Dojrzałe ogóry cz. II

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK   14.07-20.07

Cheikh Mbodj – Polski Cukier Toruń

W sezonie 2018/19 bez zmian na pozycji centra w grodzie ojca Kopernika. Po udanej rundzie zasadniczej, jeszcze lepszych play offach zatrzymanie Mbodja można określić jako małe zwycięstwo Pierników. Senegalczyk to gwarancja energii pod koszem, straszenia blokiem i walki o zbiórki. Maj zeszłego roku pokazał, że Mbodj odpowiednio wykorzystany w ataku może przynieść drużynie wiele korzyści. Pomijając sposób w jaki był kryty w serii ze Stalą, udowodnił, że zna kilka lub kilkanaście sposobów na zdobywanie punktów. Jeszcze ważniejszą postacią był w defensywie, gdzie rozdawał średnio 1,5 bloku na mecz (3 wynik w lidze). Net rating Szejka z poprzedniego sezonu był na poziomie +20,9, co pokazuje, jak wiele korzyści miały Pierniki z jego obecności na parkiecie.

Torunianie rozpoczną sezon od eliminacji do Basketball Champions League. Stabilizacja składu i kontynuacja pomysłu trenera Mihevca może być sporym atutem szczególnie o tej porze roku. Kluczowym graczem, potrzebnym do realnej oceny możliwości Polskiego Cukru będzie rozgrywający, który zastąpi Coseya. Poprzednie lata wskazują, że możemy spodziewać się nowej gwiazdy ligi.

Darrell Harris – King Szczecin

Podpis gwarantujący bezpieczeństwo polskiej rotacji, co nie oznacza, że można wykreślić Kinga z grona drużyn starających się o zatrudnienie klasowego gracza miejscowego. Jednak presja już zeszła i kolejnego ruchu na rodzimym rynku spodziewałbym się tylko w przypadku dość sporej okazji. Kołobrzeżanin Dariusz rozegra swój 3 sezon w czerwono-niebieskich barwach. Amerykanin z polskim paszportem zakończył minione rozgrywki ze średnimi na poziomie 8 punktów i niespełna 7 zbiórek w 20 minut gry.

fot. Andrzej Romański/EBL

Kiedyś mówiło się o Harrisie w kontekście wzmocnienia każdej lub prawie każdej drużyny PLK. Aktualnie określić go można jako solidnego gracza w rotacji, dającego kilka punktów i zabezpieczającego zbiórkę, jednak już nie na tak dominującym poziomie, jak w przeszłości. W sezonie 2018/19 pozycję centra dzielił będzie ze znacznie lepszym zawodnikiem niż gracze biegający w koszulce Kinga w poprzednich rozgrywkach, których nazwisk już nawet nie pamiętam.

Jak na razie w Szczecinie zdecydowano się na zatrzymanie graczy sprawdzonych w taktyce trenera Metaxy z poprzedniego sezonu. Wymieniono Kowalczyka na Schenka oraz dołożono starego znajomego Budzinauskasa – Sajusa. Już w tym momencie King to drużyna gwarantująca określony, z pewnością play offowy poziom. Pozostaje czekać na zawodników uzupełniających rotację obwodową, którzy pokażą jakie oczekiwania będziemy mogli mieć względem Kinga przed nadchodzącym sezonem. Przy problemach w Ostrowie, mniejszym budżecie w Radomiu, Wilki mogą po cichu zrobić lepszy wynik niż rok temu (nie, nie zapominam o Asseco).

Adam Linowski – Legia Warszawa

Adam Linowski to prawdopodobnie jeden z dwóch graczy (oprócz Michała Kołodzieja), którzy ostaną się w składzie po dramatycznym sezonie 2017/18. Linowski w Legii grał zarówno w II lidze, I, jak i w ekstraklasie. Nigdy nie pełnił roli lidera drużyny, czy postaci wiodącej. Raczej był i jest zawodnikiem uzupełniającym skład, z którego trener przeważnie korzysta z ławki.

Ciężko sobie wyobrazić by w sezonie 2018/19 Linowski odgrywał dużą rolę w zespole ze stolicy. Podpis raczej zabezpieczający rotację Polakami, która została już i tak wzmocniona w porównaniu do poprzednich rozgrywek w sposób kolosalny (potwierdzenia podpisów zapewne wkrótce). Jestem ciekawy, jakich zawodników zagranicznych dobierze Tane Spasev. Dokładając graczy chociażby na poziomie Beane’a, czy Mickelsona, Legia może realnie zacząć myśleć o dużym skoku w górę ligowej tabeli.

Michał Sokołowski – Stelmet Enea BC Zielona Góra (2 lata)

Marzenie Janusza Jasińskiego o sprowadzeniu do Zielonej Góry Michał Sokołowskiego spełniło się. Prawdziwy hit transferowy w PLK. Stelmet zdejmuje z rynku najlepszego Polaka w lidze w ostatnich latach i jedną z największych jej gwiazd. Sokołowski to gracz, w którym można z pewnością upatrywać lidera zespołu, gracza na lata, który najlepszy okres w karierze ma dopiero przed sobą.

Dla samego Sokołowskiego to krok w przód. Może nie taki jak wielu by chciało, czyli wyjazd za granicę, ale jednak. Przejście do największego klubu ostatnich lat w Polsce, z ambicjami na wywalczenie mistrzostwa i grę w VTB to na pewno awans sportowy w stosunku do Rosy Radom. Rosa dała mu wiele, trener Kamiński przekazał drużynę w jego ręce, ale ciężko nie odnieść wrażenia, że od pewnego czasu, Radom był dla Sokoła za mały. Z roku na rok poprawia swoje umiejętności, obrońcą już od dawna był więcej jak dobrym. Do gry w ataku opartej na energii, atakowaniu kosza, wykorzystywaniu ponadprzeciętnego atletyzmu, dołożył trójkę na poziomie 40%. W minionych rozgrywkach w 32 minuty spędzane średnio na parkiecie notował 13,8 punktu, 5,5 zbiórki i blisko 4 asysty.

Stelmet konsekwentnie realizuje założony na ten sezon ogórkowy plan. Uzupełnia skład graczami młodszymi niż przed rokiem, którzy nie mają w swoim CV wielu drużynowych sukcesów. Sokołowski do tej pory w Rosie był graczem, który dużo kreował na piłce, asystował i zdobywał punkty rzutami po koźle, czy po wejściach na kosz. W efektywnym funkcjonowaniu w taktyce Stelmetu na pewno pomoże ostatnio poprawiony rzut i dobre czytanie gry, jakim charakteryzuje się reprezentant Polski. Patrząc tylko na aspekt sportowy, transfer świetny, ale biorąc pod uwagę ostatnią burzę wokół finansów 4-krotnego Mistrza Polski, ruch kontrowersyjny. Nie trudno jest się domyślić, że żeby przekonać Michała do pozostania na parkietach PLK trzeba było położyć na stole pękaty worek z dolarami. Czy Stelmet stać, to wiedzą tylko ludzie pracujący w klubie. Chciałbym tylko więcej nie oglądać wylewającego się smrodu na Twitterze. Nie służy to nikomu, lidze, Stelmetowi, JJowi i samym zawodnikom.

Oby, z punktu widzenia Stelmetu, Sokół ubrany na zielono swoją grą i postawą bardziej przypominał Ponitkę, niż tak ostatnio wałkowanego Gruszeckiego.

Szymon Kiwilsza – GTK Gliwice

Dla młodego wciąż Kiwilszy (20 lat) GTK będzie drugim klubem w PLK. Poprzedni sezon spędzony w AZS Koszalin można potraktować jako przetarcie ekstraklasowe. Szymon przebywał na parkiecie średnio 14,5 minuty, zdobywał niecałe 4 punkty i zbierał 2,8 piłek. Kiwilsza jest graczem podkoszowym, nieco zawieszonym między obiema pozycjami. Za niski by skutecznie walczyć przeciwko większym centrom, za słabo rzuca i jest mało mobilny by być czwórką.

W GTK rywalizować będzie o minuty z graczami polskimi, którzy jakoś bardzo poziomem, ponad niego nie wystają. Kolejny sezon na parkietach PLK, lepszy trener (przynajmniej na starcie rozgrywek) to dobra okazja do rozwoju 20-latka wciąż chyba określanego mianem perspektywicznego.

Ciężko jest napisać coś więcej.

Wojciech Kamiński – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

Stal rozpoczęła budowę drużyny na następny sezon. Kierownikiem będzie doświadczony już inżynier, sprawdzony na ławce trenerskiej w PLK, Wojciech Kamiński. Kamyk pokazał w poprzednich latach, że za nieco mniejszy budżet potrafi zmontować ciekawą ekipę, że ma nosa do najemników szukających fuchy w naszej lidze. Stal borykająca się z wszystkim nam dobrze znanymi problemami, potrzebuje fachowca, który ma pomysł i wiedzę, który coś wyczaruje nawet wtedy, gdy materiał nie jest najlepszej jakości. Dla trenera Kamińskiego to idealna okazja do sprawdzenia się w wymagających warunkach. Już na start duże wyzwanie – wybór podwykonawców na przyszły sezon. Ostrowianie będą musieli załatać dziurę po Adamie Łapecie, podporze tej drużyny. Ze srebrnego składu stracili już większość Polaków – Surmacza, Łukasiaka, nic nie wskazuje na to, że Mateusz Kostrzewski zostanie w klubie. Czas goni, a rąk do pracy na rynku ubywa…

Stali życzymy powodzenia w budowie. Każdej.

fot. bmslamstal.pl

Odejście Michała Sokołowskiego, prawdopodobnie także Daniela Szymkiewicza, pozwolenie na przejście do innego klubu trenerowi Kamińskiemu to koniec pewnej epoki w Radomiu. Okresu, który zapisał się z dobrej strony na kartach historii tamtejszego klubu. Coś się już jednak wypaliło. Przyszedł czas na zmiany, zarówno dla trenera, tak i dla Rosy, którą obejmie kończący karierę…

Robert Witka – Rosa Radom

Po 6 latach panowania Wojciecha Kamińskiego na radomskim tronie nastąpi przekazanie berła. Robert Witka prosto z dresu meczowego przebiera się w koszule i będzie w najbliższym sezonie odpowiedzialny za prowadzenie Rosy w PLK i eliminacjach (póki co) do FIBA Europe Cup.

fot. Fiołek.art/ Rosa

Rosa jest klubem, który przywiązuje się do ludzi, stawia na swoich, bazuje na długoletniej współpracy. Wzorem klubów zachodnich niektórzy zawodnicy kończący karierę zostają w Radomiu by pełnić różne funkcje wokół klubu. Piotr Kardaś to ostatani przykład, teraz do tego grona dołącza kończący karierę koszykarską Witka. Plan na taką zmianę na krzesełku pierwszego szkoleniowca był od dłuższego czasu, sam Robert nie grając końcówki sezonu z uwagi na uraz mógł się przygotowywać do nowego wyzwania.

Jedyne co można powiedzieć o Witce – trenerze, to to, że wydaje się być gościem opanowanym, spokojnie reagującym na wydarzenia boiskowe. Po czasem dość impulsywnym Kamyku, Robert Witka będzie sporą odmianą jeśli chodzi o prowadzenie drużyny w trakcie spotkań. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Niższy budżet w Radomiu, a co za tym idzie słabsi zawodnicy. Odejście kluczowych Polaków i gwiazdy zespołu. Rosa z zespołu celującego w Top4 staje się drużyną jedną z wielu walczących o Play off. Jak na start kariery trenerskiej to trzeba przyznać, że wyzwanie dość spore. Sprostać oczekiwaniom, nawiązać do poprzednich dobrych lat będzie niezwykle ciężko.

Good Luck!

Grzegorz Grochowski – Miasto Szkła Krosno

25-letni rozgrywający w sezonie 2018/19, tak jak w poprzednim, będzie bronił barw Miasta Szkła Krosna. Poprzednie rozgrywki zakończył ze średnimi na poziomie 3,7 punktu  i 3,3 asysty w 20 minut gry. Sezon niezbyt udany, Groszek wciąż nie przebił się do roli pierwszoplanowej w zespole. Problemy wynikające z braku centymetrów i słabej skuteczności za 3 punkty (28% w poprzednim sezonie) powodują, że w ofensywnej taktyce zespołu jest opcją jedną z ostatnich.

W Krośnie na dzień dzisiejszy Polakami do pierwszej piątki najprawdopodobniej byliby Put i właśnie Grochowski. Zobaczymy, jakich zawodników uda się podpisać w najbliższym czasie. Czy środki finansowe zostaną zainwestowane w graczy zagranicznych, których zadaniem będzie pociągnięcie drużyny do góry, czy do aktualnego zestawu paszportowego dojdzie jeszcze jeden gracz, najpewniej uzupełniający wyjściowe ustawienie. Czekamy.

Jakub Parzeński – Anwil Włocławek (2 lata)

Wreszcie choć na chwilę F5 zaznał spokoju, choć na dzień, na parę godzin. Włocławek doczekał się transferu, Jakub Parzeński zawodnikiem rottweilerów. Wszyscy wiedzą, niektórzy skrzętnie wykorzystują, desperacja Anwilu związaną z pozyskiwaniem paszportów na przyszły sezon z każdym podpisem w innym klubie rośnie. Włocławianom udało się pozyskać back up dla Josipa Sobina przy okazji dodając tak potrzebnego, jak opcja banowania na Twitterze Polaka.

Parzyk to gracz, który ma potencjał do tego, aby sprawdzić się w roli rezerwowego w klubie grającym o najwyższe cele w lidze oraz występującym w Europie. Zastąpi w drużynie swojego polsko-włoskiego imiennika, co nie jest poprzeczką nie do przeskoczenia dla nowego nabytku rottweilerów.  Kuba trafia do Anwilu z wielką czerwoną flagą. W poprzednim sezonie rozegrał tylko 7 spotkań na jesieni 2017 roku.  W tych meczach notował średnio 8 punktów i 4,5 zbiórki w 18 minut gry w barwach MKSu. Aktualna forma Parzeńskiego jest zagadką. Początki mogą być trudne, może brakować czucia piłki, feelingu do gry, zrozumienia systemu i zgrania.  Tym podpisem Parzyk wykazuje się odwagą, sezon na odbudowanie po kontuzji spędzi w końcu w ekipie Mistrza Polski, drużynie z chyba najbardziej wymagającymi i krytycznymi kibicami w kraju.

Anwil chcąc mieć miejsce na obwodzie na zawodników zagranicznych był zmuszony do szukania graczy podkoszowych z polskim paszportem. Igor Milicić chciał do Josipa Sobina dobrać Polaka, powielić wzór z poprzednich lat. Padały różne nazwiska w plotkach, zainteresowanie Łapetą, czy Karnowskim świadczy o tym, że trener włocławian celował w dużego centra, wnoszącego do zespołu centymetry, których Josipowi czasem brakuje. Para Sobin-Parzeński mocno eksporotwa nie jest, szczególnie, że dyspozycja Kuby jest na dzień dzisiejszy niewiadomą. W ramach polisy ubezpieczeniowej od słabej formy i wątpliwego zdrowia Kuby, Anwil dokłada do składu Markovicia (o nim za chwilę), który z pewnością część swoich minut spędzi grając na piątce.

Mariusz Konopatzki – Legia Warszawa

22-letni Konopatzki w ostatnich sezonach próbował przebijać się do pierwszej drużyny Asseco Gdynia, jednak ilość minut, jaką rozegrał w tych barwach nie mogła być zadowalająca dla samego zawodnika. W poszukiwaniu gry, w styczniu poprzedniego roku Mariusz zdecydował się na zrobienie kroku w tył, i występy w 1-lidze. Tam średnia minut wskoczyła na poziom prawie 25, dokładał do tego ponad 10 punktów.

Legia, a zarazem Tane Spasev sprowadza do swojej układanki kolejnego młodego jeszcze gracza, którego miał okazję poznać podczas pracy w Gdynii. Konopatzki jako zawodnik z ławki, uzupełniający rotację obwodową właściwie na wszystkich trzech pozycjach może okazać się cennym nabytkiem. Problemem znanym w przypadku Mario jest niepewny rzut, stąd ustawienia, w których to on będzie graczem z  piłką w rękach wydają się najbardziej prawdopodobne. Dobry sezon Kołodzieja pozwala sądzić, że macedoński trener również i z niego wyciągnie co najlepsze.

Alan Czujkowski – AZS Koszalin

28-latek po dwóch sezonach na zapleczu ekstraklasy wraca do najwyższej klasy rozgrywkowej. Sezon 2018/19 spędzi w AZS Koszalin. Podczas ostatniego pobytu w ekstraklasie przebywał średnio na parkiecie 15 minut, zdobywając 4 punkty. W poprzednim sezonie miał duży wkład w sukces Spójni Stargard, jakim było wygranie 1 ligi i awans do EBL. W 27 minut spędzanych na parkiecie notował 10,7 punktu i 4,5 zbiórki.

Czujkowski to zawodnik już ukształtowany, o wiele bardziej doświadczony niż przy poprzedniej przygodzie z PLK. W minionym sezonie rzucał za 3 punkty z ponad 40% skutecznością (129 prób). Jeśli zbliży się chociaż do takiego wyniku w PLK o minuty powinien być spokojny.

Nikola Marković – Anwil Włocławek

Pierwsze zagraniczne wzmocnienie Mistrza Polski. Nikola Marković został zawodnikiem rottweilerów. 29-letni Serb w sezonie 2018/19 zaliczy swój 4 klub w PLK. Marković to już uznana marka w Polsce. Gracz, który udowodnił swoją przydatność we wszystkich klubach (w Stelemecie też), w jakich do tej pory nad Wisłą grał. Zna realia ligi, wziął mały łyczek BCL i chce więcej.

Marković to gracz dobrze czujący się w grze kombinacyjnej. Dużo widzi na parkiecie, w taktyce Milicia może notować wiele asyst po odegraniach z post, czy dzięki współpracy z Josipem Sobinem. Jak na swoje warunki fizyczne jest bardzo mobilny, dobrze kozłuje, stwarza ogromne zagrożenie w akacjach 1 na 1 głownie przodem do kosza. Mimo, że pochodzi z Bałkanów, które nie kojarzą nam się z produkcją wybitnych atletów, Nikola jest w stanie dodać odpowiedniego zastrzyku fizyczności i energii, których czasem brakowało podkoszowym Anwilu w poprzednich sezonach.  Marković to także gracz uniwersalny, mogący grać na obu pozycjach podkoszowych i być w obu rolach efektywny. Z pewnością Milicić widzi w nim zawodnika rozciągającego grę, grożącego rzutem z dystansu, stąd myślę, że statystyka celnych trójek (średnio 0,7 celnej trójki na mecz w sezonie 2017/18) może poszybować do poziomu z sezonu 2016/17 w Treflu (1,3) lub nawet wyżej.

Igor Milicić kontynuuje sprowadzanie do Włocławka graczy, którzy już wcześniej wpadli mu w oko, ale z różnych przyczyn nie udało się ich namówić do gry w poprzednich sezonach. Z zapowiedzi trenera Anwilu o 10 równych zawodnikach można wywnioskować, że do Markovicia na pozycji numer 4 dołączy gracz na podobnym poziomie. Nie ma co ukrywać, że dla Anwilu najkorzystniejszym rozwiązaniem byłoby sprowadzenie kogoś z Polaków, których na rynku jest mniej więcej tylu, co klubów bez zaległości wobec zawodników.

 

Komentarze

Komantarze