Dojrzałe ogóry cz. I

 

fot. Andrzej Romański/EBL

Subiektywne podsumowanie ruchów transferowych w PLK   09.07-13.07

Drew Brandon – AZS Koszalin

Brandon zasłynął w poprzednim sezonie z uwagi na ekstremalnie małe zarobki i wykręcenie triple double. Linijka Amerykanina w meczu z Asseco robi ogromne wrażenie. Triple double w fibowskiej koszykówce jest jak sezon bez zwolnienia trenera w Koszalinie, niby realne, ale ciężko. I to wrażenie nie powinno zostać zepsute przez fakt, w jakiej drużynie koszykówki Brandon grał, w jak złej drużynie koszykówki.

Amerykanin to typ scoring guarda, przypominający Russella Westbrooka nie tylko patrząc przez pryzmat nabijania linijek. Strzelcem dystansowym jest gorzej jak przeciętnym (22,6% za 3 w całym poprzednim sezonie), okazji punktowych szuka raczej bliżej kosza, grając w akcjach na koźle lub ścinając bez piłki w kierunku obręczy. Sezon pokaże, w jaki sposób używać go na parkiecie będzie trener Nikolić.

Wydaje się, że skład budowany przez AZS zaczyna mieć ręce i nogi. Znów, że może to być drużyna fun to watch, z zawodnikami godnymi uwagi. Z zeszłorocznym AZSem tuż przed startem rozgrywek również wiązano podobne nadzieje. I tak to tu na razie zostawię.

Marek Piechowicz – GTK Gliwice

Przedłużenie współpracy, jednocześnie podpis świadczący o kontynuacji strategii budowania drużyny w Gliwicach. Nie przepłacamy Polaków, bierzemy wyróżniających się na pierwszoligowym tle, liczymy na udane transfery zagraniczne. Jeśli nowi gracze, najpewniej zza oceanu, dorównają poziomem do zeszłorocznego zestawu, GTK ma szansę wskoczyć troszkę wyżej w ligowej tabeli. Jeśli nie, ścieżka wydeptana przez warszawską Legię z poprzednich rozgrywek jest o tu, za jarma(r)kiem w lewo.

Kamil Łączyński – Anwil Włocławek (2 lata)

The Decision.

KAMBACK to jednak ruch, który można było chyba przewidzieć. Dlaczego? Inne kluby w lidze wydają się niezbyt ciekawymi opcjami, no może poza Piernikami, Asseco Arką i Stelemtem, który z resztą według doniesień polskiego Adriana Wojnarowskiego złożył Łączce ofertę 2-letniej umowy. Ale Kamil i Stelmet razem? Jakoś mi nie pasuje. Przede wszystkim Łączka od trzech lat jest wokalnym liderem drużyny, w której gra. Nawet wtedy, gdy kapitanem nie był jego gadulstwo (najczęściej w pozytywnym tego słowa znaczeniu) było zdecydowanie zauważalne. Po ostatnim sezonie można mieć wątpliwości, czy kolejny charakter w zielonogórskiej szatni byłby pożądany. Z finansowego punktu widzenia też ciężko sobie wyobrazić, że Stelmet mógłby przedstawić Kamilowi takie warunki, jakich nie otrzymałby we Włocławku. A aspekt sportowy? Zamiana mistrza Polski, przygotowującego się do startu w Basketball Champions League na 4 drużynę poprzedniego sezonu, która wciąż nie wie, gdzie w Europie zagra, to jednak wątpliwy awans. A zagranica?  Niby poziom może i większy, pieniądze pewnie i lepsze, ale szału nie ma, bo i rola w zespole nie taka, jaką chciałby mieć zawodnik w swoim prime.

Odnoszę wrażenie, że Kamil był skazany na Anwil, a Anwil, z uwagi na bogactwo rynku graczy z polskim paszportem, był skazany na Kamila.

I oto jest, cały na biało z czerwonym kwadratem na brzuchu.

Piotr Pamuła – Spójnia Stargard

Na pierwszy rzut oka sytuacja win-win. Spójnia podpisuje doświadczonego już gracza w PLK, a Piotrek dostaje pewne miejsce w składzie z  mniejszymi oczekiwaniami wobec niego. Te oczekiwania ciążyły na nim od dobrych paru lat, by teraz stopnieć do minimum. Bo czym innym jest gra w ekstraklasowym beniaminku w porównaniu do bycia podstawowym zawodnikiem kadry, jak nie minimum.

Być może Stargard to miejsce dla Piotra Pamuły . Może to właśnie tam pokaże, że w dużej roli, a taka na pewno jest dla niego przewidziana, sprawdzi się w PLK. Od lat funkcjonuje z przypiętą łatką strzelca, jednak sezony w Dąbrowie Górniczej pokazały, że Pamuła potrafi kozłować, potrafi podać, potrafi rzucić po koźle. Mimo zaszufladkowania i ogólnie przyjętej krytyki wobec niego zrobił krok w kierunku stania się lepszym graczem. Może nawet kilka.

I jak co roku należy mieć nadzieję, że ktoś kto posiada laleczkę vodoo Piotrka zgubił szpilki, a sam zainteresowany wyczerpał limit kontuzji i pecha na wiele lat.

Vernon Taylor – Trefl Sopot

Taylor w poprzednim sezonie występował w ekipie Okapi Aalstar, półfinaliście ligi belgijskiej. Obrońca ukierunkowany przede wszystkim na zdobywanie punktów. Przez ostatnie trzy sezony utrzymywał skuteczność za 3 powyżej 40%, co pokazuje, że będziemy mieli okazję oglądać na parkietach PLK nie byle jakiego strzelca. Nominalnie grać będzie na pozycji rzucającego obrońcy, ale spodziewam się, że otrzyma dość dużą swobodę jeśli chodzi o kreowanie akcji na piłce.  Z łatwością można już w tej chwili stwierdzić, że Taylor będzie jednym z liderów punktowych swojej drużyny, a może i największą jej gwiazdą. Tęsknota za Jermainem Lovem nie będzie trwała długo.

Trefl jak na razie imponuje transferami. Pierwsza piątka uzupełniona w 4/5.  Kompletowanie składu rozpoczęto od podpisania jednego z najlepszych centrów ligi, Milana Milovanovicia. Po Polakach, z którymi się pożegnano (Mielczarek, Dylewicz, Karolak, Stefański zakończył karierę) nie ma już co płakać. Dziury w rotacji miejscowymi zawodnikami załatano błyskawicznie.  Paweł Leończyk byłby przydatny w każdej z 17  16 18 15 drużyn PLK. Jeszke to gracz, który może spokojnie grać 20+ minut w drużynie z dołu pierwszej ósemki. Do tego wyraźne postawienie na młodzież – Kolenda, Kolenda, Kulka, do tego Śmigło, i rotacja Polakami praktycznie zabezpieczona.

I do czego tu się przyczepić… Trefl zrobi Play offy.

Mateusz Zębski – MKS Dąbrowa Górnicza

Nie wiem, czy mi się wydaje, ale w tym roku chyba można zauważyć tendencję wzrostową, jeśli chodzi o napływ graczy z 1 ligi do PLK. Gra na zapleczu ekstraklasy będzie wreszcie o coś więcej, o paszport do najwyższej klasy rozgrywkowej. Mateusz Zębski po udanym sezonie w Polfarmexie Kutno – średnio 11,2 punktu, 5,3  zbiórki i 3,1 asysty w meczu,  zwrócił na siebie uwagę drużyny play offowej z PLK, co można uznać za spory sukces. Jaką rolę przewiduje dla niego trener Winnicki ciężko na tym etapie przewidzieć. Wszystko zależy od tego, na jakie pozycje sprowadzeni zostaną zawodnicy zagraniczni. Zębski jednak może mieć nadzieję na minuty. MKS pożegnał się z Pamułą plus Mateusz jest zawodnikiem uniwersalnym, mogącym łatać dziury na obwodzie w każdym ustawieniu.

Markel Starks – Stelmet Enea BC Zielona Góra (2 lata)

Zastępstwo Jamesa Florence’a ogłoszone. Amerykanin ostatnio występował w 2 lidze tureckiej, gdzie wykręcał ponad 20 ppg i 7 apg. Starks był liderem swojej drużyny, ilość minut spędzanych na parkiecie (średnio 33,5) świadczy o ogromnym zaufaniu ze strony trenera i kluczowej roli. Markel jest absolwentem uczelni Georgetown, która z pewnością do anonimowych nie należy. Ma za sobą epizody w ligach letnich w Orlando i Las Vegas w 2014 roku. Na przestrzeni ostatnich lat z większą częstotliwością zmieniał kluby (6 w 4 lata) niż George R.R. Martin uśmiercał kolejnych członków rodziny Lordów z Winterfell.

Markel Starks wpisuje się w słowa prezesa Janusza Jasińskiego o zawodnikach głodnych sukcesów. Ma 27 lat, będzie za chwilę wkraczał w najlepszy wiek dla koszykarza, a pucharów i statuetek na ołtarzyku w rodzinnym domu jeszcze nie za wiele. Stelmet może być dla Amerykanina trampoliną do najlepszej europejskiej koszykówki. Klub ma czym kusić, zawodnicy z pozycji 1-2 grający w ostatnich latach w zespole z Zielonej Góry są z pewnością rozpoznawalni i cenieni na międzynarodowym podwórku.

Starks będzie zmuszony do wejścia w buty Flo. Oczekiwania z uwagi na poprzednika mogą być spore. Rola energizera z  ławki, zawodnika prawdopodobnie jedynego zdolnego do wykreowania sobie samodzielnie pozycji do rzutu to jednak coś, w czym na pierwszy rzut oka Amerykanin powinien się odnaleźć idealnie.

Brace yourselves. Season is coming.

Mihajlo Bogdanović – Miasto Szkła Krosno

Mimo, że nie Polak, to trend zatrudniania młodych i obiecujących graczy dalej jest kontynuowany w Krośnie. Po zeszłorocznym eksperymencie z młodym zawodnikiem z Bałkanów (Mustapić), do drużyny z Podkarpacia trafia kolejny obiecujący gracz, tym razem Serb. Bogdanović to 22-latek, który ma za sobą grę w rodzimej lidze. Notował tam średnio ponad 11 punktów przy 28 minutach spędzanych na parkiecie. W Szklanym Teamie zapewne to on będzie starterem na pozycji niskiego skrzydłowego.

W Krośnie mają nadzieję, że doświadczenie trenera Niedbalskiego wyniesione z pracy z młodzieżą w SMSie zaprocentuje na szczeblu ekstraklasowym. Do drużyny dołączyli gracze, którym ciężko byłoby w jakimkolwiek innym klubie o minuty lub dużą rolę. Czy ta strategia przyniesie zwycięstwa? Raczej nie. Ale łatwiej się kibicuje bandzie młodych, walecznych chłopaków niż ligowym wyjadaczom odcinającym kupony od zasług z przeszłości. Zobaczymy w sezonie, czy kibicom i władzą klubowym wystarczy cierpliwości do tej drużyny i wyników pojawiających się na tablicy w hali MOSiR. A nic nie wskazuje na to, by były lepsze, jak sezon temu…

 

Komentarze

Komantarze