Tag: AZS Koszalin

Dojrzałe ogóry X – koniec zbiorów

Zanim przejdziemy do podsumowania sezonu ogórkowego, czas prześwietlić graczy, którzy jako ostatni dołączyli do drużyn Energa Basket Ligi.

Željko Šakić – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Stelmet znalazł zastępstwo dla Edo Muricia. Chorwat Željko Šakić nowy zawodnikiem czterokrotnego Mistrza Polski!

Większość swojej kariery Chorwat spędził na Bałkanach, gdzie grał między innymi dla Cibony Zagrzeb, czy bośniackiego BC Siroki. Ostatni sezon Šakić spędził w rumuńskim U-Banca Transilvania Cluj, z którym miał okazję występować w FIBA Europe Cup. Łącznie w rozgrywkach ligowych i pucharowych rozegrał aż 56 spotkań, a jego średnie plasowały się na poziomie 12,6 punktu, 6,3 zbiórki i niespełna 3 asyst w 26 minut gry.

Nowy nabytek Stelmetu to gracz bardzo wszechstronny i przede wszystkim grający dla zespołu, a nie pod własne statystyki. Kiedy drużyna potrzebuje punktów może wziąć na siebie ciężar ich zdobywania, innym razem może przepoczwarzyć się w point forwarda dogrywającego piłki partnerom i zawiadującego wydarzeniami na parkiecie. Poprzedni sezon to spory spadek w skuteczności rzutów za 3 punkty (29%), jednak Chorwat nie boi się przymierzyć z dystansu i jak na podkoszowego stosunkowo często na tego typu akcje się decyduje (ponad 2 próby na mecz).

30-latek przychodzi do Zielonej Góry jako zastępstwo za Edo Muricia. Słoweniec kompletnie się nie sprawdził w drużynie Stelmetu, a do tego jego pensja pochłaniała znaczną cześć kwoty przeznaczonej na wynagrodzenia. Rozstanie z Muriciem pewnie znajdzie swój finał w BAT, ale raczej nie ma wątpliwości, że istniała spora potrzeba wycięcia z zespołu złotego medalisty Mistrzostw Europy. Šakić to nieco inny zawodnik, przede wszystkim grający ostatnimi czasy tylko na pozycji numer 4 i posiadający o wiele lepsze rozumienie gry niż Edo. Nic nie ujmując Słoweńcowi, był on bardzo dobrym zadaniowcem, który fantastycznie sprawdził się jako 4-5 opcja ofensywna w reprezentacji swojego kraju podczas niedawnego Eurobasketu. Jednak wrzucenie go w większą rolę w ataku nie przyniosło pożądanego skutku, a Murić nie umiał wskoczyć w buty jednego z liderów zespołu i cały czas przebywał w cieniu. To wszystko mogło być frustrujące, dla Stelmetu i samego zawodnika, więc nic dziwnego, że do tego rozstania usilnie dążył klub. Šakić to gracz, który powinien lepiej się odnaleźć w Zielonej Górze i jestem dziwnie spokojny, że wywiąże się z oczekiwań stawianych przed nim.

Šakić jest w tym momencie czwartym zawodnikiem na pozycji silnego skrzydłowego. Prawdopodobnie z zespołem rozstanie się Mindaugas Kačinas, który miał przede wszystkim pomóc w treningach w okresie przygotowawczym. Mimo to, nadal w drużynie zostanie trzech graczy, którzy nominalnie grają na czwórce i nieszczególnie poradzą sobie na innych pozycjach. Mokros i Šakić raczej na niskim skrzydle nie pograją, jedynie można liczyć, że parę chwil na piątce spędzi Boris Savović. Patrząc na to z drugiej strony, to nic dziwnego, że Stelmet poszerza swoją rotację. Mnóstwo meczów, a do tego jeszcze świeża historia urazów Jarka i Savo sprawiają, że dodatkowy gracz pod kosz może okazać się na wagę złota.

Wiadomo, że nazwisko Šakić aż tak jak Murić, czy Dragicević nie elektryzuje kibiców, ale podpisanie tak wszechstronnego zawodnika znacznie poszerza możliwości gry Stelmetu, a sam gracz może z czasem okazać się jednym z najważniejszych trybików drużyny prowadzonej przez Igora Jovovicia.

Darko Planinić – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Frank Hassell nie dotrwał do rozpoczęcia rozgrywek. W jego miejsce błyskawicznie Stelmet sprowadza kolejnego Chorwata. Wielokrotny reprezentant swojego kraju, Darko Planinić, nowym graczem biało-zielonych.

Planinić to zawodnik z dużym doświadczeniem zebranym w wielu zakątkach Europy. Miał okazję występować w Maccabi, czy Baskonii, a ostatni sezon spędził w lidze włoskiej przywdziewając koszulkę Sassari. Chorwat poprzednie rozgrywki zakończył z liczbami na poziomie 10 punktów i 4 zbiórek w 17 minut gry. Darko przez większość kariery wykorzystywany był jako zawodnik zadaniowy, który nie występował w pierwszoplanowej roli, ale ze swoich zadań wywiązywał się bardzo dobrze. Posiada doświadczenie ze wszystkich topowych pucharów europejskich, począwszy od Euroligi, a kończąc na Basketball Champions League. Teraz do swojego CV dorzuci także ligę VTB, która nie wątpliwie była magnesem przyciągającym Chorwata do Zielonej Góry.

Planinić żyje z podań graczy obwodowych, operuje blisko kosza i jest w tym bardzo skuteczny. Korzysta ze swoich rozmiarów na zasłonach i w obronie, co zapewne cieszy trenera Stelmetu. Nowy zawodnik zielonogórzan to także solidny zastrzyk doświadczenia na najwyższym poziomie, który nie powinien przestraszyć się rywalizacji z wielkimi firmami w lidze VTB.

Planinić to drugi po Šakiciu zawodnik, który przychodzi do Zielonej Góry w ramach zastępstwa. Frank Hassell miał być podporą Stelmetu 2018/19, dominatorem podkoszowym, a okazał się sporym niewypałem. Być może umiejętności mu nie brakowało, jednak wizja gry trenera Jovovicia przewidywała inny sposób wykorzystania środkowego, co skończyło się słabym rozumieniem gry przez Amerykanina i problemem z aklimatyzacją. Szybko znaleziono zastępstwo jakim jest Darko Planinić. To podobnie jak Amerykanin gracz w Europie rozpoznawalny, który nie raz miał okazję grać w narodowych barwach.

Chorwat to gracz wyższy niż Hassell, o zupełnie innej charakterystyce gry niż Tank. Planinić jest przygotowany do gry przez szkołę bałkańską co powinno z miejsca ułatwić mu zrozumienie oczekiwań przed nim stawianych przez Jovovicia. Nie jest typem dominatora, ani także wirtuoza ofensywy jak np. Drago, ale we wszystkim co robi jest do bólu solidny i w żadnej sytuacji nie można go lekceważyć. Zatrudnienie 27-latka daje spokój i pewność, że pod koszem Stelmetu nie będą działy się niepożądane rzeczy po obu stronach parkietu. Co więcej, sprowadzenie zawodnika o takich rozmiarach to niejako odpowiedź na zestaw podkoszowych jaki udało się zgromadzić w Gdyni, czy Toruniu. Hassell pomimo ogromnej siły odstawałby wzrostem znacznie od graczy tak jakich Karnowski, Łapeta, czy Upshaw. Teraz jakakolwiek przewaga rywali na pozycji nr 5 zostaje zniwelowana, bo warto pamiętać, że jeśli chodzi o walkę wręcz i podkoszowe masowanie w obwodzie jest także Adam Hrycaniuk, który nie powinien dać się zepchnąć pod obręcz np. takiemu Sobinowi.

Stelmet w tym roku nie czeka na wystrzał formy i nie daje czasu zawodnikom na dotarcie się z zespołem. Nie chce ryzykować i słabsze ogniwa, które już w tej chwili się objawiają konsekwentnie eliminuje z zespołu. Już niedługo start sezonu i jednocześnie weryfikacja składu przygotowanego przez Igora Jovovicia, a ten wygląda naprawdę ciekawie.

Omar Prewitt – Legia Warszawa

Legia kończy budowę składu na sezon 2018/19. Ostatnim zawodnikiem, który zasili stołeczną ekipę jest Omar Prewitt.

Nowy nabytek klubu ze stolicy jest absolwentem romantycznie brzmiącej uczelni William & Marry, w której występował przez 4 lata. Wszystkie sezony to duża rola Prewitta na uniwersytecie, a ostatni rok to ponad 15 punktów na mecz, do tego 6 zbiórek i 3 asysty w 32 minuty gry. Omar po ukończeniu college’u wyjechał do Europy, a za punkt docelowy obrał Litwę i BC Šiauliai. Tam czekała go rola gracza rotacyjnego, który mógł liczyć na niecałe 20 minut w meczach ligowych i BBL. Amerykanin nie dotrwał jednak do zakończenia rozgrywek nad Bałtykiem i przeniósł się na południe by zasmakować greckiego słońca w Salonikach. Dla Arisu rozegrał  20 (liga+BCL) spotkań, jednak jego minuty w stosunku do poprzedniego pracodawcy spadły blisko o połowę. Prewitt zaliczał ponad 5 punktów w 12 minut spędzanych na parkiecie.

 

Prewitt to klasyczny skrzydłowy, który większość kariery spędził grając na trójce. Amerykanin mierzy 201 centymetrów, co predysponuje go do gry na wielu pozycjach. Dobra motoryka pozwala mu kryć graczy od siebie niższych, z kolei słuszne rozmiary i boiskowy spryt przydają się w obronie rywali grających pozycje wyżej. Nie sądzę, by Omar dostawał dużo minut na czwórce, jednak jest to potencjalnie bardzo ciekawy zawodnik do obsadzenia w takiej roli w niskich piątkach. Legia chcąc zmieścić na obwodzie 3 swoich najlepszych zawodników (Kowalczyka, Karolaka i Soluade), jednocześnie potrzebując dodatkowego shootingu może skorzystać z Prewitta grającego jako silny skrzydłowy, który zebrał jak do tej pory nieco większe doświadczenie niż Michał Kołodziej. Powyższy przykład to tylko jeden z wielu wariantów, jakie może tworzyć trener Spasev. Macedończyk skonstruował bardzo wszechstronny skład, gdzie każdy z zawodników obwodowych może spokojnie poradzić sobie na dwóch pozycjach.

Legia na początku celowała w pozyskanie rozgrywającego, który miałby kierować grą drużyny. Kontrakt w Warszawie podpisał Jordan Woodard, bardzo obiecujący zawodnik, który w teorii miał być liderem wojskowych. Sprawy pozaboiskowe pokrzyżowały plany  i Amerykanina nie ma już w Polsce, a włodarze eLki stanęli przed zadaniem znalezienia odpowiedniego uzupełnienia składu. Po przeanalizowaniu możliwości aktualnego zespołu zdecydowano się dodać skrzydłowego, a nie jak wcześniej planowano playmakera. Na tę decyzję miał wpływ z pewnością fakt, że w sparingach błysnął formą Mariusz Konopatzki, który walczy o jak największą ilość minut. Dodatkowo brak klasycznej trójki dość mocno raził po oczach, co z pewnością ułatwiło wybór macedońskiemu szkoleniowcowi.

Już po samym drzewku Legii widać, że będzie to drużyna grająca w sposób niekonwencjonalny. Na rozegraniu występować będą różni zawodnicy, z czego każdy z nich może danego dnia okazać się liderem punktowym ekipy z Warszawy. Nie Kowalczyk, nie Soluade, a chyba właśnie wyżej wspomniany Konopatzki to najbardziej zbliżony profilem gracz do klasycznej jedynki. Tak skonstruowany zespół to szansa na przyspieszenie gry, dobrą defensywę z wysokimi obrońcami na obwodzie i nowoczesną koszykówkę opartą na akcjach dwójkowych lub nawet izolacjach. Jest to także spore ryzyko i zagrożenie dla ataku pozycyjnego, gdzie może zabraknąć boiskowego generała, który zawiadywałby drużyną przy mocniejszym nacisku przeciwnika.

Wszystko wskazuje na to, że wynik Legii w dużej mierze uzależniony będzie od formy pary Kowalczyk-Soluade. Wielki sprawdzian przed jednym i drugim, który może zaprowadzić ich do wielkiej koszykówki lub na dłużej zakopać w błotku przeciętniactwa.

*Brandon Walters – AZS Koszalin (testy)

Testy Delano Spencera się nie udały, ale Koszalinianie nie stracili zapału i nadal są chętni sprowadzić do swojej ekipy jeszcze jednego gracza. Razem z drużyną trenuje już amerykański podkoszowy, Brandon Walters, który celuje w rozpoczęcie kariery w Europie.

AZS chcąc sprawdzić Spencera myślał o wzmocnieniu obwodu. Teraz nastąpił zwrot ku strefie podkoszowej i to właśnie tam trener Nikolić widzi braki w swojej drużynie. Walters pozytywnie przeszedł testy medyczne i jego przyszłość uzależniona będzie od najbliższych dni spędzonych z drużyną.

 

Teraz coś dla tych, co wakacje przeżyli intensywnie i niezbyt uważnie śledzili wiadomości z PLK. Poniżej przegląd ruchów transferowych w skondensowanej wersji.

POWROTY

PLK często jest traktowana jak przystanek do większej kariery, trampolina do lepszych lig i zarobków. Co roku kilku zawodnikom udaje się dobrymi występami wypromować do bardziej cenionych klubów niż te z naszego podwórka. Jednak to, co świetnie funkcjonowało w Polsce niekoniecznie udaje się powtórzyć w następnym sezonie. Mniejsza rola w drużynie, kontuzja lub zbyt silna konkurencja, to czynniki, które mają wpływ na to, że zawodnicy, którzy wyjechali z Polski nie odnaleźli się za granicą. Dla nich ponowna gra w Energa Basket Ligi jest jak powrót do rodzinnego miasta, gdzie znasz na osiedlu wszystkich ziomków, a tablice na sąsiednim boisku kleją każdą piłkę.

Na powrót, który ma służyć odbudowie pewności siebie zdecydowali się reprezentanci srebrnego pokolenia 93, Michał Michalak i Przemysław Karnowski. Obaj postawili w zeszłym roku na występy w hiszpańskiej ACB, jednak z różnych przyczyn ich sezony nie wyglądały tak jakby tego sobie życzyli i teraz decydują się na zrobienie kroku w tył by nabrać ponownego rozpędu. Myles Mack zdążył rozegrać ledwie kilka meczów w barwach Turowa Zgorzelec by sezon się dla niego skończył z uwagi na problemy zdrowotne. Gliwice mają być miejscem, w którym Mack odbuduje swoją wartość. Kontuzja skutecznie wyhamowała także karierę Deividasa Dulkysa, który opuszczał Polskę jako niekwestionowana gwiazda. Litwin liczy na dobry sezon w Eurocupowej Arce i późniejszy kontrakt na salonach Europy. Kolejną gwiazdą z przeszłości, którą ponownie będziemy mieli okazję oglądać na parkietach PLK jest Shawn King. Amerykanin po sezonie zwieńczonym nagrodą MVP wylądował w słoweńskim przeciętniaku i zdecydował się teraz na ponowną grę w miejscu, gdzie czuł się znakomicie, czyli w Ostrowie Wielkopolskim.

Do ligi wracają także Chase Simon i Martynas Sajus, których historia odbiega nieco od graczy wymienionych powyżej. Po wyjeździe z Polski nie przydarzył im się słabszy okres, a na powrót do Energa Basket Ligi zdecydowali się z uwagi na oferty od dużo mocniejszych zespołów niż te, w których mieli okazję ostatnio występować. Kolejnym graczem, który chce się przypomnieć polskiej publiczności jest Drew Brandon, któremu nie udało się dokończyć poprzednich rozgrywek w Słupsku z uwagi na upadek klubu. Amerykanin ma nadzieję, że ponownie będzie wykręcać dobre statystyki, a te pomogą mu w znalezieniu następnego pracodawcy. Całą listę zawodników powracających do PLK zamyka Anthony Hickey, niegdyś gracz gdyńskiego Asseco, a aktualnie największa gwiazda beniaminka Energa Basket Ligi, czyli Spójni Stargard.

Nie sposób w przypadku powrotów nie wspomnieć o comebackach na ławkę trenerską. Artur Gronek i Mariusz Niedbalski dostają kolejną szansę poprowadzenia drużyny w PLK. Pierwszy obejmie stery Polpharmy, a drugi spróbuje wykrzesać jak najwięcej z ekipy Miasta Szkła Krosno.

NIEWYPAŁY

Nie każdy wybór okazuje się strzałem w 10. Niektóre kluby świeżo po zakontraktowaniu nowego gracza były zmuszone do rozstania z uwagi na rozczarowującą postawę tak zachwalanych przez agentów zawodników. W pułapkę dało się złapać kilku trenerów i klubów, co w konsekwencji wymusiło ponowne przeczesywanie rynku transferowego.

Najbardziej sparzył się Stelmet, który musiał przez wiele tygodni, a nawet miesięcy użerać się z bardzo wysokim kontraktem Edo Muricia, którego imieniem spokojnie można byłoby nazwać te kategorię. Szybko podjęta decyzja o zatrudnieniu Słoweńca, którego zapewne w swoim zespole bardzo chciał ówczesny trener Andrej Urlep może klubowi jeszcze przez jakiś czas odbijać się finansową czkawką. Zielonogórzanie także przestrzelili z wyborem centra na najbliższy sezon. Wszystko wskazywało na to, że Frank Hassell będzie jedną z największych gwiazd Energa Basket Ligi, jednak problemy z aklimatyzacją i dostosowaniem się do strategii Jovovicia przekreśliły szansę Tanka na grę w biało-zielonych barwach. Słabo też wybierała Polpharma, najpierw zatrudniając Rashuna Davisa by po paru dniach jednak odstąpić od umowy z Amerykaninem. Trochę dłużej zawodnikiem Kociewskich Diabłów był Jai Williams, jednak wszystkie wątpliwości dotyczące jego osoby potwierdziły się w rzeczywistości i już tego zawodnika w Starogardzie nie ma. Ostatnim graczem, który miał grać dla SKSu był Bartosz Jankowski, ale pechowa kontuzja wykluczyła go z okresu przygotowawczego i ostatecznie były gracz Asseco Gdynia nie pojawi się na parkiecie w koszulce Polpharmy. Z kontuzją przegrał także Sam Dower, o którym w przeciwnym wypadku pisałbym w rubryce powyżej. Dla Amerykanina to byłyby powrót do PLK i jednocześnie powrót do Dąbrowy, niestety dla niego dalsza przygoda z koszykówką stoi pod sporym znakiem zapytania. W barwach odradzającej się gdyńskiej potęgi miał występować bardzo ciekawy gracz świeżo po uczelni, Ben Emelogu, jednak i jemu nie było dane podziwianie trójmiejskich plaż. We Włocławku na następce Ivana Almeidy namaszczony został Luis Montero. Dominikańczyk mający za sobą debiut na parkietach NBA nie wpasował się w oczekiwania Igora Milicicia i według oficjalnego komunikatu klubowego nie przeszedł testów medycznych. Grą Legii Warszawa miał kierować Jordan Woodard, ale z powodów rodzinnych nie zdecydował się na dłuższy pobyt nad Wisłą.

LIGOWE PRZETASOWANIA

Rynek lokalny też był gwarny i mocno zatłoczony. Kluby najpierw hurtowo sprowadzały zawodników z polskim paszportem, by potem sięgnąć po uznane już w PLK nazwiska z zagranicy.

Mistrz Polski do swojego składu dołożył graczy, którzy sporo nerwów kosztowali Igora Milicicia w serii finałowej. Do Włocławka z Ostrowa trafili Nikola Marković i Mateusz Kostrzewski, a w przeciwną stronę powędrował Michał Nowakowski. Anwil wzmocnił się także Jakubem Parzeńskim, który ostatni sezon spędził w MKSie Dąbrowa Górnicza, z kolei Wicemistrzowie Polski podebrali stamtąd Witalija Kowalenko. Z Gdynii udało się im także przechwycić Przemysława Żołnierewicza, który nie chciał kolejnego sezonu spędzać nad morzem. Stalówkę w kolejnym sezonie poprowadzi Wojciech Kamiński, który od lat związany był z Rosą Radom. Razem z nim do Ostrowa trafił także Daniel Szymkiewicz, który liczy na w końcu udany sezon. Z Radomiem pożegnał się także Michał Sokołowski, który zdecydował się na grę w lidze VTB w barwach Stelmetu Enea BC Zielona Góra. Z kolei na Mazowsze trafili doświadczeni Obie Trotter, Artur Mielczarek i Daniel Wall, którzy mają być odpowiedzialni za mentorowanie radomskiej młodzieży. Srebrny medalista, Szymon Łukasiak zdecydował się na zmianę otoczenia i grę dla trenera Winnickiego w Dąbrowie Górniczej. Coraz lepiej sobie radzący w PLK Jakub Schenk wybrał powrót pod skrzydła trenera Budzinauskasa i grę dla Wilków Morskich ze Szczecina. Po rozpadzie drużyny ze Zgorzelca Kacper Borowski wybiegnie na parkiet w koszulce Startu, z którym związał się aż 3-letnią umową. W Trójmieście zdecydowali się postawić na duże nazwiska. Do Sopotu zawitał Mistrz Polski Paweł Leończyk, brązowy medalista Damian Jeszke i jeden z wyróżniających się centrów ligi Milan Milovanović. Popularny Leon zastąpił w składzie Trefla klubową legendę, Filipa Dylewicza, który przeniósł się na północ wybierając ofertę Arki Gdynia. Do drużyny powracającej do wielkiego grania również dołącza Adam Łapeta, który po świetnym sezonie na pewno nie narzekał na brak ofert. Kacper Młynarski po sezonie w Koszalinie wybrał ofertę Kociewskich Diabłów i zastąpi tam w roli głównego Polaka Marcina Fliegera. AZS zdecydował się na totalną przebudowę drużyny i związał się umowami z Krzysztofem Jakóbczykiem, Maciejem Kucharkiem, Gregiem Surmaczem i Łukaszem Ratajczakiem. W Gliwicach lukę po Polakach, którzy odeszli z GTK wypełnią Szymon Kiwilsza i Piotr Robak, którzy ostatnio grali odpowiednio dla AZSu i Legii Warszawa. Na grę w stolicy zdecydował się Jakub Karolak, a w jego ślady poszedł także aktualny kapitan wojskowych – Sebastian Kowalczyk. Piotr Pamuła po nie najlepszym sezonie minut dla siebie poszuka w Spójni Stargard.  Ligowy mix kończymy na Podkarpaciu, gdzie do Szklanego teamu przenoszą się Filip Put, Paweł Krefft i Maciej Bojanowski.

NOWE GWIAZDY

W lidze nie ma już Ivana Almeidy, Vlado Dragicevicia, DJa Sheltona czy Glenna Coseya. Na zmianę otoczenia zdecydował się Chavaughn Lewis i Aaron Johnson, a Patrik Auda wrócił do Włoch. Czy są w lidze godni zastępcy?

Wśród graczy, którzy mogą brylować na obwodzie wyróżnić na pewno trzeba dwóch zawodników, którzy przychodzą do Energa Basket Ligi z drugiej ligi tureckiej. Markel Starks zagra w Stelmecie, a Rob Lowery w Polskim Cukrze Toruń. Na obu czekają spore role w swoich zespołach, a wachlarz ich umiejętności powinien zdecydowanie wystarczyć na bycie czołowymi postaciami ligi. Z fantastycznymi cyferkami do ligi przychodzi Trey Davis, który zagra w Dąbrowie Górniczej. Amerykanin popisywał się rekordami punktowymi w G-League i ocierał się o skład Boston Celtics. Do Włocławka trafił Vladimir Mihailović, który oprócz umiejętności strzeleckich posiada sporą windę w nogach. Po ciekawych guardów sięgnęli także w Sopocie i Ostrowie. Nad morze przyjechał Ian Baker, który gdyby nie kontuzja grałby w Partizanie Belgrad, a do Wielkopolski zawitał Mike Scott, który powinien być innym graczem niż generał AJ, ale przynoszącym równie dużo radości kibicom.

Na skrzydłach typowanym na gwiazdę i lidera Arki Gdynia jest Josh Bostic, który zwiedził już kilka uznanych europejskich marek. Stelmet sięgnął po wszechstronnego Željko Šakicia, a Anwil po rosyjskiego super strzelca Walerija Lichodieja. Z łotewskiego Ventspils do Ostrowa przybywa Blake Hamilton, a z Bundesligi udało się wyciągnąć Polpharmie Tre Busseya, a Miastu Szkła Jordan Loverdige’a.

Pod koszem wzmocniło się wiele zespołów. Do Polski trafili gracze, którzy specjalizują się w rozdawaniu bloków i pakowaniu piłki do kosza z góry. Nad morzem zagra niespełniony talent na miarę draftu NBA Robert Upshaw, a w Gliwicach wylądował niepokorny Damonte Dodd. Rosa Radom ściągnęła do swojej drużyny eksplozywnego dunkera, jakim jest Hanner Mosquera-Perea, a Stelmet zakontraktował chorwackiego reprezentanta, Darko Planinicia.

Cykl Dojrzałych ogórków znalazł swój koniec. Czekamy na sezon i weryfikacje przewidywań. Obyśmy się nie zawiedli.

Dzięki za przeczytanie!

Aktualne składy PLK

Dojrzałe ogóry cz. IX

Dojrzałe ogóry cz. VIII

Dojrzałe ogóry cz. VII

Dojrzałe ogóry cz. VI

Dojrzałe ogóry cz. V

Dojrzałe ogóry cz. IV

Dojrzałe ogóry cz. III

Dojrzałe ogóry cz. II

Dojrzałe ogóry cz. I

Dojrzałe ogóry cz. IX

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK 2.09-8.09

Delano Spencer – AZS Koszalin (testy)

AZS decyduje się na sprowadzenie jeszcze jednego gracza obwodowego. W najbliższym czasie testowany będzie Delano Spencer.

Amerykanin ostatnie lata spędził na uczelni Tennessee State. Ubiegły sezon to 15,5 punktu na mecz w 32 minuty gry. College dla jakiego grał nie jest w krajowym Topie, stąd decyzja o sprawdzeniu go przed podpisaniem umowy wydaje się być jak najbardziej słuszna. Spencer to guard, który może grać na obu pozycjach obwodowych, jednak w większość spotkań występował w charakterze łowcy punktów o czym świadczy bardzo mało ilość asyst. Dysponuje dobrą trójką, która stanowi główną część jego gry.

https://www.youtube.com/watch?v=V5aIM_P7EtI&t=54s

Z takiego obrotu spraw raczej nie jest zadowolony Marek Zywert, który przyszedł do Koszalina z nadzieją na minuty, a ewentualne zakontraktowanie Amerykanina znacznie utrudni mu drogę na parkiet. Mimo, że Spencer typowym rozgrywającym nie jest, to wspólna gra w parze z Brandonem wygląda jak coś co może przynieść wiele korzyści.

Nic dziwnego, że akademicy kombinują jak wzmocnić swój skład. Dotychczasowy AZS na papierze wygląda słabo, a rywale z dolnej połówki tabeli mają w swoich szeregach naprawdę ciekawych zawodników. Ciężko też nie myśleć o ewentualnych zmianach w środku sezonu, w końcu nie było jeszcze takiego roku, by drużyna nie uległa przemeblowaniu od października do kwietnia.

Gabe DeVoe – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Przez wszystkich wyczekiwany, od pewnego czasu zapowiadany świeżak po uczelni zjawił się w Zielonej Górze. Gabe DeVoe założy koszulkę Stelmetu!

Absolwent znanej uczelni Clemson i gracz Charlotte w Lidze Letniej przywdzieje biało-zielone barwy. DeVoe w swoim seniorskim roku zaliczył dwukrotny skok jeśli chodzi o średnią punktową w porównaniu do poprzedniego sezonu, co było wynikiem konsekwentnego wzrostu minut. Skończył rozgrywki 2017/18 z 14 punktami, 2 asystami i 5 zbiórkami w 34 minuty gry. 22-latek z roku na rok poprawiał skuteczność rzutów za 3 punkty by dobić do 40%. Gabe jest strzelcem, który dobrze czuje się zarówno w akcjach typu spot up, jaki grając na koźle.

Na ten moment nie da się określić roli, jaką będzie pełnił w drużynie Jovovicia. Wszystko zależy od procesu przystosowania się do warunków europejskich i wystrzału jego formy. Może skończyć jako gracz skrajnie zadaniowy, a może być jedną z największych gwiazd obwodowych ligi.

Stelmet ewoluuje. Z napakowanego talentem, doświadczeniem i umiejętnościami spryciarza przekształca się w drużynę o bardziej nowoczesnym wyglądzie. Atletyzm, siła, szybkość i młodsze nogi to podstawa tegorocznego składu. Już nie tylko dwóch zawodników może mieć piłkę w rękach i zrobić z nią coś sensownego, a 4, czy 5. Dojście Starksa, DeVoe i przede wszystkim Sokołowskiego otwiera możliwość jeszcze większego przyspieszenia gry (SZG w poprzednim sezonie grał w najwyższym tempie nie licząc Czarnych). Nie trzeba będzie szukać po zbiórce lub przechwycie rozgrywającego, ponieważ wszyscy gracze obwodowi są w stanie ruszyć z piłką w kierunku kosza rywali.

Przed zeszłym sezonem drużyna aktualnego Mistrza Polski została określona jako Anwil 2.0. Stelmet, przynajmniej w moich oczach, również wygląda jak wersja zupgrejdowana. Ekipa z winnego grodu stała się hybrydą, która może przyjąć w trakcie meczu dwa oblicza. Kiedy obrona i zbiórka funkcjonuje jak należy pozwola to na bieganie do kontr i napędzanie tempa gry, kiedy rywale poświęcą atakowanie deski ofensywnej i się cofną Łukasz Koszarek wraz z wysokimi  mogą kręcić zabójcze pick n rolle, w których wyspecjalizowani są do perfekcji. Jednak żeby nie było tak pięknie, warunkiem rozpędzenia się Stelmetu 2.0, tak jak w przypadku Anwilu, jest defensywa, która będzie generowała przechwyty i czyściła tablice. Jak na razie spotkania kontrolne pokazują, że jest wiele do poprawy w tym względzie.

DeVoe przedstawiany jest jako gracz uzupełniający rotacje obwodową. Myślę jednak, że z biegiem czasu będzie się stawał coraz ważniejszą postacią zielonogórzan. Przynajmniej 60 meczów do rozegrania niesie za sobą konieczność posiadania szerokiej kadry, a zmęczenie podstawowych gracz na pewno będzie dawać się we znaki. Talenty strzeleckie Gabe’a prędzej czy później powinny ujrzeć światło dzienne.

Blake Hamilton – BM Slam Stal Ostrów Wlkp.

Nie ma drużyny Wojciecha Kamińskiego bez czarnoskórego łowcy punktów. Blake Hamilton zamyka skład Stalówki.

23-latek przychodzi do Ostrowa po przyzwoitym sezonie w łotewskim Ventspils. Amerykanin rozegrał w sumie 29 spotkań (liga+puchary), w których średnio zdobywał 9,5 punktu, 5,4 zbiórki i 2,5 asysty w niespełna 25 minut. Hamilton studiował na uczelni Buffalo, a nadbałtycka przygoda była dla niego pierwszym sezonem w Europie.

Nowy zawodnik Stali większość kariery spędził na niskim skrzydle, jednak we współczesnej koszykówce różnice między SG, a SF coraz bardziej się zacierają. Blake jak na gracza obwodowego mocno pomaga na zbiórce, co jest jego dodatkowym atutem. Dobrze rzuca za 3 punkty, może nie jest seryjnym strzelcem, ale nie można go zostawiać samego za łukiem. Dobrze czuje się z piłką w rękach i w improwizowanej koszykówce. W porównaniu do poprzednich wyborów coacha K Hamilton pewnie będzie zdobywał mniej punktów, ale za to inne statystyki powinny być bardziej spuchnięte.

W Stali Hamilton będzie łączył pozycje 2 i 3. Rywalizować z nim o minuty będą Polacy – Majewski, Żołnierewicz i Chyliński. Przy paszportowej obsadzie silnego skrzydła Blake powinien być graczem pierwszej piątki grając w parze z kimś wymienionym powyżej.  Amerykanin doda ostrowskiemu obwodowi atletyzmu, solidną trójkę i tzw. faktor x, który może w wielu meczach okazać się niezbędny do osiągnięcia sukcesu.

Hamilton zastąpi w roli zagranicznego obwodowego Marca Cartera, który z resztą był łączony również tego lata ze Stalówką. Były gracz Ventspils jest nieco większy, ale zapewne brak mu doświadczenia i ogrania na europejskich parkietach. Znając Kamyka i jego styl prowadzenia drużyny można spodziewać się, że duet Hamilton-Scott będzie bombardował kosz rywali co mecz.

Zapowiadało się niemrawo, miało być gorzej i skromniej a jest naprawdę przyzwoicie. Nie wiadomo, jak zafunkcjonuje drużyna jako całość, ale piątka Scott-Żołnierewicz-Hamilton-Nowakowski/Kowalenko-King nie wygląda dużo gorzej (o ile w ogóle) od zeszłorocznego zestawu. Nowakowski z Chylińskim i Majewskim powinni rozciągać parkiet, dużo dzięki temu zyskają Amerykanie i Żołnierz grający na koźle i rollujący do obręczy King. Skład wygląda na dobrze zbilansowany, ale jak to przełoży się na formę prezentowaną przez Stal na parkiecie pokażą pierwsze miesiące sezonu.

Earvin Morris – TBV Start Lublin

Następca Chavaughna Lewisa znaleziony.  Earvin Lee Morris nowy zawodnikiem TBV Start Lublin!

Amerykanin od dwóch lat gra profesjonalnie w koszykówkę. Po zakończeniu swojej kariery uniwersyteckiej w 2016 rok na teksańskim college’u UTEP, gdzie grał ze znanym z PLK Dominiciem Artisem, przeniósł się do Libanu, by tam rozegrać 15 spotkań i zdobywać średnio 23 punkty na mecz. Ostatnie rozgrywki to gra w lidze VTB dla Avtodora Saratov (5 miejsce z bilansem 14-10) i w Grecji. Okres po przenosinach do ligi spod Akropolu to 17,5 punktu na mecz, z kolei w nowych rozgrywkach Stelmetu było to już tylko blisko 7 punktów. Dobra forma Morrisa nie uchroniła Ariesu Trikala przed spadkiem z ligi greckiej, a sam zawodnik zdecydował się na poszukiwanie nowych wyzwań. Cel -> Lublin!

Morris jest zawodnikiem, który ma potencjał by wypełnić lukę po Szevonie. To co może dać więcej, to na pewno lepszy rzut niż Lewis, który w tym względzie miewał często problemy, z kolei w defensywie ciężko będzie zastąpić ex gwiazdora Czarnych. Nowy Amerykanin potrafi mocno zaatakować kosz i skończyć akcje z góry, nie stroni od gry na piłce i pojedynków 1 na 1.

Dla Morrisa sezon 2018/19 to szansa na dużą promocję, ale i spora presja wiążąca się z zadaniem zastąpienia Lewisa. Nowy nabytek TBV na pewno zdaje sobie sprawę, że dobrymi występami na polskich parkietach może wrócić do dużo bogatszej ligi VTB, co pokazał przykład poprzednika.

Chemia między Jamesem Washingtonem, a Lewisem była wyśmienita. Zawodnicy dogadywali się na parkiecie, ale przede wszystkim poza nim. W Lublinie na pewno liczą, że nić porozumienia między prezydentem, a Morrisem wywiąże się dość szybko, a duet Amerykanów będzie prowadził swój klub ku fazie Play Off. Na Earvina czeka w lubelskim bardzo duża rola, taka, w której będzie bardzo odpowiedzialny za drużynę, a jego dyspozycja będzie w znaczący sposób rzutowała na formę całego Startu. Na ten moment ciężko przypuszczać, czy Morris podoła zadaniu i czy będzie kolejną gwiazdą ligi, jednak z mojej perspektywy Lewisa zastąpić mu się nie uda. Po pierwsze, Chavoaaeugghn Chavaughn znał ligę i jej realia, co można bagatelizować, ale w większej analizie jest to czynnik, który pozwolił mu na poprawienie cyferek z Czarnych, a trener był tego zawodnika po prostu pewny. Po drugie, właśnie wyżej wspomniana współpraca między Washingtonem a nim. Lewis w Słupsku był także odpowiedzialny za rozegranie, co przełożyło się na swobodniejszą grę z piłką w Lublinie, spychając w niektórych posiadaniach Jamesa do roli spot up shootera. Mam wątpliwości, czy Morris na piłce to będzie równie dobry koszykarz i czy w jego DNA jest również trochę dzielenia się piłką i współpracy z partnerami. Choć dla dobra ligi, obym się mylił.

W Lublinie stabilizacja. Wymieniono zaledwie 3 graczy, do klubu przyszli Borowski, Upson i Morris. Czy to wystarczy by awansować do Play Off?

Mindaugas Kačinas – Stelmet Enea BC Zielona Góra

25-letni Litwin podpisuje roczny kontrakty ze Stelmetem. Silny skrzydłowy jest piątym podkoszowym zielonogórskiego klubu.

Nowy nabytek zielonogórzan jest absolwentem uczelni South Carolina Gamecocks, gdzie na ostatnim roku notował średnie na poziomie 10 punktów i 5 zbiórek w 29 minut gry. Niestety, nie udało mu się ze swoim college’em awansować do turnieju finałowego ligi akademickiej NCAA. Ostatnie dwa sezony spędził w Neptunasie Kłajpeda, w którym występował w roli rezerwowego. Jego linijka na koniec poprzednich rozgrywek (liga litewska + BCL) to 4 punkty i 3,2 zbiórki w 15 minut gry.

Kačinas to gracz o charakterystyce podobnej do.. Jarka Mokrosa. Lubi korzystać z jumpera, czy to z dystansu, czy z półdyszki. Jest szczupłą, mobilną, energetyczną czwórką, która da przede wszystkim spory zastrzyk energii i walki o każdy centymetr parkietu. Czy tego typu gracz był potrzebny Stelmetowi? Na to pytanie odpowiedź poznamy w trakcie sezonu, jednak na tę chwilę spodziewałem się (i chyba nie tylko ja) innego gracza.

Jeśli traktować ten transfer jako zastępstwo za Edo Muricia, to, nie ma wątpliwości, że Litwin to zawodnik z zupełnie innej półki finansowej niż Mistrz Europy, jednak jego przydatność dla drużyny nie musi być wcale mniejsza. Kačinas będzie trzecim graczem na pozycji numer 4, w ekstremalnie wysokich ustawieniach może zagrać na 3, ale jeśli już kogoś przesuwać, to pewnie Savovicia na środek, szczególnie przy sygnałach o powolnej aklimatyzacji Franka Hassella.

Tak jak w przypadku Gabe’a DeVoe, Mindaugas sprowadzany jest z myślą o poszerzeniu składu. Stelmet na ten moment dysponuje 11 zawodnikami + 2 juniorami. Zaplecze na walkę na dwóch frontach jest, teraz wszystko w rękach Igora Jovovicia, przed którym nie łatwe zadanie zaszczepienia swojej filozofii gry u swoich podopiecznych. Tym bardziej jest to zadanie ciężkie, gdyż na kadrę wyjechało 3 podstawowych zawodników.

*Przemycony take* Na temat słuszności okienek reprezentacyjnych każdy ma swoje zdanie, a rozpatrując ich słuszność obiektywnie można znaleźć sporo plusów i minusów. Ja jednak jestem zdania, że im szybciej FIBA zrozumie, że nie będzie FIFĄ, ani UEFĄ tym lepiej. Gra w reprezentacji piłkarskiej to największy zaszczyt jaki może spotkać sportowca, a wielkie imprezy przyciągają więcej widzów niż najbardziej prestiżowe rozgrywki klubowe. Teraz jesteśmy w sytuacji, w której najlepsi zawodnicy nie grają w swoich kadrach albo robią łaskę, że w pojedynczym turnieju zagrają i to mówimy o przypadku, w którym oni w ogóle mogą się stawić na zgrupowanie, a ich klub ma przerwę od swoich rozgrywek. Dla  samych zawodników pewnie lepiej grać z biegu, być w rytmie meczowym, a nie spędzać połowy lata w narodowych polówkach, ale my jesteśmy kibicami i chcemy oglądać najlepszych zawodników w rozgrywkach międzynarodowych. Kropka. *Koniec*

Niby nie rewolucja, a jednak 5 nowych graczy związało się ze Stelmetem. To blisko 50% składu, co jak na politykę transferową klubu z Zielonej Góry jest wysokim wynikiem.

Adam Kemp – Polpharma Starogard Gdański

Jai Williams (tak, jak 3/4 osób przewidywało) nie sprawdził się w roli podkoszowego i w jego zastępstwo Polpharma sprowadza Adama Kempa.

Nowy nabytek SKSu to 27 letni absolwent uczelni Marist. Podkoszowy spędził już 4 lata na europejskich parkietach i miał w tym czasie okazje przywdziać koszulki takich klubów jak Spirou Charleroi czy Astana. Był w tych drużynach graczem drugoplanowym, jednak miał okazję zasmakować VTB i Basketball Champions League. Ostatni sezon to zaledwie 9 oficjalnych spotkań dla greckiego Koroivos Amaliadas i bułgarskiego BC Beroe Stara Zagora. W sumie statystyki za poprzednie rozgrywki to 4 punkty i 3 zbiórki w 13 minut gry.

Kemp to typowy podkoszowy pracuś mogący grać na pozycji nr 4 i 5. Nie rzuca za 3 punkty, swoich szans szuka bliżej obręczy, choć indywidualnych akcji raczej się nie podejmuje. Dobre warunki fizyczne pozwalają mu na rywalizowanie o miejsce w polu 3 sekund i skuteczną walkę o zbiórki. W ataku zazwyczaj był odpowiedzialny za postawienie mocnej zasłony i wykończenie podania partnera spod samego kosza.

Zmianę Williamsa na Kempa, można rozpatrywać tylko w pozytywny sposób. Nowy zawodnik SKSu ma doświadczenie z Europy i to z klubów, które nie są jakimiś ogórkami w 2 lidze cypryjskiej. Dużo się może nie nagrał, ale być nadwyżką nad poprzednikiem trudno nie jest. Artur Gronek szukał pod kosz typowego wyrobnika, gościa od czarnej roboty, który w pierwszej kolejności skupi się na małych rzeczach, a indywidualne zapędy ofensywne odłoży na bok. Wybór Kempa to odpowiedź na te właśnie oczekiwania.

Adam stworzy duet podkoszowy wraz z Brettem Prahlem. Raczej żaden z nich wirtuozem na miarę Bojicia, czy Milovanovicia nie zostanie, ale przy bogactwie obwodowym ktoś od zadań specjalnych jest tej drużynie potrzebny. Największe oczekiwania można mieć w stosunku do defensywy podkoszowych Polpharmy, którzy będą musieli bronić dostępu do kosza i często łatać dziury po nie najlepszej obronie na dystansie.

To niesamowite, że kibice Energa Basket Ligi będą mogli oglądać na parkiecie rywalizację Kempa z Jordanem, czy Westbrooka z Morrisem. Oby dostarczyły tyle samo emocji, co oryginały.

Chase Simon – Anwil Włocławek

Powrót do Włocławka po 3 latach gry na dobrym poziomie w Europie. Chase Simon został wytypowany na zastępce Luisa Montero, a co za tym idzie Ivana Almeidy.

Pochodzący z miasta Eminema 29-letni Amerykanin spędził sezon 2014/15 we Włocławku, który na koniec okazał się najgorszym w klubowej historii. Simon był liderem tej ekipy, blisko 17 punktów, 3 zbiórki, 2 asysty i 1,6 przechwytu w 31 minut na mecz, co przyniosło zainteresowanie klubów z zachodu Europy. Chase grał w Hiszpanii, potem Izrealu, by w ostatnim sezonie zakotwiczyć we francuskim JL Bourg-en-Bresse, gdzie miał okazję występować z Mathieu Wojciechowskim (MKS Dąbrowa Górnicza). Wszystkie te lata łączy jedno, nowy nabytek Anwilu nie zszedł poniżej 10  średnio zdobywanych punktów, a w Izraelu był nawet 4 strzelcem ligi (17,2).

Simon to gracz łączący pozycje 2 i 3 i tak też we Włocławku będzie ustawiany. 201 cm wzrostu, bardzo dobra ogólna sprawność, która pozwala mu być jednym z lepszych zawodników swojego zespołu po bronionej stronie parkietu. Chase to gracz, który lubi grać z piłką w rękach, rzuca przeciętnie (34% za 3), a jego największym atutem jest mijanie rywali i gra 1 na 1. Miękki kozioł, elastyczny styl poruszania się i dobry ball-handling sprawiają, że jest bardzo ciężko go upilnować w sytuacji sam na sam. W defensywie czuje grę, może nie tak jak Hosley, ale dobrze ustawia się na linii podań, z czego biorą się przechwyty i łatwy punkty. To co odróżnia go od zeszłosezonowych gwiazdorów Anwilu to mała liczba zbiórek, w tym względzie nie będzie można na niego liczyć w takim stopniu, jak na Almeidę, czy Q.

Przygoda Luisa Montero na Kujawach długo nie trwała. Klub nie zdecydował się na kolejne ryzykowne posunięcie i dokłada do swojej drużyny gracza sprawdzonego, co do którego ma pewność apropo jego formy boiskowej i zachowania poza nim. Nie ma co ukrywać, że romans Anwilu z Dominikańczykiem rozbił się nie przez brak koszykarskich umiejętności, a przez zachowanie i nieprzystosowanie się do warunków panujących we Włocławku. Zatrudnienie Simona nie niesie za sobą widma niepowodzenia, czy trudnej aklimatyzacji. Chase z miejsca powinien wejść w rytm treningowy i z czasem stawać się coraz ważniejszą postacią Anwilu.

Igor Milicić zdecydował się na zespół, w którym nie będzie jednej wyraźnej postaci, choć Simon, czy Michalak są zawodnikami, do których można posłać piłkę by „coś zrobili”, kiedy czasu na zegarze mało. Rottweilery zgromadziły wielu strzelców dystansowych w swojej drużynie, a tylko Sobin i Parzeński (i trochę Kostek) nie są zagrożeniem zza łuku. Dodanie do takiego zestawu gracza, który umie minąć, często wchodzi na kosz sprowadzają na siebie obrońców to najrozsądniejsze posunięcie.

No i jeszcze jeden plus (choć pewnie nie ostatni). Simon jest dobrym defensorem i jeśli miałbym stawiać, w jakiej roli widzi go Milicić, to myślę, że dużo czasu spędzi na naciskaniu jedynek rywali. W takiej roli funkcjonował Q i JayAir, a teraz najpewniej właśnie Simon. Dobra praca nóg i warunki fizyczne pozwolą mu na skuteczne przeszkadzanie rozgrywającym, a długi zasięg ramion ograniczy pole widzenia i miejsca na podanie do partnera. W takiej defensywie ważne jest również to, że przy hipotetycznej zamianie krycia, Amerykanin nie będzie umierał na zbiórce czy w post przeciwko dużo wyższemu graczowi, tak jak np. Łączka.

Gdyby przed sezonem można byłoby wybrać, czy Montero, czy Simon, stawiam, że większość postawiłaby na sprawdzonego gracza. Być może Montero indywidualnie jest lepszym graczem, ale nie mam wątpliwości, że w zespołowej koszykówce to Chase będzie bardziej przydatny.

 

*Warto wspomnieć także o Igorze Wadowskim, który przez najbliższe 2 tygodnie będzie trenował z Anwilem Włocławek i zastępował kapitana rottweilerów, Kamila Łączyńskiego pod jego nieobecność związaną z kadrą. Wadowski ostatnie 3 sezony spędził w Koszalinie, który miał być inkubatorem jego talentu, jednak rzeczywistość potraktowała 22-latka nieco brutalnie. Ostatni sezon to tylko 10 minut średnio na mecz i niecałe 3 punkty oraz asysta.

Igor nie znalazł jeszcze dla siebie klubu i próbuje wywalczyć sobie miejsce u.. innego Igora. Te dwa tygodnie to nie tylko zastępstwo, ale i walka o kontrakt, o którym mówi się już od jakiegoś czasu. Polak zająłby miejsce nr 11-12 w rotacji Mistrza Polski i pewnie skoku minut by nie odnotował, ale ciężko nie odnieść wrażenia, że w porównaniu do poprzedniego sezonu skorzystałby na takim ruchu. Opcji dla niego za wiele na rynku nie ma, a trening i mała rola w jednej z topowych drużyn PLK może go wiele nauczyć i przystosować do rywalizacji na najwyższym poziomie.

Dla Anwilu Wadowski byłby zabezpieczeniem pozycji nr 1. Kamilowi Łączyńskiemu przydarzają się drobne urazy, a meczów do rozegrania naprawdę sporo. Do tego Igor wpasowuje się w charakterystykę zawodników poszukiwanych przez Milicicia – 196cm wzrostu na rozegraniu to coś, co szkoleniowiec rottweilerów preferuje.

 

Tajne listy #7

Klasycznie jesteśmy we trójkę i rozmawiamy o Rosie Radom i o tym, kto jako pierwszy może stracić stanowisko pierwszego trenera. Poprzednia część tu. 

Karol: A co sądzicie o Rosie? Widziałem, że bukmacherzy potrafią dać ich nawet na 6. miejscu, co – wg mnie – jest nieporozumieniem. Sam Trotter tego nie pociągnie, a nie mam przekonania ani do Neala, ani tym bardziej podkoszowego z Kolumbii. Kto tam jeszcze jest? Mielczarek, Wall, Zegzuła, Piechowicz? Wg mnie słabizna i wcale się nie dziwię, jeśli będą poza dziesiątką. Tak, napisałem to i można mnie z tego rozliczyć po sezonie. Oczywiście o ile nie zrobią takich transferów, że cała koszykarska Polska będzie pod wrażeniem.

Arek: Ja myślę, że odpowiednim hasłem dla kibiców Rosy powinno stać się Trust The Process. Problem w tym, że nie widać jakiegokolwiek zarysu dla tego procesu, ale za to fajnie brzmi. Trener Kamiński odszedł, a Robert Witka zacznie teraz ubierać garniak do pracy w każdy weekend. Intrygujący fakt jest to, bowiem obaj w Radomiu spędzili prawie tyle samo lat (Kamyk sześć, o rok więcej niż Witka), wiele razem w Rosie przeżyli. Fajny ruch ze strony radomskiego klubu, że zdecydowali się postawić właśnie na Witkę, jestem dziwnie spokojny o powodzenie w swoim pierwszym trenerskim roku.

Przedsezonowe typy PLK bukmacherów to co roku jest mem. Polska rotacja Rosy jest strasznie uboga i najwięcej krzywdy zrobiło im pewnie nie znalezienie zastępstwa za Michała Sokołowskiego (przecież kiedyś to się musiało stać!) – zamiast tego wzięto 34-letnego Artura Mielczarka. Umówmy się, poza nim (Sokołem) w tej drużynie dawno nie było innego wartościowego Polaka, był za to trener który umiał to świetnie poukładać i wstawić w odpowiednie role – dlatego tak ważną postacią będzie trener Witka, jego podejście do młodzieży i brak presji na wynik (który zaniesie tę drużynę poza Top-10 ligi, tak jak mówisz Karolu). Wracając do byłego gracza Trefla – dwa sezony temu gdy dostając duże minuty w Koszalinie potrafił robić dobre liczby – przynajmniej te podstawowe, bo np. wskaźnik wykorzystania USG% miał taki sam jak grając w trójmieście a PER niższy niż w Sopocie (w całej lidze był tuż za takimi tuzami PLK jak Jarmakowicz czy Ochońko), czyli te na pozór dobre liczby w AZSie nie były dobre. Mówi się też o większej roli Filipa Zegzuły, Mateusza Szczypińskiego czy Szymona Szymańskiego – czy to brzmi jak zespół na pierwszą dziesiątkę PLK? Wyobrażacie sobie jak będzie grała Rosa z Wojtkiem Wątrobą wchodzącym za zmęczonego ponad 30 minutowym graniem Mosquera-Pereę?

Dochodzimy do zagranicznego rosteru. Jest Trotter – fajny 34-letni doświadczony gracz, jest Neal – radomska zasada że musi być jakiś shooter została zachowana, ale to jakiś taki mniejszy kaliber, wersja light no i rookie. Jest Hanner Mosquera-Perea – żeby dowiedzieć się w google gdzie grał w zeszłym sezonie, musisz przejść na kolejną stronę przeglądarki („nie ma na pierwszej stronie, sprawdzę czy jest na drugiej” – pomyślał NIKT, NIGDY).

Nieśmiało przypominam, bo może zapomnieliście – Rosa startuje też do walki w FIBA Europe Cup. I to jest ten jeden, jedyny moment gdy krótko zastanawiam się czy jest sens i czy dalej stać w szeregu tych którzy mówią, że gra w europucharach zawsze procentuje itp. czy już nie. Trwam jednak przy swoim – to tylko eliminacje. Na dziś stawiam że Rosa pierwszy raz od sezonu 2012-13 nie dostanie się do play-offów, ale może w paru meczach nas zaskoczy.

Jacek: Chęć gry takim składem jakim ma Rosa w jakichkolwiek rozgrywkach europejskich to według mnie grube nieporozumienie. Już nawet nie wspominając o tym, że gra w FIBA Europe Cup nie opłaca się finansowo i trzeba do tych rozgrywek dopłacać.

Artur Mielczarek ma 34 lata i w ostatnich dwóch sezonach rozegrał nieco ponad 70 proc. meczów sezonu regularnego i tylko nieco ponad połowę meczów w poprzednim sezonie. I ogólnie część tego składu wygląda staro, a druga część kompletnie nie ma doświadczenia. Do tego to o czym wspomniał Arek, brak ludzi pod koszem. Wcale się nie zdziwię jak minuty na centrze będzie dostawał Daniel Wall. Łukasz Bonarek w Słupsku nie pokazał nic co wskazywałoby na to, że może być graczem na miarę PLK. Warto spojrzeć też w terminarz: Stal (w), Arka (d), King (w), Trefl (d), PCT (w), Spójnia (d), Anwil (d). To się może skończyć jakimś 1-6/0-7 i nie wiem, czy przy takim wyniku Robert Witka będzie miał tyle kredytu zaufania, żeby zachować stanowisko.

No właśnie może pójdźmy w stronę trenerów. Który z trenerów będzie od pierwszego dnia siedział na gorącym krześle? Który z trenerów jako pierwszy straci pracę?

Karol: Wiem, to będzie bardzo cliche, ale coach Nikolic z AZSu od początku siedzi na gorącym krześle, jak to w Koszalinie. Po pierwsze – terminarz. W pierwszych 7 spotkaniach na AZS czekają aż trzy ekipy z SuperLigi (Toruń, Zielona Góra i Włocławek), do tego trzy wyjazdy (Gliwice, Starogard, Lublin) – a wiadomo, różnie to bywa z wyjazdami – oraz mecz u siebie ze Spójnią. Także wcale bym się nie zdziwił szybkim 1-6. No ale OK, terminarz terminarzem, kluczem tu jest to, że tegoroczny skład węgla i papy w AZSie jest po prostu słaby. Przeanalizujmy obcokrajowców (nie zawsze pozycja idealnie się zgrywa, jasne).

Aleksandar Marelja – Dragoslav Papic. Marelja ma za sobą niezły sezon, po którym trafił do Bundesligi. Przed trafieniem do Polski zagrał sezon w średniaku ligi serbskiej, jednak grał na tyle dobrze, że trafił najpierw do ABA, a później do ACB. W ekipie z Vrsacu kręcił cyferki na poziomie 18 PTS/7 REB/71% z gry, w wieku 24 lat, więc mówimy tu o graczu wciąż się rozwijającym. Piszę nieprzypadkowo o wieku, bo taki Papić w wieku 30 lat (czytaj: w ubiegłym sezonie) zdobywał w Serbii 17,7 PTS/5,5 REB/48% z gry. Pomijając już fakt, że to gorsze cyferki, zwłaszcza skuteczność jak na podkoszowego słaba, to tak po prostu stwierdźmy – jeśli w tym wieku dusisz się w średniaku KLS, to nic z tego nie będzie (w sumie powinienem zacząć od tego, że ten gość przez ostatnie 4 lata mało grał w kosza, poza ubiegłym sezonem tylko II liga serbska). Popatrzyłem na kariery zawodników, którym podobnie szło w Serbii gdy byli już niezbyt młodzi, a zdecydowali się na wyjazd – słabeusz ligi litewskiej, solidna gra na Słowacji – nic ciekawego. Ten Tasić, który teraz przyszedł do Ostrowa kręcił takie cyferki jak miał 22 lata. Także, kończąc ten przydługi wywód, niech nikt nie nakręca się tymi cyferkami, Papić jest słaby. Marelja był dużo lepszy.

Nikola Malasević – Marko Tejić. Tu mam problem. Malasević jaki był, każdy widział. Przyjechał po dwóch dobrych sezonach w solidnej lidze rumuńskiej, zagrał co miał. Był OK. Tyle. Tejić? Spore wrażenie budzi fakt, że ma tyle doświadczenia w tak młodym wieku, ale tak patrzę na ten ubiegły sezon w Grecji – bez rewelacji. Gorszy od dziesiątek Amerykanów, na poziomie znanego nam Tony’ego Meiera (z zaznaczeniem, że Meier grał w dużo lepszej ekipie). Ja wiem, że to takie wróżenie z cyferek, w których nie wszystko widać, ale co innego możemy zrobić? Staram się wpasować go w jakąś skalę. Mój werdykt jest taki, że będzie na poziomie Malasevicia.

Diante Baldwin – Aleksandar Radulović. Mocno obserwowałem Baldwina, bo miał fajne momenty i na pewno był gościem, z którym chciałbym zagrać w streetball. Odnoszę wrażenie, że czasem mu się nie chciało, ale coś tam umie. W sumie jakby umiał rzucać z dystansu, co całkiem przydaje się obwodowym w zawodowej koszykówce, to pewnie miałby już sensowny kontrakt na nowy sezon. W nowym sezonie w barwach Akademików zagranicznym PG został niejaki Aleksandar Radulović, który przez ostatnie dwa lata trafia jakieś 30% trójek i generalnie nie zdobywa masy punktów, a grał w tym czasie w lidze serbskiej i w słabeuszu słabszej od PLK ligi czeskiej. Podobno jest dobrym obrońcą i dobrym strzelcem, jak twierdzi Nikolić, ale – przynajmniej to drugie – było raczej zwykłą kurtuazją. Wygląda na to, że sporo podaje, ale i tak należy postawić pytanie „Dlaczego ktoś go ściągnął?”. Zwłaszcza, że ma już 30 lat. Grubo ponad połowa rookie po NCAA za 2k$, gdzieś z low major byłaby lepsza. Według mnie będzie gorszy od Baldwina, nawet nie mam wątpliwości.

Modestas Kumpys – Drew Brandon. OK, ściągnięcie Brandona to zdecydowanie najciekawszy ruch AZSu. Wiadomo, to inny gracz niż Kumpys, ale nie miałem jak tego zestawić w inny sposób. Tak po prostu, patrząc jakościowo – tutaj muszę wskazać na Brandona. Naprawdę ciekawy gracz.

Reasumując – w ubiegłym sezonie AZS nie zaprezentował nic ciekawego, a w moim mniemaniu w nowych rozgrywkach będzie jeszcze gorszy. Posada Nikolicia jest mocno zagrożona. Według mnie poleci jako pierwszy.

Mój drugi kandydat to Robert Witka, ale w sumie możecie sobie przeczytać to, co napisał Jacek. Myślę dokładnie tak samo. Kwestia kredytu zaufania.

Naturalnym kandydatem wydaje się także Niedbalski z Krosna, zwłaszcza, że Miasto Szkła aż 4 ze swoich pierwszych 6 spotkań gra na wyjazdach (Arka, Polfa, King, Stal), a na Podkarpacie wpada między innymi Trefl Sopot. Łatwo nie będzie, ale jestem trochę fanem tego rosteru, więc myślę, że wyciągną z tego 2-4/3-3, także Niedbalski utrzyma się na stołku.

Arek: Z góry uprzedzam: moja odpowiedź będzie nieoczywista i będzie zawierała w większości pytania z tego powodu, że Karol zebrał już poklask czytających i skinienia głowami ze zrozumieniem za swój typ.

Powiem wam, że jak zacząłem wypisywać trenerów którzy według mnie mogliby stracić pracę w tym sezonie to wyszło mi ponad pół ligi (chociaż przyznaję, przy połowie z nich to jest totalny odlot). Może AZS zrobi na złość całemu środowisku i nie zwolni trenera Nikolica nawet jeżeli ten nie wygra meczu w ciągu dwóch pierwszych miesięcy sezonu (ha-ha)? Może na zespół z Krosna patrzymy z perspektywy fajnego rosteru (całkowicie nowego rosteru który musi mieć czas na zgranie), ale zapominamy o tym, że trenerem jest Mariusz Niedbalski oraz o tym w jaki sposób funkcjonuje klub z Krosna? Może Krzysztof Koziorowicz ze swoim beniaminkiem? Pasuje, zwłaszcza że już raz po powrocie do ligi drużyny ze Szczecina w sezonie 2014-15 został zwolniony w trakcie sezonu, ale: 1) jak bardzo PLK jest uboga w drużyny-beniaminki w ostatnich latach, to od 2010 roku wspomniany wcześniej Koziorowicz, Bakun (ha-ha), Lazić i Herkt zostali zwolnieni w swoich pierwszych sezonach po awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej; 2) to ważna postać stargardzkiego ośrodka koszykarskiego (czy tam ogólnie zachodniopomorskiego); 3) niskie wymagania utrzymania się w lidze sprawią, że będzie sobie spokojnie siedział wygodnie na swoim krześle.

Ja pójdę trochę w inną stronę: mam dwa typy które układają się w pewien wzór (nie tylko w PLK, koszykówce, ale ogólnie w sporcie) – trenerzy w swoich drugich sezonach (czy to z drużyną, czy to po awansie) rzadziej utrzymują się na stołkach niż w pierwszych, z reguły przejściowych. Gdy po pierwszych 2-3 miesiącach ich drużyny zawodzą, zostają zwolnieni, bo oczekiwania wobec nich są najczęściej wyższe niż samo utrzymanie wyniku z poprzedniego sezonu.

Idąc tym tropem, komisja kontroli gier i zakładów wytypowała dwóch trenerów. Pierwszym jest Marcin Kloziński i jego Trefl Sopot którego na przyszły sezon wciąż nie kupuję, a widzę, że kibice mocno wierzą w niesamowity rozwój tamtejszej młodzieży (Grzegorz Kulka, serio? Wciąż? Który mamy rok?), high-risk/high-reward Iana Bakera (są niczym fani Denver Nuggets wypinający przed siebie pierś, z dumą i arogancją jednocześnie używając tego zwrotu po drafcie, prawie plując na innych, szydząc z nich że nie wzięli MPJ) czy Pawła Leończyka. Nie ma już takich tłumów na pozycji skrzydłowego, Milan może być lepszy niż w PSG, a Taylor bardzo fajnym obwodowym, no i terminarz nawet taki nie najgorszy, ale… Te cholerne przeczucie. Jego zwolnienie byłoby jeszcze o tyle kuriozalne, bo przecież w lipcu przedłużył kontrakt o dwa lata.

Paweł Turkiewicz (dwa lata do końca trzyletniej umowy) też nie będzie miał tak łatwo w swoim drugim roku po awansie do PLK, a ta drużyna nie wydaje się być lepsza niż poprzednia – wymieniono większość składu, Polaków którzy odeszli pogoniono do 1 Ligi, ci co przyszli szału nie robią. Narybek zza granicy taki, że pewnie jeszcze przed sezonem dojdzie do zmian, a zmiany to nerwy, a nerwy rozgrzewają krzesło pod trenerem, nad którym klosz ochronny pt. „beniaminek” został zdjęty. Yup, to chyba będzie mój główny typ do pierwszego trenerskiego zwolnienia w sezonie. Tak żartem – może koszykarska Legia wzorem piłkarskiej Legii pokaże najlepsze zarządzanie w lidze i zwolni trenera Spaseva?

Jest też sytuacja, w której zostanie zwolniony trener z trójki (lub czwórki) Jovović, Milicić, Frasunkiewicz (, Mihevc) za słabe wyniki w rozgrywkach europejskich, ale: 1) to tak szybko nie nastąpi; 2) dobrze się ogląda tą kontynuację we Włocławku, Gdyni czy Toruniu i w przypadku tych drużyn takie ruchy chyba byłyby nie na miejscu 3) czy w tych drużynach jest takie ciśnienie na wygrywanie w BCL lub Eurocupie? Jest „europejska napinka” czy „podchodzimy do tematu luźno, Mistrzostwo Polski najważniejsze”?

Jakkolwiek, my tu gadu-gadu o PLK, ale za niecałe dwa tygodnie kadra walczy o Mistrzostwa Świata. Najpierw wyjazdówka z bardziej osłabionymi Włochami (którzy kombinują żeby te braki w kadrze jakoś zmniejszyć), później mniej osłabieni Chorwaci w Ergo. Luźny tejk przed meczami – uda się wygrać chociaż jedno z tych spotkań? Mamy gdzie szukać przewag?

Dojrzałe ogóry cz. IV

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK 28.07-3.08

Aktualne składy PLK

Sebastian Kowalczyk – Legia Warszawa (2 lata)

Po Jakubie Karolaku drugie duże wzmocnienie Legionistów. Sebastian Kowalczyk, Złote Usta PLK, spędzi kolejne dwa sezony w stołecznym klubie.

Seba przez ostatni rok grał w Kingu Szczecin pod opieką trenera Budzinauskasa. Sezon raczej z tych udanych, 20 minut średnio na mecz w play-offowej drużynie to nie jest zły rezultat, szczególnie, że konkurencja obwodowa w Wilkach była na wysokim poziomie. Rola powierzona mu przez trenera Metaxę różniła się nieco od tej, w której występował w rozgrywkach 2016/17 w rozpadającym się Kutnie. Spadła ilość zdobywanych punktów na mecz (7,2 w Kingu), ale wskaźnik asyst pomimo krótszego czasu na parkiecie wzrósł (2,8). Warto podkreślić, że Kowalczyk z roku na rok poprawia skuteczność za 3 punkty. Poprzedni sezon zakończył z wynikiem 38,3 %, co definiuje go jako bardzo przyzwoitego strzelca dystansowego.

Legia sprowadza do Warszawy Kowalczyka z myślą o powierzeniu mu prowadzenia ataku drużyny. Z kolei dla samego zawodnika to być może niepowtarzalna okazja do zabłyśnięcia, wyjścia z cienia i bycia wiodącą postacią drużyny. Jeszcze tyle piłki w rękach, co w przyszłym sezonie prawdopodobnie na poziomie PLK nie miał. Poprzednie sezony sprawiają, że można mieć wątpliwości dotyczące umiejętności kreowania gry, przeglądu parkietu Sebastiana. Raczej rozgrywającym w typie first pass już nie zostanie. Jednak może być bardzo dobrym punktującym z piłką w rękach, potrafiącym obsługiwać partnerów kiedy trzeba. W takiej sytuacji na pewno sporym atutem 25-latka jest doświadczenie z gry na dwójce i umiejętności strzeleckie, które poprawia z każdym kolejnym rokiem. Coraz starszy Kowalczyk to także coraz mocniejszy fizycznie Kowalczyk, co powinno mu ułatwić grę po obu stronach parkietu, ale przede wszystkim pomoże mu stać się lepszym obrońcą.

Tane Spasev buduje drużynę w dużej mierze na zawodnikach, których już zna, z którymi miał okazję pracować. Legia po tak złym sezonie nie może pozwolić sobie na ryzyko przestrzelonych transferów, podpisania graczy, którzy nie sprostają wymaganiom macedońskiego trenera. W tak skonstruowanej Legii Kowalczyk powinien być pewniakiem do gry 25+ minut na pozycjach 1-2. Pozostało jedno wolne miejsce na obwodzie, wszystko wskazuje na to, że dla gracza z USA.

James Florence – Asseco Gdynia

Wow.

Tydzień. Tyle zajęło skompletowanie naprawdę imponującego obwodu Arce Gdynia. MVP Finałów PLK z 2017 roku zagra w trójmiejskim zespole w sezonie 2018/19. Florence opuszcza Zieloną Górę, jednak w Polsce zostaje. Przekonuje go walka o medale (mistrzostwo?) i gra w EuroCup w barwach Asseco.

Florence to zawodnik najczęściej grający z piłką w rękach, przede wszystkim myślący o zdobywaniu punktów. Celowo nie używam słowa rozgrywający, bo to gracz, który PG ma napisane tylko obok nazwiska. Bliżej mu do Stepha Currego, nie tylko przez rzucanie z logo na środku boiska, niż do Rajona Rondo. Flo jest w stanie w pojedynkę przejąć mecz i go wygrać (3 mecz półfinału w tym roku – obejrzyj!), jest nieobliczalnym strzelcem, ale potrafi grać z drużyną. Taki zawodnik to skarb dla każdej ekipy w PLK. Ostatni sezon, w lidze i pucharach zakończył z linijką: 19,1 mpg, 11,3 ppg i 3,1 apg.

Asseco zbroi się naprawdę konkretnie. Przygodę z EuroCup traktują serio i wzbogacają swój arsenał o jeden z najlepszych karabinów PLK ostatnich lat. Dodanie Flo powoduje jednak mały ból głowy, jak zestawić drużynę na parkiecie. Patrząc klasycznie to na rozegraniu jest już Szubarga i Ponitka, który minut potrzebuje jak tlenu. Gdzie tu miejsce dla Jamesa, który raczej nie jest ściągany tylko pod kątem grania na SG. Przemysław Frasunkiewicz to jednak trener podążający za trendami współczesnej koszykówki, więc myślę, że zapowiada się sporo gry na dwóch kozłujących i odejście od klasycznych ról boiskowych.

Amerykanie podpisani w tym tygodniu przez Arkę stawiają ją w gronie faworytów do finału. Tak, finału. TOP 4 drużyn z poprzedniego sezonu mogło myśleć, że w najbliższych latach medale będzie rozdzielać między sobą. Teraz do gry wchodzi nowy gracz, który potencjałem śmiało może być wymieniany jednym tchem ze Stelmetem, Anwilem i Toruniem. Jaki jest kurs na finał w Gdyni!?

W Zielonej Górze i kujawsko-pomorskim trwa przeszukiwanie szuflad. Wizytówka sympatycznej pani z Providenta potrzebna na już!

Witalij Kowalenko – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Wicemistrzowie ruszyli, pierwszy podpis w Ostrowie. Nowym zawodnikiem Stalówki został Witalij Kowalenko. Ukrainiec z polskim paszportem występuje w naszej lidze nieprzerwanie od 2014 roku.

Wszystkie 4 sezony w PLK pokazały, że Kowalenko jest wszechstronny graczem, odnajdującym się w różnych rolach na parkiecie. Trener Jacek Winnicki w poprzednich rozgrywkach korzystał z niego z ławki, mimo to Witek grał średnio ponad 20 minut w każdym spotkaniu. Drugi rok z rzędu był ważnym elementem układanki ćwierćfinalisty Energa Basket Ligi. Martwi zniżka formy w skuteczności za 3 punkty w stosunku do 2016/17 (z 44% na 31%), średnia punktów też w dół. Być może to efekt gry obok Sheltona, czy Broussarda, którzy w ataku zepchnęli Kowalenkę do drugoplanowej roli. Na tym etapie kariery mimo wszystko wydaje się, że właśnie gra nieco w cieniu największych gwiazd drużyny to miejsce, które chcesz poświęcić na ustawienie Witka.

fot. Dorota Murska

Stal z uwagi na problemy, nazwijmy je pozaboiskowymi, dopiero teraz wystartowała z kompletowaniem składu na kolejny sezon. Transfer Kowalenki to dobry początek. To już 34-letni, ale wciąż mogący w efektywny sposób wesprzeć drużynę na parkiecie zawodnik. Posiadając takiego gracza trener Kamiński będzie miał komfort jakościowych minut na silnym skrzydle. Witka można puścić w pierwszej piątce, można wykorzystać z ławki i w obu tych przypadkach spać spokojnie. Nazwisko nie najgłośniejsze, ale w porównaniu do Surmacza, którego zastąpi, może dać drużynie więcej w praktycznie wszystkich aspektach gry oprócz trójki.

Ostrowianie utracili już szansę na pozostawienie najbardziej wartościowych graczy z poprzednich rozgrywek. Sprowadzenie Kowalenki jest niezłym ruchem, ale lidera rotacji polskiej w nim bym nie upatrywał. Przynajmniej w sytuacji, w której ambicja drużyny sięga półfinału.

Hanner Mosquera-Perea – Rosa Radom

Radomianie uzupełniają strefę podkoszową graczem zagranicznym. Pochodzący z Ameryki Południowej Hanner Mosquera-Perea został zawodnikiem Rosy.

Kariera Kolumbijczyka jak do tej pory to przede wszystkim występy w akademickiej lidze NCAA. 3 sezony w barwach Indiany Hoosiers, ostatni rok rozegrany dla East Tennessee State. W pierwszej z tych drużyn miał okazję grać z zawodnikami, których aktualnie możemy obserwować na parkietach NBA – Victro Oladipo, Yogi Ferrel, Noah Vonleh, czy Cody Zeller. Przeprowadzka do wschodniego Tennessee to również ciekawy rok dla Hannera zwieńczony występem na March Madness. Ostatni sezon na uczelni to statystyki na poziomie 22 minut, ponad 8 punktów i 4,6 zbiórki na mecz.

Po zaprawionych w bojach, nieco już ociężałych czołgach – Jacksonie i Fraserze, Rosa podpisuje gracza znacznie młodszego, mobilniejszego, który doda energii po obu stronach parkietu. Zawodnik pochodzący z kraju na ostatnim miejscu kojarzonego z koszykówka ma jednak pewne ograniczenia. Nie rzuca za 3 punkty, procent z linii z osobistych też podejrzany, do tego będzie to jego pierwszy rok w Europie. Pomimo przypisywanej mu pozycji PF kompilacja wad i zalet Mosquera-Perea’y prowadzi mnie do wniosku, że będzie częściej używany jako center niż czwórka w zespole z Radomia.

Rosa finiszuje budowę zespołu. Pierwszą piątkę w zasadzie można już jakąś wytypować – Trotter, Neal, Mielczarek, Wall/Szymański, Mosquera-Perea. Dużo znaków zapytania, Polacy zdecydowanie najsłabsi od lat, gracze zagraniczni to świeżaki, tylko po Trotterze wiemy czego się spodziewać.

W poprzednim roku z telewizora często padało Kabowerdeńczyk, teraz przyzwyczaisz się do Kolumbijczyk. Na wypadek słabej gry Hannera już się smażą memy z Escobarem.

Roman Rubinshtein – Legia Warszawa

Legii już coraz mniej brakuje do skompletowania drużyny na nadchodzące rozgrywki. Kolejnym graczem na obwód stołecznej drużyny jest 22-latek, pochodzący z Białorusi, Roman Rubinsztejn. Ostatni sezon spędził w ojczyźnie reprezentując Tsmoki Mińsk.

Kariera Rubinshteina (pójdźmy za oficjalną stroną Legii) nabiera dopiero tempa. Poprzedni rok to duży skok jeśli chodzi o minuty i rolę w drużynie. Białorusin rozegrał blisko 60 meczów (liga bałtycka+białoruska), zdobywał średnio 11 punktów przy prawie 21 minutach spędzanych na parkiecie. Nominalnie występuje na pozycji rzucającego obrońcy, jednak w Legii prawdopodobnie będzie graczem funkcjonującym również jako niski skrzydłowy. Ma za sobą sezon w słoweńskim Zlatorogu, co może być pomocne w zaadaptowaniu się poza granicami swojego państwa.

Backcourt Legii prawie gotowy. Zestaw graczy jest dość ciekawy, przede wszystkim cechuje go młodość i potencjał, który przy odpowiedniej ilości pracy może zaprocentować dobrą grą całej drużyny. Zastanawia mnie tylko, kto będzie w takim razie starterem na pozycji niskiego skrzydłowego. Trochę brakuje centymetrów, zarówno Karolak jak i Rubinshtein to bardziej dwójki niż trójki i ciężko sobie wyobrazić ich w starciach z dużymi skrzydłowymi jak np. Kostrzewski, chyba, że plan Spaseva przewiduje wykorzystanie Kołodzieja na trójce. Na rozwiązania zaproponowane przez macedońskiego trenera poczekamy do października. Jednego nie można Legii odmówić, nawet nie znając pełnego składu już jest bardziej interesująco niż przed rokiem.

Przyznam, że bardzo ciekawi mnie to, w jaki sposób będzie prezentował się na naszych parkietach nowy nabytek Legii. Zawodnik sprowadzony tuż zza wschodniej granicy to kierunek dość egzotyczny, ale w lidze już znany.

Był w Polsce kiedyś taki Białorusin… Roman, bądź choć trochę tak dobry.

Brian Dawkins – GTK Gliwice

Kolejne wzmocnienie GTK zza oceanu. Debiutujący w profesjonalnej koszykówce Brian Dawkins został zawodnikiem drużyny z górnego Śląska. Amerykanin występuje na pozycji silnego skrzydłowego.

Absolwent uniwersytetu Elon pierwsze zawodowe kroki postawi w Gliwicach. Ostatni rok na uczelni to średnio 12,1 punktu, 5,4 zbiórki w 28 minut gry. 29 meczów, 28 w pierwszej piątce. Dawkins to czwórka, charakteryzowany jest jako gracz wszechstronny, umiejący w ataku grać 1 na 1, ale także rzucić, czy rozegrać akcję dwójkową. Patrząc na to kto aktualnie znajduje się w składzie gliwiczan, to Amerykanin ma szanse otrzymać naprawdę dużą rolę w zespole prowadzonym przez Pawła Turkiewicza.

GTK poprzednim sezonem pokazało, że chce wyszukiwać zawodników zaraz po uczelni. Tego typu podejście jest oczywiście obarczone ryzykiem – dobra gra w NCAA nie zawsze przekłada się na udaną grę w Europie. Budżet klubu z Gliwic nie pozwala na ściąganie graczy już sprawdzonych na naszym podwórku, czy w innych ligach. Pójście w stronę wypromowania klubu jako trampoliny do zbudowania europejskiej kariery to dobra strategia na przyszłość, która może zaprocentować w kolejnych latach przy sprowadzaniu graczy z Ameryki.

Pozycja silnego skrzydłowego jest już w Gliwicach obsadzona. Z oceną potencjału GTK poczekam na oficjalne zamknięcie składu, jednak już teraz można zauważyć, że rotacja paszportami będzie wymagała sporej gimnastyki od trenera Turkiewicza. Ale skoro w zeszłym sezonie jakoś dał radę, to teraz też sobie poradzi.

Kacper Mąkowski – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Stelmet uzupełnia podstawową rotację kolejnym młodym graczem podpisanym tego lata. Kacper Mąkowski, ostatnio występujący i uczący się w SMSie Władysławowo związał się z zielonogórskim klubem 3-letnią umową. Urodzony w 1999 roku Polak to gracz na pozycje 2/3, dysponujący dobrym rzutem dystansowym. Rozgrywki 2017/18 w 2 lidze zakończył z linijką: 14 ppg, 4,2 rpb i 1,7 apg. W Stelmecie będzie miał okazję trenować z jednymi z najlepszych polskich graczy na swojej pozycji. Oby Kacper okazał się prymusem na lekcjach u pana Przemysława.

https://www.youtube.com/watch?v=ZuGAGztuDsM

Klub z Zielonej Góry stawia na chłopaków z okolicy. Pokazuje, że warto trenować, poprawiać swoje umiejętności, a w konsekwencji w pogoni za miejscem w składzie 4-krotnego Mistrza Polski będą na pole position.

Paweł Krefft – Miasto Szkła Krosno

22-letni rzucający obrońca podpisuje kontrakt z Miastem Szkła Krosno. To drugi zawodnik obok Grześka Grochowskiego na pozycje 1-2 w zespole z Podkarpacia.

Krefft w ostatnim sezonie był odpowiedzialny za utrzymanie temperatury krzesełek na ławce Polskiego Cukru, co z pewnością nie szło w parze z jego ambicjami. W poprzednich rozgrywkach w sumie (!) na parkiecie spędził tylko 92,4 minuty. Paweł mimo tego zdążył zaprezentować się jako dobry strzelec dystansowy, trafił 8 rzutów za 3 punkty z 15 oddanych. Próbka malutka, być może (na pewno) kompletnie niemiarodajna, ale wystarczająca by przedstawiciele szklanego miasta się do niego zgłosili. W poszukiwaniu gry przenosi się do Krosna, w którym o miejsce w rotacji powinno być łatwiej.

Patrząc na dotychczasowe ruchy transferowe Miasta Szkła można się zacząć zastanawiać, czy czasem nie zapomnieli, że grają w ekstraklasie, a nie w 1 lidze. Klub gra za minimum wyznaczone przez PLK i to niestety widać. Ale takie są niestety realia tej ligi i tak małego ośrodka jakim jest Krosno. Przynajmniej nie udają, że mają więcej…

Michał Chyliński – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Wicemistrz Polski zachowuje w składzie pierwszego zawodnika z wicemistrzowskim doświadczeniem z poprzedniego sezonu. Michał Chyliński związał się ze Stalą na kolejny rok.

Chylu to ważny element ekipy Emila Rajkovicia, która w poprzednim sezonie zdobyła srebrny medal. Nie występował w pierwszoplanowej roli, jednak wiele razy potrafił celnymi rzutami dać drużynie istotny impuls w ataku. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 20 minut, 7 punktów i 37% za 3.

fot. Andrzej Romański/EBL

Ma 32 lata, szczyt formy już za sobą, ale nadal może być efektywnym strzelcem, zawodnikiem rozciągającym defensywę rywali. Ceniony w przeszłości za obronę, teraz czasem ze sporymi kłopotami po tej stronie boiska, szczególnie przeciwko szybszym i silniejszym zawodnikom z zagranicy.

Stal jest w trudnej sytuacji. Potrzebuje zawodników z polskim paszportem na wczoraj. Jest jeszcze paru na rynku, jednak przy założeniu grania o coś w przyszłym sezonie to odpowiedni poziom prezentuje tylko garstka. Chyliński na ten moment jest zbawieniem. Wypełni rolę startera bez szkody dla drużyny, zagra 25 minut nadal na dość wysokim poziomie.

To co jest zastanawiające to brak jakichkolwiek plotek na temat zainteresowania Michałem innych drużyn PLK. Wiadomo nie od dziś, że najtańszym graczem nie jest, przypięto mu łatkę zawodnika porcelanowego z częstymi problemami ze zdrowiem. Młodszy już nie będzie, jest typowym strzelcem, który inne rzeczy na boisku wykonuje przeciętnie lub słabo. Mocno się nie trudząc można rzeczywiście znaleźć kilka argumentów przeciwko zatrudnieniu go u siebie w klubie, jednak nie można zapominać, że to nadal gracz, który umiejętnościami miałby zagwarantowaną czołową rolę w 3/4 zespołów w lidze.

Nic nie zapowiada tego, by Stalówka miała lepszy skład niż rok temu. To dobra okazja dla Chyla, by udowodnić, że wciąż potrafi sprostać dużej roli w drużynie, która celuje w wygrywanie.

Maciej Kucharek – AZS Koszalin

Ostatnie dwa lata spędził w Dąbrowie Górniczej, teraz przenosi się na północ by sezon 2018/19 rozegrać w barwach AZSu Koszalin. Kucharek w Koszalinie miał już kontrakt- w 2015 roku, niestety poważna kontuzja wykluczyła go na cały rozgrywki.

Kucharek to gracz na pozycję nr 3. Cechuje go dobry rzut z dystansu, co udowodnił trafiając 22/44 zza linii 6,75 w poprzednim sezonie. Maciek drugi rok w MKSie zakończył z linijką: 14,6 min, 5,7 pkt i 2,5 zb. W play offowym teamie był zawodnikiem drugoplanowym, zadaniowcem, zmiennikiem podstawowego niskiego skrzydłowego. Przechodząc do AZSu może liczyć na zwiększenie swoje roli. Na trójce rywalizować o minuty będzie z Alanem Czujkowskim, który ostatni sezon spędził na zapleczu ekstraklasy. Patrząc na skład AZS to właśnie między Kucharkiem, a Czujkowskim powinna rozegrać się walka o polskie miejsce w pierwszej piątce obok Grzegorza Surmacza.

Maciek do tej pory trochę błądził po ekstraklasie, nie mógł znaleźć dla siebie miejsca, w którym czułby się komfortowo, drużyny, w której rola odpowiadałaby jego oczekiwaniom. AZS to duża szansa na przełom, na zrobienie kroku w przód i to takiego, jak trójskoczek przed tym trzecim. Tylko, czy dobra gra w Koszalinie wystarczy, aby powrócić do drużyn z pierwszej ósemki? Czas pokaże.

Aleksandar Radulović – AZS Koszalin

Brakujące ogniwo w rotacji, rozgrywający, czy jak oficjalny komunikat głosi obwodowy, Aleksandar Radulović zasili drużynę AZSu.

Większość kariery 30-letni Serb spędził w swojej rodzimej lidze. Ostatni sezon to występy dla ekipy KK Borac Cacak, a także dla czeskiego JBC MMCITE Brno. Rozgrywki 2016/17 zakończył ze średnimi na poziomie 8 punktów i 3,6 asyst w 23 minuty gry. Jednak role, jakie odgrywał w obu klubach różniły się od siebie. W Brnie grał blisko 30 minut, w Serbii 20.

Radulović to 190 centymetrowy rozgrywający, w jego ręce trener Nikolić chce oddać prowadzenie zespołu. CV nie powala na kolana. Aleksandar to gracz dla kibiców w Europie anonimowy, jednak ciężko spodziewać się, by AZS był w stanie ściągnąć do Koszalina jakieś uznane nazwisko.

W tym momencie AZS ma już 10 ludzi gotowych do gry. Jeśli rzeczywiście planują grać Markiem Zywertem to do rozpoczęcia sezonu pewnie już ruchów na rynku transferowym nie będzie. Drużynę zbudowano z 6 Polaków, 3 Serbów i Amerykanin. Trener z Bałkanów = zawodnicy z Bałkanów w drużynie. Schemat tak często powtarzany w naszej lidze, tylko czy kiedykolwiek okazał się strzałem w 10? Ja nie pamiętam.

Filip Dylewicz – Asseco Gdynia

Perspektywiczny weteran, niedługo zapewne legenda polskiego basketu, Filip Dylewicz podpisał kontrakt z Asseco. Dylu nie chciał przenosić się z trójmiasta, po podpisie Leończyka w Sopocie stało się jasne, że najchętniej związałby się z lokalnym rywalem z Gdyni. 38-latek nadal ma jeszcze trochę paliwa w baku, ostatnie sezony w Treflu pokazują, że „stary człowiek” i może.

fot. Andrzej Romański/EBL

W zespole „puzzli” w ciągu dwóch ostatnich lat spędzał na parkiecie średnio powyżej 28 minut, zdobywał odpowiednio 11 i 13 punktów w kolejnych sezonach i zbierał 5 piłek. Filip Dylewicz znalazł sposób gry, w którym nadal może być efektywny i przydatny dla drużyny. Więcej trójek oddawał tylko w sezonie 2012/13, a procent z jakim trafiał je w poprzednich rozgrywkach jest jednym z najwyższych od lat. Przekwalifikował swoją grę na tryb energooszczędny, tryb, w którym uciekający bezpowrotnie atletyzm nie jest mu tak potrzebny. Dirk is that you?

Dla Asseco podpis Dylewicza koniecznością nie był. Więcej, nie wiem, czy on nie skomplikował sprawy jeśli chodzi o minuty. Polska rotacja nie wymagała wzmocnień, przynajmniej na tej pozycji, bo pod koszem i tak już minutami trzeba obdarzyć Wykę, Łapetę i Witlińskiego. Dochodzi Dylu, na pewno w mniejszej roli niż w Treflu, ale na końcu ławki siedzieć przecież nie będzie. Jeśli dołożymy zawodnika zagranicznego do obecnego frontcourtu, ktoś będzie niezadowolony. Trener Frasunkiewicz w nowym sezonie nie tylko zmierzy się z większymi oczekiwaniami, EuroCupem, ale i pogodzeniem ambicji swoich graczy.

Jeśli Dylu nadal ma zamiar trzymać się diety i omijać szerokim łukiem Colę i inne słodkości, to przyszły sezon może okazać się kolejnym, w którym będzie wyglądał jak pan profesor na parkietach PLK. Zapamiętaj, 38 lat, przyda się, zanim znów wpiszesz ‚Dylewicz wiek’ w wyszukiwarkę.

Kaspars Vecvagars – King Szczecin

25-letni łotewski rozgrywający dołącza do Wilków Morskich. Na pozycji numer 1 stworzy ciekawy duet z grającym coraz lepiej Jakubem Schenkiem.

Vecvagars ostatni sezon spędził w zespole VEF Ryga występującym w lidze krajowej i VTB. Może pochwalić się również grą dla najbardziej znanej klubowej drużyny Litwy – Żaligirsu Kowno. W rozgrywkach 2016/17 dla ekipy ze stolicy Łotwy rozegrał 35 spotkań notując w nich średnio 6,5 punktu, niecałe 2 zbiórki i 1,7 asysty w 16 minut gry. Nie był graczem pierwszego planu, jednak z roli rezerwowego wywiązywał się przyzwoicie.

Kaspars to nominalny rozgrywający, jednak 193 centymetry wzrostu i dobry procent za 3 punkty (36 w ostatnim sezonie) mogą predysponować go do gry na dwójce obok Schenka. W porównaniu z poprzednim sezonem zastąpi Carlosa Medlocka. Potencjałem ofensywnym może mu nie dorówna, jednak same rozmiary Łotysza powinny być sporym upgradem po bronionej stronie boiska.

https://www.youtube.com/watch?v=ZoWjs729EsQ

Podobnie, jak w przypadku AZSu, trener do swoje drużyny dobiera graczy urodzonych w szerokości geograficznej, z której sam pochodzi. Na tę chwilę, King posiada 3 zagranicznych zawodników na kontraktach – 2 Litwinów i Łotysza. Przynajmniej do tej pory gracze z krajów nadbałtyckich ściągnięci przez niego nie zawiedli w PLK, a przychodząc do ligi nie byli kompletnymi no name’mami.

Vecvagars w trakcie swojej kariery miał już styczność z koszykówką na wysokim poziomie. Szczecin to okazja do zaistnienia w dużej roli w jednej z najsolidniejszych drużyn PLK. Przykład Paliukenasa, który z zadaniowca stał się wszechstronnym graczem, potworem po bronionej stronie parkietu, pokazuje, że Kaspars współpracując z Budzinauskasem może liczyć na polepszenie swoich umiejętności i popchnięcie swojej kariery do przodu.

Michał Michalak – Anwil Włocławek

Brakujący zawodnik do podstawowej polskiej rotacji Anwilu Włocławek. Igor Milicić, tak jak w przypadku Nikoli Markovicia, sięga po gracza, którego widział w swoim zespole już w poprzednich latach.

Przed wyjazdem z Polski, w rozgrywkach 2016/17 Michalak bronił barw PGE Turowa Zgorzelec. Skończył sezon ze średnimi na poziomie 14,6 punkta, 4,1 zbiórki i 2 asyst w 27,5 minuty gry. Michał to oczywiście członek srebrnej drużyny U17, uczestnik m.in. Nike Hoop Summit w 2012, więc w zeszytach wielu osób ze świata koszykówki znajdował się od dawna. Jednak na krok w kierunku zachodnim zdecydował się dopiero rok temu. Wybrał Tecnycontę Zaragoza i grę w lidze uznawanej za najlepszą na starym kontynencie. Powtórzenie cyferek z PLK było rzecz jasna niemożliwe, na dodatek na przeszkodzie do dużych minut stał Gary Neal, jeszcze nie tak dawno gracz NBA (głownie San Antonio Spurs). Michał skończył sezon 2017/18 z linijką: 11,7 min, 4,7 pkt, 1,7 zb, 0,5 as. We Włocławku wszystkie te rubryki powinny na koniec wyglądać dwa razy lepiej.

Wbrew wszelkim obawom Anwilowi udało się skompletować polską rotację na naprawdę przyzwoitym poziomie, z pewnością nie gorszą niż ta przed rokiem. Łączyński, Zyskowski, Michalak, Kostrzewski i Parzeński to zestaw zawodników, który w PLK może być podstawą medalowej drużyny. Do tego wydaje się, że zarówno Parzeński, jak i Michalak powinni być bardzo zmotywowani, by pokazać się z jak najlepszej strony. Pierwszy stracił praktycznie cały sezon przez kontuzje, a jego kariera wyhamowała. Drugi zaliczył sezon w lidze hiszpańskiej, który nie do końca wyglądał tak, jak to sobie zaplanował. Obrona Mistrzostwa Polski i występy w BCL to dobre okno wystawowe dla Michalaka, solidna gra może być przepustką do powrotu na salony europejskiej koszykówki.

Włocławianie do rozpoczęcia rozgrywek najprawdopodobniej zatrudnią jeszcze 3 zawodników, wszystkich z zagranicy. Brakuje gracza, który może dowodzić drużyną na parkiecie, gdy Łączka będzie odpoczywał, wingmana (u Igora Milicica w ostatnich 3 sezonach był to lider zespołu, zarazem gwiazda ligi) i zawodnika na pozycję numer 4. Konkurencja nie śpi, żeby myśleć o zrealizowaniu celów na nadchodzący sezon rottweilery muszą bardzo rozważnie dokonać ostatnich zakupów. Cały Włocławek wierzy w genialny nos Milicicia, który jak do tej bardzo rzadko się mylił (Tyler Haws wymachuje z oddali).

Ruslan Pateev – Legia Warszawa

Tane Spasev w przypadku tegorocznych transferów Legii wybiera zawodników wśród swoich znajomych na Facebooku albo kontaktów w telefonie. Kolejny gracz w Warszawie, z którym miał okazję współpracować w przeszłości. Mierzący 213 centymetrów Rosjanin zasila szeregi stołecznego klubu.

Pateev, Patiejew, pick one, to absolwent uczelni Arizona State. Nieprzerwanie od roku 2013 bronił barw Khimek, Chimek, pick one, Moskwa. Miał okazję grać w młodzieżowych reprezentacjach Rosji, a także posmakował seniorskiego Eurobasketu w 2015 roku. Ostatni sezon w moskiewskiej drużynie to 6 meczów w VTB (śr. 2,5 punkta w 6,5 minuty) oraz 29 spotkań w lidze rosyjskiej, gdzie statystyki były znacznie lepsze (śr. 20,2 minut, 11,2 punktów i 6,1 zbiórki), jednak należy pamiętać, że nie występowali tam kluczowi gracze z podstawowego składu.

Rosjanin to kandydat na kluczowego gracza warszawskiej Legii. Do pokaźnych rozmiarów dochodzi nie najgorsza technika i mobilność, która jak na 213 cm wygląda dobrze. Posiadanie takiego gracza to duża korzyść po obu stronach parkietu. Skutecznie może zamurować w obronie dostęp do kosza, a w ataku postawić mocną zasłonę i zrolować do obręczy. Wydobycie całego potencjału z tego typu gracza to przede wszystkim zadanie dla rozgrywających, którzy będą musieli nauczyć się wspólnej gry dwójkowej z Patiejewem.

Legii pozostało już tylko uzupełnić skład. Brakuje jeszcze jednego gracza pod kosz (może 2?) i obwodowego. W pierwszym przypadku kandydaturą omawianą w mediach jest Bilbao, w drugim spekuluje się o zatrudnieniu Amerykanina na pozycję numer 1.

Frank Hassell – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Mimo, że koszykówka to gra 5 na 5, to bardzo często oglądamy ją dla jednostek, gwiazd, które wyróżniają się na tle innych graczy na parkiecie. W PLK zawodników takiego formatu jest niewielu, na szczęście Stelmet wychodzi na przeciw naszym oczekiwaniom i podpisuje (profesjonalny) kontrakt z Frankiem Hassellem. Gracz o przydomku The Tank to materiał na czołową postać ligi, gracza absolutnie dominującego pod koszami. Ostatni sezon spędził w lidze francuskiej, w drużynie Le Portel, gdzie był niepodważalnie kluczową postacią. Średnio 24 minuty, 14,1 punkta, 8 zbiórek… zresztą liczby nie kłamią:

Hassell to godne zastępstwo Dragicevicia. Zawodnik o innej charakterystyce, ale nie ma wątpliwości, że będzie równie istotny w taktyce zielonogórzan, jak Vlad. The Tank mierzy 203 centymetry, co jak na centra nie jest imponujące, jednak nadludzka siła, połączona z bardzo szeroką ramą sprawia, że Frank nie ma problemów z ustawianiem się po zbiórki i zrobieniem sobie miejsca pod obręczą. Amerykanin jest leworęczny, siłą rzeczy częściej idzie w lewo by kończyć akcje bliżej kosza. Potrafi przymierzyć z półdystansu, dobrze odnajduje się w akcjach dwójkowych z niskim kozłującym.

Nie da się ukryć, że perspektywa gry w VTB mogła być dla gracza kusząca. Hassell ma 29 lat, jest w najlepszym okresie dla koszykarza, co tym bardziej skłania do wniosku, że zobaczymy na naszych parkietach prawdziwego dominatora.

Stelmet ma w tej chwili 10 zawodników w podstawowej rotacji. Nawet jeśli zmian nie będzie skład potencjałem sięga najwyżej jak to możliwe w PLK. Jeśli uda się wyskrobać jeszcze coś z dna portfela Januszowi Jasińskiemu to będziemy mieli okazję oglądać naprawdę niezłą pakę w Zielonej Górze. Aż mi się oczy świecą na myśl o maju i czerwcu 2019…

Sugerowałbym instalacje sejsmografu w CRSie. Treningowe starcia Bestii z Czołgiem mogą wywołać małe trzęsienia ziemi w okolicy.

Przemysław Żołnierewicz – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Jeden z najbardziej perspektywicznych graczy młodego pokolenia trafia do Stali. Przemek Żołnierewicz nie zdecydował się na pozostanie w Asseco, a także na oferty kilku innych klubów i ostatecznie ląduje w ekipie Wicemistrza Polski.

Żołnierz to jedna z wizytówek gdyńskiego programu pod tytułem stawiamy na naszych. Ostatnie lata to pierwszoplanowa rola, tuż obok Krzysztofa Szubargi lider zespołu. Przez 3 ostatnie sezony gra praktycznie 30 minut w każdym meczu, a średnia punktowa konsekwentnie rośnie. Poprzednie rozgrywki zakończył z 12 punktami na mecz, 5 zbiórkami i prawie 3 asystami. Przemek to gracz jak na polskie warunki niezwykle atletyczny. Bardzo silny, szybki, skoczny, dynamiczny to przymiotniki pasujące do jego opisu. Dzięki wzorowej fizyczności jest zawodnikiem z ogromnym potencjałem po bronionej stronie parkietu, z kolei w ataku dobrze odnajduje się w szybkim graniu. Kłopotem Żołnierza znanym nie od dziś jest rzut. Trójka trafiana na poziomie 31%, rzuty wolne 55% – stanowczo za mało. Jednak tylko 23 lata na karku pozwalają myśleć, że zobaczymy postęp w tym względzie u Przemka, a wtedy jestem przekonany, że zamelduje się w reprezentacji Polski.

Wybór, jaki dokonał sam zawodnik mimo wszystko zaskakuje. OK, podpisuje z ubiegłorocznym finalistą, jednak perspektywy na ten sezon nie są już tak kolorowe. Jeśli na stole były oferty od 3 z 4 prawdopodobnie najlepszych klubów PLK 2018/19 i oferta z zagranicy to tym bardziej przy tej decyzji można postawić znak zapytania. Stal na pewno może mu zaoferować rolę podobną do tej w Asseco z lat poprzednich i podwyżkę wynagrodzenia. Są plusy, ale ja mimo wszystko żałuję, że nie zobaczymy Przemka na tle rywali z europejskiego podwórka.

Stal transferem Żołnierewicza w znaczący sposób wzmacnia swój zespół. Przemek powinien z miejsca być liderem polskiej rotacji ostrowian. Włodarze Stalówki nadal muszą intensywnie szukać kolejnych paszportów, ale to zbieranie idzie całkiem zgrabnie. Jest już Chyliński, Kowalenko, teraz ściągają z rynku chyba najlepszego Polaka jaki pozostał bez klubu, a był w ich zasięgu. Graczy miejscowych do pierwszej piątki już chyba poznaliśmy, teraz czas na uzupełnienia składu, które prawdopodobnie będą na dniach ogłaszane.

Damonte Dodd – GTK Gliwice

To już piąty podpis zawodnika zagranicznego w Gliwicach. Damonte Dodd, 24-letni środkowy związał się z GTK kontraktem na następny sezon.

Dodd to absolwent uczelni Maryland, która raz na jakiś czas produkuje zawodnik do draftu NBA. W ostatnim roku kariery uniwersyteckiej Damonte przebywał na parkiecie średnio prawie 20 minut, zdobywał ponad 6 punktów, zbierał 4,5 piłki i rozdawał 2 bloki. Bloki stały się znakiem rozpoznawczym Doddzilli, w całej historii Maryland plasuje się w tym elemencie na 8 miejscu. Po zakończeniu studiów Amerykanin szukał dla siebie miejsca w G-League, jednak na długo nie zagrzał tam miejsca. Kontynuował swoją przygodę z profesjonalną koszykówką w Meksyku, w drużynie Aguilas Doradas de Durango. Statystyki tam wykręcone przez Dodda robią większe wrażenie, prawie 10 punktów, ponad 7 zbiórek, blok i to wszystko w 27 minut gry.

GTK ma już praktycznie skompletowaną drużynę. 5 obcokrajowców, wszyscy ze statusem – może wystrzelić, ale również może okazać się totalnym przeciętniakiem. Dodd ma 211 centymetrów, duży zasięg ramion, na pewno będzie kandydatem do bycia królem bloków PLK. O minuty raczej powinien być spokojny, pozycje środkowego będzie dzielił z Dawidem Słupińskim, który przychodzi do Gliwic z 1 ligi. Damonte na buldożera w ataku nie wygląda, jednak myślę, że trener Turkiewicz liczy przede wszystkim na niego po drugiej stronie parkietu. 4 Amerykanów powinno robić grę GTK w tym sezonie. W zasadzie to muszą, bo zestaw Polaków zatrudniony w Gliwicach bardziej pasuje do 1 ligi niż do ekstraklasy.

Wszystko wygląda niby fajnie, ALE.

Zobaczymy, jak się ta sprawa skończy, mandat za parkowanie to nie jest…

Kacper Borowski – TBV Start Lublin (3 lata)

Kacper Borowski podpisał aż 3-letnią umowę z TBV Startem Lubilin. W przyszłym sezonie 24-letni zawodnik stworzy w Lublinie duet silnych skrzydłowych z Urosem Mirkoviciem.

Popularny Boro spędził dwa ostatnie sezony w Turowie Zgorzelec. Wyjazd ze Słupska do przygranicznego miasta miał być kolejnym krokiem w rozwoju kariery Kacpra. Odklejeniem łatki juniora, a przyklejeniem etykiety solidny ligowiec. Z perspektywy lat można stwierdzić, że progres w grze Borowskiego nie jest tak duży, jak wielu się spodziewało. Oczywiście pełnił ważną rolę w polskiej rotacji Turowa, jednak nigdy nie stał się kluczową postacią swojej drużyny. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 7,7 ppg, 3,4 rpg w 18 mpg.

fot. Andrzej Romański/EBL

Start potrzebował jeszcze jednego Polaka, który byłby ograny na poziomie ekstraklasy i mógł dać wartościowe 20 minut w meczu. Takiego pakietu poszukają w Borowskim, z którym podpisują umowę na 3 lata. Oznacza to, że traktują Kacpra jako zawodnika na lata, inwestycję w przyszłość, która już od tego roku powinna zacząć się spłacać. Borowski to gracz energiczny, wyskakany, ale nie posiadający jeszcze odpowiedniej masy mięśniowej potrzebnej do rywalizacji z niektórymi przeciwnikami. Lubi kończyć akcje z góry, coraz częściej decyduje się na rzuty za 3 i pewnie wskaźnik prób zza łuku będzie nadal rósł. Mam takie przekonanie, że trener Dedek będzie wiedział jak wykorzystać rozmiary i umiejętności Kacpra w swoim zespole.

Do skompletowania strefy podkoszowej lublinianom potrzeba jeszcze centra. Komfort paszportowy pozwoli im na zakontraktowanie gracza zagranicznego.

Kacper Borowski grał w Słupsku, grał w Turowie, oby los w przypadku Startu był łaskawszy.

Jordan Loveridge – Miasto Szkła Krosno

Bardzo poważne wzmocnienie Szklanego Teamu. Amerykanin występujący w poprzednim sezonie w niemieckiej BBL zagra w Krośnie.

Loveridge to 24-letni niski skrzydłowy, który czasem również występuje na silnym skrzydle. Jordan ukończył uczelnie Utah, na której miał okazję do wspólnej gry z zawodnikami biegającymi aktualnie po parkietach NBA – Delonem Wrightem, Kylem Kuzmą, czy Jakobem Poetlem. Po skończeniu studiów Loveridge przeniósł się do Europy i rozpoczął profesjonalną karierę w lidze węgierskiej. Ostatni rok to awans do lepszej ligi, Amerykanin występował w niemieckim BC Goettingen, który zajął 3 miejsce od końca w BBL. Sezon w Niemczech to statystyki na poziomie ponad 7 punktów i 4 zbiórek w 21 minut gry. Jordan w Goettingen występował na obu skrzydłach. Również tu można doszukać się smaczków związanych z NBA, Loveridge dzielił szatnię z synem Johna Stocktona, Michaelem.

23-latek to gracz, który już trochę europejskiego grania posmakował. Nie będzie świeżynką prosto po uczelni tylko graczem, który ma za sobą pewne doświadczenie. W Krośnie może liczyć na naprawdę duże minuty, będzie pewnie występował na obu skrzydłach i łatał wszelkie dziury. Mierzy 198 cm, wygląda na silnego, żeby nie powiedzieć ciężkiego, stąd zapewne ustawianie go na czwórce. W ataku najczęściej korzysta ze swojego rzutu, potrafi przymierzyć za 3 punkty ze skuteczność ponad 34%.

Posiadanie takiego gracza to ogromne ułatwienie rotacji. Loveridge powinien być jednym z liderów Miasta Szkła. Mariusz Niedbalski posiadając polską rotację taką, a nie inną musi zdecydować się na oddanie gry w ręce Amerykanów. Jordan to na pierwszy rzut oka bardzo solidny zawodnik i wybór, który może przynieść sporo korzyści zespołowi z Podkarpacia.

Oby Love-ridge pozostawił równie dobre wrażenie po sobie, co Wool-ridge.

Deividas Dulkys – Anwil Włocławek Asseco Gdynia

Chyba mocniej nie dało się zamknąć tego tygodnia.

Deividas Dulkys, jeden z ulubieńców kibiców Anwilu, prezesa Anwilu, i kogo tam chcesz Anwilu, podpisuje profesjonalny kontrakt w Gdyni. Sprawy formalne przeszkodził w dopięciu zatrudnienia Ben Emelogu, ale zastępstwo znalazło się natychmiastowo.

Dulkys to 30-letni rzucający obrońca, przede wszystkim strzelec, ale i gracz, który dobrze czuje się z piłką w rękach. Niestety ostatni sezon Litwina to kontuzja i tylko parę spotkań na koncie w ekipie tureckiego Istanbul Buyuksehir Belediyesi. 2016/17 to gra dla Rio Natura Obradoiro i średnie na poziomie 10 punktów, 2,5 zbiórki i 2,5 asysty. We Włocławku grał w 2013/14 i notował ponad 16 ppg w 30 mpg. Kariera Dulkysa po sezonie w Anwilu (w końcówce został wykupiony) nabrała ogromnego rozpędu. Kluby, w których potem występował to solidne marki na mapie Europy, znacznie bogatsze niż jakiekolwiek z naszego podwórka. Teraz Deividas po trudnym dla siebie roku wraca na parkiety PLK, ale nie do byle jakiej drużyny, tylko do odradzającej się gdyńskiej potęgi, która może bez kompleksów patrzeć w kierunku Mistrzostwa Polski i godnych występów w EuroCupie.

Asseco w tym momencie wygląda mocno, bardzo mocno. Widać, że budżet poszybował wysoko do góry. Zestaw obwodowy po dojściu Dulkysa wygląda jeszcze lepiej niż z Emelogu. Litwin to sprawdzony gracz, wiemy czego się po nim spodziewać, Amerykanin to jednak rookie. Sezon po kontuzji to zawsze spore ryzyko i dla gracza i dla klubu, który go zatrudnia. Jeśli po urazie nie został żaden ślad, to Arka na obwodzie ma 3 gwiazdy na warunki PLK największego formatu i chyba nikt tego już nie przebije.

Łzy.

Asseco dosiadło się do stołu z pokaźną liczbą żetonów, odpala cygaro, zagaduje kelnerki, żartuje z rywali. Karta na ręku mocna, czy to wystarczy by zgarnąć całą pulę?

Dojrzałe ogóry cz. III

Dojrzałe ogóry cz. II

Dojrzałe ogóry cz. I

Dojrzałe ogóry cz. III

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK   21.07-27.07

Michał Kołodziej – Legia Warszawa

Kontynuacja współpracy, która po poprzednim sezonie wydawała się oczywista. Niemogący przebić się do rotacji w Asseco Michał Kołodziej spędził drugą połowę rundy zasadniczej w Warszawie i można zaryzykować tezę, że z miejsca stał się jej kluczowym Polakiem. W 14 spotkaniach 10 razy wychodził w pierwszej piątce, średnio na parkiecie przebywał 23 minuty, dokładał do tego 8 punktów i 2,5 zbiórki. Michał funkcjonował w ekipie Tane Spaseva jako rozciągająca grę czwórka, oddawał średnio na mecz ponad 4 trójki, co przy skuteczności ponad 40% jest wynikiem jak najbardziej zrozumiałym.

fot. Andrzej Romański/EBL

Legia w tym momencie na silnym skrzydle ma Kołodzieja i Linowskiego. Pomimo dobrej gry tego pierwszego spodziewam się jakiś wzmocnień. Może nie konkretnie na czwórce, ale sądzę, że któryś z nowych nabytków stołecznego klubu będzie z opcją paru minut na PF. W przypadku ściągnięcia do Warszawy Kowalczyka i Karolka, Legia nie będzie musiała grać w pierwszej piątce ani Linowskim, ani Kołodziejem, co tym bardziej skłania mnie do wniosku, że w roli startera na czwórce zobaczymy jakąś nową twarz.

Myles Mack – GTK Gliwice

25-letni, filigranowy (175 cm) rozgrywający poprowadzi grę GTK w przyszłym sezonie. Mack nie jest dla PLK anonimem, w poprzednich rozgrywkach występował w PGE Turowie Zgorzelec, niestety dla niego tylko przez 8 spotkań. Paskudna kontuzja zerwania ścięgna Achillesa zakończyła przedwcześnie sezon Amerykanina. W barwach przygranicznej drużyny na boisku spędzał średnio 18 minut, zdobywając w tym czasie nieco ponad 8 punktów i rozdając 4 asysty.

Mack wpisuje się charakterystyką gry w model czarnoskórego rozgrywającego. Szybki, odważny na koźle, dobrze czujący się w grze 1 na 1. Pomimo małych rozmiarów Myles chętnie atakuje kosz, mija rywali i sprowadza na siebie pomoc tworząc okazje do odrzutu piłki na obwód. Dobra skuteczność za 3 punkty ( 36,4% w 2017/18 i 42,4% w 2016/17) sprawia, że nie można go lekceważyć w odległości 6,75 metra od obręczy.

Dla Amerykanina najprawdopodobniej przewidziana jest wiodąca rola w zespole z Gliwic. Mack w podobny sposób jak rok temu Hooker będzie odpowiadał za grę drużyny po atakowanej stronie boiska. Czy jest lepszym zawodnikiem niż swój poprzednik? Chyba nie. Ale nie mam nic przeciwko by się mile zaskoczyć.

GTK konsekwentnie kompletuje drużynę na kolejne ligowe rozgrywki, pozostały do uzupełnienia przede wszystkim pozycje podkoszowe. Zawodnicy. którzy trafią do Gliwic jeszcze tego lata powinni być realnym wzmocnieniem ekipy trenera Turkiewicza, bo w innym wypadku szorowanie po dnie PLK może być poważnym zagrożeniem.

Łukasz Ratajczak – AZS Koszalin

Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Zamienił AZS Kiwilsze na Ratajczaka.

Łukasz Ratajczak nowym nabytkiem Akademików. W poprzednim sezonie pełnił rolę rezerwowego centra w zespole z Gliwic. Jego średnie to 4,7 punktu i 2,9 zbiórki w nieco ponad 12 minut spędzanych na parkiecie.

Po raz kolejny na ekranie monitora, czy telefonu wyświetla nam się dowód na to, jak biedny jest rynek paszportowy. AZS rotację Polakami ratować będzie 32-latkiem, który poziomem do PLK po prostu nie pasuje. Być może Szymon Kiwilsza nie chciał już dalej grać w Koszalinie, ale jeśli chciał, to tym bardziej decyzja AZS wydaje się być absurdalna. Drużyny końca tabeli lub te szukające oszczędności wyjątkowo w to lato sprowadzają do swoich drużyny młodych zawodników, często takich, którzy nie mieli szansy na granie w innych zespołach. Nie ma co się oszukiwać, że koszalinianie kolejny rok nie będą grali o nic więcej jak utrzymanie. To idealna okazja do przeprowadzenia zmian w sposobie budowania składu, tak jak w Krośnie, czy warszawskiej Legii. Oprócz Marka Zywerta postawiono jednak na Polaków doświadczonych lub bardzo doświadczonych, by nie powiedzieć starych. A szkoda, ciężko o lepsze warunki do grania dla młodych graczy niż drużyna bez większej presji walcząca z najlepszymi na rodzimym podwórku. Może to kwestia historii i tej całej otoczki jaka jest wokół AZS, bo ostatnie lata niestety nie dały powodów, by traktować Koszalin jako ciekawe miejsce do grania.

Czy jest drużyna z mniej ciekawym frontcourtem w PLK?!

Dawid Sączewski – Legia Warszawa

Tane Spasev wysoko ceni sobie pracę w młodymi koszykarzami, dlatego tegoroczna Legia będzie oparta w dużej mierze o Polaków raczkujących w PLK lub takich, którzy jeszcze nie pokazali najlepszej wersji siebie na ligowych parkietach. Do składu dołącza Dawid Sączewski, zawodnik totalnie spoza radaru kibiców Energa Basket Ligi. Sączewski to gracz obwodowy (190 cm), najczęściej grający jako rozgrywający. 19-latek do 2015 występował w Gdyński klubach młodzieżowych (Start i Asseco) oraz w II lidze. Po tym okresie wyjechał do Stanów Zjednoczonych by grać i uczyć się w Mountain Mission School. Teraz wraca do Polski i spróbuje swoich sił w PLK.

Cullen Neal – Rosa Radom

Cullen Neal to nowy nabytek Rosy, który dopiero będzie debiutował w zawodowej koszykówce. Rookie Rooki z Radomia występował do tej pory w barwach aż (!) trzech uniwersytetów w akademickiej lidze NCAA. W swojej karierze miał okazje grać w zespołach, które coś znaczą na uczelnianej mapie Stanów Zjednoczonych. Najwięcej z gry Neal miał występując w sezonie 2015/16 w New Mexico, 30 minut średnio na parkiecie, 12 punktów. Późniejsze przenosiny kolejno do Ole Miss i Saint Mary’s to regres minutowy i to znaczny, bo w zeszłym roku na parkiecie spędzał tylko 13 minut na mecz. Amerykanin to typowy shooter i taka też rola prawdopodobnie czeka na niego w Radomiu. Przez ostatnie lata oddawał w meczach więcej rzutów za 3 niż za 2, co potwierdza tylko charakterystykę tego zawodnika. Oficjalna strona Rosy przedstawia Neala jako zawodnika mogącego grać na pozycji rozgrywającego. Jednak przy posiadaniu w składzie Obiego, nie spodziewałbym się częstego kreowania akcji ze strony najnowszego nabytku.

Jedno jest pewne, długością, a raczej krótkością spodenek będzie w top ligi.

Rosa skompletowała już zestaw zawodników na pozycjach 1-2. Amerykanie Trotter i Neal uzupełnieni Polakami wyglądają na zestaw solidny, raczej nie jakoś mocno odstający od zeszłorocznego. Większa rola Zegzuły kosztem minut Szymkiewicza to nie jest wielka tragedia, znakiem zapytania jest oczywiście Neal i to, jak się odnajdzie w Europie. Biali strzelcy obwodowi za często furory nie robili na naszych parkietach, z drugiej strony Rosa potrafi wynajdować graczy akurat na tę pozycję. Pytanie ile w tym było magii Kamyka, a ile scautingowego nosa włodarzy klubu. Harris, Bell, Punter, nawet English, czy za rok dorzucimy tu Neala?

Aaron Cel – Polski Cukier Toruń (2+1)

Pierwsza bitwa w kujawsko-pomorskim wygrana przez Twarde Pierniki. PCT 1, Anwil 0. Nie ukrywam, że Celodrama była jakoś wyjątkowo męcząca tego lata. Anwil, Toruń, Anwil, Toruń, Włocławek, Cukier, znowu Anwil, Pierniki i tak w kółko, dzień w dzień. Niby tylko niecałe 50km odległości między tymi miastami, ale Aaron Cel przemieszczał się z nadświetlną prędkością od jednego do drugiego. W końcu wybrał, być może zawierzył swój los żetonom w jednym z kasyn w Las Vegas, być może to była gra na zwłokę i podbijanie ceny.

Odejmując już całą tę otoczkę przy podpisie, Cel to czołowa czwórka z polskim paszportem. Gracz, który wiele ostatnich meczów w reprezentacji rozpoczynał w pierwszej piątce. Aaron jest graczem o wielu zaletach, pewny rzut za 3 punkty (37,5%), boiskowa inteligencja i doświadczenie.

Fizycznie czasem odstaje od rywali, co rodzi problemu na desce, jednak jak na PLK to bilans plusów i minusów w jego przypadku wypada wyjątkowo pozytywnie. Na korzyść reprezentanta Polski działa fakt, że obok siebie pod koszem będzie miał Szejka Mbodja, który w defensywie i na zbiórce jest w stanie trochę przykryć niektóre mankamenty Cela. W Toruniu nie będzie pierwszą opcją ofensywną, co myślę, że mu odpowiada. Kiedy ciężar liderowania przejmie ktoś z innych zawodników, Aaron będzie mógł być zabójczo skuteczny i efektywny działając na drugim planie.

Dla Torunian to ruch jeśli chodzi o paszport raczej nie z tych koniecznych. Jednak postrzeganie Cela tylko i wyłącznie jako limitowca jest bardzo krzywdzące. To gracz dający ogromną jakość, który występowałby w pierwszej piątce każdego klubu w PLK (no może oprócz Stelmetu). Co jeszcze istotniejsze, Polski Cukier tym podpisem zapobiegł wzmocnieniu się lokalnego rywala – Anwilu. PCT razem ze Stelmetem kolejny rok dysponować będą najmocniejszym polskim rosterem w lidze. Inną sprawą jest, czy pozostawienie prawie całego zespołu  i wymiana tylko dwóch gwiazd spowoduje poprawę wyniku na koniec sezonu. O ponowne wejście do finału będzie z pewnością ciężko, ale w Toruniu, sądząc po ruchach w to lato, wierzą w swoją drużynę w takim kształcie, w jakim występuje od dwóch sezonów.

 Ben Richardson – MKS Dąbrowa Górnicza

Uczestnik ostatniego Final Four akademickiej ligi NCAA, Ben Richardson, zagra w przyszłym sezonie w MKSie Dąbrowa Górnicza. Loyola Chicago, uczelnia, na której występował przez ostatnie 4 lata to kopciuszek tegorocznego turnieju ligi uniwersyteckiej. Nikt nie stawiał na Loyolę w najlepszej czwórce, mimo tego drużyna nowego nabytku MKSu przedarła się do tego elitarnego grona przy dużym wkładzie Bena. Zaliczył swój rekord punktowy w meczu z Kansas State trafiając 6 razy za 3 punkty. W całej karierze uniwersyteckiej dał się poznać jako bardzo dobry dystansowy strzelec (>40% od 3 sezonów). Na parkiecie przybywał sporo (31 minut w poprzednim sezonie), przez ostatnie 2 sezony tylko raz nie wyszedł w pierwszej piątce.

Richardson to przede wszystkim dobry obrońca i shooter. Skuteczność z jaką dziurawił kosz zza łuku imponuje, gorzej z rzutami za dwa, które wpadały do kosza na podobnym procencie co te z dystansu. Ze wszystkich amerykańskich białych dwójek zatrudnionych w ostatnich latach w PLK, absolwent Loyola wygląda zdecydowanie najciekawiej.

Zobaczymy, w jakiej roli obsadzi go trener Winnicki. Wydaje się, że Richardson powinien być starterem, graczem czekającym za linią rzutów za 3 punkty na odrzucenia od partnerów, dobrze czującym się w grze z kontrataku. Warty obserwacji będzie również po drugiej stronie parkietu, gdzie jest cenionym obrońcą. Grą w MKSie może otworzyć sobie drogę do ciekawej kariery europejskiej. W dzisiejszej koszykówce graczy o takiej charakterystyce poszukuje się wśród zawodników na jego pozycji praktycznie we wszystkich silnych ligach na starym kontynencie, jak i za oceanem.

Ben Emelogu – Asseco Gdynia

Wystarczyło, że trener Frasunkiewicz wrócił z U20 i karuzela transferowa ruszyła  w Gdyni na dobre. Asseco mając spokój z polską rotacją skierowało swoje poszukiwania na rynek zawodników zagranicznych. No i mamy kontrakt, a nawet dwa!

Pierwszy z dwójki Amerykanów, którzy dołączą do gdyńskiej ekipy to Benjamin Emelogu. 23-latek jest absolwentem uczelni SMU, dla której w poprzednim sezonie rozegrał 33 mecze, wszystkie w pierwszej piątce. Emelogu w swojej karierze w Mustangach miał okazję współpracować z legendarnym trenerem Larrym Brownem (m.in. mistrz NBA), a także dzielił jedną szatnie z Semim Ojeleye, aktualnie zawodnikiem Boston Celtics. W rozgrywkach 2017/18 Ben przebywał średnio na boisku 31,7 minut, zdobywał ponad 10 punktów i zbierał 5,5 piłki.

Emelogu mierzy 196 cm wzrostu i w taktyce Przemysława Frasunkiewicza będzie występował na pozycjach 2-3.  Jest dynamiczny, kończy sporo akcji z góry, ale potrafi również przymierzyć z dystansu (37% za 3). Ben wygląda na gracza bardzo wszechstronnego, który w każdej roli może się sprawdzić. Ma rozmiar, szybkość, atletyzm, wszystko co pozwala mu być dobrym obrońcą i sporą pomocą na tablicach.

Jeśli mielibyśmy zabawić się w baaaardzo wczesne typowanie, czy jasnowidztwo, to myślę, że Emelogu może być na koniec sezonu jednym z najbardziej wartościowych graczy ligi wchodzących z ławki.

Josh Bostic – Asseco Gdynia

Drugi z nabytków Arki również pochodzi zza oceanu, jednak ma sobą już całkiem bogatą karierę w Europie. Joshua Bostic, 31-letni niski skrzydłowy to z pewnością gracz, jakich chcemy oglądać w naszej lidze. Kandydat na gwiazdę i to jedną z największych. Nawet nie będąc kibicem Asseco ciężko jest się nie cieszyć z przyjścia do ligi takiego zawodnika.

Joshua w ostatnim sezonie występował w lidze włoskiej, w drużynie Banco di Sardegna Sassari oraz w lidze adriatyckiej i chorwackiej broniąc barw KK Zadar. W Lega A notował  prawie 14 punktów na mecz, w ABA blisko 20.  Na przestrzeni całego sezonu na parkiecie przebywał średnio 27,5, co świadczy o dużej roli jaką odgrywał w obu ekipach. Bostic umie na boisku dużo, bardzo dużo. Zdobywa punkty po koźle, spot up, wejściami na kosz, czy po pickach. Amerykanin w Gdyni będzie miał możliwość pokazać się w pierwszoplanowej roli w zespole grającym w EuroCup i o wysokie cele w PLK. To fenomenalna okazja do pokazania się w Europie i wywalczenia tłustego kontraktu na kolejny sezon.

Bostic to naturalny kandydat na lidera zespołu. Ma doświadczenie z wielu lig, również z rozgrywek europejskich. W porównaniu do Emelogu to właśnie doświadczenie wydaje się być nieocenionym dodatkiem do gdyńskiej drużyny. Ciężko wróżyć jakieś większe sukcesy Arki w Eurocup, ale w lidze, nawet jeśli kolejne podpisy będą tylko uzupełnieniami, może nieźle namieszać.

Już końcówka lipca, czekamy na zdjęcia wyrzeźbionych gdyńskich dzików zawodników z plaży. Frasunkiewicz sprowadza do drużyny bardzo dobrych atletów, a przy tym świetnie grających w koszykówkę. Nie znamy jeszcze finalnego kształtu Asseco, ale piątka jaką już w tym momencie może puścić na parkiet trener gdynian wygląda mocno – Szubarga, Garbacz (Emelogu), Bostic, nowy PF, Łapeta. W Zielonej Górze i kujawsko-pomorskim nerwowo przełknęli ślinę.

Jakub Karolak – Legia Warszawa

Po mniej znaczących transferach w Warszawie zarzucono w końcu wędkę na grubszą rybę. Podpis, o którym mówiło się już od miesiąca został wreszcie oficjalnie potwierdzony. Kuba Karolak zamienia sopocką morską bryzę na warszawski smog.

Karolak dwa ostatnie sezony spędził w Treflu, gdzie miał dość istotną rolę w polskiej rotacji. W poprzednich rozgrywkach na parkiecie przebywał średnio 24 minuty, dorzucał do tego 10,5 punktu. Kuba to gracz na pozycję 2-3, typ łowcy punktów ze stabilnym rzutem z dystansu (niecałe 40% za 3). Ma dopiero 25 lat, dopiero, bo w lidze oglądamy go już dość długo, najlepsze granie jeszcze przed nim. Legia to okazja na czołową rolę w zespole, szansa na pracę z Tane Spasevem, u którego łatwo o indywidualny postęp. Dobry sezon Karolaka to także może być solidny argument w wyścigu o zainteresowanie (przyszłego?) selekcjonera reprezentacji, który stanie przed zadaniem lekkiego wietrzenia szatni. Nazwisko Kuby pojawiało się już w kadrze B, czemu nie miałby być brany pod uwagę w przypadku szerokiej kadry A.

Legia jednym podpisem zapewniła sobie lepszą rotację Polakami w stosunku do poprzedniego sezonu. Karolak to gracz, który z pewnością zajmie miejsce w pierwszej piątce, da odpowiednią jakość, której tak bardzo brakowało w poprzednich rozgrywkach. Legioniści jak na razie konsekwentnie stawiają na młodzież lub graczy jeszcze w drodze na szczyt swoich umiejętności (wyjątek to Linowski). Po sparzeniu się poprzednim sezonem, strategia budowania składu w stolicy można oceniać jak na razie tylko dobrze lub nawet bardzo dobrze.

Oby wnioski w Legii rzeczywiście zostały wyciągnięte. Już jeden powód do wstydu warszawski kibic ma, ten na Łazienkowskiej.

Mateusz Kostrzewski – Anwil Włocławek

Najbardziej energetyczny zawodnik EBL. Król Backdooru.

Kostek zdecydował się na powrót do Włocławka, jednak raczej nie kierował się dobrymi wspomnieniami. Dziś zarówno Mateusz, jak i Anwil są w zupełnie innym miejscu, zdecydowaniem lepszym niż podczas pierwszej przygody razem.

Półtora roku spędzone w Stali, brązowy i srebrny medal, ale przede wszystkim bardzo dobra gra sprawiły, że Kostek postrzegany jest aktualnie jako Polak z najwyższej półki na naszym podwórku. Poprzedni sezon w Ostrowie zakończył ze średnimi na poziomie 20 minut, 9 punktów i 3,7 zbiórki na mecz. Emil Rajković używał go zarówno z ławki, jak i wystawiając w pierwszej piątce. Jego rola z kolejnymi miesiącami rosła, by w półfinałach być liderem drużyny, 15,24,20,20 punktów w kolejnych spotkaniach z Polskim Cukrem Toruń. Finały też może uznać za udane, był obok Adama Łapety wyróżniającą się postacią w polskiej rotacji wicemistrza.  Świetny sezon wywołał zamieszanie wokół Mateusza w kontekście reprezentacji, jednak na jego pozycji konkurencja w kadrze jest niezwykle mocna.

Anwil nieco (bardzo) zmuszony sytuacją na rynku sięga po Kostrzewskiego, mozolnie kompletując polską rotację. Kostek to gracz spokojnie mogący grać 20+ minut. Ustawiany na niskim skrzydle, ale i w niższych ustawieniach może powalczyć z czwórkami przeciwnika. Podpisanie srebrnego medalisty oznacza też prawdopodobnie komfort posiadania na boisku cały czas jednego Polaka z grupy wingmanów. Spodziewam się wymiennej gry Kostka z Zyziem, zawodników profilem koszykarskim trochę zbliżonych do siebie. Podpis Kostrzewskiego w mojej ocenie wymusza zakontraktowanie gracza na pozycję nr 4 dobrze rzucającego za 3, rekompensującego braki w tym względzie Mateusza (poniżej 30%).

We Włocławku Kostrzewski razem z Zyzkowskim stworzą niesamowity duet zawodników trafiających rzuty z dudziwne. Dokładającego do tego Josipa Sobina, Anwil już w tej chwili może odbierać Mistrzostwo Polski za ilość celnych floaterów w sezonie 2018/19.

Tim Williams – Miasto Szkła Krosno

Absolwent uczelni New Mexico zasili szeregi drużyny z Podkarpacia. To będzie jego drugi sezon na europejskich parkietach, pierwszy spędził w Finlandii, występując w dwóch drużynach. Williams to 24-latek, więc średnia wieku ekipy z Krosna nadal utrzymuje się na niskim poziomie.

Tim to gracz na grający na czwórce z ewentualną możliwością gry na obu pozycjach podkoszowych. Mierzy 203 cm, operuje wyłącznie blisko kosza. W zeszłym sezonie oddał tylko 12 rzutów za 3 punkty, żadnego nie trafił. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 26 minut, 14 punktów i 6 zbiórek. Miał okazję nawet posmakować gry w europejskich pucharach, razem z  zespołem Joensuun Kataja występował w Fiba Europe Cup. Williams wygląda na gracza dynamicznego, silnego skrzydłowego w starym stylu, grającego do kosza, szukającego punktów bliżej obręczy.

Dla Miasta Szkła transfer ten oznacza wzmocnienie strefy podkoszowej. Wiemy, że portfel w Krośnie nie jest zbyt gruby, więc ściąganie graczy z takich lig jak fińska wydaje się być dobrym posunięciem. Williams prawdopodobnie będzie jednym z punktowych liderów drużyny, przypadną mu spore minuty w ekipie trenera Niedbalskiego. Pozycję silnego skrzydłowego będzie dzielił z Filipem Putem, jednak nie zdziwi mnie jednoczesna gra tych zawodników obok siebie na parkiecie. Put jest silny, Williams na takiego też się wydaję, wymienność pozycji w defensywie w ustawieniu na dwóch nominalnych PFów może być sporym atutem.

Miasto Szkła Krosno z ogromną konsekwencja zatrudnia graczy stosunkowo młodych, głodnych gry i chętnych do pracy i rozwoju. Oceniając siłę tego zespołu na papierze, spekulując, jak może liga wyglądać, to drużyna z Podkarpacia wygląda na jedną z potencjalnych czerwonych latarni naszej ligi. Wielki sprawdzian przed Mariuszem Niedbalskim, albo z takim zestawem zawodników wykręci wynik ponad stan (np. będzie nad AZSem czy GTK w tabeli) albo zaprzepaści być może ostatnią szansę zaistnienia na ławce trenerskiej w PLK.

Pełne składy drużyn PLK

Dojrzałe ogóry cz. I

Dojrzałe ogóry cz. II

Krajobraz PLK

Andrzej Romański/Energa Basket Liga.

Zestawienie aktualnych składów drużyn PLK. Zawodnicy zostali umownie przypisani do pozycji, na których najczęściej występują lub będą występować.

Poniższe podsumowanie zawiera tylko i wyłącznie zawodników i trenerów oficjalnie potwierdzonych. Gracze  i trenerzy zapisani przy użyciu pogrubienia zostali ogłoszeni przez swoje kluby tego lata.

Do drzewek!

Anwil Włocławek 

PG Kamil Łączyński, Vladimir Mihailović, Igor Wadowski
SG Michał Michalak, Jarosław Zyskowski
SF Mateusz Kostrzewski, Chase Simon
PF Nikola MarkovićWalerij Lichodej, Rafał Komenda
C Josip Sobin, Jakub Parzeński, Szymon Szewczyk
Trener Igor Milicić

BM Slam Stal Ostów Wielkopolski

PG  Mike Scott, Daniel Szymkiewicz
SG  Michał Chyliński,  Przemysław Żołnierewicz
SF Blake Hamilton, Łukasz Majewski
PF  Witalij Kowalenko, Michał Nowakowski
C  Shawn King, Danilo Tasic
Trener Wojciech Kamiński

Polski Cukier Toruń

PG Robert Lowery, Tomasz Śnieg
SG Łukasz Wiśniewski
SF Bartosz Diduszko, Karol Gruszecki
PF Aaron Cel, Aleksander Perka
C Przemysław Karnowski, Cheikh Mbodj, Krzysztof Sulima
Trener Dejan Mihevc

Stelmet Enea BC Zielona Góra

PG Łukasz Koszarek, Markel Starks, Kacper Traczyk
SG Filip Matczak, Gabe DeVoe, Kacper Mąkowski
SF Michał Sokołowski, Przemysław Zamojski
PF Żeljko Sakić, Boris Savović, Jarosław Mokros
C Darko Planinić, Adam Hrycaniuk
Trener Igor Jovović

Rosa Radom

PG Obie Trotter, Filip Zegzuła,
SG Marcin Piechowicz, Cullen Neal, Mateusz Szczypiński
SF Artur Mielczarek
PF Daniel Wall, Szymon Szymański, Łukasz Bonarek
C Hanner Mosquera-Perea, Wojciech Wątroba
Trener Robert Witka

MKS Dąbrowa Górnicza

PG Trey Davis, Jakub Kobel
SG Ben Richardson
SF Bartłomiej Wołoszyn, Mateusz Zębski
PF Michał Gabiński, Mathieu Wojciechowski, Cleveland Melvin
C Szymon Łukasiak
Trener Jacek Winnicki

King Szczecin

PG Kaspars Vecvagars, Jakub Schenk, Maciej Majcherek
SG Martynas Paliukenas, Dominik Wilczek
SF Paweł Kikowski, Tauras Jogela
PF Łukasz Diduszko, Mateusz Bartosz
C Darrell Harris, Martynas Sajus
Trener Mindaugas Budzinauksas

TBV Start Lublin

PG James Washington, Michael Gospodarek, Bartłomiej Pelczar
SG Earvin Morris, Mateusz Dziemba
SF Marcin Dutkiewicz, Wojciech Czerlonko
PF Uros Mirković, Kacper Borowski, Paweł Kowalski
C Devonte Upson, Roman Szymański
Trener David Dedek

Trefl Sopot

PG Ian Baker, Łukasz Kolenda
SG Vernon Taylor, Piotr Śmigielski, Sebastian Walda
SF Damian Jeszke, Michał Kolenda, Patryk Pułkotycki
PF Paweł Leończyk, Grzegorz Kulka
C Milan Milovanović, Jakub Motylewski
Trener Marcin Kloziński

Asseco Gdynia

PG Krzysztof Szubarga, James Florence,
SG Deividas Dulkys, Marcel Ponitka,
SF Joshua Bostic, Jakub Garbacz, Karol Kamiński
PF Filip Dylewicz, Mikołaj Witliński
C Robert Upshaw, Adam Łapeta, Dariusz Wyka
Trener Przemysław Frasunkiewicz

Polpharma Starogard Gdański

PG Justin Bibbins, Paweł Dzierżak
SG Tre BusseyAleksaner Załucki
SF Thomas Davis, Daniel Gołębiowski, Filip Struski
PF Kacper Młynarski, 
C Brett Prahl, Adam Kemp
Trener Artur Gronek

AZS Koszalin

PG Aleksandar Radulović, Marek Zywert
SG Drew Brandon, Krzysztof Jakóbczyk, Bartosz Bochno
SF Alan Czujkowski, Maciej Kucharek
PF Grzegorz Surmacz, Dragoslav Papic
C Marko Tejić, Brandon Walters
Trener Dragan Nikolić

GTK Gliwice

PG Myles Mack, Mateusz Szlachetka
SG Riley LaChance, Piotr Robak, Kacper Radwański
SF Tanel Kurbas, Marek Piechowicz, Daniel Dawdo
PF Brian Dawkins, Szymon Kiwilsza
C Damonte Dodd, Dawid Słupiński
Trener Paweł Turkiewicz

Miasto Szkła Krosno

PG Jabarie Hinds, Grzegorz Grochowski
SG Charlie Westbrook, Paweł Krefft
SF Jordan Loveridge, Mihajlo Bogdanović, Maciej Bojanowski
PF Filip Put, Tim Williams, Damian Pogoda
C Adrian Bogucki
Trener Mariusz Niedbalski

Legia Warszawa

PG Sebastian Kowalczyk, Michał Kucharski, Dawid Sączewski
SG Mo Soluade, Roman Rubinshtein, Mariusz Konopatzki, Bobby Word
SF Omar Prewitt, Jakub Karolak
PF Michał Kołodziej, Keanu Pinder, Adam Linowski
C Ruslan Pateev, Patryk Nowerski
Trener Tane Spasev

KS Spójnia Stargard

PG Anthony Hickey, Dawid Bręk
SG Piotr Pamuła, Maciej Raczyński, Marcin Dymała
SF
PF Jalen Hayes, Hubert Pabian,  Wojciech Fraś
C Albert Owens, Nick Madray, Marcel Wilczek
Trener Krzysztof Koziorowicz

Dojrzałe ogóry cz. I

 

fot. Andrzej Romański/EBL

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK   09.07-13.07

Drew Brandon – AZS Koszalin

Brandon zasłynął w poprzednim sezonie z uwagi na ekstremalnie małe zarobki i wykręcenie triple double. Linijka Amerykanina w meczu z Asseco robi ogromne wrażenie. Triple double w fibowskiej koszykówce jest jak sezon bez zwolnienia trenera w Koszalinie, niby realne, ale ciężko. I to wrażenie nie powinno zostać zepsute przez fakt, w jakiej drużynie koszykówki Brandon grał, w jak złej drużynie koszykówki.

Amerykanin to typ scoring guarda, przypominający Russella Westbrooka nie tylko patrząc przez pryzmat nabijania linijek. Strzelcem dystansowym jest gorzej jak przeciętnym (22,6% za 3 w całym poprzednim sezonie), okazji punktowych szuka raczej bliżej kosza, grając w akcjach na koźle lub ścinając bez piłki w kierunku obręczy. Sezon pokaże, w jaki sposób używać go na parkiecie będzie trener Nikolić.

Wydaje się, że skład budowany przez AZS zaczyna mieć ręce i nogi. Znów, że może to być drużyna fun to watch, z zawodnikami godnymi uwagi. Z zeszłorocznym AZSem tuż przed startem rozgrywek również wiązano podobne nadzieje. I tak to tu na razie zostawię.

Marek Piechowicz – GTK Gliwice

Przedłużenie współpracy, jednocześnie podpis świadczący o kontynuacji strategii budowania drużyny w Gliwicach. Nie przepłacamy Polaków, bierzemy wyróżniających się na pierwszoligowym tle, liczymy na udane transfery zagraniczne. Jeśli nowi gracze, najpewniej zza oceanu, dorównają poziomem do zeszłorocznego zestawu, GTK ma szansę wskoczyć troszkę wyżej w ligowej tabeli. Jeśli nie, ścieżka wydeptana przez warszawską Legię z poprzednich rozgrywek jest o tu, za jarma(r)kiem w lewo.

Kamil Łączyński – Anwil Włocławek (2 lata)

The Decision.

KAMBACK to jednak ruch, który można było chyba przewidzieć. Dlaczego? Inne kluby w lidze wydają się niezbyt ciekawymi opcjami, no może poza Piernikami, Asseco Arką i Stelemtem, który z resztą według doniesień polskiego Adriana Wojnarowskiego złożył Łączce ofertę 2-letniej umowy. Ale Kamil i Stelmet razem? Jakoś mi nie pasuje. Przede wszystkim Łączka od trzech lat jest wokalnym liderem drużyny, w której gra. Nawet wtedy, gdy kapitanem nie był jego gadulstwo (najczęściej w pozytywnym tego słowa znaczeniu) było zdecydowanie zauważalne. Po ostatnim sezonie można mieć wątpliwości, czy kolejny charakter w zielonogórskiej szatni byłby pożądany. Z finansowego punktu widzenia też ciężko sobie wyobrazić, że Stelmet mógłby przedstawić Kamilowi takie warunki, jakich nie otrzymałby we Włocławku. A aspekt sportowy? Zamiana mistrza Polski, przygotowującego się do startu w Basketball Champions League na 4 drużynę poprzedniego sezonu, która wciąż nie wie, gdzie w Europie zagra, to jednak wątpliwy awans. A zagranica?  Niby poziom może i większy, pieniądze pewnie i lepsze, ale szału nie ma, bo i rola w zespole nie taka, jaką chciałby mieć zawodnik w swoim prime.

Odnoszę wrażenie, że Kamil był skazany na Anwil, a Anwil, z uwagi na bogactwo rynku graczy z polskim paszportem, był skazany na Kamila.

I oto jest, cały na biało z czerwonym kwadratem na brzuchu.

Piotr Pamuła – Spójnia Stargard

Na pierwszy rzut oka sytuacja win-win. Spójnia podpisuje doświadczonego już gracza w PLK, a Piotrek dostaje pewne miejsce w składzie z  mniejszymi oczekiwaniami wobec niego. Te oczekiwania ciążyły na nim od dobrych paru lat, by teraz stopnieć do minimum. Bo czym innym jest gra w ekstraklasowym beniaminku w porównaniu do bycia podstawowym zawodnikiem kadry, jak nie minimum.

Być może Stargard to miejsce dla Piotra Pamuły . Może to właśnie tam pokaże, że w dużej roli, a taka na pewno jest dla niego przewidziana, sprawdzi się w PLK. Od lat funkcjonuje z przypiętą łatką strzelca, jednak sezony w Dąbrowie Górniczej pokazały, że Pamuła potrafi kozłować, potrafi podać, potrafi rzucić po koźle. Mimo zaszufladkowania i ogólnie przyjętej krytyki wobec niego zrobił krok w kierunku stania się lepszym graczem. Może nawet kilka.

I jak co roku należy mieć nadzieję, że ktoś kto posiada laleczkę vodoo Piotrka zgubił szpilki, a sam zainteresowany wyczerpał limit kontuzji i pecha na wiele lat.

Vernon Taylor – Trefl Sopot

Taylor w poprzednim sezonie występował w ekipie Okapi Aalstar, półfinaliście ligi belgijskiej. Obrońca ukierunkowany przede wszystkim na zdobywanie punktów. Przez ostatnie trzy sezony utrzymywał skuteczność za 3 powyżej 40%, co pokazuje, że będziemy mieli okazję oglądać na parkietach PLK nie byle jakiego strzelca. Nominalnie grać będzie na pozycji rzucającego obrońcy, ale spodziewam się, że otrzyma dość dużą swobodę jeśli chodzi o kreowanie akcji na piłce.  Z łatwością można już w tej chwili stwierdzić, że Taylor będzie jednym z liderów punktowych swojej drużyny, a może i największą jej gwiazdą. Tęsknota za Jermainem Lovem nie będzie trwała długo.

Trefl jak na razie imponuje transferami. Pierwsza piątka uzupełniona w 4/5.  Kompletowanie składu rozpoczęto od podpisania jednego z najlepszych centrów ligi, Milana Milovanovicia. Po Polakach, z którymi się pożegnano (Mielczarek, Dylewicz, Karolak, Stefański zakończył karierę) nie ma już co płakać. Dziury w rotacji miejscowymi zawodnikami załatano błyskawicznie.  Paweł Leończyk byłby przydatny w każdej z 17  16 18 15 drużyn PLK. Jeszke to gracz, który może spokojnie grać 20+ minut w drużynie z dołu pierwszej ósemki. Do tego wyraźne postawienie na młodzież – Kolenda, Kolenda, Kulka, do tego Śmigło, i rotacja Polakami praktycznie zabezpieczona.

I do czego tu się przyczepić… Trefl zrobi Play offy.

Mateusz Zębski – MKS Dąbrowa Górnicza

Nie wiem, czy mi się wydaje, ale w tym roku chyba można zauważyć tendencję wzrostową, jeśli chodzi o napływ graczy z 1 ligi do PLK. Gra na zapleczu ekstraklasy będzie wreszcie o coś więcej, o paszport do najwyższej klasy rozgrywkowej. Mateusz Zębski po udanym sezonie w Polfarmexie Kutno – średnio 11,2 punktu, 5,3  zbiórki i 3,1 asysty w meczu,  zwrócił na siebie uwagę drużyny play offowej z PLK, co można uznać za spory sukces. Jaką rolę przewiduje dla niego trener Winnicki ciężko na tym etapie przewidzieć. Wszystko zależy od tego, na jakie pozycje sprowadzeni zostaną zawodnicy zagraniczni. Zębski jednak może mieć nadzieję na minuty. MKS pożegnał się z Pamułą plus Mateusz jest zawodnikiem uniwersalnym, mogącym łatać dziury na obwodzie w każdym ustawieniu.

Markel Starks – Stelmet Enea BC Zielona Góra (2 lata)

Zastępstwo Jamesa Florence’a ogłoszone. Amerykanin ostatnio występował w 2 lidze tureckiej, gdzie wykręcał ponad 20 ppg i 7 apg. Starks był liderem swojej drużyny, ilość minut spędzanych na parkiecie (średnio 33,5) świadczy o ogromnym zaufaniu ze strony trenera i kluczowej roli. Markel jest absolwentem uczelni Georgetown, która z pewnością do anonimowych nie należy. Ma za sobą epizody w ligach letnich w Orlando i Las Vegas w 2014 roku. Na przestrzeni ostatnich lat z większą częstotliwością zmieniał kluby (6 w 4 lata) niż George R.R. Martin uśmiercał kolejnych członków rodziny Lordów z Winterfell.

Markel Starks wpisuje się w słowa prezesa Janusza Jasińskiego o zawodnikach głodnych sukcesów. Ma 27 lat, będzie za chwilę wkraczał w najlepszy wiek dla koszykarza, a pucharów i statuetek na ołtarzyku w rodzinnym domu jeszcze nie za wiele. Stelmet może być dla Amerykanina trampoliną do najlepszej europejskiej koszykówki. Klub ma czym kusić, zawodnicy z pozycji 1-2 grający w ostatnich latach w zespole z Zielonej Góry są z pewnością rozpoznawalni i cenieni na międzynarodowym podwórku.

Starks będzie zmuszony do wejścia w buty Flo. Oczekiwania z uwagi na poprzednika mogą być spore. Rola energizera z  ławki, zawodnika prawdopodobnie jedynego zdolnego do wykreowania sobie samodzielnie pozycji do rzutu to jednak coś, w czym na pierwszy rzut oka Amerykanin powinien się odnaleźć idealnie.

Brace yourselves. Season is coming.

Mihajlo Bogdanović – Miasto Szkła Krosno

Mimo, że nie Polak, to trend zatrudniania młodych i obiecujących graczy dalej jest kontynuowany w Krośnie. Po zeszłorocznym eksperymencie z młodym zawodnikiem z Bałkanów (Mustapić), do drużyny z Podkarpacia trafia kolejny obiecujący gracz, tym razem Serb. Bogdanović to 22-latek, który ma za sobą grę w rodzimej lidze. Notował tam średnio ponad 11 punktów przy 28 minutach spędzanych na parkiecie. W Szklanym Teamie zapewne to on będzie starterem na pozycji niskiego skrzydłowego.

W Krośnie mają nadzieję, że doświadczenie trenera Niedbalskiego wyniesione z pracy z młodzieżą w SMSie zaprocentuje na szczeblu ekstraklasowym. Do drużyny dołączyli gracze, którym ciężko byłoby w jakimkolwiek innym klubie o minuty lub dużą rolę. Czy ta strategia przyniesie zwycięstwa? Raczej nie. Ale łatwiej się kibicuje bandzie młodych, walecznych chłopaków niż ligowym wyjadaczom odcinającym kupony od zasług z przeszłości. Zobaczymy w sezonie, czy kibicom i władzą klubowym wystarczy cierpliwości do tej drużyny i wyników pojawiających się na tablicy w hali MOSiR. A nic nie wskazuje na to, by były lepsze, jak sezon temu…

 

Jeszke: Mamy nową energię i chcieliśmy to udowodnić od pierwszego meczu

AZS Koszalin sensacyjnie wygrał z Rosą Radom. Akademicy pod wodzą nowego szkoleniowca zagrali swój najlepszy mecz w sezonie i pokonali na wyjeździe radomskie Smoki. Najgorzej zbierająca drużyna w lidze, zebrała o 5 piłek więcej od radomian (37 -32) i jedna z najsłabszych defensyw w PLK zatrzymała Rosę na 75 punktach, przy 92 rzuconych. Doskonały powrót do Radomia zaliczył były zawodnik Rosy – Damian Jeszke. 22-letni koszykarz pochodzący z Chełmna rzucił w hali, którą doskonale zna 16 punktów i zebrał 3 piłki. Co prawda statystyki pokazują, 83% z gry, ale tylko dlatego, że pod koniec meczu Damian rzucał już równo z syreną i nie był to rzut, który miał większe znaczenie, dlatego można mówić, że Jeszke skończył spotkanie na 100% skuteczności – 1/1 za dwa i 4/4 za trzy. Do tego zebrał 3 piłki. Jeszke odszedł z ekipy trenera Kamińskiego, bo po słabszym sezonie nie miał pewnego miejsca w rotacji i uznał, że lepszym rozwiązaniem będzie AZS, gdzie dostanie szansę na bycie liderem, filarem zespołu. I ta zamian wyszła mu na dobre. Młody zawodnik rozgrywa właśnie najlepszy sezon w życiu – spędza na boisku średnio 30 minut, rzuca 12,3 pkt., na 50% skuteczności z gry, zbiera 4 piłki i niemal 2 razy asystuje. Koszykarz, który swoją ekstraklasową karierę rozpoczynał właśnie w Radomiu, w sobotę stał się katem radomskiej obrony.

Agnieszka Łapacz, Puls Basketu:  Gdzie jest AZS Koszalin? Co z nim zrobiliście?

Damian Jeszke, AZS Koszalin: Z przyjściem trenera zdecydowanie zmieniliśmy styl gry. Dużo pracowaliśmy nad naszym największym mankamentem, czyli obroną. W zasadzie skupiliśmy się tylko na tym. Trener powtarzał, że dobry atak przyjdzie z dobrej obrony i dziś sprawdziły się jego słowa. Rosa u siebie zdobyła 75 punktów, to bardzo dobry wykładnik naszej defensywy w tym meczu.

 

Problemy odeszły razem ze sztabem trenerskim?

To dopiero pierwszy mecz. Nie możemy być aż takimi optymistami. Musimy kontynuować tę ciężką pracę, którą wykonaliśmy przez trzy ostatnie dni. Brawa dla trenera, bo zrobił świetną robotę. Zmotywował każdego zawodnika do bardzo ciężkiej pracy na treningach. Jeśli tak będziemy trenować, tak wychodzić na meczach i tak grać, to myślę, że do końca sezonu będzie super.

 

Było widać, że to był zupełnie inny zespół. Było widać przede wszystkim chemię. Na ławce, na boisku i nawet na konferencji prasowej… Tego właśnie brakowało i to się przede wszystkim zmieniło?

Na pewno zmieniła się mentalność naszego zespołu. Nikt nie chodzi smutny, nikt nie jest rozkojarzony. Każdy ma określoną rolę. Trener wychodzi z założenia, że bardzo dużo rozmawia ze swoimi zawodnikami. Praktycznie każdego dnia bierze każdego zawodnika indywidualnie, mówi mu czego oczekuje i jak powinna wyglądać jego gra. Taki system się sprawdza. Jest trochę impulsywny kiedy ktoś popełni stratę, ale to  w końcu koszykówka i emocje… jednak w odpowiednim momencie umie stonować i wytłumaczyć błędy.

 

Pierwsza połowa bardzo dobra, druga kwarta wygrana 24-13. Ale później już trochę nerwówka, bo kwarty na remis, a Rosa próbowała gonić wynik i cały czas doskakiwała. Ta druga kwarta trochę ten mecz ustawiła?

Pierwsza kwarta na styku, ale faktycznie w tej drugiej odskoczyliśmy. Byliśmy bardzo zadowoleni i chcieliśmy tę przewagę utrzymać. W drugiej połowie mieliśmy świadomość, że nie możemy zwolnić. Wyszliśmy z nastawieniem, że jest 0:0 i zaczynamy mecz od nowa. Końcówka trzeciej i początek czwartej kwarty były trochę nerwowe. Popełniliśmy sporo głupich strat, Rosa miała serię punktową i trochę ich to uspokoiło. Ale wtedy zaczęliśmy grać jeszcze mocniej, wykorzystywaliśmy mankamenty radomian i przede wszystkim trafialiśmy otwarte rzuty. Mieliśmy dobrą skuteczność i ta wygrana bardzo nas cieszy.

 

Skoro już przy statystykach jesteśmy, to AZS – statystycznie najgorzej zbierająca drużyna w lidze, a dziś 37-32. To chyba też miało kluczowe znaczenie?

Trenowaliśmy nad wszystkimi możliwymi elementami obrony. Nad zastawieniem także. Każdy wiedział, że musi walczyć o te piłki. Rosa miała swoje problemy z wysokimi, nie przejmowaliśmy się tym, wykorzystywaliśmy to i zbieraliśmy lepiej od nich.

 

Wróciłeś do hali, w której spędziłeś parę dobrych lat… i to było widać, bo w zasadzie 100% skuteczności…

Znam tę halę bardzo dobrze. Trenowałem tu  4 lata. Ale nie chciałem się za bardzo na tym skupiać. Chciałem wypełnić rolę, którą wyznaczył mi trener. Nie chciałem się przemotywować, bo to zazwyczaj działa w drugą stronę. Wyszedłem, chciałem grać twardo, a atak sam przyszedł.

 

Nie chciałeś się przemotywować, ale gdzieś z tyłu głowy była chęć udowodnienia, że Damian Jeszke to kawał dobrego zawodnika? 

Była taka myśl z tyłu głowy. Chciałem udowodnić. To chyba naturalne u sportowców, że jeśli grasz ze swoją byłą drużyną, to chcesz udowodnić, jakim jesteś zawodnikiem. Bardzo cieszę się z tego zwycięstwa. Statystykę indywidualną odkładam trochę na bok. Bardzo chcieliśmy wygrać całym zespołem. Wiele osób już nas skreśliło, przegraliśmy kilka spotkań, graliśmy fatalnie. Mamy nową energię i chcieliśmy to udowodnić od pierwszego meczu. Teraz będziemy chcieli kontynuować to dobre granie.

 

Można powiedzieć, ze stara Rosa była katem nowej Rosy.

Razem z Kubą (Dłoniakiem) chcieliśmy faktycznie pokazać wszystkim w Radomiu jak najlepszą koszykówkę. Ale tak na prawdę, każdy dziś zagrał bardzo dobrze. Każdy kto wyszedł na boisko, wniósł coś dobrego. Jakiś przechwyt, jakiś wymuszony faul, nawet zawodnicy, którzy grali mało, zrobili chociaż „coś małego” i to napędzało naszą grę w ataku.

 

Macie teraz Turów, Czarnych, Legię, Asseco i Lublin. To taki moment na odbicie się od dna?

Mamy teraz pięć meczów, z których każdy możemy urwać. Najpierw Turów na wyjeździe, to na pewno trudny przeciwnik na ciężkim terenie. W poniedziałek zaczynamy przygotowania, gramy w niedzielę i mamy pełny tydzień na analizę ich gry. Potem derby z Czarnymi. Wiem, że w Koszalinie wszyscy się bardzo mocno na ten mecz nastawiają, na pewno będziemy chcieli wykorzystać przewagę własnego parkietu. Po nich przyjeżdża teoretycznie słabsza drużyna – Legia, ale my przede wszystkim nie możemy zwracać na to uwagi, czy ktoś jest słabszy, czy lepszy. Po prostu musimy grać twardo z każdym przeciwnikiem. Nie jesteśmy na tyle mocną i doświadczoną drużyną, że możemy sobie podejść do jakiegoś meczu bardzo spokojnie. Na koniec grudnia mamy jeszcze Asseco – bardzo mocny zespół, który gra podobną obronę do nas. Jednak tak naprawdę nie patrzymy na to z kim gramy, będziemy chcieli wygrać jak najwięcej z tych spotkań.

 

Sytuacja Ekstra – S02E07 – „Listopadowy Szał Zakupowy”

Mathias FischerW kolejnym odcinku podcastu Bartek Bielecki wraz z Karolem Waśkiem i Jackiem Mazurkiem rozmawiają o zmianach w drużynach Polskiej Ligi Koszykówki, a także oceniają nowy system eliminacji do Mistrzostw Świata w koszykówce.

W odcinku:

Odejście trenera Fischera – 2:00
Zmiana na stołku trenerskim w AZS – 12:00
Nowi rozgrywający w PLK – 15:00
MVP Kolejki Sytuacji Ekstra – 46:00
Typowanie Kolejki Sytuacji Ekstra – 49:00
Plusy i Minusy Sytuacji Ekstra – 51:00

Liczby nie kłamią odc. 5

Wracamy, nareszcie, po blisko dwumiesięcznej przerwie! To był ten dzień, w którym nie przeszkodziły nam problemy techniczne, przekładanie nagrań czy klątwa Dariusza Szczubiała. Miesiące przygotowań, tygodnie przelanych potów, dziesiątki prób i oto przed wami piąty odcinek najlepszego podcastu o statystykach zaawansowanych w polskiej koszykówce! Dziś w programie:

1:16 Urządzamy sobie festiwal szydery z AZS Koszalin.
11:26 Arek narzeka na Stelmet.
24:48 zastanawiamy się czym wygrywa się mistrzostwo w PLK: obroną czy atakiem?

DOWNLOAD

Arek Dudek 
Puls Basketu