Kategoria: Uncategorized

Liczby MVP

Tytułu MVP nie przyznaje się za same liczby, bo te chociaż nie kłamią, to nie zawsze mówią całą prawdę. Szkoda jednak, że w oficjalnych materiałach EBL dotyczących przyznania tytułu najbardziej wartościowego gracza Finałów pojawia się wzmianka jedynie o trzech celnych trójkach Kamila Łączyńskiego w czwartej kwarcie ostatniego meczu, średnia punktów (10,8) i asyst (4,8) z całej serii. Trochę mało, ale jakoś spróbujemy to nadrobić, biorąc pod uwagę liczby pokazujące jego wpływ na grę całego zespołu.

Zbierając dane ze wszystkich spotkań finałowych okazuje się, że kapitan Anwilu Włocławek brał udział w blisko 309 posiadaniach ofensywnych i defensywnych (dokładniej, w kolejności: 308,736 i 309,0048). Bez niego Mistrz Polski rozegrał 93,0048 posiadań w ataku i 98,4576 w obronie. Średnia efektywność ofensywna (ORtg) z Łączką na parkiecie wyniosła 112,15, a defensywna (DRtg) 108,88, co daje NetRtg na poziomie 3,27. Analogicznie gdy siedział na ławce te liczby to 102,15 (ORtg), 101,90 (DRtg) i 0,25 (NetRtg). Szybki rzut oka pokazuje, że w Finałach Anwil z Łączyńskim na boisku był lepszy w ataku średnio o 10 punktów na 100 posiadań, ale również tracił o 7 punktów więcej.

Rating KŁ On KŁ Off
ORtg 112,15 102,15
DRtg 108,88 101,90
NetRtg 3,27 0,25

Idąc dalej, w całej serii włocławianie z Kamilem na parkiecie mieli łącznie 68 asyst (z czego blisko połowa – 29 – to asysty kapitana), natomiast w pozostałych ustawieniach 16. Biorąc pod uwagę inną liczbę posiadań w tych dwóch konfiguracjach jest to wynik lepszy o proporcjonalnie ok. 15 asyst. Liczby popełnionych przez zespół strat to 52 (z KŁ, w tym 10 popełnionych przez niego) i 15 (bez KŁ). Tutaj przy przeliczeniu proporcji otrzymalibyśmy liczbę 49 strat, czyli trudno powiedzieć, żeby konkretny rozgrywający miał na nią większy albo mniejszy wpływ.

Jeśli chodzi o zdobycze punktowe obu zespołów w ustawieniach z Łączką na lub poza parkietem, to Anwil ze swoim kapitanem wygrał z BM Slam Stalą 346 do 335, bez niego zaś przegrał różnicą 4 oczek (99:103). Co ciekawe w procentach rzutów Mistrzowie Polski byli w uśrednieniu lepsi gdy KŁ był na boisku, zaś z procenctów rywali jedynie ten z linii osobistych był większy bez niego.

Anwil Włocławek BM Slam Stal Ostrów Wlkp.
Rodzaj rzutu KŁ On KŁ Off KŁ On KŁ Off
FG% 44,58% 40,99% 42,05% 50,32%
3FG% 32,19% 18,91% 29,91% 35,72%
FT% 70,56% 67,78% 61,77% 55,03%

Myślę, że te liczby mogą trochę więcej powiedzieć o wpływie, jaki miał Kamil Łączyński na to, co wydarzyło się w finałowej serii. Jeśli chcesz zobaczyć jak one wyglądały w poszczególnych spotkaniach, zapraszam do zabawy z arkuszem.

Czas weteranów

Mógłbym zacząć ten tekst banalnie. Czymś w stylu, że playoffy to czas weteranów, i że każdy o tym wie – ale jeśli widzisz tytuł artykułu, to taki wstęp możemy sobie darować. Do rzeczy: dzisiaj zaczynają się Finały EBL. Zastanawiałeś się kiedyś, ile występów w posezonowych seriach mają na koncie poszczególni gracze? Mnie to zaciekawiło i postanowiłem trochę poszukać w różnych źródłach. Znalezienie danych dotyczących występów w jednej lidze nie stanowi wielkiego problemu. Tutaj jednak znajdziesz coś lepszego, połączenie wszystkich playoffów, w jakich występowali obecni gracze Anwilu Włocławek i BM Slam Stali Ostrów Wielkopolski.

Najpierw kilka uwag. Pierwsza to taka, że w dołączonym arkuszu mogą pojawić się błędy. Wynikają one stąd, że niestety nie wszystko można odnaleźć w internecie. Poszkodowani przez to są na pewno Quinton Hosley (sezon w Pinarze Karsiyaka) i najprawdopodobniej Szymon Szewczyk. Liczba spotkań, które rozegrali w PO jest większa niż podana, ale tutaj pojawia się uwaga nr 2 – wszystkie podane dane były sprawdzane na stronie eurobasket.com i stronach poszczególnych lig, w których zawodnicy grali (na marginesie – nie spodziewałem się takiego porządku po stronie ligi włoskiej, a mamy jej czego zazdrościć). Trzecia sprawa – w zestawieniu brałem pod uwagę jedynie te sezony, które już dobiegły końca – nie liczyłem obecnego, czyli ani ćwierćfinałów, ani półfinałów. Uwaga czwarta i ostatnia – nie jest ważne, czy zawodnik grał w najwyższej klasie rozgrywek, czy 2 poziomy niżej. Playoff ma wyższą rangę niż runda zasadnicza i o to tutaj chodzi. Ocenę ciężaru/ważności serii pozostawiam już Tobie. Ok, to zaczynamy.

Zarówno Anwil Włocławek, jak i BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski ma w swoim składzie 11 zawodników, którzy występowali już wcześniej w jakiejkolwiek serii PO. Z tych 22 graczy aż dla 20 obecny postseason jest co najmniej trzecim w karierze, a tylko dla 2 drugim. Obaj występują w Anwil. Pierwszego łatwo podać – to Mario Ihring. Drugim jest Ivan Almeida.

Jeśli spojrzymy łącznie na doświadczenie, które wnieśli reprezentanci obu ekip do tegorocznego playoffu, widać pewną przewagę po stronie Stali. Sumarycznie jej gracze wystąpili już w 428 meczach posezonowych (pierwsza piątka 198, ławka 230). Gracze Anwilu zgromadzili takich występów 326 (pierwsza piątka 131, ławka 195).

Liczba zwycięstw i porażek? W przypadku ostrowian 243 do 184 na korzyść sukcesów, włocławianie z kolei równo, po 163.

 

Lista graczy z największą liczbą występów w PO z obu stron prezentuje się następująco:

Anwil Włocławek BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski
Zawodnik Mecze Zawodnik Mecze
Paweł Leończyk 72 Łukasz Majewski 70
Szymon Szewczyk 63 Adam Łapeta 62
Quinton Hosley 54 Michał Chyliński 61
Michał Nowakowski 38 Tomasz Ochońko 54
Kamil Łączyński 34 Grzegorz Surmacz 44

 

Jedną rzeczą jest grać, ale ważniejsze jest, żeby wygrywać. Poniżej w tabelce najwięksi zwycięzcy w poszczególnych meczach PO:

Anwil Włocławek BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski
Zawodnik Wygrane Zawodnik Wygrane
Szymon Szewczyk 34 Adam Łapeta 46
Quinton Hosley 32 Michał Chyliński 34
Paweł Leończyk 30 Tomasz Ochońko 33
Michał Nowakowski 25 Łukasz Majewski 33

 

Tyle suchych liczb dla ogólnego spojrzenia. Jeśli chcesz zobaczyć więcej szczegółów, jakie playoffowe statystyki mają poszczególni gracze, w jakich krajach i drużynach występowali, zapraszam do przejrzenia załączonego arkusza

Dawid, Goliat, Kopciuszek

fot. Youtube

Aż do 16 marca tego roku jedno w March Madness było przewidywalne. Choć było już 135 prób, to nigdy w historii turnieju drużyna z 16 miejsca nie pokonała lidera. Przełamania dokonało UMBC, pokonując Virginia Cavaliers 74:54. Amerykanie na taki rezultat mają przygotowaną nazwę: upset. Dzięki temu spotkaniu prawdopodobieństwo podobnego wyniku w przyszłym roku wzrosło z 0 do 0,74%. Ok, to jeden mecz. Różnie może być. Czym innym jest seria. Tutaj oczywiście przenosimy się myślami na nasze podwórko i zeszłoroczne historyczne zwycięstwo ósemki nad jedynką w serii Anwil Włocławek – Czarni Słupsk. Zastanawiałeś się kiedyś, ile podobnych historii napisała koszykówka? Jeśli czytasz to pytanie, to pewnie wiesz, co znajdziesz dalej.

Na samym początku jednak muszę Cię ostrzec. Nie powiem, że udało mi się zebrać wszystkie możliwe upsety. Szukałem tylko w wybranych ligach, to znaczy takich, które moim zdaniem mogą być uważane za najbardziej interesujące. Żeby jednak nie było subiektywnie, sprawdziłem NBA i kraje na Starym Kontynencie, mające swoich reprezentantów w Eurolidze. Drugą sprawą jest rozpiętość tych poszukiwań. Tutaj wyznacznik pojawił się sam – możliwość dotarcia do wiarygodnych danych, a ta (jeśli nie chodzi o NBA) rzadko kiedy przekracza wstecz granicę roku 2000. W większości przypadków jest to okres podobny do obejmowanego przez statystyki PLK, czyli sezon 2003/2004.

Na próżno szukać przegranej serii jedynki z ósemką w lidze tureckiej, włoskiej, greckiej, litewskiej, czy w Rosji. Co innego w Hiszpanii. Był taki sezon (2007/08), w którym po rundzie zasadniczej liderem tabeli był Real Madryt. W pierwszej rundzie playoff czekała na nich Unicaja, która wygrywając w stolicy 89:73 i u siebie 88:86 zakończyła dalszą przygodę… mistrzów Hiszpanii z poprzedniego sezonu. Wspominając tamtą serię można się jeszcze uśmiechnąć z pewnego przypadku. Trenerem Realu był wtedy Joan Plaza, czyli obecny trener Unicaji.

W niemieckiej bundeslidze wydarzyły się 2 podobne historie, przy czym ciekawsza jest ta z sezonu 2006/07. Po rundzie zasadniczej na pierwszym miejscu była Alba Berlin. Ósmą pozycję zajmował zespół Artland Dragons, obecnie grający w niższej klasie rozgrywek. Wtedy jednak Smoki odprawiły Albę szybkim 3:0 (87:86, 98:84, 93:71), a po wygranej 3:2 serii z RheinEnergie Koln (w którym grał wówczas Marcin Gortat) zameldowali się w finale. Tam jednak musieli uznać wyższość Brose Baskets (3:1).

Szczęścia do pierwszego miejsca w playoff nie ma raczej francuski zespół Gravelines Dunkerque. Dwa razy, dwa lata pod rząd po sezonie zasadniczym był na szczycie tabeli i za każdym razem playoffy kończył na ćwierćfinale. Najpierw po przegranej 1:2 serii z Cholet, a rok później przegrywając 0:2 z Nanterre, które napisało najpiękniejszą możliwą historię ósemki. W półfinale odprawili znów 2:0 Chalon-sur-Saone, w finale pokonali Strasbourg 3:1 i zdobyli mistrzostwo Francji sezonu 2012/13. Porównanie nie do końca tutaj pasuje, ale chyba można obok napisać, że czegoś równie wyjątkowego dokonali New York Knicks w sezonie 1998/99, którzy z 8 miejsca zostali Mistrzami Wschodniej Konferencji, ale w Wielkim Finale uznali wyższość San Antonio Spurs (1:4).

To tylko kilka historii. Więcej faktów znajdziesz w dołączonej tabeli. Można na nie patrzeć różnie. Walka Dawida z Goliatem? Baśń o Kopciuszku? Piękno sportu? Tak, chyba właśnie to. Jeśli kojarzysz podobną historię i możesz uzupełnić tabelę, daj znać – może powstać coś ciekawego.

Dutkiewicz: zwycięstwo ze Stelmetem to bezcenne uczucie

Start Lublin ogrywa Mistrza! Stelmet zawodzi w tym sezonie, a kolejne zespoły to wykorzystują. Wielkie święto w Lublinie, bo TBV w piątkowy wieczór wygrał z zielonogórzanami jednym punktem. Całe spotkanie było wyrównane, choć to lublinianie prowadzili przez większość czasu. Stelmet ze swoją siłą podkoszową, tym razem przegrał w pomalowanym i zdobył tylko 26 pkt. spod kosza, przy 36 pkt. Lublina. W ekipie trenera Dedka cały czas brakuje kontuzjowanego Mateusza Dziemby, ale jak widać, dla zawodników Startu, to żaden problem.

 

fot. Przemek Gąbka/TBV Start

Agnieszka Łapacz, Puls Basketu: Drużyna z 12. miejsca ogrywa mistrza. Jak to jest? Takie zwycięstwo smakuje podwójnie?
Marcin Dutkiewicz, TBV Start Lublin: Uczucie bezcenne. Ciężko znaleźć teraz słowa, żeby to opisać. Ciężko pracowaliśmy, bardzo w siebie uwierzyliśmy. Mamy za sobą mecze, których nie powinniśmy byli przegrać, ale to zwycięstwo tydzień temu w Sopocie trochę nas uskrzydliło. Dziś poszliśmy za ciosem. Każdy, kto był na parkiecie, zostawił kawał serca, była walka, charakter i nikt nie patrzył na ilość oczek na koncie, tylko na obronę. Każdy sobie pomagał i to było widać. Z drugiej strony, trenerzy przygotowali nas psychicznie, fizycznie i taktycznie bardzo dobrze do tego spotkania. Już dzień po meczu w Sopocie uruchomiliśmy „akcję Zielona Góra” i zaczęliśmy przygotowania do tego meczu. Bardzo się cieszę z tego zwycięstwa, było nam bardzo potrzebne. Kibice bardzo nas dziś wspierali i za to im dziękuję, bo bez nich, to by się na pewno nie udało.

 

Ta mocna obrona była bardzo skuteczna dziś. Wymusiliście sporo strat Stelmetu. To jest trochę tak, że na Mistrzów wychodzi się z dziesięć razy większą motywacją?

Coś w tym jest – Zasada „bij mistrza”. Może Stelmet na ten moment nie gra świetnej koszykówki i chcieliśmy to wykorzystać. Oni nie grają szybko, to zespół, który gra bardziej statycznie, a my grając statycznie mielibyśmy małe szanse na zwycięstwo. Dlatego chcieliśmy zagrać szybko i agresywnie. To nam wychodziło. Pod koniec co prawda zmęczenie dało o sobie znać i zarówno Stelmet, jak i my, popełnialiśmy sporo błędów w obronie, na szczęście my popełniliśmy ich mniej. No i co najważniejsze, całe szczęście, Łukasz Koszarek nie trafił tego ostatniego rzutu. To zwycięstwo całego doskonale współpracującego ze sobą zespołu.

 

To taki moment, kiedy można właśnie te słabości Stelmetu wykorzystywać? To chyba najsłabszy Stelmet w ciągu ostatnich miesięcy, a może i lat…

Stelmet w tym sezonie wygrał kilka spotkań tylko 1 pkt., są mecze – jak dziś kiedy przegrywa pod koniec. Byliśmy na to uczuleni, że nie są tacy straszni i ta zasada „bij mistrza” podwójnie na nas działała. Cieszymy się z tego ogromnie, dajemy sobie dzień, dwa przerwy i szykujemy na Polpharmę, żeby święta spędzić w radosnej atmosferze.

 

Stelmet ma taki potencjał pod koszem, że mogło się to skończyć dla was fatalnie, a tu 34-26 dla Startu spod dziury. Tego chyba się nikt nie spodziewał.

Podkoszowa siła Stelmetu jest najlepsza w Polsce. Mają wysokich zawodników, silnych fizycznie, dobrze grających tyłem, dobrze ze sobą współpracujących. W tym meczu świetną robotę wykonał Darryl Raynolds, który blokował, zbierał. Nikt od niego nie oczekiwał świetnego meczu, a on wyszedł, zrobił swoje -czyli to, co robi na treningach. Bardzo się cieszę, że zagrał dziś taki mecz. Każdy z podkoszowych dobrze zafunkcjonował. Dobrą zmianę dał Bartek Ciechociński, Uros Mirković, Roman Szymański – mimo, że nie był za bardzo widoczny w statystykach. Ale to jest to, że nie zawsze jest się w tych statystykach widocznym, żeby pomóc zespołowi.

 

Mieliście średni start sezonu. Wszyscy oczekiwali od was dużo więcej. Niby mocny skład, a jednak to wszystko gdzieś się rozjeżdżało. Teraz po wygranej z Sopotem i Stelmetem, to ten moment na przełamanie i wejście w rytm -zaczynamy być Lublinem, jakiego wszyscy oczekują?

Mamy taką nadzieję. Choć nie ma co dmuchać balonika. Wygraliśmy dwa bardzo trudne spotkania. Nasza wiara w siebie w końcu dała efekty, pokazaliśmy, że to, co robimy na treningach przynosi efekty. Trenerzy cały czas w nas wierzą i bardzo nas motywują. Nawet jak przegramy mecze, których nie powinniśmy przegrać, to na dobrą sprawę słyszymy, że nic się nie stało, sezon trwa dalej i musimy grać jak najlepiej w kolejnych spotkaniach. Wydaje mi się, że przed sezonem dziennikarze nadmuchali za duży balonik – że jesteśmy ekipą na playoff-y. Nie ważne, jak wyglądamy na papierze, trzeba po prostu wyjść i walczyć. I to dziś pokazaliśmy. Drużyna z 12. miejsca wygrywa z mistrzem. PEWNE zwycięstwo jednym punktem. Charakter, walka i obrona. Tego potrzebujemy w każdym meczu.

 

A jesteście drużyną na playoff-y?

Myślę, że każdy założył sobie taki cel przychodząc do zespołu. Każdy walczy o dobre imię dla siebie, klubu, kibiców i całego miasta. Myślę, ze playoff-y w tym sezonie byłyby wielkim wydarzeniem dla klubu. Pierwsze w historii i myślę, że każdy po cichu na to liczy. Musimy dalej tak ciężko pracować, mam nadzieję, że ten troszkę gorszy fragment sezonu jest już za nami.

 

Macie teraz trzy dość trudne spotkania, bo jest Polpharma, Rosa i MKS. Ten trudny terminarz, to będzie taki sprawdzian siły Lublina?

Teren w Starogardzie jest bardzo trudny. Polpharma jest teraz na 2/3 miejscu w tabeli. Na nich też nikt nie stawiał przed sezonem. Potem mamy dwa kolejne ciężkie mecze w okresie świątecznym. Teraz jest chwila na świętowanie, ale musimy z chłodną głową podejść do kolejnych spotkań. To, że wygraliśmy dwa ciężkie mecze, nie znaczy, że jesteśmy już na playoff-y, czy medale. To z pewnością fajnie smakuje, ale musimy twardo stąpać po ziemi, bo na dobrą sprawę, jeszcze nic nie osiągnęliśmy w tym sezonie.

 

Mokros: mamy długą ławkę i powinniśmy umieć to wykorzystywać

Gdzie jest Stelmet Zielona Góra? W ekipie trenera Gronka jest kryzys – we wtorek fatalne spotkanie i przegrana z Arisem w BCL, a w piątkowy wieczór porażka w Lublinie z plasującym się na 12. miejscu w tabeli Startem.  Wszyscy zdają sobie sprawę, że drużyna gra po prostu źle, ale lekarstwa wciąż na horyzoncie nie widać.

 

fot. A. Romański

Agnieszka Łapacz, Puls Basketu: Że jest kryzys w Stelmecie – to już wiemy.  Ale ta przegrana ze Startem to już gwóźdź do trumny?

Jarosław Mokros, Stelmet Zielona Góra: Dobre pytanie. Nie ma co ukrywać, że gramy poniżej oczekiwań. Dziś byliśmy bardzo zmotywowani. Bardzo chcieliśmy wygrać to spotkanie. Chcieliśmy zagrać dobry mecz i dla kibiców mógł być całkiem widowiskowy, dużo walki, oba zespoły zostawiły kawał serca na parkiecie. Graliśmy bez naszych dwóch podstawowych zawodników… choć to nie jest wytłumaczenie. Mieliśmy swoje szanse, których nie wykorzystaliśmy. To prawda – gramy słabo, musimy to przepracować, może coś zmienić i w końcu ruszyć do przodu. Już środek sezonu, trzeba walczyć.

 
 

W wywiadach dla Sportowych Faktów przewijał się temat atmosfery w zespole. Czy to faktycznie taki problem?

Myślę, że w zespole wszystko jest okej Mamy 11-tu zawodników, którzy chcą grać i którzy mają coś do udowodnienia. Ciężko jest to wszystko poukładać. Mamy dwa mecze w tygodniu i jest to męczące, ale kiedy wypada nam jeden, czy dwóch zawodników, to mamy przecież długą ławkę – i powinniśmy umieć to wykorzystywać, a nie traktować jako wymówkę na przegrane, czy ten „gwóźdź do trumny”.

 
 

Skądś się bierze jednak to słabe granie. Te rozgrywki europejskie dają się we znaki? 

Myślę, że nie ma co zrzucać winy na ilość spotkań w sezonie, mamy taką głębię składu, ze to nie powinien być żaden problem. Po prostu gramy słabo i poniżej oczekiwań. Nie ma co się zasłaniać, tłumaczyć i usprawiedliwiać. Musimy wziąć się w garść i zacząć grać tak, jak wymaga od nas prezes i kibice. Nie jest to fajne, kiedy Zielona Góra i cała Polska w zasadzie wylewa na nas pomyje. Wszyscy nas teraz krytykują. Wiadomo, kibice mają prawo nas oceniać, a my chcielibyśmy, żeby byli z nas dumni.

 
 

Dziś było sporo strat. Lublin wyszedł dość mocną obroną, ale było też sporo takich niewymuszonych strat, podań w poprzek boiska, czy nieporozumień między wysokimi. Skąd aż taki brak zrozumienia na boisku?

Staraliśmy się grać dość szybko… w Lublinie są dwaj zawodnicy, którzy grają bardzo agresywnie – Washington i Lewis… kilka razy odczytali naszą grę, nacisnęli w obronie i z tego wychodziły proste straty, które nie powinny się zdarzyć.

 
 

Macie teraz 6 spotkań u siebie po tym wyjazdowym maratonie. To moment na przełamanie i złapanie znowu tego dobrego rytmu?

Cały czas szukamy tego rytmu. Mam nadzieję, że ten najbliższy będzie właśnie na przełamanie. Mamy 6 meczów, wszystkie chcemy wygrać. Jeśli się uda, to wszyscy odetchną… a szczególnie trenerzy i my.

 
 

Co z Drago? Rozgrzewał się dziś, ale nie zagrał. 

Decyzja trenera.

 

 

A Florence?

W poprzednim meczu doznał drobnej kontuzji i sztab uznał, że dziś ma odpuścić i wrócić do pełni zdrowia.

 

Liga Typerów – 10. tydzień (09.12-13.12)

Oto mecze do wytypowania:

Legia Warszawa – Polpharma Starogard Gdański 09.12 godz. 16:00
Trefl Sopot – TBV Start Lublin 09.12 godz. 17:00
MKS Dąbrowa Górnicza – Anwil Włocławek 09.12 godz. 18:00
Miasto Szkła Krosno – Rosa Radom 09.12 godz. 18:00
Asseco Gdynia – Stelmet BC Zielona Góra 09.12 godz. 19:00
BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski – King Szczecin 09.12 godz. 19:30
PGE Turów Zgorzelec – AZS Koszalin 10.12 godz. 12:40
GTK Gliwice – Polski Cukier Toruń 10.12 godz. 18:00
GTK Gliwice – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski 13.12 godz. 18:00
Trefl Sopot – Legia Warszawa 13.12 godz. 18:30
Asseco Gdynia – Turów Zgorzelec godz. 19:00
MKS Dąbrowa Górnicza – Czarni Słupsk godz. 19:00

Przykład typowania:
a) gdy wygrywa gospodarz (tutaj Trefl) w przedziale 1-5 punktów
30.09 Trefl-Stelmet, 1 , 1-5

b) gdy wygrywają goście (tutaj Stelmet) w przedziale 11-15 punktów
30.09 Trefl-Stelmet, 2, 11-15

Dla Twitterowczów:
a) gdy wygrywa gospodarz (tutaj Trefl) w przedziale 1-5 punktów
Trefl,1, 1-5

b) gdy wygrywają goście (tutaj Stelmet) w przedziale 11-15 punktów
Stelmet,2,11-15

Uwaga! Prosimy o zachowanie kolejności z podanego przez nas terminarza powyżej.

Przedziały punktowe, w których należy typować mecze:
1-5, 6-10, 11-15, 16-20, 20+

Regulamin i zasady znajdziecie tutaj 

Kowalczyk: każde zwycięstwo jest dla nas jak mistrzostwo

Wilki wygrały z Lublinem, a w zespole pojawił się nowy rozgrywający. Z jednej strony, na pewno King na tym nie ucierpi, bo Medlock już w pierwszym spotkaniu nieźle się zaprezentował, ale w trudnej sytuacji jest teraz Sebastian Kowalczyk, który rozgrywał doskonały fragment sezonu i stał się filarem zespołu Kinga. Po przyjściu do ekipy Amerykanina, rola Kowalczyka zapewne znacznie się zmniejszy. Już w pierwszym meczu od kiedy Medlock jest w zespole, Polak dostał mniej minut. Ze Startem Lublin, Kowalczyk zagrał niecałe 18 minut, czyli to drugie najgorsze spotkanie pod względem czasu spędzonego na parkiecie (tylko z Rosą Radom zagrał 17 minut). Wilki po ciężkim boju, wyrwały zwycięstwo w Lublinie i cieszyli się jak z mistrzostwa świata.

Krzysztof Cichomski/King

 

Agnieszka Łapacz: Bardzo się z tego zwycięstwa cieszyliście. To chyba bardzo ważna wygrana dla was?

Sebastian Kowalczyk, King Wilki Morskie Szczecin: To trzecie pod rząd zwycięstwo i przede wszystkim pierwsze wyjazdowe. Dlatego bardzo się cieszyliśmy. Mieliśmy okres, kiedy przegraliśmy trzy mecze, a dziś to trzecia wygrana pod rząd. Na pewno dziesięciogodzinny powrót do Szczecina będzie przyjemniejsza.

 

 

Od drugiej kwarty, wyglądaliście nieźle, ale ta pierwsza kwarta fatalna. Dlaczego tak przespaliście pierwsze 10 minut?

Trochę ciężka sytuacja po dwóch tygodniach przerwy, do tego nowy zawodnik, więc musieliśmy się trochę rozruszać, ale najbardziej cieszy to, że jednak złapaliśmy rytm i pokazaliśmy, że bardzo chcemy wyszarpać to zwycięstwo – i to się udało.

 

 

Złapaliście rytm i przede wszystkim zaczęliście zbierać piłki… bo pod względem zbiórek 4-12 przegrana pierwsza kwarta, a ostatecznie 32-27 dla was. To też chyba miało kluczowe znaczenie?

Trener nas uczulał przed meczem, że Start Lublin gra bardzo szybko z kontrataku, więc musieliśmy uważać na te kontry. Zachowawczo „szliśmy na deskę”, ale w połowie trener powiedział, że jednak czasem trzeba podjąć to ryzyko. A z zasady jesteśmy silni w tym elemencie – w atakowaniu deski i ponawianiu akcji i to jak widać w drugiej połowie przyniosło skutek.

 

 

Macie nową „jedynkę”. Już dziś było widać, że jednak twoja rola w zespole jest mniejsza. Jak do tego podchodzisz?

Nie chciałbym mieć wymówek, ale dwa dni temu miałem jeden ciężki dzień… i cieszę się, że w ogóle przyleciałem tu z chłopakami. Jednak myślę, że rola w zespole się nie zmieni tak bardzo. Jest zawodnik do pomocy i obyśmy stworzyli dobry duet.

 

 

Pojawia się chyba trochę kwestia rywalizacji. Teraz raczej nie miałeś z kim rywalizować o miejsce pierwszego rozgrywającego.

Tak naprawdę, nawet jeśli Jimmy bardziej czuł się na dwójce, ale graliśmy oboje na jedynce, to i tak ta rywalizacja o miejsce była. Z Medlockiem jesteśmy jedynkami… taka rywalizacja jest na pewno dobra dla dwóch zawodników. To nie jest tak, że trenujesz na 50% bo nie masz rywala. Każdy chce się pokazać na treningach jak najlepiej i myślę, że pod tym względem na treningach nic się nie zmieniło.

 

 

Były fragmenty, gdzie Medlock grał na rozegraniu, a ty na dwójce. Jak się zapatrujesz na takie ustawienie?

Wyszło tak, że Carlos jako nowy zawodnik nie znał jeszcze wszystkich zagrywek, więc jako, że jestem dłużej w zespole i znam zagrywki na dwójce, powiedziałem mu -„graj te zagrywki, które znasz, a ja się dostosuję”. Wyszło to zupełnie spontanicznie. Nie wiem, jak to będzie w przyszłości. Mamy dużo zawodników obwodowych, ja raczej chciałbym skupić się na rozegraniu i niech tak zostanie.

 

 

Jedziecie do Ostrowa, potem macie GTK. To te mecze, które będą dla was dość ważne, jeśli chodzi o układ tabeli. Z cyklu – trzeba to wygrać, jeśli chcemy bić się o playoff-y?

Wiemy o co walczymy, wiadomo, że nie gramy o utrzymanie w lidze, tylko o wejście do playoff-ów. Każdy mecz jest dla nas bardzo ważny, tak jak pokazaliśmy to dziś… cieszymy się po zwycięstwie, jakbyśmy wygrali mistrzostwo. Każde zwycięstwo krok po kroku i zobaczymy, czy uda się zrealizować ten cel.

 

#PożegnanieSiarki

Po siedmiu sezonach w PLK Siarka Tarnobrzeg kończy swoją przygodę w ekstraklasie. Zespół Zbigniewa Pyszyniaka nie przystąpił do procesu licencyjnego PLK i swój kolejny sezon prawdopodobnie rozpocznie w pierwszej lidze.

Sama obecność Siarki Tarnobrzeg w PLK, zarządzanie i filozofia prowadzenia zespołu to zupełnie inna historia. Ja klasycznie zająłem się warstwą statystyczną najgorszego zespołu ostatniej dekady w Polskiej Lidze Koszykówki. 

Bilans: 62-159 (28 procent zwycięstw).

Trenerzy:

Dariusz Szczubiał: 38-60, 98 meczów jako HC (39 proc. zwycięstw)

Bogdan Pamuła: 4-11, 15 meczów jako HC (27 proc. zwycięstw)

Zbigniew Pyszniak: 20-84, 104 mecze jako HC (19 proc. zwycięstw)

Leszek Marzec: 0-4, 4 mecze jako HC (o proc. zwycięstw)

Pełną tabelę ze statystykami w normalnej rozdzielczości znajdziesz tutaj.

ssssssss

Drużyny, z którymi Siarka nigdy nie wygrała: Czarni Słupsk (0-14), Miasto Szkła (0-2),Polonia Warszawa (0-3), Polski Cukier (0-6), Turów Zgorzelec (0-14).

Drużyny, z którymi Siarka ma bilans 0.500 lub wyższy: Kotwica (9-6), AZS Politechnika Warszawska (3-1), ŁKS (4-0), PBG Basket Poznań (3-3), Start Lublin (3-3), Start Gdynia (4-0), King Szczecin (4-2).

  • swój najlepszy występ zanotowali w sezonie 2011/12. Wygrali  wtedy 17 z 38 meczów
  • najwięcej punktów zdobyli: 109 przeciwko Anwilowi w sezonie 2011/12
  • najwięcej punktów stracili: 123 vs Polski Cukier (2014/15)
  • najmniej punktów rzucili: 51 przeciwko MKSowi w sezonie 2015/16 i Turowowi w sezonie 2016/17
  • najmniej punktów stracili: 48 vs Kotwica (2010/11)
  • najlepszy indywidualny występ: Gary Bell – 28 punktów, 11/17 z gry, 5/7 za 3, 5 zbiórek, 3 asysty (vs Asseco)
  • najlepszy EVAL w pojedynczym meczu: 41 Gary Bell (vs Asseco)
  • najgorszy EVAL w pojedynczym meczu: -7 Christopher Long (vs Czarni) w sezonie 2012/13
  • najdłuższa seria porażek: 14 w sezonie 2015/16. Seria rozpoczęła się od porażki z Anwilem (2015-12-12), a zakończyła się zwycięstwem z Treflem Sopot (2016-02-27). Pasmo porażek trwało 77 dni.
  • najdłuższa seria zwycięstw: 4 w sezonie 2011/12. Siarka pokonała wtedy: AZS PW, ŁKS, Anwil i Trefl Sopot. Seria trwała 24 dni.

Zaawansowane statystki z siedmiu sezonów Siarki w PLK. Tabela w dużej rozdzielczości. 

Dwukrotnie zespół Pyszniaka miał największe tempo gry. Pięciokrotnie najgorszą lub drugą najgorszą obronę w lidze. I to chyba najlepszy opis ostatnich siedmiu lat tej drużyny w PLK. Szybka gra oparta o dużą liczbę rzutów, całkowicie ignorująca skuteczność i obronę. Dean Oliver w swoich – sławnych już – „Four Factors of Basketball Success” na pierwszym miejscu wymienia skuteczność. Jeżeli spojrzymy na effective field goal percentage drużyn z ostatnich 7 sezonów to w low30 znajdziemy 5 z 7 sezonów Siarki. Lata świetlne za koszykówką.

sia

Liderzy Siarki w poszczególnych kategoriach w ostatnich siedmiu sezonach.

Najwięcej meczów w barwach Siarki:

  1. Jakub Patoka – 139
  2. Daniel Wall – 101
  3. Nicchaeus Doaks – 94
  4. Josh Miller – 68
  5. Piotr Pandura – 66

Najwięcej minut:

  1. Jakub Patoka – 3075,67
  2. Daniel Wall – 2805,98
  3. Nicchaeus Doaks – 2416,17
  4. Josh Miller – 2240,25
  5. J.T. Tiller – 1603,38

Najwięcej punktów:

  1. Nicchaeus Doaks – 1025
  2. Josh Miller – 992
  3. Daniel Wall – 915
  4. J.T. Tiller – 749
  5. Jakub Patoka – 737

Najwięcej zbiórek:

  1. Nicchaeus Doaks – 674
  2. Jakub Patoka – 433
  3. Daniel Wall – 474
  4. Louis Truscott – 249
  5. Zach Robbins – 289

Najwięcej asyst:

  1. Josh Miller – 349
  2. J.T. Tiller – 213
  3. Jakub Patoka – 152
  4. Daniel Wall – 119
  5. Marcin Nowakowski – 114

Najwięcej przechwytów:

  1. Jakub Patoka – 97
  2. Josh Miller – 94
  3. J.T. Tiller – 86
  4. Daniel Wall – 75
  5. Chaisson Allen – 67

Najwięcej bloków:

  1. Nicchaeus Doaks – 101
  2. Zach Robbins – 98
  3. Przemysław Karnowski – 41
  4. Jakub Patoka – 40
  5. Dariusz Wyka – 30