Dojrzałe ogóry cz. VI

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK 11 – 17.08*

Aktualne składy PLK

*Na początek nadrobimy zaległości z poprzedniego tygodnia.

Devonte Upson – TBV Start Lublin

Druga nowa twarz w Lublinie. Do ekipy trenera Davida Dedka dołącza amerykański środkowy, Devonte Upson.

Upson mierzy 206 centymetrów i jest raczej typem szczupłego skoczka niż masywnego centra. Amerykanin od 2015 roku występuje na europejskich parkietach. Ostatni sezon spędził w estońskiej Rapli, gdzie notował średnie na poziomie 11 punktów, 7 zbiórek w 27 minut gry. Aktualnie Devonte gra w Chinach dla Bejing Bucksa jego linijka to 18 punktów, 14 zbiórek i 2,4 bloku na mecz. Upson to zawodnik preferujący grę blisko kosza, a najlepiej nad koszem. Nie przepuszcza okazji na załadowanie piłki z góry, dobrze czuje się w akcjach pick and rollowych, gdzie po odegraniach partnera wykańcza akcje. Dobre warunki fizyczne, skoczność i zasięg ramion powinny pozwolić mu na aktywne włączenie się do wyścigu bo najlepszego blokującego ligi. Nieco więcej może mieć problemów z centrami, którzy będą go przestawiać i wpychać pod samą obręcz.

Amerykanin przychodzi do Lublina w zastępstwie za Darryla Reynoldsa, który miał raczej udany sezon. Niecałe 9 punktów, 7 zbiórek i ponad jeden blok to średnie jak najbardziej do przebicia przez nowy nabytek Startu. Charakterystyka obu graczy jest podobna, jednak Upson jest nieco wyższy, co sprawia, że może być bardziej efektywny w tych wszystkich rzeczach w powietrzu.

Pozycja centra w drużynie prowadzonej przez trenera Dedka obsadzona. Upson będzie konkurował o minuty z Romanem Szymańskim, który kolejny już sezon rozegra na Lubelszczyźnie. W Lublinie na pewno myślą o play off. Poprzedni sezon dał ku temu argumenty, by wierzyć w strategie trenera i określoną grupę zawodników. Jednak zeszłoroczny Start miał Lewisa, którego teraz już mieć nie będzie. Gracz, który przyjdzie wypełnić po nim lukę może okazać się kluczowy do pełnej oceny możliwości tego zespołu.

Morayo Soluade – Legia Warszawa

Pierwszy czarnoskóry koszykarz w Legii. Mo Soluade ma być motorem napędowym stołecznej ekipy w przyszłym sezonie.

23-letni Brytyjczyk to nominalny rozgrywający. Pomimo faktu, że będzie najwyższym graczem obwodowym legionistów, również w drużynie Tanego Spaseva powinien występować na jedynce. Soluade to jeden z największych prospectów brytyjskiego basketu. Od 7 lat koszykarsko wychowywała go Hiszpania, a konkretnie Unicaja Malaga, w której z początku występował w sekcjach młodzieżowych. Dla aktualnego pracodawcy Adama Waczyńskiego rozegrał w sumie 28 spotkań w pierwszej drużynie, w tym 15 w Eurolidze. Poprzedni sezon zakończył z linijką 2,2 punktu na mecz, zbiórka i pół asysty w 9 minut gry. Mo w ramach poszukiwania minut był wypożyczany do klubów z zaplecza ACB, gdzie jego średnie znacznie rosły. W przeszłości reprezentował swój graj w młodzieżowych Mistrzostwach Europy, aktualnie jest członkiem kadry seniorskiej. God Save the Quenn.

Soluade to prawdopodobnie zakup do pierwszej piątki. Obwód Kowalczyk, Mo i Karolak w wyjściowym ustawieniu wygląda obiecująco. Brytyjczyk jest na tyle wysoki by kryć dwójki, może nawet trójki, a w ataku zajmie się kreowaniem gry. Mając obok dobry strzelców trzypunktowych (do wyżej wymienionych dodaj Kołodzieja) i solidnych rozmiarów centra, Soluade będzie mógł przebierać w opcjach, komu dograć piłkę.

Dla Legii zakup podwładnego królowej Elżbiety to spore wzmocnienie. 23-latek doda na obwodzie sporo energii i atletyzmu, a do tego umiejętności i doświadczenia wyniesionych z treningów w Maladze. Piątka, jaką może do gry desygnować Tane Spasev może sobie na spokojnie poradzić w PLK. To co się dzieje na ławce rezerwowych budzi już większe wątpliwości – wielu graczy nieogranych na tym poziomie, dopiero aspirujących do regularnej gry w ekstraklasie.

Włodarzom warszawskiego klub oraz macedońskiemu trenerowi udało się stworzyć ciekawy zespół. Pytanie, czy pozostanie ciekawy tylko przez pryzmat dość egzotycznych transferów i wprowadzenia wielu młodych graczy do Energa Basket Ligi, czy też taktyka i styl gry Legii w rozpoczynającym się w październiku sezonie da powody do użycia tego przymiotnika w późniejszym czasie.

Bartosz Jankowski – Polpharma Starogard Gdański

22-letni rzucający obrońca, który ostatnie sezony spędził w Asseco Gdynia, został nowym zawodnikiem kociewskich Diabłów.

Jankowski to gracz znajdujący się w szerokiej rotacji gdyńskiego klubu od 3 lat. Wielkich minut nie grał, jednak każdy kolejny mecz to parę chwil więcej na parkietach PLK. Średnie z poprzedniego sezonu to 7 minut i 1,4 punktu. Gra Polaka w Gdyni to jednak nie tylko walka o miejsce w składzie ekipy Przemysława Frasunkiewicza, ale również występy w drugim zespole, czy młoda Euroliga, w której popisywał się fenomenalnymi występami. Bartek jest przede wszystkim znany z bardzo dobrego rzutu, gorzej z akcjami na koźle. Gdyńska musztra przygotowała go do gry w PLK pod względem fizycznym, co pozwala mu bronić na przyzwoitym poziomie.

Polpharma dokłada kolejny klocek do budowy polskiej rotacji. Obwód na pewno będzie zdominowany przez graczy zza oceanu, jednak to, co będzie się działo w minutach za nimi jest sprawą otwartą. Dzierżak, Gołębiowski, Jankowski, Struski, każdy z nich może pracą na treningach wywalczyć sobie dominującą rolę w rotacji obwodowej Polpharmy. Myślę, że dla Artura Gronka każdy będzie startował z podobnego pułapu i najbliższy miesiąc wyłoni zwycięzców wyścigu po miejsce na parkiecie.

Starogard Gdański wydaje się być idealnym miejscem do rozkwitu takich graczy jak Jankowski. Liczę, że pod trenerem Gronkiem, przynajmniej jeden z wciąż młodych zawodników wskoczy na wyższy poziom i wypracuje sobie stałe miejsce w pierwszej piątce.

Justin Bibbins – Polpharma Starogard Gdański

Filigranowy rozgrywający z uczelni Utah został nowym zawodnikiem kociewskich diabłów. Amerykanin zastąpi w drużynie Rashuana Davisa, z którym po paru dniach rozwiązano kontrakt.

Jak trochę przymrużysz oczy to nazwisko Bibbins można odczytać jako Baggins. Wzrost Amerykanina pozwoliłby mu z powodzeniem wcielić się w postać napisaną przez Tolkiena. Skojarzenie z Hobbitem to śmieszki, jednak Justin to gracz, który może okazać się kolejnym ciekawym mikrusem w naszej lidze. Daleko sięgać pamięcią nie trzeba, Aaron Johnson był  nie tylko topowym rozgrywającym, ale jednym z najlepszych graczy ligi.

Bibbins ostatni rok rozegrał w barwach uniwersytetu Utah. Był czołową postacią zespołu i liderował w wielu rubrykach statystycznych. Sezon zakończył z linijką 15 punktów, 3 zbiórek, 4,5 asysty i 44% za 3 w 35 minut spędzanych średnio na parkiecie. Pojawienie się skuteczności za 3 powyżej to nie przypadek. Amerykanin to dobry strzelec, który i oddaje sporo prób z dystansu. Rozmiary nie pozwalają mu na niektóre rzeczy, jednak kompilacja szybkości, zwinności i przyspieszania pozwalała mu na aż 15 punktów w nie byle jakiej drużynie.

Na Kociewiu spodziewaliśmy się raczej podpisów graczy podkoszowych, a nie wymiany rozgrywającego. Niedyspozycja Davisa zmusiła klub do poszukiwania następcy i trzeba przyznać, że raczej gorzej nie trafili. Bibbins ma wszystko to co, miał poprzednik, a może swoje zadania na parkiecie wykonywać jeszcze lepiej.

Duet obwodowy stworzy z Tre Busseyem sprowadzonym z ligi niemieckiej. Na pewno będą dużo grać i dużo punktować, ale czy pociągną SKS do play off? Z taką oceną trzeba poczekać najpierw na pełen skład, a potem na pomysł Artura Gronka na ten zespół. Na pewno niezłej gimnastyki będzie od niego wymagało wypełnianie limitów Polakami, chyba, że jeszcze uda się kogoś z rynku paszportowego zgarnąć.

Trochę nam się w tym tygodniu mały benefis SKSu robi..

..Jai Williams – Polpharma Starogard Gdański

Posiłki pod kosz zmierzają do Pe Es Że. Jai Williams nowym graczem SKSu.

No właśnie, czy aby na pewno posiłki? Oficjalna strona Polpharmy nie za dużo nam powiedziała o swoim nowym zawodniku. Może to zabieg celowy, gdyż ostatni sezon na uczelni Saint Joseph’s skończył ze średnimi… 1,4 punktu, 0,25 zbiórki w 4 minuty gry .. w 12 meczach.  Specjalistą od NCAA nie jestem, ale bycie ogonem na takiej uczelni raczej wielkiej kariery nie wróży.

Williams jest określany jako silny skrzydłowy. Warunki fizyczne pozwolą mu grać także na centrze, ale na pewno nie jako podstawowa opcja. Na czwórce najpewniej minuty będzie dzielił z Kacprem Młynarskim, który jako najlepszy Polak w składzie powinien tego czasu na parkiecie co mecz trochę dostawać.

Artur Gronek w jednym z dwóch zdań scharakteryzował swoje nowego gracza tak: Przede wszystkim chciałbym podkreślić jego umiejętność poświecenia się dla drużyny, co może być dla nas bardzo cenne. Jeśli przez poświecenie uznajemy podgrzewanie krzesełek i umożliwienie innym zawodnikom grę, to tak, Williams był w tym dobry.

Polpharma nadal musi zakontraktować podstawowego środkowego i kogoś kto uzupełni rotację frontcourtu. Żeby nie było tylko pesymistycznie. Williams może okazać się pasującym dodatkiem do drużyny. Jeśli rzeczywiście potrafi się poruszać w defensywie i trochę pozbiera, można będzie go zaliczyć jako plus. W ataku ma swoje ograniczenia, oprócz zdobywania punktów przy samej obręczy cudów bym się nie spodziewał.

SKS intensywnie poszukuje zawodników. Braki na rynku paszportowym wymusza właśnie takie ruchy. Pieniędzy w kasie nie ma, a za Polaka trzeba dać prawdopodobnie sporo więcej niż za zawodnika typu Williams. Bilans ceny i ryzyka to pewnie coś, co przeważyło za zatrudnieniem Amerykanina.

Porównania do Kim Adamsa idealnie pasuje do tego, jakim zawodnikiem może w naszej lidze być Jai.

Johnathan Jordan – Miasto Szkła Krosno

Amerykański rozgrywający jest 3 graczem zza oceanu zatrudnionym przez Szklany Team tego lata. John Jordan będzie w przyszłym sezonie bronił barw Miasta Szkła Krosno.

Jordan to absolwent uczelni Texas A&M Corpus Christi (nie mylić z Texas A&M). Ostatni rok na college’u ukończył ze średnimi na poziomie 15,6 punktu, 5 asyst i 4 zbiórki w 36 minut gry. Po studiach próbował swoich sił w G League. Grał dla drużyn: Delaware 87ers, Erie Bay Hawks i Raptors 905. Nie był może podstawowym zawodnikiem w tych klubach, ale 15 i więcej minut na mecz dostawał. Poprzedni sezon to przenosiny do Europy. Johnathan zdecydował się na występy w lidze fińskiej w zespole Salon Vilpas Vikings, w którym w 20 meczach notował średnio: 18,4 pkt, 5,3 zbiórki i 4,3 asysty. W trakcie sezonu zmienił klubowe barwy i przeniósł się do belgijskiego Liege Basket. Po 25 meczach linijka Amerykanina wyglądała następująco: średnio 12,7 pkt, 3,9 zbiórki oraz 4,9 asysty.

John jest znany przede wszystkim z niesamowitego wyskoku. Mimo 178 centymetrów wzrostu wygrywał już konkursy wsadów (między innymi ten podczas Meczu Gwiazd G-Leauge). Chętnie pcha się pod kosz, mija na koźle i szuka faulu/punktów. Wyborowym strzelcem z dystansu nie jest, ale Andre Robersonem też nie.

Jordan pozycje nr 1 będzie dzielił z Grześkiem Grochowskim. Jest to układ dość niewygodny dla obu Panów, gdyż żaden z nich na SG nie pogra, a chrapkę na spore minuty na pewno mają. Może się okazać, że Amerykanin będzie wychodził z ławki. Z uwagi na limity pozycja Groszka w składzie jest niepodważalna, a innych kandydatów do wyjściowego ustawienia wśród Polaków można tylko upatrywać w graczach podkoszowych. Mariusz Niedbalski stoi przed wyzwaniem zbilansowania rotacji i zaprojektowania jej tak, by jak najwięcej atutów graczy zagranicznych udało przenieść się na grę drużyny.

Nowy nabytek Szklanego Teamu może stworzyć bardzo ciekawy zestaw graczy zza oceanu wraz z Loveridgem i Williamsem i kolegą poniżej. Każdy z nich miał okazje występować już w Europie, co pozwala wierzyć, że również w Krośnie się odnajdą i z miejsca staną się kluczowymi postaciami swojej drużyny.

Jordan to gracz, którego chciałbyś mieć w swojej streetballowej drużynie. Jeśli nie stracił na atletyzmie, to jest na pewno jednym z kandydatów to zrobienia akcji sezonu.

Szymon Szewczyk – Anwil Włocławek

Weteran, w przyszłym sezonie już 36-letni Szymon Szewczyk to 4 gracz z mistrzowskiej ekipy, który zostanie we Włocławku na następny sezon.

Szewczyk po brązowym medalu zdobytym ze Stalą przeniósł się do Włocławka i został obsadzony w roli zmiennika Josipa Sobina. Początek rozgrywek był dla Szewca rewelacyjny. Miał funkcjonować w drużynie jako rozciągający obronę rywali center i z tego zadania wywiązywał się znakomicie. Siatka po jego rzutach paliła się raz po raz, a sezon skończył ze skutecznością za 3 na poziomie 42%. Szymon sporo dawał Anwilowi, grając z ławki był bardzo ważnym elementem układanki Igora Milicica. Potem nadszedł Puchar Polski w Warszawie i paskudna kontuzja łokcia, która tak naprawdę wyłączyła go z gry do końca minionych rozgrywek. Były kadrowicz zakończył mistrzowską kampanie ze średnimi: 8 punktów i 3 zbiórek w 15 minut gry.

Szymon mocno walczył o powrót na parkiet. Udało się zdążyć, był w składzie meczowym Anwilu w play off, jednak Milicić nie decydował się na niego w tak ważnym momencie dla klubu. Teraz panowie jeszcze raz spróbują sprawić niezwykłą radość mieszkańcom Włocławka.

fot. Andrzej Romański/EBL

Nie będziemy się czarować. Szewcu rozpocznie sezon w roli piątego podkoszowego, gracza, który ma ubezpieczać polską rotacje i gwarantować rzut trzypunktowy z pozycji numer 5. Przeszedł ciężką kontuzje, powrót do takiej formy jak przed rokiem może być naprawdę trudny. Rola Szymona też się zapewne zmieni, ale wątpię by nie był tego świadomy. Za Sobinem grał będzie Parzeński, więc 35-latek jest trzecim w kolejce do minut. Mając na uwadze eksperymentalne ustawienia trenera Anwilu, to gra Markovicia na piątce dodatkowo utrudni drogę na parkiet Szewczykowi.

Dla rottweilerów to sytuacja znacząco poprawiająca spokój ducha w razie kontuzji któregoś z polskich graczy. Dodatkowo, Szymon swoim doświadczeniem, spokojem i ekspercką wiedzą z NC+ będzie kluczową postacią w szatni i na ławce tej drużyny. Sezon Anwilu nie musi być usłany różami. Porażki chociażby w BCL na pewno przyjdą, a wtedy rady i spostrzeżenia nawet stojącego z boku Szewczyka mogą pomóc przetrwać cięższe chwile.

Anwil ma już w składzie 10 zawodników rotacyjnych i młodego Komendę lub, jak kto woli, 9 zawodników rotacyjnych, starego doświadczonego Szewczyka i młodego Komendę.

Przemysław Karnowski – Polski Cukier Toruń

Finalista turnieju NCAA i rekordzista ligi akademickiej pod względem zwycięstw dołącza do drużyny ze swojego rodzinnego miasta. Przemysław Karnowski Twardym Piernikiem!

Big Karn jest absolwentem uniwersytetu Gonzaga, gdzie spędził 5 lat. Po sezonie 2015/16 Przemek nabawił się groźnej kontuzji, która wykluczyła go na długo z treningu i gry. Ostatni rok w college’u to jednak fenomenalny run Bulldogów do finału turnieju March Madness, gdzie nieznacznie ulegli North Carolina. Karnowski rozegrał 39 spotkań i skończył z linijką na poziomie 12 punktów i 6 zbiórek w 23 minuty gry na mecz. Na kanwie sukcesu i delikatnego szumu, jaki wywołał znakomity sezon Gonzagi, Polak próbował dostać się do NBA. Najpierw nadzieje na końcówkę drugiej rundy draftu, potem liga letnia, jednak żaden klub z ofertą kontraktu się nie zgłosił. Big Mamba skierował więc swoje talenty w kierunku Europy i najlepszej ligi starego kontynentu, czyli ACB. Na jego usługi skusiła się grająca w EuroCup MoraBanc Andorra. Występy z NCAA nie przełożyły się jednak na dobre otwarcie profesjonalnej kariery. Karnozaur rozegrał dla górskiego klubu jedynie 23 spotkania, po czym został wypożyczony z uwagi na małą przydatność do Montakitu Fuenlabrady. W Andorze średnie Przemka to 7,5 punktu, 3 zbiórki w 17 minut gry. Po wypożyczeniu miało być lepiej, a było gorzej. Nieco ponad 8 minut, 2 punkty i zbiórka to osiągnięcia Karnowskiego w klubie z przedmieść Madrytu. Po rozczarowującym rookie-sezonie skrzynka mailowa od ofert nie pękała, a Przemek długo zwlekał z decyzją. Problemy zdrowotne nie pozwoliły na grę w kadrze w czerwcu, co jeszcze bardziej obniżyło jego wartość rynkową. Big Mamba zdecydował się wrócić w rodzinne strony i odbudować się w Polskim Cukrze Toruń.

Karnowski jak na polskie warunki jest dodatkiem olbrzymim (dosłownie i w przenośni). Torunianie do i tak już mocnego zestawu Polaków dorzucają kolejnego reprezentanta kraju, który pozwoli im poszerzyć możliwości ofensywne. Dla Przemka przyjście do PLK to szansa na pokazanie swojego dominującego potencjału i wybicie się do większej koszykówki, ale również ogromne ryzyko. Kiedy w Toruniu okaże się graczem przeciętnym, Europa i świat w skuteczny sposób będą mogły o nim zapomnieć.

Z mojej perspektywy, Karnowski to najbardziej przehajpowany polski zawodnik. Zdaję sobie sprawę, że ma wielu fanów, którzy podkreślają jego fantastyczną grę tyłem do kosza i umiejętności bycia point centrem, jednocześnie skutecznie spychających na dalszy plan mnogość wad Przemka. Brak angażu w NBA i słaby sezon w ACB można zrzucić na karb ewolucji koszykówki i braku potrzeby takich graczy jak Big Karn. Ale co, to tyle? Nie pasuje i już, zwijamy żagle? Ciężko nie być najzwyczajniej w świecie poirytowanym tym, jak wielki potencjał Przemka się marnuje. Kontuzje nie pomagają, ale i trudno jest mi nie odnieść wrażenia, że sam Przemek też sobie nie pomaga.

Chciałbym zobaczyć Big Mambę, który w obronie daje rade. Po prostu, że nadąża w obronie picka, że obwodowi nie wjeżdżają z nim do kosza, jak z pachołkiem na treningu, że w ataku pójdzie parę razy w prawo, że wypracuje rzut z 4-5 metrów. Nikt nie oczekuje, że będzie skakał ludziom po głowach, ani rzucał trójki.

O jego sylwetce napisano już książki i.. nic się nie zmienia. Przemek do gry na najwyższym poziomie w Europie musi zrzucić kilogramów sporo, inaczej kontuzje i braki wynikające z ociężałości nie pozwolą na podbijanie Starego Kontynentu. Ale to chyba nic dziwnego, że od profesjonalnego koszykarza wymagamy, by koszulka meczowa nie podkreślała jego krągłości.

Na końcu jednak nadal wierzę, może naiwnie, że Karnowski to center w kadrze na lata. Chciałbym i życzę mu wielkiej kariery, a ten sezon w Toruniu niech będzie dla niego pierwszym do tego krokiem. Ma możliwości i tego nikt mu nie odbiera, teraz czas na pracę i efekty.

Twarde Pierniki jeśli miały możliwość zatrudnienia Przemka, to podjęły jedyną słuszną decyzję. Zatrudniły go. Zmienię zdanie jeśli się okaże, że fundusze na gracza obwodowego poszły w całości na Mambę. Jak bardzo bym nie marudził, to nadal Big Karn powinien dawać 10 punktów na mecz z palcem w nosie. Jeśli tylko zdrowie pozwoli to aktualny jego arsenał ofensywny w znacznym stopniu ułatwi grę torunianom, a drużyna będzie po prostu lepsza niż ta, która zdobyła brąz. Dejan Mihevc dostanie kolejne narzędzie do pracy. Na centrze może skorzystać z defensywnego ustawienia z Mbodjem, albo z ofensywnego z Karnem i dostosowywać piątkę na parkiecie do aktualnych potrzeb.

Nie wiem, czy jest zawodnik, którego postawa w przyszłym sezonie mnie bardziej ciekawi niż Przemek. Dawać już ten październik!

Charlie Westbrook – Miasto Szkła Krosno

Jordan, Jordan, Bogdanović, Williams, Westbrook. Niezły All-Star Team montują w Krośnie. Zawodnikiem Szklanego Teamu został Charlie Westbrook.

Amerykański obieżyświat zawitał na Podkarpacie. Westbrook to gracz, który przez wiele lat usilnie starał się dostać do NBA przez ligi letnie, G League i campy.  Miał nawet podpisany kontrakt z Milwaukee Bucks, ale nie udało się wybiec na parkiet. Charlie szukał dla siebie miejsca po całym globie – grał na czterech kontynentach, a ostatni sezon spędził w Iraku. Dla Al. Shurtah Police, notował średnio 23pkt, 4as., 6zb. na mecz. W przeszłości Westbrook miał grać dla MKSu Dąbrowa Górnicza, jednak nie przeszedł testów i klub rozwiązał z nim umowę.

Westbrick Westbrook mierzy 193cm i głównie występuje jako rzucający obrońca. Nie jest najlepszym strzelcem dystansowym. Sporo gry na koźle, pojedynków 1 na 1, koszykówki improwizowanej, tego można się spodziewać po nowym nabytku Miasta Szkła Krosno.

W drużynie Mariusz Niedbalskiego Westbrook powinien być podstawowym rzucającym obrońcą i graczem obsadzonym w dużej roli. Dość ryzykowne jak na zawodnika, który ostatnio w profesjonalnej lidze nie grał. Umiejętności predysponują go do poradzenia sobie na poziomie PLK, ale forma i kondycja zdrowotna Charliego jest sporą zagadką.

Krosno skompletowało już cały zespół. Początek nie zapowiadał niczego dobrego, mimo to udało się zgromadzić ciekawą grupę. Mariusz Niedbalski ma z kim pracować, jest z czego coś wycisnąć. Poprawa bilansu z poprzedniego roku to powinien być cel dla tej drużyny i jest to z tą grupą jak najbardziej do osiągnięcia.

Ułożenie tego gwiazdozbioru w szklanym mieście to spore wyzwanie dla trenera Niedbalskiego. Nic dziwnego, że to jego osoba jest największym znakiemzapytania w przypadku drużyny z Podkarpacia.

Tak na totalnym marginesie zmiana logo, koszulek na duży plus!

Mathieu Wojciechowski – MKS Dąbrowa Górnicza

Francuz z polskim paszportem został nowym koszykarzem MKSu. Dla Wojciechowskiego będzie to pierwszy sezon w PLK.

Skrzydłowy spędził ostatni rok we francuskim JL Bourg-en-Bresse. Dla ekipy z Pro A rozegrał 25 spotkań i skończył sezon ze średnimi na poziomie 4 punktów, 2,5 zbiórki w 14 minut gry. Wojciechowski całą swoją dotychczasową karierę spędził w ojczyźnie bagietek. Ma dopiero 26 lat i jeszcze spore możliwości do rozwoju. Małe minuty i słabe perspektywy na poprawę w tym względzie pchnęły go do odstąpienia od umowy ze swoim aktualnym klubem i przenosin do Polski. Mathieu był także w kręgu zainteresowań trenera reprezentacji Polski, ale na dłużej miejsca w kadrze nie zagrzał.

(Chwilowy) Reprezentant Polski to energetyczny skrzydłowy, najczęściej grający na pozycji nr 4. Budowa ciała, pochodzenie zdają się przypominać Aarona Cela, jednak Wojciechowski to gracz o zupełnie innych atutach. Rzut za 3 punkty dopiero rozwija (poprzedni sezon to 25% w tym względzie), a swoich okazji szuka raczej bliżej kosza.

fot. Andrzej Romański/KoszKadra

Przy przepisie o 2 Polakach na parkiecie chętnych na jego usługi nie mogło zabraknąć. Za telefon chwycił także Jacek Winnicki, któremu udało się namówić Wojciechowskiego do gry dla jego zespołu. Na pozycji silnego skrzydłowego będzie dzielił minuty z Michałem Gabińskim. Przed rokiem na jego miejscu był Kowalenko i to jego będzie próbował zastąpić Francuz.

Problemy MKSu są wszystkim bardzo dobrze znane. Mimo to udało się skompletować zestaw podkoszowy, który gwarantuje może nie najwyższy poziom, ale też nie najniższy. Ogromną jego zaletą jest aż 3 Polaków, co zapewni uwolnienie minut dla graczy zagranicznych na obwodzie, na których jeszcze czekamy.

Uprzedzając pytania blisko miliona czytelników, piątkowo-wieczorne transfery przeskakują do kolejnej części.

Dojrzałe ogóry cz. V

Dojrzałe ogóry cz. IV

Dojrzałe ogóry cz. III

Dojrzałe ogóry cz. II

Dojrzałe ogóry cz. I

Komentarze

Komantarze