Tag: Aaron Cel

Polskie zespoły w pucharach odc. 2 – Pokaz toruńskiej siły

Takiego meczu chyba nikt się nie spodziewał. Torunianie zdeklasowali rywali i zbudowali sobie solidny margines błędu przed sobotnim rewanżem. Pierniki wygrały ten mecz 87;61, a mogło być jeszcze więcej, ale w drugiej części meczu nieco spadła im skuteczność. Od samego początku spotkania było widać dominację.

Pierwsza kwarta była najbardziej efektowna, ponieważ Polski Cukier Toruń zaliczył run 20:0! Po drodze ekipa z Mińska popełniła 3 straty i spudłowała 4 rzuty z dystansu, a Mbodj wykonał 2 wsady. Smoki dopiero pod koniec pierwszej kwarty zdobyły swoje pierwsze punkty. Skutecznością za dwa także nie mogli się pochwalić, po pierwszej kwarcie wynosiła ona zaledwie 20% i ostatecznie kwarta zakończyła się 29:4 (dla Mińska 4 Shelton).

W drugiej kwarcie Pierniki nadal dominowały. Dopiero po około 15 minutach gry Smoki zdobyły 10 punktów i trafiły pierwszą „trójkę” (1/10). Problemów z CELnością nie miał za to Aaron, który w pierwszej połowie miał 4/4 za trzy oraz 6/7 za dwa. Przed przerwą 7 asyst zdążył rozdać nowy rozgrywający Polskiego Cukru – Robert Lowery. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 52:22 (2 kwarta – 23:18), a Aaron Cel zdobył wówczas więcej punktów niż cały białoruski zespół (24).

Trzecia kwarta nie była juz tak dobra w wykonaniu naszej ekipy. Mocno spadła skuteczność – z 70% na 63% za dwa i z 62,5% na 38,5 za trzy. Za to Smoki zaczęły wreszcie grać. Poprawili „trójki” z 1/10 na 4/16. Lepiej grali w obronie, co nie pozwoliło Torunianom na tak łatwe zdobywanie punktów. Białoruski zespół zmniejszył stratę z -30 po pierwszej połowie na -21. Kwarta zakończyła się na korzyść Smoków – 15:24, a w całym meczu było 67:46.

Ostatnia kwarta była dobrą grą Toruńskiego zespołu i próbą zmniejszenia strat Smoków do minimum. W całym meczu najlepiej wypadł Aaron Cel – 27 punktów, 6 zbiórek i 4 asysty. Warto też wyróżnić za dobrą grę. Roberta Lowery – 6 pkt, 3 zb, 10 as oraz Cheikh Mbodj – 15 pkt, 6 zb i 3 as. Gra całej drużyny wyglądała bardzo dobrze. Ostatecznie Pierniki trafiały ze skutecznością: za dwa – 64%, za trzy – 37,5%, wolne – 59%. Eval zespołu wynosił 123.

W drużynie z Białorusi najbardziej wyróżniali się: Vitali Liutych (12 pkt, 3 zb, 1 as), Zisis Sarikopoulos (10 pkt, 3 zb, 1 as) i Darrin Govens (10 pkt, 3 zb, 5 as). Shelton też nie pokazał nic nadzwyczajnego – 6 pkt, 9 zb. Cały zespół Smoków rzucał ze skutecznością: za dwa 47,3%, za trzy – 26%, wolne – 50%.

Polska drużyna zrobiła duży krok ku awansowi do kolejnej rundy. Już nie powinno wydarzyć się nic złego dla Torunian, ale na pewno przeciwnicy nie położą się i będą ułatwiali gry zwłaszcza, że będą grać u siebie. Mecz, który powinien nas interesować w perspektywie dalszej gry to spotkanie między Norrköping Dolphins a Movistar Estudiantes. Zakończył się on 74:62 na korzyść Hiszpanów grających na wyjeździe.

Zawodnicy obu ekip mają bardzo mało czasu na regenerację, bo mecz rewanżowy odbędzie się w sobotę 22 września o godzinie 18:00. Transmisja na YouTube, na oficjalnym kanale Basketball Champions League.

Dojrzałe ogóry cz. III

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK   21.07-27.07

Michał Kołodziej – Legia Warszawa

Kontynuacja współpracy, która po poprzednim sezonie wydawała się oczywista. Niemogący przebić się do rotacji w Asseco Michał Kołodziej spędził drugą połowę rundy zasadniczej w Warszawie i można zaryzykować tezę, że z miejsca stał się jej kluczowym Polakiem. W 14 spotkaniach 10 razy wychodził w pierwszej piątce, średnio na parkiecie przebywał 23 minuty, dokładał do tego 8 punktów i 2,5 zbiórki. Michał funkcjonował w ekipie Tane Spaseva jako rozciągająca grę czwórka, oddawał średnio na mecz ponad 4 trójki, co przy skuteczności ponad 40% jest wynikiem jak najbardziej zrozumiałym.

fot. Andrzej Romański/EBL

Legia w tym momencie na silnym skrzydle ma Kołodzieja i Linowskiego. Pomimo dobrej gry tego pierwszego spodziewam się jakiś wzmocnień. Może nie konkretnie na czwórce, ale sądzę, że któryś z nowych nabytków stołecznego klubu będzie z opcją paru minut na PF. W przypadku ściągnięcia do Warszawy Kowalczyka i Karolka, Legia nie będzie musiała grać w pierwszej piątce ani Linowskim, ani Kołodziejem, co tym bardziej skłania mnie do wniosku, że w roli startera na czwórce zobaczymy jakąś nową twarz.

Myles Mack – GTK Gliwice

25-letni, filigranowy (175 cm) rozgrywający poprowadzi grę GTK w przyszłym sezonie. Mack nie jest dla PLK anonimem, w poprzednich rozgrywkach występował w PGE Turowie Zgorzelec, niestety dla niego tylko przez 8 spotkań. Paskudna kontuzja zerwania ścięgna Achillesa zakończyła przedwcześnie sezon Amerykanina. W barwach przygranicznej drużyny na boisku spędzał średnio 18 minut, zdobywając w tym czasie nieco ponad 8 punktów i rozdając 4 asysty.

Mack wpisuje się charakterystyką gry w model czarnoskórego rozgrywającego. Szybki, odważny na koźle, dobrze czujący się w grze 1 na 1. Pomimo małych rozmiarów Myles chętnie atakuje kosz, mija rywali i sprowadza na siebie pomoc tworząc okazje do odrzutu piłki na obwód. Dobra skuteczność za 3 punkty ( 36,4% w 2017/18 i 42,4% w 2016/17) sprawia, że nie można go lekceważyć w odległości 6,75 metra od obręczy.

Dla Amerykanina najprawdopodobniej przewidziana jest wiodąca rola w zespole z Gliwic. Mack w podobny sposób jak rok temu Hooker będzie odpowiadał za grę drużyny po atakowanej stronie boiska. Czy jest lepszym zawodnikiem niż swój poprzednik? Chyba nie. Ale nie mam nic przeciwko by się mile zaskoczyć.

GTK konsekwentnie kompletuje drużynę na kolejne ligowe rozgrywki, pozostały do uzupełnienia przede wszystkim pozycje podkoszowe. Zawodnicy. którzy trafią do Gliwic jeszcze tego lata powinni być realnym wzmocnieniem ekipy trenera Turkiewicza, bo w innym wypadku szorowanie po dnie PLK może być poważnym zagrożeniem.

Łukasz Ratajczak – AZS Koszalin

Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Zamienił AZS Kiwilsze na Ratajczaka.

Łukasz Ratajczak nowym nabytkiem Akademików. W poprzednim sezonie pełnił rolę rezerwowego centra w zespole z Gliwic. Jego średnie to 4,7 punktu i 2,9 zbiórki w nieco ponad 12 minut spędzanych na parkiecie.

Po raz kolejny na ekranie monitora, czy telefonu wyświetla nam się dowód na to, jak biedny jest rynek paszportowy. AZS rotację Polakami ratować będzie 32-latkiem, który poziomem do PLK po prostu nie pasuje. Być może Szymon Kiwilsza nie chciał już dalej grać w Koszalinie, ale jeśli chciał, to tym bardziej decyzja AZS wydaje się być absurdalna. Drużyny końca tabeli lub te szukające oszczędności wyjątkowo w to lato sprowadzają do swoich drużyny młodych zawodników, często takich, którzy nie mieli szansy na granie w innych zespołach. Nie ma co się oszukiwać, że koszalinianie kolejny rok nie będą grali o nic więcej jak utrzymanie. To idealna okazja do przeprowadzenia zmian w sposobie budowania składu, tak jak w Krośnie, czy warszawskiej Legii. Oprócz Marka Zywerta postawiono jednak na Polaków doświadczonych lub bardzo doświadczonych, by nie powiedzieć starych. A szkoda, ciężko o lepsze warunki do grania dla młodych graczy niż drużyna bez większej presji walcząca z najlepszymi na rodzimym podwórku. Może to kwestia historii i tej całej otoczki jaka jest wokół AZS, bo ostatnie lata niestety nie dały powodów, by traktować Koszalin jako ciekawe miejsce do grania.

Czy jest drużyna z mniej ciekawym frontcourtem w PLK?!

Dawid Sączewski – Legia Warszawa

Tane Spasev wysoko ceni sobie pracę w młodymi koszykarzami, dlatego tegoroczna Legia będzie oparta w dużej mierze o Polaków raczkujących w PLK lub takich, którzy jeszcze nie pokazali najlepszej wersji siebie na ligowych parkietach. Do składu dołącza Dawid Sączewski, zawodnik totalnie spoza radaru kibiców Energa Basket Ligi. Sączewski to gracz obwodowy (190 cm), najczęściej grający jako rozgrywający. 19-latek do 2015 występował w Gdyński klubach młodzieżowych (Start i Asseco) oraz w II lidze. Po tym okresie wyjechał do Stanów Zjednoczonych by grać i uczyć się w Mountain Mission School. Teraz wraca do Polski i spróbuje swoich sił w PLK.

Cullen Neal – Rosa Radom

Cullen Neal to nowy nabytek Rosy, który dopiero będzie debiutował w zawodowej koszykówce. Rookie Rooki z Radomia występował do tej pory w barwach aż (!) trzech uniwersytetów w akademickiej lidze NCAA. W swojej karierze miał okazje grać w zespołach, które coś znaczą na uczelnianej mapie Stanów Zjednoczonych. Najwięcej z gry Neal miał występując w sezonie 2015/16 w New Mexico, 30 minut średnio na parkiecie, 12 punktów. Późniejsze przenosiny kolejno do Ole Miss i Saint Mary’s to regres minutowy i to znaczny, bo w zeszłym roku na parkiecie spędzał tylko 13 minut na mecz. Amerykanin to typowy shooter i taka też rola prawdopodobnie czeka na niego w Radomiu. Przez ostatnie lata oddawał w meczach więcej rzutów za 3 niż za 2, co potwierdza tylko charakterystykę tego zawodnika. Oficjalna strona Rosy przedstawia Neala jako zawodnika mogącego grać na pozycji rozgrywającego. Jednak przy posiadaniu w składzie Obiego, nie spodziewałbym się częstego kreowania akcji ze strony najnowszego nabytku.

Jedno jest pewne, długością, a raczej krótkością spodenek będzie w top ligi.

Rosa skompletowała już zestaw zawodników na pozycjach 1-2. Amerykanie Trotter i Neal uzupełnieni Polakami wyglądają na zestaw solidny, raczej nie jakoś mocno odstający od zeszłorocznego. Większa rola Zegzuły kosztem minut Szymkiewicza to nie jest wielka tragedia, znakiem zapytania jest oczywiście Neal i to, jak się odnajdzie w Europie. Biali strzelcy obwodowi za często furory nie robili na naszych parkietach, z drugiej strony Rosa potrafi wynajdować graczy akurat na tę pozycję. Pytanie ile w tym było magii Kamyka, a ile scautingowego nosa włodarzy klubu. Harris, Bell, Punter, nawet English, czy za rok dorzucimy tu Neala?

Aaron Cel – Polski Cukier Toruń (2+1)

Pierwsza bitwa w kujawsko-pomorskim wygrana przez Twarde Pierniki. PCT 1, Anwil 0. Nie ukrywam, że Celodrama była jakoś wyjątkowo męcząca tego lata. Anwil, Toruń, Anwil, Toruń, Włocławek, Cukier, znowu Anwil, Pierniki i tak w kółko, dzień w dzień. Niby tylko niecałe 50km odległości między tymi miastami, ale Aaron Cel przemieszczał się z nadświetlną prędkością od jednego do drugiego. W końcu wybrał, być może zawierzył swój los żetonom w jednym z kasyn w Las Vegas, być może to była gra na zwłokę i podbijanie ceny.

Odejmując już całą tę otoczkę przy podpisie, Cel to czołowa czwórka z polskim paszportem. Gracz, który wiele ostatnich meczów w reprezentacji rozpoczynał w pierwszej piątce. Aaron jest graczem o wielu zaletach, pewny rzut za 3 punkty (37,5%), boiskowa inteligencja i doświadczenie.

Fizycznie czasem odstaje od rywali, co rodzi problemu na desce, jednak jak na PLK to bilans plusów i minusów w jego przypadku wypada wyjątkowo pozytywnie. Na korzyść reprezentanta Polski działa fakt, że obok siebie pod koszem będzie miał Szejka Mbodja, który w defensywie i na zbiórce jest w stanie trochę przykryć niektóre mankamenty Cela. W Toruniu nie będzie pierwszą opcją ofensywną, co myślę, że mu odpowiada. Kiedy ciężar liderowania przejmie ktoś z innych zawodników, Aaron będzie mógł być zabójczo skuteczny i efektywny działając na drugim planie.

Dla Torunian to ruch jeśli chodzi o paszport raczej nie z tych koniecznych. Jednak postrzeganie Cela tylko i wyłącznie jako limitowca jest bardzo krzywdzące. To gracz dający ogromną jakość, który występowałby w pierwszej piątce każdego klubu w PLK (no może oprócz Stelmetu). Co jeszcze istotniejsze, Polski Cukier tym podpisem zapobiegł wzmocnieniu się lokalnego rywala – Anwilu. PCT razem ze Stelmetem kolejny rok dysponować będą najmocniejszym polskim rosterem w lidze. Inną sprawą jest, czy pozostawienie prawie całego zespołu  i wymiana tylko dwóch gwiazd spowoduje poprawę wyniku na koniec sezonu. O ponowne wejście do finału będzie z pewnością ciężko, ale w Toruniu, sądząc po ruchach w to lato, wierzą w swoją drużynę w takim kształcie, w jakim występuje od dwóch sezonów.

 Ben Richardson – MKS Dąbrowa Górnicza

Uczestnik ostatniego Final Four akademickiej ligi NCAA, Ben Richardson, zagra w przyszłym sezonie w MKSie Dąbrowa Górnicza. Loyola Chicago, uczelnia, na której występował przez ostatnie 4 lata to kopciuszek tegorocznego turnieju ligi uniwersyteckiej. Nikt nie stawiał na Loyolę w najlepszej czwórce, mimo tego drużyna nowego nabytku MKSu przedarła się do tego elitarnego grona przy dużym wkładzie Bena. Zaliczył swój rekord punktowy w meczu z Kansas State trafiając 6 razy za 3 punkty. W całej karierze uniwersyteckiej dał się poznać jako bardzo dobry dystansowy strzelec (>40% od 3 sezonów). Na parkiecie przybywał sporo (31 minut w poprzednim sezonie), przez ostatnie 2 sezony tylko raz nie wyszedł w pierwszej piątce.

Richardson to przede wszystkim dobry obrońca i shooter. Skuteczność z jaką dziurawił kosz zza łuku imponuje, gorzej z rzutami za dwa, które wpadały do kosza na podobnym procencie co te z dystansu. Ze wszystkich amerykańskich białych dwójek zatrudnionych w ostatnich latach w PLK, absolwent Loyola wygląda zdecydowanie najciekawiej.

Zobaczymy, w jakiej roli obsadzi go trener Winnicki. Wydaje się, że Richardson powinien być starterem, graczem czekającym za linią rzutów za 3 punkty na odrzucenia od partnerów, dobrze czującym się w grze z kontrataku. Warty obserwacji będzie również po drugiej stronie parkietu, gdzie jest cenionym obrońcą. Grą w MKSie może otworzyć sobie drogę do ciekawej kariery europejskiej. W dzisiejszej koszykówce graczy o takiej charakterystyce poszukuje się wśród zawodników na jego pozycji praktycznie we wszystkich silnych ligach na starym kontynencie, jak i za oceanem.

Ben Emelogu – Asseco Gdynia

Wystarczyło, że trener Frasunkiewicz wrócił z U20 i karuzela transferowa ruszyła  w Gdyni na dobre. Asseco mając spokój z polską rotacją skierowało swoje poszukiwania na rynek zawodników zagranicznych. No i mamy kontrakt, a nawet dwa!

Pierwszy z dwójki Amerykanów, którzy dołączą do gdyńskiej ekipy to Benjamin Emelogu. 23-latek jest absolwentem uczelni SMU, dla której w poprzednim sezonie rozegrał 33 mecze, wszystkie w pierwszej piątce. Emelogu w swojej karierze w Mustangach miał okazję współpracować z legendarnym trenerem Larrym Brownem (m.in. mistrz NBA), a także dzielił jedną szatnie z Semim Ojeleye, aktualnie zawodnikiem Boston Celtics. W rozgrywkach 2017/18 Ben przebywał średnio na boisku 31,7 minut, zdobywał ponad 10 punktów i zbierał 5,5 piłki.

Emelogu mierzy 196 cm wzrostu i w taktyce Przemysława Frasunkiewicza będzie występował na pozycjach 2-3.  Jest dynamiczny, kończy sporo akcji z góry, ale potrafi również przymierzyć z dystansu (37% za 3). Ben wygląda na gracza bardzo wszechstronnego, który w każdej roli może się sprawdzić. Ma rozmiar, szybkość, atletyzm, wszystko co pozwala mu być dobrym obrońcą i sporą pomocą na tablicach.

Jeśli mielibyśmy zabawić się w baaaardzo wczesne typowanie, czy jasnowidztwo, to myślę, że Emelogu może być na koniec sezonu jednym z najbardziej wartościowych graczy ligi wchodzących z ławki.

Josh Bostic – Asseco Gdynia

Drugi z nabytków Arki również pochodzi zza oceanu, jednak ma sobą już całkiem bogatą karierę w Europie. Joshua Bostic, 31-letni niski skrzydłowy to z pewnością gracz, jakich chcemy oglądać w naszej lidze. Kandydat na gwiazdę i to jedną z największych. Nawet nie będąc kibicem Asseco ciężko jest się nie cieszyć z przyjścia do ligi takiego zawodnika.

Joshua w ostatnim sezonie występował w lidze włoskiej, w drużynie Banco di Sardegna Sassari oraz w lidze adriatyckiej i chorwackiej broniąc barw KK Zadar. W Lega A notował  prawie 14 punktów na mecz, w ABA blisko 20.  Na przestrzeni całego sezonu na parkiecie przebywał średnio 27,5, co świadczy o dużej roli jaką odgrywał w obu ekipach. Bostic umie na boisku dużo, bardzo dużo. Zdobywa punkty po koźle, spot up, wejściami na kosz, czy po pickach. Amerykanin w Gdyni będzie miał możliwość pokazać się w pierwszoplanowej roli w zespole grającym w EuroCup i o wysokie cele w PLK. To fenomenalna okazja do pokazania się w Europie i wywalczenia tłustego kontraktu na kolejny sezon.

Bostic to naturalny kandydat na lidera zespołu. Ma doświadczenie z wielu lig, również z rozgrywek europejskich. W porównaniu do Emelogu to właśnie doświadczenie wydaje się być nieocenionym dodatkiem do gdyńskiej drużyny. Ciężko wróżyć jakieś większe sukcesy Arki w Eurocup, ale w lidze, nawet jeśli kolejne podpisy będą tylko uzupełnieniami, może nieźle namieszać.

Już końcówka lipca, czekamy na zdjęcia wyrzeźbionych gdyńskich dzików zawodników z plaży. Frasunkiewicz sprowadza do drużyny bardzo dobrych atletów, a przy tym świetnie grających w koszykówkę. Nie znamy jeszcze finalnego kształtu Asseco, ale piątka jaką już w tym momencie może puścić na parkiet trener gdynian wygląda mocno – Szubarga, Garbacz (Emelogu), Bostic, nowy PF, Łapeta. W Zielonej Górze i kujawsko-pomorskim nerwowo przełknęli ślinę.

Jakub Karolak – Legia Warszawa

Po mniej znaczących transferach w Warszawie zarzucono w końcu wędkę na grubszą rybę. Podpis, o którym mówiło się już od miesiąca został wreszcie oficjalnie potwierdzony. Kuba Karolak zamienia sopocką morską bryzę na warszawski smog.

Karolak dwa ostatnie sezony spędził w Treflu, gdzie miał dość istotną rolę w polskiej rotacji. W poprzednich rozgrywkach na parkiecie przebywał średnio 24 minuty, dorzucał do tego 10,5 punktu. Kuba to gracz na pozycję 2-3, typ łowcy punktów ze stabilnym rzutem z dystansu (niecałe 40% za 3). Ma dopiero 25 lat, dopiero, bo w lidze oglądamy go już dość długo, najlepsze granie jeszcze przed nim. Legia to okazja na czołową rolę w zespole, szansa na pracę z Tane Spasevem, u którego łatwo o indywidualny postęp. Dobry sezon Karolaka to także może być solidny argument w wyścigu o zainteresowanie (przyszłego?) selekcjonera reprezentacji, który stanie przed zadaniem lekkiego wietrzenia szatni. Nazwisko Kuby pojawiało się już w kadrze B, czemu nie miałby być brany pod uwagę w przypadku szerokiej kadry A.

Legia jednym podpisem zapewniła sobie lepszą rotację Polakami w stosunku do poprzedniego sezonu. Karolak to gracz, który z pewnością zajmie miejsce w pierwszej piątce, da odpowiednią jakość, której tak bardzo brakowało w poprzednich rozgrywkach. Legioniści jak na razie konsekwentnie stawiają na młodzież lub graczy jeszcze w drodze na szczyt swoich umiejętności (wyjątek to Linowski). Po sparzeniu się poprzednim sezonem, strategia budowania składu w stolicy można oceniać jak na razie tylko dobrze lub nawet bardzo dobrze.

Oby wnioski w Legii rzeczywiście zostały wyciągnięte. Już jeden powód do wstydu warszawski kibic ma, ten na Łazienkowskiej.

Mateusz Kostrzewski – Anwil Włocławek

Najbardziej energetyczny zawodnik EBL. Król Backdooru.

Kostek zdecydował się na powrót do Włocławka, jednak raczej nie kierował się dobrymi wspomnieniami. Dziś zarówno Mateusz, jak i Anwil są w zupełnie innym miejscu, zdecydowaniem lepszym niż podczas pierwszej przygody razem.

Półtora roku spędzone w Stali, brązowy i srebrny medal, ale przede wszystkim bardzo dobra gra sprawiły, że Kostek postrzegany jest aktualnie jako Polak z najwyższej półki na naszym podwórku. Poprzedni sezon w Ostrowie zakończył ze średnimi na poziomie 20 minut, 9 punktów i 3,7 zbiórki na mecz. Emil Rajković używał go zarówno z ławki, jak i wystawiając w pierwszej piątce. Jego rola z kolejnymi miesiącami rosła, by w półfinałach być liderem drużyny, 15,24,20,20 punktów w kolejnych spotkaniach z Polskim Cukrem Toruń. Finały też może uznać za udane, był obok Adama Łapety wyróżniającą się postacią w polskiej rotacji wicemistrza.  Świetny sezon wywołał zamieszanie wokół Mateusza w kontekście reprezentacji, jednak na jego pozycji konkurencja w kadrze jest niezwykle mocna.

Anwil nieco (bardzo) zmuszony sytuacją na rynku sięga po Kostrzewskiego, mozolnie kompletując polską rotację. Kostek to gracz spokojnie mogący grać 20+ minut. Ustawiany na niskim skrzydle, ale i w niższych ustawieniach może powalczyć z czwórkami przeciwnika. Podpisanie srebrnego medalisty oznacza też prawdopodobnie komfort posiadania na boisku cały czas jednego Polaka z grupy wingmanów. Spodziewam się wymiennej gry Kostka z Zyziem, zawodników profilem koszykarskim trochę zbliżonych do siebie. Podpis Kostrzewskiego w mojej ocenie wymusza zakontraktowanie gracza na pozycję nr 4 dobrze rzucającego za 3, rekompensującego braki w tym względzie Mateusza (poniżej 30%).

We Włocławku Kostrzewski razem z Zyzkowskim stworzą niesamowity duet zawodników trafiających rzuty z dudziwne. Dokładającego do tego Josipa Sobina, Anwil już w tej chwili może odbierać Mistrzostwo Polski za ilość celnych floaterów w sezonie 2018/19.

Tim Williams – Miasto Szkła Krosno

Absolwent uczelni New Mexico zasili szeregi drużyny z Podkarpacia. To będzie jego drugi sezon na europejskich parkietach, pierwszy spędził w Finlandii, występując w dwóch drużynach. Williams to 24-latek, więc średnia wieku ekipy z Krosna nadal utrzymuje się na niskim poziomie.

Tim to gracz na grający na czwórce z ewentualną możliwością gry na obu pozycjach podkoszowych. Mierzy 203 cm, operuje wyłącznie blisko kosza. W zeszłym sezonie oddał tylko 12 rzutów za 3 punkty, żadnego nie trafił. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 26 minut, 14 punktów i 6 zbiórek. Miał okazję nawet posmakować gry w europejskich pucharach, razem z  zespołem Joensuun Kataja występował w Fiba Europe Cup. Williams wygląda na gracza dynamicznego, silnego skrzydłowego w starym stylu, grającego do kosza, szukającego punktów bliżej obręczy.

Dla Miasta Szkła transfer ten oznacza wzmocnienie strefy podkoszowej. Wiemy, że portfel w Krośnie nie jest zbyt gruby, więc ściąganie graczy z takich lig jak fińska wydaje się być dobrym posunięciem. Williams prawdopodobnie będzie jednym z punktowych liderów drużyny, przypadną mu spore minuty w ekipie trenera Niedbalskiego. Pozycję silnego skrzydłowego będzie dzielił z Filipem Putem, jednak nie zdziwi mnie jednoczesna gra tych zawodników obok siebie na parkiecie. Put jest silny, Williams na takiego też się wydaję, wymienność pozycji w defensywie w ustawieniu na dwóch nominalnych PFów może być sporym atutem.

Miasto Szkła Krosno z ogromną konsekwencja zatrudnia graczy stosunkowo młodych, głodnych gry i chętnych do pracy i rozwoju. Oceniając siłę tego zespołu na papierze, spekulując, jak może liga wyglądać, to drużyna z Podkarpacia wygląda na jedną z potencjalnych czerwonych latarni naszej ligi. Wielki sprawdzian przed Mariuszem Niedbalskim, albo z takim zestawem zawodników wykręci wynik ponad stan (np. będzie nad AZSem czy GTK w tabeli) albo zaprzepaści być może ostatnią szansę zaistnienia na ławce trenerskiej w PLK.

Pełne składy drużyn PLK

Dojrzałe ogóry cz. I

Dojrzałe ogóry cz. II

Cel: Dąbrowianie pokazali, że nigdy nie można ich lekceważyć

Polski Cukier Toruń rzutem na taśmę ograł osłabiony MKS Dąbrowa Górnicza. Goście grali przeciwko Twardym Piernikom w 6. Mimo wszystko, torunianie nie mieli łatwego zadania. Po pierwszej kwarcie przegrywali nawet 19:27. Później spotkanie było już bardziej wyrównane i wynik cały czas oscylował w okolicach remisu. Doskonały zryw torunian na początku 3 kwarty (seria 15-2) pozwoliła trochę odskoczyć z wynikiem, ale MKS bardzo szybko dogonił gospodarzy. Ostatecznie jednak to Polski Cukier wygrał w Arenie Toruń i tym samym, podopieczni Mihevca są niepokonani w swojej hali od początku sezonu. Świetny mecz rozegrał Łukasz Wiśniewski. Zanotował 20 punktów, 2 zbiórki i 7 asyst. Kolejne solidne spotkanie zaliczył też Aaron Cel, który zapisał na swoim koncie 13 punktów, 8 zbiórek i 5 asyst. Pierniki co prawda wygrały, ale mecz w ich wykonaniu nie wyglądał najlepiej. Choćby Jovan Novak – rozgyrwający MKS-u, sam zebrał 8 piłek w ataku, a gdyby nie przebudzenie Wiśniewskiego, mogłoby być ciężko o wygraną.

fot. A. Romański

 

Agnieszka Łapacz, Puls Basketu: Patrząc na skład Dąbrowy przed meczem, wydawać się mogło, że będzie dużo łatwiej. Chyba nikt nie spodziewał się aż tak trudnego spotkania?

Aaron Cel, Polski Cukier Toruń: To jest sport. Wszyscy myślą, że w drużynie przeciwnej połowa składu wypada i nam będzie od razu dużo łatwiej. Ale psychicznie jednak oni mogą grać na większym luzie. Wiedzą, że mają dużo większą swobodę, bo nawet jak coś nie wyjdzie, to trener ich nie posadzi na ławce. Czasami to wychodzi lepiej, a czasami wręcz odwrotnie. U nich wyszło to bardzo dobrze. Dąbrowa to mocna drużyna i nawet w takim składzie mogą być bardzo groźni. Pokazali, że nie nigdy można ich lekceważyć i nawet takim małym składem mogą walczyć z nami na wysokim poziomie. Odbieram to jako zwycięstwo, nie patrzę na to, że mogliśmy wygrać więcej, czy zagrać lepiej. Ważne, że wygraliśmy.

 

Mieliście jednak sporo problemów. Przede wszystkim w pomalowanym. 48:32 spod kosza dla Dąbrowy, no i druga rzecz, to obrona  pick n’rolli. Novak z Sheltonem kręcili te akcje dwójkowe jak chceli. 

Tak, zdecydowanie. Zawodnicy z Dąbrowy bardzo dużo penetrowali, a nam nie do końca udało się zamknąć trumnę tak jak to zazwyczaj to robimy. Z tego zrobiło się sporo kłopotów. No i przegraliśmy na zbiórce. MKS miał dużo więcej zbiórek w ataku. Wiedzieliśmy, że to zespół, który potrafi zbierać i nie do końca zrealizowaliśmy nasze założenia. Co do pick n’rolli, Novak bardzo dobrze kreuje te akcje dwójkowe i faktycznie, mieliśmy spory problem z wybronienieniem takich akcji. Z drugiej strony, trochę zachowawczo broniliśmy, żeby nie trafili za trzy, a to im otwierało pole trzech sekund. Dlatego tym bardziej cieszy zwycięstwo. Za miesiąc nikt nie będzie pamiętał, że przyjechali do nas w 6.

 

Obrona to jedno, ale w ataku też wcale nie mieliście łatwej przeprawy. Strefa MKS-u was tak bardzo rozbiła? 

Wiedzieliśmy, że postawią strefę, byliśmy na to przygotowani. Nie sądziliśmy jednak, że tak szybko. A oni wyszli tą obroną już po pierwszej akcji. Trochę nas zaskoczyli. Powinniśmy być bardziej agresywni, a niestety tego nie było. Podawaliśmy piłkę po obwodzie zamiast atakować kosz i prowokować ich faule. Oni dzięki temu, zamiast bronić, mogli sobie odpoczywać w tej strefie. Niestety, nie zareagowaliśmy na to w pierwszej połowie tak jak trzeba, ale w drugiej było już znacznie lepiej. Przede wszystkim byliśmy bardziej agresywni i wszystko wyglądało już dużo lepiej.

 

AZS i Krosno. Po meczach z zespołami z czołówki, czas na trochę odpoczynku?

Może nie odpoczynek, bo to nie są łatwe zespoły do grania. Ale faktycznie, po tych ciężkich meczach z czołówką mamy teraz zespoły z dołu tabeli. Jednak nie możemy ich lekceważyć. AZS pokzał, że może zaskakiwać. Wygrali przecież ze Stalą, więc z pewnośćią przyjadą do nas bardzo zmotywowani. Mają nowego trenera, nowych zawodników. Będziemy musieli zagrać bardzo solidnie, żeby wygrać to spotkanie.