa Sobina dobrać Polaka, powielić wzór z poprzednich lat. Padały różne nazwiska w plotkach, zainteresowanie Łapetą, czy Karnowskim świadczy o tym, że trener włocławian celował w dużego centra, wnoszącego do zespołu centymetry, których Josipowi czasem brakuje. Para Sobin-Parzeński mocno eksporotwa nie jest, szczególnie, że dyspozycja Kuby jest na dzień dzisiejszy niewiadomą. W ramach polisy ubezpieczeniowej od słabej formy i wątpliwego zdrowia Kuby, Anwil dokłada do składu Markovicia (o nim za chwilę), który z pewnością część swoich minut spędzi grając na piątce.

Mariusz Konopatzki – Legia Warszawa

22-letni Konopatzki w ostatnich sezonach próbował przebijać się do pierwszej drużyny Asseco Gdynia, jednak ilość minut, jaką rozegrał w tych barwach nie mogła być zadowalająca dla samego zawodnika. W poszukiwaniu gry, w styczniu poprzedniego roku Mariusz zdecydował się na zrobienie kroku w tył, i występy w 1-lidze. Tam średnia minut wskoczyła na poziom prawie 25, dokładał do tego ponad 10 punktów.

Legia, a zarazem Tane Spasev sprowadza do swojej układanki kolejnego młodego jeszcze gracza, którego miał okazję poznać podczas pracy w Gdynii. Konopatzki jako zawodnik z ławki, uzupełniający rotację obwodową właściwie na wszystkich trzech pozycjach może okazać się cennym nabytkiem. Problemem znanym w przypadku Mario jest niepewny rzut, stąd ustawienia, w których to on będzie graczem z  piłką w rękach wydają się najbardziej prawdopodobne. Dobry sezon Kołodzieja pozwala sądzić, że macedoński trener również i z niego wyciągnie co najlepsze.

Alan Czujkowski – AZS Koszalin

28-latek po dwóch sezonach na zapleczu ekstraklasy wraca do najwyższej klasy rozgrywkowej. Sezon 2018/19 spędzi w AZS Koszalin. Podczas ostatniego pobytu w ekstraklasie przebywał średnio na parkiecie 15 minut, zdobywając 4 punkty. W poprzednim sezonie miał duży wkład w sukces Spójni Stargard, jakim było wygranie 1 ligi i awans do EBL. W 27 minut spędzanych na parkiecie notował 10,7 punktu i 4,5 zbiórki.

Czujkowski to zawodnik już ukształtowany, o wiele bardziej doświadczony niż przy poprzedniej przygodzie z PLK. W minionym sezonie rzucał za 3 punkty z ponad 40% skutecznością (129 prób). Jeśli zbliży się chociaż do takiego wyniku w PLK o minuty powinien być spokojny.

Nikola Marković – Anwil Włocławek

Pierwsze zagraniczne wzmocnienie Mistrza Polski. Nikola Marković został zawodnikiem rottweilerów. 29-letni Serb w sezonie 2018/19 zaliczy swój 4 klub w PLK. Marković to już uznana marka w Polsce. Gracz, który udowodnił swoją przydatność we wszystkich klubach (w Stelemecie też), w jakich do tej pory nad Wisłą grał. Zna realia ligi, wziął mały łyczek BCL i chce więcej.

Marković to gracz dobrze czujący się w grze kombinacyjnej. Dużo widzi na parkiecie, w taktyce Milicia może notować wiele asyst po odegraniach z post, czy dzięki współpracy z Josipem Sobinem. Jak na swoje warunki fizyczne jest bardzo mobilny, dobrze kozłuje, stwarza ogromne zagrożenie w akacjach 1 na 1 głownie przodem do kosza. Mimo, że pochodzi z Bałkanów, które nie kojarzą nam się z produkcją wybitnych atletów, Nikola jest w stanie dodać odpowiedniego zastrzyku fizyczności i energii, których czasem brakowało podkoszowym Anwilu w poprzednich sezonach.  Marković to także gracz uniwersalny, mogący grać na obu pozycjach podkoszowych i być w obu rolach efektywny. Z pewnością Milicić widzi w nim zawodnika rozciągającego grę, grożącego rzutem z dystansu, stąd myślę, że statystyka celnych trójek (średnio 0,7 celnej trójki na mecz w sezonie 2017/18) może poszybować do poziomu z sezonu 2016/17 w Treflu (1,3) lub nawet wyżej.

Igor Milicić kontynuuje sprowadzanie do Włocławka graczy, którzy już wcześniej wpadli mu w oko, ale z różnych przyczyn nie udało się ich namówić do gry w poprzednich sezonach. Z zapowiedzi trenera Anwilu o 10 równych zawodnikach można wywnioskować, że do Markovicia na pozycji numer 4 dołączy gracz na podobnym poziomie. Nie ma co ukrywać, że dla Anwilu najkorzystniejszym rozwiązaniem byłoby sprowadzenie kogoś z Polaków, których na rynku jest mniej więcej tylu, co klubów bez zaległości wobec zawodników.

 

Jak oglądać koszykówkę – Okiem Rafała Jucia

Są tematy, na których znają się wszyscy. Czy należy do nich koszykówka? Wątpię. A nawet gdyby tak było zawsze dobrze jest posłuchać kogoś, kto swoją wiedzą, zrozumieniem i spojrzeniem może ubogacić, dodać coś od siebie do „mojego” obrazu. Właśnie taka chęć stała u początków rozmowy, którą poniżej znajdziecie. Od razu ostrzegam – to nie jest tekst do porannej kawy, chyba że lubisz ją pić, gdy już ostygnie. To raczej artykuł, do którego warto będzie kilka razy wrócić. Panie i Panowie, przed Wami Rafał Juć i świat koszykówki widziany jego oczami.

 

Piotr Alabrudziński, Puls Basketu: Rozmawiając ze skautem drużyny NBA nie mogę zacząć inaczej jak od pytania, czym różni się oglądanie campów od zwykłych meczów? Czy na co innego zwraca Pan uwagę w obu przypadkach?

Rafał Juć, międzynarodowy skaut Denver Nuggets: Oglądanie campów to bardzo ważna część procesu skautingu, aczkolwiek w moim odczuciu nie są zbytnio przydatne jeśli chodzi o ocenę potencjału danego zawodnika. Korzystając z mojego doświadczenia, dużo większą wartość dla mnie mają mecze oraz treningi w klubach, a także turnieje i mistrzostwa na szczeblu międzynarodowym. Zdecydowanie największa wartość campu to możliwość zobaczenia często kilkudziesięciu zawodników na przestrzeni zaledwie kilku dni – tak więc to spora oszczędność jeśli chodzi o czas oraz budżet. Ja najbardziej cenię sobie możliwość zobaczenia równieśników w bezpośrednich pojedynkach – często okazuje się, że zawodnik nie mogący przebić się do rotacji w klubie czy też gracz ze słabej ligi, jest lepszy niż ktoś z euroligowym doświadczeniem. Trzeba jednak zaznaczyć, że takie campy to w żargonie skautów „surwiwal” – zawodnicy są rzuceni na głęboką wodę, często bez zagrywek i zasad, muszą polegać na swoich umiejętnościach 1 na 1. To sprawia, że tzw. zawodnicy „systemowi” mogą sobie nie poradzić w takich warunkach. Pamiętam że przed kilku laty duży talent, obecnie grający w Eurolidze, nie mógł „odnaleźć” swojej gry na EuroCampie w Treviso. Tego typu campy to przede wszystkim tranzycja, pchanie piłki do przodu, gra 1 na 1, wykorzystywanie swojej przewagi siły i atletyzmu. Tamten zawodnik charakteryzował się zespołową grą, świetnym ruchem bez piłki, umiejętnością wykorzystywania zasłon itd. Tylko tyle, że te umiejętności bardzo rzadką są wykorzystywane na obozach gdzie zawodnicy chcą przede wszystkim pokazać siebie poprzez nabijanie statystyk co promuje indywidualną grę. To co odróżnia mecze ligowe czy reprezentacyjne od campów to przede wszystkim dużo większa presja, gra o stawkę, stąd też nacisk na dbanie o piłkę i odpowiednią selekcję rzutową. Jeśli pod względem zaawansowania taktycznego wymuszającego szybką analizę i jeszcze szybsze podejmowanie decyzji mecz to szachy – to gierka na campie to warcaby.

Jakiś czas temu znalazłem w Internecie wykres z liczbą minut rozegranych w playoff przez graczy NBA z podziałem nie tyle na pozycje, ale na wzrost zawodnika. Największą grupę stanowili gracze pomiędzy 193 a 205 cm. Chcąc ująć ten wzrost w ramy pozycji na boisku otrzymalibyśmy pewnie 3 i 4, ale czy taki podział ma jeszcze sens? Jaki jest ideał koszykarza poszukiwany przez kluby z najwyższej półki?

Poruszamy tutaj bardzo ciekawy wątek, czyli podział na pozycje. Rewolucja statystyczno-analityczna dotknęła NBA – może nie w takim stopniu co ligę baseball’u – ale na pewno uświadomiła, że wygrywać można na różne sposoby. To z kolei sprawiło, że tradycyjny podział na 5 pozycji powoli zanika. Mogę zdradzić, że w naszym sztabie szkoleniowym Nuggets już od dawna używamy kompletnie innej kategoryzacji i nazewnictwa niż rozgrywający, rzucający, niski i silny skrzydłowy czy center. Jeszcze kilka lat temu rozwój takiego zawodnika jak Nikola Jokic nie byłby możliwy – dominowało konserwatywne myślenie, że za rozgrywanie i asystowanie odpowiedzialny jest rozgrywający, zazwyczaj najniższy na boisku. Takie myślenie odchodzi do lamusa. W obecnej NBA rozgrywający to najgroźniejsi strzelcy, gracze wysocy, szybcy i atletyczni. Postępuje nie tylko szkolenie co sprawia, że młodzi gracze bez względu na wzrost dostają podobne wyszkolenie, ale postępuje również selekcja – do NBA trafiają coraz to lepsi atleci. Patrząc w jakim kierunku zmierza koszykówka, nie zdziwię się jak za kilka lat większość drużyn będzie wystawiać piątkę złożoną z zawodników mierzących ok 2 metry, gra będzie polegać na wykorzystywaniu indywidualnych przewag, kreowaniu „otwarć” poprzez pick and roll oraz pchanie piłki do przodu – tak by sprawić by przekazywanie zatraciło swój sens. W dzisiejszych czasach idealny zawodnik to taki, który ma długie ramiona, jest skoczny, może bronić kilka pozycji, przekazywać krycie. Musi umieć rzucać i kozłować. Jeszcze kilka lat temu wystarczyło mieć jedną „elitarną” umiejętność, ale to już nie wystarczy. Dla przykładu jeszcze 5-6 lat temu na pozycji PF bardzo popularni byli stretch four – niskie „czwórki”, który zapewniały spacing, stojąc w rogu lub popując po zasłonach. Teraz już nie jest tak łatwo wyjść do pozycji rzutowej, ponieważ coraz więcej drużyn przekazuje zasłony – zarówno od, jak i do piłki. Teraz więc na pozycji PF dominują gracze nazywani „swing” czy też „combo forward”, którzy łączą najlepsze cechy SF i PF – muszą grozić rzutem, ale muszą też umieć odpowiedzieć na przekazywanie poprzez grę tyłem do kosza. Tak więc podsumowując liczy się wszechstronność. Ta konkluzja dotyczy jednak przede wszystkim tak zwanej klasy średniej oraz zadaniowców, ponieważ prawda jest taka, że gwiazdy rodzą się w różnych formach i postaciach. Największymi atutami takich graczy jak Jokic, Porzingis, Giannis czy Simmons jest fakt, że są unikatowi – posiadają nietypowe umiejętności jak na swoje warunki fizyczne, czy też unikatowe warunki fizyczne jak na swoją pozycję.

Spójrzmy również na graczy obwodowych. Przykład obecnego Mistrza Polski, Anwilu Włocławek, pokazuje, że można zbudować dobrą drużynę z jednym nominalnym rozgrywającym. Jakich umiejętności szukać u PG? Gdzie jest dla nich miejsce na boisku?

Przy okazji tego pytania chciałbym odnieść się do gry Anwilu – trener Milicić to niezwykle postępowy szkoleniowiec, ciągle się rozwija, podąża za trendami, nie boi się ryzykować. Być może w mistrzowskiej drużynie był tylko jeden „tradycyjny” rozgrywający w osobie Kamila Łączyńskiego, ale jak już wcześniej ustaliliśmy rozgrywać i kozłować mogą inni zawodnicy, w Anwilu to bardzo często robili Quinton Hosley czy Ivan Almeida. Na potrzeby systemu trenera Milicica byli więc oni „rozgrywającymi. Tak jak w reprezentacji Polski możemy zobaczyć ustawienia bez „jedynki” z Mateuszem Ponitką czy Adamem Waczyńskim na piłce. Coraz częściej w żargonie NBA pojawia się więc określenie „lead guard”, a nie „point guard”. Oczywiście nadal są bardziej tradycyjni rozgrywający w stylu Steve’a Nasha czy Chrisa Paula, ale jednak częściej widzimy „shot making PG” jak Damian Lillard czy Stephen Curry, oraz „lead guard” jak Russell Westbrook czy Donovan Mitchell. Jak widać wspólny mianownik to fakt, że ci zawodnicy będąc na boisku mają piłkę w rękach najdłużej i najczęściej z całej piątki. Trzeba jednak zaznaczyć, że pojawią się wyjątki, ponieważ talent zawsze się obroni i zostanie dostrzeżony. Jeśli chodzi o umiejętności jakich szukamy u PG to oczywiście umiejętność kozłowania, kontrola tempa gry, rozumienie i egzekwowanie taktyki, czytanie gry, cechy przywódcze, dobra komunikacja. W ostatnich latach na pozycji PG kładzie się też coraz większy nacisk na warunki fizyczne oraz umiejętność zdobywania punktów.

A co Pana zdaniem jest ważniejsze dla gracza obwodowego (nie tylko rozgrywającego): umiejętność gry indywidualnej, 1 na 1, czy też gra dwójkowa, akcje typu pick’n’roll?

Przekornie odpowiem, że najważniejsze dla gracza obwodowego są czucie i czytanie gry, podejmowanie dobrych decyzji, wykorzystywanie przewag ale zgodnie z założeniami i taktyką drużyny. Dzisiejsza kultura promuje szybki sukces, indywidualne osiągnięcia, stąd też coraz więcej zawodników potrafi świetnie grać 1 na 1, rzucać i mijać, ale jeśli nie grają zespołowo, łamią zagrywki, podejmują szalone decyzje – trudno będzie im zdobyć zaufanie trenera oraz kolegów, a co za tym idzie, nie będą mieć szans pokazać swoich umiejętności. W tej chwili pick and roll to „ABC” koszykówki, w ten sposób rozgrywa się blisko 60% akcji na parkietach NBA. Coraz częściej jednak defensywy są przygotowane na neutralizację tych akcji, stąd też pick and roll to tylko wyjście do sytuacji rzutowej. Liczy się odpowiednie odczytanie obrony, szybka reakcja. Bardzo często gra się więc akcję pick and roll po to by tylko skupić uwagę defensywy, zmusić do rotacji, a „właściwa” akcja dzieje się z dala od piłki. Dlatego tak istotna staje się znowu gra 1 na 1. Przy częstej zmianie drużyn i trenerów zawodnicy muszą być wszechstronni, dopasować się do różnych stylów i założeń.

Wicemistrz Polski, BM Slam Stal, wiele zyskał dzięki obecności na parkiecie Adama Łapety, typowej „5” bez rzutu z dystansu. Czy współczesna koszykówka może być jeszcze miejscem dla klasycznych centrów?

Ja uważam, że we współczesnej koszykówce jak najbardziej jest miejsce dla typowych „5” bez rzutu z dystansu. Trzeba jednak zaznaczyć, że sytuacja wygląda trochę inaczej w NBA, niż w Europie. Za oceanem ze względu na przepis „3 sekund” w obronie, tacy zawodnicy – typowe „5”  – tracą swoją wartość, ponieważ w obronie nie mogą kolokwialnie mówiąc „zamurować” trumny, muszą rotować, szybko poruszać się na nogach. Do tego coraz więcej wysokich zawodników na poziomie NBA grozi rzutem z dystansu, gra staję się coraz bardziej przestrzenna, wysocy są często zmuszeni do gry na obwodzie. Te przemiany najlepiej obrazuje chyba upadek Roya Hibberta – od uczestnika Meczu Gwiazd, najlepszego obrońcy NBA – do zawodnika, który nie może znaleźć pracy. Również w Europie gra staje się szybsza, bardziej dynamiczna. Tacy gracze jak Łapeta wciąż mają tutaj wartość (najlepszy przykład to Walter Tavares, który po przyjściu do Realu poprowadził tę ekipę do mistrzostwa Euroligi i ACB), ale ich rola i przydatność spada – ze względu na wymagania kondycyjne i szybkość gry, nie są w stanie grać więcej niż 22-24 minuty na wysokim poziomie. W NBA – tak jak w życiu – wszyscy starają się kopiować najlepszych. Stąd więc coraz więcej ekip chce grać niskim ustawieniem takim jak Golden State Warriors. Jeśli jednak nie możesz pokonać kogoś jego własną bronią, musisz być kreatywny. Myślę, że moda na tradycyjne „5” jeszcze wróci – proszę zwrócić uwagę ilu wysokich zostało wybranych w pierwszej dziesiątce tegorocznego draftu.

Patrząc na statystyki punktów zdobywanych na posiadanie z systemu Synergy dla NBA według typu akcji dużą skuteczność wykazują ścięcia, rzuty zawodników stawiających zasłony w akcjach pick’n’roll, czy też akcje typu spot up. Czy Pana zdaniem gra bez piłki, bieganie po zasłonach, to najważniejszy element współczesnej koszykówki?

Kluby NBA coraz chętniej przyglądają się Europie. Widać to nie tylko po liczbie zawodników spoza USA – obecnie to blisko jedna trzecia – ale też trenerów, skautów. Jeden z najbardziej szanowanych GM powiedział mi niedawno – „choć to my wymyśliliśmy koszykówkę, to wy Europejczycy gracie w nią w taki sposób jak się powinno.” Miał tutaj na myśli dobre wyszkolenie techniczne wszystkich pięciu graczy na parkiecie, ruch piłki, grę zespołową, zaawansowanie taktyczne. Bolesna prawda jest jednak taka, że trenerzy na Starym Kontynencie często muszą ukrywać braki motoryczno-atletyczne w myśl zasady „robić więcej mając mniej.”. Zawodnicy NBA to najlepsi atleci na świecie, są więc w stanie wykreować przewagi czy wykonać zagrania, które rzadko widujemy w Europie. Niemniej jednak preferencje i styl gry w NBA zmieniają się, kładzie się większy nacisk na ruch piłki, odpowiedni spacing, ruch bez piłki, granie zespołowe. Stąd też gra bez piłki i bieganie po zasłonach stają się coraz ważniejsze.

Może łatwiej jest nam obserwować umiejętności ofensywne. W obronie na pierwszy rzut oka widzimy z reguły tylko rażące błędy. Na co w takim razie zwracać uwagę, żeby dobrze ocenić system obronny zespołu i zachowania graczy?

To prawda, że dużo łatwiej jest ocenić umiejętności i potencjał ofensywny gracza niż defensywny. Wyciągając wnioski z moich doświadczeń jestem bardzo ostrożny jeśli chodzi o formowanie opinii na temat gry obronnej, zwłaszcza tej zespołowej. Oczywiście możemy ocenić pewne indywidualne cechy jak siła, szybkość stóp, zastawianie, czytanie gry itd., ale trzeba pamiętać, że obrona indywidualna jest zawsze realizowana w kontekście zespołowym. Pamiętam, że na początku mojej przygody ze skautingiem często krytykowałem koszykarza notując, że nie atakuje tablicy czy też zostaje pod zasłonami, a konfrontując tę wiedzę z trenerem czy też oglądając treningi – okazywało się, że taki był plan. W obronie indywidualnej liczą się szybkie ręce i nogi, ale w szerszym kontekście często mogą okazać się one niezbyt przydatne jeśli zawodnik nie ma wysokiego IQ koszykarskiego i umiejętności czytania gry. Weźmy choćby przykład Jokica – na pierwszy rzut oka jest to dość przeciętny atleta, nie gra nad obręczą, nie blokuje wielu rzutów, ale wszystkie zaawansowane statystyki mówią, że jest świetnym obrońcą. Czyta grę, dobrze rotuje, ma szybkie ręce, nie łamie założeń trenera – często zmusza rywala do złego rzutu poprzez bycie we „właściwym miejscu”. Warto więc zwracać uwagę na szybkość podejmowanych decyzji, umiejętności wywierania presji i fizycznej gry bez faulowania, zmuszanie rywala do trudnych rzutów, poświęcanie swojego ciała, aktywność przy piłkach 50/50.

Wcześniej warto jednak zastanowić się nad tym, czy oglądając mecz za pośrednictwem telewizji, gdy kamera jest skupiona na piłce, jest szansa, żeby właściwie ocenić postawę poszczególnych zawodników? Co trzeba widzieć i na czym się skupić, żeby nie popełniać tutaj błędów? Oglądając mecz na trybunach mamy już większe możliwości i wybór tego, na co patrzymy. Tylko czy przy coraz szybszej grze kibic ma szansę na dokładną, prawidłową analizę setów i ról konkretnych graczy? Swoją drogą, może stąd bierze się u niektórych skupienie na roli sędziów i wywieranie na nich presji…

To dość powszechny błąd – wiele osób oglądając mecze koszykówki skupia swoją uwagę przede wszystkim na piłce, podczas gdy zazwyczaj kluczowe i strategiczne decyzje podejmowane są z dala od niej. Dlatego w mojej pracy podczas meczu w telewizji staram się przede wszystkim obserwować obronę indywidualną oraz zaangażowanie, a podczas meczów na żywo w hali – komunikację i obronę zespołową. Jak już mówiłem wcześniej – trudno jest oceniać grę w defensywie, zarówno poszczególnego zawodnika, jak i całej drużyny, nie znając założeń trenera. Trzeba pamiętać, że podstawą każdej strategii jest planowanie w myśl zasady „coś trzeba dać, żeby coś zabrać” – czasem więc drużyna będzie celowo odpuszczać rzuty za 3 by chronić obręcz itd. Ja w swojej pracy skupiam się przede wszystkim na cechach indywidualnych i tym, czy dany zawodnik pasuje do naszego stylu, naszej strategii. Podstawą defensywy indywidualnej w NBA są przede wszystkim obrona pick and roll, a także close out. Liczą się więc tutaj szybkość stóp, zasięg ramion, umiejętność przyspieszenia. Biorąc pod uwagę jak szybka staję się gra, coraz więcej drużyn korzysta z analizy wideo w czasie realnym, niektóre elementy potrafią umknąć nawet doświadczonym trenerom czy zawodnikom. Szkoleniowcy nie tylko na poziomie NBA oglądają swoje spotkania nie raz, nie dwa po ostatnim gwizdku.

Załóżmy, że idziemy na mecz, albo mamy obejrzeć go w telewizji z kimś, kto nie ma wielkiego pojęcia o koszykówce. Ok, zna ogólne zasady, ale na tym koniec. Gdyby mógł Pan podać trzy krótkie wskazówki do przekazania takiemu człowiekowi, żeby gra była dla niego czytelna i żeby mógł z tego meczu wyjść z większym zrozumieniem basketu.

Jeśli chodzi o trzy wskazówki to trzeba pamiętać, że po pierwsze o zwycięstwie często decydują czynniki niewidoczne w statystykach – takie jak fizyczność, pewność siebie, przewaga mentalna. Choć koszykówka to sport zespołowy to nie możemy zapominać, że często oglądamy po prostu pięć pojedynków jeden na jednego, gdzie każdy ma swoje role i zadania. Jeśli jesteś w stanie wyłączyć swojego gracza nawet nie zdobywając przy tym punktów – to już jest ogromna wartość i przewaga. Po drugie trzeba wyrobić w sobie nawyk zwracania uwagi na to co dzieje się z dala od piłki. Poruszyliśmy ten temat przy okazji poprzedniego pytania. Po trzecie trzeba zrozumieć, że aby wygrać trzeba grać „razem” i we „właściwy sposób”.  Kibice lubią oglądać gwiazdy i ich popisy strzeleckie, ale indywidualności bardzo rzadko wygrywają mecze w pojedynkę. Ja w swojej pracy lubię przysłuchiwać się jak zawodnicy komunikują się ze sobą na boisku, czy sobie ufają, czy się rozumieją. Drużyny które wygrywają zazwyczaj mają lidera, ale też jasny i klarowny dla wszystkich podział ról, grają fizycznie, poświęcają swoje indywidualne popisy na rzecz zespołu. Podsumowując trzeba zaznaczyć jednak, że koszykówka to piękny sport, ale dość zaawansowany taktyczno-technicznie, nie wszystkie przepisy są zrozumiałe dla każdego kibica. Ze smutkiem muszę stwierdzić, że poziom wiedzy „przeciętnego” kibica w naszym kraju jest wciąż dość niski. Mam nadzieję, że w Polsce wróci moda na kosza, potrzebna jest nie tylko popularyzacja, ale również edukacja.