Podsłuchane w szatni – czyli sędziowskie rozmowy przedmeczowe

Tym razem coś dla młodszych sędziów pod kątem przygotowania do prowadzenia zawodów, a dla reszty może ciekawe spojrzenie na zakulisowe sprawy związane z sędziowaniem meczów.

Każdy sędzia ma swój styl. Zarówno jak chodzi o podejmowanie decyzji sędziowskich, rozmawianie z zawodnikami/trenerami czy też przygotowywanie się z partnerem do meczu. Tak samo każdy z nas w inny sposób przeprowadza tzw. rozmowę przedmeczową w szatni. Dla niewtajemniczonych krótkie wyjaśnienie co to w ogóle jest -> otóż sędziowie w szatni przed meczem pojawiają się sporo wcześniej przed wyznaczoną godziną rozpoczęcia meczu. W zależności od rangi i szczebla zawodów, raz będzie to 45 minut, a raz nawet 2 godziny. Co robimy w tym czasie? Oprócz standardowych, podstawowych czynności o których nawet nie warto wspominać, przeprowadzamy też rozmowę na temat meczu, który już za chwilę przed nami. Wspominałem już, że każdy z sędziów ma swój własny styl. Ja po latach spędzonych w sędziowskich szatniach, wyróżniam następujące typy sędziów:

  1. Doświadczony cwaniak – odbył już tysiąc pińcet takich rozmów, od lat jest sędzią głównym zawodów, więc …. zamiast wprowadzić młodszego kolegę w meandry i tajniki sędziowania, wymaga od niego przeprowadzenia tej rozmowy. Trochę na zasadzie – „młody dajesz, mów co byś chciał omówić, gdzie masz wątpliwości”, itd.
  2. Teoretyk – jest doskonale przygotowany merytorycznie. Jest na bieżąco ze wszystkimi zmianami w przepisach, ma przy sobie profesjonalną tabliczkę z wypisanymi 54 punktami, które należy omówić przed meczem i leci po kolei. Po takiej rozmowie nasz teoretyk czuje się doskonale przygotowany do zawodów, a młody …. no cóż, albo jest takim samym typem i będzie się z tym czuł dobrze, albo przez pierwsze dwie kwarty będzie starał się ogarnąć wszystko, o czym Teoretyk powiedział mu przed meczem.
  3. Bajarz-gawędziarz – rozmowa przedmeczowa w tym wypadku będzie skupiać się wokół spotkań dotychczas przesędziowanych przez prowadzącego rozmowę i na najbardziej spektakularnych gwizdkach z tych spotkań. Na końcu oczywiście padną 2-3 zdania na temat nadchodzącego meczu, ale przecież bez przesady.
  4. Profesjonalista – na pewno będzie w hali przed młodym, ma wszystko w torbie idealnie poukładane i doskonale przygotowany scenariusz rozmowy. Obgada z młodym wszystko od A do Z – od stref odpowiedzialności, przez najnowsze interpretacje,  po zasady mechaniki i zarządzanie ewentualnymi konfliktami z trenerami. Jeśli do tego odpowiednio dobierze język rozmowy do swojego rozmówcy, mamy pewien „wzór”,  do którego wielu będzie (i może nawet powinno) dążyć.
  5. Luzak – a zazwyczaj dwóch luzaków. Występują w konfiguracji -> dwóch doświadczonych, albo dwóch którzy po prostu regularnie i często razem sędziują. Ich rozmowa przebiega dość krótko: „To co – gwiżdżemy swoje? Swoje” 🙂 I już można przejść do ciekawszych tematów 😀

Myślę, że osobiście mam w sobie coś z każdego z nich 🙂 Prowadząc rozmowę przedmeczową staram się wciągnąć młodszego partnera w rozmowę,  dać mu powiedzieć swoje zdanie, a czasami nawet przyjąć jakieś zasugerowane przez niego rozwiązanie jako własne i właśnie tak postępować podczas meczu. Jeśli ma nam to pomóc, partner ma się czuć pewniej, a dla mnie nie jest to jakiś większy problem – to dlaczego nie? Jednocześnie staram się omówić chociażby te najgłośniejsze, albo najmniej zrozumiałe w środowisku zmiany w przepisach, które weszły w życie przed danym sezonem. Pamiętajmy – najlepszą formą zaufania jest kontrola 🙂 Jeśli nawzajem się skontrolujemy co do znajomości tych zmian, tym łatwiej będzie nam sobie zaufać :> Oczywiście jeśli sędziowaliśmy już danym zawodnikom/trenerom i znamy ich zachowania, warto podzielić się tym doświadczeniem z młodszym kolegą. Jeśli sami mamy tą przewagę nad w/w uczestnikami meczu, dlaczego nie dać jej też partnerowi?

Z własnego doświadczenia są rzeczy, których omówienie zostawiam sobie już na samo wyjście na parkiet. Nie jestem fanem tabliczek, rysowania, itd. Skoro 20 minut przed rozpoczęciem meczu powinniśmy być już na boisku i obserwować m.in. rozgrzewkę zawodników – wykorzystajmy ten czas. Ze swojej strony robię w tym czasie co najmniej 3 rzeczy:

  1. Omawiam kwestię odpowiedzialności / podziału stref i przekazania sobie odpowiedzialności za drive’y na kosz.
  2. Jeśli mamy taką wiedzę – zróbmy szybki scouting zawodników. Kogo brakuje, kto mocno broni na obwodzie, kto rozpycha się na zbiórce, a kto będzie próbował nas oszukać lub może nam zaszkodzić gdzieś w grze poza piłką.
  3. Omawiam zasadę 3 x „K”. Nie żebym tworzył jakieś sztuczne peany na swój temat, ale od kilku sezonów jest to mój autorski pomysł, który stosuję de facto jako podsumowanie przygotowania do meczu. Co się składa na owe 3 x „K”?
  • Koncentracja – mecze odbywają się w różnych terminach i różnych porach dnia. Czasami sędziujesz w środę o 21.30, czasami w sobotę o 9, czasami 5 min od domu, a czasu 100 km od domu, a droga była fatalna i długa. Koncentrujmy się na swoim zadaniu,  wyrabiajmy nawyki które w chwilach jakiegoś „zamyślenia”, pozwolą nam jak najszybciej wrócić do meczu.
  • Kontakt wzrokowy – kontrolujmy nawzajem swoją pozycję na boisku . Zawsze ustawienie jednego sędziego, determinuje ustawienie drugiego i odwrotnie. Przecież jeśli obydwaj skupimy się np. na walce podkoszowych, to mamy połowę (jak nie więcej) zawodników poza naszą kontrolą. Ponadto przy ew. podwójnym gwizdku i odmiennych gwizdkach, łatwiej będzie nam się szybko porozumieć. Masz wątpliwość co do tego, komu przyznać piłkę po aucie? Kontakt wzrokowy = szybka pomoc od partnera
  • KONSEKWENCJA – myślę, że najważniejsza z tych zasad. Bądźmy konsekwentni w tym co robimy. Jeśli coś puszczamy, to puszczajmy. Jeśli coś gwiżdżemy jako blok, to gwiżdżmy jako blok. (oczywiście nie naprawiajmy błędu błędem – jeśli coś oceniliśmy źle, to nie idźmy dalej tą drogą 😛 ). Chyba zgodzicie się ze mną, że nie ma bardziej irytującej i wkurzającej rzeczy dla zawodników, trenerów i kibiców, jak nierówne sędziowanie. Jeśli nie będziemy konsekwentni, wtedy wszyscy mają do nas pretensje, nikt nie wolno co wolno, a czego nie wolno. A akceptowalność naszych gwizdków spada z każdą minutą meczu.

To tyle jak chodzi o przedmeczowe pogaduchy. Prawda, że proste? 🙂

Komentarze

Komantarze