Dojrzałe ogóry cz. IV

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK 28.07-3.08

Aktualne składy PLK

Sebastian Kowalczyk – Legia Warszawa (2 lata)

Po Jakubie Karolaku drugie duże wzmocnienie Legionistów. Sebastian Kowalczyk, Złote Usta PLK, spędzi kolejne dwa sezony w stołecznym klubie.

Seba przez ostatni rok grał w Kingu Szczecin pod opieką trenera Budzinauskasa. Sezon raczej z tych udanych, 20 minut średnio na mecz w play-offowej drużynie to nie jest zły rezultat, szczególnie, że konkurencja obwodowa w Wilkach była na wysokim poziomie. Rola powierzona mu przez trenera Metaxę różniła się nieco od tej, w której występował w rozgrywkach 2016/17 w rozpadającym się Kutnie. Spadła ilość zdobywanych punktów na mecz (7,2 w Kingu), ale wskaźnik asyst pomimo krótszego czasu na parkiecie wzrósł (2,8). Warto podkreślić, że Kowalczyk z roku na rok poprawia skuteczność za 3 punkty. Poprzedni sezon zakończył z wynikiem 38,3 %, co definiuje go jako bardzo przyzwoitego strzelca dystansowego.

Legia sprowadza do Warszawy Kowalczyka z myślą o powierzeniu mu prowadzenia ataku drużyny. Z kolei dla samego zawodnika to być może niepowtarzalna okazja do zabłyśnięcia, wyjścia z cienia i bycia wiodącą postacią drużyny. Jeszcze tyle piłki w rękach, co w przyszłym sezonie prawdopodobnie na poziomie PLK nie miał. Poprzednie sezony sprawiają, że można mieć wątpliwości dotyczące umiejętności kreowania gry, przeglądu parkietu Sebastiana. Raczej rozgrywającym w typie first pass już nie zostanie. Jednak może być bardzo dobrym punktującym z piłką w rękach, potrafiącym obsługiwać partnerów kiedy trzeba. W takiej sytuacji na pewno sporym atutem 25-latka jest doświadczenie z gry na dwójce i umiejętności strzeleckie, które poprawia z każdym kolejnym rokiem. Coraz starszy Kowalczyk to także coraz mocniejszy fizycznie Kowalczyk, co powinno mu ułatwić grę po obu stronach parkietu, ale przede wszystkim pomoże mu stać się lepszym obrońcą.

Tane Spasev buduje drużynę w dużej mierze na zawodnikach, których już zna, z którymi miał okazję pracować. Legia po tak złym sezonie nie może pozwolić sobie na ryzyko przestrzelonych transferów, podpisania graczy, którzy nie sprostają wymaganiom macedońskiego trenera. W tak skonstruowanej Legii Kowalczyk powinien być pewniakiem do gry 25+ minut na pozycjach 1-2. Pozostało jedno wolne miejsce na obwodzie, wszystko wskazuje na to, że dla gracza z USA.

James Florence – Asseco Gdynia

Wow.

Tydzień. Tyle zajęło skompletowanie naprawdę imponującego obwodu Arce Gdynia. MVP Finałów PLK z 2017 roku zagra w trójmiejskim zespole w sezonie 2018/19. Florence opuszcza Zieloną Górę, jednak w Polsce zostaje. Przekonuje go walka o medale (mistrzostwo?) i gra w EuroCup w barwach Asseco.

Florence to zawodnik najczęściej grający z piłką w rękach, przede wszystkim myślący o zdobywaniu punktów. Celowo nie używam słowa rozgrywający, bo to gracz, który PG ma napisane tylko obok nazwiska. Bliżej mu do Stepha Currego, nie tylko przez rzucanie z logo na środku boiska, niż do Rajona Rondo. Flo jest w stanie w pojedynkę przejąć mecz i go wygrać (3 mecz półfinału w tym roku – obejrzyj!), jest nieobliczalnym strzelcem, ale potrafi grać z drużyną. Taki zawodnik to skarb dla każdej ekipy w PLK. Ostatni sezon, w lidze i pucharach zakończył z linijką: 19,1 mpg, 11,3 ppg i 3,1 apg.

Asseco zbroi się naprawdę konkretnie. Przygodę z EuroCup traktują serio i wzbogacają swój arsenał o jeden z najlepszych karabinów PLK ostatnich lat. Dodanie Flo powoduje jednak mały ból głowy, jak zestawić drużynę na parkiecie. Patrząc klasycznie to na rozegraniu jest już Szubarga i Ponitka, który minut potrzebuje jak tlenu. Gdzie tu miejsce dla Jamesa, który raczej nie jest ściągany tylko pod kątem grania na SG. Przemysław Frasunkiewicz to jednak trener podążający za trendami współczesnej koszykówki, więc myślę, że zapowiada się sporo gry na dwóch kozłujących i odejście od klasycznych ról boiskowych.

Amerykanie podpisani w tym tygodniu przez Arkę stawiają ją w gronie faworytów do finału. Tak, finału. TOP 4 drużyn z poprzedniego sezonu mogło myśleć, że w najbliższych latach medale będzie rozdzielać między sobą. Teraz do gry wchodzi nowy gracz, który potencjałem śmiało może być wymieniany jednym tchem ze Stelmetem, Anwilem i Toruniem. Jaki jest kurs na finał w Gdyni!?

W Zielonej Górze i kujawsko-pomorskim trwa przeszukiwanie szuflad. Wizytówka sympatycznej pani z Providenta potrzebna na już!

Witalij Kowalenko – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Wicemistrzowie ruszyli, pierwszy podpis w Ostrowie. Nowym zawodnikiem Stalówki został Witalij Kowalenko. Ukrainiec z polskim paszportem występuje w naszej lidze nieprzerwanie od 2014 roku.

Wszystkie 4 sezony w PLK pokazały, że Kowalenko jest wszechstronny graczem, odnajdującym się w różnych rolach na parkiecie. Trener Jacek Winnicki w poprzednich rozgrywkach korzystał z niego z ławki, mimo to Witek grał średnio ponad 20 minut w każdym spotkaniu. Drugi rok z rzędu był ważnym elementem układanki ćwierćfinalisty Energa Basket Ligi. Martwi zniżka formy w skuteczności za 3 punkty w stosunku do 2016/17 (z 44% na 31%), średnia punktów też w dół. Być może to efekt gry obok Sheltona, czy Broussarda, którzy w ataku zepchnęli Kowalenkę do drugoplanowej roli. Na tym etapie kariery mimo wszystko wydaje się, że właśnie gra nieco w cieniu największych gwiazd drużyny to miejsce, które chcesz poświęcić na ustawienie Witka.

fot. Dorota Murska

Stal z uwagi na problemy, nazwijmy je pozaboiskowymi, dopiero teraz wystartowała z kompletowaniem składu na kolejny sezon. Transfer Kowalenki to dobry początek. To już 34-letni, ale wciąż mogący w efektywny sposób wesprzeć drużynę na parkiecie zawodnik. Posiadając takiego gracza trener Kamiński będzie miał komfort jakościowych minut na silnym skrzydle. Witka można puścić w pierwszej piątce, można wykorzystać z ławki i w obu tych przypadkach spać spokojnie. Nazwisko nie najgłośniejsze, ale w porównaniu do Surmacza, którego zastąpi, może dać drużynie więcej w praktycznie wszystkich aspektach gry oprócz trójki.

Ostrowianie utracili już szansę na pozostawienie najbardziej wartościowych graczy z poprzednich rozgrywek. Sprowadzenie Kowalenki jest niezłym ruchem, ale lidera rotacji polskiej w nim bym nie upatrywał. Przynajmniej w sytuacji, w której ambicja drużyny sięga półfinału.

Hanner Mosquera-Perea – Rosa Radom

Radomianie uzupełniają strefę podkoszową graczem zagranicznym. Pochodzący z Ameryki Południowej Hanner Mosquera-Perea został zawodnikiem Rosy.

Kariera Kolumbijczyka jak do tej pory to przede wszystkim występy w akademickiej lidze NCAA. 3 sezony w barwach Indiany Hoosiers, ostatni rok rozegrany dla East Tennessee State. W pierwszej z tych drużyn miał okazję grać z zawodnikami, których aktualnie możemy obserwować na parkietach NBA – Victro Oladipo, Yogi Ferrel, Noah Vonleh, czy Cody Zeller. Przeprowadzka do wschodniego Tennessee to również ciekawy rok dla Hannera zwieńczony występem na March Madness. Ostatni sezon na uczelni to statystyki na poziomie 22 minut, ponad 8 punktów i 4,6 zbiórki na mecz.

Po zaprawionych w bojach, nieco już ociężałych czołgach – Jacksonie i Fraserze, Rosa podpisuje gracza znacznie młodszego, mobilniejszego, który doda energii po obu stronach parkietu. Zawodnik pochodzący z kraju na ostatnim miejscu kojarzonego z koszykówka ma jednak pewne ograniczenia. Nie rzuca za 3 punkty, procent z linii z osobistych też podejrzany, do tego będzie to jego pierwszy rok w Europie. Pomimo przypisywanej mu pozycji PF kompilacja wad i zalet Mosquera-Perea’y prowadzi mnie do wniosku, że będzie częściej używany jako center niż czwórka w zespole z Radomia.

Rosa finiszuje budowę zespołu. Pierwszą piątkę w zasadzie można już jakąś wytypować – Trotter, Neal, Mielczarek, Wall/Szymański, Mosquera-Perea. Dużo znaków zapytania, Polacy zdecydowanie najsłabsi od lat, gracze zagraniczni to świeżaki, tylko po Trotterze wiemy czego się spodziewać.

W poprzednim roku z telewizora często padało Kabowerdeńczyk, teraz przyzwyczaisz się do Kolumbijczyk. Na wypadek słabej gry Hannera już się smażą memy z Escobarem.

Roman Rubinshtein – Legia Warszawa

Legii już coraz mniej brakuje do skompletowania drużyny na nadchodzące rozgrywki. Kolejnym graczem na obwód stołecznej drużyny jest 22-latek, pochodzący z Białorusi, Roman Rubinsztejn. Ostatni sezon spędził w ojczyźnie reprezentując Tsmoki Mińsk.

Kariera Rubinshteina (pójdźmy za oficjalną stroną Legii) nabiera dopiero tempa. Poprzedni rok to duży skok jeśli chodzi o minuty i rolę w drużynie. Białorusin rozegrał blisko 60 meczów (liga bałtycka+białoruska), zdobywał średnio 11 punktów przy prawie 21 minutach spędzanych na parkiecie. Nominalnie występuje na pozycji rzucającego obrońcy, jednak w Legii prawdopodobnie będzie graczem funkcjonującym również jako niski skrzydłowy. Ma za sobą sezon w słoweńskim Zlatorogu, co może być pomocne w zaadaptowaniu się poza granicami swojego państwa.

Backcourt Legii prawie gotowy. Zestaw graczy jest dość ciekawy, przede wszystkim cechuje go młodość i potencjał, który przy odpowiedniej ilości pracy może zaprocentować dobrą grą całej drużyny. Zastanawia mnie tylko, kto będzie w takim razie starterem na pozycji niskiego skrzydłowego. Trochę brakuje centymetrów, zarówno Karolak jak i Rubinshtein to bardziej dwójki niż trójki i ciężko sobie wyobrazić ich w starciach z dużymi skrzydłowymi jak np. Kostrzewski, chyba, że plan Spaseva przewiduje wykorzystanie Kołodzieja na trójce. Na rozwiązania zaproponowane przez macedońskiego trenera poczekamy do października. Jednego nie można Legii odmówić, nawet nie znając pełnego składu już jest bardziej interesująco niż przed rokiem.

Przyznam, że bardzo ciekawi mnie to, w jaki sposób będzie prezentował się na naszych parkietach nowy nabytek Legii. Zawodnik sprowadzony tuż zza wschodniej granicy to kierunek dość egzotyczny, ale w lidze już znany.

Był w Polsce kiedyś taki Białorusin… Roman, bądź choć trochę tak dobry.

Brian Dawkins – GTK Gliwice

Kolejne wzmocnienie GTK zza oceanu. Debiutujący w profesjonalnej koszykówce Brian Dawkins został zawodnikiem drużyny z górnego Śląska. Amerykanin występuje na pozycji silnego skrzydłowego.

Absolwent uniwersytetu Elon pierwsze zawodowe kroki postawi w Gliwicach. Ostatni rok na uczelni to średnio 12,1 punktu, 5,4 zbiórki w 28 minut gry. 29 meczów, 28 w pierwszej piątce. Dawkins to czwórka, charakteryzowany jest jako gracz wszechstronny, umiejący w ataku grać 1 na 1, ale także rzucić, czy rozegrać akcję dwójkową. Patrząc na to kto aktualnie znajduje się w składzie gliwiczan, to Amerykanin ma szanse otrzymać naprawdę dużą rolę w zespole prowadzonym przez Pawła Turkiewicza.

GTK poprzednim sezonem pokazało, że chce wyszukiwać zawodników zaraz po uczelni. Tego typu podejście jest oczywiście obarczone ryzykiem – dobra gra w NCAA nie zawsze przekłada się na udaną grę w Europie. Budżet klubu z Gliwic nie pozwala na ściąganie graczy już sprawdzonych na naszym podwórku, czy w innych ligach. Pójście w stronę wypromowania klubu jako trampoliny do zbudowania europejskiej kariery to dobra strategia na przyszłość, która może zaprocentować w kolejnych latach przy sprowadzaniu graczy z Ameryki.

Pozycja silnego skrzydłowego jest już w Gliwicach obsadzona. Z oceną potencjału GTK poczekam na oficjalne zamknięcie składu, jednak już teraz można zauważyć, że rotacja paszportami będzie wymagała sporej gimnastyki od trenera Turkiewicza. Ale skoro w zeszłym sezonie jakoś dał radę, to teraz też sobie poradzi.

Kacper Mąkowski – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Stelmet uzupełnia podstawową rotację kolejnym młodym graczem podpisanym tego lata. Kacper Mąkowski, ostatnio występujący i uczący się w SMSie Władysławowo związał się z zielonogórskim klubem 3-letnią umową. Urodzony w 1999 roku Polak to gracz na pozycje 2/3, dysponujący dobrym rzutem dystansowym. Rozgrywki 2017/18 w 2 lidze zakończył z linijką: 14 ppg, 4,2 rpb i 1,7 apg. W Stelmecie będzie miał okazję trenować z jednymi z najlepszych polskich graczy na swojej pozycji. Oby Kacper okazał się prymusem na lekcjach u pana Przemysława.

https://www.youtube.com/watch?v=ZuGAGztuDsM

Klub z Zielonej Góry stawia na chłopaków z okolicy. Pokazuje, że warto trenować, poprawiać swoje umiejętności, a w konsekwencji w pogoni za miejscem w składzie 4-krotnego Mistrza Polski będą na pole position.

Paweł Krefft – Miasto Szkła Krosno

22-letni rzucający obrońca podpisuje kontrakt z Miastem Szkła Krosno. To drugi zawodnik obok Grześka Grochowskiego na pozycje 1-2 w zespole z Podkarpacia.

Krefft w ostatnim sezonie był odpowiedzialny za utrzymanie temperatury krzesełek na ławce Polskiego Cukru, co z pewnością nie szło w parze z jego ambicjami. W poprzednich rozgrywkach w sumie (!) na parkiecie spędził tylko 92,4 minuty. Paweł mimo tego zdążył zaprezentować się jako dobry strzelec dystansowy, trafił 8 rzutów za 3 punkty z 15 oddanych. Próbka malutka, być może (na pewno) kompletnie niemiarodajna, ale wystarczająca by przedstawiciele szklanego miasta się do niego zgłosili. W poszukiwaniu gry przenosi się do Krosna, w którym o miejsce w rotacji powinno być łatwiej.

Patrząc na dotychczasowe ruchy transferowe Miasta Szkła można się zacząć zastanawiać, czy czasem nie zapomnieli, że grają w ekstraklasie, a nie w 1 lidze. Klub gra za minimum wyznaczone przez PLK i to niestety widać. Ale takie są niestety realia tej ligi i tak małego ośrodka jakim jest Krosno. Przynajmniej nie udają, że mają więcej…

Michał Chyliński – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Wicemistrz Polski zachowuje w składzie pierwszego zawodnika z wicemistrzowskim doświadczeniem z poprzedniego sezonu. Michał Chyliński związał się ze Stalą na kolejny rok.

Chylu to ważny element ekipy Emila Rajkovicia, która w poprzednim sezonie zdobyła srebrny medal. Nie występował w pierwszoplanowej roli, jednak wiele razy potrafił celnymi rzutami dać drużynie istotny impuls w ataku. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 20 minut, 7 punktów i 37% za 3.

fot. Andrzej Romański/EBL

Ma 32 lata, szczyt formy już za sobą, ale nadal może być efektywnym strzelcem, zawodnikiem rozciągającym defensywę rywali. Ceniony w przeszłości za obronę, teraz czasem ze sporymi kłopotami po tej stronie boiska, szczególnie przeciwko szybszym i silniejszym zawodnikom z zagranicy.

Stal jest w trudnej sytuacji. Potrzebuje zawodników z polskim paszportem na wczoraj. Jest jeszcze paru na rynku, jednak przy założeniu grania o coś w przyszłym sezonie to odpowiedni poziom prezentuje tylko garstka. Chyliński na ten moment jest zbawieniem. Wypełni rolę startera bez szkody dla drużyny, zagra 25 minut nadal na dość wysokim poziomie.

To co jest zastanawiające to brak jakichkolwiek plotek na temat zainteresowania Michałem innych drużyn PLK. Wiadomo nie od dziś, że najtańszym graczem nie jest, przypięto mu łatkę zawodnika porcelanowego z częstymi problemami ze zdrowiem. Młodszy już nie będzie, jest typowym strzelcem, który inne rzeczy na boisku wykonuje przeciętnie lub słabo. Mocno się nie trudząc można rzeczywiście znaleźć kilka argumentów przeciwko zatrudnieniu go u siebie w klubie, jednak nie można zapominać, że to nadal gracz, który umiejętnościami miałby zagwarantowaną czołową rolę w 3/4 zespołów w lidze.

Nic nie zapowiada tego, by Stalówka miała lepszy skład niż rok temu. To dobra okazja dla Chyla, by udowodnić, że wciąż potrafi sprostać dużej roli w drużynie, która celuje w wygrywanie.

Maciej Kucharek – AZS Koszalin

Ostatnie dwa lata spędził w Dąbrowie Górniczej, teraz przenosi się na północ by sezon 2018/19 rozegrać w barwach AZSu Koszalin. Kucharek w Koszalinie miał już kontrakt- w 2015 roku, niestety poważna kontuzja wykluczyła go na cały rozgrywki.

Kucharek to gracz na pozycję nr 3. Cechuje go dobry rzut z dystansu, co udowodnił trafiając 22/44 zza linii 6,75 w poprzednim sezonie. Maciek drugi rok w MKSie zakończył z linijką: 14,6 min, 5,7 pkt i 2,5 zb. W play offowym teamie był zawodnikiem drugoplanowym, zadaniowcem, zmiennikiem podstawowego niskiego skrzydłowego. Przechodząc do AZSu może liczyć na zwiększenie swoje roli. Na trójce rywalizować o minuty będzie z Alanem Czujkowskim, który ostatni sezon spędził na zapleczu ekstraklasy. Patrząc na skład AZS to właśnie między Kucharkiem, a Czujkowskim powinna rozegrać się walka o polskie miejsce w pierwszej piątce obok Grzegorza Surmacza.

Maciek do tej pory trochę błądził po ekstraklasie, nie mógł znaleźć dla siebie miejsca, w którym czułby się komfortowo, drużyny, w której rola odpowiadałaby jego oczekiwaniom. AZS to duża szansa na przełom, na zrobienie kroku w przód i to takiego, jak trójskoczek przed tym trzecim. Tylko, czy dobra gra w Koszalinie wystarczy, aby powrócić do drużyn z pierwszej ósemki? Czas pokaże.

Aleksandar Radulović – AZS Koszalin

Brakujące ogniwo w rotacji, rozgrywający, czy jak oficjalny komunikat głosi obwodowy, Aleksandar Radulović zasili drużynę AZSu.

Większość kariery 30-letni Serb spędził w swojej rodzimej lidze. Ostatni sezon to występy dla ekipy KK Borac Cacak, a także dla czeskiego JBC MMCITE Brno. Rozgrywki 2016/17 zakończył ze średnimi na poziomie 8 punktów i 3,6 asyst w 23 minuty gry. Jednak role, jakie odgrywał w obu klubach różniły się od siebie. W Brnie grał blisko 30 minut, w Serbii 20.

Radulović to 190 centymetrowy rozgrywający, w jego ręce trener Nikolić chce oddać prowadzenie zespołu. CV nie powala na kolana. Aleksandar to gracz dla kibiców w Europie anonimowy, jednak ciężko spodziewać się, by AZS był w stanie ściągnąć do Koszalina jakieś uznane nazwisko.

W tym momencie AZS ma już 10 ludzi gotowych do gry. Jeśli rzeczywiście planują grać Markiem Zywertem to do rozpoczęcia sezonu pewnie już ruchów na rynku transferowym nie będzie. Drużynę zbudowano z 6 Polaków, 3 Serbów i Amerykanin. Trener z Bałkanów = zawodnicy z Bałkanów w drużynie. Schemat tak często powtarzany w naszej lidze, tylko czy kiedykolwiek okazał się strzałem w 10? Ja nie pamiętam.

Filip Dylewicz – Asseco Gdynia

Perspektywiczny weteran, niedługo zapewne legenda polskiego basketu, Filip Dylewicz podpisał kontrakt z Asseco. Dylu nie chciał przenosić się z trójmiasta, po podpisie Leończyka w Sopocie stało się jasne, że najchętniej związałby się z lokalnym rywalem z Gdyni. 38-latek nadal ma jeszcze trochę paliwa w baku, ostatnie sezony w Treflu pokazują, że „stary człowiek” i może.

fot. Andrzej Romański/EBL

W zespole „puzzli” w ciągu dwóch ostatnich lat spędzał na parkiecie średnio powyżej 28 minut, zdobywał odpowiednio 11 i 13 punktów w kolejnych sezonach i zbierał 5 piłek. Filip Dylewicz znalazł sposób gry, w którym nadal może być efektywny i przydatny dla drużyny. Więcej trójek oddawał tylko w sezonie 2012/13, a procent z jakim trafiał je w poprzednich rozgrywkach jest jednym z najwyższych od lat. Przekwalifikował swoją grę na tryb energooszczędny, tryb, w którym uciekający bezpowrotnie atletyzm nie jest mu tak potrzebny. Dirk is that you?

Dla Asseco podpis Dylewicza koniecznością nie był. Więcej, nie wiem, czy on nie skomplikował sprawy jeśli chodzi o minuty. Polska rotacja nie wymagała wzmocnień, przynajmniej na tej pozycji, bo pod koszem i tak już minutami trzeba obdarzyć Wykę, Łapetę i Witlińskiego. Dochodzi Dylu, na pewno w mniejszej roli niż w Treflu, ale na końcu ławki siedzieć przecież nie będzie. Jeśli dołożymy zawodnika zagranicznego do obecnego frontcourtu, ktoś będzie niezadowolony. Trener Frasunkiewicz w nowym sezonie nie tylko zmierzy się z większymi oczekiwaniami, EuroCupem, ale i pogodzeniem ambicji swoich graczy.

Jeśli Dylu nadal ma zamiar trzymać się diety i omijać szerokim łukiem Colę i inne słodkości, to przyszły sezon może okazać się kolejnym, w którym będzie wyglądał jak pan profesor na parkietach PLK. Zapamiętaj, 38 lat, przyda się, zanim znów wpiszesz ‚Dylewicz wiek’ w wyszukiwarkę.

Kaspars Vecvagars – King Szczecin

25-letni łotewski rozgrywający dołącza do Wilków Morskich. Na pozycji numer 1 stworzy ciekawy duet z grającym coraz lepiej Jakubem Schenkiem.

Vecvagars ostatni sezon spędził w zespole VEF Ryga występującym w lidze krajowej i VTB. Może pochwalić się również grą dla najbardziej znanej klubowej drużyny Litwy – Żaligirsu Kowno. W rozgrywkach 2016/17 dla ekipy ze stolicy Łotwy rozegrał 35 spotkań notując w nich średnio 6,5 punktu, niecałe 2 zbiórki i 1,7 asysty w 16 minut gry. Nie był graczem pierwszego planu, jednak z roli rezerwowego wywiązywał się przyzwoicie.

Kaspars to nominalny rozgrywający, jednak 193 centymetry wzrostu i dobry procent za 3 punkty (36 w ostatnim sezonie) mogą predysponować go do gry na dwójce obok Schenka. W porównaniu z poprzednim sezonem zastąpi Carlosa Medlocka. Potencjałem ofensywnym może mu nie dorówna, jednak same rozmiary Łotysza powinny być sporym upgradem po bronionej stronie boiska.

https://www.youtube.com/watch?v=ZoWjs729EsQ

Podobnie, jak w przypadku AZSu, trener do swoje drużyny dobiera graczy urodzonych w szerokości geograficznej, z której sam pochodzi. Na tę chwilę, King posiada 3 zagranicznych zawodników na kontraktach – 2 Litwinów i Łotysza. Przynajmniej do tej pory gracze z krajów nadbałtyckich ściągnięci przez niego nie zawiedli w PLK, a przychodząc do ligi nie byli kompletnymi no name’mami.

Vecvagars w trakcie swojej kariery miał już styczność z koszykówką na wysokim poziomie. Szczecin to okazja do zaistnienia w dużej roli w jednej z najsolidniejszych drużyn PLK. Przykład Paliukenasa, który z zadaniowca stał się wszechstronnym graczem, potworem po bronionej stronie parkietu, pokazuje, że Kaspars współpracując z Budzinauskasem może liczyć na polepszenie swoich umiejętności i popchnięcie swojej kariery do przodu.

Michał Michalak – Anwil Włocławek

Brakujący zawodnik do podstawowej polskiej rotacji Anwilu Włocławek. Igor Milicić, tak jak w przypadku Nikoli Markovicia, sięga po gracza, którego widział w swoim zespole już w poprzednich latach.

Przed wyjazdem z Polski, w rozgrywkach 2016/17 Michalak bronił barw PGE Turowa Zgorzelec. Skończył sezon ze średnimi na poziomie 14,6 punkta, 4,1 zbiórki i 2 asyst w 27,5 minuty gry. Michał to oczywiście członek srebrnej drużyny U17, uczestnik m.in. Nike Hoop Summit w 2012, więc w zeszytach wielu osób ze świata koszykówki znajdował się od dawna. Jednak na krok w kierunku zachodnim zdecydował się dopiero rok temu. Wybrał Tecnycontę Zaragoza i grę w lidze uznawanej za najlepszą na starym kontynencie. Powtórzenie cyferek z PLK było rzecz jasna niemożliwe, na dodatek na przeszkodzie do dużych minut stał Gary Neal, jeszcze nie tak dawno gracz NBA (głownie San Antonio Spurs). Michał skończył sezon 2017/18 z linijką: 11,7 min, 4,7 pkt, 1,7 zb, 0,5 as. We Włocławku wszystkie te rubryki powinny na koniec wyglądać dwa razy lepiej.

Wbrew wszelkim obawom Anwilowi udało się skompletować polską rotację na naprawdę przyzwoitym poziomie, z pewnością nie gorszą niż ta przed rokiem. Łączyński, Zyskowski, Michalak, Kostrzewski i Parzeński to zestaw zawodników, który w PLK może być podstawą medalowej drużyny. Do tego wydaje się, że zarówno Parzeński, jak i Michalak powinni być bardzo zmotywowani, by pokazać się z jak najlepszej strony. Pierwszy stracił praktycznie cały sezon przez kontuzje, a jego kariera wyhamowała. Drugi zaliczył sezon w lidze hiszpańskiej, który nie do końca wyglądał tak, jak to sobie zaplanował. Obrona Mistrzostwa Polski i występy w BCL to dobre okno wystawowe dla Michalaka, solidna gra może być przepustką do powrotu na salony europejskiej koszykówki.

Włocławianie do rozpoczęcia rozgrywek najprawdopodobniej zatrudnią jeszcze 3 zawodników, wszystkich z zagranicy. Brakuje gracza, który może dowodzić drużyną na parkiecie, gdy Łączka będzie odpoczywał, wingmana (u Igora Milicica w ostatnich 3 sezonach był to lider zespołu, zarazem gwiazda ligi) i zawodnika na pozycję numer 4. Konkurencja nie śpi, żeby myśleć o zrealizowaniu celów na nadchodzący sezon rottweilery muszą bardzo rozważnie dokonać ostatnich zakupów. Cały Włocławek wierzy w genialny nos Milicicia, który jak do tej bardzo rzadko się mylił (Tyler Haws wymachuje z oddali).

Ruslan Pateev – Legia Warszawa

Tane Spasev w przypadku tegorocznych transferów Legii wybiera zawodników wśród swoich znajomych na Facebooku albo kontaktów w telefonie. Kolejny gracz w Warszawie, z którym miał okazję współpracować w przeszłości. Mierzący 213 centymetrów Rosjanin zasila szeregi stołecznego klubu.

Pateev, Patiejew, pick one, to absolwent uczelni Arizona State. Nieprzerwanie od roku 2013 bronił barw Khimek, Chimek, pick one, Moskwa. Miał okazję grać w młodzieżowych reprezentacjach Rosji, a także posmakował seniorskiego Eurobasketu w 2015 roku. Ostatni sezon w moskiewskiej drużynie to 6 meczów w VTB (śr. 2,5 punkta w 6,5 minuty) oraz 29 spotkań w lidze rosyjskiej, gdzie statystyki były znacznie lepsze (śr. 20,2 minut, 11,2 punktów i 6,1 zbiórki), jednak należy pamiętać, że nie występowali tam kluczowi gracze z podstawowego składu.

Rosjanin to kandydat na kluczowego gracza warszawskiej Legii. Do pokaźnych rozmiarów dochodzi nie najgorsza technika i mobilność, która jak na 213 cm wygląda dobrze. Posiadanie takiego gracza to duża korzyść po obu stronach parkietu. Skutecznie może zamurować w obronie dostęp do kosza, a w ataku postawić mocną zasłonę i zrolować do obręczy. Wydobycie całego potencjału z tego typu gracza to przede wszystkim zadanie dla rozgrywających, którzy będą musieli nauczyć się wspólnej gry dwójkowej z Patiejewem.

Legii pozostało już tylko uzupełnić skład. Brakuje jeszcze jednego gracza pod kosz (może 2?) i obwodowego. W pierwszym przypadku kandydaturą omawianą w mediach jest Bilbao, w drugim spekuluje się o zatrudnieniu Amerykanina na pozycję numer 1.

Frank Hassell – Stelmet Enea BC Zielona Góra

Mimo, że koszykówka to gra 5 na 5, to bardzo często oglądamy ją dla jednostek, gwiazd, które wyróżniają się na tle innych graczy na parkiecie. W PLK zawodników takiego formatu jest niewielu, na szczęście Stelmet wychodzi na przeciw naszym oczekiwaniom i podpisuje (profesjonalny) kontrakt z Frankiem Hassellem. Gracz o przydomku The Tank to materiał na czołową postać ligi, gracza absolutnie dominującego pod koszami. Ostatni sezon spędził w lidze francuskiej, w drużynie Le Portel, gdzie był niepodważalnie kluczową postacią. Średnio 24 minuty, 14,1 punkta, 8 zbiórek… zresztą liczby nie kłamią:

Hassell to godne zastępstwo Dragicevicia. Zawodnik o innej charakterystyce, ale nie ma wątpliwości, że będzie równie istotny w taktyce zielonogórzan, jak Vlad. The Tank mierzy 203 centymetry, co jak na centra nie jest imponujące, jednak nadludzka siła, połączona z bardzo szeroką ramą sprawia, że Frank nie ma problemów z ustawianiem się po zbiórki i zrobieniem sobie miejsca pod obręczą. Amerykanin jest leworęczny, siłą rzeczy częściej idzie w lewo by kończyć akcje bliżej kosza. Potrafi przymierzyć z półdystansu, dobrze odnajduje się w akcjach dwójkowych z niskim kozłującym.

Nie da się ukryć, że perspektywa gry w VTB mogła być dla gracza kusząca. Hassell ma 29 lat, jest w najlepszym okresie dla koszykarza, co tym bardziej skłania do wniosku, że zobaczymy na naszych parkietach prawdziwego dominatora.

Stelmet ma w tej chwili 10 zawodników w podstawowej rotacji. Nawet jeśli zmian nie będzie skład potencjałem sięga najwyżej jak to możliwe w PLK. Jeśli uda się wyskrobać jeszcze coś z dna portfela Januszowi Jasińskiemu to będziemy mieli okazję oglądać naprawdę niezłą pakę w Zielonej Górze. Aż mi się oczy świecą na myśl o maju i czerwcu 2019…

Sugerowałbym instalacje sejsmografu w CRSie. Treningowe starcia Bestii z Czołgiem mogą wywołać małe trzęsienia ziemi w okolicy.

Przemysław Żołnierewicz – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Jeden z najbardziej perspektywicznych graczy młodego pokolenia trafia do Stali. Przemek Żołnierewicz nie zdecydował się na pozostanie w Asseco, a także na oferty kilku innych klubów i ostatecznie ląduje w ekipie Wicemistrza Polski.

Żołnierz to jedna z wizytówek gdyńskiego programu pod tytułem stawiamy na naszych. Ostatnie lata to pierwszoplanowa rola, tuż obok Krzysztofa Szubargi lider zespołu. Przez 3 ostatnie sezony gra praktycznie 30 minut w każdym meczu, a średnia punktowa konsekwentnie rośnie. Poprzednie rozgrywki zakończył z 12 punktami na mecz, 5 zbiórkami i prawie 3 asystami. Przemek to gracz jak na polskie warunki niezwykle atletyczny. Bardzo silny, szybki, skoczny, dynamiczny to przymiotniki pasujące do jego opisu. Dzięki wzorowej fizyczności jest zawodnikiem z ogromnym potencjałem po bronionej stronie parkietu, z kolei w ataku dobrze odnajduje się w szybkim graniu. Kłopotem Żołnierza znanym nie od dziś jest rzut. Trójka trafiana na poziomie 31%, rzuty wolne 55% – stanowczo za mało. Jednak tylko 23 lata na karku pozwalają myśleć, że zobaczymy postęp w tym względzie u Przemka, a wtedy jestem przekonany, że zamelduje się w reprezentacji Polski.

Wybór, jaki dokonał sam zawodnik mimo wszystko zaskakuje. OK, podpisuje z ubiegłorocznym finalistą, jednak perspektywy na ten sezon nie są już tak kolorowe. Jeśli na stole były oferty od 3 z 4 prawdopodobnie najlepszych klubów PLK 2018/19 i oferta z zagranicy to tym bardziej przy tej decyzji można postawić znak zapytania. Stal na pewno może mu zaoferować rolę podobną do tej w Asseco z lat poprzednich i podwyżkę wynagrodzenia. Są plusy, ale ja mimo wszystko żałuję, że nie zobaczymy Przemka na tle rywali z europejskiego podwórka.

Stal transferem Żołnierewicza w znaczący sposób wzmacnia swój zespół. Przemek powinien z miejsca być liderem polskiej rotacji ostrowian. Włodarze Stalówki nadal muszą intensywnie szukać kolejnych paszportów, ale to zbieranie idzie całkiem zgrabnie. Jest już Chyliński, Kowalenko, teraz ściągają z rynku chyba najlepszego Polaka jaki pozostał bez klubu, a był w ich zasięgu. Graczy miejscowych do pierwszej piątki już chyba poznaliśmy, teraz czas na uzupełnienia składu, które prawdopodobnie będą na dniach ogłaszane.

Damonte Dodd – GTK Gliwice

To już piąty podpis zawodnika zagranicznego w Gliwicach. Damonte Dodd, 24-letni środkowy związał się z GTK kontraktem na następny sezon.

Dodd to absolwent uczelni Maryland, która raz na jakiś czas produkuje zawodnik do draftu NBA. W ostatnim roku kariery uniwersyteckiej Damonte przebywał na parkiecie średnio prawie 20 minut, zdobywał ponad 6 punktów, zbierał 4,5 piłki i rozdawał 2 bloki. Bloki stały się znakiem rozpoznawczym Doddzilli, w całej historii Maryland plasuje się w tym elemencie na 8 miejscu. Po zakończeniu studiów Amerykanin szukał dla siebie miejsca w G-League, jednak na długo nie zagrzał tam miejsca. Kontynuował swoją przygodę z profesjonalną koszykówką w Meksyku, w drużynie Aguilas Doradas de Durango. Statystyki tam wykręcone przez Dodda robią większe wrażenie, prawie 10 punktów, ponad 7 zbiórek, blok i to wszystko w 27 minut gry.

GTK ma już praktycznie skompletowaną drużynę. 5 obcokrajowców, wszyscy ze statusem – może wystrzelić, ale również może okazać się totalnym przeciętniakiem. Dodd ma 211 centymetrów, duży zasięg ramion, na pewno będzie kandydatem do bycia królem bloków PLK. O minuty raczej powinien być spokojny, pozycje środkowego będzie dzielił z Dawidem Słupińskim, który przychodzi do Gliwic z 1 ligi. Damonte na buldożera w ataku nie wygląda, jednak myślę, że trener Turkiewicz liczy przede wszystkim na niego po drugiej stronie parkietu. 4 Amerykanów powinno robić grę GTK w tym sezonie. W zasadzie to muszą, bo zestaw Polaków zatrudniony w Gliwicach bardziej pasuje do 1 ligi niż do ekstraklasy.

Wszystko wygląda niby fajnie, ALE.

Zobaczymy, jak się ta sprawa skończy, mandat za parkowanie to nie jest…

Kacper Borowski – TBV Start Lublin (3 lata)

Kacper Borowski podpisał aż 3-letnią umowę z TBV Startem Lubilin. W przyszłym sezonie 24-letni zawodnik stworzy w Lublinie duet silnych skrzydłowych z Urosem Mirkoviciem.

Popularny Boro spędził dwa ostatnie sezony w Turowie Zgorzelec. Wyjazd ze Słupska do przygranicznego miasta miał być kolejnym krokiem w rozwoju kariery Kacpra. Odklejeniem łatki juniora, a przyklejeniem etykiety solidny ligowiec. Z perspektywy lat można stwierdzić, że progres w grze Borowskiego nie jest tak duży, jak wielu się spodziewało. Oczywiście pełnił ważną rolę w polskiej rotacji Turowa, jednak nigdy nie stał się kluczową postacią swojej drużyny. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 7,7 ppg, 3,4 rpg w 18 mpg.

fot. Andrzej Romański/EBL

Start potrzebował jeszcze jednego Polaka, który byłby ograny na poziomie ekstraklasy i mógł dać wartościowe 20 minut w meczu. Takiego pakietu poszukają w Borowskim, z którym podpisują umowę na 3 lata. Oznacza to, że traktują Kacpra jako zawodnika na lata, inwestycję w przyszłość, która już od tego roku powinna zacząć się spłacać. Borowski to gracz energiczny, wyskakany, ale nie posiadający jeszcze odpowiedniej masy mięśniowej potrzebnej do rywalizacji z niektórymi przeciwnikami. Lubi kończyć akcje z góry, coraz częściej decyduje się na rzuty za 3 i pewnie wskaźnik prób zza łuku będzie nadal rósł. Mam takie przekonanie, że trener Dedek będzie wiedział jak wykorzystać rozmiary i umiejętności Kacpra w swoim zespole.

Do skompletowania strefy podkoszowej lublinianom potrzeba jeszcze centra. Komfort paszportowy pozwoli im na zakontraktowanie gracza zagranicznego.

Kacper Borowski grał w Słupsku, grał w Turowie, oby los w przypadku Startu był łaskawszy.

Jordan Loveridge – Miasto Szkła Krosno

Bardzo poważne wzmocnienie Szklanego Teamu. Amerykanin występujący w poprzednim sezonie w niemieckiej BBL zagra w Krośnie.

Loveridge to 24-letni niski skrzydłowy, który czasem również występuje na silnym skrzydle. Jordan ukończył uczelnie Utah, na której miał okazję do wspólnej gry z zawodnikami biegającymi aktualnie po parkietach NBA – Delonem Wrightem, Kylem Kuzmą, czy Jakobem Poetlem. Po skończeniu studiów Loveridge przeniósł się do Europy i rozpoczął profesjonalną karierę w lidze węgierskiej. Ostatni rok to awans do lepszej ligi, Amerykanin występował w niemieckim BC Goettingen, który zajął 3 miejsce od końca w BBL. Sezon w Niemczech to statystyki na poziomie ponad 7 punktów i 4 zbiórek w 21 minut gry. Jordan w Goettingen występował na obu skrzydłach. Również tu można doszukać się smaczków związanych z NBA, Loveridge dzielił szatnię z synem Johna Stocktona, Michaelem.

23-latek to gracz, który już trochę europejskiego grania posmakował. Nie będzie świeżynką prosto po uczelni tylko graczem, który ma za sobą pewne doświadczenie. W Krośnie może liczyć na naprawdę duże minuty, będzie pewnie występował na obu skrzydłach i łatał wszelkie dziury. Mierzy 198 cm, wygląda na silnego, żeby nie powiedzieć ciężkiego, stąd zapewne ustawianie go na czwórce. W ataku najczęściej korzysta ze swojego rzutu, potrafi przymierzyć za 3 punkty ze skuteczność ponad 34%.

Posiadanie takiego gracza to ogromne ułatwienie rotacji. Loveridge powinien być jednym z liderów Miasta Szkła. Mariusz Niedbalski posiadając polską rotację taką, a nie inną musi zdecydować się na oddanie gry w ręce Amerykanów. Jordan to na pierwszy rzut oka bardzo solidny zawodnik i wybór, który może przynieść sporo korzyści zespołowi z Podkarpacia.

Oby Love-ridge pozostawił równie dobre wrażenie po sobie, co Wool-ridge.

Deividas Dulkys – Anwil Włocławek Asseco Gdynia

Chyba mocniej nie dało się zamknąć tego tygodnia.

Deividas Dulkys, jeden z ulubieńców kibiców Anwilu, prezesa Anwilu, i kogo tam chcesz Anwilu, podpisuje profesjonalny kontrakt w Gdyni. Sprawy formalne przeszkodził w dopięciu zatrudnienia Ben Emelogu, ale zastępstwo znalazło się natychmiastowo.

Dulkys to 30-letni rzucający obrońca, przede wszystkim strzelec, ale i gracz, który dobrze czuje się z piłką w rękach. Niestety ostatni sezon Litwina to kontuzja i tylko parę spotkań na koncie w ekipie tureckiego Istanbul Buyuksehir Belediyesi. 2016/17 to gra dla Rio Natura Obradoiro i średnie na poziomie 10 punktów, 2,5 zbiórki i 2,5 asysty. We Włocławku grał w 2013/14 i notował ponad 16 ppg w 30 mpg. Kariera Dulkysa po sezonie w Anwilu (w końcówce został wykupiony) nabrała ogromnego rozpędu. Kluby, w których potem występował to solidne marki na mapie Europy, znacznie bogatsze niż jakiekolwiek z naszego podwórka. Teraz Deividas po trudnym dla siebie roku wraca na parkiety PLK, ale nie do byle jakiej drużyny, tylko do odradzającej się gdyńskiej potęgi, która może bez kompleksów patrzeć w kierunku Mistrzostwa Polski i godnych występów w EuroCupie.

Asseco w tym momencie wygląda mocno, bardzo mocno. Widać, że budżet poszybował wysoko do góry. Zestaw obwodowy po dojściu Dulkysa wygląda jeszcze lepiej niż z Emelogu. Litwin to sprawdzony gracz, wiemy czego się po nim spodziewać, Amerykanin to jednak rookie. Sezon po kontuzji to zawsze spore ryzyko i dla gracza i dla klubu, który go zatrudnia. Jeśli po urazie nie został żaden ślad, to Arka na obwodzie ma 3 gwiazdy na warunki PLK największego formatu i chyba nikt tego już nie przebije.

Łzy.

Asseco dosiadło się do stołu z pokaźną liczbą żetonów, odpala cygaro, zagaduje kelnerki, żartuje z rywali. Karta na ręku mocna, czy to wystarczy by zgarnąć całą pulę?

Dojrzałe ogóry cz. III

Dojrzałe ogóry cz. II

Dojrzałe ogóry cz. I

Komentarze

Komantarze

One comment

  1. Świetna seria artykułów widać dużą wiedze na temat koszykówki i aktualnej sytuacji transferowej w sezonie ogórkowym. Na tle pozostałych portali koszykarskich chyba jesteście najlepsi. Moja kolejnsć jeśli chodzi o poziom artykułów i wiedzy o baskecie: pulsbasketu, polskikosz, sports (przegląd sportowy), probasket, sportowefakty (WP).

Comments are closed.